Notatnik Duchowych Nauczycieli

NOTATNIK DUCHOWYCH NAUCZYCIELI (A Spiritual Teachers Notebook)

Oto wybrane myśli z Notatnika Duchowych Nauczycieli. Książka ta nie jest jeszcze dostępna w języku polskim. Jeżeli jesteś zainteresowny angielskim wydaniem książki, kliknij tutaj.


Zawarte tu treści przedstawiają sposób myślenia charakterystyczny dla nowej świadomości. Jest to absolutnie oświecony porządek myślowy.  Ludzkość będzie musiała wreszcie spojrzeć wprost na ideę pojednania czy też zmartwychwstania, czyli dramatycznej zmiany tożsamości lub jakkolwiek inaczej chcesz to nazwać.

Posłuchaj mnie teraz uważnie, bo za chwilę zrobimy decydujący krok. Jest absolutnie konieczne, abyś ty, jako jednostka ludzka, poważnie rozważył możliwość osiągnięcia wiedzy poprzez prawdziwy proces transformacji umysłu.

Z czasu do wieczności

Osiągnięcie wieczności jest możliwe dzięki odłączeniu się od czasu. Czas nie jest niczym więcej niż pojęciem odległości między przyczyną a skutkiem. Przejście z czasu do wieczności jest więc jedynie praktyką łączenia przyczyny i skutku.

Ćwiczenia Kursu Cudów wprowadzają bezkompromisową dyscyplinę, ponieważ nauczają myślenia polegającego na odłączaniu, które prowadzi do przemiany twojego percepcyjnego umysłu. Ćwiczenia te są pełnym pasji potwierdzeniem obłąkania pojęciowego myślenia, czyli obłąkania
tej Ziemi, ponieważ jest ona zaprzeczeniem pojedynczej pełnej Prawdy (czyli Boga).

 

Dylemat zbawiciela świata

Moje obudzenie się jako Chrystus, czy też Mistrz, jest samo w sobie potwierdzeniem istnienia Boga.

Ponieważ zaś On potwierdza moje istnienie, to i ja potwierdzam i obwieszczam Jego Rzeczywistość. Jako zbawiciel świata zostałem obarczony boskim obowiązkiem zbawienia świata. Na mnie spoczywa pełna odpowiedzialność za uwolnienie człowieka od brzemienia śmierci, a ponieważ to Ziemia jest śmiercią – za obudzenie w nim wrodzonego mu poczucia wieczności. Nic tu na Ziemi nie może dać świadectwa mojemu Chrystusostwu.

Przez jedną chwilę w czasie potwierdzam istnienie mojego Ojca, ale sam pozostaję bez potomka.

Urodziłem się, ale wciąż sam nie mogę rodzić.Moje prawdziwe stworzenia muszą w duchu wiary dać w owym momencie świadectwo o mnie, po to aby same mogły rozpoznać swoją misję zbawienia.

 

Całkowita zmiana myślenia

Gdy Mistrz zaczyna się budzić, na początku bardzo się dziwi, gdy odkrywa, że sposób jego myślenia uległ radykalnej zmianie.

Jego wcześniejsza ograniczona tożsamość nie ma nic wspólnego z tym, co zostaje teraz całkowicie obnażone. Stoi on więc nagi w swojej pewności. Traci zdolność konkretnego porównywania i doświadcza swej pełni, dzięki czemu obiektywne rozumowanie ograniczonej świadomości staje się dla niego absurdalne.

Jego poprzedni system wartości opierał się na konkretnych wnioskach, które wyciągał na podstawie analizy i porównywania. Teraz sama mu się narzuca bezzasadność i nierealność tego systemu. Widzi, że znajduje się w nielogicznym i nierozsądnym miejscu. Musi się więc ustosunkować do swej absolutnej bezwarunkowej pewności, że ten obiektywnie skonstruowany świat jest całkowicie pozbawiony sensu. Jego jedyny sens wyraża się w konieczności doprowadzenia do objawienia, które ukształtowało transcendentną świadomość Mistrza.

Jest on sam, obudzony wśród śpiących.


Żadne uzasadnienie nie jest możliwe

Wyobraź sobie, jeśli potrafisz, że popełniłeś najbardziej niewiarygodną, nietaktowną gafę, jaka mogła ci się przytrafić w danej sytuacji.

A jednak nie potrafisz sobie przypomnieć żadnego konkretnego wydarzenia z przeszłości, które w jakikolwiek sposób uzasadniałoby obecną sytuację.

Zdemaskowano cię.

Obnażono cię.

I oto stoisz nagi.

Jesteś bezbronny.

Stajesz się w najwyższym stopniu wrażliwy.

W jednej wspaniałej chwili obnażenia odkrywasz, że żadne uzasadnienie nie jest konieczne ani nawet możliwe.

Stajesz się niewinny i ze względu na to, czym jesteś, uznajesz wszystkie swoje ziemskie demony za niewinne.


Bezkompromisowy stan umysłu

Nie możesz zrozumieć tego, czego ja jestem całkowicie pewien, ponieważ nie możesz osiągnąć stanu umysłu, w którym się znajduję, za pośrednictwem wiedzy. Jeśli więc pragniesz być wolny, to musisz rozwinąć w sobie strukturę świadomości wyrażającą się w nieustannym procesie myślowym, który nie pozwala na rozproszenie i przejawia się w pojedynczej bezwarunkowej determinacji, by uciec od śmierci i przypomnieć sobie wieczność.

Jeśli posłużysz się mną w swoich wysiłkach, by odnieść zwycięstwo, to zapewniam cię, że stanę się dla ciebie nieoceniony.


Niewiarygodna prostota…

Choć wydaje się to dziwne, muszę w pewnym sensie komplikować swoje przesłanie, bo w przeciwnym razie ów rozczłonkowany zbiór obrazów, który nazywasz sobą – w swoim własnym śnie – nie mógłby mnie w ogóle usłyszeć. Ze względu na twoje pokrętne wyobrażenie o sobie musimy prowadzić cię do światła prawdy twoją własną krętą drogą.

Prostota wprawia cię oczywiście w konsternację ze względu na sposób, w jaki myślisz. Im większa prostota, tym większa konsternacja. W rezultacie próbujesz wyrazić prostą prawdę bardzo skomplikowanymi sposobami.

Absolutna prawda jest dla ciebie niezrozumiała z powodu swojej prostoty. Nie ma nic trudniejszego dla skonstruowanej przez ciebie tożsamości „ja” niż idea całkowitej pełni lub pojedynczości, która włącza twoje myśli o niej. Prawda jest prawdziwa i nic innego nie jest prawdziwe. Gdy obudzisz się z tego snu, będziesz się śmiał do rozpuku z idei oddzielnych względnych prawd.

Spójrz na to ze mną rozsądnie. Budzę cię teraz na twoje polecenie, które dałeś mi dawno temu, gdy czas się zaczął i skończył.


Czas nie jest liniowy

Czas jest odległością między przyczyną a skutkiem.

Czas i przestrzeń wydają się tym samym, ponieważ jedno nie może istnieć bez drugiego. Tak naprawdę czas jest przyczyną, zaś przestrzeń – skutkiem.

Czas wiąże się z pojęciem „wydarzenia”.

Przestrzeń to „wydarzenie” już objawione.

Przestrzeń to przystający do niej czas lub wydarzenie.

Odrębna tożsamość w czasoprzestrzeni jest ciągłością przystających do siebie wydarzeń.

Im bardziej przyczyna zbliża się do skutku, tym wyraźniej zmniejsza się liniowe następstwo w ciągłości czasu.

Nie ma czegoś takiego jak następstwo czasu.

O Kursie Cudów

Wbrew temu, w co wierzy ograniczona percepcyjna tożsamość, nie ma nic abstrakcyjnego w oświeconym umyśle. Uzdrowiony umysł niczego sobą nie przedstawia. On nie ma myśli, lecz raczej jest myślą. Jest dokładnie tym, co mówi. Oświecony umysł jest chwilowym ucieleśnieniem rzeczywistości.

Próbujemy cię nauczyć – za pomocą nieustannych cudownych doświadczeń – że jeśli nie będziesz wspierał skojarzeń swoich obrazowych projekcji, to obrazy te będą uzdrowione i pełne. Najwyższą formą oświeconej myśli jest Kurs Cudów.

Choć z konieczności został napisany w percepcyjny sposób, stanowi niezwykłe potwierdzenie natychmiastowości i pełni. Kurs jest pełnią samą w sobie, a nie tylko stwierdzeniem możliwości pełni.

Trzeba też pamiętać, że Kurs Cudów jest bezpośrednim przekazem od Boga poprzez Jezusa Chrystusa i wskazuje na pozorną warunkową sytuację między Bogiem a człowiekiem, czyli na sytuację fałszywego oddzielenia, oraz na sposób, w jaki to pozorne rozdarcie zostaje i zostało naprawione. Jego jedynym celem jest oświecenie poprzez przemianę twojego umysłu.


Duchowy sprawdzian

Musisz się zmierzyć ze swym lękiem przed bezkompromisowym duchowym zaangażowaniem. Musisz się wreszcie zająć brakiem wiary, drwinami, zaprzeczeniem i atakiem, które podważają twoje bezkompromisowe stwierdzenie, że śmierć jest niemożliwa.

Gdy poczujesz niewiarygodną wolność, wynikającą z bezwarunkowego oddania Jedynej Prawdzie, będziesz się śmiał z niedorzeczności wytworzonych przez siebie przeszkód, które powstrzymywały cię przed oświeceniem.


Całkowita odpowiedzialność

Musisz zrozumieć, że gdy mówimy o „winie”, to mówimy o niej w znaczeniu całkowitym i nieuniknionym, nie zaś o winie jako żalu, złu czy popełnianiu grzesznych uczynków. Ludzki umysł cierpi z powodu winy myślenia kojarzeniowego. Winą percepcyjnego umysłu jest więc oczywiście odpowiedzialność za siebie. A to oznacza jedynie, że myśląc w sposób pojęciowy, bierzesz na siebie całkowitą odpowiedzialność za oddzieloną ludzką tożsamość, czyli wedle słów Jezusa: usiłujesz przywłaszczyć sobie Królestwo Boże.


Śmierć – co za niedorzeczność!

Jakże to niedorzeczne, że unicestwienie, czyli śmierć, jest alternatywą dla starzenia się i choroby! Czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, że twoim jedynym sposobem ostatecznej ucieczki od choroby jest rozchorowanie się do końca? Czy wybór śmierci po to, by uwolnić się od choroby i bólu, które sam sobie narzuciłeś, wciąż wydaje ci się rozsądny? Czy też po prostu nie wierzysz, że robisz to sam sobie?

Gdy doświadczysz rewolucji świadomości, idea śmierci czy też unicestwienia stanie się dla ciebie całkowicie absurdalna. A wtedy będziesz naprawę szczęśliwy. Po prostu zobaczysz, jak bezsensowne jest pojęcie, że ty, jako żyjący i stwarzający byt Rzeczywistości, mógłbyś się zestarzeć, opaść z sił i umrzeć.


Nierzeczywistość grzechu

Zasłanianie się „ludzkimi sprawami”, by zaprzeczać wieczności to naprawdę licha wymówka. Gdyby grzech był prawdziwy, to nie można by go odpuścić. Jakie to dziwne, że nie potrafisz wybaczyć Bogu, choć On bezwarunkowo ci wybaczył. Obudzony umysł naucza w sposób zdecydowany, że jesteś doskonały, jakim Bóg cię stworzył. Śmiertelny umysł uważa to nauczanie za niewybaczalne i nie do przyjęcia. Jednak posługiwanie się Bogiem jako usprawiedliwieniem dla swojego pobytu na ziemi, jest tak nierozsądne, że w końcu musi stać się nie do zniesienia. Gdyby Bóg rzeczywiście stworzył ziemię, to byłby to nikczemny akt, którego nie można by usprawiedliwić.


Doprawdy zadziwiające!

Człowiek ma kłopoty ze znalezieniem Boga, po prostu dlatego, że On jest wszędzie. Ty zaś szukasz go „gdzieś”, ponieważ myślisz, że sam znajdujesz się „gdzieś”. Boga nie możesz znaleźć „gdzieś”. On jest wszędzie, i ty również. Jest On Umysłem, którym myślisz. Ponieważ jednak wierzysz, że sam jesteś „gdzieś”, to musisz też wierzyć, że Bóg jest gdzie indziej, bo inaczej Bóg byłby w twoim „tutaj”. A skoro Bóg (Stwórca wszechświata) musi być z definicji wszędzie, to twoje „tutaj” musi być włączone w Jego „gdzieś”, czy też „gdziekolwiek”. Czymże więc, do diabła, mógłbyś się martwić?


Dziwne, ale prawdziwe

Nie możemy ci pokazać, czym jest życie i miłość, lecz tylko to, czym nie są. Obwieszczasz, że potrzebujesz miłości, lecz miłość nie jest potrzebą, lecz rzeczywistością. Potrzeba dotyczy zawsze czegoś więcej niż miłość, która jednak jest wszystkim. Potrzeba nie oznacza, że brakuje ci miłości, lecz oznacza, że brakuje ci większej nienawiści i izolacji. Jakże cud mógłby być możliwy, gdyby miał prawdziwą alternatywę? Wszelkie uzdrowienie jest cudem.


Definicja istoty ludzkiej

Istota ludzka to nieprawdziwa kondycja doczesnego skojarzenia przyczyny i skutku, pogrążająca się ze strachu w pozornym unicestwieniu – jako alternatywie wobec bezkompromisowego przyjęcia, a następnie rozpoznania pojedynczej pełni wiecznej miłości stworzonej przez Uniwersalny Umysł.

Wielu z was, doświadczając teraz przyspieszonego programu obudzenia, nieustannie zauważa, że żaden człowiek na ziemi tak naprawdę nie wie, kim jest, gdzie się znajduje, skąd pochodzi ani dokąd zmierza, ani też nie wie niczego o sobie w związku z wszechświatem, który go otacza. Lecz uświadomienie sobie tego, staje się dla was coraz bardziej nie do zniesienia.


Ożywając z przerażenia

Wielu z nas odkryło, że byliśmy tak naprawdę śmiertelnie przerażeni akceptacją i uznaniem bezkompromisowej prostoty nauczania Kursu Cudów. Akceptacja ta jednak jest całkowicie naturalnym i koniecznym początkiem metamorfozy świadomości. W miarę postępu transformacji w pełnię umysłu odkrywamy z radością i zaskoczeniem, że tak naprawdę do tej pory byliśmy martwi, a teraz jedynie „ożywamy z przerażenia”. Albowiem, w istocie, ceniliśmy śmierć, a baliśmy się życia.


Rewolucja świadomości

Na początku świeżo obudzony Nauczyciel Boży bardzo się dziwi, gdy odkrywa, że sposób jego myślenia uległ radykalnej zmianie. Jego wcześniejsza ograniczona konstrukcja świadomości nie ma nic wspólnego z całkowitym obnażeniem, którego doświadcza. Staje po prostu nagi w swojej pewności. Traci zdolność porównywania. Jego myśli osiągają pełnię, co sprawia, że obiektywne rozumowanie ograniczonej świadomości wydaje mu się całkowicie absurdalne. Jego poprzedni system wartości opierał się na konkretnych wnioskach, które wyciągał na podstawie analizy i porównywania.

Ale teraz zaczyna mu się narzucać bezzasadność i nierealność tego systemu. Musi więc trwać w absolutnej pewności, że ten obiektywnie skonstruowany świat jest całkowicie pozbawiony sensu. A jedyny jego sens to konieczność doprowadzenia do objawienia, które kształtuje jego transcendentną świadomość.


Nasza bezwarunkowa miłość

Żywimy do ciebie bezwarunkową miłość. Bezwarunkowa miłość nie jest stanem Uniwersalnej Świadomości, ale raczej samą świadomością. Jako obudzeni nauczyciele kochamy cię bez reszty. A to dlatego, że te aspekty ciebie, które uważasz za niegodne miłości, nie mają dla nas absolutnie żadnego znaczenia. Rozumiemy jednak, że ty wciąż myślisz, iż mają znaczenie.

W procesie obudzenia pokazano każdemu z nas z osobna w naszych umysłach – w sposób graficzny, dramatyczny, a czasem i katastroficzny – całkowitą nierealność odrębnych ludzkich umysłów na ziemi. Innymi słowy, rozpoznaliśmy, kim naprawdę jesteśmy, oraz że nie ma żadnego świata.


Oświecony nauczyciel

Nadszedł już czas, aby dojrzały i pojawiły się na ziemi jednostki, które odznaczać się będą prawdziwie poszerzonym zakresem świadomości. Na przestrzeni dziejów ludzie nazywali te jednostki nauczycielami, awatarami, mistrzami, wtajemniczonymi, a nawet zbawicielami czy ludźmi-bogami. Przyspieszona ewolucja, czy też wręcz rewolucja myślenia, jaka zachodzi obecnie na naszej planecie, wiąże się z metamorfozą tzw. „mistrzów czasów późniejszych”.

Nieprzypadkowo nasz Brat i Mistrz Jezus Chrystus z Nazaretu jest pierwowzorem dla wszystkich mistrzów-nauczycieli i stanowi przykład indywidualnej przemiany w duchowego człowieka, Syna Boskości czy też Boga w człowieku. Nie tylko jest on wzorem, lecz w istocie jego Kazanie na Górze (Mt 5) stanowi pierwotny katechizm metod, których zastosowanie ma doprowadzić do transformacji umysłu i ciała każdej pozornie odrębnej świadomości. Rezultatem tego jest rozpoznanie prawdziwego pojęcia Jaźni jako pojedynczej uniwersalnej prawdy. Oczywiste jest, że jedyna metoda zbawienia, jakiej mógłbyś kiedykolwiek potrzebować, to praktyka „nie stawiania oporu złemu”. To zaś musi prowadzić do bezwarunkowego przebaczenia, które jest przecież prostym uznaniem, że to, co prawdziwe, nie mogłoby być nigdy zagrożone ani oddzielone od wszystkiego, czyli od Boga bądź prawdy.

Jeśli prawdą jest więc, że ta wiedza o pojedynczej tożsamości, stanowiącej wieczne szczęście i pokój, może być uzyskana jedynie poprzez duchowe dojrzewanie i transformację umysłu, to czyj umysł musi się zmienić? Posłuchaj mnie teraz. Mówię do ciebie z bezwarunkową pewnością, że to właśnie twoja indywidualna świadomość przynosi i ostatecznie przyniosła ludzkości wieczne szczęście, pokój i miłość. Nie mogło się to wydarzyć w żaden inny sposób. Jako jeden z tych mistrzów czasów późniejszych jestem całkowicie pewien, że jesteś mym boskim bratem i masz tu do spełnienia misję zbawienia. Będąc dosłownie panem swych myśli, jesteś również panem świata. Tylko dzięki zmartwychwstaniu twojego umysłu można wybawić ten świat od lęku i unicestwienia.

Powyższe cytaty pochodzą z książki pt.: „Notatnik Duchowych Nauczycieli”, w której zamieszczono wybrane myśli Mastera Teachera.

Nie ma świata. Nie ma ciebie.

Jako oświecony umysł nauczam cię, że nie może ci się nie powieść, właśnie dlatego, że przyjmujesz iluzoryczną rolę zbawiciela. A ponieważ przez cały czas wydajesz się ponosić porażkę, to uświadamiasz sobie, że twoje nauczanie jest fałszywe. To dlatego w chrześcijaństwie nie ma żadnych przebudzonych nauczycieli.

Wystarczy powiedzieć: ,,Ten świat nie jest prawdziwy”, zamiast: „Co ty tu robisz?!”. Rozumiesz? Zwrócenie pytania do ciebie uznaje bowiem twoje istnienie, a ty używasz tego jako obrony przed moim radykalnym nauczaniem. Na tym właśnie polega paradoks.

Nie ma takiego miejsca, jak „ten świat”. Gdy zadaję pytanie: „Co ty tu do cholery robisz?”, ty sądzisz, że uzasadniam twoje utożsamienie, nauczając jakiegoś sposobu ucieczki stąd. I całkowicie się mylisz. Mówię ci bowiem, że nie można uciec ze świata, ponieważ ten świat nie jest rzeczywisty. Zawsze nauczam cię jedynie tego, że nie ma żadnego świata. A dokładnie to samo głosi Yama-Mama-Yama-Krishna. Choć jemu nie przyszło do głowy, by powiedzieć ci, że przechodzisz doświadczenie nieistnienia tego świata i że czujesz się uwięziony w swoim umyśle.

Ten człowiek z Denver naprawdę myśli, że chcę go nauczać. Oczywiście, że tak. Musi tak myśleć. Ale to bzdury. Ja nikogo nie nauczam. Mówię mu tylko, że nie ma żadnego świata. Mówię mu, że on sam nie istnieje. To zadziwiające, że jako projekcja ludzkiego umysłu usłyszy on jedynie to, co zechce usłyszeć, po to by uzasadnić swoje istnienie w tym utożsamieniu. Niemożliwe jest, by usłyszał coś więcej. Jest oczywiste, że nie doświadczył jeszcze wystarczająco silnego lęku. Czego on się boi? Boi się oświecenia, czyli Boga, i woli na razie pozostać w stanie lęku. Aż do kiedy? Aż do śmierci. Śmierć jest jego alternatywą.

Jest to bez wątpienia najtrudniejsze przesłanie, jakie kiedykolwiek mógłbyś usłyszeć: ja neguję twoją własną rzeczywistość. Natychmiast zaczniesz myśleć, że… Użyję jako przykładu tego gościa z Kalifornii… On się zastanawia, czy powinien powstać i zadeklarować, że nie ma czegoś takiego, jak ten świat. Złagodził więc swoje przesłanie. Ale co mnie to obchodzi? Moi drodzy, nie ma żadnego świata! Determinacja, by uspokoić własne ego, to jego lęk przed nauczeniem siebie samego, kim naprawdę jest.

Powiem wam, czemu on nie może tego zrobić. Chcecie się dowiedzieć? To jest przeznaczone dla tych, którzy mnie znają. Posłuchaj. Ja mogę to zrobić, ponieważ doświadczyłem głębokiego współczucia dla twojego utożsamienia i wzniosłem się ponad nie. Żadna ludzka istota nie słyszy tego przesłania, ponieważ nie chce wejść w doświadczenie cierpienia swego brata. Słyszysz, co mówię? Kto to usłyszał? Nie jest to prawdą dlatego, że ja tak mówię, ale dlatego, że tak jest.

Faktem jest, że ten lubiący grę w golfa i zarabiający mnóstwo pieniędzy gość z Denver zaprzecza dotkliwemu bólowi i śmierci na świecie. Musi być to prawdą. Dlaczego? Bo nie mógłby on znieść owego bólu. Gdyby bowiem nań spojrzał i połączył się w nim ze swym bratem, to najpierw starałby się go złagodzić, ale to by mu się nie powiodło. Dopiero potem odkryłby, że rozwiązanie w jakiś sposób musi się zawierać w nim samym, ponieważ uznałby Boskie Źródło, którego sam nie wytworzył. Wracam teraz do duchowego nauczania.

Teraz powiem coś o sobie, czy też o tobie jako istocie ludzkiej, która musiała doświadczyć głębokiego lęku. Daj spokój! Nie możesz go nie doświadczać. Masz pełne prawo, by się bać siebie – takiego siebie, jakim się sam skonstruowałeś. Jakże mógłbyś się nie bać? Spójrz na to. Nie wiesz, kim jesteś ani co tu robisz. Jesteś zamknięty w ciele, które rozkłada się z minuty na minutę. I w końcu rozpadnie się, a ty umrzesz.

Czy słyszysz mnie? Oto kondycja świata. Oto cały Kurs Cudów. Dopóki szukasz możliwości wyboru w tym utożsamieniu z lękiem, nie ma dla ciebie ratunku. W porządku? Na szczęście to, co się lęka, nie jest rzeczywiste. Podać ci cytat? Gdy się boisz, nie istniejesz. Problemem jest to, że ty wierzysz, że istniejesz. A ponieważ jesteś przyczyną swojej egzystencji, więc zwracam twoją uwagę na to, że to ty sam ustalasz, jak chcesz egzystować w swoim własnym utożsamieniu.

A więc ja tak naprawdę nie nauczam cię niczego poza tym, że nie ma żadnego świata, i jestem tu po to, by ci powiedzieć: chodźmy do domu! Gdy temu w pełni zaufasz, uwolnisz się od polegania na gównie twego własnego ja. Nie mogę nic na to poradzić, poza stwierdzeniem, że twoje zaufanie zawiedzie cię do oczywistego wyniku twego własnego skojarzenia z samym sobą.

Ta lekcja i całe moje tak zwane nauczanie pokazują ci jedynie, że to ty jesteś przyczyną własnego koszmaru w swoim śnie i że możesz z niego uciec, budząc się. To nie ma nic wspólnego z Mistrzem Nauczycielem. Ani w ogóle z czymkolwiek, poza przemianą twego umysłu. Chciałbyś, żebym to złagodził? Gdy przemienisz swój umysł, świat się zmieni, po prostu dlatego, że jest on twoim konfliktem z samym sobą. Nie ma świata na zewnątrz ciebie.

Moc twego umysłu jest dosłownie nieograniczona. No przecież! Jeśli istnieje tylko jedna moc pojedynczego umysłu – „Moją wolą jest, by nastało światło” – to, dosłownie, moją wolą jest, by nastało światło. Wystarczy, że weźmiesz którąkolwiek z lekcji i powiesz: „Moją wolą jest, by nastało światło”. I ono nastanie, jeśli taka jest twoja wola. Lękasz się światła i dlatego boisz się powiedzieć: „Moją wolą jest, by nastało światło”. Czego się boisz? Boga. W podrozdziale „Przeszkody do osiągnięcia pokoju” Jezus podaje jedną z najbardziej szalonych idei – że nie tylko boisz się Boga, ale i nauczasz lęku przed Bogiem. Włączam telewizję, a ty tam nauczasz: „Lękaj się swego Stwórcy”. To niebywałe.

Mówisz więc: „No nie wiem, czy chciałbym powstać i powiedzieć światu…”. Jakiemu światu? No dalej! Słyszycie mnie? Ten gość walczy jedynie ze swoimi własnymi utożsamieniami. A ja mu właśnie pokazałem, że to tylko projekcje jego własnego umysłu. Czy boi się on konfrontacji? Tak. Dlaczego? Ponieważ zaprzeczy ona jego istnieniu. A więc teraz toczy się tu bitwa, nieprawdaż? Pewnie, że tak! Nigdy temu nie zaprzeczałem. Jest to bitwa między dobrem a złem. Twoja pewność, że zło nie istnieje, sprawia, że jesteś dobry. Pewność „złego”, że toczy się tu jakaś bitwa, sprawia, że jesteś zły. Słyszysz to? Twoja pewność, że w rzeczywistości nie ma żadnej bitwy, sprawia, że stajesz się zdolny nauczać tego jako mistrz. Zgadza się?

To wszystko pochodzi z Kursu. Nie toczy się tu żadna bitwa. Nic w ogóle się nie wydarzyło. Nic w ogóle nie może naprawdę ci się przydarzyć. A jednak, jeśli coś pojawia się w twoim umyśle, to oczywiste jest, że będziesz musiał dokonać w sobie rewolucji. Nie możesz uciec ze świata inaczej niż przez zanegowanie go, ponieważ to ty podburzasz świat. Jak u diabła zamierzasz z niego uciec? Wciąż powtarzasz: „Nie wiem, co mam począć”. Zaneguj świat. „To mi wcale nie pomogło.” Tylko dlatego, że uwierzyłeś w swoją własną negację. Jeśli masz problem z tym, jak bardzo powinieneś zanegować świat, to nie doświadczysz oświecenia, które przychodzi w momencie negacji.

Nauczam cię Kursu Cudów! Doświadczysz swojej pełni w chwili jej zanegowania. Gdy jej nie doświadczasz, przestajesz ufać własnej negacji. I słusznie, a więc nie ufaj własnej negacji! Akt negacji – zaprzeczenia – jest tym samym, co oświecenie, i są one jednoczesne. Nauczam Kursu Cudów. Kto mnie słyszy? Faktyczny akt negacji jest zarówno zanegowaniem przyczyny, jak i skutku. Nie może być inaczej. Zanegowanie samego skutku nic ci nie da, gdyż odnosiłoby się do skutku, który sam wywołałeś, a więc negowałbyś jedynie pewne rzeczy, a urzeczywistniał inne, i wierzył, że właśnie tego cię nauczam. Ja cię niczego nie nauczam. Nauczam cię, żebyć zanegował siebie; świat zanegujesz chwilę potem. Czy to działa? Tak!

Oto, na czym polega twój problem. Myślę, że to dla ciebie zadziała. Mówisz mi: „Pójdę z tobą do domu”. Nie obchodzi mnie tak naprawdę, co robisz w świecie. Być może ciebie to obchodzi, ale jeśli będzie cię obchodziła pełnia twojego umysłu, to nie możesz się nie obudzić, ponieważ nie ma żadnego świata. W tym sensie to nie ma nic wspólnego ze mną. Wiąże się to jedynie  z twoją determinacją, by podzielać moje bezkompromisowe utożsamienie, lecz nie w swojej definicji siebie. Tego właśnie nauczam.

No cóż, jeśli siedzę tu na tyłku i ofiaruję ci tę energię, to nie ma w tym konfrontacji, ponieważ możesz zdecydować, w jakim stopniu chcesz tego transcendentalnego doświaczenia, a potem wrócić do tego, co robiłeś przedtem.

Wiąże się z tym jeszcze jeden czynnik: im bardziej otworzysz swoją czakrę korony, lub im bardziej pozostawisz otwartą swoją czakrę korony, tym więcej doświadczysz lęku. Nie chodzi o to, że nie będziesz miał chwil objawienia. Chodzi jedynie o to, że jeśli utożsamisz je z ograniczeniami swojego umysłu, to będą one reprezentowały lęk, a nie światło, ponieważ definiowanie światła jest tym samym, co lęk. Podnieś rękę, jeśli to usłyszałeś. Mówię teraz o czakramach ciała.

Oczywiście twoje ciało jest zaprojektowane tak, by chronić swoje dziedzictwo, czy też genetyczne utożsamienie. O tym mówi rozdział 21 Kursu Cudów. Twoje wyobrażenie o sobie nie może się oprzeć Światłu Boga. Ty zaś jesteś zdeterminowany, aby się opierało, i uzasadniasz ideę, że światło musi przechodzić przez czakram korony. Używam tu wschodniego nauczania. Jest oczywiste, że musisz chronić to wyobrażenie, bo w przeciwnym razie utraciłbyś to, co nazywasz integralnością swojego ciała. A więc komunikujesz się w swoim cielesnym utożsamieniu z prędkością światła i wierzysz, że tym jest rzeczywistość. To nieprawda. To po prostu nie jest życie. Choć z pewnością tobie się tak wydaje.

Czy boisz się Światła Boga? Oczywiście, że tak. Nie byłoby cię tutaj, gdybyś się nie bał. To jest całe nauczanie. Rozwiązaniem dla tej choroby i bólu jest to: „posłużę się Światłem”. Ja tylko was nauczam. Nie wiem, czy to usłyszycie. Skądże mógłbym wiedzieć. Mówię ci jedynie, że w każdej chwili, w której nie słyszysz, nie jesteś rzeczywisty. To musi być prawdą, jeśli przyjąłeś zasadniczą przesłankę, że to wszystko już się skończyło.

Nie będę się teraz zagłębiać w to nauczanie, lecz gdzieś w sobie musiałeś to usłyszeć. Czy jest konieczne, żebyś to uznawał przez cały czas? Nie, ale bądź pewny jednego: jeśli zaczniesz czuć konflikt, to sugerowałbym, żebyś uznał, że nauczasz samych bzdur. Posłuchaj mnie. Słyszysz mnie? Bo właśnie tego nauczasz! Stajesz się dla siebie przyspieszeniem pamiętania, że nie ma cię tutaj. Ja ci w tym tylko pomagam.

Moje oświecenie sprawiło, że nie mogę już postrzegać ludzi jako prawdziwych. To przecież absurd. Nie widzę też ludzi jako oddzielonych od siebie nawzajem. Możesz mi proponować błyskotliwe rozwiązania dla swoich osobistych problemów, ale radość bierze się tylko z rozpoznania rozwiązania, nie z przezwyciężenia problemu. Powtarzam: Ty tak naprawdę nie przezwyciężasz problemu. Problem znika, gdy doświadczasz oświecenia.

Powyższy tekst to tłumaczenie fragmentu wykładu Mastera Teachera pt.: „Nie ma świata. Nie ma ciebie.”

Myśl subiektywna

Wszystko jest spłyceniem pojedynczego stanu świadomości. To jest faktem. Wszyscy fizycy kwantowi, biochemicy i filozofowie próbują dokonać właśnie tego – odnaleźć całkowitą pojedynczość, czy też prawdę. Dla każdego, kto zajmuje się tak zwaną prawdziwą analizą świadomości, powinno być oczywiste, że „jednolite pole siły” jest tym samym, co Bóg. I właśnie to przedstawia idea pojedynczości, która wynika z ujednolicenia pozornej obiektywności – przedstawia ona oczywiście Boga.

Pamiętaj, że w tym stanie świadomości wszystko jest spłycone. Z historycznego punktu widzenia święty Paweł spłyca Jezusa, nieprawdaż? Idee Augustyna spłycają neoplatonizm. Oczywiście, że tak. To nieuniknione. Newton, na przykład, wywodzi się od Arystotelesa, który z kolei spłycił Platona. No pewnie! Spójrz na to! Nie ma różnicy między pojęciami zaczerpniętymi z logiki newtonowskiej, czy też fizyki newtonowskiej, a, powiedzmy, tworzeniem obiektywnych bożków. To jest jedno i to samo. To jest ta sama idea. Widzisz to? Dowodzi ona, że można ustanowić jedność na zewnątrz ciebie. Nauka może oczywiście wznieść się ponad takie myślenie. Kolejnym krokiem byłoby więc ustanowienie przez nią – czego? Po pierwsze – idei względności, która w niezwykły sposób obnaża to, czym jest świadomość. Zabawne jest spoglądanie z historycznego punktu widzenia na to, jak doświadczył tego Einstein; skąd się to u niego wzięło. Idea względności wiązała się z czymś, co można by nazwać doświadczeniem mistycznym. Dobrze jest się temu przyjrzeć. Oczywiście, że jest to prawda. Tak rzeczywiście było.

Czy wiesz, do czego naprawdę są zdolne owe świeże, młode, współczesne umysły dwóch pokoleń po Einsteinie? Jeśli możesz, spróbuj to pojąć. Usiądź sobie z grupą młodych ludzi, którzy naprawdę potrafią myśleć, a mówimy tu tylko o okresie sześćdziesięciu, siedemdziesięciu, osiemdziesięciu lat. Ja tylko wykażę widoczną tu tak zwaną ewolucję świadomości. Sam doświadczyłem tego bardzo głęboko. Pamiętam to bardzo dobrze. Miałem około dwunastu lat, może trochę mniej, kiedy to zetknąłem się po raz pierwszy z pop-ilustracją teorii względności. I nigdy nie zapomnę tamtego przeżycia. Było to doświadczenie głębokiej intuicji. Poczułem przypływ energii w głowie i od razu zrozumiałem całkowitą racjonalność pojęcia względności. Problem, jaki później miałem z tą ideą, wynikał z konieczności wybierania spośród ograniczonych definicji względności, które mi przedstawiano.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak działają te młode umysły, to przyjrzyj się choćby temu, jak podchodzą one do negatywizmu Schopenhauera, przyglądają mu się ze wszech stron i w ciągu paru minut wyciągają z niego prawdziwe wnioski. I to z łatwością. Młode umysły są do tego zdolne. Być może posługują się w tym celu Darth Vaderem czy inną formą wyrazu zaczerpniętą z „Gwiezdnych Wojen”. Ale robią to w swoich umysłach. Rozumiesz? Czy wiesz, o czym mówię? Biorą oni piękne, boskie idee Spinozy, oczyszczają je i dzięki jednemu zdaniu z Kursu Cudów pokazują, co jest w nich prawdziwe. Czy widzisz, co się dzieje w tych umysłach? Nie schodzą one do poziomu jakościowej analizy rozczłonkowania. One łączą w całość! I właśnie do tego chcemy doprowadzić w twoim umyśle, widzisz? Widzisz, co próbujemy uczynić?

Pojęcia z filozofii augustyńskiej lub fizyki newtonowskiej cieszą się wielkim poważaniem u tych, którzy kierują się roztropnością ograniczenia. Weźmy na przykład papieża, który naucza fenomenologii, czyli twierdzenia, że mogą istnieć obiektywne zjawiska na zewnątrz pojedynczej świadomości jaźni. Papież nie chce więc uznać, że to on sam wywołuje istnienie zjawisk. Rozumiesz? Całą podstawą kwantowego myślenia, Kursu Cudów, subiektywności czy też myślenia absolutnego, w którym nie ma przedmiotu, jest pojęcie noumenu, czyli idei, że nie jesteś oddzielony od niczego, o czym myślisz. Kurczę, ależ to piękne! Możemy tego nauczać. Ale musimy tego nauczać poprzez proces rozpoznawania, że doświadczenie jest formą objawienia.

Ograniczona świadomość potrafi uznać, że ekspansja czy też samorealizacja, generalnie rzecz biorąc, ma miejsce w muzyce, sztuce, filozofii, nauce, religii. Ale nieuniknione jest, że świadomość ta spłyci to do jakiejś formy dualizmu, po prostu dlatego, że nie jest ona zdolna do myślenia w duchu tak zwanego nieobiektywnego egzystencjalizmu. Nie ma bardziej prawdziwego stwierdzenia we wszechświecie niż: „Cogito ergo sum” – „Myślę, więc jestem”. Lecz choć musisz w końcu dojść do tego wniosku, to wciąż pojawia się pytanie: „Tak, ale kim jestem?”. Skąd się bierze to pojęcie mojej egzystencji? Ach! To niezwykłe! Tak!

Ostatecznie chodzi głównie o to, że świadomość czuje potrzebę uzasadnienia siebie. Stworzenie nie jest niczym innym, jak uzasadnieniem jedności czy też szerzeniem pełnej idei. Ale jak to wyrazić? Jest o tym mowa w Kursie Cudów. Każdy w końcu stwarza jedynie swe własne pojęcie o sobie. Nie widzisz tego? Zawiera on to jednak w ograniczonych ramach świadomości, po prostu dlatego, że określa siebie samego jako odrębnego od jedności. To niesamowite! Czy jest coś bardziej newtonowskiego niż ta idea? I czy jest coś bardziej jednoczącego niż idea kwantowości, idea jednej siły, idea podobieństwa, która musi nas doprowadzić do nieprawdopodobnego wniosku, że wszechświat jest jedynie świadomością? To jest uproszczeniem, ponieważ prawda jest niezwykle prosta. Wszelkie twe zmartwienia wynikają z tego, że myślisz, iż prawda jest pokrętna lub że składa się z luźnych części. Musisz rozpoznać, że w tym procesie nie możesz się odłączyć od jaźni ani od niczego, co jest pozornie na zewnątrz niej.

Oto proces, którego nauczamy. Od tego właśnie zaczęliśmy naszą rozmowę o Kursie Cudów – próbujemy nauczyć świadomość, aby przyglądała się temu, co jest pozornie obiektywne, i by nie uznawała tego za rzeczywiste, lecz by pytała, czym to jest. Dzięki temu możesz się odłączyć od swych pamięciowych wzorców związanych z dualizmem. I tak się właśnie dzieje.

Gdy brat Albert Einstein doszedł do swych wniosków na temat jednolitego pola siły, miał z tym kłopot tylko dlatego, że nie potrafił przejść z poziomu pojęciowego do włączenia w niego swego własnego wyobrażenia na ten temat. Wyraził więc pogląd, że Bóg rzuca kośćmi. To jego własne stwierdzenie. Powiedział tak: „Nie mogę uwierzyć, że Bóg rzuca kośćmi”. Oczywiście, jeśli istnieje coś takiego, jak prawdziwa obiektywność, to musi się z nią wiązać element przypadku. To nieuniknione, ponieważ w takim wyobrażeniu o rzeczywistości elementarny porządek nie istnieje. Rozumiesz? Nieuniknione jest więc przepowiadanie przyszłości. Nie może być inaczej. Czy wyraziłem się niezbyt jasno? Mój umysł staje się zbyt szybki, nie wiem, jak to ująć…

Możemy to sformułować w ten sposób, że niemożliwe jest, abyś miał jakąś nową myśl. Myślisz w czasie przeszłym, a wszystkie twoje projekcje w procesie tworzenia sekwencji czasoprzestrzennej bazują na twoich przeszłych skojarzeniach. Innymi słowy, ty – świadomość, wszechświat – tworzysz swoją przyszłość w oparciu o swoją przeszłość.

Teraz przemówi do nas brat Andrzej, który czasami może robić wrażenie antagonisty, lecz na głębszym poziomie prezentuje sokratejskie idee, o których później dyskutujemy w niezliczonych układach odniesień.

Brat Andrzej: Słyszałem o sytuacji, w której pewną osobę poddano hipnozie i zasugerowano jej, że na dany sygnał zdejmie but i położy go na kominku. Kiedy zabrzmiał ów sygnał, rzeczywiście tak się stało. Kiedy zapytano owego człowieka, dlaczego to zrobił, to podał jakąś wymówkę, która miała wytłumaczyć zachowanie, którego nawet on sam nie rozumiał. Powiedział, że zgrzała mu się stopa, więc zdjął but i położył go na kominku, ponieważ chciał zapamiętać, gdzie go postawił.

To bez znaczenia. Przyglądamy się tylko idei, że musiał uzasadnić swoje działanie. I w tym jest cały dylemat.

Brat Andrzej: Chcę się zapytać o zachowanie, które przypisujesz nam, a za które możemy nie być świadomie odpowiedzialni.

Świadomie – nie jesteście. Ale ostatecznie jesteś odpowiedzialny za swoje zachowanie i w jakimś sensie rzeczywiście je uzasadniasz. To jest podstawą mojego nauczania.

Brat Andrzej:
Ale to jest nieświadome.

Kogo to obchodzi? Ty zapomniałeś Boga. To, co można nazwać świadomością, ogranicza się do twojego wyobrażenia na swój temat, a następnie skłania cię do pozostania w tym układzie odniesienia. Właśnie dlatego nauczam, że rzeczywiście potrzebne jest doświadczenie transformacji. Posłuchaj tego, co mówię, próbuję bowiem zmienić twój schemat myślenia. Oczywiście, każde działanie musi być uzasadnione, bo inaczej by do niego nie doszło. Podstawą zaś naszych nauk jest nieumotywowane działanie. Posłuchaj mnie. Chcę ci to powiedzieć jeszcze inaczej. Jest oczywiste, że hipnotyzer przekazywał założenie istnienia obiektywności komuś innemu, kto również znajdował się w ograniczonym stanie świadomości. Świadomość poddawana hipnozie nie zapytała hipnotyzera: „Co to jest but?”. Ja zaś cię proszę, byś zapytał: „Co to jest but?”. Rozumiesz? Przyjrzyj się temu. Rzecz jasna, hipnotyzer i osoba hipnotyzowana mieli takie samo ograniczone wyobrażenie o zdolności do zdejmowania buta, oparte na energetycznym związku, który stanowił o istnieniu ciała. Takie myślenie jest obiektywne i ograniczone.

Wszystko, co mi zaprezentowałeś, było ograniczone. Mogę to teraz wznieść na wyższy poziom i pokazać ci, czym to jest w prawdzie. Uzasadnianie konieczności zdejmowania buta jest uzasadnianiem odrębnej tożsamości. Nieuniknione jest, że tak się dzieje w tym stanie świadomości. Nie może być inaczej.

Brat Andrzej: Jak możemy zrobić to, o co nas prosisz, skoro nie wiemy nawet, z jakiego powodu robimy to, co już robimy?

Ale masz przecież doskonały cel. Sam skonstruowałeś w swej głowie ideę jedności i ją wyrażasz.

Brat Andrzej: Ale nie zrobiłem tego świadomie.

Oczywiście, że nie. Ponieważ świadomie temu zaprzeczasz. Pozornie nie, ale oczywiste jest, że w ograniczonym stanie świadomości zaprzeczasz pojedynczości. To jest fakt. Teraz być może mi powiesz: „Postanawiam nie wierzyć, że temu zaprzeczam”. Chętnie zgodzę się z ideą, że w twej tak zwanej „transformacji” nie osiągnąłeś jeszcze takiego stopnia metamorfozy, żeby mieć dostęp do jednolitego sposobu myślenia. Skoro skonstruowałeś go jednak w swoim umyśle i jest oczywiste, że potrafisz do niego dotrzeć, to sugerowałbym, abyś to uczynił. Jesteś zdeterminowany pozostać w ograniczonych ramach świadomości – teraz odnosimy się wprost do naszego nauczania, ponieważ twoja potrzeba zdejmowania buta i zakładania buta jest właśnie powodem, dla którego się tu znajdujesz – w tym ograniczonym utożsamieniu ze swoim „ja”. Ponieważ próbuję cię z tego wybudzić, to mówię ci z całkowitą pewnością, że dosłownie nie ma nic na zewnątrz twoich myśli na ten temat. Jeśli spojrzałbyś na to w ten sposób, to powiedziałbym ci, że wszystko, co według ciebie istnieje, jest wszystkim, co istnieje, i nie ma niczego poza tym. To wywoła w tobie głęboki niepokój, ponieważ ty uważasz, że ktoś inny może myśleć niezależnie od ciebie. Właśnie takie jest stanowisko fizyki newtonowskiej. Kwantowy naukowiec z kolei doszedł do nieprawdopodobnego, oczywistego wniosku, że nie ma rozróżnienia między energiami – że wszystkie energie są ostatecznie tym samym.

Kolejnym i ostatnim krokiem mogłoby być rozpoznanie, że oni to ty. Nie ma znaczenia, jak siebie określasz, nie widzisz tego? Nie można cię z niczym porównać! Ty zaś uparcie porównujesz się z rzeczami, które pozornie znajdują się na zewnątrz ciebie. Jezus naucza o tym w Kursie Cudów, podobnie jak naucza tego Budda. Któż nauczał tego bardziej stanowczo niż Budda? I spłycono go od razu, tak jak Chrystusa spłyciło chrześcijaństwo. Oczywiście, że tak. Czy Platona z kolei spłycił Arystoteles? Oczywiście, że tak. To się tak ciągnie w nieskończoność. Wszystko jest zawsze redukcją. Ale ostatecznie zredukuje się to tak, że zostaniesz tylko ty!

Brat Andrzej: W jaki sposób spłycono Buddę?

Jakakolwiek próba zdefiniowania go jest automatycznym spłyceniem.

Idea kolejnego kroku, czy też idea transformacji, której doświadczył Jezus Chrystus, pokazując, że świadomość może ewoluować – a tym właśnie, i tylko tym, jest chrześcijaństwo – została automatycznie spłycona. Określono ją jako proces umierania w celu odnalezienia życia, co jest nieprawdą. O tym wszystkim jest mowa w Kursie Cudów. Bardzo pięknie wyraża to Tekst Kursu. Ostatecznie nie umierasz po to, by żyć. Ty nigdy nie umierasz. Pozostajesz w tym stanie tylko dlatego, że uznajesz ideę ograniczenia.

Znajdujesz się w stanie całkowitego odrzucenia idei wieczności, ponieważ dla ciebie wiąże się ona z czasem. Nie może nie wiązać się z czasem. Jeśli powiem Ci, że będziesz tu siedział przez całą wieczność, ty udowodnisz mi, że się mylę, powstając, spacerując i siadając na innym krześle. Zrozumiałeś mnie. To dobrze! Ja widzę, jak działa twój umysł. Funkcjonuje on, oczywiście, tylko w czasie przeszłym. Wszystko, co ukształtowałeś w sobie, jest oparte na czymś, co pozornie już się wydarzyło. Jeśli rzeczywiście na to spojrzysz, to naprawdę nie myślisz o teraźniejszości; myślisz jedynie o tym, co minęło. Nie jesteś w stanie myśleć o przyszłym tygodniu lub przyszłym miesiącu. Kurs Cudów mówi o tym, że każdy umysł na Ziemi jest tak naprawdę pusty. Spójrz na to. A więc próbujemy doprowadzić cię do teraźniejszości, która w istocie jest wiecznością. Przypatrz się temu, jak ludzie łączą się w grupy i organizacje oraz próbują się komunikować w ograniczeniu. Powiedzie im się jedynie na bardzo ograniczonym poziomie, ale tak naprawdę nie proszą oni o nic więcej. Powiedzą tak: „Nie wymagam, żebyś mnie całkowicie zrozumiał, ale byłoby miło, gdybyśmy nie spuścili na siebie nawzajem bomb atomowych – abyśmy się nie pozabijali – lub abyśmy połączyli się w ograniczonym związku i dzielili wieloma wspólnymi rzeczami aż do naszej śmierci, dopóki nie umrzemy”.

A więc tak naprawdę nie ma tu mowy o żadnej komunikacji, chyba że wtedy, gdy ma ona transcendentny charakter. Jedna z wyższych form komunikacji będzie miała miejsce, gdy pójdziesz dziś wieczorem posłuchać Chicagowskiej Orkiestry Symfonicznej i tysiąc ludzi siedzących na widowni połączy ten sam bodziec energetyczny, ten sam konglomerat rytmów i kombinacji dźwiękowych oraz idei ze skali chromatycznej. Przybierze to formę bardzo głębokiej symbiozy. Tym właśnie jest komunikacja. Komunikacja ostatecznie nie ma nic wspólnego ze swoją definicją. Jeśli Jezus naucza jednego w Kursie Cudów, to właśnie tego, że doświadczenie może być jednolite, lub że Boga można doświadczyć – co jest całą podstawą Kursu – i to wspólnie, ponieważ w rzeczywistości mamy jeden wspólny mianownik.

Pójdźmy z tym o krok dalej. Byłoby miło, gdybym mógł ci pokazać, że – powiedzmy, zrobię coś takiego: „Pffs blaa!”. To nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Gdzieś w swoim umyśle w tamtej chwili byłeś zdeterminowany nadawać temu, czym, jak myślałeś, jestem, jakiś związek przyczynowo-skutkowy. To nieuniknione. Podstawą zen, czy też koanu – tak to chyba nazywacie – jest doprowadzenie do zmiany w twojej świadomości, tak aby twoje myślenie nie było już liniowe. Widzisz to? Ty zaś mówisz: „Ojej, co on takiego próbuje uczynić? Dlaczego to robisz? Nie mów mi, że robisz to bez powodu. Ty mną manipulujesz”. Lub co najwyżej próbujesz mnie obudzić.

Brat Andrzej: Analogia, którą się posłużyłeś, odnośnie ludzi słuchających symfonii i podzielających transcendentalną świadomość, jest bardzo adekwatna. Ale gdy tylko otworzyłeś usta, by o tym opowiedzieć, zmieszałeś się z motłochem, bo próbowałeś rozwiązać problem na poziomie problemu, a to się nigdy nie powiedzie.

Tak, wiem. Zgoda. A więc jesteś skazany na wieczne potępienie.

Brat Andrzej: Nie.

No cóż, dobrze! A więc gdy mówisz „nie”, pozwalasz, abym ci to insynuował na poziomie energetycznym, ponieważ się tym ze mną dzielisz.

Brat Andrzej: Rzeczywiście, pozwoliłem na to. Ale gdy ty otwierasz usta, to już nie jest to.

Tak, ale abym mógł dawać, potrzebuję energii. Abym mógł dawać, potrzebuję idei.

Brat Andrzej: W ten sposób generujesz swoją shakti.

Oczywiście że tak. To jest najwyższa forma, jakiej możesz użyć. To właśnie czyni Bóg. Trafiłeś w sedno. Jeśli chcesz na to spojrzeć w ten sposób, to Bóg generuje shakti, dzieląc się prawdziwą ideą. Oczywiście, że tak. Lecz pamiętaj, że tylko ty możesz to zrobić. Jezus nazywa to w Kursie Cudów absolutnym związkiem opartym na braterstwie, które musi zaistnieć w świadomości. Istnieje jednak taka tendencja, by myśleć, że idea organizacji w czasie oznacza, iż jakaś świadomość w danym układzie odniesienia dotarła do punktu, który wydaje się bardziej zaawansowany. Dzięki mojemu obudzeniu jestem całkowicie świadomy, że nie ma żadnych stopni świadomości, że naprawdę nie istnieją żadne hierarchie świadomości. Idea hierarchii, czy też ustanawiania poziomów świadomości, zawsze pojawia się w stanie ograniczenia, w którym próbuje się określić, czym jest pojedynczość. Ten proces ma swoje uzasadnienie, ponieważ polega on na posługiwaniu się samą możliwością rewolucji czy też znalezienia się na wyższym poziomie rozwoju w wyniku podstawowej potrzeby przezwyciężania czegoś. Nie da się tego zrobić w żaden inny sposób. Tego nie praktykuje się na pozornie niższych poziomach. Oczywiste jest, że nosorożec nie konstruuje idei na temat przyszłości i tym podobnych. Skoro ty jednak to uczyniłeś w swoim stanie świadomości, to musisz sobie również w pełni uświadomić, że ta przemiana może się dokonać w tobie. A więc gdyby nie podstawowe pojęcia newtonowskie, nie byłoby również mowy o tak zwanej fizyce kwantowej czy idei względności. Musisz wpierw mieć pojęcie o możliwości obiektywności. To jest formą ewolucji. Pewnie, że tak. I jeśli zechcesz się temu przyjrzeć, to wszystko jest częścią twoich myśli.

Jest trochę idei związanych z niezwykłym pojęciem nierozdzielania. Z ideą szczególności wiąże się pewien paradoks, polegający na tym, że przekazuję ci ideę, że jesteś całkowicie wyjątkowy i szczególny – ale nie w odniesieniu do niczego, co jest od ciebie oddzielone. Idea, że jesteś wyjątkowy i szczególny leży u podstaw całego twojego egzystencjalizmu. To jest całkowicie nieuniknione. Jedyne, co możesz wiedzieć to, że: „ja jestem ja”. I znowu do tego wróciliśmy. Uznanie pojęcia, że jest to transcendentalne lub teozoficzne, czy też gnostyczne, to bardzo ważny krok.

Jezus naucza w Kursie, że wszystkie idee wyrażające miłość są próbą komunikowania się. A ostatecznie cała komunikacja to jedynie tożsamość czy też próba utożsamienia się. Ograniczenie nigdy nie może niczego przekazać. Jezus naucza, że ono rzutuje na zewnątrz siebie zamiast szerzyć. Rzutuje pojęcie na swój temat… Tym właśnie jest rozczłonkowanie. Idea, którą rzutuje dana świadomość, zawiera w sobie całość, czyli zawiera ideę tego, co dodatnie i ujemne, bądź też ideę porównań i koncepcji. W Kursie Cudów, czy też w nauczaniu pewnej formy transformacji, próbujemy tak naprawdę doprowadzić do tego, abyś myślał bez wyodrębniania. Tym właśnie jest pojednanie. Kurs naucza tego w ten sposób: Ograniczony stan świadomości próbuje utrwalić sam siebie, a więc ustanawia w swojej własnej karmie pamięciowe wzorce oporu. Robi to po to, aby podtrzymywać swoją świadomość lub sprzeciw, czy też własny porządek. Nieuniknionym rezultatem ograniczenia jest żal, czy też idea, że istnieje jakaś forma na zewnątrz ciebie, która mogłaby wywołać w twojej świadomości lęk, atak lub niepokój. Całą podstawą twojej karmy – twojej pamięci w rozczłonkowanym wszechświecie dualizmu – jest utrzymywanie się przy życiu w ograniczeniu. To oczywiste. Jezus mówi w Kursie, że wszystkie twoje myśli wywodzą się – ¬z czego? Z oddzielenia. Innymi słowy, twój sposób myślenia wiąże się z ciągłym rozczłonkowaniem ograniczenia twojej świadomości. Oczywiście, że tak. Lecz jeśli zatrzymasz się, by na to spojrzeć, to zobaczysz, że w strukturze twej świadomości zawiera się też idea jedności. Jest jednak konieczne, abyś był włączony w to równanie.

Czy przyjrzałeś się chaosowi, jaki panuje w świecie, w którym pojedyncze świadomości usiłują podtrzymać swoją tożsamość? Wow! To zadziwiające! Nic dziwnego, że panuje tu chaos. Każda z nich w istocie opiera się na unikalnym historycznym wzorcu. Nie ma czegoś takiego, jak dwa identyczne odciski palców. To ciekawe spostrzeżenie, jeśli chcesz na to spojrzeć. A są ich miliardy. I one wciąż się dzielą na mniejsze części. Darwinowski dobór naturalny to po prostu przetrwanie ograniczonego stanu świadomości w chwili jego indywidualizacji. Ograniczenie zawsze dzieli. To niesamowite! Na obszarze dwóch kilometrów kwadratowych brazylijskiej dżungli żyje osiemset czterdzieści sześć gatunków chrząszcza. O kurka wodna!

Brat Andrzej: Czy chcesz przez to powiedzieć, że my wszystko dzielimy?

Tak. W swoim elementarnym wyobrażeniu o sobie oddzieliłeś się od tego stołu. I oczywiście uważasz, że ten stół jest odrębny od ciebie. Dlaczego? Czym jest ten stół? Aby mi odpowiedzieć, spojrzysz na przeszłe skojarzenie w swoim umyśle i poinformujesz mnie, czym jest ten stół. Jeśli jednak będę ci wciąż zadawał pytania, to nie masz szans. Nie jesteś w stanie powiedzieć mi, czym jest ten stół. Nie masz pojęcia, czym on jest w rzeczywistości. Spróbuj, jeśli chcesz. To są tylko ćwiczenia. Są one zawarte w Książce Ćwiczeń Kursu Cudów. Właśnie to się tu dzieje. Możemy tu siedzieć całą wieczność i nigdy tego nie znajdziesz. Będziesz to tylko dzielił i dzielił na mniejsze kawałeczki. A gdy dojdziesz do poziomu cząsteczkowego, podzielisz to jeszcze inaczej w swoim umyśle. Widzisz to? I w końcu poddasz się i pozwolisz, aby to było stołem, i posłużysz się nim w swej ograniczonej świadomości. Tym tak naprawdę jest struktura społeczeństwa. Posługujemy się w nim jedynie obiektywnością ograniczenia. A później spieramy się, broniąc naszych idei tego, czym jest ten stół. Mógłbym cię z łatwością zabić, upierając się, że to jest określony rodzaj stołu lub chcąc go zatrzymać w swoim posiadaniu, skoro znajduje się on na zewnątrz mnie i chcę go zachować. Wiąże się z tym idea niedostatku.

Brat Andrzej: Widzę go, ale nie potrafię ci powiedzieć, co widzę. Doświadczam jednak, że coś tam jest. Czy to wciąż oznacza, że mijam się z celem?

Automatycznie mijasz się z celem, ale to jest w porządku. Co zatem tak naprawdę zacząłeś robić? Zacząłeś przyglądać się swoim projekcjom, czy też własnym myślom, co jest niezbędną częścią procesu obudzenia. Właśnie dlatego nauczam cię, abyś spojrzał na stół i powiedział: „Co to takiego?”. Kiedy twoje myślenie będzie się opierało na jednoczeniu, to być może spojrzysz na ten stół i ujrzysz w nim, na przykład, stół z ostatniej wieczerzy. Ujrzysz w nim cokolwiek, co skonstruowałeś w swoim umyśle. Oto podstawowe założenie tego, co myślimy, i musisz to zrozumieć: pojęcie zawsze poprzedza postrzeganie. To jest nieuniknione. Czy zgodzisz się ze mną?

Brat Andrzej: Czy to znaczy, że myślę o stole, zanim go zobaczę?

Nie może być inaczej. Wchodzisz właśnie w samo sedno tego, o czym powiedziałem.

Brat Andrzej: A więc odczuwam lęk, zanim podejmę jakieś działanie?

Czujesz potrzebę bronienia swojej tożsamości w układzie odniesienia, w którym znajduje się twoja świadomość. Oczywiście, że tak. Jesteś jedynie tym, czym jesteś. Gdy wychodzisz z tym na zewnątrz, gdy zaczynasz myśleć, konstruujesz całą tę różnorodność i podtrzymujesz swoją ograniczoną świadomość za pomocą różnorodności, zamiast jedności. To się nigdy nie powiedzie. Jakiż niesamowity dylemat ma Adam, który musi nazwać zwierzęta. A więc zajmuje się ciągłym dzieleniem gatunków. Dlaczego? Bo on sam się oddzielił. I będzie dalej wszystko dzielił i dzielił. To nieuniknione.

W końcu nauczasz tego po prostu poprzez akceptację własnych myśli. Właśnie tego nauczalibyśmy w Kursie Cudów. Skoro istnieją tylko twoje myśli na jakiś temat, innymi słowy: skoro to ty jesteś pomysłodawcą wszechświata, jesteś stwórcą – a zapewniam cię, że to prawda – i skoro znajdujesz się w stanie dualizmu i obrony samego siebie, to ustanawiasz i wyznaczasz w swojej świadomości względne warunki określające twoją tożsamość. W Kursie nauczalibyśmy tego w ten sposób, że żadna myśl nie może cię nigdy opuścić. I oto mamy cały dylemat winy. Jeśli próbujesz osadzić się na gruncie ograniczenia – a oczywiście odnosisz w tym sukces – to musisz z definicji czuć potrzebę porządkowania własnych myśli. Nie możesz tego nie robić. Automatycznie odrzucasz i zachowujesz pewne myśli w swojej świadomości. O tym mówi Nowy Testament, tego próbuje nauczać Jezus. W bardzo prawdziwym sensie – wybacz mi – jeśli myślisz o „mordercy”, to jesteś mordercą. To jest absolutnie nieuniknione. Nie chcesz na to spojrzeć. Wiem, że nie chcesz na to spojrzeć. Nie chcesz być odpowiedzialny za swoje myślenie. Ale jesteś odpowiedzialny. Zrobisz wszystko, by nie być za nie odpowiedzialny. Dlaczego? Ponieważ skonstruowałeś śmierć. I nie chcesz być odpowiedzialny za śmierć. Rozumiesz? Czy widzisz, że śmierć jednego to śmierć wszystkiego? Jeśli jedna rzecz umiera, to wszystko umiera. Spójrz na to. Śmierć jest ograniczeniem.

Właśnie tak tutaj żyjemy. Śmierć definiuje życie. To oznacza, że opierasz swoją świadomość na pojęciu, że istnieje unicestwienie i koniec. Gdzie się nie obejrzysz na Ziemi, konstruujesz formy, które są cykliczne lub które się rozwijają. Tak naprawdę to właśnie ustanowienie czasu i przestrzeni prowadzi do rzekomego końca. Istnieją w Kursie takie wyrażenia, które są nie do przyjęcia, na przykład: „To, co nie jest wieczne, nie jest prawdziwe”. Wymień mi coś, co jest wieczne. Nie jesteś w stanie. A więc porywasz się na ideę Boga. Mówisz mi: „Bóg jest wieczny”. Ale wieczność nie może istnieć poza twoją ideą na jej temat. Co takiego ci mówię? Że Bóg jest twoją ideą. Śmierć jest twoją ideą. Spójrz na to. Opowiedz mi o Bogu. Opowiedz mi o prawdzie. Powiedz mi, czym jest prawda. Nie możesz. Możesz tylko być prawdą. Bardzo dziwne jest pojęcie posiadania idei. Kim więc jesteś ty? Co takiego masz? Masz idee na temat różnych rzeczy. Jesteś po prostu oddzielony! Czy nie widzisz, że jesteś ideą?

Brat Andrzej: Czy jestem wszystkim, czego doświadczam?

Tak. Wyłącznie tym. Amen! Ale tobie się to nie podoba. Nie potrafisz odróżnić przyjemności od bólu, ale wciąż próbujesz. Właśnie mówiliśmy o pojęciu ciągłości w umyśle człowieka. Bierze się ono z głębokiej potrzeby doświadczenia pojedynczości. Przejawia się to w dramatyczny sposób w pojęciu reinkarnacji. Idea nieprzerwanej świadomości ma dużą wartość. Problem z reinkarnacją sprowadza się do poczucia ograniczenia związanego z oczywistymi pojęciami odrębności w pamięciowym wzorcu. Innymi słowy, nie byłeś niczym konkretnym w przeszłości, lecz byłeś wszystkim w swojej świadomości. Kiedyś próbowałem to wyrazić na przykładzie męki ukrzyżowania, podczas której nie byłeś bardziej Piotrem niż rzymskim żołnierzem. Wszystko jest twoją ideą na dany temat. Jeśli, przyjąwszy ideę reinkarnacji, przeżyjesz mistyczne doświadczenie i nagle zaczniesz biegle mówić w sanskrycie… No pewnie, że tak! Już zgodziłem się na to, że z genetycznego punktu widzenia konfiguracja twojej świadomości nie tylko zawiera wszystkie możliwości, ale również wszystkie przeszłe wydarzenia z całej schizmy. To tylko twój sen, bracie.

Historia nie jest obiektywna. Historia nie jest wydarzeniem złożonym z odrębnych konkretów. Takie wyobrażenie jest tylko w twoim umyśle. Czymże ostatecznie jest historia, jak nie tym, czym – jak myślisz – jest, lub tym, co formułujesz wspólnie ze swoimi ludźmi w określonym czasie? Możemy dojść do wniosku, że Hitler był złym człowiekiem. Lecz po pięćdziesięciu latach spotkasz się z ludźmi, którzy powiedzą, że nie był taki zły. Czy to nie śmieszne? Wszyscy wciąż od nowa spisują historię. Nie widzisz tego? Historia jest zawsze oparta na doraźnych korzyściach danej świadomości. Na miłość boską! Spiszemy ją na nowo, kiedy tylko zechcesz. Pięknie jest widzieć, jak świadomość bierze alegorię dualizmu, która nie jest niczym innym, jak procesem budzenia się, i rekonstruuje ją na nowo w swoim umyśle jako pojedynczą prawdę. Co takiego próbujesz udowodnić, kiedy zadajesz te pytania, jak nie tylko własne ograniczenie? Ja przyjmę wszystko, co mi powiesz. Nadszedł czas, aby twój umysł zaczął się przyglądać doświadczeniu z bajki jako urzeczywistnionemu objawieniu, które jest w niej zawarte. Cóż jest bardziej mistycznego niż bitwa pod Waterloo? Jest ona tym, co z niej uczynisz w swoim umyśle.

Wolność… W Książce Ćwiczeń Kursu Cudów całkiem dosłownie prosimy cię, abyś uwolnił się ze swoich własnych ograniczonych konfiguracji. Gdy zaczyna ci się to przydarzać, jest to niezwykle radosnym, szczęśliwym i niewiarygodnym wydarzeniem, ponieważ jest ono wolnością. Zaczyna się ono w zasadzie od podstawowej idei, że gdzieś w układzie odniesienia twoich własnych wyobrażeń o sobie kryje się jedność, prawda czy też pojedynczość. Dualizm przyznaje się do tego po cichu. Nieuniknione jest więc, że Ziemi by tu nie było, gdyby gdzieś, w jakimś układzie odniesienia, jakkolwiek ograniczonym, nie sformułowano pojęcia Boga, prawdy czy też pełni. Następnym krokiem, którego będziesz próbował nauczać, jest to, że skoro nie można jej znaleźć tutaj, to osiągnięcie wiedzy musi być formą transformacji, czyli przemiany umysłu lub oświecenia, czy też doświadczenia „aha!”, czyli zmartwychwstania, czy też istoty geniuszu, symfonii, pięknego wiersza, czy też czegokolwiek, co prowadzi do zmiany w świadomości twojego związku z tym, co pozornie znajduje się na zewnątrz ciebie. Jest to podstawą całego mojego nauczania.

Z socjologicznego punktu widzenia dotarliśmy w tej konfiguracji do prostego wniosku, że osiąganie prawdy może mieć charakter transformacyjny. Ezoteryczne kręgi zawsze o tym wiedziały. Idea pradawnej mądrości, elementarne podstawy religii, chrześcijaństwa, opierają się na Boskiej wiedzy, którą można zdobyć dzięki doświadczeniu transformacji lub zmartwychwstania. Mówi o tym cała literatura. Wyraża ona każdą możliwość przy użyciu ludzkich pojęć dualizmu. A więc jeśli mamy tego nauczać, to zawarta w indywidualnej świadomości zdolność do postrzegania siebie jako pełni musi zostać przyjęta przynajmniej intelektualnie. A więc jeśli dołączasz do jakiejś grupy, to musisz w jakiś sposób założyć – i rzeczywiście, czynisz to na jakimś poziomie – że jesteś tam z uzasadnionego powodu: aby rozpoznać, kim jesteś. Tak jak już sygnalizowałem, spojrzysz na ten koszyk – to właśnie dzieje się teraz w waszych umysłach – i zamiast stwierdzić: „Jesteś koszykiem”, zapytasz: „Czym jesteś?”. Nie mów mu, czym on jest. Zapytaj go, czym jest. Czy widzisz, jakie to proste? Jest oczywiste, że jeśli powiesz mu, czym jest, to stanie się on konfiguracją twojej własnej pamięci, czyli ograniczonej świadomości.

Jest taki piękny fragment w jednej z pierwszych dwudziestu lekcji Kursu Cudów, który brzmi mniej więcej tak: Mogę skłonić cię do uznania, że przeszłości nie ma teraz, a więc niemożliwe jest, abyś w rzeczywistości o niej myślał; i przyszłości również nie ma teraz, więc rzeczywiście niemożliwe jest, abyś ją wytwarzał, a zatem całkiem dosłownie wszystkie umysły na planecie Ziemi są w każdej chwili puste. One o niczym nie myślą! Widzisz to? Jedynie wytwarzają przeszłość – czyli „nie-teraz” – tak jak ją postrzegły, i rzutują ją w przyszłość. Dobrze jest na to spojrzeć w ten sposób. A więc ludzie chodzą sobie po świecie i nikt, dosłownie nikt, tutaj tak naprawdę nie myśli. Co z tego wynika? Że niemożliwe jest, aby istniała jakakolwiek forma komunikacji w chaosie. Dlaczego? Ponieważ wszyscy opierają to, co widzą, na swoich własnych koncepcjach, na przeszłości. Nie ma w tym nic rzeczywistego. No ładnie! Teraz poruszamy to, co naprawdę mamy tu do powiedzenia. Skoro przyjęliśmy, że istnieje jedno źródło, to jest całkiem oczywiste, że ty i ja, indywidualnie i wspólnie z innymi świadomościami, musimy podzielać tę rzeczywistość. I właśnie do tego ma prowadzić nasze braterstwo. To wszystko.

Kurs Cudów nazywa to miłością. Nie ma to nic wspólnego z miłością lub próbami komunikacji, które promuje się tu w dualizmie, w chaosie. Nie mogłoby mieć z tym nic wspólnego. Dlaczego? Ponieważ miłość nie wiąże się z postrzeganiem. Postrzeganie zawsze polega na rozróżnianiu. W Kursie Cudów nauczalibyśmy tego w ten sposób: nie możesz mieć neutralnej myśli. Tylko spróbuj. Nie jesteś w stanie. Rozumiesz? Postrzeganie musi wiązać się z trzymaniem czyjejś strony, ponieważ postrzeganie i pojęcie ograniczonej jaźni opiera się na obstawaniu po czyjejś stronie. I od razu stajesz przed niesamowitym dylematem odrzucenia lub próby odrzucenia odrobiny swojego własnego oddzielenia.

Oto prawdziwa myśl: Idea nigdy nie może opuścić swego źródła. Tylko pełnia jest jej rzeczywistością, co jest innym sposobem powiedzenia, że dwie rzeczy nie mogą się nawzajem poznać, ponieważ dwoistość opiera się na dualizmie.

A więc oto mamy gatunek ludzki, homo sapiens, trwający w stanie dualizmu. Usiłuje on porządkować własne rozczłonkowanie, własną świadomość, i kieruje się preferencjami, wybierając rzeczy, które podtrzymują jego ograniczoną świadomość. Jezus w Kursie próbuje wyrazić to w ten sposób: wszystko wokół ciebie jest skutkiem twoich myśli i nie jest rzeczywiste, ponieważ twoje myśli o tym nie są rzeczywiste. Oto niezły sposób, w jaki możesz to rozpoznać: uznaj przynajmniej, że jeśli nie ma niczego na zewnątrz ciebie, to tylko twoje własne myśl mają na ciebie wpływ. Dobrze jest spojrzeć na to w ten sposób. Oczywiście, że to prawda. Tylko twoja idea na jakiś temat, czy też sposób, w jaki ją sformułowałeś w swojej pamięci bądź w karmicznym układzie odniesienia, pozornie ją urzeczywistnia. Skoro całe pojęcie ograniczonej świadomości jest oparte na tym, co Kurs Cudów nazywa atakiem lub obroną, to możesz na to spojrzeć w ten sposób: stan świadomości, w którym na zewnątrz ciebie rzekomo istnieje coś, co mogłoby na ciebie wpłynąć bez twojej zgody, jest powodem wszelkiego bólu, żalu i morderstwa oraz wszystkich rzeczy, które się z tym wiążą. Oczywiście, że to prawda. Możemy cię nauczyć – i już zacząłeś to poznawać – że wpływają na ciebie twoje własne idee na temat wszystkiego. To bardzo piękne.

Ostatecznie wszechświat jest jedynie ideą. Jeśli idea jest ograniczona, to oczywiście nie jest uniwersalna, a więc ten, kto o niej myśli, nie może się od niej oddzielić. Dopóki wierzysz w swój ograniczony stan świadomości i konstruujesz ograniczenie, w którym jednostka może się oddzielić od swoich myśli, dopóty będziesz urzeczywistniał czasoprzestrzeń. Nie możesz nie działać w ten sposób. Właśnie idea, że możesz pozostać na zewnątrz swoich myśli, wytworzyła przestrzeń. Jeśli stanę tu przed tobą w stanie ograniczenia i powiem: „Nazywam się Teodor Każdy. Tam zaś stoi słup.”, to co takiego wytworzyłem? Przestrzeń między sobą a słupem oraz czas, jaki będzie potrzebny, abym przeszedł z tego miejsca do tamtego miejsca. Jeśli moja idea na temat tego słupa jest ostatecznie jedynie konfiguracją w mojej świadomości, to ona tak naprawdę nigdy nie opuściła mojego umysłu. To jest wielka prawda. Można ją ćwiczyć. Właśnie do tego próbuje doprowadzić Kurs Cudów w pierwszych pięćdziesięciu lekcjach z Książki Ćwiczeń. Aby to rozpoznać, mogę spojrzeć na ten słup i zamiast mówić do niego: „Jesteś słupem”, mogę powiedzieć to, czego naucza pierwsza lekcja Kursu: „Nie wiem, czym jesteś”. Co takiego? Spójrz, co się wydarzyło. Nie wiem, czym jest cokolwiek. To niesłychane! Spójrz, co się stało. Jaki jest następny krok? Spoglądasz na słup i mówisz do niego: „Czym jesteś?”. Co takiego się wówczas dzieje w twojej świadomości? Można to naprawdę ćwiczyć. Na jeden moment rozpoznajesz ideę, że rozprzestrzeniasz myśl, która nie opiera się na tym, co poprzednio o niej wiedziałeś. Co zacząłeś czynić? Zacząłeś myśleć.

„Myślenie” na Ziemi nie ma nic wspólnego z tym, czym naprawdę jest myślenie. O tym mówi pierwsze pięćdziesiąt lekcji Kursu Cudów. To jest trochę niepokojące, a więc ludzie, którzy koniecznie chcą się uziemić w ograniczonej świadomości, spojrzą na mnie i powiedzą: „No cóż, być może to prawda, lecz kiedy mój umysł zaczyna to robić, ogarnia mnie strach, ponieważ tracę swoją tożsamość. Jeśli to nie jest lampa, to mam bardzo poważny problem”. Widzisz? A jednak ja stoję przed tobą i mówię: „To nie jest lampa”. Jeśli poproszę cię, abyś ją zdefiniował, ty spojrzysz na nią i zaczniesz ją dzielić na kawałki po to, aby co? Uzasadnić siebie w rozbiciu! Zadziwiające jest, jak działa twój umysł. Ta grupa oczywiście osiąga wyższy stan tego, co mógłbyś nazwać połączoną świadomością. Czymże innym mogłoby być braterstwo czy duchowa bliskość, jak nie uznaniem – po pierwsze – pojedynczości prawdy, czyli mówiąc w sposób altruistyczny – że prawda jest prawdziwa i nic innego nie jest prawdziwe? To zaś nie pozwala na zaistnienie względności, czyli odrębnych związków w prawdziwej strukturze świadomości. Do czego może to nas doprowadzić? Do błądzenia w naszych wzorcach pamięci! Pamiętaj, że skoro ograniczona świadomość w czasoprzestrzeni opiera się na historii oddzielenia, to konieczne jest, abyś rozpoznał, że wszystkie twoje myśli w dualizmie opierają się na ograniczeniu. Z religijnego punktu widzenia nazywa się to złem, czy też upadkiem. Ty jednak masz w sobie coś, co można by nazwać genetyczną zdolnością do myślenia o prawdzie, czyli Bogu. Oczywiście, że możesz to robić, skoro już to robiłeś. Właśnie dlatego próbujemy ci uświadomić, że skoro wszystko jest ostatecznie jedynie twoją myślą na dany temat, to ty sam musisz być prawdą, czy też Bogiem. Nie możesz tym nie być. To inny sposób powiedzenia, że nie możesz się oddzielić od swoich idei. Na tym właśnie opierają się próby osiągnięcia Chrystusostwa w czasoprzestrzeni, czyli ustanowienia guru bądź jakiejś jednostki, która doświadczyła transformacji i jest w stanie – za pomocą energii lub idei, lub jakichkolwiek innych środków – przekazać sposób, w jaki również ty możesz rozpoznać tę prawdę w swojej świadomości.

Na najwyższym, najdoskonalszym poziomie nauczania świadomość jednostki musi uznać, że jest faktycznie prawdą samą w sobie. Nauczano tego od zawsze. Kurs Cudów mówi stanowczo, że jest kursem, dzięki któremu rozpoznajesz, kim jesteś. Nie może być on niczym innym. Wszyscy od razu potakują głowami: „Tak, poznanie siebie to jedna z podstaw”. Ale to jest jeszcze dużo głębsze. Musisz poznać siebie, ponieważ dosłownie nie ma nic innego do poznania. Wow! Przedstawienie tego w Książce Ćwiczeń Kursu Cudów oraz idea, że rozpoznanie tego jest nieuniknione i natychmiastowe, pokazuje, że wszyscy znajdują się w stanie głębokiego zaprzeczenia, zanim jeszcze zaczną praktykę. Nie możesz nawet otworzyć tej książki, i od razu nie mieć problemu. Dobrze jest zacząć od przyjrzenia się pewnym podstawowym ideom.

Lekcja 8 mówi: przeszłości nie ma. Kiedy myślisz o przeszłości lub oczekujesz przyszłości, twój umysł jest tak naprawdę pusty. Właśnie to przed chwilą powiedziałem. Lekcja 14 – zobaczmy, czy ktoś wchłonie tę ideę – jesteś gotowy? Świat, który widzisz, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jest on twojego własnego wytworu i nie istnieje. To dobry początek. Dobrze się to zaczyna. Wszystko, co widzisz, jest wynikiem twoich myśli. Nie ma żadnych wyjątków. Nie ma żadnych błahych myśli. Neutralna myśl jest niemożliwa. Posłuchaj. Lekcja 19: Przyczyna i skutek nigdy nie są oddzielone. Myślenie i jego rezultaty są jednoczesne. O kurczę! To prawda, że nie ma żadnych prywatnych myśli. „No dajże spokój! Przecież mam prawo do odrobiny prywatności”. Posłuchaj mnie. Masz prawo do zupełnej prywatności, i tak naprawdę jest to wszystkim, co ma Bóg – zupełną prywatność. Widzisz to? Wszyscy jesteście w stanie na to spojrzeć. Skoro nie ma nic na zewnątrz ciebie, to oczywiste jest, że masz całkowitą prywatność. Cóż jest bardziej osobistego niż Bóg? Cóż takiego uczyniłeś ze swoimi własnymi pojęciami, co sprawiło, że coś byłoby na zewnątrz ciebie, a następnie mogłoby cię skrzywdzić lub wywołać twój niepokój czy konflikt? Walka, czy też konflikt, nie są prawdziwe. Nie mogłyby być prawdziwe. To niemożliwe. Wow! Powinieneś zacząć tego nauczać. Kiedy widzisz odrębne rzeczy, to tak naprawdę niczego nie widzisz. To piękne. Dorzucę jeszcze lekcję 23, ponieważ nikt tak naprawdę nie chce się jej przyjrzeć. Jedyną drogą wyjścia z lęku jest porzucenie ataku i obrony. Nie opieraj się złu. Nie bierz udziału w chaosie twoich własnych ograniczonych projekcji. Wow!

Spisałem trochę dziwnych rzeczy dzisiaj rano. Kilka tytułów piosenek. To taka dygresja. „Nic nie jest pewne, jeśli się wpierw nie wydarzy”. A to perełka. Innymi słowy, jeśli nie doświadczysz tego procesu, to nie możesz być niczego pewien. Właśnie w ten sposób możesz zawsze rozpoznać obudzoną świadomość, czyli kogoś obudzonego. Możesz nie wiedzieć, czego on jest pewien, ale widzisz, że jest bardzo pewien czegoś, czego ty nie jesteś pewien! Oto piękna definicja. Ta jest dla ciebie: „postaraj się nie uśmiechać, gdy zaprzeczasz”. Co za perełka! W jakiś sposób uznajemy, że zaprzeczamy, i w pewnym sensie czerpiemy z tego satysfakcję. To tak naprawdę do niczego nie prowadzi. Następne zdanie jest również dla ciebie. Jest to definicja tantrycznej jogi: „Pokój nastanie, gdy wszystko ci stanie”. Umieść to na nalepce dla ludzi zajmujących się jogą tantryczną. Och, biedacy…

Uznanie, że ta przemiana wydarza się w tobie, może doprowadzić do niezwykłego poczucia spokoju i radości, ponieważ gdy oczyszczasz swoją rozczłonkowaną przeszłość, przypominając sobie swoją własną doskonałość, pozwalasz wszystkiemu, co pozornie wydarza się na zewnątrz ciebie, aby było tym, czym jest, i nie próbujesz wkładać tego w historyczne ramy, samemu się od tego odłączając. Czyż to nie piękne, że możesz tego dokonać? Za każdym razem, gdy to robisz – gdy nie stosujesz w swej świadomości konkretnych związków przyczynowo-skutkowych, wówczas w twoim własnym energetycznym związku dochodzi do podniesienia czy też podwyższenia energii. Próbujemy cię nauczać, że właśnie tego doświadczasz. Twój umysł zacznie potem przeobrażać niezwykłe zdarzenia, które miały miejsce w twoich przeszłych utożsamieniach. Zaczniesz je widzieć z innej perspektywy – w nowym układzie odniesienia, w którym wreszcie połączą się one w niesamowitym pojedynczym uświadomieniu, że jedynym celem twojej świadomości była metamorfoza, której teraz doświadczasz. Ależ to piękne! Być może będziesz chciał to potem przestudiować w książkach; być może zechcesz dokonać szybkiego porównania między I Ching a kodem genetycznym. Być może zachwyci cię spostrzeżenie, że helisa kodu genetycznego jest taka sama jak symbol I Ching, czy też całkowity potencjał wszechświata. A więc powiesz: „O mój Boże!”. A ponieważ zmiana ta będzie nadal zachodziła w tobie, rozejrzysz się i zobaczysz w swoim umyśle niesamowite połączenia kolorów, dźwięków i myśli. Sztuka, poezja i literatura połączą się jako jedna, bardzo, bardzo oczywista, niesamowita alegoria świadomości w czasoprzestrzeni. To piękne! Weźmiesz wszystkie bajki i zamiast przerabiać je w sposób intelektualny, przetłumaczysz je – poprzez wyższą formę ikonografii czy też symbolizmu – na prawdziwą ideę, która pokaże ci doświadczenie twojej własnej transformacji. Cóż takiego odkryjesz w tym procesie? Że zaczynasz to samo robić ze wszystkim. A więc gdy spoglądasz na ten koszyk, zamiast mówić mu: „Jesteś koszykiem” lub zamiast następnego kroku: „Czym jesteś?”, spoglądasz na niego i mówisz: „Wiem, że w rzeczywistości reprezentujesz to, kim jestem, i dzięki uświadomieniu sobie twojej pełni, widzę swoją własną”.

Czego zatem tak naprawdę cię uczymy? Abyś odrzucił wszystko, co wydaje ci się prawdziwe. W ten sposób zobaczysz, że ostatecznie jedynie ty jesteś rzeczywistością. Właśnie tego próbujemy teraz dokonać.

Gdy doświadczenie to w tobie dojrzeje, możesz doświadczyć czegoś, co będzie wyglądało jak konflikt. Pamiętaj, że twoja próba odcięcia się od własnych ograniczonych pojęć będzie oznaczała, że wypierasz się wytworów tej Ziemi i odmawiasz im posłuszeństwa. Patrząc z religijnego punktu widzenia, każda świadomość praktykuje nieustanne zaprzeczanie swojej prawdziwej jaźni i w ograniczeniu na zewnątrz siebie ustanawia wytwory, które mają podtrzymywać w pamięci jej własne ograniczenie. Prawdziwy problem, który masz w swojej świadomości, polega na tym, że wyobraziłeś sobie prawdę, harmonię, miłość i Boga, ale nie potrafisz jeszcze rozpoznać, że to jesteś tak naprawdę ty. Być może mógłbyś na to teraz spojrzeć w ten sposób: wszystko jest doskonałe samo w sobie, ponieważ wszystko jest jedynie sobą. Nie może istnieć żadna świadomość na zewnątrz całkowitej tożsamości, jaką jest stan świadomości, czy też bycia. Zebra nie odczuwa bólu w związku ze swoją tożsamością. Opiera się ona na swojej własnej ograniczonej strukturze pamięci oraz konfiguracji definiującej ją w dualizmie. Ty zaś nie jesteś szympansem, ponieważ twój kod genetyczny różni się o jeden procent od kodu szympansa. Szympans jednak wie doskonale, czym jest. Nie konstruuje on śmierci w swoim umyśle. Nie grzebie umarłych wraz z ozdóbkami, po to by utrwalać swą podróż w świadomości. Nie przyszło mu to nawet na myśl. Ale tobie przyszło na myśl. Rodzi to w tobie wielki lęk. Ponieważ najwyraźniej według ciebie Bóg to unicestwienie.

Tak naprawdę to ty sam wytwarzasz metodę osiągania Boga czy też prawdy, poprzez śmierć. Wow! To naprawdę dziwne. Jako Chrystus, jako obudzona świadomość, wstąpisz do chaosu i postawisz ograniczoną świadomość przed koniecznością uznania, że nie ma śmierci, nie ma końca, nie ma unicestwienia, oraz że indywidualna świadomość w jej własnej wizji rzeczywistości zawsze będzie w takim stanie, w jakim znajduje się w tej chwili. Tak naprawdę większość świadomości nie boi się śmierci, ponieważ stała się ona dla nich ucieczką od życia, którego tak naprawdę śmiertelnie się boją. Odkryliśmy jednak, że wieczność nie jest długim czasem, lecz tylko tą chwilą, bo właśnie teraz z radością i miłością dzielimy się naszą prawdą.

Teraz wyciszymy się trochę. [nuci] Na dworze wszystko jest jakieś senne… Bądź teraz bardzo delikatny… To bardzo piękne…

Powyższy wykład Mastera Teachera pochodzi z książki pt.: ,,Powrót Heretyka”.

Schodami do gwiazd

W jaki sposób stajesz się wolny? Czym jest wolność? Swobodą robienia czegoś? Swobodą robienia tego, co ci się podoba? Czy o to chodzi? A co chcesz robić? Oto definicja: absolutna wolność jest całkowitą nieobecnością lęku. Jest tak dlatego, że absolutna wolność jest absolutną miłością, czy też całkowicie swobodnym szerzeniem samego siebie, z włączeniem w to wszystkiego. Rozumiesz? Nie możesz być wolny, jeśli się boisz, ponieważ gdy się boisz, to się bronisz. Jak możesz być wolny, jeśli musisz się bronić?

Jeśli się boisz, to znaczy, że wierzysz, że coś może cię zranić lub zaatakować. Jeśli wierzysz, że coś może cię zranić lub zaatakować, to nie możesz być wolny. Będziesz bowiem musiał wznosić mury dla swej ochrony. W dualistycznym społeczeństwie, powiedzmy w takiej Ameryce, próbujemy znaleźć wolność poprzez gromadzenie wielkich zapasów bomb. I mamy nadzieję, że się obronimy i dzięki temu, co? Pozostaniemy wolni. To się nigdy nie powiedzie. Jakże mogłoby się powieść?

Państwa, społeczeństwa nigdy nie mogą być wolne, dopóki jednostka nie będzie wolna, dopóki ty sam nie staniesz się wolny.

Nie ma wolności na Ziemi. Nie może jej tu być. A nie może jej tu być, ponieważ się bronisz. I oto ty i ja spotkamy się, by bronić naszej rzekomej wolności. „Będziemy wolni, pojedziemy sobie na północ, do lasu, kupimy piękny domek i siądziemy przy strumieniu. Pojedziemy do Oregonu, będziemy całkowicie wolni i do diabła z całym światem!”. Przez jakiś czas wszystko będzie się układać. A potem co się stanie? No nie wiem, ktoś na ciebie napadnie i okradnie twój domek. Lub weźmiesz do ręki gazetę i okaże się, że zrzucono wielką bombę, a więc to wszystko i tak jest daremne, i oto umierasz.

Gdy mówię o wolności, mam na myśli wieczną wolność: wolność na zawsze, wolność od wszelkiej choroby, wszelkiego bólu, nienawiści, zazdrości, wyrzutów sumienia. Gdy mówię o wolności, mam na myśli zrzucenie z siebie brzemienia. Zrzuć swe brzemię i bądź wolny! „Och, chyba tego nie zrobię, muszę ponosić to jeszcze ze sobą przez jakiś czas”.

Tuż obok ciebie jest wolność. Czeka na ciebie. Zwyczajnie sobie siedzi i czeka. Możesz po nią sięgnąć, gdy tylko podejmiesz taką decyzję. Sam wykułeś łańcuchy, którymi jesteś spętany. Zapewniam cię, że tak jest. Ale ponieważ nie wierzysz, że je wytworzyłeś, to szukasz na zewnątrz i myślisz: „Oto, co mi się przydarza… Właśnie dlatego taki jestem… To jest tego przyczyną… Jeśli to się zmieni, wszystko będzie w porządku i będę wolny”. Lub: „To się nie wydarzy i wszystko będzie dobrze”. Zapomniałeś o jednym: wszystko to rzekomo ci się przydarza, ponieważ uczestniczysz w tym złudzeniu. Ok? Sam to wymyśliłeś. Wymyśliłeś jego i mnie. Ty to wytworzyłeś. Ty śnisz. I zaraz się obudzisz, i odkryjesz, że sam wszystko wymyśliłeś. Poprzestawiały ci się twoja przyczyna i skutek. Sytuacje, które na ciebie wpływają, są powodowane przez ciebie samego. Ty zaś myślisz, że przyczyna jest na zewnątrz. Ty wytworzyłeś sen we śnie i to on cię atakuje. Czyż to nie zadziwiające? Te rzeczy nie są prawdziwe. Oto objawia ci się odwieczna mądrość – słuchasz tego? – to nie jest prawdziwe. Ok? Zadziwiające! Nie chcesz tego przyjąć.

Odwieczna mądrość głosi, że jeśli to nie jest prawdziwe, to znaczy, że sam to wytwarzasz. Wytwarzasz to z punktu widzenia tego, kim, jak myślisz, jesteś. A skoro nie wiesz, kim jesteś, to wytwarzasz złudzenia na zewnątrz siebie, czyli projekcje, które wracają do ciebie. Gdy rozpoznasz w swej świadomości, kim naprawdę jesteś, to będziesz stwarzał siebie, czyli prawdę. Rozumiesz?

Jeśli faktycznie istnieje świadomość, to jest ona jedna. A jeśli w całym wszechświecie istnieje tylko jedna świadomość – i ona rzeczywiście albo istnieje, albo nie; jeśli zaś nie istnieje, to kto przemawia za jej istnieniem? Skoro istnieje tylko jedna świadomość, a ty jesteś świadomy, to znaczy, że jesteś całą świadomością, jaka jest. Jeśli rzeczywiście jesteś całą świadomością, ale uważasz, że nią nie jesteś, to znaczy, że błędnie się postrzegasz. I to prawda. Kim więc jesteś? Jesteś dosłownie wszystkim, jesteś Bogiem, jesteś wszelką świadomością. Musi tak być. Nie może być inaczej! Możesz się oddzielać, próbując temu zaprzeczyć, ale prawda jest taka, że jesteś tym, i właśnie to rozpoznasz. To wszystko.

„Czyż nie wiecie, że Bogami jesteście?” Oto odwieczna mądrość. W swojej arogancji nie godzisz się na uznanie własnej boskości. Czyż to nie zadziwiające? Czujesz, że nie masz do tego prawa, czujesz się winny. A przecież jesteś boski, jesteś absolutnie doskonały. Zapewniam cię, że jesteś absolutnie doskonały. Nieważne jest to, co wytworzyłeś na zewnątrz siebie w obronie tego, kim, jak myślisz, jesteś. Nie może ci się nie udać. Jak mogłoby ci się nie udać?

Zapłatą za twój grzech, czyli myślenie, że jesteś tym, kim jesteś, może być jedynie śmierć. I właśnie przez ten proces przejdziesz. Jeśli zachowasz fałszywą tożsamość, to umrzesz fałszywą śmiercią. A ponieważ wierzysz w swoją tożsamość, to zapewniam cię, że twoja śmierć jest bardzo prawdziwa. Twój ból jest również bardzo prawdziwy. Oczywiście, że tak. Nie stoję przed tobą, mówiąc, że jesteś złudzeniem. Mogę to zrobić, lecz jeśli myślisz, że jesteś prawdziwy, to i ból jest prawdziwy.

Przyjdzie taka chwila w twojej świadomości, w której powiesz: „Nie będę tego więcej robił. Musi być coś więcej niż to!”. Następnie odkrywasz, kim jesteś, i właśnie tego teraz doświadczasz. Dobrze jest wiedzieć, że możesz tego doświadczyć.

Twoim jedynym celem na Ziemi, w tym złudzeniu, w twoim utożsamieniu świadomości, jest przezwyciężenie procesu utożsamiania się i przejście do pełnego utożsamienia. Oczywiście, że tak. Po to tu jesteś. I właśnie tego doświadczasz i będziesz nadal doświadczał, aż zakończysz ten proces.

Pamiętaj, że w swojej tożsamości możesz być jedynie sobą; nie ma czegoś takiego jak odrębne tożsamości. To są jedynie kopie świadomości. One nie są prawdziwe. Lecz świadomość jest prawdziwa. To jedyne, co jest prawdziwe. A skoro każda świadomość jest taka sama, to tożsamość twojej jaźni jest taka sama, jak tożsamość projekcji, które utworzyłeś na zewnątrz siebie. Człowiek bity batem to ten sam człowiek, który trzyma bat. Zapewniam cię, że to prawda i właśnie w tą jedną rzecz tak trudno jest ci uwierzyć.

Ostatecznie nie ma żadnej kary, ponieważ nie istnieje coś takiego jak „przyczyna” i „skutek”. Świadomość nie jest liniowa. Czasami, gdy coś dajesz, gdy rzutujesz coś na zewnątrz i przysparzasz bólu innym ludziom, to czujesz ten ból niemal natychmiast. Może miałeś to doświadczenie. Gdy podnosisz energię w swoim ciele, to doświadczenie staje się coraz bliższe – do tego stopnia, że osiągasz Boskość po prostu po to, aby nie doświadczać bólu. Boskość, czy też rozpoznanie prawdy o tym, że jesteś Bogiem, nie ma nic wspólnego z moralnością. Nie jest wypisana na jakimś szablonie czy tablicy, ale jest zawarta w tobie. Ty zaś automatycznie stajesz się prawdziwy, ponieważ rozpoznajesz, że możesz krzywdzić jedynie siebie.

Czy osiągniesz Boskość? Oczywiście, że tak. Już nią jesteś. I nie osiągasz tego za pomocą swej oddzielnej woli. Nie osiągasz tego wymuszoną dyscypliną. To prosta prawda. Rozpoznajesz ją dzięki poszerzeniu swojej świadomości. I nie może ci się nie powieść.

Jakże więc mogę wreszcie stać się wolny? Wolność jest możliwa tylko dzięki przezwyciężeniu śmierci, lub też rozpoznaniu jej fałszu. Wszelki lęk jest lękiem przed unicestwieniem, lękiem przed nieznanym. „Obawiam się, a więc będę musiał się bronić, bo nie wiem, co mnie spotka”. A więc zaczynasz od tej przesłanki. Im bardziej będziesz rezygnował z Ziemi, tym większy osiągniesz sukces i tym mniejszy będzie twój lęk. W im większym stopniu uznasz istnienie boskiego wzorca, wzorca doskonałości, który wywołuje w tobie tę zmianę, tym staniesz się spokojniejszy, radośniejszy i szczęśliwszy. To jest nieuniknione. Nie możesz takim się nie stać. Co więc tak naprawdę mówimy, czego w istocie nauczamy? Nauczamy, że nad niczym nie masz absolutnie żadnej kontroli. I że im bardziej to puścisz, im bardziej się zdystansujesz, tym więcej popłynie w tobie prawdziwej energii. To wszystko.

Jeśli to nie jest prawdziwe, to w którym momencie przestaniesz tego bronić? W chwili, w której zupełnie przestaniesz się bronić, doświadczysz zmartwychwstania. Ukończysz tę szkołę świadomości, i nie będzie cię tu dłużej. Jesteś tu jedynie z powodu swej odrębnej tożsamości. Ile potrzeba tak zwanych jednostek przechodzących transformację, czy też doświadczenie objawienia, aby zbawić to złudzenie świata bólu? Tylko jednej! Tylko ciebie. Dlatego nauczamy, że jedynie ty możesz zbawić świat.

Kto może zbawić świat? Ty. Skoro świat to jedynie twoje jego postrzeganie, to nie może go zbawić nic poza tobą. No przecież! Jakże mogłoby być inaczej?

Ty myślisz, że możesz mieć jakieś rzeczy i trzymać się ich w swym utożsamieniu. Posiadanie czegokolwiek jest niemożliwe. Ty już jesteś wszystkim. W końcu „mieć” jest tym samym, co „być”. Jestem, więc mam. Idea, że ja mogę coś mieć, a ty nie, to istny absurd. Jakże mogłoby do tego dojść? Czy mamy do czynienia z niedostatkiem? Czy pewne rzeczy są dobre, a inne złe? W jakim momencie dokonujesz oceny? W jakim momencie mówisz: „Myślę, że chcę mieć to, a tego nie.”? Jakże niesamowicie ciężkim brzemieniem jest osądzanie! Odróżnianie tego, co uważasz za dobre i właściwe od złego i niewłaściwego, to niesamowite zadanie, którego podejmujesz się w swoim umyśle. Nic dziwnego, że czujesz się zmęczony; twój umysł musi nieustannie rozróżniać. A kiedy już skończy, nic nie pozostaje takie, jakim było, więc i tak zmieniasz zdanie na jego temat. To zadziwiające!

A więc męczysz się. Zmęczenie jest formą śmierci. Nie ma czegoś takiego jak zmęczenie, podobnie jak nie ma czegoś takiego jak choroba. Ty tylko myślisz, że jest. Gdybym ja nieustannie próbował coś osądzać, to też bym się okropnie zmęczył tą próbą rozróżniania we własnym umyśle. Nic dziwnego, że cię to męczy.

Nie osądzaj niczego. Stój na uboczu. „No cóż, w takim wypadku nie będę miał opinii na żaden temat”. No więc nie miej. Nie miej żadnych opinii o czymkolwiek. Nie angażuj się w to. Wcale nie musisz. Nie musisz tego robić. Tak naprawdę nauczam jedynie tego, że wybór należy do ciebie i że ostatecznie nie masz nawet wyboru – poza obudzeniem się i zrozumieniem, że to nie jest prawdziwe. Nie wiem, kiedy zamierzasz to zrobić, ale i tak nie ma czegoś takiego, jak odrębna tożsamość. Jestem całkowicie świadomy, stojąc tu z tobą, że w swojej osobowości nie jesteś prawdziwy. Zapewniam cię, że jestem świadomy, iż nie jesteś prawdziwy.

W żadnym wypadku nie myślę o tobie jako „Patrycji” czy „Edwardzie”. Ani o tobie. W ogóle tak nie myślę. Czemu miałbym to czynić? Dlaczego miałbym sądzić, że istnieje tu jakaś kopia świadomości, która ma już wszystko poukładane? Dlaczego miałbyś być inny niż pozostałe cztery miliardy tożsamości osadzonych tu na Ziemi, wśród miliardów gwiazd? Jak mógłbyś być oddzielony? Jak mógłbyś być inny? Czym ja różnię się od ciebie? Niczym! Jestem tobą! Jestem tobą…

Na następnym poziomie ustanowimy braterstwo, czyli rozpoznamy pojedynczą prawdę. Właśnie tym się teraz zajmujemy. Bierzemy całe to rozczłonkowanie samego sedna czystości czy energii przejawiającej się w różnych kolorach – a całe to spektrum energetycznych kolorów, których doświadczamy, mieni się w naszych symbiotycznych związkach – a więc łączymy je w sobie jako istotę miłości czy też komunikacji i rozpoznania wspólnej tożsamości. Tym właśnie jest miłość. Idziesz sobie ulicą i nagle zakochujesz się w osobie, która idzie z przeciwnej strony, czyli identyfikujesz wzorce energetyczne, których doświadczasz jako takie same jak twoje. Kiedy wreszcie osiągasz stan samorealizacji, to gdzie nie spojrzysz, utożsamiasz się ze wszystkim w miłości, ponieważ widzisz tam jedynie siebie. Czyż to nie piękne być tego świadomym?

Wszyscy są tobą; nie osądzaj ich w żaden inny sposób. Chcesz być wolny? To kochaj wszystkich. To jest zadziwiająca prawda. Jakże mógłbyś to jednak uczynić, jeśli sam nie wiesz, kim jesteś i nie lubisz siebie? Stoję więc przed tobą i mówię ci: jesteś doskonały, wybaczono ci, chodź do domu. „Och, czy tak rzeczywiście jest?” Tak, rzeczywiście tak jest. Jesteś absolutnie doskonały, nie może ci się nie powieść. Następnie rozszerzasz z siebie kreatywność, czy też prawdę zjednoczenia. To wszystko, czym to jest. Wiąże się z tym jednak trochę lęku, ponieważ będąc w stanie utożsamienia, musisz przejść przez proces śmierci, tak abyś mógł swobodnie wejść na kolejny poziom świadomości. I jeśli wzniesiesz się wyżej i przyjrzysz temu, jednocześnie trzymając się siebie, to stanie się to bardzo bolesne. Gdy próbujesz się bowiem utożsamiać w samym środku wielkiego potoku energii, która dyktuje ci pojedynczą prawdę, to może być to bardzo trudne.

Gdy przechodzisz proces śmierci, proces opuszczania tego tak zwanego „ciała”, jeśli tak chcesz je nazywać, to doświadczasz okresów regenerującej energii, czy też przypomnienia, co opisywane jest w doświadczeniach procesu umierania jako wizje światła, jako proces ponownego przeżywania karmy. To jednak jest jedynie początek i właśnie tego doświadczasz tu i teraz w swojej świadomości.

Gdy tego dopełnisz, będziesz obudzony bez konieczności umierania, a stanie się to dzięki procesowi śmierci. Tym właśnie jest rodzenie się na nowo. Tym właśnie jest proces jednoczenia. Tym jest twoje doświadczenie jogi, czyli transcendencji. To piękne i możesz tego dokonać. A więc zrób to.

„Oni podtrzymują swoje ego” – to nonsens, nie ma czegoś takiego jak „ego”. Oznacza to, że nie ma Boga ani takiej siły w całym wszechświecie, od której mógłbyś się oddzielić. Dlaczego miałbyś definiować to, kim jesteś? W jakim momencie decydujesz się zachować swoją tożsamość i maszerować wprost ku śmierci? To przecież głupie! Nie rób tego! Wystarczy, że przestaniesz to robić. Nie możesz umrzeć. Teraz znajdujemy się razem w tym przestronnym przedsionku, dzieląc się prawdą. Teraz nasze wzorce energetyczne są bardzo podobne. Utożsamiamy się z pojedynczym światłem prawdy. Nic nie może tego zdefiniować. Nie ma niczego, co mogłoby to zdefiniować. Cóż takiego mogłoby to zdefiniować? Trwamy w prawdzie. Wszelki lęk zniknął. Jakże mógłby istnieć lęk?

Nagle podskoczyła tu energia, spójrzcie na to. Widzicie kolory? Widzicie to? To bardzo piękne. Spójrz na swoje ciało jako na związek energetyczny, lecz nie utożsamiaj się z nim. Nie jesteś tym. Nie jesteś ciałem, to byłoby absurdalne. Dlaczego miałbyś być ciałem, skoro jesteś stanem świadomości? Co byłoby w tym rzeczywistego? To bardzo piękne. Wszystko jest piękne, wszystko to jest piękne… Czy jest to bardziej piękne niż to? Nie. Czy jest mniej piękne niż to? Nie. Nie ma czegoś takiego jak „bardziej” lub „mniej”. Jest tylko „wszystko”. To zadziwiające!

Nie mogę być czymś więcej niż ty, lecz nie mogę też być czymś mniej. Jestem tobą. To zdumiewające! Otwierasz te drzwi i oto masz. Spójrz teraz na to. Och! To piękne, to wszystko jest w tobie. To bardzo piękne, jakże piękne!

Oto ty… Jesteś wolny. Powiedz po prostu: „Nie będę więcej Ziemianinem”, i nie musisz nim być. Ziemianie są ślepi, głusi i głupi – wszyscy bez wyjątku. Tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak małe „ja”. Czy rozpoznajesz, że to prawda?

Prawda prowadzi cię do pełnego rozpoznania siebie. Ten „ty” powraca do siebie w całej pełni. Za każdym razem, gdy dochodzi do przebudzenia, jest ono czymś wspaniałym i indywidualnym, ponieważ jest ono pojedynczą prawdą. Prawda, która się tym z tobą dzieli, jest tobą. No cóż, wspaniale jest to wiedzieć. Tu chodzi o ciebie, ale też o coś więcej niż ciebie – chodzi o wszystkie aspekty ciebie, niezwykłe piękno, urok i prawdę o tobie.

W czym mógłbyś zawieść? Cóż takiego pozostało ci jeszcze tutaj? Cóż pozostało po klasie szkolnej, kiedy kończysz szkołę? Odłożysz swoje zabawki, tak? Cóż ci pozostało? Dlaczego miałbyś postanowić tu pozostać? Cóż takiego jest tutaj oprócz bólu, smutku, śmierci, samotności i lęku? Dlaczego miałbyś postanowić pozostać na Ziemi? To bez sensu. Chodź do Domu. To jest tak proste, jak to. Pamiętam cię bardzo dobrze. Ty również pamiętasz mnie doskonale. Jakże moglibyśmy się nie pamiętać? Jakże mogłoby istnieć coś więcej niż jedna pełna świadomość? Oto masz… Co więcej, my jesteśmy tutaj. Jesteśmy wszędzie. Ogromna energia, którą teraz przyswajasz, ma siłę transformującą. Nie masz tu nic do powiedzenia i właśnie dlatego jest to radosne. A więc ostatecznie wydarza się to pomimo wszystkiego, co mógłbyś o tym pomyśleć i co mógłbyś z tym zrobić. I dzielimy się tą chwałą i kochamy się nawzajem w niej, i w niej się jednoczymy.

Widzisz, to jest piękny proces, ponieważ jesteś całkowicie niewinny. Jakże mógłbyś być inny? Czy zamierzasz się bronić? A może powiesz: „Wiem, że to prawda, ale powinienem się trzymać tego, co mam.”? Ale potem to puścisz. Porzucisz to – w tym cała zabawa! Całkowite porzucenie jest zabawą.

Zbuduję ci schody wprost do gwiazd, lecz nie możesz po nich chodzić. Tworzę je bowiem z istot światła…Teraz możesz już wejść po tych schodach… Możesz ujrzeć raj… Jakże piękne są te światła! Spójrz. Spójrz tam. Jakże piękne! Spójrz. Bardzo piękne. Bardzo ładne.

Za każdym razem, gdy docierasz do tego miejsca i gdy dokonuje się zmiana, to przypominasz sobie na nowo. Wydaje ci się to bardzo znajome. Byłeś tutaj wcześniej. Oczywiście, że byłeś tutaj wcześniej. Czy już sobie przypominasz? „O tak, pamiętam, pamiętam całe to światło dookoła”. Ty jesteś tym światłem. To prawda. To jest ci bardzo bliskie, teraz pamiętasz… Twoje promienie rozpościerają się w górę ku światłu. Jesteś jego częścią. To właśnie jest przygodą. To ci wskaże drogę.

Byłem tam już wcześniej, i ty również. To wszystko jest umysłem. To jest niesamowitą prawdą. Głęboko w tobie jest wspomnienie, że tańczyliśmy razem w świetle.

To piękne. Ależ to piękne! Dzielimy się tym uniwersalnym światłem. Ono jest przeznaczone właśnie dla ciebie. Jest twoje.

Nie może ci się nie udać. Już jesteś w domu. Nie ma porażek. Włączę na chwilę muzykę. Będziecie mogli ją usłyszeć.

[Muzyka] Jakie to cudowne! Ach, to piękne. Jeśli chcesz, możesz pozwolić, aby twoje duchowe przebudzenie było święte, a dla mnie jest to bardzo piękne, ponieważ jest prawdziwe. Harmonijność, połączenie i twoje reakcje komórkowe na ten proces są nadzwyczajne. Ten proces zachodzi teraz w tobie. Dla mnie to bardzo piękne, że tego doświadczasz. Nie może ci się nie udać.

[Muzyka] To piękne. Możesz to trochę podgłośnić. To jest prawdziwe.

Zobaczymy się trochę później…

Wycisz się na chwilę. Ach, to piękne! Dlaczego miałbyś wybrać Ziemię, gdy możesz mieć to?

Nie możesz przegrać. Im bardziej w to wchodzisz, im więcej to światło cię opromienia, tym bardziej zbliżasz się do prawdy. Nie może ci się nie udać! Nie może! Robisz to dla siebie i robisz to sam. Wydaje się, jakbyś był tu sam, lecz nagle zaczynasz widzieć, jak wspaniały jest powód, dla którego tu jesteś. To bardzo piękne. Gdyby tak nie było, to bym ci nie mówił, że tak jest, ponieważ ty sam doskonale to pamiętasz.

W ten sposób, skoro mówimy o tym teraz, w tym punkcie omega… Zaczynamy widzieć iluzoryczność zawartą w prawdzie, która jest tutaj. To jest jak żart. Czasem, gdy się budzisz i rozglądasz dookoła, i widzisz, co się tu dzieje – a jest to w pewnym sensie śmieszne, ponieważ jest żałosne – to nie możesz się powstrzymać od śmiechu. Nie możesz się nie śmiać z tego, co ludzie sobie robią. To nie jest prawdą, ale wydaje się, że wciąż to robią. I każdy z nich musi doświadczyć ostatecznego indywidualnego pojednania; nie może się to wydarzyć w żaden inny sposób. Każdy z nich przeżyje swoją ciemną noc. Nie pław się w tym jednak. Oni powiedzą: „O kurczę, właśnie to miało się wydarzyć”. Rzeczywiście miało się to wydarzyć. To wszystko już się wydarzyło, nie ma w tym nic nowego. To struktura świadomości. Nie jest ona liniowa pod żadnym względem. To, co zrobiłeś wczoraj, nie ma absolutnie nic wspólnego z tym, co robisz teraz, nic. Nic! Słyszysz mnie? Jesteś tu właśnie dlatego, że pamiętasz wczoraj. W istocie, gdybyś nie pamiętał dnia wczorajszego, to byłoby niemożliwe, abyś był tutaj.

Musiałeś się tu urządzić, bo inaczej by cię tu nie było. A teraz przechodzisz proces, w którym burzymy twój ustalony porządek. Czy przyszliśmy, aby załagodzić to wszystko, aby w tym piekle wszystko było w porządku? Nie, nie przyszliśmy tutaj po to. Jeśli pragniesz załagodzenia, to idź gdzie indziej.

Taka jest prawda. Chcesz sobie wykroić swoje małe niebo z piekła. Proszę bardzo, spróbuj. My przedstawiamy ci prawdę. Jest ona bardzo radosna, ponieważ możesz ponieść kompletną porażkę, tak abyś mógł odnieść zwycięstwo, tak abyś nie musiał się już trzymać. Nie musisz już stwarzać pozorów i udawać, że wszystko jest w porządku. Nie jest w porządku. Jest potwornie, niesamowicie źle. Jest okropnie. Nie mów mi, że jest w porządku.

Możesz jednak z tym coś zrobić i tylko ty możesz z tym coś zrobić, ponieważ sam to wytworzyłeś. A jeśli nie potrafisz tego pojąć, to zapamiętaj jedynie, że nie masz nad tym żadnej kontroli. Dzięki temu poczujesz się dobrze, jak zresztą sam dobrze wiesz.

Nie musisz się niczego trzymać. Jedyna rzecz, której mógłbyś się trzymać lub którą mógłbyś mieć, to śmierć. Na tym świecie nie trzymasz się niczego innego prócz śmierci. W chwili, w której zrezygnujesz z tego wszystkiego, staniesz się wieczny, kropka! CZY SŁYSZYSZ MNIE?

Powyższy tekst wykładu Mastera Teachera pochodzi z książki pt.: ,,Powrót Heretyka”.

Bądź moją Walentynką

Życie na Ziemi to kompromis; to negocjacje; próba zaprowadzenia pokoju i osiągnięcia porozumienia tam, gdzie nie ma żadnego. Najnowszą formą miłości jest przygotowana przez prawnika umowa przedmałżeńska, dzięki której obie strony wciąż trzymają się swoich rzeczy, choć niektórymi z nich się dzielą. Jak nazwałbyś taki związek?

Ktoś ze słuchaczy: Transakcją?
Tak. Transakcją z zamiarem osiągnięcia określonego rezultatu.

Chciałbym przyjrzeć się Walentynkom. A więc będzie to wykład o miłości. W ciągu ostatnich kilku dni słyszałem wiele na temat tego, czym jest miłość, czym nie jest, czym powinna być i czym wydaje się być – począwszy od: „Bóg jest miłością” aż po „Miłość to francuski pudelek”. Nawiasem mówiąc, oba te wyrażenia są prawdziwe, ale w jakimś sensie ograniczające, skoro Boga nie można zdefiniować, zaś pudla można zdefiniować jedynie w pewnego rodzaju zawężonych kategoriach, porównując go z innymi canus domesticus. „Co takiego? Co on powiedział?”

W rezultacie kochamy w sposób obiektywny: Kocham cię ze względu na twoje stopy. Kocham twój nos. Kocham twoje włosy. Kocham twoje cycki. Kocham cię, bo jesteś inteligentna. Kocham cię z powodu twoich artystycznych osiągnięć. Kocham cię, bo przy tobie czuję się dobrze. Kocham cię ze względu na twój nowy jacht. Kocham cię, bo chodzimy do tego samego kościoła. Kocham cię, ponieważ jesteś czarny lub niebieski, lub zielony. Kocham cię, ponieważ nie lubimy wielu podobnych rzeczy. Kocham cię, gdyż w jakiś sposób rozprawimy się z naszymi ziemskimi dylematami i razem znajdziemy rozwiązanie. Kocham cię, ponieważ ojciec mi kazał. Kocham cię, bo w ten sposób sprzeciwiam się mojej tradycji kulturowej. Kocham cię z powodu wszystkich tych drobiazgów, którymi się dzielimy. Kocham cię pomimo pewnych twoich dziwactw, ale będę się starał je zmienić lub po prostu będę musiał się do nich przyzwyczaić. To zadziwiające, prawda?

Czymże do licha jest miłość? Jedną rzecz powiem ci na pewno: nie jest ona formą wymiany. A jeśli zaczniesz od tej przesłanki, to bardzo ci ona pomoże. Oto całkiem niezła definicja, którą gdzieś usłyszałem: miłość jest dawaniem. A więc być może zanim zdefiniujemy miłość, powinniśmy określić, czym jest dawanie. Jak wiele mamy rodzajów dawania? Mamy rodzaj dawania, który utożsamiam z wymianą, polegający na tym, że ktoś, kto kocha pieniądze, wyciąga spluwę i mówi ci tak: „Oddawaj pieniądze, albo odbiorę ci życie”. No i oddajesz mu swoje pieniądze. Oczywiście, że mu je oddajesz. Mamy też pewien rodzaj dawania, który można sprowadzić do tego: „Powinniśmy dać cioci Zosi prezent na święta w nadziei, że o nas nie zapomni w swoim testamencie lub czymś nas obdaruje, czy jakoś się odwzajemni”. Albo: „Co dała nam w zeszłym roku?”, albo: „Kupiliśmy zbyt tani prezent”, albo: „Niczego jej nie damy, bo ona nic nam nie dała”. Istnieje też taki pozornie ładny rodzaj dawania, gdy ze szczerego serca dajesz coś, co bardzo cenisz, a potem jesteś nieco rozczarowany, jeśli tego nie doceniono lub jeśli dar, który otrzymujesz w zamian, nie wydaje się być współmierny do wartości, którą przypisałeś własnemu podarunkowi. Istnieje też inny poziom dawania, który jest oparty na całkowitym wyrzeczeniu. Oto składasz swe życie w ofierze na ołtarzu ludzkości, obmywając rany trędowatym. Nie próbujesz jednak uleczyć niezwykłego bólu i ran, które są w twym sercu.

My mówimy o innym rodzaju dawania i utożsamiamy go z miłością, bo w istocie jest on miłością w nazewnictwie, którym się posługujemy. Jest to dawanie z całkowitą świadomością, że rekompensata jest zupełnie niepotrzebna. A więc sama idea, że miano by ci coś podarować w zamian za dar, który dałeś, nie mieściłaby się nawet w twoim pojmowaniu. Gdy rzeczywiście wyjdziesz ponad swą ograniczoną tożsamość, to zobaczysz, że poprzez dawanie siebie w darze, otrzymujesz miłość, która jest częścią tego, czym jesteś.

Jedną z najtrudniejszych idei do przekazania komuś na tej ścieżce jest idea umiejętności przyjmowania daru. Nie możesz naprawdę dawać, jeśli nie potrafisz przyjmować. Twoje rozpoznanie tego, że jesteś godzien przyjęcia jakiegokolwiek ofiarowanego ci z miłością daru, jest częścią procesu, przez który przechodzisz, aby odkryć, kim naprawdę jesteś.

Trudno jest też zrozumieć, że nie można dać czegoś, co nie jest wieczne. Zaczynamy wreszcie pojmować, że gdy mówimy o miłości, mamy na myśli stwarzanie. Miłość to jedynie rozszerzenie bądź projekcja tego, czym, jak myślisz, jesteś. Jakże wiele razy mówiłeś, ofiarowując podarunek: „To będzie doskonały prezent dla wujka Janka. To tak do niego pasuje”. Umieściłeś go więc w określonej kategorii. Nadałeś mu tożsamość. To zadziwiające!

Jedyną rzeczą, którą ostatecznie możesz w pełni i całkowicie oddać, nadal ją zachowując, jest idea. Tylko w przypadku idei jest tak, że im więcej jej dajesz, tym więcej jej masz. Lecz pamiętaj o jednym: ostatecznie możesz być jedynie ideą na swój temat. I możesz innym zaofiarować w darze jedynie to, czym, jak myślisz, jesteś, lub to, czym, jak myślisz, są oni, a to tak naprawdę jedno i to samo. To, czym oni są, odzwierciedla bowiem jedynie to, czym, jak myślisz, sam jesteś. Jak bardzo zatem kochasz odbiorcę daru, który ofiarujesz? Wiele tożsamości, żyjąc w stanie niepewności, potrafi kochać tylko na tyle, na ile mogą utrzymać coś na dystans. Następnie możemy ustanawiać bożki na zewnątrz siebie i obdarzyć je cechami, czy też ideami, które podziwiamy. Ostatecznie zawiodą nas one, ale to w porządku. Możemy przecież ustanowić inne, nowe bożki, które będziemy kochać i które ostatecznie odrzucimy.

Słyszałem, jak ktoś powiedział: „Nie wiem, czym jest miłość, ale wiem, kiedy jej doświadczam”. A zatem miłość jest doświadczeniem? Oto zbliżamy się do sedna, prawda? Tak, miłość jest doświadczeniem. Stwarzanie jest doświadczeniem. Stwarzanie jest tak naprawdę darem, który otrzymujesz ze Źródła, od Boga; jest ono również twoją zdolnością przyjmowania. Na tej Ziemi zawsze wymagano od ciebie jedynie tego, abyś przyjął w pełni swoje dziedzictwo, czyli dar wolności i miłości, które do ciebie należą.

„Wiem, że mnie bardzo kochasz, ale jak bardzo? Czy zostaniesz moją Walentynką?” „Co mam zrobić, aby zostać twoją Walentynką? Jakie masz wymagania? Co mam ci dać w zamian?” Dualistycznej świadomości jest niezwykle trudno pojąć ideę, że w miłości nie wymaga się żadnej wzajemności. Na Ziemi bowiem wszystko opiera się zasadniczo – z powodu złudzenia – na wzajemności. Myślisz przecież w sposób liniowy. Opierasz wszystko to, co masz nadzieję osiągnąć, na tym, co osiągnąłeś wcześniej. A potem obraca się to w proch. A więc szukasz czegoś innego. Potem i to odchodzi. A więc szukasz czegoś innego. Nie przestajesz szukać. Ludzie chodzą sobie po Ziemi i mówią: „Chcę jedynie odrobiny miłości. Chcę jedynie odrobinę uznania. Chcę jedynie, aby ktoś dzielił ze mną życie”. Czy ta samotność jest prawdziwa? Pewnie, że jest prawdziwa! A gdy odnajdujesz tę miłość, czy ta miłość jest prawdziwa? O kurczę blade, pewnie, że tak! Dlaczego nie miałaby być prawdziwa, Synu Boży? Czy sądzisz, że istota uczuć, których doświadczasz, nie jest prawdziwa? Oczywiście, że jest prawdziwa.

Miłość jest miłością. Nie ma w tym pokoju nikogo, kto by nie poczuł gdzieś w swej świadomości tak głębokiej miłości, że aż nie wiedział, co ze sobą począć. Czy byłeś kiedyś tak bardzo zakochany, że aż nie mogłeś tego znieść? Nie chciałeś się nawet zbliżać do przedmiotu swego uwielbienia. Chciałeś po prostu stać na uboczu, smakując to niezwykłe, ekstatyczne unicestwienie własnego jestestwa. Wychodziłeś chyłkiem w nocy tylko po to, aby przejść koło jej domu i spojrzeć na zapalone światło. To jest żałosny sposób kochania. Nieuniknione było to, że twoje nadzieje w końcu się rozwiały. Zbliżyłeś się i odkryłeś, że cokolwiek o niej myślałeś, nie pokrywało się to z tym, czego oczekiwałeś. Jednak istota tej potrzeby miłości jest boska. Oczywiście, że tak. Czym innym mogłaby być?

Miłość, na swym bardzo wysokim poziomie na Ziemi, sprowadza się do oczekiwania. Nie ma mowy o pełnej radości ze spełnienia na Ziemi. Jestem pewien, że większość z was jest tego świadoma, ponieważ macie w sobie wrodzone poczucie niezadowolenia, wynikające z potrzeby dokończenia poszukiwań i odkrycia prawdy o sobie. A więc miłość staje się swego rodzaju poszukiwaniem drugiej połówki. Ale jesteś tylko połową. Ty wciąż szukasz drugiej połówki, nie wiedząc, że druga połówka jest w tobie. Czy zostaniesz moją Walentynką? Oczekuję, że będziesz moją Walentynką w sposób absolutny i całkowity. „No cóż, zgodzę się być twoją Walentynką, ale tylko do pewnego stopnia”.

To właśnie mówisz Bogu, prawda? Gdyby Bóg się zapytał: „Czy będziesz moją Walentynką?”, ty odpowiedziałbyś: „Pewnie. Ale jakie masz wymagania?”. A On na to: „No cóż, jednym z wymogów jest, abyś był szczęśliwy przez cały czas. Musisz być radosny. Musisz doświadczać ekstazy. Musisz rozszerzać z siebie jedynie miłość i widzieć tylko piękno. Czy stać cię na to?”. Ty zaś odpowiadasz: „Ale kto mnie o to pyta? Skąd mam wiedzieć, czy rzeczywiście jesteś Bogiem? Skąd mam wiedzieć, że naprawdę możesz mi dać te rzeczy?”. Bóg nawet nie słyszy, gdy prosisz Go o coś konkretnego. On już wie, że masz wszystko. To zadziwiające. Jak mówi ta piosenka: „Kochanie, nie mogę ci dać niczego prócz miłości. Tylko miłości mam dostatek”. To zadziwiające. To najwyższa prawda. „Tak, ale czy ty mnie naprawdę kochasz, czy tylko tak mówisz?” Zadziwiające, prawda? To jest taki rodzaj miłości, który doprowadzi do twojego przebudzenia. To taki rodzaj miłości, która spotkała was wszystkich, ale wasze idee szybko roztrzaskały się o ziemię, ponieważ nic nie ułożyło się tak, jak chcieliście.

Czasami trudno jest zrozumieć, że absolutnie nic na Ziemi nie ułoży się tak jak chcesz – poza śmiercią. A w procesie uznawania śmierci, ograniczyłeś się do idei bólu, morderstwa, chciwości i wszystkich rzeczy, które wiążą się z tym na Ziemi. „Chcę, żebyś był moją Walentynką, ale nie chcę, żeby tamten człowiek o tym wiedział; nie chcę też, żeby on był moją Walentynką, tylko ty”. Jakże wcześnie w dzieciństwie uczymy się wykluczać. Częścią naszej ścieżki przetrwania jest nauka rozróżniania i dyskryminacji. Gdy byłem małym chłopcem, nie znosiliśmy kartek walentynkowych. Przychodziły na małych kawałkach papieru, na których wypisane były same okropności. Ludzie wysyłali je anonimowo do innych ludzi, pisząc na przykład: „Nienawidzę cię”. W dzisiejszych czasach w ogóle nie zajmujemy się ludźmi, których nienawidzimy. Nienawidzimy ich poprzez wyłączenie ich z naszego życia, z naszych wyobrażeń.

Problem więc sprowadza się do umiejętności przyjmowania, umiejętności powiedzenia: „Ok. Biorę to!”. Jeśli bowiem dałbym ci wszystko, o co tylko mógłbyś na tej Ziemi poprosić, nigdy by cię to nie zadowoliło. Wiesz doskonale, że by cię nie zadowoliło i dlatego tu jesteś. Dotarłeś do takiego etapu w rozwoju swojej świadomości, w którym spojrzałeś w przyszłość i zobaczyłeś, że umrzesz. Ujrzałeś śmierć, prawda? Widzisz, że wszystko tutaj umiera. To niesamowite!

„No cóż, jeśli to prawda, że muszę wszystko rozdać, aby to zachować, jak naucza Jezus w Kursie Cudów, to co się ze mną stanie, jeśli w to uwierzę i rozdam wszystkie swoje rzeczy?” Dobre pytanie. „Łatwo ci mówić. Mówisz mi, bym szerzył swoją miłość i rozdawał ją, ale przecież jestem tutaj, na Ziemi. Muszę jeść. Potrzebuję domu. Potrzebuję samochodu. Muszę utrzymać się przy życiu. Mam prawo do pewnych rzeczy. Chciałbym powysyłać Walentynki i chcę, żeby ludzie odwzajemniali moją miłość. Muszę to wszystko robić, nieprawdaż?”

Rozpoznanie prawdy o sobie jest procesem transformacji, który nie ma nic wspólnego z tym, co robisz na Ziemi. Motywacją, by nie robić niczego, osiągniesz to samo, co motywacją, by pójść w świat i robić wszystko. Nie ma między nimi żadnej różnicy. Jesteś na tej Ziemi i skonstruowałeś tę Ziemię w wyniku ograniczonej identyfikacji własnej jaźni. Gdy tylko odkryjesz, kim naprawdę jesteś, Ziemi tu dłużej nie będzie. Czy ma to coś wspólnego z miłością? Tak, jest to całkowicie związane z miłością. Dopóki bowiem rozróżniasz w swoim umyśle, co jest miłością, co jest piękne i pożądane, dopóty odrzucasz inne swoje idee czy aspekty jako mniej boskie, mniej prawdziwe, mniej godne miłości. Nie znikają one tylko dlatego, że wyrzucasz je ze swej świadomości. Pozostają z tobą. To właśnie ich się boisz i przed nimi bronisz.

Jeśli miłość jest prawdziwa, a zapewniam cię, że jest; jeśli Bóg jest faktem, a zapewniam cię, że jest; jeśli prawda nie wymaga twojej opinii, aby była prawdziwa, a zapewniam cię, że jest prawdziwa – to nie może istnieć coś takiego jak zło, nienawiść, brak, unicestwienie, podział, manipulacja, potrzeba identyfikowania się, czy też utrwalania, bądź bronienia czegokolwiek. „Czy mówisz więc, że miłość jest tylko czymś biernym? Czy miłość to agape? Czy miłość to jedynie duch? Czy miłość to usadowienie się na szczycie góry i pozostawanie w stanie Samadhi, w swego rodzaju eterycznej Nibylandii?” Wręcz przeciwnie: miłość jest, miłość to amo. Miłość jest całkowicie czynna i nie ma w sobie nic obiektywnego. Jak można coś takiego wyrazić? Miłość jest wrzeniem świadomości w akcie spełnienia. Miłość jest rozpoznaniem rozdzielenia, samotności, niezwykłej tęsknoty, potrzeby samospełniającej się. Oczywiście, że tak. Czy jest ona czynna? Jest całkowicie czynna! Czy sądzisz, że Boża Miłość do ciebie nie jest czynnym działaniem? Oczywiście, że nim jest, ale nie chodzi tu o działanie na zasadach wzajemności, ale o działanie w prawdzie o Sobie – w akcie rozpoznania Siebie. Czy moja miłość do ciebie jest czynna? Jasne, że tak! Bo jest czym? Ekspresją mnie samego. Czymże jest stwarzanie, jak nie uświadomieniem sobie piękna wypływającego z rozpoznania piękna Jaźni, czy też Źródła? Wow! Czymże takim się dzielimy, kiedy wypisujemy walentynki lub słuchamy muzyki? W sposób czynny uczestniczymy w energiach, czy też promieniach, czy też strukturze świadomości. I to jak!

Widziałem wiele definicji miłości jako czynności obiektywnej, w której słowo „miłość” ma tę samą konotację, co „cudzołóstwo”. Coś w rodzaju: „Pozwól mi kochać cię dzisiaj. Do diabła z dniem jutrzejszym”. To coś bardzo czynnego. Z tego punktu widzenia „amo” wymaga oczywiście przedmiotu. Ale z drugiej strony, tak jak mówiliśmy o tym wcześniej, widziałem jak określano miłość w bardzo niesprecyzowany sposób, jako stan osoby, która po prostu siedzi bezczynnie. To taki stan, w którym mówisz: „Nie zbliżaj się do mnie. Jestem w stanie miłości. Kocham jedynie Jezusa i do diabła z innymi”. To zadziwiająca idea. Chcesz zobaczyć naprawdę obiektywną miłość? To przyjrzyj się kiedyś ezoteryce chrześcijańskiej. „Kocham mojego guru i byłbym wobec niego niewierny, jeśli przyszedłbym do ciebie”. To bardzo dziwna idea. Posłuchaj uważnie, co mam do powiedzenia o miłości i jej obiektach.

Miłość nie jest pięknem, choć słyszałem, że definiowano ją już w ten sposób. Piękno wymaga percepcji. Miłość w ogóle nie wymaga percepcji. W istocie tam, gdzie jest percepcja, tam nie ma mowy o prawdziwej miłości, ponieważ jeśli istnieją jakieś stopnie porównywania, to muszą one zawierać element czegoś mniejszego niż miłość, a Bóg nigdy nie jest „mniejszy niż…”. Nie ma czegoś drugorzędnego w stosunku do miłości. Nie mogę więc postanowić kochać jedną rzecz, a odrzucić inną. To nie jest miłością. To jest nienawiścią. Mocne słowa, prawda?

Jeśli podejdziesz do kogoś na ulicy i powiesz: „kocham cię”, to co on ci odpowie? „Hej, odbiło ci, czy co? Czego ode mnie chcesz? Masz tu dolara. Kup sobie kawę. Dlaczego mi to mówisz? Co to znaczy, że mnie kochasz?” Niesamowite! Przyjrzałem się dzisiaj Ziemi i zobaczyłem, jak karmiczne identyfikacje, czyli osobowości, w rozpaczliwy sposób usiłują nawiązać między sobą komunikację. Nie zdają sobie sprawy, że jest to absolutnie daremne. Nie zdają więc sobie sprawy, że coś takiego jak „przedmiot” – a dotyczy to również przedmiotu ich uwielbienia – dosłownie nie istnieje, chyba że tylko w ich świadomości. Obdarzyli go oni cechami charakterystycznymi, które następnie odrzucą i zanegują. Nasz brat Jezus w Kursie Cudów mówi o tym w ten sposób: ty dosłownie nie widzisz swego brata, który stoi tuż obok ciebie, a gdybyś potrafił go na chwilę zobaczyć, zrozumiałbyś natychmiast, że jesteście jednym w braterstwie, jednym w Chrystusie, i znaleźlibyście się w Domu dzięki waszej miłości. Tak naprawdę widzisz jedynie kopię swojej świadomości, swoich własnych wspomnień. Rozpaczliwie pragniesz kochać coś na zewnątrz siebie, ale skoro w swoim utożsamieniu ograniczenia i winy dosłownie dokonałeś projekcji obrazu na zewnątrz siebie, ponieważ go znienawidziłeś i odrzuciłeś, to nieuniknione jest, że teraz nie umiesz przyjąć miłości swoich własnych projekcji. Oczywiście, że nie. Jakże mógłbyś je przyjąć? W najlepszym razie możesz im współczuć z powodu śmierci.

Niekiedy metoda, za pomocą której odkrywasz, o czym mówimy, wydaje się rygorystyczna i trudna. Czytamy owe zdania w Kursie i ja nauczam tego w Prawdzie, że ty boisz się prawdy o sobie. Gdy miłość usiłuje się do ciebie zbliżyć w jakimkolwiek prawdziwym sensie, ty ją odrzucasz i bronisz się przed nią. Czymże w istocie myślisz, że jest miłość, jeśli nie Chrystusem, jeśli nie Bogiem-człowiekiem? Ty nie chcesz mieć nic wspólnego z Bogiem-człowiekiem. Skłoniłby cię on bowiem do porzucenia twojej ograniczonej jaźni. Bardzo się tego boisz. „Zawrzyjmy kompromis – ja częściowo nie będę zwracał uwagi na to, czym, jak myślę, ty jesteś, a ty nie będziesz zwracał uwagi na to, czym, jak myślisz, jestem ja, i być może uda nam się pozostać razem, dopóki nas śmierć nie rozłączy”. Stoję teraz przed tobą i mówię ci, że nie ma czegoś takiego jak oddzielność. Nigdy nie jesteś sam i dosłownie nie możesz być sam. Gdy to odkrywasz, możesz doświadczyć wielu chwil osamotnienia, ponieważ jeśli nigdy nie czułbyś się samotny, to jak mógłbyś wiedzieć, że istnieje coś takiego, jak całkowita nie-samotność? To samo można powiedzieć o jakimkolwiek doświadczeniu, które kiedykolwiek miałeś we wszystkich swoich bankach wspomnień.

Wszystko, co kiedykolwiek ci się przydarzyło, doprowadziło cię do punktu w czasie i przestrzeni, w którym znajdujesz się obecnie. Czy jest jakieś inne miejsce, w którym raczej wolałbyś być? Czy istnieje tam na zewnątrz coś lepszego, co możesz kochać bardziej niż to, z czym jesteś teraz? Czego szukasz? Co masz nadzieję odnaleźć? Posłuchaj mnie. Nie możesz tego znaleźć tutaj. Tego tu nie ma. Na Ziemi nie ma miłości. Gdy wreszcie doświadczysz w całej pełni uczucia jedności, które pojawia się dzięki procesowi twojej transformacji, to uświadomisz sobie natychmiast fałsz Ziemi i nierzeczywistość wszystkiego wokół ciebie.

Nie kocham cię „pomimo rzeczy, które o tobie myślę”. Kocham cię, ponieważ wiem, kim jesteś. Nie kocham cię z powodu właściwości, które ci przypisałem, ani z powodu dokonanych przez nas porównań innych osób, które w całym tym zamieszaniu są pozornie na zewnątrz ciebie. Jesteś nieporównywalny. Czy można by z czymkolwiek porównać Syna Bożego? Z czym byś go porównał, jeżeli nie z Ojcem, który jest tym samym, co on? Nie jest tak, że masz o sobie zbyt wysokie mniemanie, lecz o wiele za niskie. Ograniczasz sam siebie. Ograniczasz swoją zdolność kochania, ponieważ nie potrafisz przyjąć idei, że to w tobie zawarta jest cała istota świadomości wszechświata.

Czyż wszechświat nie mógłby kochać siebie całkowicie? A cóż innego on czyni? Wow! Spójrz jedynie na to, czym naprawdę jest miłość. W złudzeniu odrębności miłość bowiem wydaje się przedłużać swe istnienie i rzeczywiście to czyni, przez co wcale nie staje się mniej kochająca. Czyż ty nie jesteś przedłużeniem istnienia Boga? Mówię ci prawdę, twierdząc, że nie ma stopni boskości; że stan bytu, dharma, Boża Wola – jest jednością i pojedyncznością; że w tym ołówku jest tyle samo boskości, co w czymkolwiek we wszechświecie. Wszechświat nie jest sumą swoich części. Podobnie jak moja miłość do ciebie nie wynika z dodania do siebie twoich przeróżnych zalet, po to abym mógł dojść do wniosku, że jesteś dla mnie atrakcyjny.

Jakże byłoby miło, gdybyś wreszcie pojął, że wszystko może być dla ciebie jedynie całkowicie pożądane lub całkowicie niepożądane. Wyeliminowałbyś wówczas wszelką potrzebę osądzania i jedynie kochałbyś. Wow! Dajemy więc sobie nawzajem jedyną walentynkę, którą można by kiedykolwiek naprawdę zaofiarować – czyli siebie samych. Dopóki zachowuję dla siebie jakąkolwiek część mojej walentynki, nie mogę cię w pełni kochać. A więc daję ci moją miłość i nie proszę, abyś się odwzajemniał, ponieważ nie możesz mi się niczym odwzajemnić, gdyż tylko poprzez dawanie ci mojej miłości mogę ją zachować i być kochanym.

Jakże mógłbym kochać, gdybym tylko siedział w oddzieleniu od czegoś i pozwalał, aby było to na zewnątrz mnie? Miłość przecież jest czynna – jest aktem stwarzania. Gdy rozpoznasz ostateczną prawdę o sobie, Synu Boży, odkryjesz, że jesteś stwórcą. Stojąc tu teraz przed tobą, ja tak naprawdę cię stwarzam. Czy nie widzisz, że to twoje wyobrażenie daje początek twemu postrzeganiu? Czy zatem stwarzasz coś nienawistnego? Czy stwarzasz coś, czego nie lubisz, i czego chcesz się pozbyć? To dziwne! Jezus mówi pięknie w Kursie, żebyś chronił wszystko, co cenisz, poprzez rozdawanie tego. Wow! „No cóż, ja już tego próbowałem, ale nie zadziałało. Poszedłem w świat, rozdałem mnóstwo rzeczy i nie doceniono mnie. Świat jest po prostu niedobry i nie mogę tego zmienić, a więc będę sobie radził najlepiej, jak potrafię”.

Proces pełnego dawania, czy też dawania całego siebie, jest procesem poddania się, czy też odłączenia, czyli śmierci – to dobre słowo na opisanie tego. Wywołuję w tobie proces umierania – a ty wciąż tu będziesz po jego zakończeniu. Czyż to nie zadziwiające? Ależ to radosna myśl! Nie ma śmierci, bracie. Jeśli byłoby coś takiego jak śmierć, to jakże mogłaby istnieć miłość? Czy wówczas kochałbyś coś, dopóki by to nie umarło? A później znalazłbyś coś innego do kochania i zmagania się w chaosie? Wow!

Gdzie zatem znajdujesz jedność? Gdzie odnajdujesz tę prawdę? W sobie. Wszechświat jest ostatecznie jedynie twoim wyobrażeniem na jego temat. Jak bardzo naprawdę kochasz? Co takiego dzisiaj odrzuciłeś jako niepożądane? Jak bardzo broniłeś się dzisiaj przed projekcjami, przed własnymi złudzeniami? Napięcie nie należy do przymiotów łaski. To bardzo piękne. I brzmi znajomo. Jest to dostępne przez cały czas. Czy potrafisz więc przyjmować dary? Bądź moją Walentynką. „Nie dam ci w tym roku walentynki. Dałem ci walentynkę w zeszłym roku, ale od ciebie nic nie dostałem i nigdy ci tego nie zapomnę”. Żadne z twoich żalów, nic z przeszłości, której się kurczowo trzymasz, nie jest prawdziwe. Nic z tego nie jest prawdą!

Po raz pierwszy… I nie chodzi mi o to, że myślę o czasie w kategoriach sekwencji, lecz w tej szczególnej strukturze, czyli w tym momencie, próbujemy nauczać „złudzenia” i być może użyjemy właśnie tego słowa. W tym sensie Pojednanie, czyli przemiana umysłu, czyli zmartwychwstanie, jest całkowicie subiektywne i zależy jedynie od ciebie, i nic poza tobą nie może do niego doprowadzić. Ta myśl jest dla ciebie bardzo trudna. Bardzo trudno jest ci przyjąć, że w swoim stanie świadomości jesteś odpowiedzialny za to, by nastały pokój, chwała i Niebo, i by zakończył się wszelki ból. Zatrzymaj się jednak na chwilę i zastanów. Skoro dysponujesz świadomością – a zapewniam cię, że tak jest, ponieważ sam mi to mówisz – i myślisz, że jesteś sobą, ale nie potrafisz mi powiedzieć, kim jesteś, to będzie ci coraz łatwiej przyjąć ideę dojrzewania, czyli tego, że budzisz się ze snu i wracasz do swego pierwotnego źródła. W tej myśli nie ma nic nowego. Jest ona tak stara jak człowiek i opisuje coś, co wydarza się jedynie w chwili objawienia.

Coś ci powiem: wszelkie moje próby nauczenia cię, co mi się przydarzyło w momencie objawienia, są pewnym zafałszowaniem. Mówię ci, że pewne zdania z Kursu Cudów są praktycznie takie same, jak u wielkiego pogańskiego mistyka Plotyna, w neoplatonizmie lub u chrześcijańskiego mistyka Mistrza Ekharta, lub jeszcze bardziej bezpośrednio – u Meher Baby, którego pewne wypowiedzi można znaleźć w Kursie Cudów, lub u mnie. Dzięki bezpośredniemu wstawiennictwu świadomości, która objawiła się w spisywaniu Kursu Cudów z innego poziomu świadomości, w końcu powinno ci przyjść do głowy, że jesteś czymś dużo, dużo więcej, niż pozwoliłeś sobie być do tej pory. Na miłość boską! To właśnie się tu dzieje. Dość trudno jest ci zrozumieć, że jedynym wymogiem jest to, abyś rozpoznał prawdę o sobie. Nie ma innych wymagań. Obudź się! Obudź się! Twoje stworzenia czekają na ciebie. Rozdarcie tej tkaniny zostało naprawione. Ty śnisz. To wszystko już się skończyło.

Trudno jest czuć miłość, kiedy ktoś cię atakuje, prawda? Właśnie przyglądałem się dylematowi świadomości ludzi, którzy pragną kochać, lecz mieszkają w wioskach, w których są rzekomo nieustannie atakowani i błędnie rozumiani. W takim wypadku potrzeba pewnego wysiłku, czy też determinacji. Właściwym słowem byłaby tu „wiara”. Lub „zaufanie”. Zaangażuj się w Życie Wieczne czy też ideę, że nie ma śmierci. Nie może ci się nie udać, a więc głowa do góry!

Wiesz co? W miarę robienia postępów na tej ścieżce odrzucenie przestanie być dla ciebie jakimkolwiek problemem. To nie jest łatwe. Bardzo trudno jest nauczyć tego osoby początkujące, zwłaszcza, gdy stają się bardzo wrażliwe i naprawdę chcą kochać, a nie potrafią zrozumieć, dlaczego są odrzucane i dlaczego na Ziemi panuje tak wielka chciwość i zepsucie. Trudno mi jest wówczas przekazać im, że „dzieje się tak dlatego, że taki jest świat”. Ci ludzie wciąż myślą, że musi być coś na zewnątrz nich, co kiedyś z całkowitym współczuciem potraktuje wyobrażenie, jakie chwilowo zbudowali na swój temat.

Gdy się budzisz, odkrywasz wreszcie, że jest ci zupełnie obojętne, co mówią o tobie ludzie na Ziemi. Dlaczego? Ponieważ wiesz, że to nie jest prawdą. Siła, z jaką tożsamość broni samej siebie, jest szaleństwem. Muszę ci tu jednak coś powiedzieć: Gdy odkryjesz prawdę o sobie, nie będzie to miało dla ciebie żadnego znaczenia i wówczas zaczniesz dzielić się prawdą o tym, kim jesteś. Odkryjesz, że jesteś mną. Kto myślisz, że tu stoi i tego naucza? Co myślisz, że Brat Jezus ma na myśli, gdy mówi w Kursie Cudów, że Bóg ma tylko jednego Syna? Nic dziwnego więc, że tak bardzo cię kocham! Nic dziwnego, że daję ci wszystko. Dlaczego miałbym nie dać? Czego miałbym się trzymać? Nikt nie może w pełni dać, dopóki ma w sobie poczucie braku.

Nie możesz kochać kogoś w pełni, dopóki nie kochasz siebie. Wszyscy jednak mieliście swoje piękne chwile. Blask księżyca nad jeziorem, szczekanie psa w oddali, wiatr szeleszczący gałęziami sosen, ostry zapach gorczycy na łące, odkrycie maleńkiego polnego kwiatka wyrastającego ze skalnej szczeliny, czy wielkiego pazia królowej nad poranną trawą, niesamowite uczucie samotnej nostalgii, gdy słyszysz w swym sercu dźwięki odwiecznej melodii… Czymże innym mógłbyś być, jak nie boskością? Te chwile spełnienia, ekstazy i pokoju ducha są częścią twojego dziedzictwa. To jesteś prawdziwy ty. I tak będziesz się czuł, i taka będzie każda chwila, której na to pozwolisz, nie poprzez przygotowanie się na dzień jutrzejszy lub przyszły tydzień, lub przyszły rok, po to by trwać w ograniczonym wyobrażeniu o sobie, lecz raczej przez wejście w tej chwili w to, czym naprawdę jesteś i odkrycie – dzięki poddaniu się, dzięki niebronieniu się – nietykalności mocy, którą jesteś.

Gatunek ludzki jest związany przymierzem, które już wypełniono. Czeka on jedynie na twój powrót, aby dopełniło się Niebo. Tylko to jest wymagane. Szczęśliwego Dnia Świętego Walentego! Czy umiesz przyjmować? Czy potrafisz wreszcie zrozumieć, że chodzi o dawanie, a nie o to, co dajesz? Czasem jest to piękny proces, gdy ktoś, kto cię kocha, robi coś z myślą o tobie – a zapewniam cię, że jesteś kochany… Przyglądasz się wówczas bardzo szybko myśli, która wiązała się z ich darem, temu, jak poszli do sklepu i to kupili, jak myśleli o tym i planowali ci to dać, i wyczekiwali tej chwili, zakładając, że właśnie tego chcesz. To jest sam początek tego procesu, nieprawdaż? Ci, którzy potrafią rzeczywiście przyjmować, są zawsze bardzo pokorni, ponieważ rozumieją, że darczyńca daje jedynie z miłości. To bardzo piękne.

Przyjmuję dar, który mi dajesz, ponieważ rozpoznaję, że jesteś Synem Bożym. Widzę, jak mnie stwarzasz w swoim darze dla mnie. W samym zaś przyjęciu twojej miłości do mnie było moje dawanie miłości tobie. I rzeczywiście nie ma różnicy między dawaniem a otrzymywaniem, ani też nigdy nie mogłaby ona istnieć.

[śpiewa] Daję ci prawdziwą miłość i ty dajesz mi prawdziwą miłość. Jakże piękne słowa wypływają z umysłu człowieka. Z jakiego miejsca we wszechświecie mogłyby pochodzić słowa czy idee, jak nie z umysłu człowieka? Czy jesteś dzisiaj świadomy swojej boskości? Czy postępowałeś dziś jak Syn Boga? Nauczam cię, abyś dokonywał przeglądu na koniec dnia. Puść szybko taśmę z dnia w swoim umyśle i powiedz: „Nie zrobiłem tego tym razem do końca jak należy, ale chwileczkę – czy wybaczono mi to?”. I wielki głos powie: „O tak, wybaczono ci”. Pójdź więc sobie i popełnij jakieś większe błędy, a te również ci wybaczę. Ale pamiętaj o jednym: Nie możesz mnie nabrać. Jestem prawdą i mówię ci, że nie możesz mnie nabrać. Nie mówię z punktu widzenia logiki. Nie będę przemawiał ci do rozsądku. Cóż mógłbyś przede mną ukryć? Przecież cię znam. Gdy zaczniesz to robić, będziesz miał w sobie poczucie czystości. Nie jest konieczne, abyś dokonywał potem zadośćuczynienia za swoje uczynki bądź wymyślone zło. Przebaczenie płynie z serca. Czy boisz się więc pójść pod ołtarz, by ujawnić to, co naprawdę o sobie myślisz? Oczywiście, że się boisz. Dlatego tu jesteś.

Weź mnie za rękę. Pójdziemy razem. Wyniosę cię aż tutaj. Gdy dojdziemy do ostatniego punktu, popchnę cię i przepchnę na drugą stronę, a twój sen się skończy i obudzisz się w Domu. I powiesz: „Och, to był tylko sen!”. Wszyscy mieliście przejmujące sny, które wydawały wam się tak prawdziwe, a potem nagle budziliście się i wszystko było bardzo żywe w waszym umyśle. „Och, to był tylko sen…” Właśnie to ci się przydarzy, gdy odkryjesz nierzeczywistość Ziemi. To będzie wyglądało właśnie tak. Po prostu powiesz: „Och!”. Wielu z was doświadcza tego w tej chwili. Im bardziej w to wchodzisz, tym wyraźniej to się dzieje. Chciałbym, abyśmy trochę się wyciszyli.

Dzień dobry. To jest już inny dzień. Tak naprawdę to już dwa dni po Walentynkach, ale Walentynki są każdego dnia, jeśli na to pozwolisz – dzięki temu, że ty dajesz swoją walentynkę. Ktoś powiedział, że czuł się głupio i o tym właśnie przez chwilę porozmawiamy, ponieważ gdy jesteś zakochany, zachowujesz się głupio, prawda? W miłości nie ma nic praktycznego. Jeśli traktujesz miłość jako coś praktycznego, to tak, jakbyś próbował traktować Boga jak coś praktycznego. W Bogu nie ma nic praktycznego. Jakże mogłoby być? Bóg jest całkowicie niepraktyczny. Wszystko, czego naucza geniusz lub świadomość mistrzowska, zawsze będzie głupie dla człowieka zmysłowego. Dotyczy to również miłości, czy też idei całkowitej miłości. Idea całkowitej miłości zakłada bowiem porzucenie, czy też poddanie się temu, kogo uwielbiasz – rozszerzenie twojej pełnej jaźni na ów obiekt miłowania, czy też owo wyobrażenie bądź percepcję.

W Bogu nie ma żadnej praktyczności ani racjonalności. Bóg jest ogniem, który płonie w tobie i który trzeba wyrazić. I to właśnie czynisz przez cały dzień. Chodzisz po świecie, próbując wyrazić tę radość, to niesamowite poczucie obfitości w sobie. Co zatem jest miłością? No cóż, przyjrzeliśmy się wielu rzeczom, którymi miłość nie jest. Miłość oczywiście nigdy nie wiąże się z formą jakiejkolwiek wymiany. Miłość nigdy nie jest obiektywna, nie może być. Miłość nigdy niczego nie wyklucza – nie jest w stanie tego robić. Tym sposobem rozważyliśmy wiele idei o tym, czym miłość nie jest.

Czymże więc jest miłość? Przyjrzyjmy się temu z bliska. Miłość jest oczywiście doświadczeniem. Z tym się zgadzasz. Czy zgodziłbyś się więc ze mną, że Bóg jest doświadczeniem? Skoro zgadzamy się zasadniczo co do tego, że Boga nie można zdefiniować, że prawdy nie da się opisać, lecz można jej tylko doświadczyć, to czyż nie powinniśmy zająć się jej doświadczaniem? W którym momencie podczas tych trzech dni, które minęły od ostatniego wykładu, działałeś w oparciu o zasadę całkowitej wyłączności? Pamiętaj, że cierpisz na śmiertelną chorobę zwaną OP, czyli „ograniczone postrzeganie”. Umrzesz właśnie z jej powodu. W dzisiejszej porannej gazecie przeczytałem, że jeden z rosyjskich przywódców jest śmiertelnie chory. Każdy na Ziemi jest śmiertelnie chory. Czy pomyślałeś o tym? Oczywiście, że wszyscy na Ziemi są chorzy. Uznali bowiem w swym ograniczonym postrzeganiu niewiarygodną, obłąkaną ideę unicestwienia. A więc co się z nimi stanie? Zostaną unicestwieni. A wraz z ich unicestwieniem odejdzie ich idea miłości, ponieważ ich idea miłości była ograniczająca. A ograniczając samych siebie, ograniczyli wrodzoną im zdolność stwarzania, która jest tym samym, co miłość.

Miłość jest wreszcie moim pełnym rozpoznaniem, że ja ciebie wymyślam – o rety! – więc lepiej, żebym cię kochał. Jeśli bym cię nie kochał, nie mógłbym kochać samego siebie. Największym przykazaniem, które może zaofiarować Chrystus, jest: „Kochaj Pana Boga swego całą swoją siłą, a bliźniego swego, czy też swego przyjaciela, brata – jak siebie samego”. Z drugiej strony – wy, ezoteryczni chrześcijanie i nowonarodzeni zbawiciele – nie możecie kochać Chrystusa, jeśli nie kochacie swego brata, a idea, że możecie, jest niedorzeczna. Jest to podstawą naszego nauczania w Kursie Cudów. Oczywiście, że dużo łatwiej jest kochać Boga z daleka. Łatwiej jest kochać, szanować, podziwiać jakiegoś guru w białej szacie, siedzącego na szczycie góry. Możesz przyjść i go odwiedzić, ale nie musisz się z nim całkowicie utożsamiać. Z kolei ze swoim bratem musisz się całkowicie utożsamić. Właśnie dlatego, dopóki nie odnajdziesz Chrystusa w sobie lub w swoim bracie, to nigdy nie będziesz w stanie Go odnaleźć.

Czy miłość jest zatem poszukiwaniem? O tak! Jest ona cudownym wyczekiwaniem spełnienia. Zdania takie, jak: „Jestem miłością”, są bardzo prawdziwe. „Ojciec i ja stanowimy jedno”. „Jestem, który jestem”. Oczywiście, że tak. Gdy doświadczasz tej chwili – a wszyscy tutaj jej doświadczyliście jako spełnienia – pozostawia ona niezatarty ślad w twojej świadomości jako doświadczenie szczy