O lekcji na każdy dzień

Oto krótkie wyjaśnienie dla wszystkich, którzy zastanawiają się, dlaczego nie umieszczamy na naszej stronie, tak jak w poprzednich latach, lekcji dnia Kursu Cudów. Robimy to z dwóch powodów:

a) tak naprawdę lekcje nie są powiązane z rokiem kalendarzowym, można je zacząć w każdym dniu roku i od chwili rozpoczęcia robić je przez 365 dni (lub dłużej, jeśli komuś zajmuje zrobienie jednej lekcji dłużej niż jeden dzień).
b) chcemy podkreślić, że jest w porządku w pewnym momencie skończyć przerabianie lekcji i po prostu zaufać wewnętrznemu Przewodnikowi. O tym przecież mówi wyraźnie Epilog po zakończeniu Książki Ćwiczeń. Mówi, że żadne lekcje nie są już konieczne, ponieważ masz od tej pory słuchać Głosu Przemawiającego w Imieniu Boga i twojej Jaźni. Lekcje nie zostały tak naprawdę dane po to, by je robić w nieustannie powtarzającym się cyklu (czyli by zaczynać od pierwszej lekcji po zrobieniu 365-ej). Można to oczywiście robić, jeśli ktoś tak czuje. Sam robiłem tak przez wiele lat, ponieważ było to pomocne w uwalnianiu iluzji. W pewnym momencie zobaczyłem jednak, że nawet z lekcji można sobie zrobić rytuał, zewnętrzne narzędzie, na którym człowiek nieustannie się opiera, zamiast samemu stać się Lekcją, stać się Kursem Cudów, stać się prawdą, którą Kurs głosi, stać się żywym przejawieniem Chrystusowego Umysłu w codziennym życiu.

Jeśli chcesz nadal robić lekcje w dotychczasowej formie lub polecić robienie lekcji tym, którzy jeszcze nie zaczęli swej przygody z Książką Ćwiczeń Kursu Cudów, to skorzystaj ze strony: http://kurscudow.org/lekcje/lekcje-kursu-cudow/. Tam znajdziesz wszystkie lekcje Kursu Cudów w formie audio. W tym sensie nic się nie zmieniło. Lekcje nadal są dostępne. Po prostu nie umieszczamy już dłużej na stronie głównej odtwarzacza audio LEKCJI DNIA. Lekcja dnia może być bowiem dla każdego inna. 🙂 Jeśli potrzebujesz dostępu do tekstu lekcji, to znajdziesz go tutaj: http://www.przemianaumyslu.pl/kurs-cudow/lekcje-kursu-cudow-pdf/

Jeśli Ty lub Twoi znajomi chcieliby skorzystać z audio lekcji wraz z komentarzem, to zapraszam na stronę:
http://www.przemianaumyslu.pl/kurs-cudow/pierwsze-50-lekcji/
oraz: http://www.przemianaumyslu.pl/kurs-cudow/trening-umyslu-ciag-dalszy/

Pozdrawiam Was w imieniu wszystkich zaangażowanych we współtworzenie tej strony. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Niech ten Rok i każda chwila w nim będą całkowicie nowe i święte. Z miłością i pokojem,

Rafał

Zaproszenie do Drogi Mistrzostwa

Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z nowo powstałą stroną internetową: www.drogamistrzostwa.pl.

Na Drogę Mistrzostwa (Way of Mastery) natknęliśmy się parę miesięcy temu i od razu ścieżka ta stała się nam obojgu bardzo bliska. Czujemy, że Jeszua (Jezus) mówiący poprzez Jayema w Drodze Mistrzostwa to ten sam Głos, który przemówił w Kursie Cudów i który mówi do każdego z nas w ciszy naszych serc i umysłów, budząc nas ze snu o oddzieleniu i przypominając o naszym prawdziwym Domu. Traktujemy Drogę Mistrzostwa jako uzupełnienie i pogłębienie praktyki urzeczywistniania własnego Chrystusowego Umysłu, którą poznaliśmy w Kursie. Gdy odkryliśmy jak cenne jest to przesłanie, zapragnęliśmy podzielić się nim z innymi przez tłumaczenie materiałów Drogi Mistrzostwa na język polski (za zgodą Jayema, za pośrednictwem którego przesłanie to zostało podane).

Być może tłumaczenie to ostatecznie przyjmie formę książki lub książek, ale w tym momencie nie skupiamy się na tak dalekosiężnych planach, a jedynie nad tym, co czujemy, że mamy do zrobienia na tę chwilę. Sami od stycznia podejmujemy praktykę Drogi Serca, która składa się z 12 lekcji – po jednej na każdy miesiąc roku – i będziemy sukcesywnie tłumaczyć je i udostępniać. Pierwszą lekcję opublikujemy na stronie Drogi Mistrzostwa 4 stycznia 2018 r. i serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy poczują do tego inspirację, do włączenia się w praktykę.

Równocześnie będziemy pracować nad tłumaczeniem Listów Jeszui – opowieści o tym, jak doszło do współpracy Jona Marka Hammera (Jayema) z Jeszuą – oraz nad polską wersją wspaniałych audio z wczesnych lat tej współpracy.

Wszystkie informacje na temat przesłania Drogi Mistrzostwa oraz postępów z tłumaczeniem znajdziecie:

na stronie Drogi Mistrzostwa: www.drogamistrzostwa.pl
na Facebooku na grupie Droga Mistrzostwa: www.facebook.com/droga.mistrzostwa
na kanale Youtube Drogi Mistrzostwa: https://www.youtube.com/channel/UCLQO73ZteM4P7cjkJVYEh2A

Bardzo cieszymy się, że możemy podzielić się tym przesłaniem z Tobą.

Z całą miłością i wdzięcznością,
Marysia i Rafał

Nagrania ze spotkania z Devavanem w Poznaniu 8-12 czerwca 2017 r.

Zapisz

Kursu Cudów – Rozdział 1

Tekst

Rozdział 1

ZNACZENIE CUDÓW

I. Zasady cudów

  1. Nie ma hierarchii trudności w cudach. Jeden nie jest „trudniejszy” czy „większy” niż inny. Wszystkie są takie same. Wszystkie przejawy miłości są maksymalne.
  2. Cuda jako takie nie mają znaczenia. Jedyne, co ma znaczenie, to ich Źródło, które jest daleko ponad wszelką oceną.
  3. Cuda dzieją się w sposób naturalny jako przejawy miłości. Rzeczywistym cudem jest miłość, która je inspiruje. W tym sensie wszystko, co pochodzi z miłości, jest cudem.
  4. Wszelkie cuda oznaczają życie, a Dawcą życia jest Bóg. Jego Głos pokieruje tobą bardzo szczegółowo. Będzie ci powiedziane wszystko, co potrzebujesz wiedzieć.
  5. Cuda są nawykiem i powinny być mimowolne. Nie powinny być świadomie kontrolowane. Świadomie wybrane cuda mogą być źle ukierunkowane.
  6. Cuda są czymś naturalnym. Gdy nie występują, to coś jest nie w porządku.
  7. Cuda są prawem każdego, lecz najpierw konieczne jest oczyszczenie.
  8. Cuda uzdrawiają, ponieważ uzupełniają braki; dokonują ich ci, którzy chwilowo mają więcej, dla tych, którzy chwilowo mają mniej.
  9. Cuda są rodzajem wymiany. Podobnie jak wszystkie przejawy miłości, które są zawsze cudowne w prawdziwym tego słowa znaczeniu, wymiana ta odwraca prawa fizyczne. Cuda przysparzają więcej miłości zarówno dającemu, jak i biorącemu.
  10. Wykorzystanie cudów jako widowiska w celu wzbudzenia wiary to niezrozumienie ich celu.
  11. Modlitwa jest nośnikiem cudów. Jest ona środkiem porozumiewania się stworzenia ze Stwórcą. Poprzez modlitwę miłość jest otrzymywana, zaś poprzez cuda miłość jest wyrażana.
  12. Cuda są myślami. Myśli mogą reprezentować niższy, czyli cielesny poziom doświadczenia, albo wyższy, czyli duchowy poziom doświadczenia. Pierwszy wytwarza to, co fizyczne, a drugi stwarza to, co duchowe.
  13. Cuda są zarówno początkiem, jak i końcem, a więc odwracają one porządek czasowy. Są one zawsze afirmacjami odrodzenia, które wydają się sięgać wstecz, lecz w rzeczywistości wiodą naprzód. Cuda niweczą przeszłość w teraźniejszości i w ten sposób wyzwalają przyszłość.
  14. Cuda dają świadectwo prawdzie. Są przekonujące, ponieważ powstają z przekonania. Bez przekonania wyrodnieją do magii, która jest bezrozumna i dlatego destrukcyjna, a ściślej mówiąc, jest nietwórczym użyciem umysłu.
  15. Każdy dzień powinien być poświęcony cudom. Celem czasu jest umożliwić ci nauczenie się, jak używać czasu w sposób konstruktywny. Jest on zatem narzędziem nauczania oraz środkiem do celu. Czas ustanie, gdy nie będzie więcej użyteczny w ułatwianiu nauki.
  16. Cuda są narzędziem nauczania mającym zademonstrować, że dawanie jest tak samo błogosławione jak otrzymywanie. Zwiększają one jednocześnie siłę dającego, jak i dostarczają siły biorącemu.
  17. Cuda wykraczają poza ciało. Są one nagłymi przeskokami w niewidzialność, z dala od poziomu cielesnego. Dlatego właśnie uzdrawiają.
  18. Cud jest służbą. Jest on maksymalną przysługą, jaką możesz wyświadczyć komuś innemu. Jest on sposobem kochania bliźniego swego jak siebie samego. Rozpoznajesz wartość swoją i swego bliźniego równocześnie.
  19. Cuda jednoczą umysły w Bogu. Zależą one od współpracy, ponieważ Synostwo jest sumą wszystkiego, co Bóg stworzył. Cuda są zatem odzwierciedleniem praw wieczności, a nie czasu.
  20. Cuda budzą na nowo świadomość, że to duch, a nie ciało, jest ołtarzem prawdy. Jest to rozpoznanie, które prowadzi do uzdrawiającej mocy cudu.
  21. Cuda są naturalnymi oznakami przebaczenia. Dzięki cudom akceptujesz Boże przebaczenie poprzez rozszerzanie go na innych.
  22. Cuda są kojarzone z lękiem tylko z powodu wiary, że ciemność może coś ukryć. Wierzysz, że nie istnieje to, czego twoje fizyczne oczy nie mogą zobaczyć. To prowadzi do zaprzeczenia istnieniu duchowego widzenia.
  23. Cuda porządkują na nowo postrzeganie i ustawiają wszystkie poziomy w prawdziwej perspektywie. To uzdrawia, ponieważ choroba powstaje z pomieszania poziomów.
  24. Cuda umożliwiają ci uzdrawianie chorych i wskrzeszanie umarłych, ponieważ to ty sam wytworzyłeś chorobę i śmierć, a zatem możesz zlikwidować je obie. Ty jesteś cudem zdolnym do stwarzania na podobieństwo swego Stwórcy. Wszystko inne jest tylko twoim własnym koszmarem sennym i nie istnieje. Tylko stworzenia światła są rzeczywiste.
  25. Cuda są częścią sprzężonego łańcucha przebaczenia, które dopełniwszy się, jest Pojednaniem. Pojednanie działa przez cały czas i we wszystkich wymiarach czasu.
  26. Cuda reprezentują wolność od lęku. „Pojednać” oznacza „wymazać”. Zasadnicza wartość cudów w Pojednaniu polega na wymazaniu lęku.
  27. Cud jest uniwersalnym błogosławieństwem od Boga przeze mnie dla wszystkich moich braci. Przebaczać jest przywilejem tego, komu zostało przebaczone.
  28. Cuda są sposobem osiągnięcia uwolnienia od lęku. Objawienie wywołuje stan, w którym lęk został już zlikwidowany. Cuda są więc środkiem, a objawienie celem.
  29. Cuda wychwalają Boga poprzez ciebie. Wychwalają Go przez oddawanie czci Jego stworzeniom, potwierdzając ich doskonałość. Uzdrawiają, ponieważ zaprzeczają utożsamieniu z ciałem, a potwierdzają utożsamienie z duchem.
  30. Dzięki uznaniu istnienia ducha cuda regulują poziomy postrzegania i pokazują je we właściwym uszeregowaniu. Umieszcza to ducha w centrum, gdzie może on komunikować się bezpośrednio.
  31. Cuda powinny pobudzać do wdzięczności, a nie respektu. Powinieneś dziękować Bogu za to, czym naprawdę jesteś. Boże dzieci są święte, a cud oddaje cześć ich świętości, która może zostać ukryta, ale nigdy utracona.
  32. Ja inspiruję wszystkie cuda, które są tak naprawdę wstawiennictwem. Wstawiają się one za twoją świętością i czynią świętym to, co postrzegasz. Umieszczając cię ponad prawami fizycznymi, wznoszą cię do sfery porządku niebieskiego. W tym porządku jesteś doskonały.
  33. Cuda oddają ci cześć, ponieważ jesteś godny miłości. Rozpraszają one złudzenia o tobie i postrzegają w tobie światło. W ten sposób wymazują twoje błędy przez uwolnienie cię od twoich koszmarów. Poprzez wyzwolenie twojego umysłu z więzienia twoich złudzeń przywracają cię do zdrowia.
  34. Cuda przywracają umysłowi jego pełnię. Wymazując wszelkie braki, ustanawiają doskonałą ochronę. Siła ducha nie pozostawia miejsca na nieproszone ingerencje.
  35. Cuda są przejawami miłości, ale mogą nie zawsze mieć zauważalne skutki.
  36. Cuda są przykładami właściwego myślenia synchronizując to, co postrzegasz, z prawdą taką, jak ją stworzył Bóg.
  37. Cud jest korektą wprowadzoną przeze mnie do fałszywego myślenia. Działa jako katalizator, przerywając błędne postrzeganie i porządkując je na nowo we właściwy sposób. To poddaje cię działaniu zasady Pojednania, gdzie postrzeganie zostaje uzdrowione. Dopóki zaś to nie nastąpi, wiedza o Boskim Porządku jest rzeczą niemożliwą.
  38. Mechanizmem cudów jest Duch Święty. Rozpoznaje On zarówno Boże stworzenia, jak i twoje złudzenia. Oddziela On prawdę od fałszu dzięki swej zdolności, by postrzegać w sposób całościowy, a nie selektywny.
  39. Cud rozwiewa błąd, ponieważ Duch Święty uznaje błąd za fałszywy, czyli nierzeczywisty. Jest to identyczne z powiedzeniem, że poprzez postrzeganie światła ciemność znika automatycznie.
  40. Cud uznaje każdego za brata twojego oraz mojego. Jest to sposób postrzegania uniwersalnego piętna Boga.
  41. Pełnia jest percepcyjną treścią cudów. Tak więc korygują one, czyli usuwają błędność postrzegania braku.
  42. Poważną zasługą cudów jest ich siła w uwalnianiu ciebie od twojego fałszywego poczucia izolacji, pozbawienia czegoś oraz braku.
  43. Cuda powstają z cudownego stanu umysłu, czyli ze stanu gotowości na cuda.
  44. Cud jest przejawem wewnętrznej świadomości Chrystusa i akceptacją Jego Pojednania.
  45. Cud nigdy nie jest stracony. Może on dotknąć wielu ludzi, których nawet nie spotkałeś, oraz wywołać nieprawdopodobne zmiany w sytuacjach, których nie jesteś nawet świadomy.
  46. Duch Święty jest najwyższym pośrednikiem w porozumiewaniu się. Cuda nie wymagają tego typu porozumiewania się, ponieważ są tymczasowymi środkami porozumiewania. Kiedy powracasz do swej pierwotnej formy porozumiewania się z Bogiem poprzez bezpośrednie objawienie, potrzeba cudów przemija.
  47. Cud jest narzędziem uczenia się, które zmniejsza potrzebę czasu. Ustanawia on ponadwzorcowy odstęp w czasie, który nie podlega zwykłym prawom czasu. W tym sensie jest on bezczasowy.
  48. Cud jest jedynym środkiem kontrolowania czasu do twojej natychmiastowej dyspozycji. Tylko objawienie wykracza poza czas, nie mając w ogóle nic wspólnego z czasem.
  49. Cud nie czyni żadnej różnicy między stopniami niewłaściwego postrzegania. Jest on narzędziem do korekty postrzegania, skutecznym całkiem niezależnie od stopnia, jak i od kierunku błędu. Na tym polega jego prawdziwa niewybiórczość.
  50. Cud porównuje to, co ty wytworzyłeś, ze stwarzaniem, uznając za prawdziwe to, co jest z nim zgodne, a odrzucając jako fałszywe to, co jest z nim niezgodne.
 II. Objawienie, czas i cuda

Objawienie wywołuje całkowite, lecz tylko tymczasowe zawieszenie wątpliwości oraz lęku. Odzwierciedla ono pierwotną formę komunikacji między Bogiem a Jego stworzeniami, która wiąże się z niezwykle osobistym poczuciem stwarzania, jakiego czasami poszukuje się w związkach fizycznych. Poprzez bliskość fizyczną nie można tego osiągnąć. Cuda jednak mają charakter prawdziwie interpersonalny i prowadzą w rezultacie do autentycznej bliskości z innymi. Objawienie jednoczy cię bezpośrednio z Bogiem. Cuda jednoczą cię bezpośrednio z twoim bratem. Ani jedno, ani drugie nie wypływa ze świadomości, lecz obydwa są w niej doświadczane. Świadomość to stan, który wywołuje działanie, chociaż go nie inspiruje. Możesz wierzyć, w co zechcesz, a to, co robisz, świadczy o tym, w co wierzysz.

Objawienie ma głęboko osobisty charakter i nie da się go sensownie wytłumaczyć. Właśnie dlatego jakakolwiek próba opisania go słowami jest niemożliwa. Objawienie daje impuls jedynie do doświadczenia. Cuda natomiast dają impuls do działania. Są one teraz bardziej użyteczne ze względu na swą interpersonalną naturę. W tej fazie nauki dokonywanie cudów jest ważne, ponieważ wolności od lęku nie można ci narzucić. Objawienie jest dosłownie niewysłowione, ponieważ jest to doświadczenie niewysłowionej miłości.

Respekt powinien być zarezerwowany dla objawienia, do którego daje się doskonale i we właściwy sposób zastosować. Nie jest on odpowiedni w odniesieniu do cudów, ponieważ respekt jest stanem wielbienia nasuwającym skojarzenie, że ktoś niższego rzędu staje przed obliczem swego Stwórcy. Jesteś stworzeniem doskonałym i powinieneś czuć respekt tylko w obecności Stwórcy doskonałości. Cud jest zatem oznaką miłości między równymi sobie. Równi sobie nie powinni darzyć respektem siebie nawzajem, ponieważ respekt zawiera w sobie pojęcie nierówności. Dlatego jest on niewłaściwą reakcją w stosunku do mnie. Starszemu bratu należy się szacunek z racji jego większego doświadczenia oraz posłuszeństwo z racji jego większej mądrości. Należy mu się także miłość, ponieważ jest bratem, a także oddanie, jeżeli sam jest oddany. To właśnie moje oddanie uprawnia mnie do twojego. Nie ma we mnie niczego, czego ty nie możesz osiągnąć. Ja nie mam niczego, co nie pochodzi od Boga. Różnica między nami jest teraz taka, że ja nie mam niczego innego. Pozostaję wobec tego w stanie, który u ciebie jest dopiero stanem potencjalnym.

„Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie” nie oznacza, abym był w jakikolwiek sposób oddzielony czy inny od ciebie, chyba że jedynie w czasie, a czas tak naprawdę nie istnieje. To stwierdzenie jest bardziej znaczące w kategoriach osi pionowej niż osi poziomej. Ty znajdujesz się poniżej mnie, ja zaś znajduję się poniżej Boga. W procesie „wznoszenia się” jestem wyżej, ponieważ beze mnie odległość między Bogiem a człowiekiem byłaby dla ciebie zbyt wielka do ogarnięcia. Ja przerzucam most ponad tą odległością jako twój starszy brat z jednej strony, a Syn Boga z drugiej. Oddanie moim braciom postawiło mnie na czele Synostwa, które dopełniam, ponieważ jestem jego częścią. Może to wydawać się sprzeczne ze stwierdzeniem: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”, lecz stwierdzenie to składa się z dwóch części w uznaniu faktu, że Ojciec jest większy.

Objawienia są inspirowane pośrednio przeze mnie, ponieważ jestem blisko Ducha Świętego i jestem czujny na gotowość mych braci na objawienie. Tak więc mogę sprowadzić im na dół więcej, niż oni mogą ściągnąć z góry dla siebie. Duch Święty pośredniczy w komunikacji z poziomu wyższego na niższy, utrzymując bezpośredni kanał przekazu od Boga do ciebie otwarty na objawienie. Objawienie nie jest obustronne. Płynie ono od Boga ku tobie, ale nie od ciebie ku Bogu.

Cud minimalizuje potrzebę czasu. W płaszczyźnie podłużnej, czyli horyzontalnej rozpoznanie równości członków Synostwa zdaje się wymagać niemal nieskończenie dużo czasu. Cud jednakże pociąga za sobą nagłe przesunięcie z percepcji horyzontalnej na wertykalną. To wprowadza przerwę w czasie, z której dający i biorący wyłaniają się razem dużo dalej w czasie, niż byliby w przeciwnym razie. Tak więc cud ma wyjątkową właściwość znoszenia czasu w takim stopniu, że czyni zbędnym ten okres, który obejmuje. Nie ma żadnego związku między czasem trwania cudu, a czasem, do którego on się odnosi. Cud zastępuje uczenie się, które mogłoby zająć tysiące lat. Czyni on to dzięki leżącemu u podstaw rozpoznaniu doskonałej równości dającego i biorącego, na której opiera się cud. Cud skraca czas przez zburzenie go, eliminując w ten sposób niektóre przedziały czasowe. Dokonuje on tego jednak w obrębie dłuższej sekwencji czasu.

 III. Pojednanie a cuda

Ja jestem odpowiedzialny za proces Pojednania, który podjąłem się zapoczątkować. Gdy ofiarujesz cud któremuś z moich braci, ofiarujesz go sobie oraz mnie. Występujesz tu przede mną z tego powodu, że ja nie potrzebuję cudów dla własnego Pojednania, lecz pozostaję na końcu na wypadek tego, gdyby tobie się chwilowo nie powiodło. Moją rolą w Pojednaniu jest skasowanie wszystkich błędów, których nie mógłbyś inaczej naprawić. Kiedy już zostało ci przywrócone rozpoznanie twojego pierwotnego stanu, sam w naturalny sposób stajesz się częścią Pojednania. Skoro podzielasz moją niechęć do akceptowania błędu u siebie i innych, musisz przyłączyć się do wielkiej krucjaty, aby go naprawić: słuchaj mego głosu, ucz się usuwać błąd i działaj tak, aby go naprawić. Moc czynienia cudów należy do ciebie. Ja dostarczę okazji do ich dokonania, ty jednak musisz być chętny i gotowy. Czynienie ich przyniesie przekonanie o zdolności, ponieważ przekonanie przychodzi dzięki dokonaniu. Zdolność to potencjał, osiągnięcie to jej wyraz, a Pojednanie, które jest naturalnym zajęciem dzieci Bożych, jest celem.

„Niebo i ziemia przeminą” oznacza, że nie będą one dłużej istniały jako oddzielne stany. Moje słowo, które jest zmartwychwstaniem i życiem, nie przeminie, ponieważ życie jest wieczne. Jesteś dziełem Boga, a Jego dzieło jest całkowicie godne miłości i w pełni miłujące. Tak właśnie człowiek ma myśleć o sobie w swym sercu, ponieważ tym właśnie jest.

Ci, którym zostało przebaczone, stają się środkami Pojednania. Będąc napełnieni duchem, odwzajemniają się przebaczając. Ci, którzy zostają wyzwoleni, muszą połączyć się w wyzwalaniu swoich braci, albowiem taki jest plan Pojednania. Cuda stanowią sposób, w jaki umysły, które służą Duchowi Świętemu, jednoczą się ze mną dla zbawienia, czyli wyzwolenia wszystkich stworzeń Bożych.

Ja jestem jedynym, który może dokonywać cudów bez żadnych rozróżnień, ponieważ ja jestem Pojednaniem. Ty masz w Pojednaniu rolę, jaką ci podyktuję. Pytaj mnie, jakich cudów powinieneś dokonywać. To zaoszczędzi ci zbędnego wysiłku, ponieważ będziesz działał pod wpływem bezpośredniego porozumiewania. Bezosobowa natura cudu jest jego zasadniczym składnikiem, ponieważ umożliwia mi pokierowanie jego zastosowaniem, a pod moim przewodnictwem cuda prowadzą do nader osobistego doświadczenia objawienia. Przewodnik nie kontroluje, lecz właśnie kieruje, zostawiając tobie wybór podążania za nim. „Nie wódź nas na pokuszenie” oznacza: „Rozpoznajcie swe błędy i postanówcie je odrzucić, idąc za moim przewodnictwem”.

Błąd nie może w rzeczywistości zagrozić prawdzie, która zawsze potrafi mu się oprzeć. Tylko błąd jest faktycznie podatny na zagrożenia. Możesz ustanowić swoje królestwo tam, gdzie ci to odpowiada, lecz właściwy wybór jest nieunikniony, jeżeli pamiętasz o tym:

Duch jest w stanie łaski na wieki.
Twoją rzeczywistością jest tylko duch.
Dlatego jesteś w stanie łaski na wieki.

Pojednanie usuwa wszystkie błędy w tym względzie i wykorzenia w ten sposób źródło lęku. Ilekroć doświadczasz zapewnień Boga jako zagrożenia, jest tak zawsze dlatego, że bronisz błędnie ulokowanej lub ukierunkowanej lojalności. Kiedy rzutujesz to na innych, więzisz ich, ale tylko w zakresie wzmacniania błędów, które już popełnili. To czyni ich podatnymi na wypaczenia innych, skoro wypaczone jest ich własne postrzeganie samych siebie. Cudotwórca może ich jedynie pobłogosławić, a to usunie ich wypaczenia i uwolni z więzienia.

Reagujesz na to, co postrzegasz, a jak postrzegasz, tak i się zachowasz. „Złota zasada” wymaga od ciebie, abyś czynił innym to, co chciałbyś, aby tobie czynili. To oznacza, że postrzeganie obu stron musi być dokładne. „Złota zasada” to zasada właściwego postępowania. Nie potrafisz postępować właściwie, jeżeli nie postrzegasz w poprawny sposób. Skoro ty i twój bliźni jesteście równymi członkami jednej rodziny, będziesz czynił wam obu tak, jak was obu postrzegasz. Z perspektywy postrzegania własnej świętości powinieneś patrzeć na świętość innych.

Cuda pochodzą z umysłu, który jest na nie gotowy. Będąc zjednoczonym, taki umysł sięga ku każdemu, nawet bez świadomości o tym samego cudotwórcy. Bezosobowa natura cudów wynika z tego, że samo Pojednanie jest stanem jedności, czyli zjednoczenia wszystkich stworzeń z ich Stwórcą. Jako wyraz tego, czym naprawdę jesteś, cud przenosi umysł do stanu łaski. Umysł wita wtedy w naturalny sposób Gospodarza wewnątrz oraz obcego z zewnątrz. Kiedy wprowadzasz obcego do środka, staje się on twoim bratem.

A że cud może wywrzeć na twoich braciach skutki, których możesz nie rozpoznać, to nie twoja sprawa. Cud będzie zawsze błogosławił ciebie. Cuda, o których dokonanie nie jesteś proszony, nie utraciły swej wartości. Są one wciąż wyrazami twojego własnego stanu łaski, lecz aspekt działania cudu powinien być kontrolowany przeze mnie ze względu na moją pełną świadomość całego planu. Bezosobowa natura umysłu polegającego na cudach zapewnia ci łaskę, lecz tylko ja jestem w stanie wiedzieć, gdzie cuda mogą być podarowane.

Cuda są wybiórcze tylko w takim sensie, że są skierowane ku tym, którzy potrafią je dla siebie spożytkować. Skoro dzięki temu staje się nieuchronne, że obejmą nimi innych, zawiązuje się mocny łańcuch Pojednania. Jednakże owa wybiórczość nie uwzględnia wielkości samego cudu, ponieważ koncepcja rozmiaru istnieje na płaszczyźnie, która sama jest nieprawdziwa. Skoro cud zmierza do przywrócenia świadomości rzeczywistości, to nie byłby on użyteczny, gdyby wiązały go prawa rządzące błędem, który ma na celu naprawić.

 IV. Ucieczka z ciemności

Ucieczka z ciemności obejmuje dwa etapy: po pierwsze rozpoznanie, że ciemność nie może nic ukryć. Ten krok zwykle pociąga za sobą lęk. Po drugie rozpoznanie, że nie ma niczego, co chcesz ukryć, nawet gdybyś mógł. Ten krok prowadzi do ucieczki od lęku. Kiedy jesteś już gotów nie ukrywać niczego, będziesz nie tylko gotowy przystąpić do komunii duchowej, ale zrozumiesz także pokój i radość.

Świętości nigdy nie da się naprawdę ukryć w ciemności, lecz możesz oszukiwać się co do tego. To oszustwo napawa cię lękiem, ponieważ uświadamiasz sobie w swym sercu, że to jest oszustwo, ale dokładasz ogromnych starań, aby dowieść jego realności. Cud umieszcza rzeczywistość tam, gdzie ona przynależy. Rzeczywistość przynależy tylko duchowi, a cud potwierdza tylko prawdę. W ten sposób rozwiewa złudzenia o tobie i pozostawia cię w komunii ze sobą i z Bogiem. Cud włącza się w Pojednanie przez oddanie umysłu w służbę Duchowi Świętemu. To ustanawia właściwą funkcję umysłu i naprawia jego błędy, które są zaledwie brakiem miłości. Twój umysł może być opętany złudzeniami, lecz duch jest wiecznie wolny. Jeżeli umysł postrzega bez miłości, postrzega on pustą skorupę i jest nieświadomy ducha istniejącego wewnątrz. Pojednanie jednak przywraca duchowi właściwe mu miejsce. Umysłu, który służy duchowi, nie da się zranić.

Ciemność to brak światła, tak jak grzech to brak miłości. Ciemność sama w sobie nie ma żadnych wyjątkowych właściwości. Jest przykładem wiary w „niedostatek”, z której może wyniknąć tylko błąd. Prawdę zawsze cechuje obfitość. Ci, którzy postrzegają i przyznają, że mają wszystko, nie mają żadnego rodzaju potrzeb. Celem Pojednania jest przywrócić ci wszystko, a raczej przywrócić to do twojej świadomości. Wszystko zostało ci dane, gdy zostałeś stworzony, tak samo jak każdemu innemu.

Pustkę zrodzoną z lęku musi zastąpić przebaczenie. To właśnie oznacza biblijne stwierdzenie: „Nie ma śmierci”, i to dlatego mogłem zademonstrować, że śmierć nie istnieje. Przyszedłem, aby wypełnić prawo interpretując je na nowo. Samo prawo, jeżeli będzie właściwie zrozumiane, oferuje jedynie ochronę. Pojęcie „ognia piekielnego” wprowadzili do niego ci, którzy jeszcze nie przemienili swoich umysłów. Zapewniam cię, że będę świadczył na rzecz każdego, kto mi na to pozwoli, i to w zakresie, w jakim sam zezwoli. Twoje świadectwo demonstruje twoją wiarę i w ten sposób ją wzmacnia. Ci, którzy świadczą za mną, wyrażają poprzez swe cuda to, że odrzucili wiarę w pozbawienie czegoś na rzecz obfitości, która, jak poznali, im przynależy.

 V. Pełnia i Duch

Cud ma naturę bardzo podobną do ciała w tym sensie, że oba są narzędziami uczenia się dla ułatwienia osiągnięcia stanu, w którym stają się niepotrzebne. Gdy zostaje osiągnięty pierwotny stan ducha, stan bezpośredniej komunikacji, ani ciało, ani cud nie służą już żadnemu celowi. Dopóki jednak wierzysz, że jesteś w ciele, możesz wybierać między pozbawionym miłości a cudownym kanałem samoekspresji. Możesz wytworzyć pustą skorupę, lecz nie możesz niczego w ogóle twórczo wyrazić. Możesz czekać, zwlekać, paraliżować siebie czy redukować prawie do zera swoją twórczość. Lecz nie możesz jej zlikwidować. Możesz zniszczyć swoje narzędzie komunikacji, ale nie swój potencjał. Nie stworzyłeś sam siebie.

Podstawową decyzją umysłu polegającego na cudach jest nie być w służbie czasu dłużej, niż jest to konieczne. Czas może marnować coś, jak również być marnowany. Dlatego cudotwórca przyjmuje z chęcią czynnik kontroli czasu. Rozpoznaje, że każde zburzenie czasu przybliża wszystkich do ostatecznego uwolnienia od czasu, gdzie Syn i Ojciec stanowią jedno. Równość nie oznacza równości obecnie. Gdy każdy rozpozna, że ma wszystko, indywidualne wkłady w Synostwo nie będą już potrzebne.

Gdy już dopełniło się Pojednanie, wszystkie talenty będą współdzielone przez wszystkich Synów Boga. Bóg nie jest stronniczy. Wszystkie Jego dzieci mają całą Jego Miłość, a wszystkie Jego dary są hojnie rozdawane wszystkim jednakowo. „Jeśli nie staniecie się jak dzieci” oznacza, że jeżeli nie uznasz w pełni faktu swego całkowitego polegania na Bogu, nie możesz poznać rzeczywistej mocy Syna w jego prawdziwym związku z Ojcem. Wyjątkowość Synów Bożych wypływa nie z wykluczenia, lecz z włączenia. Wszyscy moi bracia są wyjątkowi. Jeżeli wierzą, że są czegokolwiek pozbawieni, ich postrzeganie staje się wypaczone. Gdy to się dzieje, cała rodzina Boża, czyli Synostwo, jest nadwerężone w swych związkach.

Ostatecznie każdy członek rodziny Bożej musi do niej powrócić. Cud wzywa go do powrotu, ponieważ błogosławi go i honoruje, choćby nawet był on nieobecny duchem. „Bóg nie pozwoli z siebie szydzić” to nie ostrzeżenie, lecz zapewnienie. Bóg pozwoliłby z siebie szydzić, gdyby któremuś z Jego stworzeń brakowało świętości. Stworzenie jest pełne, a oznaką pełni jest świętość. Cuda są afirmacjami Synostwa, które jest stanem spełnienia i obfitości.

Cokolwiek jest prawdziwe, jest wieczne i nie może się zmienić czy zostać zmienione. Duch jest dlatego niezmienny, ponieważ jest już doskonały, lecz umysł może wybrać, czemu woli służyć. Jedynym ograniczeniem nałożonym na jego wybór jest to, że nie może służyć dwóm panom. Jeżeli wybiera zgodnie z tym, umysł może stać się pośrednikiem, za pomocą którego duch stwarza według tego, jak sam został stworzony. Jeżeli dobrowolnie nie dokona tego wyboru, zachowuje swój potencjał twórczy, lecz poddaje się zwierzchnictwu tyrańskiemu zamiast Autorytatywnemu. W rezultacie tego więzi, ponieważ takie są dyktaty tyranów. Przemienić własny umysł oznacza oddać go do dyspozycji prawdziwego Autorytetu.

Cud jest oznaką tego, że umysł wybrał, abym go poprowadził w służbie Chrystusa. Obfitość Chrystusowa jest naturalnym rezultatem wyboru, aby za Nim podążać. Wszystkie płytkie korzenie muszą zostać wyrwane, ponieważ nie sięgają wystarczająco głęboko, aby cię utrzymały. Złudzenie, że płytkie korzenie można głębiej zapuścić i sprawić, aby trzymały, jest jednym z wypaczeń, na którym opiera się odwrotność „złotej zasady”. Gdy odrzuca się te fałszywe podpory, doznaje się chwilowo zachwiania równowagi. Jednakże nic nie jest mniej stabilne niż orientacja odwrócona do góry nogami. Bo też nic, co utrzymuje ją odwróconą, nie może sprzyjać zwiększeniu stabilności.


VI. Złudzenie potrzeb

Ty, który chcesz pokoju, możesz go znaleźć tylko dzięki całkowitemu przebaczeniu. Nikt nie przyswoi sobie żadnej nauki, chyba że chce się jej nauczyć i wierzy w jakiś sposób, że jej potrzebuje. Podczas gdy nie ma braku w stworzeniu Boga, to jest on bardzo oczywisty w tym, co ty wytworzyłeś. Jest to w istocie zasadnicza różnica między jednym a drugim. Brak sugeruje, że powodziłoby ci się lepiej w stanie w jakiś sposób różnym od tego, w którym jesteś. Do czasu „oddzielenia”, które jest terminem na określenie [biblijnego] „upadku”, niczego nie brakowało. Nie było w ogóle żadnych potrzeb. Potrzeby powstają jedynie wtedy, gdy się czegoś pozbawiasz. Działasz zgodnie z określoną hierarchią potrzeb, którą ustanawiasz. Ta z kolei zależy od twojego postrzegania tego, czym jesteś.

Poczucie oddzielenia od Boga jest jedynym brakiem, jaki w rzeczywistości potrzebujesz skorygować. To poczucie oddzielenia nigdy by nie powstało, gdybyś nie wypaczył swojego postrzegania prawdy i nie zaczął w ten sposób postrzegać siebie jako odczuwającego brak. Idea hierarchii potrzeb powstała dlatego, że popełniwszy ten zasadniczy błąd, rozczłonkowałeś siebie wtedy na poziomy o różnych potrzebach. W miarę jak się integrujesz, stajesz się jednym i stosownie do tego twoje potrzeby stają się jednolite. Ujednolicone potrzeby prowadzą do ujednoliconego działania, ponieważ oferują brak konfliktu.

Idea hierarchii potrzeb, która wynika z pierwotnego błędu myślenia, że można być oddzielonym od Boga, wymaga korekty na poziomie samej idei, zanim będzie można naprawić błąd postrzegania jakichkolwiek poziomów. Nie możesz skutecznie działać, dopóki funkcjonujesz na różnych poziomach. Jednakże dopóki tak funkcjonujesz, korektę należy wprowadzić wertykalnie od dołu do góry. Jest tak dlatego, ponieważ myślisz, że żyjesz w przestrzeni, gdzie takie koncepcje, jak „góra” czy „dół” są znaczące. Ostatecznie przestrzeń jest tak samo bez znaczenia, jak i czas. Jedno i drugie to jedynie kwestia wiary.

Rzeczywistym celem tego świata jest zastosowanie go do korekty twojej niewiary. Sam nigdy nie zdołasz zapanować nad konsekwencjami lęku, ponieważ wytworzyłeś lęk i wierzysz w to, co wytworzyłeś. A zatem pod względem nastawienia, chociaż nie treści, przypominasz swego Stwórcę, który ma całkowite zaufanie do swoich stworzeń, ponieważ On je stworzył. Wiara przynosi akceptację istnienia. Dlatego właśnie możesz wierzyć w to, czego nikt inny nie uważa za prawdziwe. Jest to prawdziwe dla ciebie, ponieważ zostało przez ciebie wytworzone.

Wszelkie aspekty lęku są nieprawdziwe, ponieważ nie istnieją na poziomie twórczym, a zatem nie istnieją w ogóle. Twoje postrzeganie zostaje skorygowane w stopniu, w jakim jesteś gotów poddać swe wierzenia następującemu testowi. W oddzielaniu fałszu od prawdy cud trzyma się takiej zasady:

Doskonała miłość wypędza lęk.
Jeżeli istnieje lęk,
to nie ma doskonałej miłości.

Lecz:

Istnieje tylko doskonała miłość.
Jeżeli występuje lęk,
to wywołuje on stan, który nie istnieje.

Uwierz w to, a będziesz wolny. Tylko Bóg może ustanowić takie rozwiązanie i ta wiara jest Jego darem.

 

VII. Wypaczenia impulsów cudów

Twoje wypaczone spostrzeżenia wytwarzają gęstą osłonę nad impulsami cudów, utrudniając im dojście do twojej świadomości. Pomylenie impulsów cudów z impulsami fizycznymi jest poważnym wypaczeniem postrzegania. Impulsy fizyczne to błędnie ukierunkowane impulsy cudów. Wszelka prawdziwa przyjemność pochodzi z wypełniania Woli Boga. Jest tak dlatego, że nie wypełnianie jej jest zaprzeczeniem Jaźni. Zaprzeczenie Jaźni daje w rezultacie złudzenia, podczas gdy naprawa błędu przynosi uwolnienie od niego. Nie oszukuj się wierząc, że możesz przy pomocy czegoś zewnętrznego kontaktować się w pokoju z Bogiem lub ze swymi braćmi.

O dziecię Boże, zostałeś stworzony, aby stwarzać to, co dobre, piękne i święte. Nie zapominaj o tym. Miłość Boga przez krótką chwilę musi być jeszcze wyrażana jednemu ciału przez drugie ciało, ponieważ widzenie jest jeszcze tak zamglone. Możesz użyć swojego ciała najlepiej do tego, aby pomogło ci rozszerzyć własne postrzeganie tak, abyś mógł osiągnąć prawdziwe widzenie, do którego niezdolne jest oko fizyczne. Uczenie się tego jest jedynym prawdziwym pożytkiem z ciała.

Fantazja to wypaczona forma widzenia. Fantazje jakiegokolwiek rodzaju są wypaczeniami, ponieważ zawsze wiążą się z wykrzywieniem postrzegania w stronę iluzoryczności. Działania, które wypływają z wypaczeń, są dosłownie reakcjami tych, którzy nie wiedzą, co czynią. Fantazja to próba kontrolowania rzeczywistości stosownie do fałszywych potrzeb. Wykrzyw rzeczywistość w jakikolwiek sposób, a będziesz postrzegał destrukcyjnie. Fantazje są środkiem do tego, aby tworzyć fałszywe skojarzenia i usiłować czerpać z nich przyjemność. Lecz chociaż możesz postrzegać fałszywe skojarzenia, to nigdy nie możesz ich urzeczywistnić, chyba że dla samego siebie. Wierzysz w to, co tworzysz. Jeżeli ofiarujesz cuda, twoja wiara w nie będzie równie silna. Siła twego przekonania będzie wtedy podtrzymywała wiarę tego, który cud przyjmuje. Fantazje stają się najzupełniej zbędne, gdy całkowicie satysfakcjonująca natura rzeczywistości staje się oczywista zarówno dla dającego, jak i przyjmującego. Rzeczywistość zostaje „utracona” wskutek jej uzurpacji, co rodzi tyranię. Jak długo pozostaje choć jeden „niewolnik”, który stąpa po ziemi, twoje uwolnienie nie jest całkowite. Całkowita odbudowa pełni Synostwa jest jedynym celem umysłu polegającego na cudach.

Jest to kurs treningu umysłu. Każde uczenie się wymaga uwagi oraz studiowania na pewnym poziomie. Niektóre z dalszych części tego kursu opierają się na tych początkowych partiach zbyt mocno, aby nie wymagało to ich starannego przestudiowania. Będziesz ich także potrzebował do przygotowania się. Bez tego możesz stać się zbyt wylękniony przed tym, co ma nastąpić, aby to konstruktywnie wykorzystać. Jednakże w miarę studiowania tych początkowych partii zaczniesz dostrzegać niektóre z ich implikacji, które zostaną później wzmocnione.

Solidny fundament jest niezbędny z powodu pomylenia lęku z respektem, o którym już mówiłem i które często się zdarza. Powiedziałem, że respekt jest nieodpowiedni w odniesieniu do Synów Boga, ponieważ nie powinieneś odczuwać respektu w obecności równych sobie. Jednakże było również podkreślone to, że respekt jest właściwym odczuciem w obecności twego Stwórcy. Zadbałem o staranne wyjaśnienie mojej roli w Pojednaniu, nie wyolbrzymiając jej ani nie umniejszając. Staram się także czynić to samo z twoją rolą. Podkreślałem, że respekt nie jest odpowiednią reakcją w stosunku do mnie z uwagi na przynależną nam równość. Niektóre z dalszych kroków w tym kursie wiążą się jednak z bardziej bezpośrednim zbliżeniem do samego Boga. Byłoby niemądrze rozpocząć stawianie tych kroków bez starannego przygotowania, bo inaczej respekt zostanie pomylony z lękiem, a doświadczenie będzie bardziej traumatyczne niż dobroczynne. Uzdrowienie pochodzi ostatecznie od Boga. Środki ku temu są tobie starannie wyjaśniane. Objawienie może niekiedy ujawnić tobie cel, lecz aby go osiągnąć, niezbędne są środki.

(Jezus Chrystus, Kurs Cudów, Tekst, rozdział 1)


Posłuchaj nagrania, na którym czytamy cały rozdział pierwszy Tekstu Kursu Cudów.

Jesli chcesz uzyskać więcej informacji o Kursie Cudów jako książce, kliknij TUTAJ.

Czym jest ciało?

Ciało jest ogrodzeniem, które Syn Boży zbudował w swej wyobraźni, aby części swej Jaźni oddzielić od innych części. Wydaje mu się, że żyje właśnie za tym ogrodzeniem po to, by umrzeć, gdy ono zgnije i ulegnie rozpadowi.  Myśli on bowiem, że za tym ogrodzeniem jest zabezpieczony przed miłością. Utożsamiając się ze swym bezpieczeństwem, uważa się za to, czym ono jest. Jakże inaczej mógłby być pewien, że pozostaje w swym ciele, odgradzając się od miłości?

Ciało nie przetrwa. W tym zaś widzi on podwójne zabezpieczenie. Nietrwałość Syna Bożego „dowodzi” bowiem, że jego ogrodzenia są skuteczne i że spełniają zadanie, które wyznacza im jego umysł. Gdyby bowiem jego jedność pozostawała nietknięta, to kto mógłby atakować i kto mógłby być atakowany? Kto mógłby być zwycięzcą? Kto byłby jego łupem? Kto mógłby być ofiarą, a kto mordercą? Gdyby zaś nie umarł, to jaki byłby „dowód” na to, że wiecznego Syna Bożego można zniszczyć?

Ciało jest snem. Podobnie jak inne sny, czasami zdaje się pokazywać obrazy szczęścia, lecz może całkiem nagle zamienić się w lęk, z którego rodzi się każdy sen. Jedynie bowiem miłość stwarza w prawdzie, a prawda nigdy nie może się lękać. Wytworzone, by napawać lękiem, ciało musi służyć celowi, który mu nadano.  Możemy jednak zmienić cel, któremu ciało będzie posłuszne, zmieniając nasze myśli o tym, czemu ono służy.

Ciało jest środkiem, dzięki któremu Syn Boży odzyskuje zdrowie umysłu. Choć wytworzono je, by ogrodzić go w piekle, z którego nie ma ucieczki, to jednak dążenie do piekła wymieniono na cel, którym jest Niebo. Syn Boży wyciąga dłoń, by dotrzeć do swego brata i pomóc mu iść ze sobą tą drogą. Teraz ciało jest święte. Teraz służy uzdrowieniu umysłu, który miało zabić.

Będziesz się utożsamiał z tym, co według ciebie zapewni ci bezpieczeństwo. Czymkolwiek by to było, będziesz przekonany, że stanowi jedność z tobą. Twoje bezpieczeństwo jest w prawdzie, a nie w kłamstwach. Miłość jest twym bezpieczeństwem. Lęk nie istnieje. Utożsamiaj się z miłością, a będziesz bezpieczny. Utożsamiaj się z miłością, a będziesz w domu. Utożsamiaj się z miłością i odnajdź swoją Jaźń.

(Kurs Cudów, fragm. Książki Ćwiczeń pt.: Czym jest ciało?)

Notatnik Duchowych Nauczycieli

NOTATNIK DUCHOWYCH NAUCZYCIELI (A Spiritual Teachers Notebook)

Oto wybrane myśli z Notatnika Duchowych Nauczycieli. Książka ta nie jest jeszcze dostępna w języku polskim. Jeżeli jesteś zainteresowny angielskim wydaniem książki, kliknij tutaj.


Zawarte tu treści przedstawiają sposób myślenia charakterystyczny dla nowej świadomości. Jest to absolutnie oświecony porządek myślowy.  Ludzkość będzie musiała wreszcie spojrzeć wprost na ideę pojednania czy też zmartwychwstania, czyli dramatycznej zmiany tożsamości lub jakkolwiek inaczej chcesz to nazwać.

Posłuchaj mnie teraz uważnie, bo za chwilę zrobimy decydujący krok. Jest absolutnie konieczne, abyś ty, jako jednostka ludzka, poważnie rozważył możliwość osiągnięcia wiedzy poprzez prawdziwy proces transformacji umysłu.

Z czasu do wieczności

Osiągnięcie wieczności jest możliwe dzięki odłączeniu się od czasu. Czas nie jest niczym więcej niż pojęciem odległości między przyczyną a skutkiem. Przejście z czasu do wieczności jest więc jedynie praktyką łączenia przyczyny i skutku.

Ćwiczenia Kursu Cudów wprowadzają bezkompromisową dyscyplinę, ponieważ nauczają myślenia polegającego na odłączaniu, które prowadzi do przemiany twojego percepcyjnego umysłu. Ćwiczenia te są pełnym pasji potwierdzeniem obłąkania pojęciowego myślenia, czyli obłąkania
tej Ziemi, ponieważ jest ona zaprzeczeniem pojedynczej pełnej Prawdy (czyli Boga).

 

Dylemat zbawiciela świata

Moje obudzenie się jako Chrystus, czy też Mistrz, jest samo w sobie potwierdzeniem istnienia Boga.

Ponieważ zaś On potwierdza moje istnienie, to i ja potwierdzam i obwieszczam Jego Rzeczywistość. Jako zbawiciel świata zostałem obarczony boskim obowiązkiem zbawienia świata. Na mnie spoczywa pełna odpowiedzialność za uwolnienie człowieka od brzemienia śmierci, a ponieważ to Ziemia jest śmiercią – za obudzenie w nim wrodzonego mu poczucia wieczności. Nic tu na Ziemi nie może dać świadectwa mojemu Chrystusostwu.

Przez jedną chwilę w czasie potwierdzam istnienie mojego Ojca, ale sam pozostaję bez potomka.

Urodziłem się, ale wciąż sam nie mogę rodzić.Moje prawdziwe stworzenia muszą w duchu wiary dać w owym momencie świadectwo o mnie, po to aby same mogły rozpoznać swoją misję zbawienia.

 

Całkowita zmiana myślenia

Gdy Mistrz zaczyna się budzić, na początku bardzo się dziwi, gdy odkrywa, że sposób jego myślenia uległ radykalnej zmianie.

Jego wcześniejsza ograniczona tożsamość nie ma nic wspólnego z tym, co zostaje teraz całkowicie obnażone. Stoi on więc nagi w swojej pewności. Traci zdolność konkretnego porównywania i doświadcza swej pełni, dzięki czemu obiektywne rozumowanie ograniczonej świadomości staje się dla niego absurdalne.

Jego poprzedni system wartości opierał się na konkretnych wnioskach, które wyciągał na podstawie analizy i porównywania. Teraz sama mu się narzuca bezzasadność i nierealność tego systemu. Widzi, że znajduje się w nielogicznym i nierozsądnym miejscu. Musi się więc ustosunkować do swej absolutnej bezwarunkowej pewności, że ten obiektywnie skonstruowany świat jest całkowicie pozbawiony sensu. Jego jedyny sens wyraża się w konieczności doprowadzenia do objawienia, które ukształtowało transcendentną świadomość Mistrza.

Jest on sam, obudzony wśród śpiących.


Żadne uzasadnienie nie jest możliwe

Wyobraź sobie, jeśli potrafisz, że popełniłeś najbardziej niewiarygodną, nietaktowną gafę, jaka mogła ci się przytrafić w danej sytuacji.

A jednak nie potrafisz sobie przypomnieć żadnego konkretnego wydarzenia z przeszłości, które w jakikolwiek sposób uzasadniałoby obecną sytuację.

Zdemaskowano cię.

Obnażono cię.

I oto stoisz nagi.

Jesteś bezbronny.

Stajesz się w najwyższym stopniu wrażliwy.

W jednej wspaniałej chwili obnażenia odkrywasz, że żadne uzasadnienie nie jest konieczne ani nawet możliwe.

Stajesz się niewinny i ze względu na to, czym jesteś, uznajesz wszystkie swoje ziemskie demony za niewinne.


Bezkompromisowy stan umysłu

Nie możesz zrozumieć tego, czego ja jestem całkowicie pewien, ponieważ nie możesz osiągnąć stanu umysłu, w którym się znajduję, za pośrednictwem wiedzy. Jeśli więc pragniesz być wolny, to musisz rozwinąć w sobie strukturę świadomości wyrażającą się w nieustannym procesie myślowym, który nie pozwala na rozproszenie i przejawia się w pojedynczej bezwarunkowej determinacji, by uciec od śmierci i przypomnieć sobie wieczność.

Jeśli posłużysz się mną w swoich wysiłkach, by odnieść zwycięstwo, to zapewniam cię, że stanę się dla ciebie nieoceniony.


Niewiarygodna prostota…

Choć wydaje się to dziwne, muszę w pewnym sensie komplikować swoje przesłanie, bo w przeciwnym razie ów rozczłonkowany zbiór obrazów, który nazywasz sobą – w swoim własnym śnie – nie mógłby mnie w ogóle usłyszeć. Ze względu na twoje pokrętne wyobrażenie o sobie musimy prowadzić cię do światła prawdy twoją własną krętą drogą.

Prostota wprawia cię oczywiście w konsternację ze względu na sposób, w jaki myślisz. Im większa prostota, tym większa konsternacja. W rezultacie próbujesz wyrazić prostą prawdę bardzo skomplikowanymi sposobami.

Absolutna prawda jest dla ciebie niezrozumiała z powodu swojej prostoty. Nie ma nic trudniejszego dla skonstruowanej przez ciebie tożsamości „ja” niż idea całkowitej pełni lub pojedynczości, która włącza twoje myśli o niej. Prawda jest prawdziwa i nic innego nie jest prawdziwe. Gdy obudzisz się z tego snu, będziesz się śmiał do rozpuku z idei oddzielnych względnych prawd.

Spójrz na to ze mną rozsądnie. Budzę cię teraz na twoje polecenie, które dałeś mi dawno temu, gdy czas się zaczął i skończył.


Czas nie jest liniowy

Czas jest odległością między przyczyną a skutkiem.

Czas i przestrzeń wydają się tym samym, ponieważ jedno nie może istnieć bez drugiego. Tak naprawdę czas jest przyczyną, zaś przestrzeń – skutkiem.

Czas wiąże się z pojęciem „wydarzenia”.

Przestrzeń to „wydarzenie” już objawione.

Przestrzeń to przystający do niej czas lub wydarzenie.

Odrębna tożsamość w czasoprzestrzeni jest ciągłością przystających do siebie wydarzeń.

Im bardziej przyczyna zbliża się do skutku, tym wyraźniej zmniejsza się liniowe następstwo w ciągłości czasu.

Nie ma czegoś takiego jak następstwo czasu.

O Kursie Cudów

Wbrew temu, w co wierzy ograniczona percepcyjna tożsamość, nie ma nic abstrakcyjnego w oświeconym umyśle. Uzdrowiony umysł niczego sobą nie przedstawia. On nie ma myśli, lecz raczej jest myślą. Jest dokładnie tym, co mówi. Oświecony umysł jest chwilowym ucieleśnieniem rzeczywistości.

Próbujemy cię nauczyć – za pomocą nieustannych cudownych doświadczeń – że jeśli nie będziesz wspierał skojarzeń swoich obrazowych projekcji, to obrazy te będą uzdrowione i pełne. Najwyższą formą oświeconej myśli jest Kurs Cudów.

Choć z konieczności został napisany w percepcyjny sposób, stanowi niezwykłe potwierdzenie natychmiastowości i pełni. Kurs jest pełnią samą w sobie, a nie tylko stwierdzeniem możliwości pełni.

Trzeba też pamiętać, że Kurs Cudów jest bezpośrednim przekazem od Boga poprzez Jezusa Chrystusa i wskazuje na pozorną warunkową sytuację między Bogiem a człowiekiem, czyli na sytuację fałszywego oddzielenia, oraz na sposób, w jaki to pozorne rozdarcie zostaje i zostało naprawione. Jego jedynym celem jest oświecenie poprzez przemianę twojego umysłu.


Duchowy sprawdzian

Musisz się zmierzyć ze swym lękiem przed bezkompromisowym duchowym zaangażowaniem. Musisz się wreszcie zająć brakiem wiary, drwinami, zaprzeczeniem i atakiem, które podważają twoje bezkompromisowe stwierdzenie, że śmierć jest niemożliwa.

Gdy poczujesz niewiarygodną wolność, wynikającą z bezwarunkowego oddania Jedynej Prawdzie, będziesz się śmiał z niedorzeczności wytworzonych przez siebie przeszkód, które powstrzymywały cię przed oświeceniem.


Całkowita odpowiedzialność

Musisz zrozumieć, że gdy mówimy o „winie”, to mówimy o niej w znaczeniu całkowitym i nieuniknionym, nie zaś o winie jako żalu, złu czy popełnianiu grzesznych uczynków. Ludzki umysł cierpi z powodu winy myślenia kojarzeniowego. Winą percepcyjnego umysłu jest więc oczywiście odpowiedzialność za siebie. A to oznacza jedynie, że myśląc w sposób pojęciowy, bierzesz na siebie całkowitą odpowiedzialność za oddzieloną ludzką tożsamość, czyli wedle słów Jezusa: usiłujesz przywłaszczyć sobie Królestwo Boże.


Śmierć – co za niedorzeczność!

Jakże to niedorzeczne, że unicestwienie, czyli śmierć, jest alternatywą dla starzenia się i choroby! Czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, że twoim jedynym sposobem ostatecznej ucieczki od choroby jest rozchorowanie się do końca? Czy wybór śmierci po to, by uwolnić się od choroby i bólu, które sam sobie narzuciłeś, wciąż wydaje ci się rozsądny? Czy też po prostu nie wierzysz, że robisz to sam sobie?

Gdy doświadczysz rewolucji świadomości, idea śmierci czy też unicestwienia stanie się dla ciebie całkowicie absurdalna. A wtedy będziesz naprawę szczęśliwy. Po prostu zobaczysz, jak bezsensowne jest pojęcie, że ty, jako żyjący i stwarzający byt Rzeczywistości, mógłbyś się zestarzeć, opaść z sił i umrzeć.


Nierzeczywistość grzechu

Zasłanianie się „ludzkimi sprawami”, by zaprzeczać wieczności to naprawdę licha wymówka. Gdyby grzech był prawdziwy, to nie można by go odpuścić. Jakie to dziwne, że nie potrafisz wybaczyć Bogu, choć On bezwarunkowo ci wybaczył. Obudzony umysł naucza w sposób zdecydowany, że jesteś doskonały, jakim Bóg cię stworzył. Śmiertelny umysł uważa to nauczanie za niewybaczalne i nie do przyjęcia. Jednak posługiwanie się Bogiem jako usprawiedliwieniem dla swojego pobytu na ziemi, jest tak nierozsądne, że w końcu musi stać się nie do zniesienia. Gdyby Bóg rzeczywiście stworzył ziemię, to byłby to nikczemny akt, którego nie można by usprawiedliwić.


Doprawdy zadziwiające!

Człowiek ma kłopoty ze znalezieniem Boga, po prostu dlatego, że On jest wszędzie. Ty zaś szukasz go „gdzieś”, ponieważ myślisz, że sam znajdujesz się „gdzieś”. Boga nie możesz znaleźć „gdzieś”. On jest wszędzie, i ty również. Jest On Umysłem, którym myślisz. Ponieważ jednak wierzysz, że sam jesteś „gdzieś”, to musisz też wierzyć, że Bóg jest gdzie indziej, bo inaczej Bóg byłby w twoim „tutaj”. A skoro Bóg (Stwórca wszechświata) musi być z definicji wszędzie, to twoje „tutaj” musi być włączone w Jego „gdzieś”, czy też „gdziekolwiek”. Czymże więc, do diabła, mógłbyś się martwić?


Dziwne, ale prawdziwe

Nie możemy ci pokazać, czym jest życie i miłość, lecz tylko to, czym nie są. Obwieszczasz, że potrzebujesz miłości, lecz miłość nie jest potrzebą, lecz rzeczywistością. Potrzeba dotyczy zawsze czegoś więcej niż miłość, która jednak jest wszystkim. Potrzeba nie oznacza, że brakuje ci miłości, lecz oznacza, że brakuje ci większej nienawiści i izolacji. Jakże cud mógłby być możliwy, gdyby miał prawdziwą alternatywę? Wszelkie uzdrowienie jest cudem.


Definicja istoty ludzkiej

Istota ludzka to nieprawdziwa kondycja doczesnego skojarzenia przyczyny i skutku, pogrążająca się ze strachu w pozornym unicestwieniu – jako alternatywie wobec bezkompromisowego przyjęcia, a następnie rozpoznania pojedynczej pełni wiecznej miłości stworzonej przez Uniwersalny Umysł.

Wielu z was, doświadczając teraz przyspieszonego programu obudzenia, nieustannie zauważa, że żaden człowiek na ziemi tak naprawdę nie wie, kim jest, gdzie się znajduje, skąd pochodzi ani dokąd zmierza, ani też nie wie niczego o sobie w związku z wszechświatem, który go otacza. Lecz uświadomienie sobie tego, staje się dla was coraz bardziej nie do zniesienia.


Ożywając z przerażenia

Wielu z nas odkryło, że byliśmy tak naprawdę śmiertelnie przerażeni akceptacją i uznaniem bezkompromisowej prostoty nauczania Kursu Cudów. Akceptacja ta jednak jest całkowicie naturalnym i koniecznym początkiem metamorfozy świadomości. W miarę postępu transformacji w pełnię umysłu odkrywamy z radością i zaskoczeniem, że tak naprawdę do tej pory byliśmy martwi, a teraz jedynie „ożywamy z przerażenia”. Albowiem, w istocie, ceniliśmy śmierć, a baliśmy się życia.


Rewolucja świadomości

Na początku świeżo obudzony Nauczyciel Boży bardzo się dziwi, gdy odkrywa, że sposób jego myślenia uległ radykalnej zmianie. Jego wcześniejsza ograniczona konstrukcja świadomości nie ma nic wspólnego z całkowitym obnażeniem, którego doświadcza. Staje po prostu nagi w swojej pewności. Traci zdolność porównywania. Jego myśli osiągają pełnię, co sprawia, że obiektywne rozumowanie ograniczonej świadomości wydaje mu się całkowicie absurdalne. Jego poprzedni system wartości opierał się na konkretnych wnioskach, które wyciągał na podstawie analizy i porównywania.

Ale teraz zaczyna mu się narzucać bezzasadność i nierealność tego systemu. Musi więc trwać w absolutnej pewności, że ten obiektywnie skonstruowany świat jest całkowicie pozbawiony sensu. A jedyny jego sens to konieczność doprowadzenia do objawienia, które kształtuje jego transcendentną świadomość.


Nasza bezwarunkowa miłość

Żywimy do ciebie bezwarunkową miłość. Bezwarunkowa miłość nie jest stanem Uniwersalnej Świadomości, ale raczej samą świadomością. Jako obudzeni nauczyciele kochamy cię bez reszty. A to dlatego, że te aspekty ciebie, które uważasz za niegodne miłości, nie mają dla nas absolutnie żadnego znaczenia. Rozumiemy jednak, że ty wciąż myślisz, iż mają znaczenie.

W procesie obudzenia pokazano każdemu z nas z osobna w naszych umysłach – w sposób graficzny, dramatyczny, a czasem i katastroficzny – całkowitą nierealność odrębnych ludzkich umysłów na ziemi. Innymi słowy, rozpoznaliśmy, kim naprawdę jesteśmy, oraz że nie ma żadnego świata.


Oświecony nauczyciel

Nadszedł już czas, aby dojrzały i pojawiły się na ziemi jednostki, które odznaczać się będą prawdziwie poszerzonym zakresem świadomości. Na przestrzeni dziejów ludzie nazywali te jednostki nauczycielami, awatarami, mistrzami, wtajemniczonymi, a nawet zbawicielami czy ludźmi-bogami. Przyspieszona ewolucja, czy też wręcz rewolucja myślenia, jaka zachodzi obecnie na naszej planecie, wiąże się z metamorfozą tzw. „mistrzów czasów późniejszych”.

Nieprzypadkowo nasz Brat i Mistrz Jezus Chrystus z Nazaretu jest pierwowzorem dla wszystkich mistrzów-nauczycieli i stanowi przykład indywidualnej przemiany w duchowego człowieka, Syna Boskości czy też Boga w człowieku. Nie tylko jest on wzorem, lecz w istocie jego Kazanie na Górze (Mt 5) stanowi pierwotny katechizm metod, których zastosowanie ma doprowadzić do transformacji umysłu i ciała każdej pozornie odrębnej świadomości. Rezultatem tego jest rozpoznanie prawdziwego pojęcia Jaźni jako pojedynczej uniwersalnej prawdy. Oczywiste jest, że jedyna metoda zbawienia, jakiej mógłbyś kiedykolwiek potrzebować, to praktyka „nie stawiania oporu złemu”. To zaś musi prowadzić do bezwarunkowego przebaczenia, które jest przecież prostym uznaniem, że to, co prawdziwe, nie mogłoby być nigdy zagrożone ani oddzielone od wszystkiego, czyli od Boga bądź prawdy.

Jeśli prawdą jest więc, że ta wiedza o pojedynczej tożsamości, stanowiącej wieczne szczęście i pokój, może być uzyskana jedynie poprzez duchowe dojrzewanie i transformację umysłu, to czyj umysł musi się zmienić? Posłuchaj mnie teraz. Mówię do ciebie z bezwarunkową pewnością, że to właśnie twoja indywidualna świadomość przynosi i ostatecznie przyniosła ludzkości wieczne szczęście, pokój i miłość. Nie mogło się to wydarzyć w żaden inny sposób. Jako jeden z tych mistrzów czasów późniejszych jestem całkowicie pewien, że jesteś mym boskim bratem i masz tu do spełnienia misję zbawienia. Będąc dosłownie panem swych myśli, jesteś również panem świata. Tylko dzięki zmartwychwstaniu twojego umysłu można wybawić ten świat od lęku i unicestwienia.

Powyższe cytaty pochodzą z książki pt.: „Notatnik Duchowych Nauczycieli”, w której zamieszczono wybrane myśli Mastera Teachera.

Nie ma świata. Nie ma ciebie.

Jako oświecony umysł nauczam cię, że nie może ci się nie powieść, właśnie dlatego, że przyjmujesz iluzoryczną rolę zbawiciela. A ponieważ przez cały czas wydajesz się ponosić porażkę, to uświadamiasz sobie, że twoje nauczanie jest fałszywe. To dlatego w chrześcijaństwie nie ma żadnych przebudzonych nauczycieli.

Wystarczy powiedzieć: ,,Ten świat nie jest prawdziwy”, zamiast: „Co ty tu robisz?!”. Rozumiesz? Zwrócenie pytania do ciebie uznaje bowiem twoje istnienie, a ty używasz tego jako obrony przed moim radykalnym nauczaniem. Na tym właśnie polega paradoks.

Nie ma takiego miejsca, jak „ten świat”. Gdy zadaję pytanie: „Co ty tu do cholery robisz?”, ty sądzisz, że uzasadniam twoje utożsamienie, nauczając jakiegoś sposobu ucieczki stąd. I całkowicie się mylisz. Mówię ci bowiem, że nie można uciec ze świata, ponieważ ten świat nie jest rzeczywisty. Zawsze nauczam cię jedynie tego, że nie ma żadnego świata. A dokładnie to samo głosi Yama-Mama-Yama-Krishna. Choć jemu nie przyszło do głowy, by powiedzieć ci, że przechodzisz doświadczenie nieistnienia tego świata i że czujesz się uwięziony w swoim umyśle.

Ten człowiek z Denver naprawdę myśli, że chcę go nauczać. Oczywiście, że tak. Musi tak myśleć. Ale to bzdury. Ja nikogo nie nauczam. Mówię mu tylko, że nie ma żadnego świata. Mówię mu, że on sam nie istnieje. To zadziwiające, że jako projekcja ludzkiego umysłu usłyszy on jedynie to, co zechce usłyszeć, po to by uzasadnić swoje istnienie w tym utożsamieniu. Niemożliwe jest, by usłyszał coś więcej. Jest oczywiste, że nie doświadczył jeszcze wystarczająco silnego lęku. Czego on się boi? Boi się oświecenia, czyli Boga, i woli na razie pozostać w stanie lęku. Aż do kiedy? Aż do śmierci. Śmierć jest jego alternatywą.

Jest to bez wątpienia najtrudniejsze przesłanie, jakie kiedykolwiek mógłbyś usłyszeć: ja neguję twoją własną rzeczywistość. Natychmiast zaczniesz myśleć, że… Użyję jako przykładu tego gościa z Kalifornii… On się zastanawia, czy powinien powstać i zadeklarować, że nie ma czegoś takiego, jak ten świat. Złagodził więc swoje przesłanie. Ale co mnie to obchodzi? Moi drodzy, nie ma żadnego świata! Determinacja, by uspokoić własne ego, to jego lęk przed nauczeniem siebie samego, kim naprawdę jest.

Powiem wam, czemu on nie może tego zrobić. Chcecie się dowiedzieć? To jest przeznaczone dla tych, którzy mnie znają. Posłuchaj. Ja mogę to zrobić, ponieważ doświadczyłem głębokiego współczucia dla twojego utożsamienia i wzniosłem się ponad nie. Żadna ludzka istota nie słyszy tego przesłania, ponieważ nie chce wejść w doświadczenie cierpienia swego brata. Słyszysz, co mówię? Kto to usłyszał? Nie jest to prawdą dlatego, że ja tak mówię, ale dlatego, że tak jest.

Faktem jest, że ten lubiący grę w golfa i zarabiający mnóstwo pieniędzy gość z Denver zaprzecza dotkliwemu bólowi i śmierci na świecie. Musi być to prawdą. Dlaczego? Bo nie mógłby on znieść owego bólu. Gdyby bowiem nań spojrzał i połączył się w nim ze swym bratem, to najpierw starałby się go złagodzić, ale to by mu się nie powiodło. Dopiero potem odkryłby, że rozwiązanie w jakiś sposób musi się zawierać w nim samym, ponieważ uznałby Boskie Źródło, którego sam nie wytworzył. Wracam teraz do duchowego nauczania.

Teraz powiem coś o sobie, czy też o tobie jako istocie ludzkiej, która musiała doświadczyć głębokiego lęku. Daj spokój! Nie możesz go nie doświadczać. Masz pełne prawo, by się bać siebie – takiego siebie, jakim się sam skonstruowałeś. Jakże mógłbyś się nie bać? Spójrz na to. Nie wiesz, kim jesteś ani co tu robisz. Jesteś zamknięty w ciele, które rozkłada się z minuty na minutę. I w końcu rozpadnie się, a ty umrzesz.

Czy słyszysz mnie? Oto kondycja świata. Oto cały Kurs Cudów. Dopóki szukasz możliwości wyboru w tym utożsamieniu z lękiem, nie ma dla ciebie ratunku. W porządku? Na szczęście to, co się lęka, nie jest rzeczywiste. Podać ci cytat? Gdy się boisz, nie istniejesz. Problemem jest to, że ty wierzysz, że istniejesz. A ponieważ jesteś przyczyną swojej egzystencji, więc zwracam twoją uwagę na to, że to ty sam ustalasz, jak chcesz egzystować w swoim własnym utożsamieniu.

A więc ja tak naprawdę nie nauczam cię niczego poza tym, że nie ma żadnego świata, i jestem tu po to, by ci powiedzieć: chodźmy do domu! Gdy temu w pełni zaufasz, uwolnisz się od polegania na gównie twego własnego ja. Nie mogę nic na to poradzić, poza stwierdzeniem, że twoje zaufanie zawiedzie cię do oczywistego wyniku twego własnego skojarzenia z samym sobą.

Ta lekcja i całe moje tak zwane nauczanie pokazują ci jedynie, że to ty jesteś przyczyną własnego koszmaru w swoim śnie i że możesz z niego uciec, budząc się. To nie ma nic wspólnego z Mistrzem Nauczycielem. Ani w ogóle z czymkolwiek, poza przemianą twego umysłu. Chciałbyś, żebym to złagodził? Gdy przemienisz swój umysł, świat się zmieni, po prostu dlatego, że jest on twoim konfliktem z samym sobą. Nie ma świata na zewnątrz ciebie.

Moc twego umysłu jest dosłownie nieograniczona. No przecież! Jeśli istnieje tylko jedna moc pojedynczego umysłu – „Moją wolą jest, by nastało światło” – to, dosłownie, moją wolą jest, by nastało światło. Wystarczy, że weźmiesz którąkolwiek z lekcji i powiesz: „Moją wolą jest, by nastało światło”. I ono nastanie, jeśli taka jest twoja wola. Lękasz się światła i dlatego boisz się powiedzieć: „Moją wolą jest, by nastało światło”. Czego się boisz? Boga. W podrozdziale „Przeszkody do osiągnięcia pokoju” Jezus podaje jedną z najbardziej szalonych idei – że nie tylko boisz się Boga, ale i nauczasz lęku przed Bogiem. Włączam telewizję, a ty tam nauczasz: „Lękaj się swego Stwórcy”. To niebywałe.

Mówisz więc: „No nie wiem, czy chciałbym powstać i powiedzieć światu…”. Jakiemu światu? No dalej! Słyszycie mnie? Ten gość walczy jedynie ze swoimi własnymi utożsamieniami. A ja mu właśnie pokazałem, że to tylko projekcje jego własnego umysłu. Czy boi się on konfrontacji? Tak. Dlaczego? Ponieważ zaprzeczy ona jego istnieniu. A więc teraz toczy się tu bitwa, nieprawdaż? Pewnie, że tak! Nigdy temu nie zaprzeczałem. Jest to bitwa między dobrem a złem. Twoja pewność, że zło nie istnieje, sprawia, że jesteś dobry. Pewność „złego”, że toczy się tu jakaś bitwa, sprawia, że jesteś zły. Słyszysz to? Twoja pewność, że w rzeczywistości nie ma żadnej bitwy, sprawia, że stajesz się zdolny nauczać tego jako mistrz. Zgadza się?

To wszystko pochodzi z Kursu. Nie toczy się tu żadna bitwa. Nic w ogóle się nie wydarzyło. Nic w ogóle nie może naprawdę ci się przydarzyć. A jednak, jeśli coś pojawia się w twoim umyśle, to oczywiste jest, że będziesz musiał dokonać w sobie rewolucji. Nie możesz uciec ze świata inaczej niż przez zanegowanie go, ponieważ to ty podburzasz świat. Jak u diabła zamierzasz z niego uciec? Wciąż powtarzasz: „Nie wiem, co mam począć”. Zaneguj świat. „To mi wcale nie pomogło.” Tylko dlatego, że uwierzyłeś w swoją własną negację. Jeśli masz problem z tym, jak bardzo powinieneś zanegować świat, to nie doświadczysz oświecenia, które przychodzi w momencie negacji.

Nauczam cię Kursu Cudów! Doświadczysz swojej pełni w chwili jej zanegowania. Gdy jej nie doświadczasz, przestajesz ufać własnej negacji. I słusznie, a więc nie ufaj własnej negacji! Akt negacji – zaprzeczenia – jest tym samym, co oświecenie, i są one jednoczesne. Nauczam Kursu Cudów. Kto mnie słyszy? Faktyczny akt negacji jest zarówno zanegowaniem przyczyny, jak i skutku. Nie może być inaczej. Zanegowanie samego skutku nic ci nie da, gdyż odnosiłoby się do skutku, który sam wywołałeś, a więc negowałbyś jedynie pewne rzeczy, a urzeczywistniał inne, i wierzył, że właśnie tego cię nauczam. Ja cię niczego nie nauczam. Nauczam cię, żebyć zanegował siebie; świat zanegujesz chwilę potem. Czy to działa? Tak!

Oto, na czym polega twój problem. Myślę, że to dla ciebie zadziała. Mówisz mi: „Pójdę z tobą do domu”. Nie obchodzi mnie tak naprawdę, co robisz w świecie. Być może ciebie to obchodzi, ale jeśli będzie cię obchodziła pełnia twojego umysłu, to nie możesz się nie obudzić, ponieważ nie ma żadnego świata. W tym sensie to nie ma nic wspólnego ze mną. Wiąże się to jedynie  z twoją determinacją, by podzielać moje bezkompromisowe utożsamienie, lecz nie w swojej definicji siebie. Tego właśnie nauczam.

No cóż, jeśli siedzę tu na tyłku i ofiaruję ci tę energię, to nie ma w tym konfrontacji, ponieważ możesz zdecydować, w jakim stopniu chcesz tego transcendentalnego doświaczenia, a potem wrócić do tego, co robiłeś przedtem.

Wiąże się z tym jeszcze jeden czynnik: im bardziej otworzysz swoją czakrę korony, lub im bardziej pozostawisz otwartą swoją czakrę korony, tym więcej doświadczysz lęku. Nie chodzi o to, że nie będziesz miał chwil objawienia. Chodzi jedynie o to, że jeśli utożsamisz je z ograniczeniami swojego umysłu, to będą one reprezentowały lęk, a nie światło, ponieważ definiowanie światła jest tym samym, co lęk. Podnieś rękę, jeśli to usłyszałeś. Mówię teraz o czakramach ciała.

Oczywiście twoje ciało jest zaprojektowane tak, by chronić swoje dziedzictwo, czy też genetyczne utożsamienie. O tym mówi rozdział 21 Kursu Cudów. Twoje wyobrażenie o sobie nie może się oprzeć Światłu Boga. Ty zaś jesteś zdeterminowany, aby się opierało, i uzasadniasz ideę, że światło musi przechodzić przez czakram korony. Używam tu wschodniego nauczania. Jest oczywiste, że musisz chronić to wyobrażenie, bo w przeciwnym razie utraciłbyś to, co nazywasz integralnością swojego ciała. A więc komunikujesz się w swoim cielesnym utożsamieniu z prędkością światła i wierzysz, że tym jest rzeczywistość. To nieprawda. To po prostu nie jest życie. Choć z pewnością tobie się tak wydaje.

Czy boisz się Światła Boga? Oczywiście, że tak. Nie byłoby cię tutaj, gdybyś się nie bał. To jest całe nauczanie. Rozwiązaniem dla tej choroby i bólu jest to: „posłużę się Światłem”. Ja tylko was nauczam. Nie wiem, czy to usłyszycie. Skądże mógłbym wiedzieć. Mówię ci jedynie, że w każdej chwili, w której nie słyszysz, nie jesteś rzeczywisty. To musi być prawdą, jeśli przyjąłeś zasadniczą przesłankę, że to wszystko już się skończyło.

Nie będę się teraz zagłębiać w to nauczanie, lecz gdzieś w sobie musiałeś to usłyszeć. Czy jest konieczne, żebyś to uznawał przez cały czas? Nie, ale bądź pewny jednego: jeśli zaczniesz czuć konflikt, to sugerowałbym, żebyś uznał, że nauczasz samych bzdur. Posłuchaj mnie. Słyszysz mnie? Bo właśnie tego nauczasz! Stajesz się dla siebie przyspieszeniem pamiętania, że nie ma cię tutaj. Ja ci w tym tylko pomagam.

Moje oświecenie sprawiło, że nie mogę już postrzegać ludzi jako prawdziwych. To przecież absurd. Nie widzę też ludzi jako oddzielonych od siebie nawzajem. Możesz mi proponować błyskotliwe rozwiązania dla swoich osobistych problemów, ale radość bierze się tylko z rozpoznania rozwiązania, nie z przezwyciężenia problemu. Powtarzam: Ty tak naprawdę nie przezwyciężasz problemu. Problem znika, gdy doświadczasz oświecenia.

Powyższy tekst to tłumaczenie fragmentu wykładu Mastera Teachera pt.: „Nie ma świata. Nie ma ciebie.”

Myśl subiektywna

Wszystko jest spłyceniem pojedynczego stanu świadomości. To jest faktem. Wszyscy fizycy kwantowi, biochemicy i filozofowie próbują dokonać właśnie tego – odnaleźć całkowitą pojedynczość, czy też prawdę. Dla każdego, kto zajmuje się tak zwaną prawdziwą analizą świadomości, powinno być oczywiste, że „jednolite pole siły” jest tym samym, co Bóg. I właśnie to przedstawia idea pojedynczości, która wynika z ujednolicenia pozornej obiektywności – przedstawia ona oczywiście Boga.

Pamiętaj, że w tym stanie świadomości wszystko jest spłycone. Z historycznego punktu widzenia święty Paweł spłyca Jezusa, nieprawdaż? Idee Augustyna spłycają neoplatonizm. Oczywiście, że tak. To nieuniknione. Newton, na przykład, wywodzi się od Arystotelesa, który z kolei spłycił Platona. No pewnie! Spójrz na to! Nie ma różnicy między pojęciami zaczerpniętymi z logiki newtonowskiej, czy też fizyki newtonowskiej, a, powiedzmy, tworzeniem obiektywnych bożków. To jest jedno i to samo. To jest ta sama idea. Widzisz to? Dowodzi ona, że można ustanowić jedność na zewnątrz ciebie. Nauka może oczywiście wznieść się ponad takie myślenie. Kolejnym krokiem byłoby więc ustanowienie przez nią – czego? Po pierwsze – idei względności, która w niezwykły sposób obnaża to, czym jest świadomość. Zabawne jest spoglądanie z historycznego punktu widzenia na to, jak doświadczył tego Einstein; skąd się to u niego wzięło. Idea względności wiązała się z czymś, co można by nazwać doświadczeniem mistycznym. Dobrze jest się temu przyjrzeć. Oczywiście, że jest to prawda. Tak rzeczywiście było.

Czy wiesz, do czego naprawdę są zdolne owe świeże, młode, współczesne umysły dwóch pokoleń po Einsteinie? Jeśli możesz, spróbuj to pojąć. Usiądź sobie z grupą młodych ludzi, którzy naprawdę potrafią myśleć, a mówimy tu tylko o okresie sześćdziesięciu, siedemdziesięciu, osiemdziesięciu lat. Ja tylko wykażę widoczną tu tak zwaną ewolucję świadomości. Sam doświadczyłem tego bardzo głęboko. Pamiętam to bardzo dobrze. Miałem około dwunastu lat, może trochę mniej, kiedy to zetknąłem się po raz pierwszy z pop-ilustracją teorii względności. I nigdy nie zapomnę tamtego przeżycia. Było to doświadczenie głębokiej intuicji. Poczułem przypływ energii w głowie i od razu zrozumiałem całkowitą racjonalność pojęcia względności. Problem, jaki później miałem z tą ideą, wynikał z konieczności wybierania spośród ograniczonych definicji względności, które mi przedstawiano.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak działają te młode umysły, to przyjrzyj się choćby temu, jak podchodzą one do negatywizmu Schopenhauera, przyglądają mu się ze wszech stron i w ciągu paru minut wyciągają z niego prawdziwe wnioski. I to z łatwością. Młode umysły są do tego zdolne. Być może posługują się w tym celu Darth Vaderem czy inną formą wyrazu zaczerpniętą z „Gwiezdnych Wojen”. Ale robią to w swoich umysłach. Rozumiesz? Czy wiesz, o czym mówię? Biorą oni piękne, boskie idee Spinozy, oczyszczają je i dzięki jednemu zdaniu z Kursu Cudów pokazują, co jest w nich prawdziwe. Czy widzisz, co się dzieje w tych umysłach? Nie schodzą one do poziomu jakościowej analizy rozczłonkowania. One łączą w całość! I właśnie do tego chcemy doprowadzić w twoim umyśle, widzisz? Widzisz, co próbujemy uczynić?

Pojęcia z filozofii augustyńskiej lub fizyki newtonowskiej cieszą się wielkim poważaniem u tych, którzy kierują się roztropnością ograniczenia. Weźmy na przykład papieża, który naucza fenomenologii, czyli twierdzenia, że mogą istnieć obiektywne zjawiska na zewnątrz pojedynczej świadomości jaźni. Papież nie chce więc uznać, że to on sam wywołuje istnienie zjawisk. Rozumiesz? Całą podstawą kwantowego myślenia, Kursu Cudów, subiektywności czy też myślenia absolutnego, w którym nie ma przedmiotu, jest pojęcie noumenu, czyli idei, że nie jesteś oddzielony od niczego, o czym myślisz. Kurczę, ależ to piękne! Możemy tego nauczać. Ale musimy tego nauczać poprzez proces rozpoznawania, że doświadczenie jest formą objawienia.

Ograniczona świadomość potrafi uznać, że ekspansja czy też samorealizacja, generalnie rzecz biorąc, ma miejsce w muzyce, sztuce, filozofii, nauce, religii. Ale nieuniknione jest, że świadomość ta spłyci to do jakiejś formy dualizmu, po prostu dlatego, że nie jest ona zdolna do myślenia w duchu tak zwanego nieobiektywnego egzystencjalizmu. Nie ma bardziej prawdziwego stwierdzenia we wszechświecie niż: „Cogito ergo sum” – „Myślę, więc jestem”. Lecz choć musisz w końcu dojść do tego wniosku, to wciąż pojawia się pytanie: „Tak, ale kim jestem?”. Skąd się bierze to pojęcie mojej egzystencji? Ach! To niezwykłe! Tak!

Ostatecznie chodzi głównie o to, że świadomość czuje potrzebę uzasadnienia siebie. Stworzenie nie jest niczym innym, jak uzasadnieniem jedności czy też szerzeniem pełnej idei. Ale jak to wyrazić? Jest o tym mowa w Kursie Cudów. Każdy w końcu stwarza jedynie swe własne pojęcie o sobie. Nie widzisz tego? Zawiera on to jednak w ograniczonych ramach świadomości, po prostu dlatego, że określa siebie samego jako odrębnego od jedności. To niesamowite! Czy jest coś bardziej newtonowskiego niż ta idea? I czy jest coś bardziej jednoczącego niż idea kwantowości, idea jednej siły, idea podobieństwa, która musi nas doprowadzić do nieprawdopodobnego wniosku, że wszechświat jest jedynie świadomością? To jest uproszczeniem, ponieważ prawda jest niezwykle prosta. Wszelkie twe zmartwienia wynikają z tego, że myślisz, iż prawda jest pokrętna lub że składa się z luźnych części. Musisz rozpoznać, że w tym procesie nie możesz się odłączyć od jaźni ani od niczego, co jest pozornie na zewnątrz niej.

Oto proces, którego nauczamy. Od tego właśnie zaczęliśmy naszą rozmowę o Kursie Cudów – próbujemy nauczyć świadomość, aby przyglądała się temu, co jest pozornie obiektywne, i by nie uznawała tego za rzeczywiste, lecz by pytała, czym to jest. Dzięki temu możesz się odłączyć od swych pamięciowych wzorców związanych z dualizmem. I tak się właśnie dzieje.

Gdy brat Albert Einstein doszedł do swych wniosków na temat jednolitego pola siły, miał z tym kłopot tylko dlatego, że nie potrafił przejść z poziomu pojęciowego do włączenia w niego swego własnego wyobrażenia na ten temat. Wyraził więc pogląd, że Bóg rzuca kośćmi. To jego własne stwierdzenie. Powiedział tak: „Nie mogę uwierzyć, że Bóg rzuca kośćmi”. Oczywiście, jeśli istnieje coś takiego, jak prawdziwa obiektywność, to musi się z nią wiązać element przypadku. To nieuniknione, ponieważ w takim wyobrażeniu o rzeczywistości elementarny porządek nie istnieje. Rozumiesz? Nieuniknione jest więc przepowiadanie przyszłości. Nie może być inaczej. Czy wyraziłem się niezbyt jasno? Mój umysł staje się zbyt szybki, nie wiem, jak to ująć…

Możemy to sformułować w ten sposób, że niemożliwe jest, abyś miał jakąś nową myśl. Myślisz w czasie przeszłym, a wszystkie twoje projekcje w procesie tworzenia sekwencji czasoprzestrzennej bazują na twoich przeszłych skojarzeniach. Innymi słowy, ty – świadomość, wszechświat – tworzysz swoją przyszłość w oparciu o swoją przeszłość.

Teraz przemówi do nas brat Andrzej, który czasami może robić wrażenie antagonisty, lecz na głębszym poziomie prezentuje sokratejskie idee, o których później dyskutujemy w niezliczonych układach odniesień.

Brat Andrzej: Słyszałem o sytuacji, w której pewną osobę poddano hipnozie i zasugerowano jej, że na dany sygnał zdejmie but i położy go na kominku. Kiedy zabrzmiał ów sygnał, rzeczywiście tak się stało. Kiedy zapytano owego człowieka, dlaczego to zrobił, to podał jakąś wymówkę, która miała wytłumaczyć zachowanie, którego nawet on sam nie rozumiał. Powiedział, że zgrzała mu się stopa, więc zdjął but i położył go na kominku, ponieważ chciał zapamiętać, gdzie go postawił.

To bez znaczenia. Przyglądamy się tylko idei, że musiał uzasadnić swoje działanie. I w tym jest cały dylemat.

Brat Andrzej: Chcę się zapytać o zachowanie, które przypisujesz nam, a za które możemy nie być świadomie odpowiedzialni.

Świadomie – nie jesteście. Ale ostatecznie jesteś odpowiedzialny za swoje zachowanie i w jakimś sensie rzeczywiście je uzasadniasz. To jest podstawą mojego nauczania.

Brat Andrzej:
Ale to jest nieświadome.

Kogo to obchodzi? Ty zapomniałeś Boga. To, co można nazwać świadomością, ogranicza się do twojego wyobrażenia na swój temat, a następnie skłania cię do pozostania w tym układzie odniesienia. Właśnie dlatego nauczam, że rzeczywiście potrzebne jest doświadczenie transformacji. Posłuchaj tego, co mówię, próbuję bowiem zmienić twój schemat myślenia. Oczywiście, każde działanie musi być uzasadnione, bo inaczej by do niego nie doszło. Podstawą zaś naszych nauk jest nieumotywowane działanie. Posłuchaj mnie. Chcę ci to powiedzieć jeszcze inaczej. Jest oczywiste, że hipnotyzer przekazywał założenie istnienia obiektywności komuś innemu, kto również znajdował się w ograniczonym stanie świadomości. Świadomość poddawana hipnozie nie zapytała hipnotyzera: „Co to jest but?”. Ja zaś cię proszę, byś zapytał: „Co to jest but?”. Rozumiesz? Przyjrzyj się temu. Rzecz jasna, hipnotyzer i osoba hipnotyzowana mieli takie samo ograniczone wyobrażenie o zdolności do zdejmowania buta, oparte na energetycznym związku, który stanowił o istnieniu ciała. Takie myślenie jest obiektywne i ograniczone.

Wszystko, co mi zaprezentowałeś, było ograniczone. Mogę to teraz wznieść na wyższy poziom i pokazać ci, czym to jest w prawdzie. Uzasadnianie konieczności zdejmowania buta jest uzasadnianiem odrębnej tożsamości. Nieuniknione jest, że tak się dzieje w tym stanie świadomości. Nie może być inaczej.

Brat Andrzej: Jak możemy zrobić to, o co nas prosisz, skoro nie wiemy nawet, z jakiego powodu robimy to, co już robimy?

Ale masz przecież doskonały cel. Sam skonstruowałeś w swej głowie ideę jedności i ją wyrażasz.

Brat Andrzej: Ale nie zrobiłem tego świadomie.

Oczywiście, że nie. Ponieważ świadomie temu zaprzeczasz. Pozornie nie, ale oczywiste jest, że w ograniczonym stanie świadomości zaprzeczasz pojedynczości. To jest fakt. Teraz być może mi powiesz: „Postanawiam nie wierzyć, że temu zaprzeczam”. Chętnie zgodzę się z ideą, że w twej tak zwanej „transformacji” nie osiągnąłeś jeszcze takiego stopnia metamorfozy, żeby mieć dostęp do jednolitego sposobu myślenia. Skoro skonstruowałeś go jednak w swoim umyśle i jest oczywiste, że potrafisz do niego dotrzeć, to sugerowałbym, abyś to uczynił. Jesteś zdeterminowany pozostać w ograniczonych ramach świadomości – teraz odnosimy się wprost do naszego nauczania, ponieważ twoja potrzeba zdejmowania buta i zakładania buta jest właśnie powodem, dla którego się tu znajdujesz – w tym ograniczonym utożsamieniu ze swoim „ja”. Ponieważ próbuję cię z tego wybudzić, to mówię ci z całkowitą pewnością, że dosłownie nie ma nic na zewnątrz twoich myśli na ten temat. Jeśli spojrzałbyś na to w ten sposób, to powiedziałbym ci, że wszystko, co według ciebie istnieje, jest wszystkim, co istnieje, i nie ma niczego poza tym. To wywoła w tobie głęboki niepokój, ponieważ ty uważasz, że ktoś inny może myśleć niezależnie od ciebie. Właśnie takie jest stanowisko fizyki newtonowskiej. Kwantowy naukowiec z kolei doszedł do nieprawdopodobnego, oczywistego wniosku, że nie ma rozróżnienia między energiami – że wszystkie energie są ostatecznie tym samym.

Kolejnym i ostatnim krokiem mogłoby być rozpoznanie, że oni to ty. Nie ma znaczenia, jak siebie określasz, nie widzisz tego? Nie można cię z niczym porównać! Ty zaś uparcie porównujesz się z rzeczami, które pozornie znajdują się na zewnątrz ciebie. Jezus naucza o tym w Kursie Cudów, podobnie jak naucza tego Budda. Któż nauczał tego bardziej stanowczo niż Budda? I spłycono go od razu, tak jak Chrystusa spłyciło chrześcijaństwo. Oczywiście, że tak. Czy Platona z kolei spłycił Arystoteles? Oczywiście, że tak. To się tak ciągnie w nieskończoność. Wszystko jest zawsze redukcją. Ale ostatecznie zredukuje się to tak, że zostaniesz tylko ty!

Brat Andrzej: W jaki sposób spłycono Buddę?

Jakakolwiek próba zdefiniowania go jest automatycznym spłyceniem.

Idea kolejnego kroku, czy też idea transformacji, której doświadczył Jezus Chrystus, pokazując, że świadomość może ewoluować – a tym właśnie, i tylko tym, jest chrześcijaństwo – została automatycznie spłycona. Określono ją jako proces umierania w celu odnalezienia życia, co jest nieprawdą. O tym wszystkim jest mowa w Kursie Cudów. Bardzo pięknie wyraża to Tekst Kursu. Ostatecznie nie umierasz po to, by żyć. Ty nigdy nie umierasz. Pozostajesz w tym stanie tylko dlatego, że uznajesz ideę ograniczenia.

Znajdujesz się w stanie całkowitego odrzucenia idei wieczności, ponieważ dla ciebie wiąże się ona z czasem. Nie może nie wiązać się z czasem. Jeśli powiem Ci, że będziesz tu siedział przez całą wieczność, ty udowodnisz mi, że się mylę, powstając, spacerując i siadając na innym krześle. Zrozumiałeś mnie. To dobrze! Ja widzę, jak działa twój umysł. Funkcjonuje on, oczywiście, tylko w czasie przeszłym. Wszystko, co ukształtowałeś w sobie, jest oparte na czymś, co pozornie już się wydarzyło. Jeśli rzeczywiście na to spojrzysz, to naprawdę nie myślisz o teraźniejszości; myślisz jedynie o tym, co minęło. Nie jesteś w stanie myśleć o przyszłym tygodniu lub przyszłym miesiącu. Kurs Cudów mówi o tym, że każdy umysł na Ziemi jest tak naprawdę pusty. Spójrz na to. A więc próbujemy doprowadzić cię do teraźniejszości, która w istocie jest wiecznością. Przypatrz się temu, jak ludzie łączą się w grupy i organizacje oraz próbują się komunikować w ograniczeniu. Powiedzie im się jedynie na bardzo ograniczonym poziomie, ale tak naprawdę nie proszą oni o nic więcej. Powiedzą tak: „Nie wymagam, żebyś mnie całkowicie zrozumiał, ale byłoby miło, gdybyśmy nie spuścili na siebie nawzajem bomb atomowych – abyśmy się nie pozabijali – lub abyśmy połączyli się w ograniczonym związku i dzielili wieloma wspólnymi rzeczami aż do naszej śmierci, dopóki nie umrzemy”.

A więc tak naprawdę nie ma tu mowy o żadnej komunikacji, chyba że wtedy, gdy ma ona transcendentny charakter. Jedna z wyższych form komunikacji będzie miała miejsce, gdy pójdziesz dziś wieczorem posłuchać Chicagowskiej Orkiestry Symfonicznej i tysiąc ludzi siedzących na widowni połączy ten sam bodziec energetyczny, ten sam konglomerat rytmów i kombinacji dźwiękowych oraz idei ze skali chromatycznej. Przybierze to formę bardzo głębokiej symbiozy. Tym właśnie jest komunikacja. Komunikacja ostatecznie nie ma nic wspólnego ze swoją definicją. Jeśli Jezus naucza jednego w Kursie Cudów, to właśnie tego, że doświadczenie może być jednolite, lub że Boga można doświadczyć – co jest całą podstawą Kursu – i to wspólnie, ponieważ w rzeczywistości mamy jeden wspólny mianownik.

Pójdźmy z tym o krok dalej. Byłoby miło, gdybym mógł ci pokazać, że – powiedzmy, zrobię coś takiego: „Pffs blaa!”. To nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Gdzieś w swoim umyśle w tamtej chwili byłeś zdeterminowany nadawać temu, czym, jak myślałeś, jestem, jakiś związek przyczynowo-skutkowy. To nieuniknione. Podstawą zen, czy też koanu – tak to chyba nazywacie – jest doprowadzenie do zmiany w twojej świadomości, tak aby twoje myślenie nie było już liniowe. Widzisz to? Ty zaś mówisz: „Ojej, co on takiego próbuje uczynić? Dlaczego to robisz? Nie mów mi, że robisz to bez powodu. Ty mną manipulujesz”. Lub co najwyżej próbujesz mnie obudzić.

Brat Andrzej: Analogia, którą się posłużyłeś, odnośnie ludzi słuchających symfonii i podzielających transcendentalną świadomość, jest bardzo adekwatna. Ale gdy tylko otworzyłeś usta, by o tym opowiedzieć, zmieszałeś się z motłochem, bo próbowałeś rozwiązać problem na poziomie problemu, a to się nigdy nie powiedzie.

Tak, wiem. Zgoda. A więc jesteś skazany na wieczne potępienie.

Brat Andrzej: Nie.

No cóż, dobrze! A więc gdy mówisz „nie”, pozwalasz, abym ci to insynuował na poziomie energetycznym, ponieważ się tym ze mną dzielisz.

Brat Andrzej: Rzeczywiście, pozwoliłem na to. Ale gdy ty otwierasz usta, to już nie jest to.

Tak, ale abym mógł dawać, potrzebuję energii. Abym mógł dawać, potrzebuję idei.

Brat Andrzej: W ten sposób generujesz swoją shakti.

Oczywiście że tak. To jest najwyższa forma, jakiej możesz użyć. To właśnie czyni Bóg. Trafiłeś w sedno. Jeśli chcesz na to spojrzeć w ten sposób, to Bóg generuje shakti, dzieląc się prawdziwą ideą. Oczywiście, że tak. Lecz pamiętaj, że tylko ty możesz to zrobić. Jezus nazywa to w Kursie Cudów absolutnym związkiem opartym na braterstwie, które musi zaistnieć w świadomości. Istnieje jednak taka tendencja, by myśleć, że idea organizacji w czasie oznacza, iż jakaś świadomość w danym układzie odniesienia dotarła do punktu, który wydaje się bardziej zaawansowany. Dzięki mojemu obudzeniu jestem całkowicie świadomy, że nie ma żadnych stopni świadomości, że naprawdę nie istnieją żadne hierarchie świadomości. Idea hierarchii, czy też ustanawiania poziomów świadomości, zawsze pojawia się w stanie ograniczenia, w którym próbuje się określić, czym jest pojedynczość. Ten proces ma swoje uzasadnienie, ponieważ polega on na posługiwaniu się samą możliwością rewolucji czy też znalezienia się na wyższym poziomie rozwoju w wyniku podstawowej potrzeby przezwyciężania czegoś. Nie da się tego zrobić w żaden inny sposób. Tego nie praktykuje się na pozornie niższych poziomach. Oczywiste jest, że nosorożec nie konstruuje idei na temat przyszłości i tym podobnych. Skoro ty jednak to uczyniłeś w swoim stanie świadomości, to musisz sobie również w pełni uświadomić, że ta przemiana może się dokonać w tobie. A więc gdyby nie podstawowe pojęcia newtonowskie, nie byłoby również mowy o tak zwanej fizyce kwantowej czy idei względności. Musisz wpierw mieć pojęcie o możliwości obiektywności. To jest formą ewolucji. Pewnie, że tak. I jeśli zechcesz się temu przyjrzeć, to wszystko jest częścią twoich myśli.

Jest trochę idei związanych z niezwykłym pojęciem nierozdzielania. Z ideą szczególności wiąże się pewien paradoks, polegający na tym, że przekazuję ci ideę, że jesteś całkowicie wyjątkowy i szczególny – ale nie w odniesieniu do niczego, co jest od ciebie oddzielone. Idea, że jesteś wyjątkowy i szczególny leży u podstaw całego twojego egzystencjalizmu. To jest całkowicie nieuniknione. Jedyne, co możesz wiedzieć to, że: „ja jestem ja”. I znowu do tego wróciliśmy. Uznanie pojęcia, że jest to transcendentalne lub teozoficzne, czy też gnostyczne, to bardzo ważny krok.

Jezus naucza w Kursie, że wszystkie idee wyrażające miłość są próbą komunikowania się. A ostatecznie cała komunikacja to jedynie tożsamość czy też próba utożsamienia się. Ograniczenie nigdy nie może niczego przekazać. Jezus naucza, że ono rzutuje na zewnątrz siebie zamiast szerzyć. Rzutuje pojęcie na swój temat… Tym właśnie jest rozczłonkowanie. Idea, którą rzutuje dana świadomość, zawiera w sobie całość, czyli zawiera ideę tego, co dodatnie i ujemne, bądź też ideę porównań i koncepcji. W Kursie Cudów, czy też w nauczaniu pewnej formy transformacji, próbujemy tak naprawdę doprowadzić do tego, abyś myślał bez wyodrębniania. Tym właśnie jest pojednanie. Kurs naucza tego w ten sposób: Ograniczony stan świadomości próbuje utrwalić sam siebie, a więc ustanawia w swojej własnej karmie pamięciowe wzorce oporu. Robi to po to, aby podtrzymywać swoją świadomość lub sprzeciw, czy też własny porządek. Nieuniknionym rezultatem ograniczenia jest żal, czy też idea, że istnieje jakaś forma na zewnątrz ciebie, która mogłaby wywołać w twojej świadomości lęk, atak lub niepokój. Całą podstawą twojej karmy – twojej pamięci w rozczłonkowanym wszechświecie dualizmu – jest utrzymywanie się przy życiu w ograniczeniu. To oczywiste. Jezus mówi w Kursie, że wszystkie twoje myśli wywodzą się – ¬z czego? Z oddzielenia. Innymi słowy, twój sposób myślenia wiąże się z ciągłym rozczłonkowaniem ograniczenia twojej świadomości. Oczywiście, że tak. Lecz jeśli zatrzymasz się, by na to spojrzeć, to zobaczysz, że w strukturze twej świadomości zawiera się też idea jedności. Jest jednak konieczne, abyś był włączony w to równanie.

Czy przyjrzałeś się chaosowi, jaki panuje w świecie, w którym pojedyncze świadomości usiłują podtrzymać swoją tożsamość? Wow! To zadziwiające! Nic dziwnego, że panuje tu chaos. Każda z nich w istocie opiera się na unikalnym historycznym wzorcu. Nie ma czegoś takiego, jak dwa identyczne odciski palców. To ciekawe spostrzeżenie, jeśli chcesz na to spojrzeć. A są ich miliardy. I one wciąż się dzielą na mniejsze części. Darwinowski dobór naturalny to po prostu przetrwanie ograniczonego stanu świadomości w chwili jego indywidualizacji. Ograniczenie zawsze dzieli. To niesamowite! Na obszarze dwóch kilometrów kwadratowych brazylijskiej dżungli żyje osiemset czterdzieści sześć gatunków chrząszcza. O kurka wodna!

Brat Andrzej: Czy chcesz przez to powiedzieć, że my wszystko dzielimy?

Tak. W swoim elementarnym wyobrażeniu o sobie oddzieliłeś się od tego stołu. I oczywiście uważasz, że ten stół jest odrębny od ciebie. Dlaczego? Czym jest ten stół? Aby mi odpowiedzieć, spojrzysz na przeszłe skojarzenie w swoim umyśle i poinformujesz mnie, czym jest ten stół. Jeśli jednak będę ci wciąż zadawał pytania, to nie masz szans. Nie jesteś w stanie powiedzieć mi, czym jest ten stół. Nie masz pojęcia, czym on jest w rzeczywistości. Spróbuj, jeśli chcesz. To są tylko ćwiczenia. Są one zawarte w Książce Ćwiczeń Kursu Cudów. Właśnie to się tu dzieje. Możemy tu siedzieć całą wieczność i nigdy tego nie znajdziesz. Będziesz to tylko dzielił i dzielił na mniejsze kawałeczki. A gdy dojdziesz do poziomu cząsteczkowego, podzielisz to jeszcze inaczej w swoim umyśle. Widzisz to? I w końcu poddasz się i pozwolisz, aby to było stołem, i posłużysz się nim w swej ograniczonej świadomości. Tym tak naprawdę jest struktura społeczeństwa. Posługujemy się w nim jedynie obiektywnością ograniczenia. A później spieramy się, broniąc naszych idei tego, czym jest ten stół. Mógłbym cię z łatwością zabić, upierając się, że to jest określony rodzaj stołu lub chcąc go zatrzymać w swoim posiadaniu, skoro znajduje się on na zewnątrz mnie i chcę go zachować. Wiąże się z tym idea niedostatku.

Brat Andrzej: Widzę go, ale nie potrafię ci powiedzieć, co widzę. Doświadczam jednak, że coś tam jest. Czy to wciąż oznacza, że mijam się z celem?

Automatycznie mijasz się z celem, ale to jest w porządku. Co zatem tak naprawdę zacząłeś robić? Zacząłeś przyglądać się swoim projekcjom, czy też własnym myślom, co jest niezbędną częścią procesu obudzenia. Właśnie dlatego nauczam cię, abyś spojrzał na stół i powiedział: „Co to takiego?”. Kiedy twoje myślenie będzie się opierało na jednoczeniu, to być może spojrzysz na ten stół i ujrzysz w nim, na przykład, stół z ostatniej wieczerzy. Ujrzysz w nim cokolwiek, co skonstruowałeś w swoim umyśle. Oto podstawowe założenie tego, co myślimy, i musisz to zrozumieć: pojęcie zawsze poprzedza postrzeganie. To jest nieuniknione. Czy zgodzisz się ze mną?

Brat Andrzej: Czy to znaczy, że myślę o stole, zanim go zobaczę?

Nie może być inaczej. Wchodzisz właśnie w samo sedno tego, o czym powiedziałem.

Brat Andrzej: A więc odczuwam lęk, zanim podejmę jakieś działanie?

Czujesz potrzebę bronienia swojej tożsamości w układzie odniesienia, w którym znajduje się twoja świadomość. Oczywiście, że tak. Jesteś jedynie tym, czym jesteś. Gdy wychodzisz z tym na zewnątrz, gdy zaczynasz myśleć, konstruujesz całą tę różnorodność i podtrzymujesz swoją ograniczoną świadomość za pomocą różnorodności, zamiast jedności. To się nigdy nie powiedzie. Jakiż niesamowity dylemat ma Adam, który musi nazwać zwierzęta. A więc zajmuje się ciągłym dzieleniem gatunków. Dlaczego? Bo on sam się oddzielił. I będzie dalej wszystko dzielił i dzielił. To nieuniknione.

W końcu nauczasz tego po prostu poprzez akceptację własnych myśli. Właśnie tego nauczalibyśmy w Kursie Cudów. Skoro istnieją tylko twoje myśli na jakiś temat, innymi słowy: skoro to ty jesteś pomysłodawcą wszechświata, jesteś stwórcą – a zapewniam cię, że to prawda – i skoro znajdujesz się w stanie dualizmu i obrony samego siebie, to ustanawiasz i wyznaczasz w swojej świadomości względne warunki określające twoją tożsamość. W Kursie nauczalibyśmy tego w ten sposób, że żadna myśl nie może cię nigdy opuścić. I oto mamy cały dylemat winy. Jeśli próbujesz osadzić się na gruncie ograniczenia – a oczywiście odnosisz w tym sukces – to musisz z definicji czuć potrzebę porządkowania własnych myśli. Nie możesz tego nie robić. Automatycznie odrzucasz i zachowujesz pewne myśli w swojej świadomości. O tym mówi Nowy Testament, tego próbuje nauczać Jezus. W bardzo prawdziwym sensie – wybacz mi – jeśli myślisz o „mordercy”, to jesteś mordercą. To jest absolutnie nieuniknione. Nie chcesz na to spojrzeć. Wiem, że nie chcesz na to spojrzeć. Nie chcesz być odpowiedzialny za swoje myślenie. Ale jesteś odpowiedzialny. Zrobisz wszystko, by nie być za nie odpowiedzialny. Dlaczego? Ponieważ skonstruowałeś śmierć. I nie chcesz być odpowiedzialny za śmierć. Rozumiesz? Czy widzisz, że śmierć jednego to śmierć wszystkiego? Jeśli jedna rzecz umiera, to wszystko umiera. Spójrz na to. Śmierć jest ograniczeniem.

Właśnie tak tutaj żyjemy. Śmierć definiuje życie. To oznacza, że opierasz swoją świadomość na pojęciu, że istnieje unicestwienie i koniec. Gdzie się nie obejrzysz na Ziemi, konstruujesz formy, które są cykliczne lub które się rozwijają. Tak naprawdę to właśnie ustanowienie czasu i przestrzeni prowadzi do rzekomego końca. Istnieją w Kursie takie wyrażenia, które są nie do przyjęcia, na przykład: „To, co nie jest wieczne, nie jest prawdziwe”. Wymień mi coś, co jest wieczne. Nie jesteś w stanie. A więc porywasz się na ideę Boga. Mówisz mi: „Bóg jest wieczny”. Ale wieczność nie może istnieć poza twoją ideą na jej temat. Co takiego ci mówię? Że Bóg jest twoją ideą. Śmierć jest twoją ideą. Spójrz na to. Opowiedz mi o Bogu. Opowiedz mi o prawdzie. Powiedz mi, czym jest prawda. Nie możesz. Możesz tylko być prawdą. Bardzo dziwne jest pojęcie posiadania idei. Kim więc jesteś ty? Co takiego masz? Masz idee na temat różnych rzeczy. Jesteś po prostu oddzielony! Czy nie widzisz, że jesteś ideą?

Brat Andrzej: Czy jestem wszystkim, czego doświadczam?

Tak. Wyłącznie tym. Amen! Ale tobie się to nie podoba. Nie potrafisz odróżnić przyjemności od bólu, ale wciąż próbujesz. Właśnie mówiliśmy o pojęciu ciągłości w umyśle człowieka. Bierze się ono z głębokiej potrzeby doświadczenia pojedynczości. Przejawia się to w dramatyczny sposób w pojęciu reinkarnacji. Idea nieprzerwanej świadomości ma dużą wartość. Problem z reinkarnacją sprowadza się do poczucia ograniczenia związanego z oczywistymi pojęciami odrębności w pamięciowym wzorcu. Innymi słowy, nie byłeś niczym konkretnym w przeszłości, lecz byłeś wszystkim w swojej świadomości. Kiedyś próbowałem to wyrazić na przykładzie męki ukrzyżowania, podczas której nie byłeś bardziej Piotrem niż rzymskim żołnierzem. Wszystko jest twoją ideą na dany temat. Jeśli, przyjąwszy ideę reinkarnacji, przeżyjesz mistyczne doświadczenie i nagle zaczniesz biegle mówić w sanskrycie… No pewnie, że tak! Już zgodziłem się na to, że z genetycznego punktu widzenia konfiguracja twojej świadomości nie tylko zawiera wszystkie możliwości, ale również wszystkie przeszłe wydarzenia z całej schizmy. To tylko twój sen, bracie.

Historia nie jest obiektywna. Historia nie jest wydarzeniem złożonym z odrębnych konkretów. Takie wyobrażenie jest tylko w twoim umyśle. Czymże ostatecznie jest historia, jak nie tym, czym – jak myślisz – jest, lub tym, co formułujesz wspólnie ze swoimi ludźmi w określonym czasie? Możemy dojść do wniosku, że Hitler był złym człowiekiem. Lecz po pięćdziesięciu latach spotkasz się z ludźmi, którzy powiedzą, że nie był taki zły. Czy to nie śmieszne? Wszyscy wciąż od nowa spisują historię. Nie widzisz tego? Historia jest zawsze oparta na doraźnych korzyściach danej świadomości. Na miłość boską! Spiszemy ją na nowo, kiedy tylko zechcesz. Pięknie jest widzieć, jak świadomość bierze alegorię dualizmu, która nie jest niczym innym, jak procesem budzenia się, i rekonstruuje ją na nowo w swoim umyśle jako pojedynczą prawdę. Co takiego próbujesz udowodnić, kiedy zadajesz te pytania, jak nie tylko własne ograniczenie? Ja przyjmę wszystko, co mi powiesz. Nadszedł czas, aby twój umysł zaczął się przyglądać doświadczeniu z bajki jako urzeczywistnionemu objawieniu, które jest w niej zawarte. Cóż jest bardziej mistycznego niż bitwa pod Waterloo? Jest ona tym, co z niej uczynisz w swoim umyśle.

Wolność… W Książce Ćwiczeń Kursu Cudów całkiem dosłownie prosimy cię, abyś uwolnił się ze swoich własnych ograniczonych konfiguracji. Gdy zaczyna ci się to przydarzać, jest to niezwykle radosnym, szczęśliwym i niewiarygodnym wydarzeniem, ponieważ jest ono wolnością. Zaczyna się ono w zasadzie od podstawowej idei, że gdzieś w układzie odniesienia twoich własnych wyobrażeń o sobie kryje się jedność, prawda czy też pojedynczość. Dualizm przyznaje się do tego po cichu. Nieuniknione jest więc, że Ziemi by tu nie było, gdyby gdzieś, w jakimś układzie odniesienia, jakkolwiek ograniczonym, nie sformułowano pojęcia Boga, prawdy czy też pełni. Następnym krokiem, którego będziesz próbował nauczać, jest to, że skoro nie można jej znaleźć tutaj, to osiągnięcie wiedzy musi być formą transformacji, czyli przemiany umysłu lub oświecenia, czy też doświadczenia „aha!”, czyli zmartwychwstania, czy też istoty geniuszu, symfonii, pięknego wiersza, czy też czegokolwiek, co prowadzi do zmiany w świadomości twojego związku z tym, co pozornie znajduje się na zewnątrz ciebie. Jest to podstawą całego mojego nauczania.

Z socjologicznego punktu widzenia dotarliśmy w tej konfiguracji do prostego wniosku, że osiąganie prawdy może mieć charakter transformacyjny. Ezoteryczne kręgi zawsze o tym wiedziały. Idea pradawnej mądrości, elementarne podstawy religii, chrześcijaństwa, opierają się na Boskiej wiedzy, którą można zdobyć dzięki doświadczeniu transformacji lub zmartwychwstania. Mówi o tym cała literatura. Wyraża ona każdą możliwość przy użyciu ludzkich pojęć dualizmu. A więc jeśli mamy tego nauczać, to zawarta w indywidualnej świadomości zdolność do postrzegania siebie jako pełni musi zostać przyjęta przynajmniej intelektualnie. A więc jeśli dołączasz do jakiejś grupy, to musisz w jakiś sposób założyć – i rzeczywiście, czynisz to na jakimś poziomie – że jesteś tam z uzasadnionego powodu: aby rozpoznać, kim jesteś. Tak jak już sygnalizowałem, spojrzysz na ten koszyk – to właśnie dzieje się teraz w waszych umysłach – i zamiast stwierdzić: „Jesteś koszykiem”, zapytasz: „Czym jesteś?”. Nie mów mu, czym on jest. Zapytaj go, czym jest. Czy widzisz, jakie to proste? Jest oczywiste, że jeśli powiesz mu, czym jest, to stanie się on konfiguracją twojej własnej pamięci, czyli ograniczonej świadomości.

Jest taki piękny fragment w jednej z pierwszych dwudziestu lekcji Kursu Cudów, który brzmi mniej więcej tak: Mogę skłonić cię do uznania, że przeszłości nie ma teraz, a więc niemożliwe jest, abyś w rzeczywistości o niej myślał; i przyszłości również nie ma teraz, więc rzeczywiście niemożliwe jest, abyś ją wytwarzał, a zatem całkiem dosłownie wszystkie umysły na planecie Ziemi są w każdej chwili puste. One o niczym nie myślą! Widzisz to? Jedynie wytwarzają przeszłość – czyli „nie-teraz” – tak jak ją postrzegły, i rzutują ją w przyszłość. Dobrze jest na to spojrzeć w ten sposób. A więc ludzie chodzą sobie po świecie i nikt, dosłownie nikt, tutaj tak naprawdę nie myśli. Co z tego wynika? Że niemożliwe jest, aby istniała jakakolwiek forma komunikacji w chaosie. Dlaczego? Ponieważ wszyscy opierają to, co widzą, na swoich własnych koncepcjach, na przeszłości. Nie ma w tym nic rzeczywistego. No ładnie! Teraz poruszamy to, co naprawdę mamy tu do powiedzenia. Skoro przyjęliśmy, że istnieje jedno źródło, to jest całkiem oczywiste, że ty i ja, indywidualnie i wspólnie z innymi świadomościami, musimy podzielać tę rzeczywistość. I właśnie do tego ma prowadzić nasze braterstwo. To wszystko.

Kurs Cudów nazywa to miłością. Nie ma to nic wspólnego z miłością lub próbami komunikacji, które promuje się tu w dualizmie, w chaosie. Nie mogłoby mieć z tym nic wspólnego. Dlaczego? Ponieważ miłość nie wiąże się z postrzeganiem. Postrzeganie zawsze polega na rozróżnianiu. W Kursie Cudów nauczalibyśmy tego w ten sposób: nie możesz mieć neutralnej myśli. Tylko spróbuj. Nie jesteś w stanie. Rozumiesz? Postrzeganie musi wiązać się z trzymaniem czyjejś strony, ponieważ postrzeganie i pojęcie ograniczonej jaźni opiera się na obstawaniu po czyjejś stronie. I od razu stajesz przed niesamowitym dylematem odrzucenia lub próby odrzucenia odrobiny swojego własnego oddzielenia.

Oto prawdziwa myśl: Idea nigdy nie może opuścić swego źródła. Tylko pełnia jest jej rzeczywistością, co jest innym sposobem powiedzenia, że dwie rzeczy nie mogą się nawzajem poznać, ponieważ dwoistość opiera się na dualizmie.

A więc oto mamy gatunek ludzki, homo sapiens, trwający w stanie dualizmu. Usiłuje on porządkować własne rozczłonkowanie, własną świadomość, i kieruje się preferencjami, wybierając rzeczy, które podtrzymują jego ograniczoną świadomość. Jezus w Kursie próbuje wyrazić to w ten sposób: wszystko wokół ciebie jest skutkiem twoich myśli i nie jest rzeczywiste, ponieważ twoje myśli o tym nie są rzeczywiste. Oto niezły sposób, w jaki możesz to rozpoznać: uznaj przynajmniej, że jeśli nie ma niczego na zewnątrz ciebie, to tylko twoje własne myśl mają na ciebie wpływ. Dobrze jest spojrzeć na to w ten sposób. Oczywiście, że to prawda. Tylko twoja idea na jakiś temat, czy też sposób, w jaki ją sformułowałeś w swojej pamięci bądź w karmicznym układzie odniesienia, pozornie ją urzeczywistnia. Skoro całe pojęcie ograniczonej świadomości jest oparte na tym, co Kurs Cudów nazywa atakiem lub obroną, to możesz na to spojrzeć w ten sposób: stan świadomości, w którym na zewnątrz ciebie rzekomo istnieje coś, co mogłoby na ciebie wpłynąć bez twojej zgody, jest powodem wszelkiego bólu, żalu i morderstwa oraz wszystkich rzeczy, które się z tym wiążą. Oczywiście, że to prawda. Możemy cię nauczyć – i już zacząłeś to poznawać – że wpływają na ciebie twoje własne idee na temat wszystkiego. To bardzo piękne.

Ostatecznie wszechświat jest jedynie ideą. Jeśli idea jest ograniczona, to oczywiście nie jest uniwersalna, a więc ten, kto o niej myśli, nie może się od niej oddzielić. Dopóki wierzysz w swój ograniczony stan świadomości i konstruujesz ograniczenie, w którym jednostka może się oddzielić od swoich myśli, dopóty będziesz urzeczywistniał czasoprzestrzeń. Nie możesz nie działać w ten sposób. Właśnie idea, że możesz pozostać na zewnątrz swoich myśli, wytworzyła przestrzeń. Jeśli stanę tu przed tobą w stanie ograniczenia i powiem: „Nazywam się Teodor Każdy. Tam zaś stoi słup.”, to co takiego wytworzyłem? Przestrzeń między sobą a słupem oraz czas, jaki będzie potrzebny, abym przeszedł z tego miejsca do tamtego miejsca. Jeśli moja idea na temat tego słupa jest ostatecznie jedynie konfiguracją w mojej świadomości, to ona tak naprawdę nigdy nie opuściła mojego umysłu. To jest wielka prawda. Można ją ćwiczyć. Właśnie do tego próbuje doprowadzić Kurs Cudów w pierwszych pięćdziesięciu lekcjach z Książki Ćwiczeń. Aby to rozpoznać, mogę spojrzeć na ten słup i zamiast mówić do niego: „Jesteś słupem”, mogę powiedzieć to, czego naucza pierwsza lekcja Kursu: „Nie wiem, czym jesteś”. Co takiego? Spójrz, co się wydarzyło. Nie wiem, czym jest cokolwiek. To niesłychane! Spójrz, co się stało. Jaki jest następny krok? Spoglądasz na słup i mówisz do niego: „Czym jesteś?”. Co takiego się wówczas dzieje w twojej świadomości? Można to naprawdę ćwiczyć. Na jeden moment rozpoznajesz ideę, że rozprzestrzeniasz myśl, która nie opiera się na tym, co poprzednio o niej wiedziałeś. Co zacząłeś czynić? Zacząłeś myśleć.

„Myślenie” na Ziemi nie ma nic wspólnego z tym, czym naprawdę jest myślenie. O tym mówi pierwsze pięćdziesiąt lekcji Kursu Cudów. To jest trochę niepokojące, a więc ludzie, którzy koniecznie chcą się uziemić w ograniczonej świadomości, spojrzą na mnie i powiedzą: „No cóż, być może to prawda, lecz kiedy mój umysł zaczyna to robić, ogarnia mnie strach, ponieważ tracę swoją tożsamość. Jeśli to nie jest lampa, to mam bardzo poważny problem”. Widzisz? A jednak ja stoję przed tobą i mówię: „To nie jest lampa”. Jeśli poproszę cię, abyś ją zdefiniował, ty spojrzysz na nią i zaczniesz ją dzielić na kawałki po to, aby co? Uzasadnić siebie w rozbiciu! Zadziwiające jest, jak działa twój umysł. Ta grupa oczywiście osiąga wyższy stan tego, co mógłbyś nazwać połączoną świadomością. Czymże innym mogłoby być braterstwo czy duchowa bliskość, jak nie uznaniem – po pierwsze – pojedynczości prawdy, czyli mówiąc w sposób altruistyczny – że prawda jest prawdziwa i nic innego nie jest prawdziwe? To zaś nie pozwala na zaistnienie względności, czyli odrębnych związków w prawdziwej strukturze świadomości. Do czego może to nas doprowadzić? Do błądzenia w naszych wzorcach pamięci! Pamiętaj, że skoro ograniczona świadomość w czasoprzestrzeni opiera się na historii oddzielenia, to konieczne jest, abyś rozpoznał, że wszystkie twoje myśli w dualizmie opierają się na ograniczeniu. Z religijnego punktu widzenia nazywa się to złem, czy też upadkiem. Ty jednak masz w sobie coś, co można by nazwać genetyczną zdolnością do myślenia o prawdzie, czyli Bogu. Oczywiście, że możesz to robić, skoro już to robiłeś. Właśnie dlatego próbujemy ci uświadomić, że skoro wszystko jest ostatecznie jedynie twoją myślą na dany temat, to ty sam musisz być prawdą, czy też Bogiem. Nie możesz tym nie być. To inny sposób powiedzenia, że nie możesz się oddzielić od swoich idei. Na tym właśnie opierają się próby osiągnięcia Chrystusostwa w czasoprzestrzeni, czyli ustanowienia guru bądź jakiejś jednostki, która doświadczyła transformacji i jest w stanie – za pomocą energii lub idei, lub jakichkolwiek innych środków – przekazać sposób, w jaki również ty możesz rozpoznać tę prawdę w swojej świadomości.

Na najwyższym, najdoskonalszym poziomie nauczania świadomość jednostki musi uznać, że jest faktycznie prawdą samą w sobie. Nauczano tego od zawsze. Kurs Cudów mówi stanowczo, że jest kursem, dzięki któremu rozpoznajesz, kim jesteś. Nie może być on niczym innym. Wszyscy od razu potakują głowami: „Tak, poznanie siebie to jedna z podstaw”. Ale to jest jeszcze dużo głębsze. Musisz poznać siebie, ponieważ dosłownie nie ma nic innego do poznania. Wow! Przedstawienie tego w Książce Ćwiczeń Kursu Cudów oraz idea, że rozpoznanie tego jest nieuniknione i natychmiastowe, pokazuje, że wszyscy znajdują się w stanie głębokiego zaprzeczenia, zanim jeszcze zaczną praktykę. Nie możesz nawet otworzyć tej książki, i od razu nie mieć problemu. Dobrze jest zacząć od przyjrzenia się pewnym podstawowym ideom.

Lekcja 8 mówi: przeszłości nie ma. Kiedy myślisz o przeszłości lub oczekujesz przyszłości, twój umysł jest tak naprawdę pusty. Właśnie to przed chwilą powiedziałem. Lekcja 14 – zobaczmy, czy ktoś wchłonie tę ideę – jesteś gotowy? Świat, który widzisz, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jest on twojego własnego wytworu i nie istnieje. To dobry początek. Dobrze się to zaczyna. Wszystko, co widzisz, jest wynikiem twoich myśli. Nie ma żadnych wyjątków. Nie ma żadnych błahych myśli. Neutralna myśl jest niemożliwa. Posłuchaj. Lekcja 19: Przyczyna i skutek nigdy nie są oddzielone. Myślenie i jego rezultaty są jednoczesne. O kurczę! To prawda, że nie ma żadnych prywatnych myśli. „No dajże spokój! Przecież mam prawo do odrobiny prywatności”. Posłuchaj mnie. Masz prawo do zupełnej prywatności, i tak naprawdę jest to wszystkim, co ma Bóg – zupełną prywatność. Widzisz to? Wszyscy jesteście w stanie na to spojrzeć. Skoro nie ma nic na zewnątrz ciebie, to oczywiste jest, że masz całkowitą prywatność. Cóż jest bardziej osobistego niż Bóg? Cóż takiego uczyniłeś ze swoimi własnymi pojęciami, co sprawiło, że coś byłoby na zewnątrz ciebie, a następnie mogłoby cię skrzywdzić lub wywołać twój niepokój czy konflikt? Walka, czy też konflikt, nie są prawdziwe. Nie mogłyby być prawdziwe. To niemożliwe. Wow! Powinieneś zacząć tego nauczać. Kiedy widzisz odrębne rzeczy, to tak naprawdę niczego nie widzisz. To piękne. Dorzucę jeszcze lekcję 23, ponieważ nikt tak naprawdę nie chce się jej przyjrzeć. Jedyną drogą wyjścia z lęku jest porzucenie ataku i obrony. Nie opieraj się złu. Nie bierz udziału w chaosie twoich własnych ograniczonych projekcji. Wow!

Spisałem trochę dziwnych rzeczy dzisiaj rano. Kilka tytułów piosenek. To taka dygresja. „Nic nie jest pewne, jeśli się wpierw nie wydarzy”. A to perełka. Innymi słowy, jeśli nie doświadczysz tego procesu, to nie możesz być niczego pewien. Właśnie w ten sposób możesz zawsze rozpoznać obudzoną świadomość, czyli kogoś obudzonego. Możesz nie wiedzieć, czego on jest pewien, ale widzisz, że jest bardzo pewien czegoś, czego ty nie jesteś pewien! Oto piękna definicja. Ta jest dla ciebie: „postaraj się nie uśmiechać, gdy zaprzeczasz”. Co za perełka! W jakiś sposób uznajemy, że zaprzeczamy, i w pewnym sensie czerpiemy z tego satysfakcję. To tak naprawdę do niczego nie prowadzi. Następne zdanie jest również dla ciebie. Jest to definicja tantrycznej jogi: „Pokój nastanie, gdy wszystko ci stanie”. Umieść to na nalepce dla ludzi zajmujących się jogą tantryczną. Och, biedacy…

Uznanie, że ta przemiana wydarza się w tobie, może doprowadzić do niezwykłego poczucia spokoju i radości, ponieważ gdy oczyszczasz swoją rozczłonkowaną przeszłość, przypominając sobie swoją własną doskonałość, pozwalasz wszystkiemu, co pozornie wydarza się na zewnątrz ciebie, aby było tym, czym jest, i nie próbujesz wkładać tego w historyczne ramy, samemu się od tego odłączając. Czyż to nie piękne, że możesz tego dokonać? Za każdym razem, gdy to robisz – gdy nie stosujesz w swej świadomości konkretnych związków przyczynowo-skutkowych, wówczas w twoim własnym energetycznym związku dochodzi do podniesienia czy też podwyższenia energii. Próbujemy cię nauczać, że właśnie tego doświadczasz. Twój umysł zacznie potem przeobrażać niezwykłe zdarzenia, które miały miejsce w twoich przeszłych utożsamieniach. Zaczniesz je widzieć z innej perspektywy – w nowym układzie odniesienia, w którym wreszcie połączą się one w niesamowitym pojedynczym uświadomieniu, że jedynym celem twojej świadomości była metamorfoza, której teraz doświadczasz. Ależ to piękne! Być może będziesz chciał to potem przestudiować w książkach; być może zechcesz dokonać szybkiego porównania między I Ching a kodem genetycznym. Być może zachwyci cię spostrzeżenie, że helisa kodu genetycznego jest taka sama jak symbol I Ching, czy też całkowity potencjał wszechświata. A więc powiesz: „O mój Boże!”. A ponieważ zmiana ta będzie nadal zachodziła w tobie, rozejrzysz się i zobaczysz w swoim umyśle niesamowite połączenia kolorów, dźwięków i myśli. Sztuka, poezja i literatura połączą się jako jedna, bardzo, bardzo oczywista, niesamowita alegoria świadomości w czasoprzestrzeni. To piękne! Weźmiesz wszystkie bajki i zamiast przerabiać je w sposób intelektualny, przetłumaczysz je – poprzez wyższą formę ikonografii czy też symbolizmu – na prawdziwą ideę, która pokaże ci doświadczenie twojej własnej transformacji. Cóż takiego odkryjesz w tym procesie? Że zaczynasz to samo robić ze wszystkim. A więc gdy spoglądasz na ten koszyk, zamiast mówić mu: „Jesteś koszykiem” lub zamiast następnego kroku: „Czym jesteś?”, spoglądasz na niego i mówisz: „Wiem, że w rzeczywistości reprezentujesz to, kim jestem, i dzięki uświadomieniu sobie twojej pełni, widzę swoją własną”.

Czego zatem tak naprawdę cię uczymy? Abyś odrzucił wszystko, co wydaje ci się prawdziwe. W ten sposób zobaczysz, że ostatecznie jedynie ty jesteś rzeczywistością. Właśnie tego próbujemy teraz dokonać.

Gdy doświadczenie to w tobie dojrzeje, możesz doświadczyć czegoś, co będzie wyglądało jak konflikt. Pamiętaj, że twoja próba odcięcia się od własnych ograniczonych pojęć będzie oznaczała, że wypierasz się wytworów tej Ziemi i odmawiasz im posłuszeństwa. Patrząc z religijnego punktu widzenia, każda świadomość praktykuje nieustanne zaprzeczanie swojej prawdziwej jaźni i w ograniczeniu na zewnątrz siebie ustanawia wytwory, które mają podtrzymywać w pamięci jej własne ograniczenie. Prawdziwy problem, który masz w swojej świadomości, polega na tym, że wyobraziłeś sobie prawdę, harmonię, miłość i Boga, ale nie potrafisz jeszcze rozpoznać, że to jesteś tak naprawdę ty. Być może mógłbyś na to teraz spojrzeć w ten sposób: wszystko jest doskonałe samo w sobie, ponieważ wszystko jest jedynie sobą. Nie może istnieć żadna świadomość na zewnątrz całkowitej tożsamości, jaką jest stan świadomości, czy też bycia. Zebra nie odczuwa bólu w związku ze swoją tożsamością. Opiera się ona na swojej własnej ograniczonej strukturze pamięci oraz konfiguracji definiującej ją w dualizmie. Ty zaś nie jesteś szympansem, ponieważ twój kod genetyczny różni się o jeden procent od kodu szympansa. Szympans jednak wie doskonale, czym jest. Nie konstruuje on śmierci w swoim umyśle. Nie grzebie umarłych wraz z ozdóbkami, po to by utrwalać swą podróż w świadomości. Nie przyszło mu to nawet na myśl. Ale tobie przyszło na myśl. Rodzi to w tobie wielki lęk. Ponieważ najwyraźniej według ciebie Bóg to unicestwienie.

Tak naprawdę to ty sam wytwarzasz metodę osiągania Boga czy też prawdy, poprzez śmierć. Wow! To naprawdę dziwne. Jako Chrystus, jako obudzona świadomość, wstąpisz do chaosu i postawisz ograniczoną świadomość przed koniecznością uznania, że nie ma śmierci, nie ma końca, nie ma unicestwienia, oraz że indywidualna świadomość w jej własnej wizji rzeczywistości zawsze będzie w takim stanie, w jakim znajduje się w tej chwili. Tak naprawdę większość świadomości nie boi się śmierci, ponieważ stała się ona dla nich ucieczką od życia, którego tak naprawdę śmiertelnie się boją. Odkryliśmy jednak, że wieczność nie jest długim czasem, lecz tylko tą chwilą, bo właśnie teraz z radością i miłością dzielimy się naszą prawdą.

Teraz wyciszymy się trochę. [nuci] Na dworze wszystko jest jakieś senne… Bądź teraz bardzo delikatny… To bardzo piękne…

Powyższy wykład Mastera Teachera pochodzi z książki pt.: ,,Powrót Heretyka”.