Bądź moją Walentynką

Życie na Ziemi to kompromis; to negocjacje; próba zaprowadzenia pokoju i osiągnięcia porozumienia tam, gdzie nie ma żadnego. Najnowszą formą miłości jest przygotowana przez prawnika umowa przedmałżeńska, dzięki której obie strony wciąż trzymają się swoich rzeczy, choć niektórymi z nich się dzielą. Jak nazwałbyś taki związek?

Ktoś ze słuchaczy: Transakcją?
Tak. Transakcją z zamiarem osiągnięcia określonego rezultatu.

Chciałbym przyjrzeć się Walentynkom. A więc będzie to wykład o miłości. W ciągu ostatnich kilku dni słyszałem wiele na temat tego, czym jest miłość, czym nie jest, czym powinna być i czym wydaje się być – począwszy od: „Bóg jest miłością” aż po „Miłość to francuski pudelek”. Nawiasem mówiąc, oba te wyrażenia są prawdziwe, ale w jakimś sensie ograniczające, skoro Boga nie można zdefiniować, zaś pudla można zdefiniować jedynie w pewnego rodzaju zawężonych kategoriach, porównując go z innymi canus domesticus. „Co takiego? Co on powiedział?”

W rezultacie kochamy w sposób obiektywny: Kocham cię ze względu na twoje stopy. Kocham twój nos. Kocham twoje włosy. Kocham twoje cycki. Kocham cię, bo jesteś inteligentna. Kocham cię z powodu twoich artystycznych osiągnięć. Kocham cię, bo przy tobie czuję się dobrze. Kocham cię ze względu na twój nowy jacht. Kocham cię, bo chodzimy do tego samego kościoła. Kocham cię, ponieważ jesteś czarny lub niebieski, lub zielony. Kocham cię, ponieważ nie lubimy wielu podobnych rzeczy. Kocham cię, gdyż w jakiś sposób rozprawimy się z naszymi ziemskimi dylematami i razem znajdziemy rozwiązanie. Kocham cię, ponieważ ojciec mi kazał. Kocham cię, bo w ten sposób sprzeciwiam się mojej tradycji kulturowej. Kocham cię z powodu wszystkich tych drobiazgów, którymi się dzielimy. Kocham cię pomimo pewnych twoich dziwactw, ale będę się starał je zmienić lub po prostu będę musiał się do nich przyzwyczaić. To zadziwiające, prawda?

Czymże do licha jest miłość? Jedną rzecz powiem ci na pewno: nie jest ona formą wymiany. A jeśli zaczniesz od tej przesłanki, to bardzo ci ona pomoże. Oto całkiem niezła definicja, którą gdzieś usłyszałem: miłość jest dawaniem. A więc być może zanim zdefiniujemy miłość, powinniśmy określić, czym jest dawanie. Jak wiele mamy rodzajów dawania? Mamy rodzaj dawania, który utożsamiam z wymianą, polegający na tym, że ktoś, kto kocha pieniądze, wyciąga spluwę i mówi ci tak: „Oddawaj pieniądze, albo odbiorę ci życie”. No i oddajesz mu swoje pieniądze. Oczywiście, że mu je oddajesz. Mamy też pewien rodzaj dawania, który można sprowadzić do tego: „Powinniśmy dać cioci Zosi prezent na święta w nadziei, że o nas nie zapomni w swoim testamencie lub czymś nas obdaruje, czy jakoś się odwzajemni”. Albo: „Co dała nam w zeszłym roku?”, albo: „Kupiliśmy zbyt tani prezent”, albo: „Niczego jej nie damy, bo ona nic nam nie dała”. Istnieje też taki pozornie ładny rodzaj dawania, gdy ze szczerego serca dajesz coś, co bardzo cenisz, a potem jesteś nieco rozczarowany, jeśli tego nie doceniono lub jeśli dar, który otrzymujesz w zamian, nie wydaje się być współmierny do wartości, którą przypisałeś własnemu podarunkowi. Istnieje też inny poziom dawania, który jest oparty na całkowitym wyrzeczeniu. Oto składasz swe życie w ofierze na ołtarzu ludzkości, obmywając rany trędowatym. Nie próbujesz jednak uleczyć niezwykłego bólu i ran, które są w twym sercu.

My mówimy o innym rodzaju dawania i utożsamiamy go z miłością, bo w istocie jest on miłością w nazewnictwie, którym się posługujemy. Jest to dawanie z całkowitą świadomością, że rekompensata jest zupełnie niepotrzebna. A więc sama idea, że miano by ci coś podarować w zamian za dar, który dałeś, nie mieściłaby się nawet w twoim pojmowaniu. Gdy rzeczywiście wyjdziesz ponad swą ograniczoną tożsamość, to zobaczysz, że poprzez dawanie siebie w darze, otrzymujesz miłość, która jest częścią tego, czym jesteś.

Jedną z najtrudniejszych idei do przekazania komuś na tej ścieżce jest idea umiejętności przyjmowania daru. Nie możesz naprawdę dawać, jeśli nie potrafisz przyjmować. Twoje rozpoznanie tego, że jesteś godzien przyjęcia jakiegokolwiek ofiarowanego ci z miłością daru, jest częścią procesu, przez który przechodzisz, aby odkryć, kim naprawdę jesteś.

Trudno jest też zrozumieć, że nie można dać czegoś, co nie jest wieczne. Zaczynamy wreszcie pojmować, że gdy mówimy o miłości, mamy na myśli stwarzanie. Miłość to jedynie rozszerzenie bądź projekcja tego, czym, jak myślisz, jesteś. Jakże wiele razy mówiłeś, ofiarowując podarunek: „To będzie doskonały prezent dla wujka Janka. To tak do niego pasuje”. Umieściłeś go więc w określonej kategorii. Nadałeś mu tożsamość. To zadziwiające!

Jedyną rzeczą, którą ostatecznie możesz w pełni i całkowicie oddać, nadal ją zachowując, jest idea. Tylko w przypadku idei jest tak, że im więcej jej dajesz, tym więcej jej masz. Lecz pamiętaj o jednym: ostatecznie możesz być jedynie ideą na swój temat. I możesz innym zaofiarować w darze jedynie to, czym, jak myślisz, jesteś, lub to, czym, jak myślisz, są oni, a to tak naprawdę jedno i to samo. To, czym oni są, odzwierciedla bowiem jedynie to, czym, jak myślisz, sam jesteś. Jak bardzo zatem kochasz odbiorcę daru, który ofiarujesz? Wiele tożsamości, żyjąc w stanie niepewności, potrafi kochać tylko na tyle, na ile mogą utrzymać coś na dystans. Następnie możemy ustanawiać bożki na zewnątrz siebie i obdarzyć je cechami, czy też ideami, które podziwiamy. Ostatecznie zawiodą nas one, ale to w porządku. Możemy przecież ustanowić inne, nowe bożki, które będziemy kochać i które ostatecznie odrzucimy.

Słyszałem, jak ktoś powiedział: „Nie wiem, czym jest miłość, ale wiem, kiedy jej doświadczam”. A zatem miłość jest doświadczeniem? Oto zbliżamy się do sedna, prawda? Tak, miłość jest doświadczeniem. Stwarzanie jest doświadczeniem. Stwarzanie jest tak naprawdę darem, który otrzymujesz ze Źródła, od Boga; jest ono również twoją zdolnością przyjmowania. Na tej Ziemi zawsze wymagano od ciebie jedynie tego, abyś przyjął w pełni swoje dziedzictwo, czyli dar wolności i miłości, które do ciebie należą.

„Wiem, że mnie bardzo kochasz, ale jak bardzo? Czy zostaniesz moją Walentynką?” „Co mam zrobić, aby zostać twoją Walentynką? Jakie masz wymagania? Co mam ci dać w zamian?” Dualistycznej świadomości jest niezwykle trudno pojąć ideę, że w miłości nie wymaga się żadnej wzajemności. Na Ziemi bowiem wszystko opiera się zasadniczo – z powodu złudzenia – na wzajemności. Myślisz przecież w sposób liniowy. Opierasz wszystko to, co masz nadzieję osiągnąć, na tym, co osiągnąłeś wcześniej. A potem obraca się to w proch. A więc szukasz czegoś innego. Potem i to odchodzi. A więc szukasz czegoś innego. Nie przestajesz szukać. Ludzie chodzą sobie po Ziemi i mówią: „Chcę jedynie odrobiny miłości. Chcę jedynie odrobinę uznania. Chcę jedynie, aby ktoś dzielił ze mną życie”. Czy ta samotność jest prawdziwa? Pewnie, że jest prawdziwa! A gdy odnajdujesz tę miłość, czy ta miłość jest prawdziwa? O kurczę blade, pewnie, że tak! Dlaczego nie miałaby być prawdziwa, Synu Boży? Czy sądzisz, że istota uczuć, których doświadczasz, nie jest prawdziwa? Oczywiście, że jest prawdziwa.

Miłość jest miłością. Nie ma w tym pokoju nikogo, kto by nie poczuł gdzieś w swej świadomości tak głębokiej miłości, że aż nie wiedział, co ze sobą począć. Czy byłeś kiedyś tak bardzo zakochany, że aż nie mogłeś tego znieść? Nie chciałeś się nawet zbliżać do przedmiotu swego uwielbienia. Chciałeś po prostu stać na uboczu, smakując to niezwykłe, ekstatyczne unicestwienie własnego jestestwa. Wychodziłeś chyłkiem w nocy tylko po to, aby przejść koło jej domu i spojrzeć na zapalone światło. To jest żałosny sposób kochania. Nieuniknione było to, że twoje nadzieje w końcu się rozwiały. Zbliżyłeś się i odkryłeś, że cokolwiek o niej myślałeś, nie pokrywało się to z tym, czego oczekiwałeś. Jednak istota tej potrzeby miłości jest boska. Oczywiście, że tak. Czym innym mogłaby być?

Miłość, na swym bardzo wysokim poziomie na Ziemi, sprowadza się do oczekiwania. Nie ma mowy o pełnej radości ze spełnienia na Ziemi. Jestem pewien, że większość z was jest tego świadoma, ponieważ macie w sobie wrodzone poczucie niezadowolenia, wynikające z potrzeby dokończenia poszukiwań i odkrycia prawdy o sobie. A więc miłość staje się swego rodzaju poszukiwaniem drugiej połówki. Ale jesteś tylko połową. Ty wciąż szukasz drugiej połówki, nie wiedząc, że druga połówka jest w tobie. Czy zostaniesz moją Walentynką? Oczekuję, że będziesz moją Walentynką w sposób absolutny i całkowity. „No cóż, zgodzę się być twoją Walentynką, ale tylko do pewnego stopnia”.

To właśnie mówisz Bogu, prawda? Gdyby Bóg się zapytał: „Czy będziesz moją Walentynką?”, ty odpowiedziałbyś: „Pewnie. Ale jakie masz wymagania?”. A On na to: „No cóż, jednym z wymogów jest, abyś był szczęśliwy przez cały czas. Musisz być radosny. Musisz doświadczać ekstazy. Musisz rozszerzać z siebie jedynie miłość i widzieć tylko piękno. Czy stać cię na to?”. Ty zaś odpowiadasz: „Ale kto mnie o to pyta? Skąd mam wiedzieć, czy rzeczywiście jesteś Bogiem? Skąd mam wiedzieć, że naprawdę możesz mi dać te rzeczy?”. Bóg nawet nie słyszy, gdy prosisz Go o coś konkretnego. On już wie, że masz wszystko. To zadziwiające. Jak mówi ta piosenka: „Kochanie, nie mogę ci dać niczego prócz miłości. Tylko miłości mam dostatek”. To zadziwiające. To najwyższa prawda. „Tak, ale czy ty mnie naprawdę kochasz, czy tylko tak mówisz?” Zadziwiające, prawda? To jest taki rodzaj miłości, który doprowadzi do twojego przebudzenia. To taki rodzaj miłości, która spotkała was wszystkich, ale wasze idee szybko roztrzaskały się o ziemię, ponieważ nic nie ułożyło się tak, jak chcieliście.

Czasami trudno jest zrozumieć, że absolutnie nic na Ziemi nie ułoży się tak jak chcesz – poza śmiercią. A w procesie uznawania śmierci, ograniczyłeś się do idei bólu, morderstwa, chciwości i wszystkich rzeczy, które wiążą się z tym na Ziemi. „Chcę, żebyś był moją Walentynką, ale nie chcę, żeby tamten człowiek o tym wiedział; nie chcę też, żeby on był moją Walentynką, tylko ty”. Jakże wcześnie w dzieciństwie uczymy się wykluczać. Częścią naszej ścieżki przetrwania jest nauka rozróżniania i dyskryminacji. Gdy byłem małym chłopcem, nie znosiliśmy kartek walentynkowych. Przychodziły na małych kawałkach papieru, na których wypisane były same okropności. Ludzie wysyłali je anonimowo do innych ludzi, pisząc na przykład: „Nienawidzę cię”. W dzisiejszych czasach w ogóle nie zajmujemy się ludźmi, których nienawidzimy. Nienawidzimy ich poprzez wyłączenie ich z naszego życia, z naszych wyobrażeń.

Problem więc sprowadza się do umiejętności przyjmowania, umiejętności powiedzenia: „Ok. Biorę to!”. Jeśli bowiem dałbym ci wszystko, o co tylko mógłbyś na tej Ziemi poprosić, nigdy by cię to nie zadowoliło. Wiesz doskonale, że by cię nie zadowoliło i dlatego tu jesteś. Dotarłeś do takiego etapu w rozwoju swojej świadomości, w którym spojrzałeś w przyszłość i zobaczyłeś, że umrzesz. Ujrzałeś śmierć, prawda? Widzisz, że wszystko tutaj umiera. To niesamowite!

„No cóż, jeśli to prawda, że muszę wszystko rozdać, aby to zachować, jak naucza Jezus w Kursie Cudów, to co się ze mną stanie, jeśli w to uwierzę i rozdam wszystkie swoje rzeczy?” Dobre pytanie. „Łatwo ci mówić. Mówisz mi, bym szerzył swoją miłość i rozdawał ją, ale przecież jestem tutaj, na Ziemi. Muszę jeść. Potrzebuję domu. Potrzebuję samochodu. Muszę utrzymać się przy życiu. Mam prawo do pewnych rzeczy. Chciałbym powysyłać Walentynki i chcę, żeby ludzie odwzajemniali moją miłość. Muszę to wszystko robić, nieprawdaż?”

Rozpoznanie prawdy o sobie jest procesem transformacji, który nie ma nic wspólnego z tym, co robisz na Ziemi. Motywacją, by nie robić niczego, osiągniesz to samo, co motywacją, by pójść w świat i robić wszystko. Nie ma między nimi żadnej różnicy. Jesteś na tej Ziemi i skonstruowałeś tę Ziemię w wyniku ograniczonej identyfikacji własnej jaźni. Gdy tylko odkryjesz, kim naprawdę jesteś, Ziemi tu dłużej nie będzie. Czy ma to coś wspólnego z miłością? Tak, jest to całkowicie związane z miłością. Dopóki bowiem rozróżniasz w swoim umyśle, co jest miłością, co jest piękne i pożądane, dopóty odrzucasz inne swoje idee czy aspekty jako mniej boskie, mniej prawdziwe, mniej godne miłości. Nie znikają one tylko dlatego, że wyrzucasz je ze swej świadomości. Pozostają z tobą. To właśnie ich się boisz i przed nimi bronisz.

Jeśli miłość jest prawdziwa, a zapewniam cię, że jest; jeśli Bóg jest faktem, a zapewniam cię, że jest; jeśli prawda nie wymaga twojej opinii, aby była prawdziwa, a zapewniam cię, że jest prawdziwa – to nie może istnieć coś takiego jak zło, nienawiść, brak, unicestwienie, podział, manipulacja, potrzeba identyfikowania się, czy też utrwalania, bądź bronienia czegokolwiek. „Czy mówisz więc, że miłość jest tylko czymś biernym? Czy miłość to agape? Czy miłość to jedynie duch? Czy miłość to usadowienie się na szczycie góry i pozostawanie w stanie Samadhi, w swego rodzaju eterycznej Nibylandii?” Wręcz przeciwnie: miłość jest, miłość to amo. Miłość jest całkowicie czynna i nie ma w sobie nic obiektywnego. Jak można coś takiego wyrazić? Miłość jest wrzeniem świadomości w akcie spełnienia. Miłość jest rozpoznaniem rozdzielenia, samotności, niezwykłej tęsknoty, potrzeby samospełniającej się. Oczywiście, że tak. Czy jest ona czynna? Jest całkowicie czynna! Czy sądzisz, że Boża Miłość do ciebie nie jest czynnym działaniem? Oczywiście, że nim jest, ale nie chodzi tu o działanie na zasadach wzajemności, ale o działanie w prawdzie o Sobie – w akcie rozpoznania Siebie. Czy moja miłość do ciebie jest czynna? Jasne, że tak! Bo jest czym? Ekspresją mnie samego. Czymże jest stwarzanie, jak nie uświadomieniem sobie piękna wypływającego z rozpoznania piękna Jaźni, czy też Źródła? Wow! Czymże takim się dzielimy, kiedy wypisujemy walentynki lub słuchamy muzyki? W sposób czynny uczestniczymy w energiach, czy też promieniach, czy też strukturze świadomości. I to jak!

Widziałem wiele definicji miłości jako czynności obiektywnej, w której słowo „miłość” ma tę samą konotację, co „cudzołóstwo”. Coś w rodzaju: „Pozwól mi kochać cię dzisiaj. Do diabła z dniem jutrzejszym”. To coś bardzo czynnego. Z tego punktu widzenia „amo” wymaga oczywiście przedmiotu. Ale z drugiej strony, tak jak mówiliśmy o tym wcześniej, widziałem jak określano miłość w bardzo niesprecyzowany sposób, jako stan osoby, która po prostu siedzi bezczynnie. To taki stan, w którym mówisz: „Nie zbliżaj się do mnie. Jestem w stanie miłości. Kocham jedynie Jezusa i do diabła z innymi”. To zadziwiająca idea. Chcesz zobaczyć naprawdę obiektywną miłość? To przyjrzyj się kiedyś ezoteryce chrześcijańskiej. „Kocham mojego guru i byłbym wobec niego niewierny, jeśli przyszedłbym do ciebie”. To bardzo dziwna idea. Posłuchaj uważnie, co mam do powiedzenia o miłości i jej obiektach.

Miłość nie jest pięknem, choć słyszałem, że definiowano ją już w ten sposób. Piękno wymaga percepcji. Miłość w ogóle nie wymaga percepcji. W istocie tam, gdzie jest percepcja, tam nie ma mowy o prawdziwej miłości, ponieważ jeśli istnieją jakieś stopnie porównywania, to muszą one zawierać element czegoś mniejszego niż miłość, a Bóg nigdy nie jest „mniejszy niż…”. Nie ma czegoś drugorzędnego w stosunku do miłości. Nie mogę więc postanowić kochać jedną rzecz, a odrzucić inną. To nie jest miłością. To jest nienawiścią. Mocne słowa, prawda?

Jeśli podejdziesz do kogoś na ulicy i powiesz: „kocham cię”, to co on ci odpowie? „Hej, odbiło ci, czy co? Czego ode mnie chcesz? Masz tu dolara. Kup sobie kawę. Dlaczego mi to mówisz? Co to znaczy, że mnie kochasz?” Niesamowite! Przyjrzałem się dzisiaj Ziemi i zobaczyłem, jak karmiczne identyfikacje, czyli osobowości, w rozpaczliwy sposób usiłują nawiązać między sobą komunikację. Nie zdają sobie sprawy, że jest to absolutnie daremne. Nie zdają więc sobie sprawy, że coś takiego jak „przedmiot” – a dotyczy to również przedmiotu ich uwielbienia – dosłownie nie istnieje, chyba że tylko w ich świadomości. Obdarzyli go oni cechami charakterystycznymi, które następnie odrzucą i zanegują. Nasz brat Jezus w Kursie Cudów mówi o tym w ten sposób: ty dosłownie nie widzisz swego brata, który stoi tuż obok ciebie, a gdybyś potrafił go na chwilę zobaczyć, zrozumiałbyś natychmiast, że jesteście jednym w braterstwie, jednym w Chrystusie, i znaleźlibyście się w Domu dzięki waszej miłości. Tak naprawdę widzisz jedynie kopię swojej świadomości, swoich własnych wspomnień. Rozpaczliwie pragniesz kochać coś na zewnątrz siebie, ale skoro w swoim utożsamieniu ograniczenia i winy dosłownie dokonałeś projekcji obrazu na zewnątrz siebie, ponieważ go znienawidziłeś i odrzuciłeś, to nieuniknione jest, że teraz nie umiesz przyjąć miłości swoich własnych projekcji. Oczywiście, że nie. Jakże mógłbyś je przyjąć? W najlepszym razie możesz im współczuć z powodu śmierci.

Niekiedy metoda, za pomocą której odkrywasz, o czym mówimy, wydaje się rygorystyczna i trudna. Czytamy owe zdania w Kursie i ja nauczam tego w Prawdzie, że ty boisz się prawdy o sobie. Gdy miłość usiłuje się do ciebie zbliżyć w jakimkolwiek prawdziwym sensie, ty ją odrzucasz i bronisz się przed nią. Czymże w istocie myślisz, że jest miłość, jeśli nie Chrystusem, jeśli nie Bogiem-człowiekiem? Ty nie chcesz mieć nic wspólnego z Bogiem-człowiekiem. Skłoniłby cię on bowiem do porzucenia twojej ograniczonej jaźni. Bardzo się tego boisz. „Zawrzyjmy kompromis – ja częściowo nie będę zwracał uwagi na to, czym, jak myślę, ty jesteś, a ty nie będziesz zwracał uwagi na to, czym, jak myślisz, jestem ja, i być może uda nam się pozostać razem, dopóki nas śmierć nie rozłączy”. Stoję teraz przed tobą i mówię ci, że nie ma czegoś takiego jak oddzielność. Nigdy nie jesteś sam i dosłownie nie możesz być sam. Gdy to odkrywasz, możesz doświadczyć wielu chwil osamotnienia, ponieważ jeśli nigdy nie czułbyś się samotny, to jak mógłbyś wiedzieć, że istnieje coś takiego, jak całkowita nie-samotność? To samo można powiedzieć o jakimkolwiek doświadczeniu, które kiedykolwiek miałeś we wszystkich swoich bankach wspomnień.

Wszystko, co kiedykolwiek ci się przydarzyło, doprowadziło cię do punktu w czasie i przestrzeni, w którym znajdujesz się obecnie. Czy jest jakieś inne miejsce, w którym raczej wolałbyś być? Czy istnieje tam na zewnątrz coś lepszego, co możesz kochać bardziej niż to, z czym jesteś teraz? Czego szukasz? Co masz nadzieję odnaleźć? Posłuchaj mnie. Nie możesz tego znaleźć tutaj. Tego tu nie ma. Na Ziemi nie ma miłości. Gdy wreszcie doświadczysz w całej pełni uczucia jedności, które pojawia się dzięki procesowi twojej transformacji, to uświadomisz sobie natychmiast fałsz Ziemi i nierzeczywistość wszystkiego wokół ciebie.

Nie kocham cię „pomimo rzeczy, które o tobie myślę”. Kocham cię, ponieważ wiem, kim jesteś. Nie kocham cię z powodu właściwości, które ci przypisałem, ani z powodu dokonanych przez nas porównań innych osób, które w całym tym zamieszaniu są pozornie na zewnątrz ciebie. Jesteś nieporównywalny. Czy można by z czymkolwiek porównać Syna Bożego? Z czym byś go porównał, jeżeli nie z Ojcem, który jest tym samym, co on? Nie jest tak, że masz o sobie zbyt wysokie mniemanie, lecz o wiele za niskie. Ograniczasz sam siebie. Ograniczasz swoją zdolność kochania, ponieważ nie potrafisz przyjąć idei, że to w tobie zawarta jest cała istota świadomości wszechświata.

Czyż wszechświat nie mógłby kochać siebie całkowicie? A cóż innego on czyni? Wow! Spójrz jedynie na to, czym naprawdę jest miłość. W złudzeniu odrębności miłość bowiem wydaje się przedłużać swe istnienie i rzeczywiście to czyni, przez co wcale nie staje się mniej kochająca. Czyż ty nie jesteś przedłużeniem istnienia Boga? Mówię ci prawdę, twierdząc, że nie ma stopni boskości; że stan bytu, dharma, Boża Wola – jest jednością i pojedyncznością; że w tym ołówku jest tyle samo boskości, co w czymkolwiek we wszechświecie. Wszechświat nie jest sumą swoich części. Podobnie jak moja miłość do ciebie nie wynika z dodania do siebie twoich przeróżnych zalet, po to abym mógł dojść do wniosku, że jesteś dla mnie atrakcyjny.

Jakże byłoby miło, gdybyś wreszcie pojął, że wszystko może być dla ciebie jedynie całkowicie pożądane lub całkowicie niepożądane. Wyeliminowałbyś wówczas wszelką potrzebę osądzania i jedynie kochałbyś. Wow! Dajemy więc sobie nawzajem jedyną walentynkę, którą można by kiedykolwiek naprawdę zaofiarować – czyli siebie samych. Dopóki zachowuję dla siebie jakąkolwiek część mojej walentynki, nie mogę cię w pełni kochać. A więc daję ci moją miłość i nie proszę, abyś się odwzajemniał, ponieważ nie możesz mi się niczym odwzajemnić, gdyż tylko poprzez dawanie ci mojej miłości mogę ją zachować i być kochanym.

Jakże mógłbym kochać, gdybym tylko siedział w oddzieleniu od czegoś i pozwalał, aby było to na zewnątrz mnie? Miłość przecież jest czynna – jest aktem stwarzania. Gdy rozpoznasz ostateczną prawdę o sobie, Synu Boży, odkryjesz, że jesteś stwórcą. Stojąc tu teraz przed tobą, ja tak naprawdę cię stwarzam. Czy nie widzisz, że to twoje wyobrażenie daje początek twemu postrzeganiu? Czy zatem stwarzasz coś nienawistnego? Czy stwarzasz coś, czego nie lubisz, i czego chcesz się pozbyć? To dziwne! Jezus mówi pięknie w Kursie, żebyś chronił wszystko, co cenisz, poprzez rozdawanie tego. Wow! „No cóż, ja już tego próbowałem, ale nie zadziałało. Poszedłem w świat, rozdałem mnóstwo rzeczy i nie doceniono mnie. Świat jest po prostu niedobry i nie mogę tego zmienić, a więc będę sobie radził najlepiej, jak potrafię”.

Proces pełnego dawania, czy też dawania całego siebie, jest procesem poddania się, czy też odłączenia, czyli śmierci – to dobre słowo na opisanie tego. Wywołuję w tobie proces umierania – a ty wciąż tu będziesz po jego zakończeniu. Czyż to nie zadziwiające? Ależ to radosna myśl! Nie ma śmierci, bracie. Jeśli byłoby coś takiego jak śmierć, to jakże mogłaby istnieć miłość? Czy wówczas kochałbyś coś, dopóki by to nie umarło? A później znalazłbyś coś innego do kochania i zmagania się w chaosie? Wow!

Gdzie zatem znajdujesz jedność? Gdzie odnajdujesz tę prawdę? W sobie. Wszechświat jest ostatecznie jedynie twoim wyobrażeniem na jego temat. Jak bardzo naprawdę kochasz? Co takiego dzisiaj odrzuciłeś jako niepożądane? Jak bardzo broniłeś się dzisiaj przed projekcjami, przed własnymi złudzeniami? Napięcie nie należy do przymiotów łaski. To bardzo piękne. I brzmi znajomo. Jest to dostępne przez cały czas. Czy potrafisz więc przyjmować dary? Bądź moją Walentynką. „Nie dam ci w tym roku walentynki. Dałem ci walentynkę w zeszłym roku, ale od ciebie nic nie dostałem i nigdy ci tego nie zapomnę”. Żadne z twoich żalów, nic z przeszłości, której się kurczowo trzymasz, nie jest prawdziwe. Nic z tego nie jest prawdą!

Po raz pierwszy… I nie chodzi mi o to, że myślę o czasie w kategoriach sekwencji, lecz w tej szczególnej strukturze, czyli w tym momencie, próbujemy nauczać „złudzenia” i być może użyjemy właśnie tego słowa. W tym sensie Pojednanie, czyli przemiana umysłu, czyli zmartwychwstanie, jest całkowicie subiektywne i zależy jedynie od ciebie, i nic poza tobą nie może do niego doprowadzić. Ta myśl jest dla ciebie bardzo trudna. Bardzo trudno jest ci przyjąć, że w swoim stanie świadomości jesteś odpowiedzialny za to, by nastały pokój, chwała i Niebo, i by zakończył się wszelki ból. Zatrzymaj się jednak na chwilę i zastanów. Skoro dysponujesz świadomością – a zapewniam cię, że tak jest, ponieważ sam mi to mówisz – i myślisz, że jesteś sobą, ale nie potrafisz mi powiedzieć, kim jesteś, to będzie ci coraz łatwiej przyjąć ideę dojrzewania, czyli tego, że budzisz się ze snu i wracasz do swego pierwotnego źródła. W tej myśli nie ma nic nowego. Jest ona tak stara jak człowiek i opisuje coś, co wydarza się jedynie w chwili objawienia.

Coś ci powiem: wszelkie moje próby nauczenia cię, co mi się przydarzyło w momencie objawienia, są pewnym zafałszowaniem. Mówię ci, że pewne zdania z Kursu Cudów są praktycznie takie same, jak u wielkiego pogańskiego mistyka Plotyna, w neoplatonizmie lub u chrześcijańskiego mistyka Mistrza Ekharta, lub jeszcze bardziej bezpośrednio – u Meher Baby, którego pewne wypowiedzi można znaleźć w Kursie Cudów, lub u mnie. Dzięki bezpośredniemu wstawiennictwu świadomości, która objawiła się w spisywaniu Kursu Cudów z innego poziomu świadomości, w końcu powinno ci przyjść do głowy, że jesteś czymś dużo, dużo więcej, niż pozwoliłeś sobie być do tej pory. Na miłość boską! To właśnie się tu dzieje. Dość trudno jest ci zrozumieć, że jedynym wymogiem jest to, abyś rozpoznał prawdę o sobie. Nie ma innych wymagań. Obudź się! Obudź się! Twoje stworzenia czekają na ciebie. Rozdarcie tej tkaniny zostało naprawione. Ty śnisz. To wszystko już się skończyło.

Trudno jest czuć miłość, kiedy ktoś cię atakuje, prawda? Właśnie przyglądałem się dylematowi świadomości ludzi, którzy pragną kochać, lecz mieszkają w wioskach, w których są rzekomo nieustannie atakowani i błędnie rozumiani. W takim wypadku potrzeba pewnego wysiłku, czy też determinacji. Właściwym słowem byłaby tu „wiara”. Lub „zaufanie”. Zaangażuj się w Życie Wieczne czy też ideę, że nie ma śmierci. Nie może ci się nie udać, a więc głowa do góry!

Wiesz co? W miarę robienia postępów na tej ścieżce odrzucenie przestanie być dla ciebie jakimkolwiek problemem. To nie jest łatwe. Bardzo trudno jest nauczyć tego osoby początkujące, zwłaszcza, gdy stają się bardzo wrażliwe i naprawdę chcą kochać, a nie potrafią zrozumieć, dlaczego są odrzucane i dlaczego na Ziemi panuje tak wielka chciwość i zepsucie. Trudno mi jest wówczas przekazać im, że „dzieje się tak dlatego, że taki jest świat”. Ci ludzie wciąż myślą, że musi być coś na zewnątrz nich, co kiedyś z całkowitym współczuciem potraktuje wyobrażenie, jakie chwilowo zbudowali na swój temat.

Gdy się budzisz, odkrywasz wreszcie, że jest ci zupełnie obojętne, co mówią o tobie ludzie na Ziemi. Dlaczego? Ponieważ wiesz, że to nie jest prawdą. Siła, z jaką tożsamość broni samej siebie, jest szaleństwem. Muszę ci tu jednak coś powiedzieć: Gdy odkryjesz prawdę o sobie, nie będzie to miało dla ciebie żadnego znaczenia i wówczas zaczniesz dzielić się prawdą o tym, kim jesteś. Odkryjesz, że jesteś mną. Kto myślisz, że tu stoi i tego naucza? Co myślisz, że Brat Jezus ma na myśli, gdy mówi w Kursie Cudów, że Bóg ma tylko jednego Syna? Nic dziwnego więc, że tak bardzo cię kocham! Nic dziwnego, że daję ci wszystko. Dlaczego miałbym nie dać? Czego miałbym się trzymać? Nikt nie może w pełni dać, dopóki ma w sobie poczucie braku.

Nie możesz kochać kogoś w pełni, dopóki nie kochasz siebie. Wszyscy jednak mieliście swoje piękne chwile. Blask księżyca nad jeziorem, szczekanie psa w oddali, wiatr szeleszczący gałęziami sosen, ostry zapach gorczycy na łące, odkrycie maleńkiego polnego kwiatka wyrastającego ze skalnej szczeliny, czy wielkiego pazia królowej nad poranną trawą, niesamowite uczucie samotnej nostalgii, gdy słyszysz w swym sercu dźwięki odwiecznej melodii… Czymże innym mógłbyś być, jak nie boskością? Te chwile spełnienia, ekstazy i pokoju ducha są częścią twojego dziedzictwa. To jesteś prawdziwy ty. I tak będziesz się czuł, i taka będzie każda chwila, której na to pozwolisz, nie poprzez przygotowanie się na dzień jutrzejszy lub przyszły tydzień, lub przyszły rok, po to by trwać w ograniczonym wyobrażeniu o sobie, lecz raczej przez wejście w tej chwili w to, czym naprawdę jesteś i odkrycie – dzięki poddaniu się, dzięki niebronieniu się – nietykalności mocy, którą jesteś.

Gatunek ludzki jest związany przymierzem, które już wypełniono. Czeka on jedynie na twój powrót, aby dopełniło się Niebo. Tylko to jest wymagane. Szczęśliwego Dnia Świętego Walentego! Czy umiesz przyjmować? Czy potrafisz wreszcie zrozumieć, że chodzi o dawanie, a nie o to, co dajesz? Czasem jest to piękny proces, gdy ktoś, kto cię kocha, robi coś z myślą o tobie – a zapewniam cię, że jesteś kochany… Przyglądasz się wówczas bardzo szybko myśli, która wiązała się z ich darem, temu, jak poszli do sklepu i to kupili, jak myśleli o tym i planowali ci to dać, i wyczekiwali tej chwili, zakładając, że właśnie tego chcesz. To jest sam początek tego procesu, nieprawdaż? Ci, którzy potrafią rzeczywiście przyjmować, są zawsze bardzo pokorni, ponieważ rozumieją, że darczyńca daje jedynie z miłości. To bardzo piękne.

Przyjmuję dar, który mi dajesz, ponieważ rozpoznaję, że jesteś Synem Bożym. Widzę, jak mnie stwarzasz w swoim darze dla mnie. W samym zaś przyjęciu twojej miłości do mnie było moje dawanie miłości tobie. I rzeczywiście nie ma różnicy między dawaniem a otrzymywaniem, ani też nigdy nie mogłaby ona istnieć.

[śpiewa] Daję ci prawdziwą miłość i ty dajesz mi prawdziwą miłość. Jakże piękne słowa wypływają z umysłu człowieka. Z jakiego miejsca we wszechświecie mogłyby pochodzić słowa czy idee, jak nie z umysłu człowieka? Czy jesteś dzisiaj świadomy swojej boskości? Czy postępowałeś dziś jak Syn Boga? Nauczam cię, abyś dokonywał przeglądu na koniec dnia. Puść szybko taśmę z dnia w swoim umyśle i powiedz: „Nie zrobiłem tego tym razem do końca jak należy, ale chwileczkę – czy wybaczono mi to?”. I wielki głos powie: „O tak, wybaczono ci”. Pójdź więc sobie i popełnij jakieś większe błędy, a te również ci wybaczę. Ale pamiętaj o jednym: Nie możesz mnie nabrać. Jestem prawdą i mówię ci, że nie możesz mnie nabrać. Nie mówię z punktu widzenia logiki. Nie będę przemawiał ci do rozsądku. Cóż mógłbyś przede mną ukryć? Przecież cię znam. Gdy zaczniesz to robić, będziesz miał w sobie poczucie czystości. Nie jest konieczne, abyś dokonywał potem zadośćuczynienia za swoje uczynki bądź wymyślone zło. Przebaczenie płynie z serca. Czy boisz się więc pójść pod ołtarz, by ujawnić to, co naprawdę o sobie myślisz? Oczywiście, że się boisz. Dlatego tu jesteś.

Weź mnie za rękę. Pójdziemy razem. Wyniosę cię aż tutaj. Gdy dojdziemy do ostatniego punktu, popchnę cię i przepchnę na drugą stronę, a twój sen się skończy i obudzisz się w Domu. I powiesz: „Och, to był tylko sen!”. Wszyscy mieliście przejmujące sny, które wydawały wam się tak prawdziwe, a potem nagle budziliście się i wszystko było bardzo żywe w waszym umyśle. „Och, to był tylko sen…” Właśnie to ci się przydarzy, gdy odkryjesz nierzeczywistość Ziemi. To będzie wyglądało właśnie tak. Po prostu powiesz: „Och!”. Wielu z was doświadcza tego w tej chwili. Im bardziej w to wchodzisz, tym wyraźniej to się dzieje. Chciałbym, abyśmy trochę się wyciszyli.

Dzień dobry. To jest już inny dzień. Tak naprawdę to już dwa dni po Walentynkach, ale Walentynki są każdego dnia, jeśli na to pozwolisz – dzięki temu, że ty dajesz swoją walentynkę. Ktoś powiedział, że czuł się głupio i o tym właśnie przez chwilę porozmawiamy, ponieważ gdy jesteś zakochany, zachowujesz się głupio, prawda? W miłości nie ma nic praktycznego. Jeśli traktujesz miłość jako coś praktycznego, to tak, jakbyś próbował traktować Boga jak coś praktycznego. W Bogu nie ma nic praktycznego. Jakże mogłoby być? Bóg jest całkowicie niepraktyczny. Wszystko, czego naucza geniusz lub świadomość mistrzowska, zawsze będzie głupie dla człowieka zmysłowego. Dotyczy to również miłości, czy też idei całkowitej miłości. Idea całkowitej miłości zakłada bowiem porzucenie, czy też poddanie się temu, kogo uwielbiasz – rozszerzenie twojej pełnej jaźni na ów obiekt miłowania, czy też owo wyobrażenie bądź percepcję.

W Bogu nie ma żadnej praktyczności ani racjonalności. Bóg jest ogniem, który płonie w tobie i który trzeba wyrazić. I to właśnie czynisz przez cały dzień. Chodzisz po świecie, próbując wyrazić tę radość, to niesamowite poczucie obfitości w sobie. Co zatem jest miłością? No cóż, przyjrzeliśmy się wielu rzeczom, którymi miłość nie jest. Miłość oczywiście nigdy nie wiąże się z formą jakiejkolwiek wymiany. Miłość nigdy nie jest obiektywna, nie może być. Miłość nigdy niczego nie wyklucza – nie jest w stanie tego robić. Tym sposobem rozważyliśmy wiele idei o tym, czym miłość nie jest.

Czymże więc jest miłość? Przyjrzyjmy się temu z bliska. Miłość jest oczywiście doświadczeniem. Z tym się zgadzasz. Czy zgodziłbyś się więc ze mną, że Bóg jest doświadczeniem? Skoro zgadzamy się zasadniczo co do tego, że Boga nie można zdefiniować, że prawdy nie da się opisać, lecz można jej tylko doświadczyć, to czyż nie powinniśmy zająć się jej doświadczaniem? W którym momencie podczas tych trzech dni, które minęły od ostatniego wykładu, działałeś w oparciu o zasadę całkowitej wyłączności? Pamiętaj, że cierpisz na śmiertelną chorobę zwaną OP, czyli „ograniczone postrzeganie”. Umrzesz właśnie z jej powodu. W dzisiejszej porannej gazecie przeczytałem, że jeden z rosyjskich przywódców jest śmiertelnie chory. Każdy na Ziemi jest śmiertelnie chory. Czy pomyślałeś o tym? Oczywiście, że wszyscy na Ziemi są chorzy. Uznali bowiem w swym ograniczonym postrzeganiu niewiarygodną, obłąkaną ideę unicestwienia. A więc co się z nimi stanie? Zostaną unicestwieni. A wraz z ich unicestwieniem odejdzie ich idea miłości, ponieważ ich idea miłości była ograniczająca. A ograniczając samych siebie, ograniczyli wrodzoną im zdolność stwarzania, która jest tym samym, co miłość.

Miłość jest wreszcie moim pełnym rozpoznaniem, że ja ciebie wymyślam – o rety! – więc lepiej, żebym cię kochał. Jeśli bym cię nie kochał, nie mógłbym kochać samego siebie. Największym przykazaniem, które może zaofiarować Chrystus, jest: „Kochaj Pana Boga swego całą swoją siłą, a bliźniego swego, czy też swego przyjaciela, brata – jak siebie samego”. Z drugiej strony – wy, ezoteryczni chrześcijanie i nowonarodzeni zbawiciele – nie możecie kochać Chrystusa, jeśli nie kochacie swego brata, a idea, że możecie, jest niedorzeczna. Jest to podstawą naszego nauczania w Kursie Cudów. Oczywiście, że dużo łatwiej jest kochać Boga z daleka. Łatwiej jest kochać, szanować, podziwiać jakiegoś guru w białej szacie, siedzącego na szczycie góry. Możesz przyjść i go odwiedzić, ale nie musisz się z nim całkowicie utożsamiać. Z kolei ze swoim bratem musisz się całkowicie utożsamić. Właśnie dlatego, dopóki nie odnajdziesz Chrystusa w sobie lub w swoim bracie, to nigdy nie będziesz w stanie Go odnaleźć.

Czy miłość jest zatem poszukiwaniem? O tak! Jest ona cudownym wyczekiwaniem spełnienia. Zdania takie, jak: „Jestem miłością”, są bardzo prawdziwe. „Ojciec i ja stanowimy jedno”. „Jestem, który jestem”. Oczywiście, że tak. Gdy doświadczasz tej chwili – a wszyscy tutaj jej doświadczyliście jako spełnienia – pozostawia ona niezatarty ślad w twojej świadomości jako doświadczenie szczytowe. Nasze prawdziwe nauczanie jest takie, że gdy doświadczysz transcendencji, czy też przemienisz swój umysł, czyli zmartwychwstaniesz, zostaniesz zbawiony, oświecony, to będziesz żył i emanował stanem nieustannej ekstazy – lecz nie ekstazy określanej jako przeciwieństwo bólu, lecz jedynie jako prawda, czyli miłość. Czy zrozumieliśmy to? O to mniej więcej chodzi. Innymi słowy, można by powiedzieć, że gdy osiągniesz ten stan, to przyjmiesz wszystko bez zastrzeżeń.

Chciałbym tutaj coś powiedzieć. Rozumiem doskonale, że opierasz się na swoich projekcjach, a więc gdy patrzysz na coś pięknego, to zgodnie z twą oceną musi to być piękniejsze od czegoś innego. To nieuniknione. Gdy doświadczasz transcendencji, kochasz siebie w pełni, przebaczasz sobie w pełni, doświadczasz niewinności, a to staje się twoim kryterium oceny wszystkiego, a zatem kochania wszystkiego. Na przykład, gdyby ktoś zapytał: „czy jadowita żmija jest dla ciebie tak samo piękna jak bukiet róż?”, to przemawiałby on z poziomu, na którym zakłada się, że piękno nie jest jedno. Zapamiętaj sobie coś na temat świadomości: „Każda istota prócz ciebie uważa się za doskonałą”. Słyszysz to? I to ty jesteś stuknięty. Czy myślisz, że róża nie uważa się za doskonałą? Czy myślisz, że wąż nie jest przepełniony miłością do siebie samego? Oczywiście, że jest! Czy liść na drzewie nie zachwyca się samym sobą? Czy skała nie roi się od cząsteczek, identyfikujących się jako granit? Oczywiście, że to czyni! Skała wie doskonale, czym jest, i w tym się spełnia. To ty jesteś w błędzie. Ty jesteś oddzielony. To ty nie wiesz, kim jesteś. Wow! Rozumiesz? Dobrze. Nic dziwnego, że nauczamy: „bądź wierny sobie”, głuptasie. Jeśli tego nie potrafisz, to jakże kiedykolwiek byłbyś w stanie wyjść na zewnątrz siebie i to odnaleźć? Nie byłbyś.

A oto subtelna różnica, która pojawia się w świadomości, jeśli pozwolisz na zaistnienie w niej hierarchii: skała wie, że jest skałą, ale nie wie, że jest tobą. Ty zaś możesz sobie uświadomić, że jesteś sobą, a zarazem skałą. Bo w istocie, jeśli nie jesteś skałą, jesteś niczym, ponieważ nie ma niczego poza prawdą, która obejmuje wszystko. Rozumiesz? Istnieje tylko stan świadomości. Nie ma nic innego. Właśnie dlatego możesz mówić o sobie jedynie tak: „Jestem Jaźnią”. Nie ma nic na zewnątrz ciebie. Jesteś skałą. Jesteś rośliną. Jesteś zachodem słońca. Jesteś urodzajną brązową glebą, z której będziemy zbierać plony. Czym innym mógłbyś być oprócz tych rzeczy? Nie chodzi mi o to, że czujesz się jak drzewo. Chodzi mi o to, że jesteś drzewem. Jest tu pewna różnica. Wiesz, chodząc sobie po świecie, ludzie czują czasem, jak ta energia podchodzi im do gardła, patrzą i nagle widzą wielkiego tucznika w chlewie, i mówią: „Czuję, jak ta wielka maciora ryje w błocie. Czuję się tak samo”. I jest w tym wiele prawdy. Lub być może przemawiają do drzew i czują, jakby one im odpowiadały. To bardzo prawdziwe doświadczenie. Po przejściu ostatecznego doświadczenia transcendencji nie masz już tożsamości odrębnej od świni, a więc nie jesteś w stanie określić, czym jest twoja świńska natura. Ha, ha, ha! Szkoda, że nie mogę tego wyrazić. Rozumiesz? Stajesz się drzewem, świnią… Tym właśnie jest miłość, nieprawdaż? Ci z was, którzy doświadczyli prawdziwego zjednoczenia, łącząc się w pary, spotykając się, nie potrafili podać różnicy między sobą nawzajem. Oczywiście, że nie. Przecież się połączyliście. Nie zalecam ci, żebyś się koniecznie bratał ze świnią! Wybaczcie! No cóż, wszyscy natychmiast próbują działać w świecie w oparciu o ograniczony układ odniesienia. Nie, nie, nie! Miłość nie dotyczy tego, o czym mówię; miłość nie ma z tym nic wspólnego. To byłoby jedynie próbą podtrzymywania ograniczonej tożsamości.

Miłość zdefiniowana w ograniczeniu będzie zawsze próbowała najpierw utożsamić samą siebie, a potem utrwalić dany stopień świadomości. Tym właśnie jest zwyciężanie silniejszego w przyrodzie, tym właśnie są przyczyna i skutek. Gdy już to przezwyciężysz, to zobaczysz, że rzeczywiście jesteś miłością i niczym innym. To by było na tyle, jeśli chodzi o nasz walentynkowy wykład o miłości. A więc jak się dzisiaj czujesz? Jako uosobienie miłości? Czy jest możliwe, abyś czuł się przez chwilę niegodny miłości, doświadczając jednocześnie stanu łaski? Pewnie, że tak! Tak naprawdę poczucie, że nie jesteś uosobieniem miłości jest tym samym co bycie jej uosobieniem. Nie da się tego nauczać. Ale spróbujemy. W pewnym stadium swojego postrzegania, po to, aby poczuć się godnym miłości, musisz przeżyć chwilę nie-miłości. Rozumiesz? W tej chwili czuję się godny miłości, lecz chwilę wcześniej tego nie czułem. Kiedy całkowicie przepełnia cię miłość, nie potrafisz dokonać rozróżnienia między czymś, co jest godne lub niegodne miłości. Oczywiście, że tak, ponieważ nie potrafisz tego osądzić. W ten sposób wiem, że kocham cię całkowicie. W ogóle cię nie osądzam. Wow! To jest wysoki poziom. Zrozum to, a pojmiesz, czego nauczamy.

Nie mogę cię kochać z powodu twoich przymiotów. Jeśli pozwolę w moim oddzielonym umyśle, aby bycie godnym miłości było jakąś cechą jakościową, to oczywiście zakładam, że istnieje coś, co jest jej niegodne, a takie rozumowanie jest błędne. Wszystko jest godne miłości. W końcu sobie uświadamiasz, że miłości się nie stopniuje. Kiedy to sobie uświadomisz, przypomnisz sobie wszystko. Powrócisz do swej twórczej postawy. Oto, co mówi Jezus w Kursie Cudów: „Twoje stworzenia czekają na twój powrót.”. Jak długo cię nie było? Tylko chwilę. Nie było cię, ale powróciłeś. Tak naprawdę – zawsze byłeś. Tak naprawdę nie opuściłeś Domu. Tak naprawdę nigdzie nie odszedłeś. To jest Niebo. Gdzie mógłbyś pójść? Gdzie możesz się udać, żeby znaleźć miłość? „Przemierzę cały wszechświat. Wejdę na najwyższy szczyt, zejdę do najgłębszej doliny w poszukiwaniu mojej prawdziwej miłości”. Dokądkolwiek się udasz, tam już będziesz. Jeśli pozostaniesz tutaj, będziesz wszędzie.

Myślę, że ostatecznie możemy powiedzieć, iż nie da się opisać miłości, podobnie jak prawdy, Boga i pełni. One po prostu są. Tak samo jest z tobą – gdy tego doświadczasz, to wiesz, że tego doświadczasz. Tak naprawdę nauczamy jedynie wiecznej miłości, ponieważ wszystko to, co nie jest wieczne, nie jest prawdziwe. Tego właśnie nauczamy. Lęk to śmierć. Jeśli wierzysz, że możesz umrzeć, to nie jesteś w stanie kochać. Będziesz po prostu współczuł. Jesteśmy tutaj, by ci powiedzieć, że nie możesz umrzeć i że jesteś jedynie miłością. To wszystko.

Posłuchaj mnie uważnie. Dodamy jeszcze jedno słowo do tego, czym naprawdę jest miłość – jest ona wolnością.

Wszelka miłość na Ziemi ogranicza. Z powodu swego ograniczonego stanu świadomości szukasz ochrony w związkach miłosnych i związujesz się nimi z powodu lęku. A więc tak naprawdę reprezentujesz miłość-lęk czy też miłość-nienawiść. Jeśli chcesz zmierzyć, w jakim stopniu kochasz kogoś znajdującego się pozornie na zewnątrz ciebie, to oceń, w jakim stopniu go uwalniasz. W jakim stopniu się go trzymasz, ponieważ myślisz, że możesz mieć miłość, zamiast być miłością? Oto najwyższa prawda, jaką mogę ci zaofiarować: nie możesz mieć niczego, ponieważ jesteś wszystkim. Nie możesz mieć miłości, ponieważ nią jesteś.

Jeśli chcesz, aby tak zwany związek miłosny na Ziemi całkowicie się udał, był absolutnie doskonały, pozbawiony jakichkolwiek odchyleń lub czegokolwiek, co nie jest prawdziwe, to musisz po prostu oddać mu się bez reszty. Jeżeli czegokolwiek brakuje w tym, co uważasz za związek miłosny, to jedynie tego, czego sam do niego nie wnosisz. Kropka. Czy to odpowiada na twoje pytania dotyczące związków, drogi bracie? Właśnie dlatego wszystkie związki miłosne na Ziemi są kompromisem. Ty nie wiesz, kim jesteś i druga osoba nie wie, kim jest, po czym dobieracie się w parę i razem nie wiecie, kim jesteście. Jak bardzo miłość na Ziemi zbliżona jest do nienawiści? Stoi tuż obok niej. Jak bardzo miłość na Ziemi zbliżona jest do lęku? Stoi tuż obok niego. Jak bardzo życie zbliżone jest do śmierci? Są one dokładnie tutaj, bracie. Amen. Dziękuję.

Jest to zapis wykładu Mastera Teachera. Zaczerpnięto go z książki pt.: ,,Powrót Heretyka”.

Cudem jest twoje przebudzenie

Oto kilka wykładów, które jesienią 1985 roku wygłosiliśmy z głębi serca jako prawdę o nas samych. Przesyłamy je z całą miłością do naszych braci na zachodnim wybrzeżu, jak również do brata Kena W. i brata Tary. Wiemy o waszych dokonaniach i niech was Bóg błogosławi. Dziękujemy wam.

Na nasze zajęcia zaczął przychodzić nowy brat. Czyta on Kurs Cudów. Słowa wydrukowane na kartce papieru przekazują każdemu, kto je czyta, sens, który widzi on w samym sobie. Myśl, która pojawia się podczas czytania, tak naprawdę pochodzi z jego własnej świadomości. Oto podstawa Kursu Cudów. W bardzo prawdziwym sensie ludzie studiujący Kurs Cudów wymyślają Kurs Cudów. Wymyślają również jego autora, określają, co chcą do Kursu dodać, a co odjąć, oraz układają całość według schematu z własnej pamięci. Paradoksem jest to, że Kurs Cudów sam przyznaje, że właśnie to czynisz.

Kurs Cudów to trening umysłu, który prowadzi do zmiany w twoim osobistym odczuwaniu rzeczywistości. Kropka! Rozumiemy doskonale, że gdy czytasz Kurs Cudów (a czytasz go dlatego, że tu jesteś i masz taką potrzebę), nie potrafisz go zrozumieć. A gdy mówię ci, że nie ma takiego wymogu, abyś go rozumiał, lecz żebyś się nim stał, to trudno jest ci to przyjąć. Skrybowie i tłumacze Kursu Cudów interpretują go w swym własnym ograniczonym układzie odniesienia. Nie mogą inaczej.

Możesz wziąć wszystkie tak zwane ekumeniczne idee zawarte w Kursie Cudów i udowodnić sobie, a być może również całemu swemu kulturowemu środowisku, że istnieje wiele podobieństw między tym, co mówi Kurs Cudów, a tym, co mówią wszystkie święte pisma, tradycje okultystyczne, czy też znawcy psychologii i filozofii. I co z tego? Twoje ograniczenie polega na tym, że nie potrafisz myśleć w jednolity sposób, dzięki czemu rozpoznałbyś, że wszystko, na co patrzysz, przenosisz do pełni, jeśli myślisz o tym jako o pełni. Weźmy przykład: ta świeczka jest albo absolutnie boska, doskonała i zawiera w sobie cały wszechświat, albo jest niczym. Twoje wyobrażenie o świeczce jako rzeczy odrębnej od koszyka sprawia, że podtrzymujesz w swym umyśle poczucie ograniczenia.

Ktoś powie ci: „Nie chcę studiować Kursu Cudów, ponieważ jest pełen słownictwa chrześcijańskiego”. Cóż to do diabła znaczy? Znaczy to jedynie tyle, że dana osoba skonstruowała w swojej świadomości zewnętrzną ideę na temat tego, czym jest chrześcijaństwo. Nie jest ona rzeczywista, ponieważ konkretne historyczne wydarzenia są zupełnie nieistotne. Nie ma w nich jedności. Mógłbym więc ją zapytać: co masz przez to na myśli? A wtedy stałoby się jasne, że podważyła ona pochodzenie Kursu. Wypracowała sobie, we własnej karmie czy też świadomości, definicję chrześcijaństwa. I oczywiście jest w błędzie. Opiera się na osądzie wynikającym z ograniczonych pojęć. Jeśli zapytałbym ją: „co masz przez to na myśli?”, ona odpowiedziałaby: „Porównuję to, jak Billy Graham, papież Jan Paweł II, Joanna d’Arc, święty Jan od Krzyża, krucjaty, Judasz, ezoteryczne chrześcijaństwo odnosili się do Nowego Jeruzalem”. A jakie to ma znaczenie? Co zyskasz przez zbudowanie w swym ograniczeniu pojęcia na temat Chrystusa lub na temat Boga? Nie możesz tego zrobić.

Podstawą Kursu Cudów jest nauczanie nieosądzania. Nieuniknione jest jednak, że jeśli skonstruowałeś siebie w przeszłości, to osądzasz swój związek z własnymi myślami. Jezus naucza tego w Kursie w ten sposób: ty dosłownie oddzielasz myśli w swoim umyśle i rzutujesz je na zewnątrz po to, aby potwierdzić ich zasadność w swym błędnym wyobrażeniu o sobie. Jeśli powiem ci – tak jak Jezus naucza tego w Kursie – że idea nigdy nie opuszcza swego źródła – a wy jesteście samymi ideami – to co z twoimi ideami? Co sądzisz dzisiaj o swoich ideach? Gdy rozglądasz się dookoła, co myślisz o swoich wytworach? Czyje to wytwory, jeśli nie twoje? To jest podstawą Kursu Cudów. Jeśli uważasz, że na zewnątrz ciebie jest coś, czego nie możesz kontrolować lub czego nie wytworzyłeś własną świadomą myślą, to będziesz skazany na bronienie się przed tym lub interpretowanie tego, lub ocenę, że jest to od ciebie oddzielone. A przecież nie jest oddzielone.

Wszystkie ezoteryczne grupy mówiące o procesie obudzenia, nauczają nieosądzania; nauczają Błogosławieństw, Kazania na Górze (Mt 5-7) czy też pierwszych piętnastu lekcji z Książki Ćwiczeń Kursu Cudów. Ten mistrz, ta obudzona świadomość – Da Free John, naucza Kursu Cudów. Oczywiście, że tak. Jeśli przyjmiesz postawę obudzenia w swojej świadomości, to niemożliwe jest, abyś nie nauczał tego samego, co ja. Lecz pamiętaj, że proces rozpoznawania tego, to proces poszerzania twojej świadomości, czyli autentyczne doświadczenie transformacji. I właśnie temu zaprzecza religia czy też nauka w ograniczonym stanie świadomości.

Proszę, posłuchaj. Przeczytam ci tylko jedno. Pochodzi to z nowej książki Da Johna wydanej przez Dawn Horse Press. Jest tu zawarta pradawna definicja, lub jedna z definicji, tego, czym jest obudzony Chrystus, czyli Awatar, czyli Mistrz czy też oświecona świadomość. Mówiąc prosto: Veera, obudzony mistrz, boski człowiek, dzięki potwierdzeniu zasadniczej wartości tego, co zabronione, sprawia, że to, co zabronione, traci swą moc zanieczyszczania, poniżania i niewolenia. Tym dokładnie jest przebaczenie. Taki człowiek nie daje swym projekcjom władzy nad sobą. On nie osądza. Proces osiągania stanu nieosądzania to doświadczenie transformacji. Jeśli więc siądę tu przed tobą i spojrzę na ciebie w świetle tego, co mówi Kurs Cudów, i powiem ci: „Jesteś żywym Synem Boga, zaś na poziomie świadomości jedynym żywym Synem Boga, czyli jedynym przejawieniem świadomości w całym wszechświecie, które jest doskonałe samo w sobie”, to nie będziesz w stanie tego przyjąć. A jednak zapewniam cię, że to prawda.

Nie jesteś sumą idei na swój temat, ponieważ idee na twój temat nie są prawdziwe. Pamiętaj, że to ty tworzysz historię, aby dostosować się do własnych ograniczeń. Historia człowieka nie ma charakteru obiektywnego. Jest subiektywna, ponieważ historia to tylko idee człowieka o nim samym, które są nieustannie na nowo spisywane. Nie ma sensu nadawanie historii znaczenia z obiektywnym uzasadnieniem. W ten bowiem sposób jedynie uzasadniasz swój własny ograniczony stan świadomości, uzewnętrzniając pozorną pamięć czy też pozorną przeszłość.

Kurs Cudów, proces transformacji, uczy cię nieoceniającego myślenia. Czy to jest proces? No pewnie! Wszystko, co przeczytałeś w Kursie Cudów do tej chwili oraz sposób, w jaki będziesz czytał Kurs Cudów dziś wieczorem, będą całkowicie różne. Pamiętaj, że świadomość czy też energia, która poczęła Kurs Cudów, złożyła go z wielu różnych aforyzmów. Jeśli chcesz spędzić cały wieczór, rozmyślając nad jednym zdaniem z Kursu Cudów, zamiast próbować go sobie poskładać we własnym ograniczeniu, to rozważ następujące zdanie: Aby komunikacja miała sens, musi być nieograniczona. Czy rozumiesz, co właśnie powiedziałem? Na Ziemi nie ma komunikacji. W każdej chwili możemy razem doświadczyć pełnej komunikacji, tak jak zrobiliśmy to w tamtym momencie. Mieliśmy bowiem wspólny cel. Pomyśl o tym. Jeszcze raz powtórzę: Aby komunikacja miała sens, musi być nieograniczona. Ograniczona komunikacja jest zawsze zaprzeczeniem miłości, ponieważ najlepsze określenie na miłość to „nieograniczona komunikacja”. Jeśli będę cię analizował w mojej świadomości lub nadam ci jakieś cechy czy właściwości w moim ograniczonym wyobrażeniu o tobie, to w ten sposób cię potępię, gdyż nie będę w stanie uświadomić sobie własnej pełni. O kurczę blade! Ależ to proste! Dokładnie to jest powiedziane w tym zdaniu.

Oto perełka: Osąd nie jest atrybutem Boga. To wszystko, co potrzebujesz wiedzieć, aby się obudzić. Czyż nie jest to niesamowite? Osąd nie jest atrybutem Boga. Ty zaś mówisz: „Zaraz, chwileczkę, On przecież ocenia, czy robię to lub tamto; czy coś przychodzi, czy odchodzi; czy to jest duże, okrągłe lub grube”. Nie! Nie! Co takiego prawda mogłaby osądzać? Nieprawdę? W jaki sposób? Jak mogłaby istnieć nieprawda? Spójrz na to. Pomyśl o tym zdaniu przez resztę dnia. To cię od razu obudzi. Dlaczego? Bóg jest nieosądzającą pełnią, ale czego On od ciebie wymaga? Potwierdzenia Jego myśli! Co jest Jego myślą? Twoja myśl w prawdzie! Jak mogłeś pomyśleć o Bogu i i Go nie urzeczywistnić? W jaki sposób mógłbyś dotrzeć do możliwości prawdy czy też jedności, a następnie jej zaprzeczyć? Oczywiście, że Bóg nie sądzi.

„Jakieś 6,5 tysiąca lat temu pozostawiono w tej części galaktyki centralny komputer, który wyraża w pełni jedność oraz jeden cel wszechświata. Gdy tylko gatunek, zwany homo sapiens, gatunek ludzki, osiąga swą dojrzałość, strumień energii z owego kategorycznego i bezkompromisowego komputera płynie wprost ku nieuniknionemu doświadczeniu transformacji.” Można to wyrazić również w ten sposób. Wyrażaj to, jak chcesz.

Nie ma żadnych błahych myśli. Wszelka myśl rodzi formę na jakimś poziomie. I teraz masz spory problem. Ty bowiem naprawdę myślisz, że możesz na osobności myśleć o czymś, o czym nie wiedziałby już cały wszechświat. Nie możesz. Dlaczego? Bo ty jesteś całym wszechświatem! Nie ma żadnej myśli na zewnątrz ciebie. Jeśli konstruujesz to w swojej świadomości, a zapewniam cię, że konstruujesz, to jak możesz oddzielać pewne idee i myśli od innych? Nie możesz! To niemożliwe. Jakże proste się to staje dla ciebie, jeśli chcesz na to spojrzeć w ten sposób, bo jak powiedziałby Jezus, ty jesteś zbawicielem tej Ziemi i jedynym Synem Bożym. Dlaczego jest to rozsądne i prawdziwe? Ponieważ to ty skonstruowałeś Ziemię w swojej świadomości. Ona nie jest prawdziwa, ale ty uznałeś ją za prawdziwą. Pozwalam ci się teraz od niej uwolnić. Czy widzisz, co ci zaofiarowałem? Moc, by uczynić co? Skorygować, przeformować, rozpoznać, przemienić… To nie jest na zewnątrz ciebie. To przecież ty! Co więc ci dałem? Wolność! Czy zechcesz ją wziąć? Czy też nadal chcesz udawać, że coś może na ciebie wpłynąć, bo zapomniałeś, że ty jesteś tego przyczyną? To jest podstawą prawdy, którą znam.

Jakże proste się to staje! Jakże oczywiste staje się uznanie przez ciebie własnego Chrystusostwa, gdy jesteś gotów wziąć odpowiedzialność za wytwory własnego umysłu! Faktem jest, że zaprzeczasz części samego siebie. Dlaczego? Ponieważ znajdujesz się w ograniczonym stanie świadomości. Jeśli porządkujesz swe myśli lub wyobrażasz sobie wczoraj lub jutro, lub jakąkolwiek formę działania, to niemożliwe jest, abyś nie czuł się z tego powodu winny. To niemożliwe, ponieważ znajdujesz się w stanie, w którym coś odrzucasz. Podejmujesz decyzje, sądząc, że możesz wywrzeć jakiś skutek. Nie możesz! Każdy skutek już został wywołany i jest wywoływany twoją myślą w momencie, gdy o nim myślisz. Jakże, do diaska, tego nauczać?

Podstawą dylematu twoich duchowych poszukiwań jest to, że nie potrafisz zobaczyć, że potencjalność jest niemożliwa. Nie ma czegoś takiego w świadomości lub we wszechświecie, lub w prawdzie, co nie byłoby czynne teraz, a co mogłoby być pobudzone do działania w przyszłości. To dziwne pojęcie. Wydaje się, że tak jest, a ja oczywiście nauczam poprzez Kurs Cudów, że możesz pobudzić swój karmiczny potencjał, ale zapewniam cię, że w pojedynczym błysku zawiera się cała historia schizmy, którą wciąż odtwarzasz w swoim umyśle. I jeśli to właśnie wybierzesz, to będziesz w stanie ciągłego zaprzeczania własnym myślom. O tym mówi Kurs Cudów. Absurdem jest idea, że Ziemia istnieje gdziekolwiek poza twoją pamięcią. Oczywiste jest, że schizma to twoja pamięć. Ty śnisz. To jest twój sen. Zasnąłeś, pamiętasz? Zasnąłeś. W pełnym stanie świadomości powstała jedynie twoja własna konfiguracja snu. Zapomniałeś, że ty jesteś tego przyczyną. W jaki sposób można cię tego nauczyć? Jak mogę nauczać iluzję? Nie mogę. Lecz mogę ci pokazać, że jeśli przeczytam ci konkretne zdanie, to będziesz mógł mu się przyjrzeć, a gdy pogłębi się twój układ odniesienia – dzięki indywidualnej fizycznej, psychicznej, mentalnej i emocjonalnej transformacji – to zobaczysz w swojej pozornie ograniczonej myśli – pełnię czy też strukturę pełni.

Spróbujmy czegoś innego. Niektóre z tych idei są bardzo, bardzo trudne. Musisz wybrać pomiędzy całkowitą wolnością a całkowitym zniewoleniem, ponieważ nie ma innych opcji. Innymi słowy, albo jesteś całkowicie zniewolony i pozostajesz tu na wieki, albo jesteś w Niebie i jesteś wolny. Nie ma kompromisu. Nie ma niczego pomiędzy. Co za piękna myśl! To prawda i dlatego boisz się, że gdy Go uznasz, to będziesz musiał wyprzeć się wszystkiego, co – jak myślisz – wiesz, ale przecież wszystko, co – jak myślisz – wiesz, nigdy nie było prawdą. Każdy z was indywidualnie musi sobie uświadomić, że Ziemia nie jest prawdziwa. Musi istnieć, i istnieje, sposób, aby to rozpoznać. Ale to zależy od ciebie.

Doświadczenie i przemiana umysłu, które zachodzą w tobie oraz w grupie pełnego zaangażowania, są nadzwyczajne. Odradzasz się na nowo z chwili na chwilę. To bardzo piękne doświadczenie. Czy jest to proces odłączania się od ograniczonej jaźni? Oczywiście, że tak. Czy jest to wyciszanie procesu myślowego w mózgu? Tak. Doświadczenie transformacji nie jest mówieniem o doświadczeniu transformacji. Nie możesz mieć doświadczenia. Możesz jedynie być doświadczeniem. O mój Boże! Definicje doświadczenia – czy to ekstatycznego, czy pełnego lęku – są zupełnie nieistotne, ponieważ niczego nie komunikują. Informują jedynie o ograniczonej idei lub odrębnej obiektywnej obserwacji doświadczenia, a to zawsze wiąże się z osądem…

Brat Sharon przedstawiła wczoraj bratu Glorious dziwną myśl, mówiąc: „czyż nie jest prawdą, że obok złych nałogów istnieją też całkiem dobre nałogi?”. Zabrzmiało to tak, jakby potrafiła ona je rozróżnić. Cały dylemat egzystowania na Ziemi sprowadza się do definiowania pewnych nałogów jako lepszych od innych. A przecież w niewoli trzyma cię właśnie nałóg jaźni czy też świadomości jaźni, czyli założenie, że nałogi można stopniować. Wszystko to jest utwierdzaniem odrębnego „ja”. Co za piękna idea! Lecz zapewniam cię, że na każdą osobę, która określa jeden nałóg jako zły, a drugi jako dobry, mogę znaleźć kogoś, kto – co zrobi? Określi najgorszy nałóg, jaki mógłbyś sobie wyobrazić i odrzucić – jako boski. Rozumiesz? Oczywiście, że jest to prawdą. Znałem człowieka, który miał boski nałóg molestowania trzylatków. Czy jest to bardziej lub mniej boskie niż uczynki kogoś, kto służy prawdziwemu celowi, kto pomaga biednym? To nie ma z tym nic wspólnego. Ekspresja jaźni w związku z nałogiem lub satysfakcja, jaką ona z niego czerpie, jest zawsze ograniczona. Kto wie o tym lepiej niż alkoholik uzależniony od pół litra dżinu na śniadanie? Mówienie, że on nie czuje się bosko, gdy pije, jest niedorzecznością. Oczywiście, że czuje się bosko. Czy dlatego jest to boski nałóg? Zdaje się, że tak. Jak definiujesz zniewolenie? Czy ono pozornie go uwalnia? A czy wzięcie w niewolę innej świadomości „dopóki nas śmierć nie rozłączy” jest jakiegoś rodzaju wolnością? Jak ty to definiujesz? To przecież głupie.

Ograniczenie zawsze więzi. Oczywiste jest, że ograniczenie nie mogłoby zaistnieć bez lęku. Już sama troska o pożywienie (a jest o tym mowa w lekcji 76 Kursu Cudów) jest zaprzeczeniem idei, że nie podlegasz innym prawom niż Bożym. Oczywiste jest, że ustanowiłeś ideę wartości odżywiania się, wartości utrzymywania równowagi w stanie świadomości, w którym się znajdujesz. Robisz to i dlatego tu jesteś. Jeśli otworzysz teraz książkę i przeczytasz mi na głos lekcję 76, to natychmiast zaczniesz jej zaprzeczać. To nieuniknione. Twoje istnienie opiera się na zaprzeczaniu tej lekcji. Jeśli będziesz cenił to zaprzeczenie, nie unikniesz jego konsekwencji.

Niesamowite! Przyczyna i skutek. Oczywiste jest, że każde działanie pociąga za sobą kolejne działanie. Oczywiste jest, że każda myśl pociąga za sobą następną. Posłuchaj mnie. Wiesz, jaki jest jedyny sposób na wyeliminowanie przyczyny i skutku? Według tego, czego nauczamy w Kursie Cudów, jest nim rozpoznanie, że przyczyna jest skutkiem. W rzeczywistości nie ma absolutnie żadnej odległości między przyczyną a skutkiem. Właśnie dlatego Ojciec jest Synem. Nie możesz mieć myśli, która już by się nie wydarzyła. Możesz próbować na nią wpłynąć później, lecz podstawą mojego nauczania jest skracanie koncepcyjnej odległości między twoim myśleniem a jego rezultatami. Skracam twój czas, bracie… Ty myślisz, że istnieje jakiś czas między chwilą obecną a czasem, kiedy umrzesz. Nie istnieje! Ponieważ masz wyobrażenie o śmierci, możesz umrzeć jedynie teraz. Jeśli to zrobisz, to zobaczysz, że jesteś wieczny. Jeśli będziesz to odkładał, to skonstruujesz przyszłość w oparciu o swoją nieprawdziwą przeszłość. To nieuniknione.

Czy mogę skrócić dla ciebie czas? Jak powiedziałby nasz brat Jezus, możemy niezmiernie skrócić czas. Innymi słowy, możesz w tej chwili wejść w swoją teraźniejszość i wyjść do wieczności. Wieczność nie jest jakimś długim czasem, mój bracie – ona nie ma z czasem nic wspólnego. Co za dziwna idea! Ludzie mawiają: „Kto chciałby żyć wiecznie, jeśli wieczność wygląda w ten sposób”. Wieczność nie ma nic wspólnego z tym światem. Albo jesteś spełniony w tej chwili, albo nigdy nie będziesz. Nie ma niczego poza prawdą. Prawda jest prawdziwa i nic innego nie jest prawdziwe. Nie ma stopni „prawdziwości”. Prawda nie jest czymś względnym. Nic dziwnego, że odczuwasz ból i lęk. Nic dziwnego. Myślisz, że istnieje sprawiedliwość w ograniczeniu. I szukasz jej – „okiem za oko”! Ustanawiasz qui pro quo – ja dam ci to, a ty mi w zamian dasz tamto – a wszystko to opiera się na ograniczeniu. Nie ma czegoś takiego. Albo jesteś wszystkim, albo niczym.

Ile razy tego nauczałem? Ile razy to powtarzałem? Mówiłem to przez dziesięć tysięcy lat. Dwa tysiące lat temu stanąłeś na górze i właśnie to mi powiedziałeś, bracie. Powiedziałeś: „Nie opieraj się złu. Błogosławieni ubodzy w duchu. Błogosławieni ci, którzy wprowadzają pokój. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości. Błogosławieni ci, którzy są prześladowani w imię moje. Twoje królestwo nie jest z tego świata. Czyż nie wiesz, że musisz się ponownie narodzić?” Niesamowite! Powtarzane to było wciąż na nowo i na nowo, i wreszcie, co? Przychodzę do twojego snu – do twojej kondycji śmierci i mówię ci, że nie ma śmierci, że jesteś wieczny w swojej świadomości. Kropka!

Co pokazuję ci w ten sposób? Że nie możesz uciec od siebie. Dzięki temu osiągasz stan akceptacji siebie w swojej świadomości. Nigdy nie dotrzesz do Boga poprzez zaprzeczenie sobie lub swemu bratu, który jest tobą. Kropka! Zaprzeczenie jest zawsze nienawiścią. Akceptacja i przebaczenie jest zawsze miłością. Niezwykłe odkrycie, że możesz dawać jedynie sobie, to największy krok, jaki kiedykolwiek mógłbyś uczynić w tak zwanym koncepcyjnym pojmowaniu. Rozpoznajesz bez cienia wątpliwości, że to ty jesteś twórcą wszystkiego i że stwarzanie to rozdawanie twojej pewności co do tego, kim jesteś. Jeśli nie staniesz się w tym doskonały, to będziesz dokonywał projekcji; jeśli będzie to prawdziwe, to będziesz to szerzył, ponieważ w rzeczywistości idea nigdy nie opuszcza swego źródła. To takie proste! Powtarzamy ci wciąż na nowo: „Jesteś wszechświatem. Istnieje tylko jedna świadomość – ty nią jesteś. Nie ma nic na zewnątrz ciebie”. To jest najwyższy poziom, na którym możemy ci przedstawić możliwość jakiejkolwiek przemiany. I to właśnie dzieje się tutaj. Zawsze zależy to od ciebie. Nie możesz obarczyć winą swoich własnych projekcji ani oddać im swej odpowiedzialności, ponieważ już wcześniej je ograniczyłeś swoją definicją siebie.

Świadomość zbiorowa nigdy nie znajdzie Boga. Zbiorowa świadomość jest z samej swej definicji nieprawdziwa. Jest tylko jedna świadomość. Możemy próbować spotykać się w grupach, aby poprzez terapię wywoływać doświadczenia transformacji. To niezwykle zaawansowany poziom w tak zwanej psychologii czy też psychologii transpersonalnej, lecz ostatecznie każda świadomość dochodzi do prawdy o sobie indywidualnie. Jednak dzieje się to nie poprzez współodczuwanie, lecz rozpoznanie. Czy wszyscy mnie słyszą?

Pełnia w rzeczywistości nigdy nie jest czymś wspólnym. Pełnia jest pełnią tylko w tobie. Wow! Czyż nie nauczamy pojedynczości? Coś takiego! Jest to pojęcie, które wzbudza w tobie ogromny lęk, mój bracie. To bardzo trudne. Ty wciąż chcesz oddawać cześć i nadawać wartość swojemu ograniczeniu. I będziesz to robił poprzez zakładanie rodziny; będziesz to robił poprzez konstruowanie mechanizmów obronnych. Zrobisz wszystko, co w twojej mocy, aby nie przejść procesu, który ma ci pokazać, że faktycznie jesteś wieczny i że jesteś całą świadomością. Przybyłem, aby ci powiedzieć, że jest to nieuniknione i że tego doświadczysz. I za każdym razem, gdy dokonujesz wyboru, by zwrócić się w tym kierunku, odwracasz się od fałszu swoich własnych projekcji. Jakie to proste!

Pełne zaangażowanie przynosi natychmiastowy rezultat – tak samo jak nieskończona cierpliwość. Pełne zaangażowanie i nieskończona cierpliwość są tym samym. Przygotujcie drogę Panu. Oto jestem z wami zawsze. Myślałem, że to ty miałeś przygotować dla mnie drogę… Świadomość wszechświata jest tutaj – albo nie ma jej nigdzie. Masz zadziwiającą skłonność do tego, by przychodzić tutaj, a potem wynosić stąd na zewnątrz coś innego. To jesteś tylko ty! Właśnie to zaczynasz teraz rozpoznawać.

Pełnia jest stanem świadomości. Ostatecznie nie ma ona nic wspólnego z tym, jak ją osiągasz. Jedyne, co teraz dzieje się na Ziemi, to rozpoznanie wszechobecnej prawdy, że w tej ograniczonej konfiguracji wiedzę można osiągnąć poprzez zmianę w świadomości czy też doświadczenie transformacji… Oczywiście z socjologicznego punktu widzenia bardzo nieelegancko się temu zaprzecza. Zakłada się, że w jakiś sposób możliwe jest, by ktoś miał bardziej zaawansowane idee i że dzięki nim byłby w stanie kontrolować swoją sytuację społeczną. I to właśnie dzieje się w tym świecie. Oczywiście, że tak. Każdy usiłuje kontrolować swą sytuację społeczną. Nie da się tego uniknąć.

Idea, że genetyka czy też karma, ma wpływ na to, jak reaguje pozornie ograniczona świadomość, czyli jednostka, jest przyczyną występowania tu różnych stopni dojrzałości. Stąd zaś biorą się różnego rodzaju dziwne hierarchie: od króla do parobka, czy od Bramina do nietykalnych w hinduizmie, z włączeniem w to wszystkich ograniczonych pojęć człowieka o nim samym w związku z ostateczną prawdą o jego boskości. Musisz zatem kategorycznie zaprzeczyć Chrystusowi, czyli tak zwanej zaawansowanej świadomości, która przychodzi do was i naucza, że możecie teraz przejść doświadczenie transformacji, które objawi wam nową świadomość. Podstawą twojej świadomości jest niezależność od własnego źródła. Wiele świadomości zaczyna teraz myśleć w duchu New Age, rozpoznając, że są przyczyną tego świata. Cytaty pojawiające się ostatnio w literaturze duchowej oraz cała historia człowieka pokazują, że to właśnie twoje wyobrażenie nadaje temu światu pewną formę rzeczywistości w twoich oczach. Oczywiście jest to bardzo prawdziwe, ale cała trudność polega na tym, że w jednym zdaniu mówię ci, iż jesteś za to odpowiedzialny – tak, właśnie ty – a w następnym zdaniu mówię ci, że nie wytworzyłeś siebie. I teraz nie masz wyjścia. Jeśli pójdziesz z tym o krok dalej, to będzie to oznaczać, że Ziemia jest twoim wytworem. Lecz Ziemia nie jest bardziej prawdziwa niż ty w idei komunikacji czy też twórczej energii. Nauczamy więc jedynie tego: powróć do domu – do swego źródła.

Mimo iż wszystkie wspólnoty wyznaniowe nauczają, że dzięki procesowi transformacji można dotrzeć do prawdy, to prawdziwym wyczynem byłoby już samo uznanie tego przez społeczeństwo, przez organizacje znajdujące się w tym ograniczonym stadium świadomości. Zarówno środowisko naukowe, jak i artystyczne, staje przed dylematem geniuszu i oczywiście mu zaprzecza. Przede wszystkim zaś zaprzecza swemu własnemu potencjałowi, ponieważ zabiera się za obserwowanie sztuki w swej własnej konfiguracji.

Prawda jest taka, że jeśli nie będziesz szerzył idei transformacji, to nigdy nie będziesz się komunikował. Oto jedyna rzecz, którą możesz powiedzieć w tym iluzorycznym świecie: Mogę to przezwyciężyć! Mogę to rozpoznać! Możemy wziąć twoją pozorną różnorodność i sprowadzić ją do jedności. Możemy pokazać ci nowy sposób patrzenia na wszystko. Być może pokażemy ci, że najbardziej oczywistą rzeczą, jaką może sobie tutaj uświadomić jednostka, jest to, że ona sama skonstruowała śmierć. I zapewniam cię, że w ograniczeniu, w którym się określiłeś, możesz jedynie umrzeć. A to naprawdę dziwne! W tobie bowiem zawiera się idea prawdy i wieczności, o których przecież sam mówiłeś. Dlaczego więc wszystko, co widzisz tutaj używając ograniczonej percepcji, przechodzi proces umierania? Jest cykliczne – rodzi się, dojrzewa i umiera. Wszystko znajduje się w ramach czasu i przestrzeni, ponieważ ty znajdujesz się w ramach czasu i przestrzeni.

Czy idea twojego końca, twojej nieuniknionej śmierci, wiąże się dla ciebie ze wzburzeniem, bólem, a wreszcie – ze złością? To byłoby całkiem zrozumiałe. Oczywiste jest, że wszystkie przejawy twojej choroby, nienawiści, prób zbliżenia opierają się na idei twojego ostatecznego unicestwienia. To absurd. Nie ma to najmniejszego sensu. Gdy ja zaś proponuję ci absolut – wieczność, to ograniczenie twej natury sprawia, że mi zaprzeczasz i czynnie angażujesz się w zachowanie ograniczonej świadomości, która musi doprowadzić cię do śmierci i unicestwienia. Jakże to nierozsądne z twojej strony! Cóż mogłoby być rozsądnego w śmierci? Cóż jest rozsądnego w bólu i ograniczeniu? Oczywiście podstawą ograniczonej świadomości jest utożsamienie się z formą odrębnej jaźni egzystującej w stanie ograniczenia lub braku, odczuwającej wyraźną potrzebę podtrzymywania tego poziomu świadomości w celu przetrwania. Gdy więc ja proponuję ci ideę, że nic, co nie jest wieczne, nie jest prawdziwe, to w pierwszym momencie nie mieści ci się to w głowie.

Twoje rozpoznanie, że jest to twój wytwór, poprowadzi cię bezpośrednio do prawdy, ponieważ przyjmiesz bez żadnych zastrzeżeń ideę, że nie ma nic na zewnątrz ciebie. Po prostu nie ma niczego poza twoim tego wyobrażeniem. Jakże paradoksalne jest pojęcie obiektywności czy też idei oddzielenia! Wydaje się całkowicie absurdalne, że ktoś mógłby postrzec ideę dwóch oddzielonych od siebie rzeczy. Oczywiste jest, że ich byt opierałby się na nieświadomości, czym jest obserwowany obiekt. To szaleństwo! To bez sensu. A więc oni analizują ograniczenie zamiast pełni. Filozofują na temat własnej fałszywej konfiguracji – swej własnej odrębności. Niesamowite!

Gdy przechodzisz przez proces regeneracji, zaczynasz się odłączać od chaosu, a to może być postrzegane jako coś, co wywołuje ogromny konflikt. Nie czujesz bowiem więcej potrzeby, aby uczestniczyć w społecznych rytuałach śmierci opartych na związkach odrzucenia, ani intensywnej potrzeby osiągania ograniczonych celów. Rzeczy te tracą bowiem dla ciebie swe znaczenie. Ale ponieważ ziemska świadomość wywodzi się jedynie z pamięci, to otaczający cię ludzie, którzy pozostają w stanie dualizmu, będą cię postrzegać przez pryzmat swych własnych ograniczonych parametrów świadomości. Jeśli pójdziesz w innym kierunku, a oni nie będą potrafili się przystosować, to zaatakują cię lub ci zaprzeczą. Oczywiście, że tak! Spójrz na to z punktu widzenia swego wyobrażenia o sobie, a stanie się dla ciebie oczywiste, że skoro jesteś twórcą lub błędnym wytwórcą wszystkiego dookoła, to jedyne, co mogłoby przysporzyć ci bólu lub cię zawieść, to twoja własna idea na ten temat. Oczywiste jest, że każdy tutaj doświadcza gniewu, bólu, ataku i obrony z powodu własnych myśli. Jeśli pójdziemy z tym o krok dalej, to dojdziemy do nieuniknionego wniosku, że atakują cię twoje własne myśli, i rzeczywiście tak się dzieje. Jesteś tylko pamięcią! Jesteś ograniczoną maszyną do wspomnień.

Potrzeba posiadania ciała w świecie percepcji jest oparta na przechowywaniu pamięci momentu oddzielenia. I to wszystko zawiera się w tobie. To nie jest coś na zewnątrz. Każda idea, którą masz i którą odrzucasz, pozostaje z tobą. Masz na przykład ideę piękna, ale ona zawsze wiąże się z brzydotą. A więc w swym ograniczonym stanie pozornie unikasz lub pozbywasz się brzydoty. Lecz ona nigdzie nie odchodzi. W jaki sposób egzorcyzmujesz brzydotę lub zło, czyli diabła – tę ograniczoną część siebie, konfigurację ataku i obrony? Nigdy nie możesz odnieść zwycięstwa nad pozornym złem poprzez walkę. Jesteśmy więc przy Kazaniu na Górze i mówimy: Nie opieraj się złu. Dosłownie – nie broń się przed swymi własnymi ideami. Tylko twoje myśli mogłyby być ograniczające czy też złe. Twoje królestwo nie jest z tego świata. Nie jesteś stąd. Wszystkie twoje prawa pozornej sprawiedliwości prowadzą donikąd. Wszystkie twoje konfiguracje dawania i odbierania, posiadania i trzymania się, życia i umierania, nie mają żadnej wartości, poza wartością, którą ty im nadałeś w swoim umyśle. Posłuchaj mnie: jeśli nadasz Ziemi wartość, to będzie ona miała wartość. Nie pozbędziesz się jej poprzez uznanie jej za bezwartościową, a następnie próbę jej porzucenia. No przecież! A wiec nauczamy, abyś był uzdrowiony, prawdziwy, abyś kochał i szerzył. Bądź bezbronny. A przede wszystkim nauczamy, abyś przebaczał. Nieważne, że przebaczasz jedynie własnym myślom. To będzie następny krok – to, że dajesz jedynie sobie; że ostatecznie możesz przebaczyć jedynie sobie. My nauczamy: poznaj siebie. I tego doświadczysz.

Czy ośmielisz się rozpocząć od założenia, że jesteś jedynym żyjącym Synem Boga? Jakże masz dotrzeć do prawdy, jeśli nie zaczynając od tego, na czym opiera się prawda? Jeśli nie ma żadnej idei na zewnątrz ciebie, to któż jest prawdą? Któż jest całą świadomością wszechświata? Nic nie jest od ciebie oddzielone. Ty trzymasz wszechświat w swej dłoni. Jak zatem można zbawić Ziemię? W jaki sposób możemy wrócić do miłości, piękna i prawdy? Tylko poprzez przemianę twojego umysłu, i tylko w ten sposób.

No dalej, przyjrzyj się ze mną w rozsądny sposób temu, co nieuchronne w twojej świadomości. Spróbuj teraz w swojej własnej pamięci i świadomości wyobrazić sobie śmierć. Widzisz, jak zasłona zakrywa twą głowę? Spróbuj spojrzeć w ciemność. Postaraj się zobaczyć, postaraj się być świadomym unicestwienia. Czy widzisz, że proces obudzenia jest procesem śmierci? Transformacja tak naprawdę polega jedynie na odłączeniu się od twego własnego ograniczonego „ja”. Tym jest zmartwychwstanie, oświecenie.

Historia wszechświata zawarta jest w tobie. Nie ma takiej myśli w konstrukcji świadomości, która nie byłaby w tobie zawarta. Ty jesteś I-Ching, wzorcowym kodem genetycznym, całą historią… Z religijnego punktu widzenia: ty jesteś drogą i światłem. Z naukowego punktu widzenia: wszystko rodzi się z twojej świadomości. Jeśli nie ma nic na zewnątrz ciebie, to wszystkie pozorne części muszą zawierać w sobie pełnię. Zapewniam cię, że tak jest. Pełnia nigdy nie mogłaby być sumą swych części, skoro ty jesteś tym, który wszystko sumuje. Jeden plus jeden nigdy nie mogłoby równać się dwa, ponieważ to ty jesteś plusem. Gdziekolwiek dwóch lub więcej spotyka się, tam ja jestem. Ależ oczywiście! Jakie to proste! A zatem, boscy kucharze, przyrządźcie potrawkę, a gdy skończycie, sami wskakujcie do garnka! Oto niezwykła idea wolności wynikająca z przyjęcia odpowiedzialności za wszechświat. Oto nieprawdopodobna wiedza, że wszechświat jest dobry, że nic tak naprawdę nigdy nie przeciwstawia się niczemu innemu. Nic nie ściera się z rzeczywistością czy też prawdą. Wow! Odkładasz więc swą zardzewiałą szablę. Stajesz z dala od zgiełku bitwy i mówisz: „Nie będę więcej brał w tym udziału”.

Jakże łatwo jest zobaczyć z historycznego punktu widzenia, że idea Chrystusostwa musi spotkać się z prześladowaniem, z ukrzyżowaniem. Oczywiście, że tak. Konfiguracja świadomości związana z porządkiem społecznym w ograniczeniu opiera się bowiem na idei śmierci. Gdy ja pojawiam się wśród was i mówię: „nie możesz umrzeć”, to tak naprawdę oznacza, że jeśli pójdziesz ze mną, to Ziemia się rozpadnie. Oczywiście, że tak. Przytoczmy tu piękną wypowiedź Jezusa Chrystusa z Kursu Cudów, w której stwierdza on, że ty naprawdę sądzisz, iż tu przybyłeś i zastałeś Ziemię w dualizmie, czekającą na to, byś doprowadził do jej przemiany. Wręcz przeciwnie – jeśli ciebie tutaj nie ma w twojej świadomości, to Ziemi również tu nie ma. Dlatego określamy cię jako jedynego żyjącego Syna Bożego. Nie ma żadnych błahych myśli. W rzeczywistości nic nie jest odrębne. Od czego miałoby być odrębne? Po co miałoby lub mogłoby oddzielać się od jedności? Nie! Nie!

Wszędzie wokół ciebie jest energia, która w dualizmie przejawia się jako ciągłe dzielenie na części. A ty szukasz w tym jakiegoś sensu. Szukasz go w ograniczeniu swojej świadomości, aby doświadczyć jedności. I to jest jedynym celem świadomości – uciec od chaosu, który wytworzyłeś! Wow! Przypomnieć sobie, że jesteś przyczyną, a nie skutkiem. Wow! Uświadomić sobie jedynie, że to ty jesteś Adamem, który zasnął, i że obudzisz się w tej chwili w prawdzie o sobie. Wszystkie twoje „wczoraj” już przeminęły. Nie możesz zaprojektować swojego jutra. Porzucając swoje „wczoraj”, bierzesz wszystkie swe historyczne doświadczenia i udoskonalasz je, uświadamiając sobie w pełni, że w każdym z nich tkwi potencjał twojego przebudzenia. Nie osądzasz więc swojej karmy, swych przeszłych doświadczeń. Puszczasz swoje urazy. Przebaczasz. Szerzysz swą miłość i wracasz do domu.

Czy Niebo jest prawdziwe? No jasne, że tak! Przytoczmy jeszcze jedną piękną wypowiedź naszego brata Jezusa o tym, że nic nie żyje poza Niebem, co oznacza, że twoje życzenie śmierci pogrążyło cię w głębokim śnie. Wytworzenie śmierci powoduje lęk, nienawiść i zaprzecza prawdzie. Cokolwiek mogłoby umrzeć, nigdy nie żyło. Wow! A zatem bądź wdzięczny za to doświadczenie i bądź pokorny wobec majestatu wszechświata. Prawda zostanie ci objawiona. Rozpoznasz w swojej własnej jaźni pełnię i całość świadomości. A gdy rozpoznasz siebie, będziesz jedynie szerzył prawdę o sobie. Ustąp więc. Nie możesz zrobić nic złego. Jakże trudno jest ci przyjąć całkowite przebaczenie. Jakże mocno odczuwasz związek przyczyny i skutku. Jakże trudno jest ci uznać, że przyczyna i skutek są jednym, i że nie upływa między nimi żaden czas.

Nasze transformacyjne nauki skracają czas, prowadząc cię do chwili twojej jedności i prawdy. Czy tego się doświadcza? Tego można jedynie doświadczyć. Otaczają cię promienie, energie i dźwięki twórczego wszechświata. Twój dylemat wiąże się z ideą potencjalności, za pomocą której przewidujesz przyszłość, czyli tworzysz czas. Wszelka świadomość jest pełna w każdej chwili. Wszystko, co kiedykolwiek mogło istnieć, przejawia się maksymalnie w tej właśnie chwili. Wow! I ty tym jesteś! Nie ograniczaj się. Bądź wolny. Rozdaj wszystko, co masz, nie martwiąc się o jutro. Czy to właśnie jest pełnym zaangażowaniem? Czy wymagany jest tu cel? Tak. Pełne oddanie przynosi natychmiastowe rezultaty. Oczywiście, że tak.

Ty, indywidualnie, należysz do wybranych. Rzeczywiście zostałeś wybrany. Bez ciebie Niebo nigdy nie byłoby kompletne. Razem znajdujemy się w punkcie omega. A zatem, głowa do góry! Co mówi nasz brat Jezus w Kursie Cudów? Bluźnierstwem można nazwać przygnębienie, złość czy urazę. Wow! Nie możesz dopuścić się bluźnierstwa przeciwko Bogu, ale możesz bluźnić przeciwko sobie. Prawda zaś nie ma z tym nic wspólnego. Tylko ty masz z tym coś wspólnego, a gdy to uznasz, zostaniesz zbawiony. Jeden i jeden to nie dwa. Jeden i jeden to trzy. A zatem jeden i jeden równa się jeden. Jakimż nadzwyczajnym wydarzeniem jest widzieć to światło, być świadomym, że naprawdę tego doświadczasz; że przechodzisz przez ten proces. Nie ktoś inny. Nie jakaś postać historyczna, nie jakiś guru, nie Jezus. Rozpoznajesz, że właśnie ty, jako człowiek, stajesz się Bogiem-człowiekiem. Jedynie ty! Co za idea! Tego nauczaj, bracie. Natychmiast spotka się to z zaprzeczeniem, ponieważ jest to bezpośrednią konfrontacją dla ograniczonej jaźni. Czy koniec jest do przewidzenia? Tak. Sam go skonstruowałeś w swojej świadomości i teraz do niego zmierzasz. Dziękuję. Dziękujemy ci, drogi bracie, za twoje pojawienie się i za twoje Chrystusostwo. Wow! Nigdy nie moglibyśmy tego zrobić bez ciebie. Jesteś nieodzowny w tym równaniu prawdy, zaś twoje stworzenia czekają na ciebie w radości, harmonii, miłości i prawdzie. Witaj w domu! Witaj w domu…

To właśnie jest najtrudniejsze. Powtarzałem już wiele razy, że to przeistoczenie, to oświecenie, to transformacyjne wydarzenie dotyczy całego ciebie. Nie ogranicza się ono do twego cielesnego mózgu, na miłość Boską! Włącza to twoje gruczoły dokrewne, ale nie dzieje się to w oddzieleniu od reszty ciebie. To wszystko jest w pełni włączone w ten proces. Nie może być inaczej. Nie możesz przejść duchowej przemiany bez przemiany fizycznej. To niemożliwe. Oczywiście, że nie. Istotą Apokalipsy, czy też Księgi Objawienia, jest poruszenie energii w twoim ciele, no przecież! Czy brzmi to zbyt ezoterycznie? Wow!

Wielkie proroctwo zawarte w tekstach Edgara Cayce z lat trzydziestych XX wieku, ta piękna książka traktująca o porównaniach, metaforach i alegoriach dotyczących świadomości cielesnej w związku z gruczołami dokrewnymi i kościołami w Apokalipsie… O kurka wodna! To ty jesteś całą historią! Doświadczenie tego może wywołać bardzo dziwne odchylenia od normy w twojej konfiguracji. Oczywiście, że tak. I właśnie to się stanie! Ostatecznie musisz przyjąć całego siebie. Wszystko, co ci się teraz przydarza, pozostaje w bezpośredniej korelacji z twoim własnym doświadczeniem transformacji. Nie może być inaczej. No pewnie. To dzieje się w tobie. Naprawdę! Wow!

Wszelka choroba jest zaprzeczeniem duchowej energii czy też niezdolnością do stwarzania w prawdzie. Oczywiście, że tak! Jeśli choroba jest prawdziwa, to nie ma prawdy. Nie możesz konstruować choroby, czy też bólu i smutku, na zewnątrz siebie, a następnie je naprawiać. Co za dziwna idea – wytwarzanie bożka, ograniczonego boga, kapryśnego boga… Wow! Cała moc jest ci dana w niebie i na ziemi. Większych rzeczy dokonacie niż ja dokonałem. Gdzie zatem jest ów Armagedon? Gdzie jest to niezwykłe uwolnienie? Tylko w tobie! Tak! To bardzo piękne! Dziękuję.

Chcę, żebyście to usłyszeli. Oto, do czego prowadzi pełne zaangażowanie, a mówi o tym Kurs Cudów: jest to kurs prowadzący w rozsądny sposób do prawdziwej natury mistrzostwa, czy też Chrystusostwa, bądź istoty tego, czym jest awatar. Tego właśnie nauczamy. Mistrz Da John, brat Franklin, niesamowita budząca się świadomość, naucza wschodniej tradycji za pomocą zachodniego języka, używając idei swego Chrytusostwa. On jest obudzony, jest jedynym żyjącym Synem Boga. Oczywiście, że tak! Pójdziemy z tym jeszcze jeden krok dalej – a on sam jest w dużym stopniu tego świadomy – i przedstawimy ci nieunikniony wniosek: skoro w rzeczywistości istnieje tylko jeden ostateczny stan świadomości, to ty musisz nim być. Teraz możesz tego nauczać wprost z Kursu Cudów. Jeśli spojrzysz na brata Da Johna z punktu widzenia Kursu Cudów lub idei Jezusa i przebaczysz mu całkowicie, co jest tak naprawdę wszystkim, czego nauczamy, to zobaczysz, że rzeczywiście jest on jedynym żyjącym Synem Boga. Któż myślałeś, że siedzi obok mnie? Oczywiście, że tak. Błąd zawsze polega na tym, że osądzasz kogoś jako co? Jako bardziej zaawansowanego lub bardziej opóźnionego niż ty w duchowej przenikliwości. Lecz pamiętaj, że jeśli w ogóle go osądzasz, to osądzasz go nieprawdziwie – i w tym leży problem.

Nieuniknione jest, że wracając do prawdy, tworzymy stadia lub hierarchie świadomości, i na poziomie pozornej rzeczywistości jest to bardzo prawdziwe. Lecz gdy tylko uświadamiasz sobie, że znajdujesz się w czwartym stadium i utożsamiasz się, i pracujesz nad piątym, szóstym lub siódmym stadium, to staje się to absurdalne. W tej samej chwili, w której uznajesz możliwość istnienia siódmego poziomu, dosłownie już do niego dotarłeś – i mu zaprzeczyłeś. Nie mógłbyś sobie wyobrazić istnienia Boga, gdyby nie był On prawdziwy. Ty zaś znajdujesz się w stanie nieustannej schizmy. W utożsamieniu z czasem pojawia się fałszywa idea, że niektóre tożsamości lub konfiguracje rodzą się z większymi zdolnościami niż inne. Przykro mi, ale to nieprawda. Wierząc w to, będziesz tu bardzo długo, bracie. Ty zaś natychmiast zaprzeczasz swemu Chrystusostwu poprzez widzenie go w kimś innym, chyba że rozpoznasz je w pełni, a więc zrozumiesz, że ten ktoś to ty.

Pytanie: „Czy chcesz przez to powiedzieć, że Żydzi nie są narodem wybranym?”.

Mówimy jedynie, że „Żyd” z definicji, z historycznego punktu widzenia, jest wybranym i że wszyscy, którzy pojawiają się w konfiguracji pozornego dualizmu, są wybrani i zostali wybrani do prawdziwego porządku. To nieuniknione. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z rasą, czy porządkiem społecznym na ziemi, ale szympans bardzo różni się od człowieka tylko jednym chromosomem. No pewnie, że tak! To jest ten wybrany element. Jeśli genetycznie, chromosomalnie, dziewięćdziesiąt dziewięć procent małpy człekokształtnej jest tym samym, co człowiek, to oczywiście ten pozostały jeden procent to ów wybrany składnik. Dylemat jednak polega na tym: szympans jest doskonały w swej „szympansowatości”. Mówiłem to już wiele razy. Tylko ty jesteś czubkiem. Tylko ty zaprzeczasz samemu sobie. Jedyna istota we wszechświecie, która nie wie, czym jest, to ograniczony stan świadomości, który już uznał swoją pełnię. Wow, co za dziwna idea! Dziwne jest to, że mógłbyś być czymś więcej niż jednym. Nieważne nawet czym.

Prawda o tobie jest zawsze prawdą o tobie. Nie w zróżnicowaniu, lecz w jedności. Wow! Nie da się tego nauczać. Wow! Wszechświat jest poczuciem świadomości. Jest byciem. Oczywiście, że nie ma potrzeby, aby prawda określała samą siebie, a więc tego nie czyni. To byłoby głupie. Dziękuję. Więcej powiemy o tym później.


Powyższy artykuł to pełen tekst wykładu Mastera Teachera pt.: „Cudem jest twoje przebudzenie”. Wykład zaczerpnięto z książki pt.: „Powrót Heretyka”.

Master Teacher mówi o fizycznym zmartwychwstaniu

Fragmenty wykładu pt.: Rzeczywistość fizycznego zmartwychwstania

…Wiem, że obiektywny umysł myśli, że ciało umiera, a w momencie zmartwychwstania wszystkie te zmarłe ciała powstaną z martwych. Powstaną skąd do czego? Powiem ci, czym jest śmierć: „Śmiercią jest właśnie to doczesne ciało, w którym egzystujesz”. Dlaczego? Ponieważ nie jest ono niczym innym, jak wspomnieniami, które już przeminęły. W żadnym momencie ciało w ogóle nie istnieje. (…)

Ten Kurs transformacji jest planem przeniesienia całego tego „przestrzennego nagromadzenia myślokształtów” dzięki wspaniałej chwili ucieczki z czasu. Pomagamy ci w tym teraz, zapewniając doświadczenie cudu, tak abyś mógł objąć nim całość swego pobytu w oddzieleniu. Przejdziesz więc przemianę swojej „koncepcyjnej jaźni”. Będzie ona polegała na tym, że doświadczysz bezpośrednio śmierci, a zaraz potem objawi ci się całkowicie nowa pełna światła tożsamość, która przemieni pamięciowe formy twego umysłu. Tym właśnie jest zmartwychwstanie. Widzisz? Nie tylko jest to natychmiast możliwe, ale jak mówi o tym Jezus w swym przesłaniu zmartwychwstania, nowo obudzone umysły mogą się na nowo przejawić gdziekolwiek w czasie w całkowicie nowej formie cielesnej. Co za cudowny mistyczny krok ku rzeczywistości. (…)

W tym czasie i miejscu odkryłeś pamięć doskonałej Miłości, przypomniałeś sobie Boga, jednak twoje własne oparte na wspomnieniach myśli nauczyły cię, że tak naprawdę nigdy nie możesz dotrzeć do Boga ani też Go poznać. Powiedziano ci, że ceną, którą musisz zapłacić, jest przeraźliwa samotność, strata, ból, a w końcu śmierć. Powiedziano ci, że aby tam dotrzeć, musisz wpierw stoczyć bój z okolicznościami poza twoją kontrolą. Oznajmiono ci, że musisz przezwyciężyć okropne trudności, które zaprojektowano, aby powstrzymać cię przed wiecznym szczęściem, lub że cię potępiono za przestępstwo, o którym nic nie wiedziałeś. Nic dziwnego, że odczuwałeś ból i chorowałeś, aż wreszcie zażądałeś odpowiedzi niepochodzącej z tego świata. Teraz nareszcie odkrywasz, że wszystkie te rzeczy były tylko w twoim własnym umyśle. I że to twój własny sen śmierci powstrzymywał cię przed rozpoznaniem, że ten most do Nieba był zawsze tuż obok ciebie – że ten pomost wyprowadzający cię z czasu do wieczności znajduje się tu i teraz. (…)

To jest czas twojego zmartwychwstania. I naprawdę widzisz, że dzieje się to teraz w twoim śnie. Przyjrzyjmy się temu, z jaką intensywnością rzeczywiście tego doświadczamy. Jest to deklaracja, że obiektywna rzeczywistość – czyli miejsce, w którym się znajdujesz – jest tak naprawdę wskrzeszana w każdej chwili. Jest to kwantowym skokiem, całkowitym przeobrażeniem twego umysłu, transfiguracją twojego ciała dzięki temu, że jedynym celem twego umysłu stało się pamiętanie i powrót do Nieba, do wiecznej Miłości Boga. A takie oto jest, i zawsze było, przesłanie Jezusa Chrystusa: jeśli nie będę się opierał złym utożsamieniom na zewnątrz mnie, jeśli nie będę gromadził skarbów, które opętały mój pełen konfliktu umysłu, wówczas przypomnę sobie, że moje Królestwo nie jest z tego świata, i nie będę dłużej służył moim własnym nienawistnym, mściwym myślom wiodącym mnie do śmierci. Odkryłem, że nie mogę być jednym i drugim jednocześnie. Jeśli jestem taki, jakim mnie Bóg stworzył, to nie mogłem stworzyć sam siebie. A moje własne wytwory są jedynie wspomnieniami w moim umyśle. Dzięki mojemu uzdrowionemu umysłowi mogę je teraz przemienić w pamięć tego, że jestem taki, jakim stworzył mnie Bóg. (…)

Jesteśmy razem na końcu czasu, a ten sen się skończył, zaś wszelki ból i cierpienie, których doświadczałeś, stały się teraz bezużyteczne i bezwartościowe. Widzisz bowiem, że nie ma potrzeby, abyś tracił rzeczy, które kochasz. Nie ma potrzeby, abyś chorował na raka, i nie ma potrzeby, żebyś starzał się i powoli ulegał rozpadowi. W rzeczywistości – skoro czas nie upływa – nie możesz się w ogóle zestarzeć. Idea starzenia się i umierania była tylko snem śmierci, którego się trzymałeś w swoim umyśle. Ale on już przeminął i jesteśmy razem w Niebie. Co za świętowanie! To ożywienie umarłych! To powstanie twego ducha pełni w prawdziwym śnie o tym, że wciąż jesteś i zawsze byłeś doskonały, jakim stworzył cię Bóg, i że nic tak naprawdę się nie stało. A cały Uniwersalny Umysł to jedynie twój umysł, jakim stworzył go Bóg – doskonały w tej nowej wizji…

Wybrane fragmenty wykładu Mastera Teachera zaczerpnięto z książeczki: The Reality of Physical Resurrection (nieprzetłumaczona w całości na język polski).

Mój Ojciec nie sądzi nikogo

Fragment wykładu biblijnego Mastera Teachera

Drzwi są otwarte. Masz klucz, którym było – powtórz za mną – przebaczenie. Sednem nauczania Jezusa Chrystusa jest dosłownie przebaczenie twojemu bratu. Nie potrzeba tu nic innego. Nie ma w tym nic innego oprócz przebaczenia. Ty zaś powiesz mi, że wolisz to wywodzić z nauki kwantowej, czarnych dziur, pola tachionowego, ale zapewniam cię, że w istocie idea jest ta sama… No cóż, to jest streszczeniem całej naszej dzisiejszej sesji. Ekspresja energii miłości, którą teraz czujemy, jest oczywiście nie do opisania…

Zamierzam uzdrawiać chorych i wskrzeszać umarłych. Jedynym problemem, jaki mają ludzie, czyli umarli, jest to, że znajdują oni te momenty radości i szczęścia, i kojarzą je z pojęciem liniowego czasu, a więc używają energii światła po to, by ulegać coraz większej degeneracji. Natomiast pełnia zmartwychwstania nie jest niczym innym jak opisem Umysłu Chrystusa. Dzielimy się więc tu i teraz pasją wszechświata i radością twórczej rzeczywistości. A kiedy jestem uzdrowiony, nie jestem uzdrowiony sam.

Wyciszymy się teraz na chwilę. Dzięki Umysłowi Chrystusa, czyli naszego zbawiciela Jezusa, uznajemy nasz wzajemny związek, który przedstawia sobą to, czym jesteś. Jakże pięknie w tekście, który św. Jan zredagował prawie 2 tysiące lat temu, gdy Filip dopytuje się: Jezu, jeśli pokażesz nam Ojca, to ci uwierzymy, Jezus odpowiada: Tak długo jestem z wami, a wciąż nie potraficie zobaczyć, że Bóg jest w naszych wzajemnych związkach? (patrz: J 14,8-9) To właśnie znaczeniu tych słów Jezusa zaprzecza obecnie chrześcijańska organizacja kościelna, ponieważ jakakolwiek organizacja, nie tylko kościoły chrześcijańskie, nie ma tak naprawdę nic wspólnego z naukami Jezusa, skoro uczy on cię jedynie tego, abyś się powtórnie narodził (patrz: rozmowa z Nikodemem, J 3, 3). Jedynym stawianym przez niego wymogiem jest to, abyś przeszedł swoje własne doświadczenie Chrystusostwa.

Nie na tym polega problem. Problem polega na tym, że w momencie, gdy pytają się go o to bezpośrednio, jego odpowiedź – i chcę, żebyś to ze mną powtórzył – brzmi tak: Mój Ojciec nie sądzi nikogo (patrz: J 5,22). Jakiż, do diaska, rodzaj organizacji religijnej mógłbyś stworzyć, skoro Bóg nic nie wie o twoich koncepcjach? Czy mam tego spróbować z wami jeszcze raz: Muzułmanie? Chrześcijanie? Żydzi? Kimkolwiek tam jesteście? Rzeczywistość, która jest wszystkim, nie wie nic o konflikcie… Pojedyncza moc rzeczywistości – twój Ojciec – nic o tym nie wie. Twój Ojciec widzi cię jako całkowitego i doskonałego. Ty utożsamiłeś się z Ojcem, który nigdy, przenigdy nie powiedział ani słowa prawdy (patrz: J8,44).

To wszystko pochodzi wprost z Pisma Świętego. Cały sekret zawiera się wciąż w tym, że Bóg będzie was widział jako doskonałych niezależnie od tego, co robicie. Wy jednak wciąż upieracie się przy tym, że jesteście czegoś winni. I to prawda – jesteście winni, lecz wasza wina leży w waszych wzajemnych związkach, a nie w związku z Bogiem. Czy ktoś mnie jeszcze słucha? Jesteś winny w związku  ze swoim bratem. Powiedz: Kazanie na Górze [Kazanie na Górze]. Twoja wina wynika z obwiniania twojego brata. A co Bóg o tym wie? Nic. Tak więc rozwiązanie Jezusa Chrystusa to po prostu: przebacz swemu bratu.Twój konflikt rozgrywa się zawsze w tym świecie i na całe szczęście dla ciebie wszechświat, miłość i szczęście nic o nim nie wiedzą. Posłuchaj mnie uważnie, gnostyku: to nie oznacza, że twój konflikt nie jest dla ciebie prawdziwy. To jest właśnie rozwiązaniem ofiarowanym przez Jezusa Chrystusa. Męka, przez  którą przechodzisz w swoim powtórnym narodzeniu się, nie jest niczym innym, jak tylko przemienieniem twojej konfiguracji cielesnej, czyli zmartwychwstaniem tego, kim jesteś. To wszystko jest w Nowym Testamencie. Nie mogłem znaleźć nikogo… Oni wszyscy przerabiają Stary Testament. Ludzie, to czysta brednia! Przykro mi, ale nie tego naucza Jezus. Jezus Chrystus nie ma nic wspólnego ze Starym Testamentem. Łączą go z nim jednak wszystkie odnoszące się do niego wspomnienia. Łączą go z nim przypowieści, które głosi. Natomiast wartość twojego nawrócenia zawiera się jedynie w twoim umyśle…

Jeśli chodzi o katastrofy, które dzieją się w tej chwili, i cuda, które odkrywamy w naszym wzajemnym utożsamieniu, to oczywiście odczuwamy radość, gdy dokonujemy cudu, ponieważ czujemy głęboką potrzebę, by rozwiązać problemy w momencie identyfikacji katastrofy. W ten sposób okazujemy ci miłość i łaskę… Tak jak działo się to z górnikami, których dziś rano wydobyto z kopalni. Niektórzy z was oglądali to w wiadomościach. Nie miało żadnego znaczenia, kim oni byli, ani co się działo. Dziewięć osób znalazło się w pułapce i wszyscy chcieli ich stamtąd wydostać. I to rozwiązanie było cudem. Słyszycie to? Chodzi tu o pojedynczą determinację, by rozwiązać pojedynczy problem. Tym samym jest w istocie to Centrum Uzdrawiania.

Mamy jeden problem, a więc jest tylko jedno rozwiązanie. Tak więc skupiacie uwagę na tym, by poprzez miłość w waszym umyśle ofiarować wasze umiejętności i zdolności rozwiązaniu tego problemu. Właśnie w ten sposób gromadzicie się razem i odchodzicie z tego kontinuum czasu. A rzeczywiście odchodzicie z tego kontinuum czasu. I nikt nie wstąpił do nieba oprócz Tego, który z nieba zstąpił – czy jesteś gotowy – Syna Człowieczego, który już jest w niebie (patrz: J3,13). A więc powiedz do mnie: To znaczy, że to jest niebo [To znaczy, że to jest niebo]. Oczywiście, że to jest niebo. Czym myślałeś, że to jest? „Myślałem, że to piekło”. No więc się myliłeś. Możesz się jednak mylić tylko całkowicie. Jeśli wszystko jest jednością, to jak mógłbyś się od tego oddzielić? Niebo cię obejmuje, czy ci się to podoba, czy nie. Lecz pamiętaj o jednym: ty  dokonujesz osądu, a nie Bóg. A zatem musisz jedynie pozwolić Bogu, aby miał rację. Powiedz do mnie: Jestem całkowity i doskonały, jakim zostałem stworzony [Jestem całkowity i doskonały, jakim zostałem stworzony]. Powiedz do mnie: Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi [Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi] (patrz: Mt 28,18). I to wszystko. Czy to właśnie mówi Pismo Święte Jezusa Chrystusa? Oczywiście, że tak. Czy to jest to? [Tak] Najważniejsze jest to, że ty to usłyszałeś… Patrzysz teraz w jasne zwierciadło. I w swojej tożsamości widzisz przemianę dzięki przebaczeniu, a ta przemiana  sprawia, ze stajesz się pełnią.Czy to jest darem – odwołajmy się tu do Jezusa –  który bierzesz ze sobą do świata? I będziesz jego żywym świadectwem? Jako Chrześcijanin zaświadczysz o swoim własnym objawieniu. Czy zamierzasz się tego podjąć? Twój lęk zawsze dotyczy twojego koncepcyjnego skojarzenia z tym, czym jestem i z tym, jak  to rozpoznałem. Nie mogłem tego rozpoznać za pomocą własnych metod, a jedynie dzięki poleganiu na Bogu. Idź i nie grzesz więcej (patrz: J, 5,14). Kiedy pytają Jezusa, jakiej mocy używa do uzdrawiania, on natychmiast odpowiada: mocy Boga (patrz: J 5, 15-21; patrz też: Mt 12, 24-28).  Wypróbuję to teraz na tobie. Używam mocy Boga i miłości, aby uzdrowić cię w tej chwili. Czasami ludzie odpowiadają na to: „no dobrze, ale kim jesteś i skąd pochodzisz?” Jakie to ma znaczenie, skoro używam mocy Boga?! „No tak, ale skąd wziąłeś tę moc?” Jak to skąd ją wziąłem? Dlaczego miałbym badać tę moc, skoro moc pochodzi od Boga? Idź i nie grzesz więcej. No, no, chyba musisz mnie teraz pojmać…

Oto poprawka, której właśnie dokonaliśmy… Uczyni cię to bardzo szczęśliwym…

To się nazywa objawieniem (po angielsku Objawienie = Apokalipsa – przyp. tłum). I jest ono szczęśliwe. Cała różnica polega na tym, że zamiast być katastrofą, jest ono szczęśliwe. Powszechne rozumienie apokalipsy to zawsze jakaś katastrofa, buchający ogień. To czysty nonsens. Nie ma czegoś takiego jak zagrożenie. A więc czy to jest koniec świata? [Tak] Czy twój świat zaraz się skończy? [O, tak!] Ale nie kończy się on katastrofą, lecz radością i szczęściem…

Właśnie przyszli do nas goście spoza czasu. Jak ty ich nazywasz? Świętymi czy też utożsamieniami energii, które znalazły rozwiązanie w ciągu ostatnich 600 lat. Być może nie są oni z nami obecni  w ciele, lecz zawsze są z nami obecni w duchu. I niemożliwe jest, abyś wezwał kogoś, kto by ci od razu nie pomógł w zależności od tego, jak wielką pomoc chciałbyś otrzymać. Pamiętaj o jednym: nikt nie może ci pomóc bardziej niż tego chcesz. Twoje pragnienie zaś i twoje zdecydowanie, aby stąd uciec i wejść do Królestwa Bożego, zależą od ciebie. Widzisz to? Nie ma żadnego zła na zewnątrz ciebie, pomimo tego, co dzisiaj rano mówił ten duchowny, że „diabeł jest rzeczywisty i cię dopadnie”. To kompletne szaleństwo. Jeżeli jest jakiś diabeł, to jest on właśnie tu, w twoim umyśle. I jeśli oddasz mu władzę, to jego moc pochodzi od ciebie, a nie od Boga. Czy słyszysz to? Diabeł nie ma żadnej mocy. Zło nie ma żadnej mocy. Jak mogłoby mieć jakąś moc? Powiedz do mnie: Jestem światłem świata [Jestem światłem świata] (patrz: Mt 5,14)… Zostaw więc umarłym grzebanie ich umarłych (patrz: Mt 8,22). Znalazłeś rozwiązanie poprzez przesłanie zmartwychwstania Jezusa Chrystusa i zastosowanie zmartwychwstania w twojej rzeczywistości. Musisz wyćwiczyć swój umysł w innym postrzeganiu, musisz się na nowo narodzić. Kiedy? [Teraz]

[Fragment biblijnego wykładu Mastera Teachera nagranego 28 lipca 2002 r. w Wisconsin Dells, Wisconsin, USA].

Fragment Umysłu Komórek

Oświecenie Matki od Sri Aurobindo

Oto fragmenty wypowiedzi Matki zapisane w książce pt. Umysł komórek:

Nie jest to „duchowy” punkt zwrotny dla świata, nie zamierzamy zmienić jedynie naszych sposobów myślenia – my zamierzamy zmienić światy. (…) Sposób zmiany świata musi być odnaleziony w ciele, w komórkach. Oto co się właśnie zmienia, nic innego. Wszystkie ciała! Wszystkie ciała. Cała reszta jest tylko gaworzeniem mózgu. (…)

Czym jest w końcu ta kreacja…? Oddzieleniem i złością, i okrucieństwem – pragnieniem, aby krzywdzić – a później cierpieniem; a następnie chorobą, rozkładem i śmiercią – destrukcją. Wszystko to jest częścią tego samego. Ja zaś doświadczyłam całkowitej nierzeczywistości tych rzeczy. Tak jakbyśmy byli w pułapce nierealnego fałszu i wszystko znika, kiedy się z niego wydostajemy – to nie istnieje, nie ma tego! To właśnie jest przerażające! To, że wszystkie rzeczy, które są tak realne, tak konkretne, tak przerażające dla nas – nie istnieją. Jesteśmy po prostu w pułapce fałszu. Dlaczego? Jak? Po co…?

Nigdy jeszcze, ani razu w swym życiu to ciało nie czuło tak totalnego i głębokiego bólu, jak czuło dziś, och…! A potem, na samym końcu: błogość. I wszystko znikło. Jak gdyby wszystko to, wszystkie te okropne rzeczy w ogóle nie istniały.

I wszystkie metody, które można nazwać sztucznymi, włączając nirwanę – wszystkie te metody ucieczki są bez wartości. Począwszy od głupca, który się zabija, by położyć „kres” życiu – co jest najgłupsze ze wszystkiego – aż po nirwanę (która daje wrażenie, że można uciec), wszystko jest bezwartościowe. Wszystkie te metody znajdują się jedynie na różnych poziomach, ale są pozbawione wartości. I po tym wszystkim, właśnie wtedy, gdy czujesz, że ugrzązłeś w piekle na wieki, nagle… nagle otwiera się stan świadomości, w którym wszystko jest światłem, wspaniałością, pięknem, szczęściem, dobrocią… Jest to niemożliwe do wyrażenia.

„Oto jestem” – nadchodzi to w ten sposób, a potem – znika. Czy to jest to? Czy to właśnie jest kluczem…? Nie wiem. Ale zbawienie jest kwestią fizyczną – bynajmniej nie mentalną, lecz fizyczną. W tym sensie, że nie znajdzie się go w ucieczce: jest ono tutaj. I nie jest ono zasłonięte lub ukryte; jest ono tutaj. Co takiego jest w tym wszystkim, co zabrania nam przeżyć „Tamto” i dlaczego? Nie wiem. To dzieje się tutaj, tutaj. I cała reszta, włączając śmierć i to wszystko, po prostu staje się fałszem, czyli czymś, co nie istnieje…

… Ale nie można się z tego wydostać samemu. Nie jest to czynione dla jednego ciała, lecz dla całej Ziemi. I teraz jesteśmy naprawdę w sercu problemu. Nie jest to już kwestią przesiewania sprawiedliwych od niesprawiedliwych, ale wydostania się w zupełności ze wspólnego akwarium nierzeczywistości. W ten sposób wszystkie nasze cuda i prawdy, okropności i fałsze znikają w czymś zupełnie innym. W czymś, co zmienia wszystko. I wszystkie jest odmienione… Maleńkie nic, które zmienia wszystko.

(…) Można by to pewnie nazwać tworzeniem nowego umysłu. Ciało zaś uczy się swojej lekcji; wszystkie ciała, wszystkie ciała!

Nie mówimy jedynie o jakichś komórkach dwudziestego wieku czy trzydziestopięciomilionowego wieku, które zrywają ukradkiem ze starymi zwyczajami świata i nasączają go czymś tak nowym, że nawet nie potrafimy tego pojąć ani dostrzec, chyba że dzięki wytworzonym w tym procesie zakłóceniom. Chodzi tu przede wszystkim o nowe postrzeganie ziemi, które wstrząsa naszym materializmem i duchowością, prowadząc do czegoś bardzo dziwnego, być może do prawdziwego ziemskiego postrzegania, bez takich rzeczy, jak: ta strona lub tamta, to życie lub tamta śmierć (coś, co Matka nazywała „nad-życiem”).

Wczoraj miałam bardzo silne odczucie, że wszystkie nasze struktury i przyzwyczajenia, wszystkie nasze sposoby widzenia i reagowania kompletnie się rozsypują. Czułam, jakbym zawisła w czymś całkowicie nowym, czymś… Nie wiem, w czym.

Naprawdę czułam, że wszystkie nasze przeżycia i czyny oraz cała nasza wiedza są doskonałym złudzeniem. Zobacz… Ludzie od dawna mają duchową świadomość tego, że materialne życie jest złudzeniem. Dla niektórych jest to bolesne, ale dla mnie było to przeżycie cudownie piękne i radosne; jedno z najpiękniejszych doświadczeń mojego życia.

To nie wszystko. Również duchowa struktura, w której człowiek żył, staje się całkowitym złudzeniem –  nie takim samym złudzeniem, lecz o wiele poważniejszym! A przecież nie jestem nowicjuszem. Praktykowałam świadomie jogę przez prawie siedemdziesiąt lat. Chodzi tu o nowy umysł. Sposób pojmowania czasu i przestrzeni kompletnie się zmienia, staje się zupełnie inny. Dotyczy to na przykład wzroku. Widzę wyraźniej, gdy mam zamknięte oczy niż wtedy, gdy mam je otwarte, a jednak jest to ta sama wizja! To jest widzenie fizyczne – czysto fizyczne, jednak wydaje się ono dużo pełniejsze. (…)

Program 12 Kroków a Kurs Cudów

Program Dwunastu Kroków
a Kurs Cudów

Sposób i metoda przywrócenia komunikacji
z Wieczną Rzeczywistością

Jest to transkrypt zapisanego na taśmie
wykładu Mistrza-Nauczyciela.
Wprowadzono minimum poprawek edytorskich
w nadziei zachowania i przekazania radosnej,
spontanicznej duchowej ciągłości.

Rozwiązanie istnieje

Chyba nikt z nas nie lubił tych poszukiwań, tej nawarstwiającej się dumy i przyznawania się do niepowodzeń, których proces ten wymaga, aby mogło dojść do jego wypełnienia. Ale zobaczyliśmy, że naprawdę działało to u innych, i uwierzyliśmy w bezcelowość i beznadziejność życia, które dotąd było naszym udziałem. Gdy więc podeszli do nas ci, w których problem ten został rozwiązany, nie pozostało nic innego, jak tylko sięgnąć po zestaw prostych duchowych narzędzi, złożony u naszych stóp. Odnaleźliśmy sporą część nieba i wystrzelono nas w czwarty wymiar egzystencji, o którym wcześniej nawet nam się nie śniło.

Oto wspaniała prawda i nic mniejszego niż to: przeżyliśmy głębokie i skuteczne duchowe doświadczenia, które zrewolucjonizowały całą naszą postawę życiową, nasze podejście do innych i do Bożego wszechświata. Faktem leżącym w centrum naszego dzisiejszego życia jest absolutna pewność, że nasz Stwórca wstąpił do naszych serc i do naszego życia w prawdziwie cudowny sposób. Zapoczątkował w nas osiąganie rzeczy, których nigdy nie moglibyśmy osiągnąć sami.

z Wielkiej Księgi Anonimowych Alkoholików, str. 25

Przeczytaj to jeszcze raz!

 

Kurs Cudów a Program Dwunastu Kroków

W których to ów niezbędny proces przebudzenia ze snu o bólu i śmierci, reżyserowanego przez ciebie samego, zostanie pobudzony i przyspieszony.

Oto kuracja, prowadząca do wyzdrowienia z obłąkańczo racjonalnej, samonapędzającej się, zobiektywizowanej w czasie egzystencji w lochu śmierci, błędnie objaśnianej jako forma Prawdziwej Rzeczywistości, czyli Życia Wiecznego.

Znaczenie anonimowości w duchowym przebudzeniu

Większość Nauczycieli Boga w przyspieszonym duchowym programie oświecenia ciała-umysłu odkryje w swych własnych intensywnych spotkaniach z wyłaniającą się na nowo rzeczywistością Umysłu Chrystusa nieodpartą odpowiedzialność za własną anonimowość. Im głębszy jest poziom zogniskowania tego Portalu duchowego odrodzenia z Twórczą Pełnią, tym bardziej uporczywa będzie owa funkcja strażnicza.

Wydarzająca się tu unia z Bogiem przez swą świętość nie daje się opisać słowami i musi być chroniona przed osądzającym wtargnięciem twej nieczystej tożsamości, która jest twoim własnym wytworem. Jezus mówi o tym wielokrotnie w Ewangelii Nowego Testamentu, a także w Swym Kursie Cudów, jako o konieczności ochrony twego własnego Chrystusowego Dzieciątka oraz troszczenia się o jego rozwój poprzez twórczą substancję nieustających Świętych chwil.

Pierwsi twórcy Programu Anonimowych Alkoholików rozpoznali, w dogłębnym duchowym wglądzie, istotność terminu „anonimowy”. Rzecz jasna dotyczyło to „zaufania” we wzajemnym przyznawaniu się do „nieumiejętności radzenia sobie w świecie”. Ale także dotyczyło rozpoznania, że osobiste doświadczenie objawienia uzdrawiającej mocy Bożej można jedynie wyrazić przez niesienie wizjonerskiego przesłania wdzięczności i wolności tym, którzy są wciąż uwięzieni w cyklu uzależnienia bez drogi ucieczki.

W tym sensie każdy, kto odkrywa rzeczywistość „Prawdziwej Miłości Tworzenia”, jest w tym świecie anonimowy. (Master Teacher)

Od wyjścia z nałogu do oświecenia

Wszystkim wychodzącym z nałogu oraz nauczycielom Kursu Cudów dziękuję, że mnie słuchacie. Możliwe, że jesteście w tej chwili dalej w waszej podróży do domu, niż wskazywałby na to ów „scenariusz egzystencji”, który obwoływaliście dotąd mianem „swojego życia” w tym mrocznym kontinuum pełnej strachu egzystencji. Być może oto właśnie czas, by postanowić, że „dość już tego”. Zacznijmy od początku i przekonajmy się, czy możemy rozświetlić wspólnie niektóre zakamarki jaskiń:

Program Dwunastu Kroków jest pochodzącą z boskiej inspiracji metodą wyleczenia tragicznej choroby polegającej na uzależnieniu od alkoholu, zwanej alkoholizmem.

Kurs Cudów jest pochodzącą z boskiej inspiracji metodą wyleczenia twego uzależnienia od opętanej koncepcyjnej egzystencji, egoistycznie utrzymywanej w wyniku zaprzeczenia i odrzucenia wiecznej miłości Boga. Jest to uzależnienie od twej doczesnej egzystencji oraz śmierci, co nazywać będziemy śmiercioholizmem.

Program Dwunastu Kroków i Kurs Cudów są identyczne. Są identyczne nie tylko pod względem uznania pełni Boga czy jedności umysłu, ale i w technice, dzięki której twój świadomy kontakt z Bogiem może zostać wzmocniony i ostatecznie w pełni urzeczywistniony.

Wielu z nas pamięta początkowe uczucie ukojenia, pojawiające się w miarę doświadczania spokoju umysłu, którym jak odkryliśmy mogliśmy się dzielić w czasie mitingów Dwunastu Kroków. Współudział w kompletnej bezradności i poddaniu, które dla wielu sprowadziło dramatyczną duchową interwencję, gdy powierzyliśmy naszą wolę i nasze życie opiece Boga. W Kursie Cudów jest to doświadczenie Świętej chwili, będące nieustającym w działaniu mechanizmem samorealizacji poprzez poddanie swej koncepcyjnej tożsamości. Dla tych z was, którzy pragną przyjrzeć się temu z bliska, odtwarzanie tej Świętej chwili, czyli czasu poddania się, jest wyłącznym celem grup Dwunastu Kroków oraz Nauczyciela Cudów na Bożym Zgromadzeniu. Całkowitą podstawą Programu Dwunastu Kroków i samych kroków jest utrzymanie nieustającego świadomego kontaktu z Bogiem. Jest to oczywiście prawdą, gdy umysł twój staje się w cudowny sposób dojrzały do urzeczywistnienia swej odwiecznej pełni, czym jest Kurs Cudów.

Ci z was, którzy wchodzą w Program Dwunastu Kroków ignorując fakt, że jest to program całkowicie i wyłącznie duchowy, i w jakiś sposób wiążą z nim potrzebę nieustającego terapeutycznego przekształcania ego, gorzko się mylą co do tego, czym jest Program Dwunastu Kroków. Nie ma w Programie Dwunastu Kroków dosłownie żadnej terapii, oprócz wyznania jakichkolwiek podtrzymywanych przez ciebie wciąż żalów, które stają się, w miarę gdy je uwalniasz, częścią mechanizmu, poprzez który wracasz do zdrowia i odkrywasz co? Przebaczenie dla siebie i ludzi wokół! Oto prawdziwe wyjaśnienie „Jak to działa”.

Szperałem dziś rano w szufladzie i znalazłem tam kopię rozdziału „Jak to działa” z „Wielkiej Księgi Anonimowych Alkoholików” oraz wyświechtany, ratujący życie modlitewnik pod tytułem „24 godziny” z codziennymi modlitwami i wskazówkami na cały rok. Do czasu mojego osobistego poddania się z pewnością nie nosiłem się ze świadomym zamiarem, a właściwie też nie myślałem nawet poważnie o podążaniu jakąś duchową ścieżką. Teraz zaś, w sposób niespodziewany i cudowny, został mi dany całkowicie nowy sens i cel w życiu.

Jak więc to zadziałało? Oto jak. Nikomu, kto podąża tą ścieżką, nie może się nie powieść. Sukces odniesie każdy, kto stosuje „Wielką Księgę Anonimowych Alkoholików” lub Podręcznik Kursu Cudów z intencją wyzwolenia czy też poddania się pewności, że istnieje wyjście z tej niemożliwej sytuacji. Jest to pewność, że istnieje transcendentne rozwiązanie, przynoszące pokój i szczęście. Istnieje moc dostępna nam właśnie tu i teraz. Znakomicie! Oto dobry początek! Pozostańmy przy tym.

Musimy teraz powiedzieć, że demonstracją tego jest nasze zgromadzenie się we wspólnym przyznaniu, że nasza bezsilność wywołała zmianę w naszej percepcyjnej tożsamości. Jest to cała podstawa Kursu Cudów i gdy przeczytacie rozdział „Co się tyczy reszty” z Poradnika dla Nauczycieli, odkryjecie, że nauczanie poddania się stanowi całą podstawę konieczności świadomego kontaktu z Bogiem. Tego właśnie chcemy razem doświadczyć teraz, w tej chwili.

Jako ten, który wyszedł z uzależnienia na skutek cudownego wydarzenia, które zaszło w moim umyśle, odkryłem, że istnieje mechanizm działania, aby utrzymać i przekazać pogodę i spokój umysłu, których doświadczyłem. Użyję tu terminu działanie, ponieważ jest on dla ciebie bardzo cenny. Cała podstawa tego nauczania brzmi: „dzisiaj jest ten dzień”, kiedy to przez uwolnienie ukierunkowania czy nieukierunkowania moich koncepcyjnych skojarzeń mogę bezustannie poddawać się doświadczaniu czego? Duchowego przebudzenia!

Krok nr 12: Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady wybaczania we wszystkich naszych poczynaniach.

Jaki to ma związek z kontynuowaniem terapii albo z koniecznością uzasadnienia naszej niezdolności do efektywnego działania? Absolutnie żaden. Mówi to i Kurs Cudów, i Program Dwunastu Kroków. Ostatecznie nie ma żadnego uzasadnienia dla twej niezdolności do radzenia sobie. A istotą tego przekonania, niezależnie czy odnosi się ono do alkoholu etylowego, czy jakiejkolwiek innej praktyki uzależniającej, jest to, że mam jeden problem i jedno rozwiązanie. To jest sedno tego nauczania, ponieważ jakikolwiek problem widziany w świetle potęgi niemożności znalezienia jego rozwiązania musi uzyskać przyzwolenie na pełnię rozwiązania. To cud! „Jest inny sposób patrzenia na to” – to zdanie jest właśnie tym, czego naucza Kurs Cudów. I naucza on tego jako oświecenia umysłu bezpośrednio poprzez modlitwę i medytację, jak zaleca Program Dwunastu Kroków. Degeneracja w stronę nieustającej potrzeby poddawania zaborczej tożsamości terapii jest bezpośrednią przyczyną nawracającej potrzeby odurzania ego przy pomocy substancji chemicznych. Dzieje się to, gdy ego popada w swoje przyrodzone urażenie, jak określa się to w Programie Dwunastu Kroków, lub żal – słowo, którego przeważnie używa Kurs Cudów.

Łączycie się zawsze w żalu waszego percepcyjnego umysłu. A ci z was, którzy czuli frustrację umysłu alkoholika, a tak się składa, że tkwi ona w każdym z was, są wszyscy częścią tej determinacji, by szukać sprawiedliwości lub też usprawiedliwienia dla waszych indywidualnych tożsamości, które, jak mówi Jezus w Kursie, są z natury pełne urazy. Nie ma to nic wspólnego z natężeniem tej urazy, przy pomocy której żądasz sprawiedliwości w swoich stosunkach z sobą samym. „Wszystko, co robię, robię sam sobie”.

Mówimy więc o przechodzeniu przez Program Dwunastu Kroków oraz o przejściu z niego do Kursu Cudów jako o włączeniu, poprzez bezwarunkowe poddanie twego uzależnienia od ego, twej absolutnej zdolności do zajęcia swego miejsca jako Zbawiciela Świata. Jest to niezwykle istotne i zachodzi w sposób naturalny w określonym kierunku. I mówię tutaj z głębokiego osobistego doświadczenia, że ciągła aktywność przynosi cud wyzwolenia z konieczności, by w dosłownym sensie „uczestniczyć w swoim śnie o śmierci”, by domagać się uznania siebie w korelacji zawierającej uparte dążenie do utwierdzania siebie i zaspokajania wymagań, które zdają się we mnie istnieć. Nie udało mi się to. Nie udało mi się! Całe nauczanie Kursu Cudów polega na doprowadzeniu do fiaska twojego osobistego celu. Czy to jest jasne? Podstawą tego nauczania jest to, że nie może ci się udać. Jakże wstrętne dla wielu z was w waszych manifestacjach ego jest słowo „poddać się”. Oto dokładnie, czym jest Program Dwunastu Kroków. Nie można osiągnąć tego przez samokontrolę czy zdolność panowania nad sytuacją. Musisz zostać zmuszony do wejścia w sytuację poddania się czy lęku, w której zechcesz ujrzeć, że nie ma sposobu na przezwyciężenie twojego problemu. A wtedy zamanifestuje się cud. Jest nim przyznanie, że nie potrafię rozwiązać problemu w żadnych okolicznościach.

To, co próbujemy zrobić w Kursie Cudów, to postawić cię w sytuacji, w której przyznasz, że tkwisz w głębokim lęku i że problem nie może być rozwiązany. Oczywiście umysł alkoholika jest świadomy na bardzo wczesnym etapie swej kariery samoodurzania, że tkwi w wielkim lęku i że jak mu życie miłe (lub śmierć), nie potrafi zrozumieć, dlaczego lub w jaki sposób inne tożsamości radzą sobie wśród jatek i bezcelowości świata, w którym się znalazł. W tym sensie jest inny. Wydaje się, że urodził się w niewłaściwych czasach. Kurs Cudów stosuje wobec niego określenie: „będący później w czasie”. Rozumiecie? Im więcej lęku, tym później w czasie. Im więcej lęku zawiera dana tożsamość, tym silniej postanowiła ona, że problem nie może zostać rozwiązany w okolicznościach, w których pozornie się znajduje. Jest to stwierdzenie faktu.

Tak więc „Jak to działa” jest nieustanną praktyką pierwszego spotkania, w którym poprosiłeś o pomoc i uzyskałeś ją. Poprosiłeś o pomoc Siłę większą niż ty sam, co było transcendentną koniecznością, po tym jak wreszcie odkryłeś, za sprawą bezskutecznego przetrząsania własnych bezrozumnych prób sprzeniewierzania się miłości Boga, że problem nie może być rozwiązany. Tak właśnie brzmi nauczanie Kursu Cudów: nieustająca praktyka doświadczania właśnie tej chwili. Radosną rzeczywistością dla uczestników Programu Dwunastu Kroków i dla tych z was, którzy pracują z programem Kursu Cudów, jest odkrycie, że jeśli pracujesz z tym Programem przy zachowaniu stałej dyscypliny, obudzisz się pewnego ranka i odkryjesz, że to Program pracuje nad tobą.

To przydarzyło się wielu z nas. A jest to praktyka zdyscyplinowanego wstawania rano i siedzenia cicho nad książką „24 Godziny” Anonimowych Alkoholików lub Podręcznikiem Kursu Cudów oraz podejmowania celowej próby nawiązania kontaktu z Bogiem i odczuwania pokoju, który z tego emanuje, oraz w pewnym sensie bycia zdolnym do radzenia sobie z problemami świata, z którymi do tej pory nie potrafiłeś się uporać – a to z pewnością jest postęp. Idea, że świadomy kontakt może trwać i przynieść rezultat, który jest dosłownie w każdej chwili cudowny i który odmieni twe życie i świat, jaki pozornie zamieszkujesz, jest jedynym celem Kursu Cudów. Rzecz jasna, zaczyna się to od jakiegoś rodzaju fundamentalnego przyznania twojej własnej niezdolności do radzenia sobie. Obym pamiętał, że nie stworzyłem sam siebie.

Kto potrafi określić i czy to w ogóle daje się określić, gdy chodzisz na mitingi, na ile jesteś gotowy, by naprawdę usłyszeć, czego naucza Program Dwunastu Kroków? Lub określić twą chęć dzielenia się z tymi osobami waszą wzajemną bezradnością? Wszyscy dobrzy nauczyciele Programu Dwunastu Kroków rozumieją, że gromadzicie się, by dzielić się waszą niezdolnością radzenia sobie w świecie, oraz wychodzeniem z uzależnienia, doświadczanym poprzez ów świadomy kontakt z Bogiem. Tak właśnie powinny wyglądać wszystkie grupy Kursu Cudów. To jest w istocie celem Podręcznika Kursu.

Ci z was, którzy w ubiegłych latach dziwili się, dlaczego wasz Program Dwunastu Kroków prowadzi do kontynuowania nałogu – nazywaliśmy to „zawziętością” w odmowie, by „puścić siebie i wpuścić Boga” – przyznają zazwyczaj, że chodzi tu o waszą niezdolność do przyznania, czym jest Program Dwunastu Kroków. Program Dwunastu Kroków oznacza dosłownie poddanie się Bogu; Bogu takiemu, jakim Go pojmujesz – lub jak zwykliśmy mawiać: „jakim Go nie pojmujesz”. W tym sensie więc Program Dwunastu Kroków nie jest niczym innym jak poddaniem się, tak jak i Podręcznik Kursu. A także uświadomieniem sobie, że istnieje inna droga, nie zawarta w ramach rozwiązań mego własnego skłóconego umysłu, czyli tego, co określa się jako moją percepcyjną rzeczywistość. Widzicie to? Odkrywamy, że nasza słabość jest naszą siłą. „Uprość to, głupku”.

Prostota Programu Dwunastu Kroków oraz Kursu Cudów musi wymykać się percepcyjnemu umysłowi, ponieważ umysł taki jest mechanizmem samokomplikacji. Niezmiernie ważną rzeczą w Programie Dwunastu Kroków jest idea „postawy wdzięczności”. Jest to pewność, że twoja trzeźwość, czyli twe uwolnienie od uzależniającego zniewolenia przez narkotyk, nie miało nic wspólnego z twoją indywidualną wolą, a pochodziło w całości z cudownej interwencji Siły Wyższej. Cud nie jest zatem niczym innym jak całkowitym, natychmiastowym zniweczeniem przywiązania do koncepcji „ja”.

Potęga wdzięczności zawarta w tej cudownej manifestacji wolności wykracza daleko, daleko poza jakiekolwiek koncepcyjne wyjaśnienie. Szczęśliwa realizacja pewności siebie, charakterystycznej dla polegania na Bogu, jest w smutku odrzucana oraz zaprzeczona przez osądzający opór twej bezsensownej osobistej woli.

Rzadko widywaliśmy, by nie powiodło się komuś… jak stwierdza się w „Jak to działa”. Czy jest ktoś, kto chodzi na mitingi i naprawdę zwykł siadać i czytać „Jak to działa”? Jak to działa? Rzadko widywaliśmy, by nie powiodło się komuś, kto z oddaniem podążał naszą ścieżką. Nie mówi się tu o częściowym podążaniu lub o podążaniu z umiarkowanym zaangażowaniem, nie pada też słowo „nigdy”. Na jednej z tych konferencji toczyła się wielka dyskusja – mam wrażenie, że to było dwa tysiące lat temu – o tym, dlaczego mówi się tam rzadko widywaliśmy, zamiast nigdy nie widywaliśmy, by nie powiodło się komuś… Odpowiedź na to jest taka sama jak w odniesieniu do odkrycia samego siebie oraz wyzdrowienia w bezpośrednim kontakcie z wyższą siłą Uniwersalnego Umysłu. Nikt nie jest w stanie określić, jak powinno wyglądać oddanie lub wytrwałość indywidualnej tożsamości. A więc rzadko widywaliśmy, by nie powiodło się komuś, kto z oddaniem podążał naszą ścieżką znaczy tyle, co: „kto może stwierdzić, czym jest podążanie z oddaniem?” Oddanie – czy chodzi tu o poddanie się, czy o oddanie podążaniu ścieżką?

Pamiętam, jak wszedłem raz na miting i przysłuchiwałem się temu, oraz wszedłem w to bez potrzeby, by nawet słyszeć, o czym była mowa. Jest to odkrycie, którego dokonałeś we własnym umyśle, odkrycie twego niezatartego potencjału komunikowania się ze wszechświatem poprzez połączenie się, tak jak to robicie teraz. Nie potrzeba żadnego wyjaśnienia. To jest uświadomienie sobie, że prawdziwa komunikacja pochodzi z odkrycia samego siebie. Ta radosna pewność siebie i łagodna pogoda umysłu są naturalną częścią stanu polegania na Bogu.

Nie udaje się tym, którzy nie potrafią oddać się temu programowi w pełni. Istnieją tacy nieszczęśnicy. Wygląda na to, że takimi już się urodzili. Niezdolni są do rozwinięcia w sobie rygorystycznej potrzeby uczciwości, przy nieustającym przyznaniu, że ja nie potrafię rozwiązać tego problemu. Na tym polega uczciwość. „Nie potrafię rozwiązać problemu. Nie wiem, kim jestem, ani co u diabła tu robię. Potrzebuję pomocy!” Teraz dopiero może zacząć się jakiś prawdziwy duchowy postęp.

Są też ci, którzy cierpią na ciężkie schorzenia emocjonalne i traktujemy ich najłagodniej, jak umiemy, ponieważ rozumiemy, że ich schorzenia emocjonalne sprowadzone zostały przez ich niezdolność radzenia sobie z utożsamieniami tego świata. Jesteśmy świadomi tkwiących w nich uczuć lęku, a także paranoi i schizofrenii, które są bezpośrednim rezultatem ich niezdolności utrzymania się w tym śnie o lęku, którego doświadczają. Oni także mogą wyzdrowieć, jeśli uda im się rozwinąć w sobie zdolność do uczciwości poprzez uświadomienie sobie, że jest dla nich normalne miewać doznania lęku. Usiłowanie przezwyciężenia lęku jest antytezą nauk zawartych w Kursie Cudów i w istocie także Programu Dwunastu Kroków. Chodzi o przyznanie, że nie jesteś w stanie go przezwyciężyć. Jest to jedyna terapia, pozostająca w rzeczywistej zgodności z tym nauczaniem świadomego kontaktu z Bogiem. Czy nie tak?

Nasze historie ujawniają w ogólny sposób to – oto mamy Program Dwunastu Kroków i Kurs Cudów zarazem – jacy kiedyś byliśmy, a to jest ciągłe przypatrywanie się naszym ludzkim poszukiwaniom, prawda? Nie chcę tego. Jacy kiedyś byliśmy, co nam się przytrafiło, gdy odkryliśmy ową cudowną intencję – jacy kiedyś byliśmy, co się nam przytrafiło i jacy jesteśmy teraz. To jest grupa, która potem zbiera się wspólnie i mówi po prostu: „Przydarzyło mi się coś cudownego w moim własnym umyśle i pragnę dzielić się z innymi radością i szczęściem, jakie w tym doświadczeniu odnalazłem”. Nieprawdaż? Bez studiowania mojej relacji z teściową czy byłym mężem po to, by przede wszystkim utrzymać urazę zawartą w moim problemie.

A więc porównujemy fundamentalne zasady powrotu do zdrowia zawarte w Programie Dwunastu Kroków z zasadami Kursu Cudów. Widzimy, że zaczynają się one od przyznania twojej całkowitej niezdolności do rozwiązania problemów twej osobistej tożsamości, a następnie prowadzą cię aż do wszechogarniającej potrzeby transformującego duchowego doświadczenia. Widziałem w jakimś czasopiśmie artykuł o młodym, wychodzącym z nałogu alkoholiku, któremu jego sponsor powiedział, że Program Dwunastu Kroków nie ma absolutnie nic wspólnego z Kursem Cudów! Że Kurs Cudów jest bardzo skomplikowany i tajemniczy i że jest za trudny, by go zrozumieć. Co za nonsens! Bardzo nam tu zależy, abyś zrozumiał pierwotną podstawę obu tych nauk. Nie ugrzęźnij pod prysznicem terapii. To są programy nieustannego świadomego kontaktu z Bogiem, czyli Uniwersalnym Umysłem, uwalniające cię od szaleństwa nieznośnego samookreślenia w świecie, które wymagało stale nasilającego się odurzania! „Jestem wolny od mojej własnej niepohamowanej woli”.

Czy możesz przyjść i nauczać wraz ze mną naszej pewności, że doświadczyliśmy cudu trzeźwości i nieustającego cudu samourzeczywistnienia, które jest ową bezpośrednią metodą komunikacji z Wieczną Rzeczywistością?

Jakże nieunikniony był stan świadomości Billa Wilsona, jednego z założycieli AA, który był typowym beznadziejnym przypadkiem totalnego uzależnienia od „czegokolwiek, co mogło przynieść ulgę” niemożliwej sytuacji tego świata, który ostatecznie przeszedł przerażające doświadczenie ciemnej nocy duszy – od „Ojcze, czemuś mnie opuścił” do „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego”– fenomenalne, fizyczne, oświecające doświadczenie transformacji. Łóżko Billa w szpitalu na oczach kilku pielęgniarek przebywających w jego pokoju było dosłownie zalane światłem. Gdzie może ci się osobiście przydarzyć niewytłumaczalna transfiguracja tego rodzaju? Nie sposób powiedzieć. Jedyne możliwe określenie jest miarą całkowicie zawartą w twoim własnym osobistym dylemacie, wyrażającym się jako frustracja i bezcelowość, które pojawiają się w twej własnej potrzebie znalezienia prawdziwego znaczenia i celu twej egzystencji w świecie. Bądź pewien jednego: projekt drogi poprawy Programu Dwunastu Kroków oraz Kursu Cudów jest w całości oparty o boskie objawienie, a także interwencję naszego własnego, indywidualnego i uniwersalnego źródła rzeczywistości, którym jest stwarzający na wieki Umysł Boga.

Ważne jest, byś pamiętał, że programy te nie są percepcyjnym uznaniem konieczności osiągnięcia jakiegoś dna. Są one naturalnym, nieuniknionym rezultatem samego poddania się. Są zarówno przyczyną, jak i skutkiem. Słyszycie to? W każdej modlitwie przyczyna i skutek są w istocie jednoczesne. Kurs naucza, że po prostu nie jesteś w stanie otrzymać więcej niż to, o co prosisz, ale że naprawdę otrzymasz to, o co prosisz. Widzisz to? Tak, by wraz z poszerzaniem się zakresu poddania natychmiastowa korygująca odpowiedź Ducha Świętego była wciąż bardziej i bardziej budująca pod względem mentalnym oraz emocjonalnym. Nic nie może zaprzeczyć twym własnym intencjom, ponieważ nic nie istnieje na zewnątrz ciebie. Jeśli prosisz o pokój Boga i szczerze go pragniesz, otrzymasz pokój Boga, ponieważ pokój Boga jest tym, czym jesteś.

A więc za pierwszym razem, gdy słyszysz to przesłanie, i za drugim razem, i za dziesiątym, i za dwudziestym razem, i za setnym razem, i „Jak to działa” na mitingach albo „Jak to działa” w grupach Kursu Cudów będzie dyktować ci warunki, na których gorąco i bezapelacyjnie pragniesz przyznać, że masz bardzo poważny problem z podporządkowaniem się autorytetowi, dotyczący kwestii twego stworzenia, a także potrzebę i determinację, by umrzeć. A ulga, którą czujesz, gdy przychodzisz do tego typu grupy, nie daje się wyrazić, choć ci z was, którzy uczestniczyli w tzw. „dobrych” mitingach, na których nie ma terapii, a jedynie wzajemne uznanie, potrafią wyczuć wrażenie silnej braterskiej więzi, powstałej przez przyznanie się tej tożsamości czy też osoby do bezsilności i daje się to bardzo wyraźnie zauważyć. Terapia w ogóle was nie interesuje.

Będę tu przez chwilę mówił jako członek Programu: Jeśli weźmiemy początkującego, który opowie ci o tym, co nazywamy „zalaniem w trupa”, to jest on zdecydowany, by opowiedzieć historię okoliczności, które wskazywały na to, jak kompletnie był bezsilny. Z pewnością są to potrzebne i ważne wyznania. Podobnie mógłbyś przyjść na zajęcia Kursu i powiedzieć: „Po prostu nie potrafię działać w tym świecie. Wszystko, co robię, jest bezcelowe”. Nie jest to nic innego jak wykazanie się kwalifikacjami do członkostwa. Jakakolwiek specjalistyczna porada nie powinna mieć miejsca. Dana osoba ma jeden problem i przedstawiono jej rozwiązanie. W żadnym wypadku żaden wychodzący z nałogu alkoholik nie angażowałby się w osobisty obrachunek kogoś innego. Rozumiesz? Nie zamierzam wcale robić osobistego obrachunku tamtej osoby. Mam dosyć problemów z moim własnym zaangażowaniem w wychodzenie z nałogu. Terapia, którą mógłbym mu zaoferować, byłaby jedynie oparta o mój własny upór, by samemu nie mieć doświadczenia (a jedynie potwierdzić skojarzenie jego uraz z nim samym), nie zaś o przyznanie, że w istocie mamy tylko jeden problem i że tym problemem jest sam narkotyk.

Wszystkie spotkania Programu i wszystkie grupy Kursu Cudów mówią, że masz jeden problem. Możesz go nazwać alkoholem, możesz go nazwać ego, możesz go nazwać postrzeganiem siebie, możesz go nazwać zawziętością, by obrazić Boga – nie dbam o to, jak go nazwiesz. Zawsze chodzi o ograniczoną tożsamość osobową, czyli nałogowe przywiązanie do potrzeby utwierdzania się w twoim ograniczonym umyśle-świadomości. Czy to ma jakiś sens? Więc spotykamy się tutaj w rozsądnym celu poddania się cudowi lub doświadczeniu, oddani przekonaniu, że problemu nie da się rozwiązać. „Nie analizuj, utylizuj”.

Oto „Jak to działa”. Są też ci, którzy cierpią z powodu ciężkich zakłóceń umysłowych oraz emocjonalnych, ale wielu z nich wraca do zdrowia, jeśli zdolni są do uczciwości. Właśnie tak. Nasze historie ujawniają w ogólny sposób, jacy kiedyś byliśmy i jacy jesteśmy teraz. Jeśli zdecydowaliście indywidualnie w swym umyśle, że chcecie tego, co my mamy, nie przejmujcie się, że potraficie to rozróżnić przy pomocy własnych mechanizmów. Ta decyzja oznacza, że pragniecie stać się Nauczycielami Boga i zadeklarować taką tożsamość siebie, która daje wam radość i szczęście. Patrzycie na inne tożsamości, gotowe zrezygnować ze swego składowiska totalnej śmierci i choroby, i pytacie jak wtedy, gdy wchodziliście w Program: „Jak do tego doszedłeś?”, „Jak się tego dowiedziałeś?” To właśnie jest mechanizm, którego nauczacie jako Programu Dwunastu Kroków lub Kursu Cudów.

Przede wszystkim musisz tego chcieć, prawda? Musisz być w stanie widzieć różnicę pomiędzy bólem, w którym tkwisz, a pozorną radością, której doświadcza dana tożsamość. I pierwsze, co on ci powie w swojej prawdziwej tożsamości, jest co? Że nie miał z tym nic wspólnego! Widzisz? Wszystkie dobre programy powiedzą ci: „Nie miałem z tym nic wspólnego. Poddałem się i przeżyłem cudowne doświadczenie braku potrzeby dalszego odurzania się. To był cud”. Ja chcę mechanizmu, a jest nim Program Dwunastu Kroków, który umożliwia ciągłe doświadczanie tego. Chcę to mieć przez cały czas.

A więc jeśli zdecydujesz, że chcesz mieć to, co my, i jeśli pragniesz trochę się o to zatroszczyć… Och, tu wcale nie jest napisane trochę zatroszczyć. Nie, nie! Tu nie chodzi o kompromis! Tu jest napisane: pragniesz zatroszczyć się o to w pełni. Teraz jasne jest, że facet, który zamierza dalej pić, nawet gdy mu to powiecie, który będzie nadal żądał zwrócenia uwagi na swe uzależnienie, powie: „Nie pragnę wcale się o nic troszczyć. Wciąż potrafię rozwiązać mój problem”. Oto podstawa tego nauczania. Ale jeśli pragniesz zatroszczyć się o to w pełni, to jesteś też gotów przedsięwziąć pewne kroki. Jesteś gotów do zastosowania konieczności cudu w poszczególnych przypadkach w Podręczniku. To są właśnie kroki, prawda? W Podręczniku? Czas powiedzieć, że odmówimy wykonania niektórych z nich. Niektóre z nich przyjdą ci łatwiej niż inne, ponieważ jesteś nieustępliwy w ciągłym uzasadnianiu potrzeby istnienia w czasie i umierania, masz to we krwi. Wszystkie twoje ludzkie wspomnienia uzasadniają twe uzależnienie od samowładczej śmiertelności.

Przy niektórych z tych kroków zawahasz się. Dlaczego? Wciąż jeszcze myślisz, że możesz znaleźć łatwiejszą i przyjemniejszą drogę do tego rozwiązania. Jest mi o wiele łatwiej nie musieć słuchać tego, co powiesz, Jezusie z Nazaretu. Jest mi o wiele łatwiej nie musieć słuchać o nieuniknioności poddania się w celu doświadczenia tego. Wolę już upierać się przy rozwiązaniu kompromisowym dla Twych wskazówek głoszących: „Bądź wola Twoja, jako w Niebie, tak i na ziemi”, tak bym mógł kontynuować prowadzenie mojego własnego programu. Każdy porządny – użyję tu terminu „ozdrowiały” – alkoholik wie doskonale, że im bardziej kieruje swymi własnymi skojarzeniami, tym więcej urazy zgromadzi w potrzebie wyrażania siebie. To fakt. Puść siebie i wpuść Boga”. „Oddaj Mu ster”. „Idź z Bogiem”. „Gdyby nie łaska Boga”… Co się stało z tymi wszystkimi zwrotami? Są za bardzo duchowe. Nie są w końcu niczym innym jak przyznaniem się do potrzeby Boga.

Wydawało nam się, że będziemy mogli znaleźć łatwiejszą i przyjemniejszą drogę… Ale co? Nie udało się nam. Zauważcie, że jest to powiedziane w czasie przeszłym. Program Dwunastu Kroków jest przyznaniem, że twoja ewolucja zakończyła się i że jesteś w Niebie. Mówi o tym nawet Dwunasty Krok, który oznajmia, że po doświadczeniu duchowego przebudzenia wciąż to robimy, lecz nasz problem został rozwiązany dzięki naszemu nieustającemu kontaktowi. Nie ma potrzeby, by wskazywać inne rozwiązanie. Nasza pewność, że problem nie może być rozwiązany, jest nieustannym przyznawaniem się do kontaktu z Bogiem. Dzisiaj nie będę osądzał niczego, co się zdarzy.

Ale nie udało się nam. Teraz zaś, z całą uczciwością, na jaką nas stać, z całą uczciwością, angażując w to wszystko, co w ogóle możemy ci dać oraz powiedzieć z perspektywy umysłu, który to pojął, błagamy cię, byś był nieustraszony i dokładny już od samego początku. Spójrz na cały ten oparty na koncepcjach świat jak na coś, czego się nie da zrozumieć. Przyznaj natychmiast, że wszystko tu jest jedynie totalnym chaosem. Bądź nieustraszony i dokładny już od samego początku. Dlaczego to konieczne? Niektórzy z was próbowali czepiać się swoich dawnych przekonań i rezultat tego był żaden, dopóki nie puściliśmy całkowicie. Jest to bezpośrednie stwierdzenie z Kursu Cudów. Myślisz, że dostajesz rezultat z własnych pokładów urazy, ale rezultat ten jest w istocie żaden. Nie dostajesz żadnego rezultatu oprócz ciągłego lęku wewnątrz własnego umysłu. Rezultat tego był żaden, dopóki – nie spodoba wam się to zdanie – dopóki nie puściliśmy całkowicie. Zgoda?

Pamiętaj, że masz do czynienia z ego – alkoholikiem – indywidualną tożsamością. Masz do czynienia z koniecznością odurzania się, wyrażania samemu sobie uznania za własne skojarzenia, usprawiedliwiania urazy i lęku, które czujesz w swoim własnym umyśle. Jezus powiedziałby o ego: jest przebiegłe, jest ogłupiające i jest potężne i bez pomocy nigdy w życiu sobie z nim nie poradzisz. Potrzebujesz Ducha Świętego, by zwrócił twoją uwagę na to, że nie jesteś w stanie rozwiązać problemu. Ale jest Ten, do którego należy cała moc – tym Kimś jest Bóg. Obyś Go teraz odnalazł! To potężna modlitwa. Obyś Go odnalazł. Jest to prośba, byś Go znalazł przez swoją determinację, by tego nie rozwiązywać. Obyś Go teraz odnalazł! Pamiętaj, to nie On się zagubił, lecz ty!

Półśrodki nic nam nie dały. Półśrodki nic ci nie dają. Kompromis wynikły z twej determinacji, by skorelować chorobę, ból, śmierć i samotność na ziemi z wiekuistą miłością, radością i szczęściem Nieba, nie będzie działał. Półśrodki nic nam nie dały. Pełny środek to Bóg. Półśrodek to oddzielenie. Ono nic ci nie da. Nie możesz odnosić pożytku ze swego pragnienia śmierci i oczekiwać, że rozwiążesz problem.

Gdzie stanąłeś? W punkcie zwrotnym. Jezus nauczając tego w Kursie, wciąż od nowa i od nowa mówi, że jesteś teraz w punkcie zwrotnym. Czy potrafisz zobaczyć, że jest to punkt zwrotny? Czy pozwolisz swojemu umysłowi, aby osiągnął ten punkt, który ty zawsze dotąd osiągałeś, a następnie postanowił, że wolisz widzieć rezultat tylko częściowo? I od czego to wolisz? To zdanie mówi: Prosiliśmy o Jego ochronę i opiekę z całkowitym oddaniem. To jest samo sedno nauk Kursu Cudów.

Moja radość i szczęście… Ludzie! Ci z was, którzy chcą to usłyszeć; jeśli chcecie, możecie zrobić z tego rozważania akademickie, możecie studiować wszystkie przyczyny i zmieniające się skojarzenia, jakie wam się spodobają; faktem pozostaje, że mój pokój i radość są moim całkowitym poleganiem na Bogu lub Sile wyższej, moją pewnością, że sam w sobie i z siebie jestem niczym. To nie ma nic wspólnego z przedmiotem, na którym polegam. Co to jest? To całkowite oddanie. Zwróć uwagę, że radość leży w oddaniu. Możesz skierować to do Boga, ale tylko jeśli Go w ogóle pojmujesz. Oddanie jest w tym sensie dawaniem, prawda? Zamierzam zrezygnować z własnych potrzeb. Zamierzam tylko dawać. Nie będę we władzy przymusu trzymania i przechowywania. Zrezygnuję z tego i powiem: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego”.

Oto są kroki, które poczyniliśmy. Czas przeszły – to się sprawdziło, prawda? – jeden dzień na raz. Będąc w programie wyjścia z nałogu, przyznaliśmy – co? Krok nr 1: Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i że przestaliśmy kierować własnym życiem. Jesteśmy bezsilni. Nie obchodzi mnie, w obliczu czego. Nie potrafię rozwiązać tego problemu. Wiecie w głębi serca, że nie potraficie rozwiązać tego problemu, a więc ukryliście go. Nie obchodzi mnie radość, jaką czerpiecie z przekonania, że potraficie. Zasadniczo wiesz, że nie potrafisz rozwiązać problemu, bo inaczej nie szukałbyś szczęścia. Szukasz szczęścia przyznając, że potrafisz rozwiązać problem, chociaż nie potrafisz. W tym sensie tego problemu nie da się rozwiązać.

Krok nr 2: Uwierzyliśmy, poprzez bezcelowość prób wyrażenia siebie, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie. Co za piękne zastosowanie słowa „zdrowie” oraz „obłąkanie”. Kurs naucza wprost, że jesteś obłąkany i że wszystkie twe związane z tym wysiłki nie wymagają definicji słowa „obłąkanie”. Znałem swego czasu wielu alkoholików, którzy przyznają, że zachowywali się w sposób obłąkany, gdy prowadzili samochód czy robili te wszystkie szalone rzeczy, które ludzie robią przez swą ciągłą niezdolność do kierowania własnym życiem. Przyznanie, że całe to utożsamienie jest obłąkane i że jedyny sposób, za pomocą którego ich umysły mogą powrócić do zdrowia, przekraczał ich własne możliwości, stanowi drugi krok Programu, który prowadzi do trzeciego, żywcem z Podręcznika Kursu Cudów:

Krok nr 3: Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy. Postanawiam je powierzyć. Nie jestem w stanie rozwiązać problemu. Zgoda? „To takie słabe. Czy nie jest to przyznanie się do własnej bezsilności?” Tak! Tak, o wszyscy ci, którzy jesteście pewni, że chcecie się rządzić. Możecie to robić, ale wtedy będziecie dalej – co? Obwiniać się za konieczność istnienia waszej indywidualnej tożsamości i brać na siebie ciężar tej winy. Da wam to uczucie urazy, ponieważ będziecie żądać sprawiedliwości w ramach tego osobowego utożsamienia.

Co należy zrobić, gdy zrobisz to wszystko? Krok nr 3. Zrobiłeś to i to działa. Oddałeś swe życie i wolę opiece Boga i doświadczasz (to jest w Podręczniku) wszystkich tych miłych rzeczy, i całe twoje życie się zmienia. Ale teraz jest parę niezbędnych rzeczy do zrobienia. Oto masz Podręcznik wraz z pozostałymi Krokami Programu.

Krok nr 4: Dokonaliśmy gruntownego i odważnego obrachunku moralnego. W porządku, jeśli chcesz zaplątać się w wyjaśnianie znaczenia słowa moralny, proszę bardzo. Pamiętaj, że nacisk pada na bycie odważnym. Nie będzie ci przebaczone, dopóki nie dokonasz zasadniczego przyznania się do winy. Możesz iść i nauczać do woli: „Nie jestem winien” i „Przebaczono mi”. Wskazywane ci jest, że znajdujesz się w stanie winy z powodu bólu, który sam sobie zadałeś, i całkowicie właściwe będzie dla ciebie sporządzenie obrachunku skojarzeń, wśród których się znajdujesz. Zauważ, że nie ma mowy o tym, iż obrachunek ten musi być zawsze poniżający. Będziesz miał pozwolenie, by zatrzymać całą dumę, jakiej pragniesz z racji swej potrzeby porównywania się z tym, co uważasz za otaczającą cię nieprawość. Jednak pamiętaj, że zrezygnowanie z uraz, jakie żywisz do siebie i swego otoczenia (w Kursie Jezus nazywa je żalami), jest absolutnie niezbędne w celu doświadczenia pokoju Boga.

Patrz na ten dzień, bowiem jest on życiem, życiem samego życia.

A teraz jeśli chcesz przejść do Kroku nr 5, istnieje wymóg, byś przyznał się do swej niezdolności radzenia sobie z grzechem, w którym tkwisz, innymi słowy – byś doświadczył przebłagania. Jest to w istocie nieustający proces, który jest cudem. Wobec kogo musisz to przyznać? Wyznaj przed Bogiem, sobą i drugim człowiekiem istotę twych błędów. Czy to konieczne? Wyznanie przed Bogiem jest całkiem łatwe, wyznanie przed sobą jest całkiem łatwe; wyznanie przed innym człowiekiem wiąże się z koniecznością wybaczenia sobie w relacji z nim i może to być dla ciebie bardzo cenne. A więc jest to przyznanie naszej zdolności do współuczestniczenia w związku czy też nowej tożsamości opartej na rezygnacji z naszej osobistej woli. Stajemy się gotowi, by zaakceptować przebaczenie dla nas samych i tych, którzy nas otaczają. Dzień dzisiejszy właściwie przeżyty czyni każde wczoraj snem o szczęściu, a każde jutro wizją nadziei.

Krok nr 6 jest krokiem szczególnym, nauczanym w Kursie Cudów jako nieustające badanie swego utożsamienia. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru. W ramach naszych powiązań z Billem Wilsonem mówiliśmy o tym, czy można być kiedykolwiek absolutnie do czegoś gotowym. Ale pamiętaj! Jest tu determinacja, byś oddał swą wolę i życie opiece Boga. Tak byś wciąż nie mogąc określić stopnia swej gotowości, mógł pozostać czujnym w swoim przeświadczeniu, że cud działa w twoim własnym umyśle. Jest to silnie podkreślane w Podręczniku Kursu. Pozostań w jedności umysłu, a nie może ci się nie udać.

Krok nr 7: Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki. Ojcze, pomóż mi widzieć samego siebie takim, jakim Ty mnie widzisz. Nieznacznie tylko chybiłem celu doskonałej miłości i szczęścia, które dla mnie wyznaczyłeś. Nie pozwól, by uraza powstała z racji tego chybienia uczyniła mnie ślepym na światło tego nowego życia.

A teraz przechodzimy do? Kroku nr 8: Zrób listę osób, które skrzywdziłeś, i bądź gotów zadośćuczynić im wszystkim. Przede wszystkim mówi się tu, abyś nie czynił zadośćuczynienia natychmiast, a jedynie stał się gotowy, by je uczynić. To bardzo ciekawa myśl. To, że gotowość pojawia się wcześniej niż działanie. Nie, żeby dało się to zmierzyć, ale gdzieś tam jest dyscyplina, zawarta w twej gotowości, aby przyznać wobec ludzi, których zraniłeś przez własną zawziętość, by pozostać w twym własnym, egoistycznym utożsamieniu z sobą samym, że dzięki duchowemu doświadczeniu odkryłeś nowego ciebie! Że wydarzył się i wciąż wydarza się cud.

I co wtedy? Krok nr 9: Wtedy zadośćuczynisz osobiście – dosłownie – wszystkim, wobec których jest to możliwe, z wyjątkiem przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych. Chcę wam to powiedzieć i chcę, żebyście to usłyszeli – to dotyczy zarówno uczestników Programu Dwunastu Kroków, jak i Miraklistów: rezultat zadośćuczynienia, jakiego pragniecie dokonać, nie ma nic wspólnego z samym zadośćuczynieniem. Niezbędne jest oczyszczenie, które wydarza się dzięki twej zdolności do wyznania błędu lub proszenia o przebaczenie. Prawda jest taka, że nie ma znaczenia to, czy twoje zadośćuczynienie jest przyjęte czy odrzucone. Wielu z was napawa wielkim lękiem rezultat, jaki uzyskacie, prosząc o całkowite wybaczenie. W Kursie Jezus uczy, że ego będzie się czuło przez ciebie znieważone. Obojętnie, jak bardzo żądałbyś, by ci przebaczyło, ono nie przebaczy ci w tym utożsamieniu, a ty jedynie poszukujesz ograniczonego rezultatu oczyszczenia własnego umysłu, rezultatu, który jest twą potrzebą, by przede wszystkim uzasadnić przebaczenie. I dokładnie na tyle, na ile poszukujesz qui pro quo, czyli wymiany, w której uznasz wzajemność waszej winy, nie przejdziesz zadowalająco tego kroku. Oczyszczenie jest zawsze indywidualne i następuje dzięki przebaczeniu, czyli rozpoznaniu, że jesteście tacy, jakimi stworzył was Bóg. I nie ma w tym dosłownie żadnej wzajemności. Wiem, że dla niektórych z was może się to wydawać egoistyczne, ponieważ zamierzacie kontynuować wasze żądania dotyczące konieczności usprawiedliwienia zła, które waszym zdaniem wyrządziliście, po to abyście mogli w dalszym ciągu się nim dzielić. Nie o tym się tu mówi i nie to ostatecznie musicie zrobić. Pamiętaj, że musisz być i zawsze jesteś po prostu doskonały, jakim stworzył cię Bóg.

A teraz Krok nr 10: Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnionych błędów. Oto podstawowa część Programu Dwunastu Kroków, a także programu Kursu Cudów. Twoja zdolność do pozostawania w nieustannym stanie przyznawania się, w którym nie gromadzisz zapasów uraz przytrzymujących cię w twojej sytuacji, czyli w uwiązaniu do żalu, jest istotnym kluczem do nauczania płynącego zarówno z Programu Dwunastu Kroków, jak i z Kursu Cudów. „Zrób to teraz…” „Robię to sam sobie”.

Być może w chwili obecnej myślisz, że zastosowanie Kroku nr 10 nie jest takie ważne. Być może wdałeś się we wszystkie te filozofie i koncepcje na temat tego, czym jest Kurs Cudów. Posłuchaj: Kurs Cudów nie jest niczym innym jak psychologią całkowitego wybaczenia. Pokazuje on wartość dokonywania obrachunku wieczorem przed pójściem spać; mówi on o dążeniu do tego, byś nigdy nikogo nie zranił, i dokonywaniu tego zadośćuczynienia natychmiast, a to sprawi, że nie zejdziesz z drogi do zbawienia. I mówię to z mojego głębokiego doświadczenia, ponieważ przerabianie Programu lub dyscyplina dokonywania obrachunku w głowie pod koniec dnia, tak byś nie wnosił w następny dzień żalu, który posiadasz, jest podstawą. Dlaczego? Jeśli go wniesiesz, uzasadnisz go w kategoriach urazy wypływającej z utożsamienia twego dawnego, pozbawionego znaczenia koncepcyjnego umysłu. Nie pozwól, by słońce zaszło wraz z żalem, bo jeśli wciąż możesz to zrobić, potrzeba trzymania się urazy uzasadnia przeszłe działanie i trzyma cię w więzach twojego dawnego osobowego utożsamienia. Nie sprawiaj nikomu bólu. To dopiero! Zajmuj się jednym dniem na raz! Albo jak uczy Kurs – godziną lub minutą, lub Świętą chwilą!

Patrzysz na stan uraz świata w jego zawziętości, by karać i uzasadniać dawne utożsamienie, i możesz dokładnie dojrzeć, czemu powinieneś się przyjrzeć w twoim własnym umyśle. A przeżyć życie po to, by uzasadnić, że ktoś powinien być nieustannie karany, trzymany w więzieniu czy zabijany, jest po prostu zmarnowaniem życia. Jakim strasznym marnotrawstwem jest oglądanie tych programów telewizyjnych, gdzie pojawia się konfrontacja: „Ty mi to zrobiłeś dwadzieścia lat temu, a ja zamierzam trzymać to w pamięci aż do dnia mojej śmierci”. To zmarnowane życie, ludzie. Co za bezużyteczny, pozbawiony znaczenia stan istnienia. Posłuchaj teraz. Zamierzam zaproponować ci małą terapię. Nie obchodzi mnie, w jaki sposób to usłyszysz. Mówię ci, że jakikolwiek żal jest po prostu uwiązaniem do bólu, samotności i śmierci. Jakakolwiek tożsamość w swojej żądzy zemsty zadaje ból sobie samej i tamtemu „ja”. Jaka jest różnica między więźniem a strażnikiem? Żadna. Obaj są skazani na to pełne żalu utożsamienie. Widzisz to? Co za straszliwa rzecz przejść przez życie jako to, czym jest percepcyjny umysł, a mianowicie – ciągłą potrzebą odegrania się; potrzebą ukarania tych innych utożsamień, które nie są w istocie niczym innym jak twoją zawziętością, by trzymać się żalu i cierpieć ból i śmierć.

A więc prowadź nadal obrachunek moralny i z miejsca przyznawaj się do popełnionych błędów. To dokładnie takie samo nauczanie jak „nie gromadźcie skarbów”. Ale bardzo ci trudno to zauważyć. Jakakolwiek własność, której się trzymasz, wiąże cię w retrospekcji z potrzebą uzasadnienia śmierci, ku której zmierzasz. Widzisz, jak to działa?

Każdego dnia całe to nauczanie i sposób, w jaki wielu z was na początku doszło do trzeźwości lub kierunku polegającego na oddaniu swej woli opiece Boga, wypełniały się dzięki przyznaniu, że „dzisiaj jest dzisiaj”. Nie będę zajmował się dniem wczorajszym lub zeszłym tygodniem; te rzeczy minęły i nie ma niczego, co mógłbym w tej sprawie zrobić, jak tylko prosić o uwolnienie od nich. Nie można ich zmienić, ponieważ już minęły. Jak głębokie są urazy umysłu alkoholika lub umysłu percepcyjnego w jego zawziętości, by opierać swą rzeczywistość na urazie, błędnym szacunku lub pomyłce, lub czymś, co nazywa grzechem i co przydarzyło mu się dwadzieścia lat temu; dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt lat temu? I nieuniknioność frustracji, którą odczuwa przez własną niezdolność, by to zmienić i jest w efekcie skazany na cierpienie. Dlaczego? Ustawił czas liniowo we własnym umyśle i zawziął się, by opierać swą rzeczywistość na tym poprzednim doświadczeniu. Wszystkie poprzednie doświadczenia to tylko żale. I to była pierwsza rzecz o Programie, jaką powiedział mi mój sponsor. Nie proś o sprawiedliwość, proś o łaskę. Na moich pierwszych mitingach zacząłem mówić coś w rodzaju: „Dobrze, wiem, ale miałem…” On powiedział: „Przestań! Proś o łaskę, palancie!”

Nauczanie brzmi w każdym razie tak: „twój czas płynie na kredyt”. Całe to nauczanie mówi, że pożyczyłeś jedną chwilę od wieczności. Słyszysz to? Teraz, gdy masz tę szansę – nazwij ją Świętą chwilą i użyj jej, by rozpoznać swój powrót do Nieba – widzisz, że istnieje sposób, byś żył, a nie umierał. Pożyczyłeś wieczność i umieściłeś jedną jej chwilę w czasie. To uroczy pomysł, nie? To ten sam pomysł, co nawrócenie i oświecenie twego umysłu. To ten sam pomysł, co przejście doświadczenia śmierci, w którym dociera do ciebie, że żyjesz dzięki łasce, która wykracza poza twoją indywidualną tożsamość, a to uczyni cię bardzo szczęśliwym. Jesteś w stanie łaski. Co? Powierzyłeś swego ducha Bogu. Na tym to wszystko polega. To osobisty obrachunek, prawda? To twoje własne głębokie mroczne tajemnice o tobie samym – te, za które winisz swego bliźniego. Do diabła z tym! Puść siebie i wpuść Boga! Każdy z was trzyma jeden określony, szczególny żal. Wiesz o tym? Nie miałbyś chęci przyjrzeć się temu? Ja mam taki żal. Jest nim cały świat. Przyjąłem odpowiedzialność za moją determinację, by pomóc wyprowadzić cię z tego piekła.

Nauczyciele cudów widzą natychmiast, że Krok nr 11 jest opisem całego programu transformacji, którym jest Podręcznik Kursu Cudów. Posłuchaj! Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go nie pojmujemy, wróć – jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia poprzez ducha.

A potem bardzo piękny ostatni Krok nr 12: Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków – zauważ, że jest to czas przeszły. To się tobie przydarza w tej chwili! Najpierw ty nad tym pracujesz, potem to pracuje nad tobą. Najpierw stosujesz dyscyplinę Podręcznika, potem odkrywasz, że Podręcznik jest prawdziwy. To naprawdę działa! Gdy już odkryjesz, że cud kontaktu z Bogiem jest prawdziwy, dyscyplina staje się prosta. A w końcu nie ma już żadnej dyscypliny, ponieważ naturalne przejawianie się radości oddaje twoją wolę i twoje życie Bogu. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom. Próbowaliśmy nieść je innym ludzkim cierpiętnikom, innym „śmiercioholikom”.

To ty jako Nauczyciel Boga, nieprawdaż? To ty jako Zbawiciel świata. …i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach. To wszystko, o co jesteś proszony. Dyscyplina polega na pozostawaniu w tej ciągłej potrzebie zmiany konfiguracji twego umysłu, przyznając jednocześnie, że cud zawsze działa wszędzie wokół ciebie, jeśli mu na to pozwolisz. Widzisz to? To ci się przydarza non-stop. Wycofaj się – poczuj tę nieopisywalną szczęśliwość twojej prawdziwej rzeczywistości! Opór tkwi zawsze w twym własnym percepcyjnym umyśle. Nie możemy ci powiedzieć, czym są miłość i Bóg, ale możemy ci powiedzieć, czym jest przeszkoda na drodze do miłości. Jest nią twoja zawziętość, by tkwić w tych więzach ego, w tych więzach uzależnienia od konieczności samoidentyfikacji.

„O rany!”, powiedzieli niektórzy z nas. „Nie poradzę sobie z tym. Co za wymagania!” Co za wymagania! Nie będę umiał sobie z tym poradzić. I wiele z tych tożsamości, które zetkną się z nauką Kursu Cudów, powie: „Co za wymagania! Nie będę umiał sobie z tym poradzić”. Nie zniechęcaj się. Nikomu z nas nie udało się idealnie stosować tych zasad. Dlaczego? Nie ma definicji słowa idealny. Nie uczę cię, byś ustanowił metodę, przy pomocy której ja tego dokonałem. Mówię ci, że jest to nieustanna zmiana konfiguracji twego umysłu. Ty jesteś tym, który szuka rezultatu. Ja nie oferuję ci rezultatu. Nie ma metody, przy pomocy której możesz to zrobić. Uznanie naszej bezradności, naszej bezsilności jest tym, w czym leży zbawienie. I o tym w istocie tu mowa: Nie jesteśmy świętymi. Chodzi o to, że pragniemy rozwijać się w kierunku duchowym. W tym sensie chcemy tylko chwilowego duchowego postępu w celu osiągnięcia tej determinacji, ponieważ rezultatu tu nie ma. Ale otwieramy nasze serca i nasze umysły. Mamy doświadczenie cudu utraty konfliktu, jaki zachodził w naszej percepcyjnej tożsamości, i wchodzimy w unię z Bogiem, która jest podstawą wszystkich tych nauk. „Bóg jest Umysłem, którym myślę”. „Bądź wola Twoja, a nie moja”.

Tu jest nasz opis istoty ludzkiej, a tu rozdział dla agnostyków (tych z was, na przykład, którzy są przekonani, że Kurs Cudów napisano używając terminologii chrześcijańskiej i mają przez to tendencję do odrzucania go), a także twoje osobiste przygody, które są częścią twego własnego umysłu, ukazują bardzo wyraźnie trzy rzeczy: to, że nie byliśmy zdolni do efektywnego działania, że byliśmy alkoholikami; że tkwiliśmy w naszym własnym percepcyjnym „ja” i że nie mogliśmy poradzić sobie z własnym życiem, czegokolwiek byśmy nie robili; oraz że żadna ludzka moc nie była w stanie uwolnić nas od alkoholizmu lub naszej pełnej lęku natury ludzkiej, ponieważ tkwiliśmy zamknięci w chorobie śmiercioholizmu. Ale też, że Bóg byłby w stanie to zrobić i zrobiłby to, gdybyśmy Go szukali.„Mój Ojciec daje mi wszelką moc”. Nie pada tu słowo „znaleźli”. Prawda? Jest słowo: „szukali”. To zdanie nie stwierdza, że Bóg byłby w stanie to zrobić i zrobiłby to, gdybyśmy Go znaleźli. Bóg się nie zgubił. Akt szukania Boga jest tym samym, co pokój Boży. Akt uwolnienia jest tym właśnie, czym jest pokój. „Dziękuję Ci”. To modlitwa, czy nie tak?

A więc czy uczestniczymy właśnie w spotkaniu modlitewnym? Czy uczestniczymy w komunii z Bogiem? Czy uzgodniliście między sobą, że nie będziecie dyskutować o swoich osobistych żalach, ponieważ są one bez znaczenia? W którymś miejscu, tak. W którymś miejscu doznaliście przemiany, w związku z którą nie macie zamiaru mieszać do waszej próby zawarcia unii z Bogiem waszych indywidualnych żalów lub waszej tożsamości. Jest to przyznanie, iż nastąpiło nawrócenie, wolność od więzów tego świata śmierci. Spotkanie Anonimowych Śmiercioholików! Jest to cała podstawa i jedyny cel Kursu Cudów. Nie zamierzam przynosić mego żalu na miting i go uzasadniać. Przyjdę na miting AA, przyjdę na spotkanie grupy Kursu i po prostu uznam, że jestem doskonały, jakim stworzył mnie Bóg. A dzięki uwolnieniu konieczności utrzymywania żalu doświadczę radości i szczęścia Boga. „Jestem Światłem świata”.

Jak miło, że nareszcie ten świat ma cel: nauczać i uczyć się wspólnie nieograniczonej mocy całego wszechświata, która należy do nas dzięki twórczej miłości Boga – objawieniu, którego doświadczasz w chwili uwolnienia twej koncepcyjnej tożsamości. Gwóźdź programu polega na tym, że nie czujesz się dłużej odpowiedzialny za chorobę, ból i śmierć, które są naturalną częścią ludzkiego umysłu, i że przechodzisz w istocie oświecenie, czy też doświadczenie, czy też cud oddania swej jednostkowej woli Woli Boga. W porządku. I właśnie sam akt spełnienia tego jest cudem. I zachodzi on nieustannie, zdarza się przez cały czas. Co za niesamowite odkrycie! Podręcznik Kursu Cudów nie jest niczym innym jak praktyką modlitwy. Jest to katechizm uczący, jak się modlić, tylko dlatego, że jest ci potrzebna dyscyplina metody modlitwy. To jest spotkanie modlitewne i odmówimy teraz dla was parę modlitw.

Poczujcie wspaniałą boską prawdę tych modlitw skierowaną do was przez zmartwychwstały umysł Jezusa Chrystusa:

Jakąż głupotą, Ojcze, jest wierzyć, że Twój Syn może sprowadzić na siebie cierpienie! Czy możliwe jest, by przygotował on plan własnego potępienia i był zostawiony bez pewnej drogi do swego uwolnienia? Ty mnie kochasz, Ojcze. Nigdy nie pozostawiłbyś mnie opuszczonym, bym umarł w świecie bólu i okrucieństwa. Jakże mogłem sądzić, że Miłość opuściła Samą Siebie? Nie istnieje żadna wola poza Wolą Miłości. Lęk jest snem i nie posiada woli, która mogłaby kłócić się z Twoją Wolą. Konflikt jest snem, a pokój obudzeniem. Śmierć jest iluzją, życie – wieczną prawdą. Nie ma przeciwieństwa dla Twej Woli. Nie istnieje żaden konflikt, albowiem moja wola jest Twoją Wolą. Przebaczenie pokazuje nam, że Wola Boga jest jedna i że my mamy w niej udział. Spójrzmy na święte wizje, które ukazuje dziś przebaczenie, abyśmy mogli odnaleźć pokój Boga. Amen.(Lekcja 331)

Nie będę czekał ani dnia dłużej, by znaleźć skarby, które ofiarowuje mi mój Ojciec. Płonne są wszystkie złudzenia, sny zaś odeszły, skoro są utkane z myśli opierających się na fałszywych postrzeżeniach. Niechaj nie akceptuję dziś więcej tak skąpych darów. Boży Głos ofiarowuje pokój Boga tym wszystkim, którzy słyszą i postanawiają podążać za Nim. Taki jest dzisiaj mój wybór. Tak więc idę odnaleźć skarby, które dał mi Bóg. Nie zamierzam w tym uczestniczyć, zamierzam odłożyć to brzemię jaźni i odnaleźć skarb mego własnego przebudzenia. Szukam tylko tego, co wieczne. Albowiem Twój Syn nie może poprzestać na niczym mniejszym. Cóż więc może być jego pocieszeniem, jak nie tylko to, co ofiarowujesz jego zdezorientowanemu umysłowi i wylęknionemu sercu po to, by dać mu pewność i przynieść pokój? Chcę dziś ujrzeć mego brata bez grzechu. Taka jest Twoja Wola dla mnie, bowiem w ten sposób ujrzę swoją bezgrzeszność. (Lekcja 334)

Posłuchaj! Oto wszystko, co kiedykolwiek będziesz potrzebował wiedzieć o wyjściu z nałogu swej bezsensownej podróży w lęk, który jest twoją percepcyjną tożsamością:

Nauczyłem się, że pozostaję pod wpływem jedynie własnych myśli, i stanowczo twierdzę, że jestem jedynie Twoją myślą, jakim mnie stworzyłeś. Tylko to wystarczy, by zbawienie przyszło dla całego świata, ponieważ to ja stworzyłem cały świat w moich wylęknionych myślach, ale pozostaję pod wpływem jedynie własnych myśli. Albowiem w tej jednej myśli każdy zostaje wreszcie uwolniony od lęku. Zamierzam wyzwolić mego brata z osądu, którym go obarczyłem w celu utrzymania własnej tożsamości. Nie zamierzam utrzymywać w umyśle urazy po to, aby usprawiedliwić nasze relacje. Teraz bowiem nauczył się, że nikt go nie przeraża i nic nie może mu zagrozić. Nie mam wrogów i jestem bezpieczny wobec wszelkich zewnętrznych rzeczy. Moje myśli mogą mnie przerazić, jednak skoro myśli te należą tylko do mnie, mam moc, by je zmienić i wymienić każdą myśl o lęku na szczęśliwą myśl miłości. Krzyżuję sam siebie. Nie mam zamiaru tego dłużej robić. Bóg ma plan, zgodnie z którym Jego umiłowany Syn zostanie odkupiony i został odkupiony. Twój plan jest pewny, mój Ojcze, tylko Twój. Wszystkie inne plany zawiodą. I będę miał przerażające myśli, dopóki nie nauczę się, że Ty dałeś mi jedyną Myśl, która prowadzi mnie do zbawienia. Moje własne myśli zawiodą i poprowadzą mnie donikąd. Tylko moje własne, tylko moje własne idee. Myśl zaś, którą mi dałeś, obiecuje zaprowadzić mnie do domu, ponieważ zawiera w sobie Twoją obietnicę dla Twego Syna. (Lekcja 338)

To są lekcje-modlitwy z Podręcznika Kursu Cudów. Nasze dzisiejsze spotkanie było próbą wprowadzenia cię w doświadczenie uwolnienia od konieczności kontynuowania twego uzależnienia od bólu, śmierci i czasu. A wszystko to pod patronatem instrukcji pochodzącej z twojego własnego umysłu zawartej w Programie Dwunastu Kroków, który przybył do nas dzięki cudownemu zrządzeniu Boga. A także twego ratującego życie programu Kursu Cudów, który jest zmartwychwstałym umysłem budzącym cię z twego własnego koszmaru. Ty indywidualnie, we własnym śnie o śmierci i bólu, możesz poddać się doświadczeniu cudu. Stopnie do przebudzenia z twego snu o śmierci zaczynają się wraz z uznaniem oraz rozpoznaniem twojej niezdolności do radzenia sobie z tym, a następnie z odkryciem, że istnieje inny sposób życia nie wmontowany w percepcję, z którą się identyfikujesz. Dosłownie to ekspansja twego własnego umysłu. W jakim kierunku? W kierunku komunii i unii z mocą Wszechświata, która jest tym, czym ty jesteś.

Ojcze Niebieski, dziękujemy Ci, że to się w nas wydarzyło i że jesteśmy teraz pewni chwały płynącej z objawienia tych kroków i tego Programu. I jesteśmy szczęśliwi, że odnaleźliśmy siebie w tej spóźnionej wyprawie umysłu pomiędzy tych, którzy pragną wyspowiadać się z bólu i śmierci, a także wyznać swą potrzebę, by nie być obwinianym w swej własnej tożsamości, oraz przyznać, że Bóg jedynie przebacza, ponieważ Bóg jest tym samym, co twój Uniwersalny Umysł. W tym pozostajemy z wdzięcznością. I w tym trwamy. I w tym jest nasza prawda na wieki wieków. Amen.

Chcę, żebyś rozumiał, że gdy o tym mówię, mówię wprost z mego osobistego doświadczenia poddania się, które legło u podstaw mego programu trzeźwienia i uspokojenia, oraz z ciągłej potrzeby, by rozpowszechniać to przesłanie, które przyspieszyło moje przejście do oświecenia. Całkiem możliwe, że w waszym procesie budzenia się będziecie grzebać się w tym, co was do tego przywiodło. A jeśli będzie to wyrazem nieustającej wdzięczności, pełnia mocy Bożej miłości będzie wasza, w miarę jak będziecie ją rozdawać. Jeśli natomiast będzie to wyrazem potrzeby zmiany konfiguracji tożsamości osobowej, domaganiem się uwagi w stosunku do tego, co uważasz za potrzeby swego stanu zawarcia w sobie, swej zawziętości, by utrzymać się przy życiu, wówczas pozostaniesz w opartym na czasie systemie bezcelowej egzystencji, zwanym śmiertelnictwem. Czy nie tak? To jest stwierdzenie faktu. Jakie to w końcu proste!

Mogę jedynie dawać samemu sobie.
Jeśli bronię się, zostanę zaatakowany.

Sam jesteś przyczyną własnego żalu i nie zamierzasz dłużej nią być. To niezwykłe, jak dalece Program Dwunastu Kroków lub to, co nazywasz programem Kursu Cudów, może zboczyć z kursu w porównaniu z tym, co oferuje i zapewnia. Przyczyną zaś tego jest fakt, że jest to zarazem łatwe i trudne. Oba programy deklarują wprost, że pokój i radość pochodzą bezpośrednio z odrzucenia przekonań utworzonych przez ciebie samego. Nie ma innego sposobu, w jaki to może się wydarzyć. Wymaga to doświadczenia dzielenia się radością własnej pewności przyznania się do bezradności oraz doświadczenia całkiem nowej rzeczywistości, nie związanej z egzystencją w czasie, ale stanowiącej część Życia Wiecznego.

Odczuwałem kiedyś ową niewiarygodną potrzebę, by uzasadnić swe życie na tej ziemi, i rozumiem koszmar słów poddać się. Choć byłem pełen najszczerszej chęci, by przyznać w końcu, że cierpię na bezsilność i że bezustannie wychodzę z mego nałogu, to idea całkowitego poddania się, która stanowiła nieustający mechanizm mego oświecenia, była dla mnie trudna. Odkryłem i wielu z was też to odkryje, że moja potrzeba niesienia tego posłania w ramach praktyki dwunastego kroku pozwoliła mi zaobserwować w działaniu cud nagłego wyjścia z nałogu.

To, co się wydarzyło i co wydarza się dla wielu z was, było tym, że twoja objawiona zmiana konfiguracji tożsamości sprawia, iż rozpoznajesz Program Dwunastu Kroków jako mechanizm uzdrawiania, w który wchodzisz natychmiast. To samo stanie się z wieloma świadomościami, które sięgając po Kurs Cudów, przeszły przeobrażenia oparte na objawieniu w szerokim zakresie jaźni. Staną się oni natychmiast zdolni do widzenia i rozróżniania tego na tym poziomie rozpoznawania ich własnego umysłu. Jest to więc tylko ciągła praktyka nowego wizjonerskiego doświadczenia ponownego utożsamienia siebie we własnym umyśle. Ale wartość nie leży nigdy w mechanizmie czy metodzie. Wartość ma jedynie stan nieustającej łaski tej nowo odkrytej rzeczywistości.

Jesteś wreszcie tam, skąd pochodzisz. Gdy odkryjesz grupę, która całkowicie przyznaje się do faktu wspólnego uczestnictwa w doświadczeniu wychodzenia z nałogu, dosłownie natychmiast poczujesz uwolnienie od twej własnej konieczności bronienia i uzasadniania pełnej lęku kolekcji własnych uraz. Zebraliście się, by współuczestniczyć w cudzie pełnego wyzdrowienia ze śmiertelnej choroby umysłu i ciała. Spokojna pewność twego wyzdrowienia jest prywatnie uznawana i chroniona dzięki uznaniu twej indywidualnej anonimowości. Jesteś na tym świecie, ale nie z tego świata.

I to jest właśnie doświadczenie komunikacji. Nie ograniczasz się do dawnego niemożliwego siebie. Uczyniliście fundamentalne wyznanie, że zebraliście się w celu odzyskania trzeźwości, nie zaś, by określać przy pomocy osądu wartość, jaką stanowisz zachowując swą własną tożsamość. Całkiem dosłownie: „Nie potrafię rozwiązać tego problemu”. „Ja też nie”. „Nie da się go rozwiązać”. „Wiem o tym”. „Jak sobie dajesz radę?” „Dopóki wcale sobie nie daję, to świetnie”. Nie: „Jak rozwiązujesz ten problem?”, a raczej: „Jak nie rozwiązujesz tego problemu?” „Ja nie potrafię, On to zrobi, jeśli Mu pozwolę”.

Oba programy nauczania przyznają, że można uwolnić się od urazy natychmiastowo, ponieważ to ty jesteś urazą. A Święta chwila jest nieuchronnie tą chwilą, w której uwalniasz się od urazy, ponieważ twe uzależnienie od własnej samowolnej egzystencji jest właśnie tym, czym był żal. Teraz jesteś całkowity i żywy w najpełniejszym tego znaczeniu, podczas gdy cud polegania na Bogu uwalnia cię z więzów bólu, który sam sobie zadawałeś, z więzów samotności i śmierci tego świata. I teraz wydarza się radosne połączenie naszych umysłów na nowo.

Współuczestniczenie w doświadczeniu cudu jest niezbędną częścią naszego przebudzenia ku rzeczywistości Życia Wiecznego. Oferujemy sobie nawzajem i światu naszą wizję całkowicie nowego znaczenia i celu dla tego pozornego skupiska w czasie i przestrzeni.

Fakt, że byłem obecny, gdy wydarzał się tobie cud, wiązał się z moją pewnością, że mogę dzielić się z tobą moim cudownym doświadczeniem uzdrawiania, zupełnie inaczej, niż go określa sytuacja świata. W dzieleniu się uzdrawiającą łaską miłości i światła Boga nasze umysły komunikują prostą i niewiarygodnie radosną świadomość faktu, że jesteśmy pełni i doskonali, i wiecznie żywi, jakimi stworzył nas Bóg.

Tym jest w istocie cały uzdrawiający proces iluminacji twego umysłu, zawarty w procesie zwanym Kursem Cudów:

Drogi, jakie ma do zaoferowania ten świat, wydają się liczne, ale musi nadejść czas, gdy wszyscy zaczną widzieć, jak bardzo są do siebie podobne. Ludzie umierali widząc to, ponieważ nie dostrzegali innej drogi prócz ścieżek, jakie dawał świat. I ucząc się, że wiodą one donikąd, stracili nadzieję. A mimo tego był to czas, gdy mogli nauczyć się najwspanialszej lekcji. Wszyscy muszą osiągnąć ten punkt i wyjść poza niego.

Wydaje ci się, że świat opuści cię zupełnie, jeśli tylko podniesiesz swe oczy. A jednak zdarzy się jedynie to, że sam opuścisz ten świat na zawsze. To jest ustanowienie na nowo twojej woli. Spójrz na to z otwartymi oczami, a już nigdy nie uwierzysz, że jesteś na łasce rzeczy poza tobą, sił, których nie możesz kontrolować, oraz myśli, które przychodzą do ciebie wbrew twej woli. Twoją wolą jest spojrzeć na to. Żadne szalone pragnienie, żaden błahy impuls, by znów zapomnieć, żadne ukłucie lęku ani zimny pot pozornej śmierci nie może sprzeciwić się twej woli. Albowiem to, co przyciąga cię spoza zasłony, jest także głęboko w tobie, nie oddzielone od tego i całkowicie jedno.

Każdego dnia i w każdej minucie każdego dnia, i w każdej chwili, którą zawiera w sobie każda minuta, przeżywasz jedynie na nowo tę pojedynczą chwilę, kiedy czas przerażenia zajął miejsce miłości. I tak umierasz każdego dnia, by znowu żyć, dopóki nie przekroczysz luki pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, która wcale nie jest luką. Takie jest każde życie: pozorny odstęp od narodzin do śmierci i dalej, znowu do życia, powtarzanie chwili dawno minionej, która nie może być przeżyta na nowo. A cały czas jest tylko szalonym przekonaniem, że to, co się skończyło, jest wciąż tu i teraz. Przebacz przeszłości i pozwól jej odejść, bo ona już odeszła. Nie stoisz dłużej na gruncie, który leży pomiędzy światami. Poszedłeś dalej i dotarłeś do świata, który leży u bram Nieba. Nie ma żadnej przeszkody dla Woli Boga ani też potrzeby, byś znów powtarzał podróż, która już dawno się skończyła.

Nie ma takiego światła w Niebie, które nie podążyłoby wraz z tobą. Nie ma ani jednego Promienia świecącego na wieki w Umyśle Boga, który nie świeciłby dla ciebie. Niebo łączy się z tobą na twej drodze do Nieba. Gdy tak wspaniałe światła połączyły się z tobą, by dać małej iskrze twego pragnienia moc Samego Boga, czy możesz pozostawać w ciemności?

Szukaj owych drzwi i znajdź je. Ale zanim spróbujesz je otworzyć, przypomnij sobie, że nie może nie udać się temu, kto usiłuje dotrzeć do prawdy. A taką właśnie prośbę masz dzisiaj.

Wyciągnij dłoń i zobacz, z jaką łatwością drzwi otwierają się na oścież od jednej tylko intencji wyjścia poza nie. Aniołowie rozświetlają drogę tak, że znika wszelka ciemność, a ty stoisz w świetle tak jasnym i wyraźnym, że potrafisz zrozumieć wszystkie rzeczy, które widzisz. Może mała chwila zaskoczenia sprawi, że zatrzymasz się, zanim uświadomisz sobie, że świat, który widzisz przed sobą w świetle, odzwierciedla prawdę, którą znałeś i której całkiem nie zapomniałeś błądząc w snach.

Nie może ci się dziś nie udać. Idzie z tobą Duch, którego wysłało ci Niebo, abyś pewnego dnia mógł zbliżyć się do tych drzwi i dzięki jego pomocy bez wysiłku wemknąć się za nie w światło. Dziś nadszedł ten dzień. Dziś Bóg dotrzymuje swej odwiecznej obietnicy, którą dał Swemu świętemu Synowi, a Jego Syn przypomina sobie obietnicę, jaką dał Bogu. Jest to dzień zadowolenia, bowiem przychodzimy na umówione miejsce w umówionym czasie, tam gdzie odnajdziesz cel całych swoich poszukiwań tutaj i całych poszukiwań świata, które kończą się wszystkie razem, gdy wychodzisz poza drzwi.

Dziękuję, że odpowiedziałeś na wezwanie. Cenię sobie bardzo wysoko ten zdecydowany nakaz twej potrzeby, by dzielić się swym przebudzeniem z nicości tego świata. Kocham cię.

Master Teacher

Jestem Odpowiedzialny

Jestem odpowiedzialny…
Muszę oddać innym, by zatrzymać dla siebie.
Gdy ktokolwiek, gdziekolwiek
wyciąga dłoń po pomoc, chcę,
by zawsze czekała nań dłoń AA.
I za to jestem odpowiedzialny.

Jestem odpowiedzialny…
Kiedy jestem uzdrowiony, nie jestem uzdrowiony sam.
Chciałbym dzielić me uzdrowienie ze światem,
tak aby choroba i śmierć zostały wyparte
z umysłu jedynego Syna Boga,
który jest moją jedyną Jaźnią.

Idę wraz z Bogiem w doskonałej świętości. Rozświetlam świat.
Rozświetlam swój umysł oraz wszystkie umysły,
które Bóg stworzył w jedności ze mną.

 

Z Wielkiej Księgi Anonimowych Alkoholików
Jak to działa

Rzadko widywaliśmy, by nie powiodło się komuś, kto z oddaniem podążał naszą ścieżką. Ci, którzy nie wychodzą z nałogu, to ludzie, którzy nie umieją lub nie chcą oddać się temu programowi kompletnie; zazwyczaj są to mężczyźni i kobiety, fizycznie niezdolni do bycia uczciwymi z samymi sobą. Istnieją tacy nieszczęśnicy. Nie można ich winić – wygląda na to, że takimi się już urodzili. Są z natury niezdolni do zrozumienia oraz rozwinięcia w sobie stylu życia, który wymagałby rygorystycznej uczciwości. Ich szanse są poniżej przeciętnych. Są też ci, którzy cierpią z powodu ciężkich zakłóceń umysłowych i emocjonalnych, ale wielu z nich wychodzi z tego, jeśli zdolni są do uczciwości.

Nasze historie ujawniają w ogólny sposób to, jakimi kiedyś byliśmy, co nam się przytrafiło i jacy jesteśmy teraz. Jeśli postanowiłeś, że chcesz mieć to, co my – jeśli pragniesz zatroszczyć się o to w pełni – to jesteś też gotów przedsięwziąć pewne kroki.

Przy niektórych z nich wahaliśmy się. Wydawało się nam, że będziemy mogli znaleźć łatwiejszą i przyjemniejszą drogę. Ale nie udało się nam. Teraz zaś z całą uczciwością, na jaką nas stać, błagamy cię, byś był nieustraszony i dokładny już od samego początku.

Pamiętaj, że mamy do czynienia z alkoholem – przebiegłym, ogłupiającym, potężnym. I bez pomocy nigdy sobie z nim nie poradzimy. Ale jest ten, do którego należy cała moc – tym Kimś jest Bóg. Obyś Go teraz odnalazł!

Półśrodki nic nam nie dały. Stanęliśmy w punkcie zwrotnym. Prosiliśmy o Jego ochronę i opiekę z całkowitym oddaniem. Oto są kroki, które poczyniliśmy:

1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i że przestaliśmy kierować własnym życiem.

2. Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.

3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.

4. Dokonaliśmy gruntownego i odważnego obrachunku moralnego.

5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.

7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.

8. Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy, i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.

10. Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnionych błędów.

11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego Woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.

12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

Wielu z nas zawołało: „Co za wymagania! Nie będę umiał sobie z tym poradzić!” Nie zniechęcaj się. Nikomu z nas nie udało się idealne stosowanie tych zasad. Nie jesteśmy świętymi. Chodzi o to, że pragniemy rozwijać się w kierunku duchowym. Zasady, które ustanowiliśmy, są drogowskazami na drodze do postępu. Głosimy postęp duchowy, a nie duchową doskonałość.

Nasz opis alkoholika, rozdział skierowany do agnostyków oraz nasze osobiste przygody przed i po ukazują dobitnie trzy istotne sprawy:

a) To, że byliśmy alkoholikami i nie mogliśmy poradzić sobie z własnym życiem.

b) To, że prawdopodobnie żadna ludzka moc nie byłaby w stanie uwolnić nas od alkoholizmu.

c) To, że Bóg byłby w stanie to zrobić i zrobiłby to, gdybyśmy Go szukali.

 

Ojcze, Twój pokój jest ze mną. Jestem bezpieczny.
Ojcze, Twój pokój otacza mnie. Tam, gdzie idę, Twój pokój podąża ze mną. Rzuca on światło na każdego, kogo spotykam. Przynoszę go zatroskanym, samotnym i wylęknionym. Daję Twój pokój tym, którzy cierpią lub ubolewają po stracie, lub sądzą, że są pozbawieni nadziei i szczęścia. Przyprowadź ich do mnie, mój Ojcze. Pozwól mi nieść ze sobą Twój pokój. Albowiem chciałbym zbawić Twego Syna zgodnie z Twoją Wolą, tak abym mógł rozpoznać moją Jaźń.

Tak więc idziemy w pokoju. Dajemy całemu światu przesłanie, które otrzymaliśmy. W ten sposób usłyszymy Głos Boga, który mówi do nas, gdy przekazujemy Jego Słowo, i którego Miłość rozpoznajemy, ponieważ dzielimy się Słowem danym nam przez Niego. (Lekcja 245)

Nie potrzebuję niczego prócz prawdy.
Szukałem wielu rzeczy i znalazłem rozpacz. Teraz szukam tylko jednego, bo w tym jednym jest wszystko, czego mi potrzeba, i tylko to. Niczego, czego szukałem wcześniej, nie potrzebowałem, a nawet nie chciałem. Moja jedyna potrzeba pozostawała nie rozpoznana. Lecz teraz widzę, że potrzebuję jedynie prawdy. W niej wszystkie potrzeby zostają zaspokojone, wszelkie pożądania dobiegają końca, wszystkie nadzieje są ostatecznie spełnione, a sny przemijają. Teraz mam to wszystko, czego mógłbym potrzebować. Teraz mam to wszystko, czego mógłbym pragnąć. I teraz wreszcie odnalazłem w sobie pokój. (Lekcja 251)

Oto jest moja święta chwila uwolnienia.
Ojcze, oto dziś jestem wolny, ponieważ moja wola jest Twoją Wolą. Myślałem, że wytworzyłem inną wolę. Lecz to, co pomyślałem w oddzieleniu od Ciebie, nie istnieje. I jestem wolny, ponieważ myliłem się, a moje złudzenia nie miały żadnego wpływu na moją rzeczywistość. Teraz rezygnuję z nich i składam je u stóp prawdy, aby na zawsze zostały usunięte z mego umysłu. To moja święta chwila uwolnienia. Ojcze, wiem, że moja wola jest jednym z Twoją Wolą.
(Lekcja 227)

 

Patrz na ten dzień
Bowiem jest on życiem,
Życiem samego życia.
W swym krótkim trwaniu zamyka wszystko,
Prawdę i szczerość istnienia,
Błogość wzrastania,
Splendor działania,
Chwałę mocy –

Albowiem wczoraj jest snem tylko,
A jutro jedynie wizją,
Lecz dzień dzisiejszy właściwie przeżyty
Czyni każde wczoraj snem o szczęściu,
A każde jutro wizją nadziei.
Patrz więc z uwagą na ten dzień.

przysłowie sanskryckie

z książki Fundacji Hazeldena „24 godziny na dobę”

Miłość – Pełnia, istota i treść Wiecznej Rzeczywistości

MIŁOŚĆ
Pełnia, istota i treść
Wiecznej Rzeczywistości

Tytuł oryginału: Love. The Total Sum and Substancje of Sternal Reality.

Jest to tekst zapisanego na taśmie wykładu Mastera Teachera o naukach Jezusa z Nowego Testamentu i Kursu Cudów.

Pragnęliśmy zachować i w pełni oddać radosną, spontaniczną ciągłość tego duchowego przekazu oświeconego umysłu Mastera Teachera. Dlatego wprowadziliśmy minimum poprawek edytorskich.


Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą  i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe prawo i Prorocy.
(Mt 22, 37-40)

Cud Miłości

1 List do Koryntian, rozdział 13

Zacznijmy od pewnych założeń podstawowych. W tym świecie wydaje się, że jest konieczne demonstrowanie naszych odrębnych rzeczywistości. Odbywa się to zgodnie z pozornymi „życiowymi faktami”, które wiążą nas z doczesnymi realiami. Jedno jest pewne: nie da się wykluczyć idei Miłości z ziemskiej kondycji czasoprzestrzennej, czyli z ludzkiej egzystencji. Więc niech tak będzie. Przyodziałeś się pozornie w ludzką cielesną powłokę. Rzekomo znajdujesz się w związku z formami, ideami, okolicznościami, działaniami, dobrymi i złymi uczynkami, definicjami siebie. Wszystkie one jednak, zgodnie z ludzką naturą, zawsze w jakiś sposób dotyczą Miłości.

Każdy ma jakieś pojęcie o Miłości. Policzę do trzech i chcę, żebyście wszyscy – każdy ze swego miejsca – powiedzieli, co wam w tej chwili przychodzi na myśl w związku z ideą Miłości. Wielu z was powie: Miłość jest puszczeniem lęku.

Jeśli to prawda, to dlaczego go nie puścisz? Nie obchodzi mnie, co w tej chwili robisz. Chcę to tylko usłyszeć. Szybko, pomyśl o czymś! Nikt cię nie usłyszy, ponieważ wszyscy będą mówić jednocześnie. Nie obchodzi mnie, czym to będzie.

Miłość to moja babcia… Lub spanie w… Lub moja karta VISA. Miłość to cokolwiek. Miłość to śliwki na śniadanie. Miłość to… Widzisz? Teraz zaczynasz myśleć. Zaraz powiem: Miłość to… i chcę, żeby każdy z was coś powiedział. Miłość to… ?

Wszyscy: 🙂 😉 * $ # ! :>

Wydaje się, że w najbardziej podstawowej formie Miłość to używanie czegoś. Zdajemy się przecież używać Miłości. Tak czy nie? Tak! Tak często słyszymy słowa: Świat się kręci wokół Miłości. Czy to prawda? Chwileczkę. Gdy ci zadaję pytanie, wydajesz się mieć różne piękne definicje Miłości. Lecz gdy tylko pytam, czy to prawda, to zaczynasz je analizować. Czyż to nie zadziwiające? Zaczynasz to analizować! Właśnie dlatego tu jesteś. Będziemy więc analizować Miłość. Spróbujmy jeszcze raz: Bóg jest Miłością.

– Lecz co przez to rozumiesz? – natychmiast się pytasz.

A ja ci odpowiadam:

– Bóg jest Miłością.

– Czy chodzi ci o to, że Miłość i Bóg są tym samym?

– Tak!

– OK. Miłość i Bóg są tym samym. A czym jest Bóg?

– Bóg jest Miłością!

– Czy to wszystko? Wydaje mi się, że jest w tym zbyt mało nauczania. Wydaje mi się, że coś jeszcze wiąże się z tą definicją i dotyczy to mnie. Wydaje mi się, że jeśli zapytam się o to, czym jest Miłość, to ta mała książeczka Wszystko o Bogu (z Książki Ćwiczeń Kursu Cudów) powie, że Bóg jest Światłem. Powie, że Bóg jest Mocą, że jest Dawaniem. Powie ona, że Bóg jest całkowitym uwolnieniem mojej tożsamości.

A więc zdaje się, że przyglądając się definicji Miłości, natkniemy się na inne słowo. I prawdopodobnie będzie nim, co? Doświadczenie? Tak! Miłości przecież doświadczasz. Ciekawi mnie, czy jest tu ktoś, kto się nigdy nie zakochał. Podnieście ręce! Czy kiedykolwiek byłeś zakochany?

– Tak mi się wydaje – odpowiadasz.

Czy każdy z was kiedyś się zakochał? Oczywiście, że byliście zakochani! Tak mi się wydaje… – cóż to za odpowiedź? A więc co robisz? Czy analizujesz Miłość, a przez to natychmiast ją tracisz? No, daj spokój! Czy każdy, kto był zakochany, utracił to uczucie, gdy zaczął je analizować? Tak! Myślę, że zaczynamy to rozumieć. Czy byliśmy zakochani, dopóki nie zaczęliśmy tego analizować? Tak! Ale musieliśmy to analizować, prawda? Tak, oczywiście! A skąd wiedziałbyś, że to Miłość, gdybyś nie zaczął jej analizować? Skąd wiedziałbyś, czym jest Miłość, jeśli nie byłaby ona czymś, czego mógłbyś się trzymać? Jak mógłbyś poznać Miłość, gdybyś nie mógł na nią spojrzeć, ocenić i porównać jej z tym, czym myślisz, że jesteś i czego ci potrzeba?

A czym by to było, gdybyś nie mógł tego analizować? Byłoby to Miłością! Wciąż nie rozumiesz. Gdybyś tego nie analizował, byłoby to Miłością! W momencie, w którym zacząłeś to analizować, stało się to, czym? LĘKIEM! Ktoś tutaj powinien to w końcu usłyszeć.

Gdy tylko zaczynasz analizować Miłość, staje się ona lękiem! Gdy tylko coś posiądziesz, czyli dokonasz analizy skojarzeń w swoim umyśle, staje się to lękiem. Dlaczego? Bo to jest lęk! Dlaczego? Bo czujesz, że to utracisz! Oczywiście! To podstawa! Czy chciałbyś to zobaczyć? Czy wiesz, dlaczego boisz się tu kochać? Boisz się, że to utracisz! Przyjrzyj się temu przez chwilę w swoim umyśle, a zobaczysz, że to prawda. Nie kochałeś niczego całkowicie jedynie dlatego, że bałeś się, iż to stracisz. Ty naprawdę wierzysz, że gdy ofiarujesz Miłość, to coś stracisz. Taka jest natura twojego polegającego na koncepcjach umysłu. On wierzy, że jeśli da coś, co nazywa Miłością, to nic mu nie pozostanie. To nie Miłość. To lęk. Lęk jest obawą przed stratą. Lęk jest posiadaniem. Lęk jest stawianiem warunków. Komu? Bogu! A czym jest Bóg? MIŁOŚCIĄ!

Miłość jest wieczna… Czy Miłość jest wieczna? Tak! Czy Bóg jest wieczny? Tak! A zatem Miłość i Bóg są wieczni. Dla tych z was, którzy rzekomo znajdują się w doczesności, w czasie i przestrzeni, Miłość oznaczałaby zastosowanie wieczności. Miłość jest istotą stwarzania, szerzenia Miłości Boga. W czasie pokazujemy to wtedy, gdy używamy Mocy. Och, użyłem okropnego słowa! Lepiej go nie używać! Cóż takiego powiedziałem? MOC! Teraz poruszam się po niebezpiecznym gruncie. Rozumiesz? A więc, o czym mówimy? Powiedziałeś mi:

– Bóg jest Miłością, Bóg jest Wszechmocą.

Czy chcesz mi powiedzieć, że Miłość i Moc są tym samym? To ciekawe. Bóg jest Mocą Miłości. Co za niesamowita myśl! A jednak całkowicie i na zawsze prawdziwa.

Przyjrzyjmy się teraz twojej obecnej sytuacji. Bóg jest Wszechmocą. Moc się nie przeciwstawia. A ponieważ ty wszystko opierasz na wymianie, definiujesz Moc jako konflikt, czyli oddzielenie w twoim umyśle. Jeżeli wszelka Moc pochodzi od Boga, a ty boisz się Mocy, bo ją rzekomo od ciebie oddzielono, to będziesz również bał się Boga. Czy to prawda? Tak! A więc boisz się Mocy Boga. Jeśli to prawda, a Bóg jest twoim Stwórcą, który obdarzył cię całą Swoją Mocą, to boisz się swojej własnej Mocy!

Jeśli boisz się własnej Mocy, to będziesz również bał się Mocy swojej Miłości. Będziesz dosłownie bał się namiętności swojego związku z Bożą Miłością, ponieważ według ciebie jest ona jakąś formą przeciwieństwa. Innymi słowy, Moc Boga dosłownie powali cię trupem, zamiast wiecznie cię kochać. Oto czwarta przeszkoda dla Pokoju, o której mówi Boski przekaz zwany Kursem Cudów (to tak na wszelki wypadek, jeśli go jeszcze nie odkryłeś). Boisz się Mocy! A całkowita Moc przeraża cię całkowicie.

A zatem boisz się całkowitej Mocy Miłości. Rozumiesz? Skoro się jej boisz, to zachowujesz lęk. Dzielisz się nim i ograniczasz Moc. Można by powiedzieć, że świat jest jedynie próbą ograniczenia Miłości. Cała ludzka kondycja usiłuje ograniczyć i posiadać Miłość Boga, ponieważ boi się Miłości. Dosłownie obawia się namiętności własnego umysłu i jego związku z twórczym celem, który mu wyznaczono. Jest śmiertelnie przerażona swą własną Miłością. Niesamowite! Oto, jak wyraża swoją obawę:

– Jeśli oddam się Miłości, to nic nie będę miał. Boję się Miłości, ponieważ zostanę zraniony.

Czy zdajesz sobie sprawę, jak wszechogarniająca jest kondycja ludzka? Ona boi się całkowicie kochać, ponieważ zostanie zraniona. Jeśli całkowicie się odda, to musi doświadczyć zranienia. Musi stracić. Jej intencje zostaną niezrozumiane. Gdy da, nie może liczyć na wzajemność. Jest gotowa porzucić i poświęcić swą ograniczoną definicję siebie, i doświadczy zranienia, ponieważ oddała Miłość, czyli Boga. A więc dosłownie boi się dawania siebie. Stała się osądem lęku. Czyż nie tak?

Pamiętaj, że Bóg jedynie daje! Życie jest jedynie wiecznym dawaniem. Akt niekontrolowanego uznania Boga to Miłość. Twój mały móżdżek zaś boi się jedynie utraty kontroli. Najbardziej lękasz się tego, że Miłości nie da się kontrolować. Miłości nie da się kontrolować! Jakże okropne są te słowa dla tego świata!

– Och, chyba opętała mnie niekontrolowana Miłość – powiadasz.

Jeśli ona jest niekontrolowana, to nie możesz być nią opętany. Jak można kogoś opętać, jak można posiąść miłość, jeśli wymyka się spod kontroli? Wszystkie twoje próby kontrolowania Miłości są lękiem! Próbujesz ją kontrolować, regulujesz ją i rozregulowujesz, dajesz ją, zabierasz i wymieniasz. Ale jednej rzeczy nie chcesz zrobić: nigdy nie chcesz całkowicie pozbyć się kontroli. Gdybyś się jej pozbył, znalazłbyś się w Niebie! Gdy usiłujesz ograniczyć Boga, nie widzisz, że Bóg jest Miłością. To proste. Powieszą mnie za to, ponieważ nie ma to nic wspólnego z żadnego rodzaju etyką. Nie ma nic wspólnego z takimi rzeczami, jak: muszę kochać, dbać o honor i troszczyć się o moje dzieci. Tak naprawdę to dotyczy ich całkowicie, ponieważ są one wytworami twego umysłu, a w twoim wybaczeniu sobie zawiera się ich zbawienie. A więc nie pozwól, aby były one jedynie formami posiadania. Nie tym jest Miłość, jeżeli Bóg jest tylko Miłością. Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego (Łk 23, 46) – to deklaracja, której nie zamierzasz wprowadzić w życie. A jednak, jeśli tego nie zrobisz, nie możesz poznać, że jesteś Miłością. A jesteś Miłością!

Oto na czym polega problem: ponieważ zajmujesz się kojarzeniem form w swoim umyśle, to żądasz – w swoim koncepcyjnym ja – świadectwa Miłości, czyli potrzebujesz uzasadnienia Miłości Boga. W przeciwnym razie nie byłbyś tutaj!

Będę musiał ci w końcu dać to przykazanie:

Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem (Mt 22, 37). 

Czym są te trzy elementy? Serce, umysł, duch – akt połączenia serca i umysłu. Zauważ, że nie wyłączyliśmy z tego procesu twego umysłu. Kochanie Boga jest rozsądne, ponieważ On jest wszystkim, co istnieje. A zatem mogę na Nim polegać. Rozumowy proces polegania na Bogu jest tym samym, co Miłość. Akt polegania na Bogu jest Miłością!

I oto natychmiast jestem zaangażowany sercem. Będę Go miłował całym sercem, oznacza: Boże, ufam Ci. Gdy będę całkowicie ufał Bogu, stanie się On dla mnie całkowicie rozsądny. Idea całkowicie kochającego Boga jest zupełnie rozsądna. Nie wymaga żadnej definicji poza pewnością dotyczącą dawania. Tym właśnie jest ten duch – całą moją duszą. Będę kochał Boga wszystkim, czym jestem w tym skojarzeniu.

I jeszcze jedno, a jest to dokładnie tym samym: a swego bliźniego jak siebie samego (Mt 22, 39). Nie możesz kochać Boga i nie kochać Jego stworzeń. Jeśli twój bliźni jest stworzeniem Boga, podobnie jak ty, jak mógłbyś nie kochać swego bliźniego? Tak naprawdę Jezus nie mówi tu w ogóle o sercu, duszy czy duchu. Mówi on jedynie: kochaj swego bliźniego, a to jest tym samym. Chodzi mu o to, że gdy dasz siebie całkowicie swemu bliźniemu, to odkryjesz, że twój bliźni jest tobą! Będziesz kochał siebie lub też dawał sobie wszystko. Ty oczywiście wierzysz, że wymiana jest możliwa i że gdy dasz część siebie, to rzeczywiście utracisz Bożą Miłość. A tak naprawdę trzymasz się lęku. Zgodnie z definicją tego świata nie trzymasz się Miłości; trzymasz się lęku. Ty zaś mówisz:

– Tak, ale doświadczam tego jako Miłości.

Tak, rzeczywiście. O mój Boże! W tej jednej chwili zaspokojenia w swoim umyśle doświadczasz, czego? Miłości, która jest wszędzie wokół ciebie. Ach, ale twoja potrzeba definiowania i posiadania skazuje cię ponownie na unicestwienie w czasoprzestrzeni. Widzisz to? Usiłujesz zachować Miłość poprzez jej definiowanie, gdyż boisz się, że w swoim doczesnym związku ją stracisz. Innymi słowy, mówisz:

– Uwielbiam moją egzystencję, uwielbiam śmierć, uwielbiam to, co robię.

I teraz pojawia się konflikt. Ta ziemia nie jest wieczna. Nie rozszerza się ona w nieskończoność, a więc nie jest Miłością. A to, co nie jest Miłością, nie jest Bogiem; a zatem na tej ziemi nie ma ani Miłości, ani Boga. Jeśli zaś nie ma tu Miłości ani Boga, to nie ma tu niczego.

Oto konflikt i przesłanie, które wprowadzasz do tego związku. Inaczej mówiąc, albo jest to całkowicie Bożą Miłością, albo jest czym? Nicością! Ale jeśli rzeczywiście jest nicością, to wszystkie te twoje troski o ból, śmierć, samotność i lęk są absolutnie bez znaczenia, ponieważ nie są częścią Bożej Miłości. Jeśli boisz się, że utracisz Miłość – to nie jest Miłość! To nie oznacza, że nie będziesz doświadczał chwil, w których pomyślisz, że ją odnalazłeś, a potem utraciłeś. Lecz pamiętaj: Miłości Boga nie możesz utracić. To niemożliwe. Natomiast konieczność jej bronienia gwarantuje ci, że ją utracisz. Jeśli bowiem istnieje ta jedna rzecz, której się boisz, to jest nią właśnie pełnia Miłości Bożej. Dla ciebie Miłość jest ograniczeniem. Rozumiesz? Dla ciebie jest ona formą trzymania się czegoś dopóty, dopóki namiętność nie wzrośnie maksymalnie – oczywiście chodzi tu o złość, ponieważ nie potrafisz zdefiniować się w swoim własnym utożsamieniu. Narzucasz sobie ograniczenia i wściekasz się, ponieważ nie potrafisz znaleźć Miłości. Jednak to tylko ty ograniczyłeś ją w swoim umyśle i nie pozwalasz jej być tym, czym jest.

Wydaje się, że wiąże się to z działaniem. Czy mówisz czasami: kocham cię? Dlaczego nie powiesz: kocham siebie?  Nie muszę już tego mówić, bo już to wiem. Bóg jest mną, a ja kocham Boga.

Ale muszę powiedzieć: kocham cię, ponieważ rzekomo znajdujesz się na zewnątrz mnie. Nazywamy to przebaczeniem. Muszę uwolnić moją definicję ciebie, bo wiąże się ona ze mną, a wówczas, dzięki mocy Miłości, doświadczę z tobą Miłości Boga. W tym sensie stosuję w swoim umyśle Miłość Boga. Tym jest uzdrowienie. Zastosowanie Bożej Miłości w moim umyśle (to pełnia Ducha Świętego) naprawia mój obraz oddzielenia od brata.

W tej małej książeczce (Wszystko o Bogu) powiedziano, że Bóg jest Światłem, że Bóg jest Umysłem, którym myślę. Znajdziesz też zdanie, że Bóg jest Miłością, ale zawiera ono pewne zastrzeżenie: Bóg jest Miłością, w której przebaczam. Miłość na ziemi wymaga aktu przebaczenia. Jeśli masz jakieś skojarzenia i definicje na swój temat oraz swego brata, to nie możesz kochać. Ograniczasz się bowiem do posiadania zła w swoim umyśle i w ten sposób pokazujesz, że możesz przywłaszczyć sobie wieczny Umysł Boga i odczuwać wynikający z tego konflikt, który jest związany  z tym, co nie jest Miłością, a raczej nienawiścią, morderstwem i śmiercią. To twarde słowa, prawda? Samo sedno nauk Jezusa z Nazaretu! Nie znoszą one sprzeciwu. Jakże są bezkompromisowe! I jakże prawdziwe…

Może powinienem powiedzieć: kocham cię.

– Czy można powiedzieć: kocham cię i nie definiować sposobu, środków, czy też relacji, za pomocą których kochamy razem z Bogiem?

Dlaczego mnie o to pytasz? Dlaczego pytasz się, czy bezwarunkowa Miłość jest możliwa? To oczywiste, że dla ciebie bezwarunkowa Miłość jest niemożliwa. Pytasz się, pod jakim warunkiem możesz kochać swego bliźniego jak siebie samego. Skoro Miłość jest bezwarunkowa, to nie ma żadnych wymagań, poza utratą kontroli. Oczywiście, dla ciebie utrata kontroli wiąże się z lękiem. Lecz Bóg (Jezus, ja, twój obudzony umysł) wie, że gdy utracisz swoje pojęcie o sobie, doświadczysz Miłości Boga. Gdy nie będziesz próbował manipulować, definiować ani kojarzyć czegokolwiek za pomocą swoich myśli, to doświadczysz Miłości, czyli cudu, którym jest wstąpienie do Królestwa Niebieskiego.

Gdy Miłość oparta na posiadaniu (czyli nienawiści i lęku) zostaje usunięta, w tym samym momencie doświadczasz Miłości Boga. To musi być prawdą, ponieważ Miłość jest wszystkim. Jeśli Miłość jest wszystkim, to w każdym momencie – w którym nie wchodzę w relację z moją koncepcyjną jaźnią, czyli nie zaprzeczam pełni mojej twórczej mocy związanej z Miłością Boga – doświadczę, czego? Miłości!

Skutkiem tego może być: kocham cię. Dlaczego? Bo razem wychodzicie z oddzielenia. Wyrażenie: kocham cię oznacza, że kocham Boga. Jestem zakochany. Pozornie utraciłem kontrolę, przynajmniej w takim stopniu, że oddam się szukaniu alternatywy. Bracie, od tego trzeba zacząć! Trzeba zacząć od idei, że ten świat nie może być Miłością. Jeśli Bóg jest Miłością, to czym jest to tutaj? To nie może być Miłością!

Rozumiem, że tak jak św. Paweł będziesz odnosił się do wszystkiego, czym Miłość nie jest. Bo gdy tylko pomyślisz, że Miłość jest czymś, będziesz się mylił. W Pierwszym Liście do Koryntian św. Paweł, obudzony umysł, usiłuje utrwalić w formującym się kościele Miłość Chrystusa, objawioną w Jego zmartwychwstaniu. Istnieje wiele słusznych napomnień w Pierwszym Liście do Koryntian. Dotyczą one Miłości, a mówiąc bardziej bezpośrednio, odnoszą się do tego, do czego ewoluujecie jako członkowie Chrystusowego kościoła lub jako członkowie całości. To ładny tekst i przeczytam go wam dzisiaj. Św. Paweł dokłada wszelkich starań, aby wyjaśnić, że moc odrębnych ciał, łączących się w jedno, będzie używała różnych technik ekspresji Miłości.

Proszony tu jesteś o tolerancję, ponieważ wyrażamy pewność co do tego, że jako kościół wszyscy jesteśmy jedynie pojedynczym ciałem Chrystusa. Jeśli ma to dla ciebie wartość, to przeczytaj Pierwszy List do Koryntian. Niektórzy z nas będą mówić językami. Inni będą pokazywać naszą Miłość za pomocą Światła. Jeszcze inni będą w stanie nawiązywać łączność poprzez intelekt.

Zrozum, że stojąc tu z tobą, zupełnie nie troszczę się o to, jak wyrażasz nowy sposób działania swego umysłu oraz pewność co do własnej ekspresji i twórczej mocy. Ponieważ masz odrębne skojarzenia, pewnie będziesz chciał mówić językami. Proszę bardzo. I co z tego? Jeszcze wyjdziesz ponad to! Użyj tego, co dał ci Bóg (czyli wszystkiego), by wyrazić pełnię, którą jesteś. Nie można jednak utożsamiać Miłości z twoją umiejętnością jej wyrażania. Nie chcemy przez to powiedzieć, że moc twojego umysłu, wyrażająca się poprzez przeobrażenie twego własnego utożsamienia, nie stanie się rozszerzeniem stwarzającego Boga. Dlaczego miałaby się nie stać?! Bo to przecież tylko trzymanie się tzw. chwilowego czasoprzestrzennego utożsamienia nie pozwalało ci na pełny dostęp do Miłości Boga. Kto mnie nie zrozumiał? Chrześcijanie?! Jeśli coś cenisz, to rozdawaj to! Jeśli cenisz to, by posiadać, to nie będzie Miłością. Będzie to śmiercią! Akt dawania jest dzieleniem się Miłością Boga.

Wydaje ci się, że stracisz kontrolę nad własnym umysłem, lecz tak naprawdę na nowo odkryjesz, kim jesteś i czym jest świat. Jesteśmy pewni, że nie stracisz kontroli nad swoim umysłem. Daliśmy ci na tyle dużo wskazówek, że gdzieś w czasie uświadamiasz sobie teraz, że przechodzisz proces wracania do Miłości. Stanie się to dla ciebie bardzo ekscytujące, ponieważ Miłość jest ekscytująca. Miłość jest dosłownie utratą lęku, który dotąd wydawał ci się konieczny, aby kochać. Odkrycie tego jest dla wielu z was zadziwiające, ponieważ Miłość stała się teraz, czym? Wolnością! Uwolniłeś się od posiadania, od konieczności straty zawartej w twoich związkach przyczynowo-skutkowych. Dlatego wielu z was się teraz śmieje. Czy dlatego się śmiejecie?

W szczególnym sensie uwolniłeś się chwilowo od utożsamienia z ciałem. Pobawmy się więc trochę. Św. Paweł formułuje to w Liście do Koryntian, mówiąc wpierw o kościele. Włącza więc stwierdzenia typu: – Niech panie pozostawią okrycia na głowach! Oczywiście nikt tego nie rozumie. To właśnie panie powinny pozostawać w okryciach na głowie, ponieważ płeć żeńska to potencjalna niewyrażona energia i gdyby panie zdjęły czapki, to zakłóciłyby utożsamienie, w którym się znajdujemy, wprowadzając nową definicję czasoprzestrzeni. Jakież to prawdziwe! I oto ci wszyscy księża mówią: – Niech panie nie zdejmują okryć z głów! – Tym samym sprowadza się to do stwierdzenia: – Nie wprowadzaj do kościoła swej kobiecej seksualności, bo zakłócisz nasze ograniczenie i zmusisz nas do ekspresji. – Obawiacie się mocy swojego potencjału. Chronicie go. – Nie zdejmuj okrycia z głowy, abyśmy mogli cię chronić i zahamować twoją ekspresję.

I pozwalasz na to, ponieważ jesteś czynnikiem ochronnym we własnej jaźni, wymagającym tego skojarzenia. Oczywiście nie da się tego zdefiniować. Równie oczywiste jest to, że ci, którzy boją się Miłości, ją zdefiniują. Rozumiesz? Będą mówić i pisać do ciebie listy na temat twojego wyglądu:

– Przynajmniej mógłbyś zachować przyzwoitość. Cokolwiek robisz, nie puszczaj i nie ufaj Bogu. Możesz bowiem to wszystko stracić! Nie będziesz już w stanie trzymać się posiadania ani nawet umierać razem z nami.

Śmiejesz się z tego, lecz zapewniam cię, że jeszcze wczoraj nie było to dla ciebie takie śmieszne, gdyż był to bezpośredni atak na twoją kondycję. Dla twojej egzystencji konieczna była miłość warunkowa. Do tej pory nigdy nie zdawałeś sobie sprawy z ogromu zagrożenia, jakim jest Miłość dla tego świata. Miłość jest totalnym zagrożeniem dla tożsamości oddzielenia. Podobnie wieczność, nieustannie się rozszerzająca, jest jedynym zagrożeniem dla tej czasoprzestrzeni. Czasoprzestrzeń jest twoim zaprzeczeniem wieczności. Odczuwa ona stałe zagrożenie wiecznością. A więc eliminuje siebie (co jest niedorzeczne, jeśli na to spojrzysz) i nazywa to śmiercią. Czasoprzestrzeń w ten sposób pokazuje, że może umrzeć, ponieważ traci to, co posiada, i co nazywa miłością. Wszystko, co nazywa miłością (lub posiadaniem), jest związane ze stratą. Nie lekceważ obłąkania ludzkiej kondycji.

Czy właśnie tego naucza Jezus lub jakikolwiek obudzony umysł? Nie ma czegoś takiego jak strata! Gdy usiłujesz kontrolować, pokazujesz jedynie, że jesteś władny umrzeć. Wstydź się! Nie powiedzie ci się to. Mówię wprost do ciebie. Nie może ci się to powieść, ponieważ nie możesz uciec przed Miłością Boga. Jako człowiek robisz wszystko, co w twojej mocy, aby definiować Miłość w ograniczeniu, tak abyś mógł odczuwać stratę, poświęcać się i zabijać, oddając w ten sposób cześć panu śmierci, który się do ciebie podkradnie i wywoła chorobę, samotność i śmierć. Jesteś obłąkany. Po prostu śnisz sen oddzielenia. To miejsce jest niedorzeczne. Nauczam Kursu Cudów. Uwielbiam Kurs Cudów, ponieważ to jest twój kurs do Nieba, a ty jesteś cudem. Kurs mówi jedynie o tym. I właśnie temu zawsze zaprzeczałeś. Zaprzeczałeś Miłości Boga.

Pozorna utrata kontroli oznacza jedynie chwilowe wstąpienie w nowe kontinuum czasoprzestrzeni, rozszerzenie pojedynczego celu, dla którego tu jesteśmy. Nie możesz przyjść do Boga, jeśli na chwilę nie utracisz kontroli nad sobą. Wiem, że ty za każdym razem będziesz określał nowy rodzaj kontroli i będziesz ją sprawował po to, aby uzasadniać swoją potrzebę tego doświadczenia. Z pewnością jest to częścią twego pełnego umysłu. A ja mówię ci jedynie, że nie możesz uciec od Miłości Boga. Ty zaś powiadasz:

– Nie próbuję od niej uciec.

Wtedy ja się pytam, dlaczego jesteś na tym świecie? Dlaczego tu jesteś i cierpisz w tym ciele? A ty odpowiadasz:

– Przecież muszę tu być.

A ja ci mówię, że nie musisz!

Nauczę cię teraz, w jaki sposób możesz rozpoznać, że jesteś Miłością Boga. Dzieje się to wtedy, gdy odrzucasz tolerancyjność swego minionego już dawno temu indywidualnego skojarzenia bólu i śmierci, które wcześniej całkowicie pochłaniały twój oparty na historii umysł. Okłamywałeś się od samego początku. Nie ma takiej części w tobie, która nie byłaby całkowita i doskonała. Tak mówi św. Paweł. Chwilę później opisuje on Miłość i deklaruje, że jest tylko jeden Bóg. Nie możesz uciec od podstawowej zasady Uniwersalnego Umysłu.

A zatem ty, indywidualnie, znajdujesz się w ciele, doświadczając Miłości Boga, ale czujesz potrzebę ograniczania jej jako formy wyrazu siebie; czujesz potrzebę śmierci. To zadziwiające! Czego naprawdę potrzebujesz? Cudu! Potrzebujesz cudu Miłości, która jest wszędzie wokół ciebie. Tylko nie decyduj z góry, że będziesz egzystował w tej ciągłej halucynacji oddzielenia. Rozumiesz? Jezus naucza cię w Kursie, że masz jeden problem i jest nim pozorne oddzielenie od Miłości Boga – od Życia!

Oddzielenie od Miłości to lęk. Przestań szukać w swoim umyśle definicji Miłości. Przecież Bóg jest jedynie pełnią twojego stwarzania. Wielu z was odkrywa, ku swojemu zadziwieniu, że Bóg istnieje. W tej książeczce Wszystko o Bogu oraz jak Go odnaleźć jest zawarte rozsądne stwierdzenie, że Bóg jest moją siłą, której ufam; Bóg jest moim widzeniem; Nie ma się czego bać. Jest tu również powiedziane, że Bóg jest Miłością, w której wybaczam. Lecz Bóg nic o tym nie wie. Bóg jedynie kocha. Jest tu powiedziane, że Miłość Boga pozwala ci użyć mocy Jego Umysłu po to, byś zrezygnował z konieczności bronienia i potępiania swego brata. Rozumiesz? Bóg nie wybacza. Ty jednak mówisz:

– Bóg mi wybaczy.

Bóg nie wybacza, Bóg kocha! Lecz ty mówisz:

– On wybacza.

Nie, On kocha! Bóg nic nie wie o wybaczeniu. On jedynie kocha.

Bóg nie wybacza, ponieważ nigdy nie potępił. A do potępienia musi dojść najpierw, zanim wybaczenie stanie się konieczne. Wybaczenie jest wielką potrzebą tego świata, ale tylko dlatego, że jest to świat złudzeń. W ten sposób wybaczający uwalniają się od złudzeń, podczas gdy ci, którzy odmawiają wybaczenia, wiążą się z nimi. Tak jak potępiasz tylko siebie, tak i wybaczasz tylko sobie. (Wszystko o Bogu oraz jak Go odnaleźć, lekcja 46 z Książki Ćwiczeń).

– No cóż, ja mu wybaczę, jeśli on mi wybaczy.

Bracie, to musi się zacząć od ciebie, ponieważ ten człowiek jest projekcją twojego niewybaczającego umysłu. Gdy prosisz go, aby wybaczał, to tak, jakbyś prosił lęk, aby kochał. Jeszcze raz powtarzam: gdy prosisz go, aby wybaczał, to tak, jakbyś prosił lęk – który jest wytworem twojego umysłu – aby kochał. Nie możesz zmienić skutków swojego myślenia. On nie może kochać, ponieważ ty nie kochasz.

…a bliźniego swego jak siebie samego. To właśnie jest tu powiedziane: …a bliźniego swego jak siebie samego. Wybaczasz jedynie sobie. Posłuchaj:

Choć Bóg nie wybacza, to jednak Jego Miłość jest podstawą wybaczenia, ponieważ Jego Miłość jest wszystkim! Lęk potępia, a miłość wybacza. W ten sposób wybaczenie niweczy wytwory lęku, przywracając umysłowi świadomość Boga. Z tej przyczyny wybaczenie można naprawdę nazwać zbawieniem.  (cd. Lekcji 46)

Dopóki przechowujesz ból i lęk w swoim umyśle, dopóty nie możesz wstąpić do Królestwa Niebieskiego. To nie podlega dyskusji. To po prostu fakt. Tylko twój umysł zawiera odpowiedź na oddzielenie od Boga. Niesamowite! Wybaczenie jest środkiem, za pomocą którego iluzje znikają. I oto ćwiczenie: Bóg jest Miłością, w której wybaczam sobie.

Teraz już rozumiemy, że Bóg jest Miłością. Rozumiemy również, że Bóg jest wszechmocny. Rozumiemy zatem również, że Miłość jest Mocą. A cała Moc jest ci dana w Niebie i na ziemi. A zatem doświadczasz teraz nowej Mocy Boga, która, tak naprawdę, jest Miłością. Proszę, nie próbuj definiować odrębnie Mocy i Miłości. Jeśli to zrobisz, to ograniczysz się do spłyconej mocy, czyli zdolności wyrażania bólu i śmierci, co oznacza, że będziesz używał jedynie ograniczonej mocy swojego umysłu. Dlaczego tak się dzieje? Bo boisz się Mocy. Jesteś tu jedynie dlatego, że boisz się Boga. Nie tylko boisz się Boga, ale nawet mówisz, że musisz zacząć od stwierdzenia: „bój się Boga”. To prawda, ponieważ rzeczywiście się Go boisz. Gdy przyznasz, że boisz się Boga, będziesz w stanie zbadać, dlaczego się Go boisz. Dopóki to się nie wydarzy, twoja sytuacja jest beznadziejna. Nie ma wątpliwości co do tego, że boisz się Miłości, czyli Boga.

Ale nie możesz utracić Miłości, prawda? Cały twój ziemski stan posiadania, jak również wszystkie twe szczególne związki, są formą trzymania się choroby i śmierci, a nie Miłości. Jesteś zdolny do dwóch emocji: jedną jest Miłość, a drugą – lęk. Ta ziemia jest lękiem. Miłością jest Niebo. Między jednym a drugim nie ma porównania. Lęk jest zaprzeczeniem Miłości. Tak bardzo to komplikujesz, a to takie proste.

– Nie wiem, co robić – mówisz.

– Nie rób niczego! To jest usuwaniem.

– Nie potrafię tego zrozumieć.

To dobrze! Przestanę próbować to zrozumieć i użyję tej osoby, aby doświadczyć Miłości, którą ona rozszerza ze mnie i do mnie. Wcześniej definiowałem tego człowieka w związku z naszym ograniczeniem i kochałem go, ponieważ był kimś odrębnym, skojarzonym ze mną, a robiłem to po to, bym mógł definiować siebie w oparciu o ego, ponieważ i jego tak definiowałem. Teraz zaś będę go kochał, gdyż wyzwolę się od konieczności identyfikowania go z jedynym żyjącym Synem Boga. Dlaczego? Bo on jest jedynym żyjącym Synem Boga. Lecz z pewnością nie dlatego, że go tak zidentyfikowałeś. Powiadasz:

– No cóż… Czy ja również jestem jedynym żyjącym Synem Boga?

– Nie, tylko on. Użyłeś słowa: również. Rozumiesz?

On jest jedynym żyjącym Synem Boga. To się nazywa wybaczeniem swemu bratu. A zatem nie definiuję siebie, tylko wyrażam pewność co do tego, kim on jest. Jestem pewny co do niego, ponieważ, choć był on wcześniej projekcją mojego umysłu, to mój nowo oświecony umysł – dostępny dla mnie w całej pełni – używa struktury Ducha Świętego, zwanej Związkiem Jednoczącej Energii Miłości. Jest ona zawsze dla mnie dostępna i mam już dość ograniczeń i restrykcji, które nakładam na tę Moc Woli Boga, a czynię to zawsze wtedy, gdy działam według swojej woli – w ograniczeniach mej pozornej doczesnej tożsamości. Nie będę tego więcej robił. Czy jesteś na to gotów? Ja tego nie robię. Nauczam cię, abyś i ty tego nie robił. Cuda są wszędzie wokół ciebie. Przestań definiować siebie jako ciało w nicości dawnej pamięci. Tu chodzi o całkowite usunięcie całej wyobrażonej przez ciebie nicości.

Mówię ci: nie zajmuj się wymianą! Nie wyrażaj potrzeby wymieniania się Miłością, bo byłoby to tym samym, co „oko za oko”. No przecież! Jeśli będziesz to robił, nie będzie to Miłością. Będzie to lękiem, ponieważ twoja potrzeba wymieniania się Miłością jest lękiem. Rozumiesz? Twoja potrzeba wymiany jest pełna lęku. Jakże mogłoby być inaczej? Wzajemność, idea osądu, wszystko to, co robisz – jest pewną formą lęku. Ty na to odpowiadasz:

– No cóż, ja to wiem, ale w jaki sposób ktokolwiek tutaj mógłby się dowiedzieć, jak bardzo kocham Boga?

Nie mógłby.

Przytoczę słowa św. Pawła. Tak naprawdę nauczam Pierwszego Listu do Koryntian. W jaki sposób ktokolwiek może wiedzieć? Oni nie mogą tego wiedzieć. Są przecież zaprzeczeniem Miłości, której ty doświadczasz. Twoja potrzeba skłonienia ich, aby rozpoznali tę Miłość, nie pozwala ci na twój własny pełny dostęp do Boga. Oczywiście, że tak! To właśnie będzie tu powiedziane. Miłość tym nie jest! Wszyscy uwielbiają fragmenty mówiące o tym, że Miłość nie jest chełpliwa, że nie jest tym lub tamtym, że nie ma nic wspólnego z ludzkimi sprawami i formami wyrazu. W tym sensie mowa tu o świadectwie Bożej Miłości, a nie o twojej własnej. Twoja definicja nie jest prawdziwa. Miłość to nie wymiana. Miłość to nie idea trzymania się braku.

Biblia w wersji Króla Jakuba używa w Liście do Koryntian słowa miłosierdzie. Być może w twoim tłumaczeniu Biblii jest napisane tak: Największą z nich jest Miłość. W tej Biblii jest napisane: największą z nich jest Miłosierdzie. To właśnie miłosierdzie jest sposobem, w jaki ludzka natura może najbardziej zbliżyć się do dawania Miłości Boga. Całkiem dosłownie oznacza ono dawanie tym, którzy mają mniej niż ty. Rozumiesz? A więc istotą Miłości jest dawanie, czyli miłosierdzie, a to oznacza, że kochanie bliźniego jak siebie samego to dawanie siebie bliźniemu. Rozumiesz? Pamiętaj, że miłosierdzie jest czynem. Jeśli dajesz ubogim, to sama czynność dawania jest Miłością; nie jest nią wymiana, czy odwzajemnianie jej. Poprzez czynność dawania wstępujesz w istotę Bożego rozszerzania, czyli po prostu dającego Umysłu Boga. Boże pełne dawanie tobie jest Jego istotą, i ty również tym jesteś.

Dając, rozpoznajesz, że Bóg daje. Tym właśnie jest Miłość. Miłość jest tym. Może się ona wydawać czymś innym. Mogę więc posługiwać się umysłem, sercem lub duchem, lecz Miłość jedynie daje. Jakże bardzo się tego boisz! Jakże bardzo obawiasz się straty – tego, że rzeczywiście znikną z twego umysłu wszystkie związki, które cię opętały, i których bałeś się utracić. Gdy je tracisz, doświadczasz ogromnego lęku. Dlaczego? Bo Miłość wkracza do twego związku. Lecz w momencie, gdy to czyni, nie wydaje się Miłością. Wydaje się lękiem, ponieważ wszystko, co robisz, jest dokładnym przeciwieństwem tego, czym to coś jest. Kochasz lęk, a boisz się Miłości.

Św. Paweł mówi, że niezależnie od tego, co robię, największe jest Miłosierdzie czy też Miłość, a wszystko inne nic nie znaczy, jeśli nie ma w sobie Miłości. Wszelkie próby zdefiniowania Miłości byłyby jej spłyceniem. Na tę właśnie przypadłość cierpi świat. Jeśli stoję teraz przed zgromadzeniem i przejawiam zdolność do prawienia kazań lub zdolności uzdrawiające, lub ty nagle podskakujesz ogarnięty duchem i poskramiasz węże, i robisz wszystkie te rzeczy, które robisz, to jest całkowicie w porządku, ponieważ – jak powiedzieliśmy wcześniej – może to być przejawem łączenia się członków kościoła we wspólnej świadomości końca tego kontinuum. Lecz posłuchaj mnie: bez Miłości będziesz niczym! Rozumiesz? Będziesz przenosił najróżniejsze góry, lecz cóż to znaczy, do diabła? Oznacza to jedynie uzasadnianie tymczasowego oddzielenia. I używasz do tego mocy Miłości.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. (1 Kor, 13,1)

Oznacza to, że jeśli spłycisz formę swojej ekspresji pasji, to prawdziwe złoto szczęścia i radości, które jest Bogiem, obróci się w miedź ograniczenia, wyrażającego się w trwożliwym wytwarzaniu bożków z pasji własnej ekspresji siebie. Wszystkie twoje definicje siebie, bez wyjątku, są ograniczeniem twojej pasji i twórczych możliwości. Zawsze spłycasz je do ścierających się cymbałów. I słyszysz, jakby tłukło się szkło i wszystko, co się z tym wiąże. Dlaczego? Bo ograniczyłeś rzeczywistość swojego twórczego umysłu.

Stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. (1 Kor, 13,2)

Nie chodzi o to, że byłbym czymś, co nie ma Miłości – lecz, że byłbym niczym. Chodzi tu o to, że jeśli nie jestem Miłością Boga, to jestem niczym. Nie przejmuj się tym, jak ją przejawiać. Przenoszenie gór jest niczym. Co to miałoby wspólnego z prawdziwą mocą Boga? Dlaczego Bóg miałby przenosić góry? Gdzie miałby je przenosić? To przecież absurd! Jakże jesteś ograniczony w swojej definicji siebie. To niezwykłe! Spójrz na to:

I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie (ofiarę), lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. (1 Kor, 13,3)

Nie ma żadnego zysku w wymianie. Zyskiem jest dawanie pełni istoty Boga. Zobaczmy, czy mogę ci to pokazać. Jeśli istnieje zysk z Miłości, to można go zgromadzić w skarbcach świętych chwil, lecz nie poprzez uzasadnienie użycia Miłości do przenoszenia gór. Jezus nazywa to magią. On mówi: nie używaj mocy swego umysłu, by przenosić góry. Jesteś tak bardzo zawarty w swojej małej nicości, że będziesz się jedynie kręcił wokół swoich koncepcyjnych skojarzeń. A nie chcesz tego robić.

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. (1 Kor, 13,4)

Nie zajmuje się ona zupełnie swoim związkiem ze sobą. Czy ja jestem cierpliwy – czy wiele wycierpieć mogę? Pewnie, że tak! A ty od razu mówisz:

– Ale powiedziałeś mi, że nie cierpisz.

– Nie powiedziałem! Skąd wiedziałbym, że jestem prawdziwy i że jestem tutaj, gdybym nie cierpiał? Włączyłem moje cierpienie w to, czym jestem. Jeśli włączam cierpienie w to, czym jestem, to nie mogę cierpieć, ponieważ jestem, czym? Miłością!

– Chcesz powiedzieć, że Miłość jest cierpieniem? – nie dajesz za wygraną.

– Oczywiście! Co ci, do diabła, przeszkadza w tym, że Miłość jest cierpieniem, jeśli Miłość jest wszystkim? Jeśli chcesz definiować Miłość jako ograniczenie, którym jest cierpienie, to proszę bardzo. Chcesz stracić Miłość? Proszę bardzo. Ale po co? Tylko w piekle mógłbyś użyć mocy swego umysłu, aby cierpieć.

– No cóż, powiedziałeś mi, że cierpienie nie jest Miłością.

– Nie, nie powiedziałem. Powiedziałem ci, że jesteś Miłością. Jeśli cierpisz, to będziesz Miłością cierpiącą! Powiedziałem ci, że nie ma Boga bez ciebie. Oczywiście, że Bóg, twój Stwórca, nie cierpi!  Ale ty, oczywiście, cierpisz, więc coś jest nie w porządku. Ty zaś mówisz:

– Będę musiał włączyć swoje cierpienie.

– Chciałbym zobaczyć, jak to robisz… Gdybyś włączył swoje cierpienie, ono by zniknęło. A co ty robisz zamiast tego? Zmuszasz swego brata, aby cierpiał! Zmuszając swego brata, aby cierpiał, uciekasz od własnego cierpienia. Kto z was to widzi? Powiedz: Kocham cię!

–  Kocham cię!

– Być może to lepsze niż Amen! 

Czy wiesz dlaczego żaden tak zwany ziemianin w swej doczesnej egzystencji nie doświadcza stale swojej twórczej rzeczywistości (jedności z Bogiem)? Mam ci odpowiedzieć? Bo gdy tego doświadcza, nie znajduje się już dłużej na ziemi! No dalej, głuptasy! To jest doświadczenie Miłości Boga! Gdy doświadczasz Miłości Boga, nie jesteś już na ziemi! Przestań szukać Miłości tam, gdzie jej nie ma. Jej tu nie ma!

– Jak mam wyjaśniać to doświadczenie? – pytasz się.

Nie możesz go wyjaśnić. Możesz jednak porozsiewać trochę swojej Miłości, opuszczając tę ziemię. Nie modlę się za ziemię, lecz za was, bo to wy mnie słyszycie. Nie modlę się o wyzwolenie choroby, bólu i śmierci, które składają się na ten świat. Tego świata nie da się naprawić, ponieważ on nie jest prawdziwy. To nie ma nic wspólnego ze mną. Modlę się za ciebie, bo wychodzisz ze swego lęku do swojej Miłości. Twój umysł jest rozdwojony, lecz szybko staje się pełnią. Znalazłeś się w pułapce między lękiem a Miłością. Nie możesz bać się całkowicie. To niemożliwe. Ale możesz całkowicie kochać, ponieważ tym właśnie jest wszystko. Nie uda ci się pogrążyć całkowicie w lęku, bo to byłoby śmiercią, a przecież nie możesz umrzeć. Usłyszałeś swoje wołanie – a ja ci je tylko nieustannie przypominam. Już czas wracać do domu.

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość/miłosierdzie nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą. (1 Kor, 13,4).

Tłumaczenie słowa „pycha” to zawarcie w swej tożsamości, opartej na kwalifikacjach, to umieszczanie różnych tytułów przed własnym nazwiskiem. To unoszenie się pychą, ponieważ posiadłeś wiedzę w ograniczeniu tego małego królestwa, którym władasz i które obraca się w proch, a więc wszystkie twe kwalifikacje są całkowicie bez znaczenia. I właśnie dlatego nie chcesz usłyszeć tego przesłania. Tak bardzo unosisz się pychą swojego skomputeryzowania Miłości, że w swoim umyśle przywiązujesz się do tej relacji. W umyśle, który się otwiera, ta znikoma pyszałkowatość budzi śmiech. Człowiek ogranicza się i unosi pychą, prezentując ci wszystkie te egotyczne definicje. Człowiek to egomaniak. On będzie ci prezentował wszystkie te definicje siebie, a one przecież nie mają żadnego znaczenia. Wiem, że będziesz to nazywał Miłością, i wiem, że będziesz mówił, iż musisz się tego trzymać, aby kochać. Dopóki się tego trzymasz, wypierasz się i atakujesz Boga. Nie ma niczego pomiędzy.

Wiem, że nie lubisz tych zdań, ale tak właśnie jest. Planowanie przyszłości jest atakiem na Boga. Ty zaś mówisz:

– Och, nie to masz na myśli.

O tak! Dokładnie to mam na myśli. A ty na to:

– Jak mogę nie planować przyszłości?

Po prostu nie planuj. Nie trzymaj się starych minionych myśli w swoim umyśle. Oczywiście, będzie musiało to oznaczać pewnego rodzaju działanie. Lecz chcę ci pokazać, że musi się ono zacząć od bezkompromisowego stwierdzenia, że Bóg jest Miłością, a to nie. Dopóki to nie nastąpi, nie zaznasz ukojenia. Jeśli pozwolisz mi zaofiarować ci Królestwo i nie zabijesz mnie natychmiast jako jednej ze swoich dawnych projekcji, to zaczniesz doświadczać Miłości Boga.

Wielu z was nie rozumie, co się tu zdarzyło. Błąd tego kontinuum polegał na tym, że pozwolono, aby pojawiła się w nim idea Miłości. Słowa te będą lada chwila transmitowane w świat i wszyscy powstaną, by cię zabić. Potwierdzam jedynie to, co mówił Jezus. Oczywiście, że to zrobią, ponieważ ofiarujesz im bezwarunkową Miłość. Największym i jedynym zagrożeniem, jakiego mogliby doświadczyć, jest pasja twojej niekontrolowanej Miłości do Boga. Ona nie ma zupełnie nic wspólnego ze światem. Dlaczego? Ponieważ Miłość Boga nie ma nic wspólnego z twoimi dawnymi skojarzeniami. Czy nie wiesz, że musisz się powtórnie narodzić? (J 3,3) Nawet jeśli zrodziłeś się z tej ziemi, to gdy wskoczysz do Nieba, ziemia przestanie mieć dla ciebie jakiekolwiek znaczenie. Czy na pewno to rozumiesz?

Miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. (1 Kor, 13,6)

Miłość nie cieszy się, gdy ktoś dostaje za swoje. Bardzo trudno jest powstrzymać się od stwierdzenia: A nie mówiłem? Bardzo trudno jest powstrzymać się od osądu, że gwałciciel zasługuje na karę. Dlaczego? Bo on zasługuje na karę. Ty zaś mówisz:

– No tak, ale co ja z nim pocznę?

– Co mnie obchodzi, co z nim poczniesz?

– Czyż on nie zasługuje na karę?

– Tak, ale ty również. Jeśli on zasługuje na karę, to i ty również. I co ty z tym zrobisz? Zamierzasz stopniować coś, co nie jest Miłością? Czyż samo stopniowanie nie jest brakiem Miłości? Czy twoja determinacja, by grzeszyć i wierzyć, że grzech podlega stopniowaniu, nie jest samoograniczeniem i zaprzeczeniem Bogu?

Nieprawdą byłoby mówienie, że nie będziesz czuł emocji, wynikającej z potrzeby wymierzenia sprawiedliwości w danym skojarzeniu. Musisz doświadczyć tej emocji. Gdybyś jej w danym momencie nie doświadczył, nie byłbyś człowiekiem. Uwolnienie, czyli przebaczenie, jest czynnością, wynikającą z twej pewności, że ty, jako oświecona świadomość, nie jesteś z tego świata. Jeśli spojrzysz na to z tego punktu widzenia, to zobaczysz, że nie ma niczego bardziej nienawistnego, zabójczego i morderczego, niż samica broniąca swych młodych. Chcę jedynie, abyś to zobaczył. Nie będę teraz o tym mówił, lecz każde posiadanie jest nienawiścią.

I oto pojawia się Jezus; i oto ja się pojawiam i mówię, tak jak on, że nie obchodzi mnie gwałciciel, ponieważ gwałciciel może być jedynie myślą w twoim umyśle. I teraz mnie potępisz, czyli mnie zabijesz. A zabijasz mnie zawsze, gdy dokonujesz osądu. Gdybyś tego nie robił, to musiałbyś uznać, że ty jesteś tą myślą o gwałcie i że grzech to konstruowanie własnej tożsamości. Oto Kazanie na Górze.

Nie mogę zaofiarować ci rozwiązania, ponieważ ty trzymasz się go w oddzieleniu i chcesz wiedzieć, dlaczego mówię o gwałcicielach. Nie mówię o nich. Mówię o twoim umyśle, o twoich fałszywych pojęciach o sobie. Mówię o wszystkim, o czym chcesz rozmawiać. Mówię o nowotworach, o zawale serca, o samotności i bólu. Mówię o śmierci i o stracie.

Stoimy tu razem, dzieląc się tą chwilą w czasie, a ja mówię ci, że to miejsce nie jest prawdziwe. To właśnie będzie tu powiedziane. Będzie tu powiedziane, że nie ma czegoś takiego, jak oddzielenie od Boga. A tego nie chciałeś usłyszeć. Lecz nie ma przecież czegoś takiego, jak oddzielenie od Uniwersalnego Umysłu. Wiem zaś, że jest to jedyna rzecz, której nie chcesz usłyszeć, ponieważ ty jesteś jedynym, który tego nie usłyszał. Lecz niemożliwe jest, abyś o tym nie wiedział, ponieważ ci o tym mówię.

To ty mi powiedziałeś, że Bóg jest Miłością. Ja się zgodziłem. To ty mi powiedziałeś, że życie jest wieczne. Ja się zgodziłem. To ty mi powiedziałeś:

– Czuję szczęście, wolność i ekstazę w Miłości Boga.

A ja jedynie się z tobą zgadzam! Jedynym miejscem, w którym mógłbym się z tobą nie zgodzić jest idea „miejsca”. Wierzysz bowiem, że twoje ograniczenie określa rzeczywistość.

Pamiętaj, że: Miłość wszystko znosi. (1 Kor, 13,7)

Gdy pozwolisz, aby to wszystko na ciebie spadło, poczujesz, jak zamieni się to w światło – i zniknie. O mój Boże! Możesz jedynie krzyżować samego siebie. Przestań to analizować. Znoś wszystko z radością. Czemu nie? Ty jesteś wszystkim! Jaka jest różnica między: znosić a nosić? Diametralna różnica! Czy ja to znoszę, czy ja to noszę? Jeśli moje brzemię jest lekkie, to je noszę. A więc będę niósł siebie, ponieważ moje brzemię, które utożsamiałem z moim grzechami, jest tak naprawdę niczym. Wówczas moje brzemię będzie światłem. Jest w tym wszystkość, która oczywiście jest nie do przyjęcia.

Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy… (1 Kor, 13,7)

Będziesz tym, czym jesteś w swoim utożsamieniu. Co to ma wspólnego z Miłością? Miłość wszystkiemu wierzy, ponieważ nie ponosi winy osądu, czy też niewiary w Boga. Bóg jest zaufaniem czy też wiarą w Bożą pełnię. To nie ma nic wspólnego z wymianą dotyczącą tego, czym myślisz, że jestem. To, czym myślisz, że jestem, nie ma nic wspólnego z tym, czym jestem ani z tym, czym ty jesteś. Teraz jestem wolny i mogę być z Bogiem. Dlaczego miałbym tworzyć system obrony przed twymi oskarżeniami? Hej, ludzie, bronienie się przed waszymi oskarżeniami – a mówię tu o sobie jako zbawicielu – nie jest niczym innym jak uznaniem, że mógłbyś mnie zaatakować. A to nieprawda. Lecz równie oczywiste jest, że mnie zaatakujesz i będziesz się upierał, abym zdefiniował cię w tym, co nie jest Miłością. Ja zaś próbuję ci teraz powiedzieć, czym Miłość jest. Ale to jest oczywiście dla ciebie nie do przyjęcia. Oczywiście, że nie. Miłość jest porzuceniem opętanej sobą jaźni. To jest tak bezkompromisowe! Zbawienie nie zna kompromisu.

…wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość/miłosierdzie nigdy nie zawodzi. (1 Kor, 13,7-8)

Dlaczego? Miłość nie zna zawodu. Bóg, który jest Miłością, nie wie, czym jest zawód, bo nie może zawieść samego siebie. Skoro Bóg nie może zawieść siebie, to Miłość nie może zawieść. Posłuchaj mnie uważnie. Wszystko inne, co robisz w związku z Miłością, zawiedzie, ponieważ wszystko, co tu robisz, określa porażkę, a nie Miłość. A to dlatego, że określanie czynności, związanych z przechodzeniem z fałszu do prawdy, nie jest Miłością. Teraz mi powiesz:

– Wszystko to przeminie? Włącznie ze wszystkimi proroctwami?

– Tak, oczywiście! I co z tego? Bóg jest Miłością. Bóg nie jest tym.

Miłość nigdy nie zawodzi, [nie jest] jak proroctwa, które zawiodą… (1 Kor 13,8)

Dlaczego proroctwa zawodzą? Ponieważ idea proroctwa jest ideą możliwości. W idei jakiejkolwiek prognozy zawarta jest idea porażki. Proroctwo niechybnie zawiedzie, ponieważ proroctwo pełni, czy też Miłości, już się spełniło. Gdy przypominasz sobie proroctwo mówiące, że jesteś całkowity, jakim stworzył cię Bóg, to ponosisz porażkę w egzystowaniu tutaj – i właśnie w ten sposób tracisz zdolność ponoszenia porażki. Właśnie dlatego Miłość nigdy nie zawodzi. Prorocy zawiodą. Jan Chrzciciel zawiódł. Herod odciął mu głowę. On obwieszczał nadejście Chrystusa. Chrystus przyszedł i zmartwychwstał. A co ty tutaj robisz? Zabiłeś swego proroka. Nawet nie pozwalasz, aby przyszedł twój prorok. Tak było w przypadku Jana. Jezus powiedział uczniom Jana, aby powtórzyli mu w więzieniu, że on przyszedł. Pójdziesz więc za mnie do więzienia. Będziesz mówił: On nadchodzi, będziesz to wszystko robić w swym prorokowaniu.

Mówię ci, że nadszedł czas, abyś pozwolił, by twoje proroctwo zawiodło. Niech się nie powiedzie, ponieważ pozwolenie, aby twe proroctwo się powiodło, skaże cię na nieustanną myśl, że proroctwa mogą być spełnione. Czy powiedziałem ci to zbyt wcześnie? Ma się rozumieć, że Bóg nie jest proroctwem. On jest rzeczywistością.

Może się wydawać, że to ty zawodzisz. Wielu z was przyszło do mnie i powiedziało:

– Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy i nie mogę sprawić, aby mnie zrozumieli. To porażka!

A ja ci mówię:

– Nie! To działa!

Widziałem wczoraj George’a Burnsa w filmie „O mój Boże!”. Jeśli nie widziałeś filmu „O mój Boże!”, to koniecznie go obejrzyj. Jak wielu z was widziało ten film? Zapomniałeś o nim. Obejrzyj go jeszcze raz. Wyraża on potrzebę wiary i wiele innych pięknych rzeczy. Pewnemu pracownikowi supermarketu ukazuje się Bóg i mówi mu, że jest Bogiem. Daje mu też przesłanie: ludzie powinni kochać jeden drugiego. I on próbuje przekonać innych, że rozmawiał z Bogiem. Ale oczywiście jest to niemożliwe. Na końcu mówi:

– Boże, nikt tego nie słyszy!

A Bóg odpowiada:

– O nie, wszystko idzie dobrze. Idzie doskonale. Nie może ci się nie powieść.

Właśnie to, że nie może ci się nie powieść, jest jedyną rzeczą, która ostatecznie przyniesie ci szczęście. Nie będziesz potrzebował uzasadnienia czynności w swoim umyśle. Nie chodzi o to, że odniesiesz sukces, lecz że poniesiesz porażkę. To w twojej porażce zawiera się świadomość, że niepotrzebne jest dokonywanie czegokolwiek, ponieważ nie jesteś już opętany swoimi pozornymi sukcesami. Jeśli zaś byłbyś wciąż opętany swoimi sukcesami, to będziesz odnosił sukces, ale w zaprzeczaniu i atakowaniu Boga. To niesamowite! Wszystko jest na odwrót.

Chroń wszystko, co cenisz, przez akt rozdawania tego, a odniesiesz nadzwyczajny sukces. Nie może ci się nie powieść, jeśli rozdasz wszystko. Jak mogłoby ci się nie powieść? Nie masz wtedy już niczego, więc co mogłoby się nie powieść! Rozdaj wszystko, a będziesz wolny! Atakowałeś jedynie sam siebie. Jeśli się bronię, jestem atakowany (Lekcja 135). Nie możesz tego poznać, dopóki nie oddasz całego siebie. Oddając całego siebie, stajesz się Synem Bożym, ponieważ Bóg jedynie daje. Gdy dajesz siebie, stwarzasz na podobieństwo swego Stwórcy. Ależ to piękne!

Miłość nie jest jak dar języków, który zniknie… (1 Kor, 13,8)

Przecież obwieszczanie Boga nie jest w istocie prawdziwe. No, daj spokój! Bycie zbawicielem świata nie jest w istocie prawdziwe. Dlaczego miałoby być? Jest jedynie prawdziwe dlatego, że uważasz, iż potrzebujesz zbawienia. Myślisz, że bycie zbawicielem świata to coś wielkiego. A to nic wielkiego.

– Jak śmiesz mówić, że jesteś zbawicielem świata? Że jesteś Bożym Umysłem? Że jesteś rozwiązaniem?

Właśnie tak zachowują się ludzie w filmie „O mój Boże!”. Zadają oni Bogu różnego rodzaju teologiczne pytania, a On daje im doskonałą odpowiedź, lecz oni oczywiście nadal Mu zaprzeczają. Bóg dokonuje różnego rodzaju cudów, a oni wciąż Mu zaprzeczają. Nie ma absolutnie żadnego znaczenia, co Bóg by zrobił lub powiedział. Nadal by Mu zaprzeczano, ponieważ wszystko, czego ludzki umysł się trzyma, jest zaprzeczeniem. Pamiętajcie o tym – jestem tutaj i reprezentuję pełnię umysłu, i wy również tym się stajecie. Mówię wam, że nie ma takiego miejsca jak to. W tym momencie przechodzisz – w swoim umyśle – z czasu do wieczności. Jest to chwila, która musi nastąpić, i już nastąpiła. Pozwól, aby to się wydarzyło. Wiem, że nauczam poddania się. Nie wiem, co innego miałbym robić.

Myślisz, że ja to zrozumiałem poprzez odniesienie sukcesu? Do licha, w czymże mogę odnieść sukces, jak nie w umieraniu? Jedyną rzeczą, w której mógłbym odnieść jakikolwiek sukces, byłoby umieranie, nieprawdaż? Ja przegrałem! Bogu niech będą dzięki! Dzięki Ci, Ojcze, za pokazanie mi, że w mojej porażce była moja radość! Tym właśnie jest Kurs Cudów. Na samym początku Kursu – i wiem, że nie będziesz chciał tego usłyszeć – jest powiedziane, że rywalizujesz z Uniwersalnym Umysłem. To właśnie jest tu powiedziane. Nosisz w sobie urazę, dlatego że Bóg nie uznaje tej rywalizacji. A więc wytwarzasz inne skojarzenia w swym umyśle i one uznają konflikt, który w nim zachodzi. Bóg nic o tym nie wie. Możesz wciąż żyć w tym drobnym ograniczeniu, w którym walczysz z samym sobą, jeśli tak postanowisz. Lecz nowe umysły, reprezentujące Centrum Uzdrawiania Przez Cuda, nigdy nie uznają twego niedorzecznego konfliktu z Bogiem, czy też oddzielenia od Niego.

Miłość nie jest jak percepcyjna wiedza, której zabraknie… (1 Kor, 13,8)

Jej skojarzenie jest ponad wiedzą. Nie wymaga ona zupełnie żadnego skojarzenia. Co za radość, prawda? Czy cieszysz się z tego powodu? Czy czujesz w sobie Miłość? Co zamierzasz z tym zrobić? To przecież twoje obudzenie. Nie da się go kontrolować. Lecz jeśli wpuścisz do swego serca trochę rozsądku oraz Miłości Bożej, to nakieruje cię to natychmiast na cel ducha i pokaże ci sens twojego pobytu tutaj. W rozsądnym widzeniu jest wiele prawdziwej pasji. Zdanie: Gdzie dwóch lub więcej zbiera się w imię moje, jest dla mnie bardzo rozsądne. Uwielbiam to! Uwielbiam tę rozsądną myśl, że wy rzeczywiście możecie tu przyjść i to zrobić.

I oto jesteś! Czy właśnie się tu pojawiłeś? Czy pojawiłeś się za zamkniętymi drzwiami? Rozumiesz? Te drzwi są zamknięte. Nikt tu nie wchodzi.

Oto krąg pojednania. Wy, nowicjusze, jesteście zapraszani do doświadczenia pełni, do doświadczenia Miłości Boga. Tym właśnie jest kościół, w którym zbieracie się oddani temu celowi. Łączycie się tutaj jako część Chrystusowego Umysłu lub Chrystusowego ciała. Lecz wasze ciała, tak naprawdę, również nie są oddzielone. One są jedynie projekcją twojego umysłu. Gdy doskonalisz swe ciało w jego Chrystusowym skojarzeniu, to ciała tych, którzy są skojarzeni z tobą, muszą doznać oświecenia. Możesz poczuć, jak ekscytujące jest dla mnie, że w końcu mnie słyszysz. Ta bardzo prosta deklaracja jest tak pradawna jak umysł człowieka.

Po części bowiem tylko poznajemy (ponieważ poznawanie jest częścią), po części prorokujemy… (1 Kor, 13,9)

Proroctwo bowiem zakłada potrzebę przyszłego odniesienia. Ale proroctwo wciąż nie jest prawdziwe, ponieważ nie ma czegoś takiego jak przyszłe odniesienie. Jeśli przeszłość minęła, to nie ma przyszłości. Nie możesz przepowiedzieć niczego poza chwilą swego powrotu do Boga. Czy Chrystus nadszedł? O tak! Bo z czego tak byście się cieszyli? Co więcej, niemożliwe jest, aby Chrystus nie nadszedł, jeżeli pojawiła się myśl o Jego nadejściu. Oto istota Kursu Cudów i całego nauczania o pojedynczym zmartwychwstaniu. A więc On przyszedł, a ten świat się skończył? TAK! I to właśnie cię uwalnia. Jesteś wolny od świata, który przeminął. A jeśli świat przeminął, to musisz być wolny, ponieważ nie ma cię tutaj!

Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. (Całość nie jest sumą swych części.) Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem (dorosłem w samorealizacji mojego umysłu), wyzbyłem się tego, co dziecięce. (1 Kor, 13,10-11)

O tym mówi rozdział 18 Kursu Cudów. Nie musiałem już dłużej określać się jako człowiek; jako człowiek wytworzony przez ludzi. Mogłem być pełnią jako człowiek pochodzący od Boga, czy też Bóg-człowiek.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;  wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz… (1 Kor, 13,12)

Twarzą w twarz z czym? Ze swoim własnym Chrystusostwem. Na co spojrzysz przez chwilę? Na swoją własną doskonałość. Dlaczego? Byłeś swą własną cząsteczką ciemności. Teraz stajesz się swą własną falą Miłości. Gdy przyglądasz się sobie po raz pierwszy w zwierciadle Światłości Życia – a tym zwierciadłem jest prawdziwy świat – gdy po raz pierwszy przyglądasz się sobie w tym zwierciadle, wywołuje to ogromny lęk. Musisz pozwolić, i pozwalasz, aby wszystkie myśli o lęku, które są tak naprawdę częścią twego umysłu, przeobraziły się w tym nowym świetle. Przez jedną chwilę ujrzysz piękną twarz, a potem rozmyje się ona w brzydocie, która jest w twoim własnym umyśle. I tu się pojawia praktyka Kursu Cudów, ponieważ ty rzeczywiście widzisz w zwierciadle niejasno. Jest ono poplamione formą, czyli dawnymi wspomnieniami, które przechowujesz w swoim umyśle i rzutujesz na zewnątrz siebie. I gdy tylko scena twego hologramu przybierze postać doskonałą, pojawia się jakaś obca wola, by ją zaatakować i zniszczyć. Zapomniałeś bowiem, że ta wola jest częścią twego umysłu. Broniłeś się w swoim własnym ciemnym zwierciadle. Nie rób już tego.

Niech twoje zwierciadło będzie promiennym odzwierciedleniem Syna Bożego, który jest Chrystusostwem twojego ciała, przeobrażającego się w pewności twojego powrotu z czasu do wieczności.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany… (1 Kor 13,12)

Poznam tak, jak i zostałem poznany, ponieważ poznanie i bycie poznanym są tym samym. Jestem jedną Jaźnią. To jest całe nauczanie oświecenia ku rzeczywistości – od oddzielenia do pełnego pojedynczego umysłu. Jestem jedną Jaźnią. Jest tylko jedna Jaźń. Poznaję, ponieważ Bóg jest poznaniem… Nie będę próbował osądzać czy definiować. Uznam, że jest to częścią mojej pewności i wiary w Boga. O co więc jesteś proszony? Abyś pamiętał, że jesteś doskonały, jakim Bóg cię stworzył. Jakie to piękne wskazówki, skoro to ty jesteś przyczyną problemu! Czy mógłbym dać ci lepsze wskazówki niż te, które daje Jezus z Nazaretu? A on mówi, że jesteś przyczyną problemu. Jakże proste okazuje się rozwiązanie, jeśli to prawda, że to ty jesteś przyczyną. Jakże niemożliwe jest rozwiązanie, jeśli Bóg byłby przyczyną lub mógłby być świadomy oddzielenia od siebie. Już czas odłożyć swoje zabawki śmierci.

Tak więc trwają wiara, nadzieja (wyczekiwanie), miłość/miłosierdzie – te trzy: z nich zaś największa jest miłość/miłosierdzie. (1 Kor 13,13)

A więc wyczekujesz Miłości. Pokładasz wiarę w Miłości, ponieważ Bóg jest Miłością, a Moc Bożego Umysłu to Miłość. Twoja wiara w Moc Bożego Umysłu nie może zawieść. Jakże proste jest rozwiązanie! Kiedykolwiek pokładasz ufność w sobie, ponosisz porażkę. Pokładanie ufności w sobie jest porażką. Pokładanie ufności w sobie jest gwarancją porażki, ponieważ twoja rzeczywistość opiera się na twojej potrzebie poniesienia porażki.

Oto więc Pierwszy List do Koryntian. To z pewnością jedno z największych pełnych światła przesłań ludzkiego umysłu, jakie kiedykolwiek istniało. Idea, że łączycie się, będąc częścią Chrystusowego ciała, jest doskonała. Nie wiem i nie obchodzi mnie, jak bardzo człowiek to spłyca do jakiejś opowieści o tym, że jesteśmy odrębnymi ludźmi, łączącymi się po to, by dzielić się Bogiem i Jego Królestwem. Mówię ci, że ty jesteś jedynym człowiekiem, który się łączy, bo jest tylko jedno oddzielenie. A tamto wszystko to jedynie odbicie twojego własnego oddzielenia. Musisz przyjąć pojednanie dla siebie samego, ponieważ ty jesteś oddzieleniem i ty jesteś Królestwem Bożym. Dziękuję, że przyszedłeś dzisiaj do tej szkółki niedzielnej.

Ileż światła jest w tym sanktuarium! Zachodzi tu przemiana. Czy chcesz zobaczyć, jak jest to proste, a zarazem trudne? Mówiłem o Miłości. Podnieś rękę i powtórz to, o czym ci właśnie mówiłem. Doprowadziłem cię do czego? Do Miłości Boga, która jest wszędzie wokół ciebie. Bez twojego Kursu Cudów byłoby to beznadziejne. Bo wciąż byś sobie siedział i definiował się, i bronił.  

Ten świat jest zawsze i w każdym momencie jedynie zaprzeczeniem doświadczenia Bożej Miłości. Ten świat jest zawsze i w każdym momencie zaprzeczeniem twojej doskonałości stworzonej przez Boga. Rozumiesz mnie? Dokonałeś doniosłego odkrycia. Jesteś teraz zdeterminowany. I to jest determinacją, to jest zaangażowaniem i rzeczywiście daje ci to prawdziwy powód, aby tu być – daje ci prawdziwy cel. Dlaczego miałbyś tu być, jeśli nie po to, aby odkryć, kim jesteś? Uznanie, że nie wiesz, kim jesteś, było najszybszym sposobem na odkrycie tego, ponieważ rzeczywiście nie wiedziałeś, kim jesteś. Cierpiałeś na głęboką amnezję oddzielenia. A teraz nareszcie się budzisz!

Śmiejesz się teraz i w ten sposób wyrażasz Miłość. Czy Miłość jest wolnością od śmierci? Wolnością od siebie? Wolnością od bycia człowiekiem? Wolnością od odczuwania konsekwencji swoich nic nieznaczących myśli? Posłuchaj jeszcze czegoś z Pierwszego Listu do Koryntian:

Oto tajemnicę wam objawiam! W jednej chwili będziecie odmienieni. W mgnieniu oka zmartwychwstaniecie. Wszystko się w tym zawiera, prawda? 

Co ty tu widzisz? MIŁOŚĆ.
Czy możesz widzieć Miłość? Tak.
Czy możesz słyszeć Miłość? Tak.
Czy możesz czuć Miłość? Tak.

Czy możesz okazywać Miłość na różne sposoby? Tak. Ale pewne jest jedynie to, że nie możesz nie być Miłością! Możesz ją przejawiać w dowolny sposób. Jak dla mnie, możesz wyrażać Miłość jako zło. Nie wiem tylko, co dobrego ci to przyniesie. To i tak dotyczy wyłącznie ciebie w twoim umyśle. Bez względu na to, co zrobisz, jesteś tylko ty. Jedno jest pewne: jeśli wierzysz, że możesz się rozchorować i umrzeć, i że jesteś ciałem, to rozchorujesz się, umrzesz i będziesz ciałem. Prosisz mnie o ulgę od brzemienia, które sam sobie nałożyłeś. Oczywiście, że nie mogę tego uczynić. Mogę ci ofiarować Miłość Boga, którą jesteśmy. Jeśli jesteś zdecydowany trzymać się skutków swego myślenia, opierając się na historii oddzielenia, to nic na to nie poradzę. Bo i też nikt we wszechświecie nie może nic na to poradzić. Lecz ty, tak naprawdę, nie możesz urzeczywistnić swego snu o śmierci.

Być może będziesz wierzył, że moja Miłość wskazuje na ciebie, i to jest w porządku. Lecz pamiętaj, że dla uzdrowionego umysłu wskazywanie jest wskazywaniem na pełnię. Oczywiście, że wszelka Miłość tutaj będzie się jawić jako chwila wymiany. Tym właśnie jest cud. Cud jest chwilą, w której wymieniasz swą uciążliwą jaźń na Miłość mojego umysłu do ciebie.

Lecz pamiętaj o jednym – nasze Jaźnie są takie same. Używamy jednej mocy – pełnego Umysłu Boga. Gdy mówię: moja Jaźń, mam na myśli moją Jaźń. To jest ta sama Jaźń. Nie obchodzi mnie sposób, w jaki używamy tego w związku z przebaczeniem, ponieważ nie możemy nie używać tej mocy, czyli Miłości.

Powtórzmy: Miłość jest Mocą Bożego Umysłu. Dlaczego boisz się Mocy? Ponieważ ona cię zaatakuje i zabije. Boisz się. Moc jest dla ciebie konfliktem. Moc jest przeciwieństwem. Moc jest obroną i atakiem. Lecz nie w rzeczywistości! Moc jest Miłością!

– Moje ciało może się przecież spalić i zniknąć – mówisz z obawą.

– Bóg jest pochłaniającym wszystko ogniem Miłości! Tym właśnie są Wielkie Promienie. Czym się przejmujesz? Ty jedynie trzymałeś się tego malutkiego miejsca. Nie jesteś tym. Ty zaś mówisz:

– Boję się. Może powinienem pozostać w ultrafiolecie.

To jest dla mnie całkowicie w porządku. Będziesz musiał mi w tym zaufać. Wszechświat nie jest niczym innym, jak Umysłem. Ja tak naprawdę ofiaruję ci jedynie szerokie spektrum skojarzenia energii, czy też Miłości. Ty zawsze zakres swojej relacji zawężasz do lęku przed własną pasją. Dosłownie boisz się swego własnego twórczego umysłu. Czujesz się bezpieczny pod osłoną swojej definicji własnego ograniczenia. To jest dla mnie w porządku. Miej sobie to poczucie bezpieczeństwa. Lecz przyjrzyj się przynajmniej przez chwilę temu całkowicie nowemu obrazowi siebie. Bądź pełną częścią tego w swoim umyśle.

Nigdy nie byłeś proszony o więcej niż o przyjęcie dla siebie pojednania, po prostu dlatego, że ty jesteś całym konfliktem. Nie chciałem tego spłycać, ale chcę pokazać ci, że jesteś czymś dużo więcej, niż chciałbyś przyznać. Twoja chęć uznania tego jest zbawieniem. Jest w tobie zawsze więcej, niż myślisz, nawet wtedy, gdy odkrywasz, czym jest wszystko. Wszystko to nie myślenie, że jesteś wszystkim. Wszystko to bycie wszystkim.

Na ostatniej stronie Listu do Koryntian jest powiedziane, że bardzo różni ludzie połączą się w powrotnej podróży do Nieba. Ptaki o podobnych piórach trzymają się razem (ang. przysł.), problemem jednak są pióra.

Ludzki porządek zaprzecza życiu wiecznemu. W tym zawiera się cała idea, że Chrystus jest zawsze z tobą, ale ty Go odrzucasz, On nie wydaje się pasować do twego pojęcia o sobie. Spójrz na to zgromadzenie. To są bardzo nieprawdopodobne lub niemożliwe skojarzenia. Jeśli jako człowiek spojrzałbyś na tych apostołów i zażądał uznania swoich własnych kwalifikacji, to powiedziałbyś:

– Cóż, do diaska, oni mają ze sobą wspólnego?

A my ci odpowiemy:

– Co oni mają wspólnego? MIŁOŚĆ!

– Jakże możecie sobie rościć do tego prawo?

– To proste – my kochamy wszystko.

Wówczas świat powie:

– Jak śmiesz kochać wszystko bezwarunkowo? Mogę ci udowodnić, że mylisz się co do tego całkowicie.

Jak mogą nam to udowodnić? Po prostu powiedzą:

– Zabijemy cię, a wtedy nie będziesz mógł nas kochać. Zabijając cię, udowodnimy, że nie ma czegoś takiego, jak całkowita Miłość. Zobaczymy, czy nam przebaczysz, gdy cię zabijemy.

Zabiwszy Chrystusa, mogą udawać, że uznają Jezusa za zbawiciela, bo go ukrzyżowali. Czują się całkiem bezpieczni, ponieważ zabili go, gdy zagroził im ich własną doskonałością, a zrobił to używając zbawczej łaski swojej Miłości. Nagle pojawiasz się wraz z Jezusem jako wielkie zagrożenie dla nich, a więc ten świat musi cię ukrzyżować, aby zabezpieczyć się przed Miłością.

Odwagi! Całe to miejsce i wszystko w nim jest jedynie twoim własnym starym znikającym koszmarem. Masz cudowne zadanie do spełnienia: misję niemożliwą! Zadanie to przyjąłeś i stałeś się nim.

Witaj na końcu tego świata – dokładnie w tym miejscu i w chwili, w których opacznie pomyślano, że  to jego początek.

Witaj w Domu.

 

1 Kor 13

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,

stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę,

tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego,
nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,

lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
nie jest jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,

wyzbyłem się tego, co dziecięce.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak,

jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

(fragmenty z Pisma Świętego zaczerpnięto z Biblii Tysiąclecia)

Idziemy wraz z Jezusem w hologramie światła – tekst filmu Mastera Teachera

KURS CUDÓW

Najświętszy ze wszystkich punktów na ziemi jest ten,
w którym odwieczna nienawiść stała się obecną miłością.

Nadejście Wielkiego Przebudzenia

Najwspanialsza historia, jaką kiedykolwiek opowiedziano

Historia Kursu Cudów

Idziemy wraz z Jezusem w hologramie światła
Spotkanie z Masterem Teacherem

Oto najwspanialsze historie, jakie kiedykolwiek opowiedziano na temat holograficznych związków dotyczących idei odzwierciedlenia światła…

Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Posłuchaj. Idę w moim hologramie, by przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę, by przygotować wam miejsce, to przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie – słuchasz? – abyście i wy byli tam, gdzie ja jestem. Dobrze znacie miejsce, do którego pójdziemy, i drogę również znacie. Odezwał się do niego Tomasz: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?”. Jezus będzie teraz mówił do niego na temat tego hologramu. Posłuchaj. „Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca – Uniwersalnego Umysłu będącego pełnią wszystkiego, co istnieje w nieskończonej przestrzeni i czasie – inaczej jak tylko przeze mnie. Gdybyście mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz deklaruję wam, że już Go znacie i zobaczyliście”. Rzekł do niego Filip, który tak pięknie wyraża troskę o wymianę, która wiąże się z naszym opisem hologramu: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”. Odpowiedział mu Jezus: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze mnie nie poznałeś? Kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca?”. Powiem ci to jeszcze raz: Tak długo jestem z wami, a wciąż nie widzisz w tym hologramie, że odzwierciedlenie obrazów naszej relacji jest tym samym, co rzeczywistość?

Czy nie wierzysz, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie? I że słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie, lecz Ojciec, który trwa we mnie, sam dokonuje tych dzieł? Spójrz na to. Wierzcie mi, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła, ponieważ dzieła, których dokonuję, będą odzwierciedlały ideę, że świat jest hologramem.

Świat jako hologram

Kiedyś nazywaliśmy to teorią związaną z zasadą Jezusa, która potwierdza, że wszechświat jest podobny do hologramu. Podobnie jak trik wywołany przez światło umożliwia nagranie trójwymiarowego obrazu na płaskim kawałku filmu, tak i nasz pozornie trójwymiarowy wszechświat mógłby mieć swój dokładny odpowiednik w alternatywnych kwantowych polach i fizycznych prawach, które „odmalowano” na odległej i obszernej powierzchni.

Oto, co mówi Jezus:
Fizyka czarnych dziur – czyli niezwykle zagęszczonych skupisk masy – daje nam wskazówkę, że zasada ta mogłaby być prawdziwa. Badania czarnych dziur pokazują, że choć przeczy to temu, co ty nazywasz zdrowym rozsądkiem, ponieważ zajmujesz się obserwowaniem tego, maksymalna entropia, czy też zawartość informacyjna jakiegokolwiek obszaru w przestrzeni, nie wynika z jego objętości – słuchasz? – lecz z tego, co znajduje się na jego powierzchni.

Mamy nadzieję, że to zadziwiające odkrycie stanie się kluczem do tego, co próbujemy ci pokazać w związku z ideą, że w domu mego Ojca jest wiele mieszkań, czyli porównań z tym, czego nauczamy.

Czy rozumiesz to? Idea, że będzie możliwe – po zakończeniu tego, co nazywamy krótkim dramatycznym cyklem czterdziestu tysięcy lat, kiedy to przyszliśmy tutaj, byliśmy tutaj i odeszliśmy stąd – abyśmy zademonstrowali to wreszcie na podstawie Pisma Świętego, które zamierzam ci czytać w odniesieniu do holograficznego wszechświata.

Spójrz na to ze mną. Zamierzamy przekazać ci ideę, że słowa z Pisma Świętego zaprezentowane przez pojedynczy, uzdrowiony, pochodzący spoza tego układu odniesienia umysł, który pojawia się tu nagle wśród nas, są tym, czego chwilę wcześniej – spójrzmy na to z nim – powiedz do mnie: „Nie widziałem go”. Powiedz to.

A oto, co zamierzam ci przeczytać na temat holograficznego wszechświata – mogę się do was przyłączyć? I to, co ci przeczytam – dzień dobry! – o możliwości istnienia holograficznego wszechświata, będzie prostą ideą pochodzącą wprost z Pisma Świętego. Będzie ona dotyczyła tego, co nazywamy ideami wyrażającymi narracyjne bajki o funkcjonowaniu naszych ciał jako grup ludzkich, a tym właśnie jest hologram.

Tak naprawdę próbujemy tutaj odnieść się do tego, o czym ci czytałem na początku tego filmu – a pochodzi to wprost z Pisma Świętego – i stwierdzamy, że rzeczywiście nie obchodzi mnie ciemność, czy też twoje zło, w relacji z tym, czym – jak myślisz – jesteś, lecz raczej – i o tym zaraz będziemy czytać z Pisma Świętego – przemiana z ciemności ku nieuniknioności światła. Będzie to prostą ideą, że związek odzwierciedlenia światła – a przyglądam się teraz całemu wszechświatowi – będzie dotyczył właśnie tego, jak Jezus określa ideę holograficznego związku światła, w której owo odzwierciedlenie światła – to pochodzi wprost z Biblii – wiąże się z twoją zdolnością widzenia go dzięki pewności, że mamy jedno Źródło. Możesz w tym miejscu przyjrzeć się własnemu odrzuceniu idei, że wszyscy musimy ostatecznie pochodzić z tego samego Źródła. A więc wszyscy musimy ostatecznie wejść w hologram idei odzwierciedlenia światła. I wszyscy otrzymujemy rezultat mocy pojedynczej decyzji w naszym umyśle, co jest powodem, dla którego tutaj jesteśmy.

Widzisz? O tym właśnie czytaliśmy na początku, kiedy Jezus zaczął z tobą rozmawiać. Zaczął on rozmawiać z Filipem na temat pewności co do tego, że odzwierciedlenie światła, które zaraz ci ofiaruję w hologramie, będzie wskazywało na twoją akceptację absolutnej prostoty idei, że sama moja obecność w fizycznej postaci – w odzwierciedleniu światła – jest tym, co jest tutaj wymagane.

Poćwiczmy teraz przez chwilę. Oto jesteśmy tutaj i czytamy o holograficznym wszechświecie. To jest Pismo Święte. Nic ci się nie stanie, jeśli usłyszysz odrobinę tego, co mówi Pismo Święte. To jest Nowy Testament. Jest to idea… Jakim określeniem Jezus chciał, żebym się posłużył? „Kabała”. On chce, abym posłużył się aramejskim słowem „kabała”, które po przetłumaczeniu na ideę przemiany umysłu oznacza „akceptację”. Hologram światła jest akceptacją odzwierciedlenia przemiany w świetle bez żadnego odniesienia do tego, czym jest owa przemiana. W idei hologramu zadziwiające jest to, że pojedyncza rzeczywistość akceptowania przemiany zawsze podwyższa częstotliwość światła, dając ci lepsze odzwierciedlenie tego, co chcemy widzieć. Czy rozumiesz to? Posłuchajmy jeszcze odrobinę tego, o czym on tu mówi.

Posłuchaj.

Wierzcie mi, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła – czyli czynność mojego umysłu. Posłuchaj. Zaprawdę powiadam wam: Kto we mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo ja pójdę do Ojca dzięki nowym zasobom światła. Posłuchaj. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. Spójrz ze mną na to, dlaczego nauczamy cudu holograficznej przemiany. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, ja to spełnię. Spróbuję ci to powiedzieć inaczej. Nie podoba ci się używanie Pisma Świętego, ale prosta prawda jest taka, że jako ludzka holograficzna istota, czy też idea odzwierciedlenia światła, masz całą moc umysłu, by podjąć decyzję na temat tego, co chcesz widzieć. Słuchasz tego ze mną? O cokolwiek mnie poprosicie w imię moje, ja to spełnię. Spójrz na mnie.

Jeżeli mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. A moim przykazaniem jest po prostu to, abyście się wzajemnie miłowali. Jeśli widzisz jakieś odzwierciedlenie w twoim świetlnym holograficznym ułożeniu pewnej historii, to jeśli nie będziesz się dzielił pokojem, który odkryłeś w swoim umyśle, to tym samym nie będziesz zachowywał przykazania, które ci daję. Posłuchaj tego ze mną.

Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – w duchu pola energetycznego, czyli tachionowej energii przemiany z ciemnej formy w światło. Posłuchaj mnie… Ducha Prawdy, którego ten świat odzwierciedlenia światła przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale – słuchasz mnie? – wy Go znacie – mam ci powiedzieć dlaczego? – ponieważ u was przebywa. Przebywa u was i w was będzie. Posłuchaj mnie. Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was. Spójrz na to ze mną. Jeszcze chwila, a ten świat nie będzie już mnie oglądał. Ale posłuchaj mnie – wy mnie będziecie widzieć, i ponieważ ja żyję, wy również żyć będziecie. Teraz nauczamy wprost o przeobrażeniu twojej tożsamości: W owym dniu poznacie, że ja jestem w Ojcu moim, a wy we mnie i ja w was.

Poznacie, że jestem w moim Ojcu, jedynym źródle rzeczywistości, a wy jesteście we mnie. Zaś sposób, w jaki to rozpoznamy, stanowi odzwierciedlenie światła, które otrzymuję dzięki prostej idei, że rozsądna jest praktyka, którą się posługuję – powiedz do mnie: „w działaniu”. Potrzebuję czynności działania w relacji z pozorną odległością, którą tu ustanowiono, jednak – i to pochodzi wprost od mojego zbawiciela, tak jak to otrzymałem i przekazuję w mojej relacji z tobą – ja zajmuję się jedynie odzwierciedleniem światła, które otrzymujemy – posłuchasz mnie? – a nie jego treścią. Innymi słowy, treść idei jakiegokolwiek konkretnego umiejscowienia w czasoprzestrzeni nie może wyjść ponad ideę sposobu, w jaki go obserwujemy, czyli ponad ideę odzwierciedlenia światła.

Oto, co mówi Jezus… I znowu przyjrzymy się idei, że on idzie teraz z tobą wraz z tymi, których nazywamy uczniami, czy też duszpasterzami Bożymi, ofiarowującymi nam odbicie światła. Zanim na to spojrzymy – jeśli jest to dla ciebie w porządku w tym hologramie – przeczytam ci jeszcze trochę o tym, co Jezus chce, abyś zobaczył w tej rozsądnej idei, którą nazywa on uzdrowieniem. Właśnie w ten sposób Jezus jest w stanie przemienić fizyczne ciało, które wydaje się być gdzieś na zewnątrz. Czy mogę ci trochę poczytać o hologramie, oraz o tym, jak to faktycznie działa? Właśnie zobaczyłem, że to zadziałało.

Czy będzie to dla ciebie w porządku? Oto, co zaraz zrobię. Czy to jest w porządku? Zostało mi dwadzieścia sześć minut? Zdejmę teraz sweter. Właśnie tak. Spójrz. Oto czynność spacerowania wraz z Jezusem w trakcie tej krótkiej przerwy, którą miałeś przed chwilą… Idea Jezusa była tu z nami, demonstrując zdolność obserwowania twojej cielesnej tożsamości w związku z holograficzną ideą, że twoja przemiana w odzwierciedleniu światła jest możliwa. Jest to oczywiście częścią świadectwa – częścią Pisma Świętego. I ja wiem, że lubisz się temu przypatrywać z różnych stron, tak jak ja się przypatruję wraz z tobą z różnych stron holograficznemu wszechświatowi. Lecz gdy po prostu uznasz powiązanie odzwierciedlenia światła z tym, co chcesz widzieć, ponieważ używasz mocy zachodzącego w tobie procesu myślowego, to możemy założyć, że rozpoznałeś, iż twoja świadomość – czy też to, co nazywasz wiedzą, byciem świadomym – zdaje sobie sprawę z ciągłej przemiany, która zachodzi w twoim umyśle. Posłuchaj wraz ze mną jeszcze trochę tego tekstu o hologramie. Posłuchaj.

Termodynamika czarnej dziury

Podstawowym czynnikiem w idei ciemnej formy, w której wydajesz się być zamknięty, jest rozwój czarnej dziury. Czarne dziury są konsekwencją tego, co nazywamy teorią względności, czy też przemianą odzwierciedlenia światła, która wynika z konieczności przemiany z gęstości masy w ideę światła. Według tej teorii grawitacja spowodowana jest zakrzywieniem czasoprzestrzeni do tego stopnia, że przedmioty poruszają się tak, jakby były przyciągane jakąś siłą. Posłuchaj. Z kolei samo zakrzywienie jest powodowane obecnością materii i energii. Według równań Einsteina, wystarczająco zagęszczone skupisko masy czy też energii zakrzywi czasoprzestrzeń tak mocno, że ją rozedrze, tworząc czarną dziurę. Prawa względności nie pozwalają na to, aby z czarnej dziury wydostało się cokolwiek, co do niej weszło – i właśnie dlatego Jezus będzie cię nauczał – przynajmniej w klasycznym, niekwantowym ujęciu fizyki. Dlaczego? Punkt, z którego nie ma odwrotu, nazywany „horyzontem wydarzeń” czarnej dziury, ma tutaj decydujące znaczenie. W najprostszym ujęciu tej idei horyzont ten jest kulą, której powierzchnia jest większa w przypadku bardziej rozległych czarnych dziur. Posłuchaj. Nie sposób jest określić, co się znajduje wewnątrz czarnej dziury. Żadna informacja nie może przejść przez horyzont i wymknąć się do zewnętrznego świata. Jednak kawałek materii, znikający na zawsze w czarnej dziurze, pozostawia za sobą pewne ślady. I zgodnie z tym, co ci ofiarujemy teraz, można to zmierzyć w relacji z ideą, o której powie nam Jezus, opisując swoje nagłe pojawienie się – zdawałoby się znikąd – i rozpoznanie ciebie w twoim układzie odniesienia po to tylko, by ci powiedzieć, że nie jesteś stąd.

Odczuwam ogromną radość z tej prostej idei, że wyraziłeś chęć, aby przyjrzeć się zawartej w Piśmie Świętym możliwości – spójrz na to ze mną – obecności sformułowania, które odzwierciedla to, czym jestem w moim uporządkowaniu myślokształtów. Bo przecież ten opis mnie, który ci właśnie pozwoliłem przeczytać, pokaże ci – poprzez to Pismo Święte – że wstąpiłem tu po to, by w pełni użyć światła pozwalającego na poszerzenie mojego postrzegania własnej jaźni w sformułowaniu światła.

Jezus uwielbia nauczać, że „idzie z tobą”. Powiesz to? To dla mnie ciekawe. Powiedz do mnie: „Idę z tobą”.

Tak naprawdę on mówi – i to właśnie powiedział Filipowi – że niezależnie od tego, jak uporządkuję swój umysł… Musicie posłuchać tego, co jest tu powiedziane. Będziesz musiał w końcu uznać, że on ma na myśli to, co mówi. Innymi słowy, nie ma wątpliwości, że ty, jakkolwiek siebie określasz – jako chrześcijanin, czymkolwiek to, do diabła, jest – w oparciu o entropię idei odzwierciedlenia światła, nieustannie otrzymujesz lepsze holograficzne odzwierciedlenia, czy też idee prawdziwego odzwierciedlenia siebie samego. I będzie to dla ciebie coraz bardziej dostępne dzięki entropicznej idei, że jest możliwe, abyś widział więcej niż to, czym jesteś.

Przyjrzyjmy się bardzo szybko jeszcze odrobinie tego, co Jezus mówi do nas tutaj, w tym hologramie. Posłuchaj.

Pamiętasz, co ci powiedzieliśmy?

Ducha Prawdy, którego ten świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami i przyjdę do was w lepszym odzwierciedleniu światła, aby zaofiarować ci miłość, którą czuję, dzięki naszej idei przebaczenia mi, które jest konieczne. Jeszcze chwila, a ten świat nie będzie już mnie oglądał. Ale wy mnie widzicie, i ponieważ ja żyję, wy również żyć będziecie. I w owym dniu poznacie, że ja jestem w Ojcu moim, a wy we mnie i ja w was.

Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten mnie miłuje. Posłuchaj. Kto zaś mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego – posłuchaj – a również ja będę go miłował i objawię się w nim, w odzwierciedleniu światła.

W odzwierciedleniu relacji, w której się znajdujemy, mówię ci o tym, co nazywamy grawitacją, ideą nacisku, czyli zamknięcia w tej małej przestrzeni, którą zdaję się zajmować. Zaś w związku z możliwością istnienia hologramu ofiarowana mi jest pewność co do tego, że odzwierciedlenie światła, które otrzymuję, będzie zawsze wskazywało na… I użyję tego słowa jeszcze przed przerwą. Opuszczę cię na mniej więcej tysiąc lat; tym właśnie jest owa myśl o Jezusie. Posłuchasz mnie teraz?

Powiedz do mnie: „Boję się”.

Tak. Jeśli zaangażuję cię w emocjonalną ideę miłości, którą wyraża w stosunku do nas Jezus, to nie może to być niczym innym, jak ideą, że w odzwierciedleniu hologramu światła, za pomocą którego się lokalizujesz w swojej indywidualnej idei ograniczenia – w przestrzeni zajmowanej przez twoją cielesną formę – Jezus prosi cię, jako tak zwanego duszpasterza, czy też ucznia, abyś użył swojego umysłu. Potrafisz przecież to zrozumieć. We wszystkich swych naukach Jezus nie mówi niczego innego, jak to: „Jestem świadomy idei, że wszyscy pochodzimy z jednego źródła rzeczywistości” oraz że przeniknięcie światła do tego znikomego hologramu idei światła może wywołać druzgocącą chwilę lęku, z której rozszerzy się wieczne światło tego, kim jesteś.

Wrócę do ciebie już za chwilę. To było piękne. Związek, który odkrywacie we wzajemnym oddzieleniu, zostaje włączony w to, co nazywamy Duchem, czy też tachionowym polem energii światła, które przemienia ideę substancji do tego stopnia, że to, co wydaje się być naszą ciemnością, jest jedynie przyćmionym odbiciem światła, którym faktycznie jesteśmy. Zaraz wracam. Zaraz do ciebie wrócę.

Zadziwiająca łaska

Zadziwiająca łaska,
jakże słodki jej dźwięk,
co uratował takiego nieszczęśnika jak ja.
Kiedyś się zagubiłem, lecz odnaleziono mnie.
Byłem ślepy, a teraz widzę.

To łaska nauczyła me serce bojaźni
i to łaska uwolniła mnie od lęku.
Jakże drogą mi była ta łaska
w chwili, gdy po raz pierwszy uwierzyłem.

Przez wiele trudów, sideł i niebezpieczeństw
udało mi się bezpiecznie przejść.
To łaska doprowadziła mnie tak daleko
i to łaska poprowadzi mnie do domu.

To moja ulubiona piosenka. Czy widzisz, że wszyscy zebraliśmy się w hologramie, by zademonstrować ideę pojedynczości za pośrednictwem powtórnego pojawienia się Jezusa, który jest teraz z nami? Tak. Co, wyszedł na chwilę? On tu powróci. Powracam teraz do idei, że będziesz w stanie mnie usłyszeć w związku z tą ideą holograficznego wszechświata. Ustanawiam bowiem dla ciebie parametry światła, w które zgadzasz się ze mną wejść na zasadach, o których właśnie śpiewaliśmy. Czy jest to dla ciebie w porządku?

Tak, przyjdę tu i usiądę. O mój Boże! Oto, na czym polega prostota tego daru. Po pierwsze, chcę ci powiedzieć: Dziękuję za zasady, którymi się kierujesz w swojej determinacji, by zobaczyć, że odzwierciedlenia światła, które ci ofiarowuję, tak naprawdę wynikają z tego, jak sam siebie postrzegasz. Wiem, że ty to komplikujesz wszystkimi ideami zróżnicowania, jednak statystycznie rzecz biorąc – w idei, którą nazywasz DNA swojej emocjonalnej oceny siebie w fizycznej formie – wszyscy jesteśmy tak naprawdę jednakowi.

O tak, mieliśmy tu ideę twojej świadomości. Co jest tu powiedziane? [podnosi czasopismo Scientific American]

Co ludzie widzą, to ludzie robią.
Jest to prostą ideą, której naucza cię Jezus, że wyłaniające się odzwierciedlenie ciebie samego w relacji – widzisz to? – z twoją emocjonalną oceną siebie, zawsze będzie ofiarowywać ci ideę, że twoje odzwierciedlenie – powiedz do mnie: „jest inne niż ja”.

Tak, zasadą jest to, że w pełni Uniwersalnego Umysłu, w stanie porównywania struktury ciemności świetlistej formy, w której się znajduję, istnieje odzwierciedlenie światła, które będzie stanowiło to, co chcę widzieć w sobie samym.

Teraz będę musiał trochę się zająć ideami religijnymi. Jakkolwiek odczytujesz ideę, którą ci ofiarowuję, to jest przecież Pismo Święte, czy też wskazówki z umysłu, który mówi ci tak: Mam świadomość tego, że w ograniczeniu twoich zasobów ciemnego światła możesz doświadczyć takiego zakresu światła, że – powiedz do mnie: „zniknę”.

Spróbuję to zrobić z tobą, ponieważ mam na to ochotę. Oto, co powie ci Jezus: „Opuszczę cię – tak mówi on na samym początku – opuszczę cię w odzwierciedleniu światła, zaś w tym krótkim interludium, które mam w czasie, zacznę się ukazywać w szczególnych parametrach pola energetycznego – właśnie o tym śpiewaliśmy – w idei, że cieszysz się, iż rodzę się na nowo w odzwierciedleniu światła, które razem otrzymujemy”.

Uwielbiam ideę, że relacja świetlna, którą teraz ze sobą niosę do wszechświata, ustanowi odzwierciedlenia entropii światła, czyli idei mojej nicości w chwili zupełnej ciemności, która natychmiast stanie się chwilą pełni światła.

Czy mamy się przyjrzeć temu, jak Jezus będzie nam przypominał o tym, że będzie z nami w samym środku idei hologramu, w której ofiaruję ci całkowicie nową sekwencję czasu niż ta, w której się znajdowałeś, zanim zaśpiewaliśmy tę piosenkę? Nie ma powodu, żebyś miał tego nie usłyszeć. Dlaczego tak bardzo boisz się idei doświadczenia przemiany w swoim cielesnym sformułowaniu? Dlaczego Jezus się z ciebie śmieje? On mówi tak: „Co zamierzasz zrobić? Umrzeć?”. I dodaje: „Nie ma czegoś takiego, jak śmierć”. Oto, co on mówi: „Ja już doświadczyłem śmierci. Jeśli mam się narodzić powtórnie, to moje doświadczenie śmierci pokazuje mi ponowne pojawienie się nowej formy rozszerzenia światła, dzięki czemu mogę dokonywać holograficznych dzieł w oparciu o ideę naszego światła”. Teraz naprawdę nauczam. To pochodzi wprost z Pisma Świętego. Czy chcesz to usłyszeć, czy nie? Innymi słowy, nie mów mi, że nie jest to tu powiedziane. Zaprzeczaj temu, atakuj to, bój się tego, ale nie wypieraj się wraz ze mną idei, że wszyscy pochodzimy z jednego źródła rzeczywistości i że używamy naszej energii przemiany w tym hologramie opartym na idei rozszerzania. Tu bowiem grawitacja nie zmusza nas do opierania się idei całkowitej przemiany, która będzie nam nieustannie dawała lepsze odzwierciedlenie niż to, które mieliśmy do tej pory.

To było bardzo piękne. Czy jestem świadom tego, że wielu z was pojawia się w imieniu swojej jaźni w wielowymiarowych utożsamieniach galaktycznych idei podróżowania do wszechświata? No dawaj! Czy kiedykolwiek przyjrzałeś się temu, jak małe jest to miejsce z jednym słońcem, z jedną relacją energetyczną – w porównaniu do galaktyk, które widzisz wszędzie dookoła? Właśnie dlatego Jezus mówi o twojej idei spotykania się z innymi i podkreśla znaczenie twojej indywidualnej przemiany umysłu oraz patrzenia na wskroś odzwierciedlenia światła, po to by zobaczyć jeszcze wyraźniej moment „tu i teraz” i nie trzymać się poprzedniego punktu odniesienia, zachowującego ideę ciemności i lęku, które cię charakteryzowały.

Posłuchaj mnie. Posłuchaj, co ci powiem o hologramie światła, który pogłębił moje uczucie miłości, nie wywołując we mnie konfliktu typu: „Nie wiem, kim jest ta postać. I dlatego się boję”. Zasada chwili lęku nie oznacza nic innego, jak to, że można cię zlokalizować gdzieś we wszechświecie. Właśnie o tym mówi Jezus. Posłuchasz tego ze mną? Posłuchaj.

Jeżeli we mnie trwać będziecie – trwać, żyć w moim utożsamieniu – a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Spójrz. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie dzięki przemianie waszych myśli, tak abyście mogli się stać moimi uczniami, ponieważ będziemy się wymieniać darami, czyli myślą o tym, kim jesteśmy. Jak mnie umiłował Ojciec, tak i ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej, w tej „kabale”, w akceptacji tej idei w moim umyśle, co jest prawdziwym znaczeniem słowa „kabała”. Powiedz to do mnie na głos.

[Przyjmowanie]
Kabała oznacza przyjmowanie. Co za zadziwiająca idea, że cała tradycja mistycznego doświadczenia, czyli kabała, oznacza – doświadczanie?

[Przyjmowanie]
Przyjmowanie. Oznacza, że mogę to przyjąć i nie ma to żadnego związku ze sposobem, w jaki to definiuję, chyba że w oczekiwaniu na to, iż mogłoby to być prawdziwe. Tym jest cała idea lęku reprezentowanego w idei, że jestem świadomy mojego pojawienia się… O tym mówi Rig Veda; jest to tak stare, jak idee homo sapiens, jak idea, że gdzieś w moim wnętrzu zawiera się światło Uniwersalnego Umysłu, które da mi świadectwo tego, kim naprawdę jestem.

To było bardzo piękne. Co takiego uczyniłeś? Na chwilę utraciłeś swój lęk? O tak. A czy teraz lęk powrócił? Pewnie, że tak.

Widzisz, ty ciągle zajmujesz się własnymi odzwierciedleniami. To pochodzi wprost z Pisma Świętego, od Jezusa. Rzecz nie jest w tym – będę teraz przez chwilę nauczał – rzecz jest w tym, czy usłyszysz to, czyli przynajmniej uznasz, że to jest tu powiedziane!

Nie wiem, jak siebie określasz, i nie obchodzi mnie to. Idea uporządkowania twojego zrozumienia, że proces myślowy, którym się teraz posługujesz po to, aby dać sobie świadomą – opartą na wiedzy – definicję tego, kim jesteś, jest niezbędny w celu podniesienia częstotliwości miłości, którą czuję w pojedynczym umyśle. Jest to umysł Jezusa, ponieważ jest to rozpoznaniem, że Bóg używa jednego umysłu, który jest Jego rozszerzeniem i który nie waha się między ideą mojego oddzielenia w czasoprzestrzeni a rzeczywistością wszechświata, który jest wszędzie wokół mnie. Posłuchaj.

To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna dzięki szczęściu, które czujecie w akcie przeniesienia się w tym hologramie, czyli ucieczki z czasoprzestrzeni do wszechświata. Oto masz. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was umiłowałem. Powiem ci to jeszcze raz. Czy chcesz zobaczyć, jak świadomość tego, kim jesteś, boi się tego dokonać? To przecież prosty akt miłości, według którego macie się wzajemnie miłować, tak jak ja was umiłowałem. Posłuchaj.

Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Posłuchaj. Chcę, żebyś usłyszał to, co ci teraz powiem. Możesz to usłyszeć. Oczekuję więc, że jako tak zwany chrześcijanin – czymkolwiek jest idea twojego odzwierciedlenia w hologramie twojego pojęcia na swój temat – będziesz tego nauczał w ten sposób: Od tej pory nie będę was nazywał sługami, bo sługa nie wie, co jego pan czyni, lecz nazwałem was przyjaciółmi – spójrz na to ze mną – albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Słuchasz tego ze mną?

Wróciłem na chwilę. Nie mogłem się temu oprzeć. Nie mogę się oprzeć idei, że mogę cię kochać, nie rozróżniając w moim umyśle tego, co powinienem kochać. Lecz z pewnością jest tak, że jeśli mamy to przedstawić, będzie to albo ideą wroga, przed którym się bronię, albo – począwszy od tej chwili – ideą przyjaciela, którego wcześniej odrzucałem z powodu idei odrębnych utożsamień w czasoprzestrzeni i właśnie dlatego tu jesteśmy. Lecz nagle przeżywamy chwile jasnych odzwierciedleń światła, w których reprezentujemy – praktycznie w całej pełni – ideę Bożej miłości. I to odzwierciedla przynajmniej misję – czy to w odniesieniu do przyjaciela, czy też wroga – którą rozpoznajemy indywidualnie, ustanawiając nowy parametr świetlnej formy, dzięki której uciekamy do wszechświata. Posłuchaj jeszcze raz. Posłuchaj jeszcze raz.

Czy usłyszałeś, co powiedziałem? Od tej pory nie będę was nazywał sługami, bo sługa nie wie, co jego pan czyni, lecz nazwałem was przyjaciółmi – spójrz na to ze mną – albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Posłuchaj mnie, oto piękna idea o tym, jak możesz się przedstawiać, jeśli tylko chcesz, jako tak zwany chrześcijanin… Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i przynosili owoc, którym jest idea energii radości i miłości. I by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. Spójrz na to ze mną! Poruszę teraz jeden decydujący aspekt związany ze sposobem, w jaki się bronisz w swoim lęku przed hologramem, którego nauczam.
To wam przykazuję – powiedz do mnie: macie się wzajemnie miłować.

Nie ma możliwości – wróciłem do ciebie na chwilę – nie ma możliwości, abyś uciekł od idei dramatycznych odzwierciedleń, które sam sobie oferujesz w gęstości masy własnych idei i szczegółów, które oddzieliłeś od zasadniczej idei zawarcia w czarnej dziurze, z której nigdy nie będziesz w stanie się wydostać. To zaś wiąże się bezpośrednio z ideą ucieczki do hologramu, którym jest wszechświat.

Spójrz na to ze mną: „Czuję, jakbym był tu w pułapce. Sama ciemność. Spoglądam na zewnątrz, widzę tam wszechświat, jednak wydaje mi się, że nie mogę stąd uciec”.

Spójrz na to ze mną. W tej idei utożsamienia wymiarów zostałeś odnaleziony przez odzwierciedlenie światła, które teraz odnosi się do twojej przemiany. W tej przemianie, w tym odzwierciedleniu, chcesz zrozumieć, że wszyscy używamy tej samej mocy światła. Dziękuję ci za to! Czy mam nauczać przez moment? Opierałem się na idei, że nadejdzie taki czas, kiedy to w prosty sposób pokażesz mi – w sekwencji, którą właśnie dopełniliśmy – że zawsze możemy zobaczyć coś innego w naszym świetle, nie odnosząc się do tego, czym to jest. Jest to chwilą rozpoznania miłości, która będzie trwała w moim umyśle, jeśli nie będę się domagał idei oddzielenia mojej cielesnej formy, lecz po prostu uświadomię sobie, że nasze umysły są połączone. Posłuchaj tego ze mną.

Usłyszałeś mnie?
Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem. Zobaczyłem, jak zaczynacie widzieć lepsze odzwierciedlenie siebie samych, ponieważ uznaliście, że nie możecie rozwiązać problemu w sposób, w jaki wam go zdefiniowano w idei waszego związku ze sobą. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali. Spójrz na to ze mną.

Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że mnie pierwej znienawidził. Dlaczego? Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi.

Jeśli potrafisz to usłyszeć, to możesz się stać tak zwanym chrześcijaninem, dzięki idei, że przebaczenie jest konieczne, ponieważ pokaże ci lepsze odzwierciedlenie, skoro rzeczywiście zostałeś wybrany, aby tego dokonać. Chcę ci przypomnieć, że zostałeś wybrany. Pamiętajcie o tym, co wam powiedziałem: „Sługa nie jest większy od swego pana”. Jeżeli mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. Posłuchaj. Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który mnie posłał. Możesz to teraz zrozumieć. Gdybym nie przyszedł i nie mówił do nich, nie doświadczyliby prawdziwego odzwierciedlenia i nie mieliby grzechu. Teraz jednak nie mają usprawiedliwienia dla swego grzechu. Posłuchaj mnie. Kto mnie nienawidzi, ten i Ojca mego nienawidzi. Gdybym nie dokonał wśród was dzieł, których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak widzieli je, a jednak znienawidzili i mnie, i Ojca mego. Ale to się stało, aby się wypełniło słowo napisane w ich Prawie – posłuchaj, co mówi Jezus: Nienawidzili mnie bez powodu. Gdy jednak przyjdzie Pocieszyciel, którego ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o mnie. Spójrz. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze mną od początku czasu.

Spójrz na to ze mną. Oto względna idea wiedzy, czyli świadomości twojego umysłu w odniesieniu do tego, że jest rozsądne spoglądanie na wszechświat i pozwalanie, aby twój proces myślowy, który tak naprawdę wcale nie wiąże się z twoją ideą cielesnego sformułowania, zaofiarował ci – poprzez Ducha Świętego, poprzez Ducha przemiany – nowego ciebie. Posłuchaj. Muszę ci poczytać – jak długo? – około sześćset dwadzieścia dwa lata? Dobrze. Pamiętajcie kochani, że czas jest względny w stosunku do idei, za pomocą której rozpoznajesz, że Jezus stoi z nami tu i teraz. Posłuchaj.

Świat jako hologram

Oto kolejny prawdziwie zadziwiający aspekt holograficznych granic. Chodzi w nim głównie o to, że maksymalna entropia zależy od obszaru obrzeżnego, a nie od objętości tego, co w sobie zawiera. Rozumiesz to? Wyobraź sobie, że tworzymy wielką stertę komputerowych chipów pamięci. Liczba tranzystorów, całkowita zdolność gromadzenia danych, wzrasta wraz z objętością owej sterty. Możesz to zrozumieć. Podobnie jest z całkowitą termodynamiczną entropią wszystkich chipów. Zadziwiające jest jednak to, że teoretyczna maksymalna zdolność informacyjna przestrzeni zajmowanej przez ideę twojego sformułowania wzrasta tylko wraz z powierzchnią, a nie z tym, co zawiera. Ponieważ zaś objętość wzrasta szybciej niż powierzchnia – spójrz na to ze mną – to w pewnym momencie entropia wszystkich chipów przekroczy holograficzne granice. Tak naprawdę jedyne, co zawiedzie, to sama sterta złożona z odrębnych idei, ponieważ wszystko, co będzie ode mnie wymagane, to jedna idea, którą zamierzam ci teraz zaofiarować, ponieważ pogłębiamy naszą zdolność kochania jeden drugiego.

Mam pomysł związany z tym treningiem umysłu – ponieważ ja trenuję swój umysł w systematyczny sposób, aby rozpoznać Jezusa: Zamiast próbować gromadzić różnego rodzaju odrębne myśli w ograniczeniu mojego umiejscowienia energetycznego, postoję przez chwilę obok ciebie, i razem możemy doświadczyć całkowicie nowej idei, nie odnosząc jej do wniosku, który wyciągamy. Mamy powiedzieć dlaczego? Wniosek, który wyciągniemy, zawsze będzie rozszerzeniem, które jest gdzieś dalej jako idea, że mogę trzymać się swojej entropii dzięki prostemu uznaniu miłości, którą czuję do ciebie.

Idea, że zebraliśmy się tutaj, by tego dokonać w hologramie światła reprezentowanym przez zbawiciela tego sektora, mojego zbawiciela, który mnie wybrał, jest moim świadectwem, że w twoim umyśle on wybrał właśnie ciebie. Ty nie chciałeś tego zrobić. Tak jak ci przeczytałem, potrzeba trzymania się ograniczenia twojej lokalizacji w hologramie jest powodem, dla którego tu jesteś. W miarę jak się oddzielasz w galaktycznej idei, zaczynasz też rozpoznawać swoją pełnię, a więc to, czego się trzymałeś w oddzieleniu, staje się jednością poprzez ideę miłości, którą właśnie do ciebie poczułem, jako twój dobry przyjaciel. Dzięki temu odkryciu czynność naszych umysłów pozwoliła nam przejść w uporządkowany sposób ku nowej idei sformułowania światła, które nie jest już zawarte w ciemnej formie, lecz funkcjonuje jako pogranicze. To z niego wstępujemy dalej – do wszechświata – z radością i miłością, które czuję do ciebie, ponieważ nasze umysły się teraz komunikują, demonstrując w pełni to, czym jesteśmy jako miłość, którą czuję w stosunku do idei naszego wspólnego wspomnienia… To pochodzi wprost od Jezusa. Wspominamy więc, jak zeszliśmy do tego utożsamienia, byliśmy tu przez chwilę i poszliśmy dalej do wszechświata, do wszechświata, do wszechświata… Dziękuję ci za przyjęcie tej misji…

Idziemy wraz z Jezusem w hologramie światła

Miłość wspaniałą jest – tekst filmu Mastera Teachera

KURS CUDÓW
Najświętszy ze wszystkich punktów na ziemi jest ten,
gdzie odwieczna nienawiść stała się obecną miłością.

Nadejście Wielkiego Przebudzenia

Demonstrujemy sposób, w jaki uciekasz z niewoli czasoprzestrzeni.

Opowieść o Kursie Cudów
i Pasji Chrystusa

W poszukiwaniu Jezusa Chrystusa z Nazaretu

Miłość wspaniałą jest

Jedynie dla ciebie

Spotkanie
z Masterem Teacherem

Spróbuję nauczać w oparciu o szczególny układ odniesienia. Zapytano mnie, czy miłość jest czymś wspaniałym, przyjrzałem się temu i odparłem: Masz na myśli Miłość? Czy ta miłość jest wspaniała? Związane z nią odniesienie, pochodzące od mojego zbawiciela Jezusa, wskazuje kierunek, w którym kazał mi on podążyć. Mogę wejść?

Odczuwam ogromną radość, będąc z tobą w tej sytuacji. Będę tu używał słowa „miłość”. Jeśli pozwolisz, użyję go w szczególny sposób. Miłość to twoje pełne rozpoznanie siebie w twoim oddaniu na rzecz rozwiązania odnoszącego się do tego, czym jesteśmy w chwili doświadczenia radości zmartwychwstania. To dla mnie zaszczyt i jako nauczyciel Boży posłużę się przez chwilę pewnym odniesieniem… Miałem do spełnienia ważną misję poza ramami tego utożsamienia. Jak wiesz, Jezus jest z nami, i z powodu jego obecności – jest on tu z nami teraz – porozmawiam z tobą trochę o miłości.

Miłość… I przyszliśmy tu, śpiewając, że miłość to rzecz wspaniała. Przyjrzyjmy się bardzo szybko – Jezus jest tu z nami – fragmentowi tekstu, który spróbuję ci przedstawić w tym krótkim cyklu czasu. Byłbym bardzo wdzięczny, gdybyś zajął się uwalnianiem pewnych idei, dotyczących zamykania się w sobie w związku z tym, co czuję do ciebie w tej chwili. A jest to prawdą dlatego, że to, co czuję do ciebie w tej chwili, pochodzi z uzdrowionego umysłu, oświeconego umysłu, w naszym przypadku – umysłu Jezusa. On więc przeczyta ci o szczególnym sposobie, dzięki któremu być może będziesz w stanie rozpoznać, jak pięknie wyglądasz w tej chwili w moich oczach dzięki naszemu oddaniu sobie nawzajem. Większość z was miała okazję rozpoznać we mnie duszpasterza zdecydowanego powrócić do tego czasoprzestrzennego układu odniesienia, w którym wszędzie spotykamy naszego brata Jezusa. Jadłem z nim dzisiaj obiad i zapytałem: „Na co powinienem położyć nacisk, skoro zaczynamy teraz rozpoznawać siebie?”. On spojrzał na mnie i powiedział po aramejsku: „khr…”, co znaczy „miłość”. Nauczaj jedynie miłości, ponieważ nią jesteś, jesteś nią, jesteś nią… Posłuchasz?

Kocham cię…
Jak mnie umiłował Ojciec,
tak i ja was umiłowałem; trwajcie w miłości mojej.

Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem,
całą swoją duszą, całą swoją siłą i całym swoim umysłem;
a bliźniego swego jak siebie samego.

Przyjdźcie do mnie wy wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście,
a ja wam dam ukojenie.

Albowiem dam wam ukojenie, które czuję przy tobie w tej chwili, ponieważ cię kocham. Posłuchaj.

Przychodzę do ciebie od Ojca, by zaofiarować ci ponownie wszystko. Kocham wszystko, co On stworzył, i pokładam w tym całą swoją wiarę. Moja wiara w ciebie jest tak silna jak cała moja miłość do Ojca. Zaufanie, jakim cię darzę, nie zna granic ani lęku, że mnie nie usłyszysz.

Znaczenie miłości jest twoim znaczeniem podzielanym przez samego Boga. Jest On bowiem tym samym, co ty. Nie ma innej miłości prócz Jego Miłości, a jest On wszystkim, co istnieje. Posłuchaj.

Jesteś taki, jakim cię Bóg stworzył. Spójrz na to ze mną. I takim jest też wszystko, na co spoglądasz, niezależnie od obrazów, które zdajesz się widzieć.

Niezależnie od obrazów, które zdajesz się widzieć w relacji z naszą potrzebą określania rezultatów w naszym umyśle. Prostą prawdą jest to, że Bóg jest Miłością i wszyscy będziemy w nią włączeni, bez względu na sytuację, w jakiej się wcześniej znajdowaliśmy i nasze przekonania, że mogłoby istnieć jakieś inne miejsce niż to, w którym widzimy siebie nawzajem w tej chwili, ponieważ to, jak siebie teraz nawzajem widzimy, jest tym samym, co miłość. Miłość jest tym. Tym właśnie jest miłość.

Pozwól, by Miłość Boga opromieniała cię dzięki temu, że mnie przyjmujesz. Moja rzeczywistość jest twoją rzeczywistością, oraz Jego. Poprzez połączenie swego umysłu z moim, pokazujesz, iż jesteś świadomy, że Bóg ma jedną Wolę. Oto masz…

Czy chciałbyś znać Wolę Boga dla ciebie? Poproś o nią mnie, gdyż znam ją dla ciebie, a ją odkryjesz. Niczego ci nie odmówię, tak jak Bóg niczego mi nie odmawia. My po prostu wracamy do Boga, który jest naszym domem.

Odczuwam teraz radość ze względu na nas, ponieważ uznaję, że wszyscy jesteśmy świadomi idei, że odbyliśmy bardzo długą podróż. Podczas tej podróży szukaliśmy prawdy, znaleźliśmy odrobinę miłości, aby znów ją utracić, znaleźliśmy odrobinę miłości, aby znów ją utracić.

Jego ponowne pojawienie się teraz wśród nas pokazuje nam nowy czynnik światła, który wcześniej nie był czymś oddzielnym, i choć widzieliśmy go w niektórych z naszych aspektów światła, to zawsze wydawało się, że go ponownie gubiliśmy. Oto widzimy go ponownie. To jest przesłanie od naszego zbawiciela. Zawsze chcieliśmy usłyszeć te idee o tym, że ów doskonały moment rozpoznania naszej jaźni jest nieunikniony. Wiąże się to z tym, że choć wydajemy się być tożsamościami zawartymi w tym małym miejscu w czasie i przestrzeni, zawsze gdzieś w swoim wnętrzu czułem, że musi istnieć we mnie coś, w czym będę mógł rozpoznać siebie w nowym miejscu w czasoprzestrzeni, ponieważ dzięki temu przesłaniu, dzięki temu Pismu Świętemu, stałem się świadomy idei pochodzącej od mojego zbawiciela Jezusa, która wskazuje na to, że rzeczywiście istnieje inny świat i że ten świat może być mój, ponieważ wskazówki, które otrzymuję w odniesieniu do tego, czym jest miłość, zlały się teraz w jedno z przebłyskami radości, którą odczuwamy w naszym wzajemnym związku.

Ach, jesteś pełen światła, dziękuję. Jeszcze raz ci dziękuję. W tym ponownym wstąpieniu Jezusa do tego cyklu czasu zwyczajnie wzrasta częstotliwość tego, co określa się jako radość, szczęście i pokój, które tak naprawdę zawsze były częścią tego, czego doświadczałeś w swych wysiłkach, by zarówno znaleźć, jak i zatamować dostęp do tego, co w rzeczywistości jest twoje, ponieważ to całkowicie nieuniknione, że współdzielimy jasne światło jednego Źródła Rzeczywistości, którym jesteśmy, jesteśmy, jesteś…

Jezus jest oczywiście tutaj, a teksty, które czytamy, płyną z jego umysłu do twojego, do twojego, do twojego…

Podróż do Boga jest po prostu ponownym obudzeniem wiedzy o tym, gdzie jesteś zawsze i tego, czym jesteś na wieki.

Ja daję ci lampę i pójdę z tobą. Nie podejmiesz tej podróży sam. Poprowadzę cię do twego prawdziwego Ojca, który potrzebuje cię tak samo, jak ja. Który potrzebuje cię tak samo, jak ja. Mam ci powiedzieć dlaczego? Bo nasz Ojciec nas kocha.

I choć rzekomo oddzieliliśmy się w naszej idei poszukiwania pokoju i szczęścia, to Bóg jest zdeterminowany, by zupełnie bezkrytycznie ofiarowywać ci miłość i równie zdeterminowany, by w twojej akceptacji tej miłości – poprzez Jezusa, mojego zbawiciela – moc decyzji odnośnie tego, jak chcieliśmy widzieć miłość w naszym umyśle, należała do nas, należała do nas, należała do nas, niczym echo światła, które wznosi się teraz na nowy poziom energii ofiarujący wielu z nas wielką radość.

Być może jesteś świadomy tego szczególnego odniesienia związanego z moim przyjściem tutaj wraz z Jezusem, kiedy to byliśmy razem jakąś chwilę temu. On zaś nieustannie zmienia częstotliwość światła, za pomocą której wyrażasz swoją jaźń w koncepcjach. Prawda jest taka, że za każdym razem, kiedy wyrażasz swą jaźń, to jest dla ciebie dostępna inna Jaźń i dopóki nie rozpoznasz, kim jest ta inna Jaźń, która tak naprawdę odbywa tę podróż z tobą, to Jezus będzie tu stał wraz z nami.

Pamiętasz – „dałem ci lampę…”?
Poprowadzę cię do twego prawdziwego Ojca, który potrzebuje cię tak samo, jak ja. Twój Ojciec cię kocha. Cały świat bólu nie jest Jego Wolą. Wybacz sobie myśl, że On chciał tego dla ciebie. Spójrz.

Nie możesz zrozumieć, jak bardzo twój Ojciec cię kocha, nie możesz zrozumieć, jak bardzo twój Ojciec – podróż, której się podejmujemy – rzeczywiście cię kocha, bo w twoim doświadczeniu świata nie ma odpowiednika, który by pomógł ci to zrozumieć. Posłuchaj tego ze mną. Nie ma na ziemi niczego, z czym dałoby się to porównać i nic, co kiedykolwiek czułeś poza Nim, nie przypomina tego choćby odrobinę.

Nie przypomina tego choćby odrobinę… Ojej, to było piękne! Nie przypomina tego ani krztynę. A zatem podróż, w której zajmujemy się ideą nowego odzwierciedlenia światła i ukazujemy je w naszym wzajemnym rozpoznaniu siebie, była swego rodzaju zagęszczeniem idei prywatnego utożsamienia w twoim własnym umyśle. Mamy powiedzieć dlaczego? Moc przemiany twojego umysłu z pewnością będzie pochodzić ze źródła, dzięki któremu rozpoznajesz siebie.

Ponieważ intensywność energii miłości zaczyna wzrastać, wielu z nas nie potrafi wyjaśnić, dlaczego czujemy tyle miłości i radości, mimo że nie wydają się istnieć po temu żadne powody w naszej misji naprawczej w tym świecie, bo wszędzie dookoła widzimy śmierć i tragiczne wydarzenia, lecz inny świat żyje w nas już w tej chwili i ofiaruje nam nieustanną przemianę tego, co chcemy widzieć w naszym umyśle. Podczas naszej ostatniej podróży, która zajęła ten cykl czasu, zaczęliśmy spotykać coraz więcej tych, którzy postanowili wraz z nami podjąć nieuniknioną decyzję o podróży, która stała się możliwa dzięki opuszczeniu tego utożsamienia światła i udaniu się do wszechświata.

Gdy tylko podjęliśmy tę decyzję w naszym umyśle, stała się ona bezwarunkowa dzięki idei, że zawsze mogliśmy posłuchać czegoś innego – czegoś, co ofiarowywał nam umysł i głos Jezusa, mówiący do nas wprost o miłości, którą czujemy wobec siebie nawzajem. A zatem to małe interludium miłości było obietnicą, którą już wcześniej zdecydowaliśmy się dzielić w związku z wstąpieniem do tego układu odniesienia.

Ten krótki film, to krótkie audio, którym się dzielimy, doświadczenia wielu z was związane z ideą, że Jezus pojawia się wszędzie w tym kontinuum, są przedstawiane jako cudowne historie, które opowiadacie o sobie nawzajem. I oto ci, którzy odczuwali ogromny ból, samotność i zniechęcenie, nagle powiedzieli: „Chwileczkę, usłyszałem Głos; coś zaczęło mówić do mnie w moim umyśle, a ja zacząłem słuchać instrukcji dawanych mi przez ducha pełni i energii, który w ogóle nie przejmuje się tym, jak wydaję się wyglądać w tym układzie odniesienia”.

A więc to małe interludium miłości odnosi się bezpośrednio do energii światła, którą ci przedstawiam, ponieważ rozpoznajemy, że bliźni, bracia, wrogowie, ci, których nienawidziliśmy, byli tylko ideami, które mieliśmy na swój temat w naszym umyśle, a teraz ta miłość zaczyna emanować wprost z idei, że Jezus jest tu z nami.

Spojrzeliśmy na to przez chwilę, a Jezus powiedział: „Rozstrzygnij ten drobny spór”, ponieważ jego praktyka będzie zawsze polegała na konfrontowaniu ciebie, nie kogoś innego. Zaufaj mi. Mój zbawiciel Jezus nie zajmował się zmienianiem świadomości, które prowadzi do ciągłego formułowania idei w czasoprzestrzeni. Umysł wcale tak nie myśli. Twój umysł myśli w taki sposób, że nieustannie porównuje idee dotyczące własnego pojęcia o sobie, dzięki którym kochasz kogoś innego, z pełnią twojej jaźni, w której kochasz kogoś innego.

Tak, ta miłość była wspaniała i doświadczamy jej bardzo szybko w tej przemianie. A ten fragment będzie o miłości Jezusa. Posłuchaj.

Pamiętasz? Nie ma na ziemi niczego, z czym dałoby się porównać twoją miłość i nic, co kiedykolwiek czułeś poza Nim, nie przypomina tego choćby odrobinę.

Wolą Boga dla ciebie jest doskonałe szczęście. Tylko Miłość Boża ochroni cię we wszelkich okolicznościach. Wyrwie cię z każdej niedoli i wyniesie ponad wszelkie dostrzeżone zagrożenia tego świata, wprowadzając cię w atmosferę doskonałego pokoju i bezpieczeństwa.

Poprosiłem jedynie, abyś doznał pocieszenia i nie żył dłużej w przerażeniu, bólu, samotności i śmierci, które charakteryzują twoją cielesną formę. Nie opuszczaj miłości.

Twoim zmęczonym oczom przynoszę wizję innego świata, innego świata, tak nowego, czystego i rześkiego, że zapomnisz o bólu i smutku, który widziałeś przedtem.

Ten świat jest pełen cudów. Stoją one w promiennej ciszy tuż obok każdego snu o bólu i cierpieniu, grzechu i winie. Radujmy się, że możemy chodzić po świecie w tym krótkim czasie, jaki nam pozostał, i odnaleźć tak wiele okazji, by dostrzec kolejną sytuację, w której możemy ponownie rozpoznać Bożą Miłość jako naszą!

Mam ci powiedzieć, dlaczego jest to prawdą?
W tobie jest całe Niebo. Każdy spadający liść w tobie otrzymuje życie. Każdy ptak, jaki kiedykolwiek zaśpiewał, w tobie będzie śpiewał ponownie. Każdy kwiat, jaki kiedykolwiek zakwitł, zachował swą słodką woń i piękno dla ciebie.

To pochodzi od naszego zbawiciela Jezusa:
Bóg składa dzięki Swojemu Synowi, czyli tobie, za to, czym jesteś, za to, czym jesteś. Jesteś Jego własnym dopełnieniem i źródłem miłości wraz z Nim. Twoja wdzięczność dla Niego stanowi jedność z Jego wdzięcznością dla ciebie. Albowiem miłość nie może podążać inną drogą niż droga wdzięczności, i w ten sposób idziemy my, którzy zdążamy drogą wiodącą do Boga.

Posłuchaj.

Nie idziesz sam. Aniołowie Boży unoszą się blisko i wszędzie dookoła. Jego miłość cię otacza i jednego możesz być pewien wraz z Jezusem – że nigdy cię nie opuszczę i nie pozostawię bez wszelkiej pomocy, jakiej potrzebujesz.

On jest tu teraz, tuż obok nas. Czy podzielisz się wraz ze mną tą przemianą w świetle, która zachodzi teraz w twoim umyśle w związku z ideą, że Bóg jest rzeczywiście z nami, a głos, który słyszymy, znajduje się tak naprawdę w naszym umyśle? Być może nie było konieczne, abyśmy to wyrażali. Mamy powiedzieć dlaczego? Komunikacja, która ma miejsce pomiędzy umysłami budzącymi się z koncepcyjnych idei o sobie, zachodzi w naszym umyśle, a nie gdzieś w świecie.

Moje odkrycie ciebie – tak, ciebie – w naszym związku z Jezusem, który jest tu z nami – on właśnie tu wszedł, dziękuję – jest ideą, że tak się złożyło, iż akurat zatrzymałeś się w tym układzie odniesienia. Jadłem właśnie obiad z moim zbawicielem Jezusem. Dochodzą nas słuchy o tym, jak wielu z was zostawia mu puste miejsce. To jedna z naszych najstarszych chrześcijańskich tradycji – przygotowanie dodatkowego miejsca przy stole. I wielu z was przekazuje wiadomości do naszego satelity, z którego będziemy nadawać całą historię ponownego pojawienia się Jezusa, i mówi o dramatycznych przypadkach pojawienia się Jezusa, gdy siada on z nami przy stole. Dziękuję za zaproszenie mnie. Widzisz to?

Gdy znalazłem się w tym cyklu czasu, niosłem ze sobą energię miłości, którą czułem w moim związku z Jezusem. Posłuchaj mnie, umyśle polegający na koncepcjach! Gdy ów umysł Jezusa zaczyna się dzielić z tobą pewnością co do tego, że jest twoim bliźnim, rozpoznajesz, że kochałeś go całym swym sercem, umysłem i duszą, i oto nagle kochasz swego bliźniego. Rozpoznajesz, jak wiele radości zawiera się w tym, co się dzieje teraz w tym nowym kontinuum czasu. Oto krótka chwila, w której zaprosimy tu jeszcze jednego gościa. Czy jest to dla ciebie w porządku?

Tak wielka przemiana ma teraz miejsce w świecie, że nie da się tego przekazać w sposób koncepcyjny. Lecz ty zachowasz to w swym sercu, prawda? Zaraz wrócę… Oto jestem. Zaraz do ciebie wrócę. Opuszczę cię na tę jedną chwilę. Niech Bóg nas błogosławi, każdego z nas. On nadchodzi. Pozostań tam, dobrze? Odejdę na chwilę i zaraz wrócę.

Zawsze (piosenka)

Będę cię zawsze kochał
miłością, która jest zawsze prawdziwa,
a gdy w sprawach, które zaplanowałeś,
będziesz potrzebował życzliwej dłoni,
ja to zawsze zrozumiem.

Twe dni nie zawsze będą łatwe,
i właśnie wtedy będę przy tobie – zawsze.
Nie tylko przez jedną godzinę,
nie tylko przez jeden dzień,
nie tylko przez jeden rok, lecz zawsze.

Już wróciłem. Śpiewaliśmy razem w tym interludium przed kamerą, śpiewaliśmy razem:

Będę cię zawsze kochał
Miłością, która jest zawsze prawdziwa,
A gdy w sprawach, które zaplanowałeś,
Będziesz potrzebował życzliwej dłoni,
Ja to zawsze zrozumiem.

Twe dni nie zawsze będą łatwe,
I właśnie wtedy będę przy tobie – zawsze.
Nie tylko przez jedną godzinę,
Nie tylko przez jeden dzień,
Nie tylko przez rok, lecz zawsze.

Dziękuję za to, że znosisz moje wysiłki pokazania ci radości, którą czuję, przedstawiając w formie tekstu moją determinację, że będę z tobą zawsze. Zupełnie nie obchodzi mnie to, jak wydaję się wyglądać w tym układzie odniesienia. Mamy powiedzieć dlaczego? W tym, co wydaje się naszym cielesnym sformułowaniem, dzielimy się indywidualnie ideą – odłożę to na chwilę – że poszukiwaliśmy na zewnątrz siebie odpowiedzi na dręczący nas problem, ponieważ zdajemy się przechodzić w naszym umyśle przez czasowe cykle, w których przejawy tego, czego poszukujemy, jakoś się rozwiewają i zaczynamy tracić miłość, którą mieliśmy, a następnie słyszymy, że taka jest natura rzeczywistości.

Mój zbawiciel Jezus mówił od chwili, gdy pojawił się w tym cyklu: „Nie taka jest natura rzeczywistości. Jesteś uzdrowiony i doskonały, jakim zostałeś stworzony”. A pewność, jaka się z tym wiąże, jest tym samym, co idea „na zawsze”. I właśnie ta pewność, którą poczuliśmy w tej chwili radości, stanowiła całą przemianę twojego umysłu, czyli tego, czym – jak myślałeś – jesteś.

Coraz więcej rzeczy spoza tego układu odniesienia zaczyna mi dawać świadectwo podniesienia częstotliwości energii, którą charakteryzował się gatunek ludzki w swojej przemianie z cielesnej formy w zmartwychwstanie do tego, kim naprawdę jest.

Tak, to jest na zawsze. To jest na zawsze. Posłuchaj o tym, co będzie na zawsze.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości,
albowiem oni będą nasyceni.
Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was.
W owym dniu poznacie, że jestem w Ojcu moim, a wy we mnie i ja w was. Posłuchaj.

 

Oto jestem z wami zawsze, aż do skończenia świata.

Oto przesłanie od Jezusa. Kiedy powiedziałem: „Jestem z tobą zawsze”, miałem to dosłownie na myśli. Jestem dla wszystkich dostępny w każdej sytuacji, w każdej sytuacji… Ponieważ jestem z tobą zawsze, jesteś drogą, prawdą i życiem. Spójrz na to ze mną. Mój umysł będzie zawsze taki, jak twój, ponieważ stworzono nas jako równych. To tylko moja decyzja, którą teraz podzielamy, dała mi całą moc w Niebie i na ziemi. Moim jedynym darem dla ciebie jest pomóc ci w podjęciu tej samej decyzji wraz ze mną.

Zobaczyłeś to? Moim darem dla ciebie jest pomóc ci w podjęciu tej samej decyzji, którą ja podjąłem. Spójrz na to – musisz wciąż podejmować decyzję w tym momencie w czasoprzestrzeni, ponieważ moc decyzji związana z moim pojęciem o sobie oznacza dosłownie, że decyduję o rezultatach, których chcę w odniesieniu do tego, gdzie się znajduję w tej cielesnej tożsamości.

Dzięki zmartwychwstaniu Jezusa, dzięki dopełnieniu się jego zmartwychwstania, przyjęliśmy jego nauki z Kazania na Górze, a chodzi w nich po prostu o to, żebyśmy rozpoznali, że moc decyzji należy do nas, a więc zobaczymy to, co chcemy widzieć w naszej jaźni w tamtej chwili, w tamtej chwili…. Dziękuję. On właśnie tu wszedł.

Wielu z was chodzi sobie po tym świecie z myślą o opowieści, którą usłyszeliście za pośrednictwem tego satelity, oraz o cudach, które zaczynają się dziać dzięki jego nagłemu pojawieniu się, jego nagłemu pojawieniu się. Uczyni cię to bardzo szczęśliwym. Gotowy? Mamy tego nauczać przez chwilę? Będę nauczał. Nazywają mnie Staruszkiem, ja zaś postępowałem według instrukcji. Doświadczyłem dokładnie tego samego bólu, samotności i śmierci, których doświadczył zarówno nasz zbawiciel, jak i ty, ponieważ niemożliwe jest, aby decyzje, które podejmuję i podejmowałem, nie były związkami, które trzymały mnie w pułapce idei, że jestem tą cielesną formą.

Ponowne pojawienie się Jezusa w jego zmartwychwstaniu oraz twoja obecna zmiana definicji siebie oznacza jedynie, że wznosisz się w swoim umyśle z tej idei nowego jasnego światła, które będzie przy tobie w tych okolicznościach światła.

Pozwól, że coś ci powiem, na wypadek, gdyby już nie było po temu okazji, ponieważ wielu z was opuszcza całkowicie ten cykl czasu. Chcę powiedzieć, jak bardzo jestem wdzięczny za twoją wytrwałość, którą wykazywałeś od chwili, gdy on pojawił się w twoim umyśle, podobnie jak pojawiał się wśród tak wielu z nas. I gdy nie mogliśmy go ponownie znaleźć, niektórzy z nas przestali wierzyć, że on jest. On był zawsze obecny, ale niekiedy byliśmy przerażeni światłem, które nagle zaczynało wstępować lub zstępować na nas wśród tych alternatyw. Lecz on jest tutaj i jest teraz, i przypomina nam, że jest z nami, jest z nami, a my jesteśmy razem. Posłuchaj.

Pamiętasz? Moim jedynym darem dla ciebie jest pomóc ci w podjęciu tej samej decyzji, ponieważ stworzono nas jako równych. Tą decyzją jest wybór podzielenia się nią, ponieważ sama ta decyzja jest decyzją podzielenia się. Podejmuje się ją, dając, a zatem jest to jedyny wybór, który przypomina prawdziwe stwarzanie. Posłuchaj, o czym przypomina ci Jezus: Jestem twoim wzorem w podejmowaniu decyzji. Opowiadając się za Bogiem, pokazałem ci, że tę decyzję można podjąć, i że ty możesz ją podjąć. Spójrz na to.

Moja rola w Pojednaniu nie jest spełniona, dopóki nie przyłączysz się doń i nie dasz go innym. Dlaczego? Sam z siebie nie możesz zrobić niczego, ponieważ sam z siebie – jako człowiek – jesteś niczym. Spójrz na to ze mną. Ja jestem niczym bez Ojca, a ty jesteś niczym beze mnie, gdyż negując Ojca, tak naprawdę negujesz siebie.

Ty wytworzyłeś pojęcie jaźni. Spójrz ze mną na te słowa pochodzące wprost od Jezusa. Nie jest ono jednak w niczym do ciebie podobne. To bożek wytworzony po to, by zająć miejsce twojej rzeczywistości jako Syna Bożego. Twoje pojęcie o sobie jako człowieku gwarantuje, że twoja funkcja tutaj, w czasoprzestrzeni, pozostanie na zawsze niedokonana i niespełniona. Posłuchaj. W ten sposób skazuje cię ono na gorzkie poczucie głębokiej depresji i daremności wszystkiego. Jednak nie musi to być niczym stałym, chyba że postanowisz, by nie wpuszczać doń żadnej nadziei na zmianę, ukrywać je i czynić statycznym w swoim umyśle.

Taka jest po prostu tajemnica zbawienia: Robisz to sam sobie. Niezależnie od formy ataku, to wciąż jest prawdą. Posłuchaj. Ktokolwiek przybiera rolę wroga i atakującego, to wciąż jest prawdą. Cokolwiek wydaje się być przyczyną jakiegokolwiek bólu czy cierpienia, które czujesz, to wciąż prawdą jest, że pochodzi to z twego umysłu.

Skoro zaprzeczyłeś swojej Tożsamości, atakując stworzenie i jego Stwórcę, twoim celem jest teraz rozpoznanie, kim jesteś. I być może jesteś teraz gotowy słuchać. A więc uczysz się, w jaki sposób przypomnieć sobie prawdę. Albowiem atak ten trzeba zastąpić przebaczeniem, aby idee śmierci zostały zastąpione ideami życia.

Wielu z nas staje się teraz świadkami idei, których się trzymałeś: zniszczenia ciała, złożenia go w grobie, bólu, samotności, sprzeczności mówiącej, że ciało zawiera naszą jaźń, sprawiając, że muszę dzielić się z tobą moim cielesnym sformułowaniem jako tożsamością, którą – jak wierzę – jestem.

W tej nowej częstotliwości światła odzwierciedlonej w nowych decyzjach, które postanowiliśmy podjąć, postanowiliśmy podjąć inną decyzję… Posłuchaj tego ze mną. To pochodzi z umysłu Jezusa. Ćwicz teraz ze mną. Spokojnie… Spójrz ponownie. Spójrz na to ponownie. Dzięki mocy swego umysłu, odkryłeś w tym nowym zgromadzeniu, że skupiłeś swoje pojęcia o sobie na wynikach, które chciałeś urzeczywistnić w swoim umyśle, a więc musiałeś później używać idei o sobie, rozpoznawszy je jako techniki, którymi się posługujesz po to, by uzasadniać nagromadzenie pojęć o tym, kim – jak myślisz – jesteś w swoim pojęciu o sobie.

Dzięki przeobrażeniu twojej jaźni mój zbawiciel Jezus Chrystus staje się dostępny w swym oświeconym umyśle, a teraz również w moim i twoim oświeconym umyśle. Nie jest to niczym innym w twoim pojęciu o sobie, jak wzrostem intensywności innej idei o sobie, która stanie się dla ciebie dostępna, jeżeli uwolnisz się – za pomocą przebaczenia – od postawy obronnej koncepcyjnego umysłu, którą się posługujesz po to, aby nie mieć dostępu do tego jasnego światła. Zaś to jasne światło uwolniło cię na chwilę od konieczności trzymania się tego konfliktu twojej tożsamości w twoim umyśle.

Ci z nas, którzy zajmują się teraz tym ziemskim przedsięwzięciem, zaczynają się nawzajem rozpoznawać poprzez idee z naszego umysłu. Dziękuję ci za to. Tak, widzę, że właśnie ujrzałeś przebłysk światła. To piękne. Przebłysk światła, którym się dzielimy, nie pochodzi z naszych ciał. Mamy powiedzieć dlaczego? Gdy przyszliśmy do tego cyklu czasu, przynieśliśmy ze sobą to pierwotne światło naszego cielesnego sformułowania, lecz zostało ono przyćmione i osłabione ideą, że postrzegane przez nas odzwierciedlenia światła czasoprzestrzeni nie reprezentują całej mocy umysłu, którą właśnie odkryłeś w naszym związku.

Oto jest Jezus. Spójrz na to ze mną, kochany. On się pojawia wszędzie. Spójrz. Jego zupełnie nie obchodzi to, w co wierzysz na temat swojego cielesnego sformułowania. Ja się tu zatrzymałem jedynie po to, by ci to powiedzieć. Bez względu na to, jakiej używam metody – i nie ma to nic wspólnego z tym, jak wyglądam w cielesnej tożsamości – zawsze istnieje inny sposób, w jaki mogę spojrzeć na swoją jaźń, ponieważ rozpoznaję nową wartość miłości, którą odkrywam dzięki rosnącej we mnie i rosnącej w tobie nowej pewności co do tego, kim jestem.

Twoja poprzednia niepewność znika, nieprawdaż? Stajesz się coraz pewniejszy swej całkiem osobistej tożsamości, którą masz w związku z samym sobą. Dobrze jest cię znowu spotkać. Odczuwamy ogromną radość, i to będzie krótkie osobiste interludium, chcę jednak, żebyś wiedział, że idea opowiadania sobie nawzajem historii o dziejących się cudach będzie przepełniona energią światła, którego możesz się teraz trzymać.

Ćwicz to teraz ze mną – rozdawaj to. Dobrze. Najlepszą ideą, jaką możesz sformułować na temat swoich własnych mechanizmów obronnych, jest ich rozdanie, czy też puszczenie. W niektórych historiach, które słyszymy na temat tego filmu, zadziwiające jest to, że niekiedy znajdowałeś się w głębokim konflikcie, i to takim, którego najwyraźniej nie można było rozwiązać, i nagle mówiłeś: „To nie jest tego warte, proszę, zabierz to”. W chwili, w której dokonałeś tego w swoim umyśle, jakaś inna osoba być może powiedziała w swojej nowej definicji siebie: „Zaraz, chwileczkę, spójrzmy na to jeszcze raz. Spójrzmy ponownie na miejsce, w którym się znajdujemy w naszym umyśle. Wydaje się, że nie możemy znaleźć pokoju, radości i szczęścia w tej wymianie idei o sobie, która – jak myśleliśmy – była konieczna, i oto nagle pojawił się zbawiciel”.

W przyjęciu roli arbitra w swoim własnym umyśle tkwi czynnik sukcesu Pojednania. Chrześcijanie, nie ma w tym żadnej tajemnicy. Już się przecież zgodziliśmy co do tego, że robisz to sam sobie. To było bardzo radosne, dziękuję. To było bardzo radosne dzięki idei, że już za chwilę wszyscy będziemy razem, a więc będziemy ćwiczyć ideę tej przemiany umysłu, tej przemiany w świetle, tej przemiany… Oto słyszymy echo. To echo światła. A oto jeszcze jedno. Spójrz na to ze mną. Gdy pojawiliśmy się tutaj jako szczególne świadectwo naszej jaźni, zaczęliśmy podnosić częstotliwość światła. Musi być więc tak – jeśli znajdujesz się w tej cielesnej formie – że nie zacząłeś jeszcze badać siebie na nowo w odniesieniu do idei, co tak naprawdę chcesz widzieć.

Tak naprawdę doświadczasz po prostu w swoim umyśle takiej chwili, w której mówisz: „Musi istnieć coś innego”. Oto jak ja to postrzegam w tej chwili, bo widzę, że niemożliwe jest to, co dzieje się w tym świecie: musi istnieć inna droga, tak abym mógł się posłużyć moją potrzebą – posłuchaj tego ze mną, to ważne – odkrycia powodu, dla którego tu jestem. Wydaje się, że wszelkie powody mojego pobytu w tej cielesnej postaci, wiązały się z tym, że radziłem sobie najlepiej jak potrafiłem w tym cielesnym układzie odniesienia i podążałem szczególną ścieżką między jakimś początkiem i końcem, po to tylko, by umrzeć.

A oto, co się wydarzyło, gdy powrócił Jezus. On stoi tu w nowym świetle, twoim świetle, ofiarując nieustanną przemianę przeszłych i przyszłych ram odniesienia – oto i piękna przemiana – dzięki czemu nagle stoimy tu razem. Pozwolisz mi? Mogę się do tego przyłączyć? W ten sposób tworzy się krąg Pojednania, w którym zaczynam rozpoznawać ciebie. Prostota rozpoznania ciebie zawsze będzie zawarta w prostocie rozpoznania siebie samego, ponieważ ja jestem twoją przyczyną. Jezus przypomina ci, że ty – w tej tożsamości – jesteś przyczyną tego świata, i kiedy przemienisz swój umysł, ten świat się zmieni. Jezus przeczyta ci jedną modlitwę, dobrze?

Gdy zdecydujesz się przemienić swój umysł, to podstawową ideą jest to, abyś zawsze ofiarował Bogu, Duchowi Świętemu, swą świadomość, że wszystkie decyzje, które podejmujesz, nie są tak naprawdę zgodne z tym, jak Bóg cię prowadzi. Miłość Boga do ciebie nie zajmuje się twoją zdolnością decydowania o rezultatach, których chcesz w swoim umyśle. Posłuchaj, posłuchaj tej modlitwy.

Ojcze, wystarczy, abym spojrzał na wszystkie rzeczy, które wydają się mnie ranić, i z całkowitą pewnością stwierdził: „Wolą Boga jest, abym był od tego zbawiony”, i tylko patrzył, jak znikają. Wystarczy, abym pamiętał, że Wolą mego Ojca dla mnie jest jedynie szczęście, a zobaczę, że tylko szczęście przyszło do mnie. I wystarczy, żebym pamiętał, iż Miłość Boga otacza Jego Syna i na zawsze zachowuje jego doskonałą bezgrzeszność, a będę miał pewność, że jestem zbawiony i na zawsze bezpieczny w Jego Ramionach. Jestem Synem, którego On kocha. I jestem zbawiony, ponieważ Bóg w Swym miłosierdziu wyraża taką Wolę.

Ja jestem tym, którego Bóg kocha, ponieważ wyraził On taką Wolę w umyśle nowej energii światła, która pojawia się w naszych umysłach dzięki rozpoznaniu, że idąc za wskazówkami Jezusa, odkrywamy miłość, którą czujemy do siebie nawzajem. Oto bardzo ważny czynnik, którego używaliśmy w związku z ideą pamięci o naszej koncepcyjnej jaźni. Od chwili powrotu Jezusa rozpoznaliśmy i ćwiczyliśmy ideę, że tak naprawdę byliśmy pochłonięci pojęciami tego wszechświata na temat bycia tutaj i egzystowania w tym cyklu, i oto podnieśliśmy częstotliwość idei możliwości rozpoznania siebie, co pozwoliło nam w tym momencie poczuć nagłą radość, właśnie tę radość, tę ideę miłości, która jest w nas. Dziękujemy ci, Jezu. Dziękuję ci za to, kochany.

Wielu z nas czuje teraz nagle świetliste idee – posłuchaj – bez żadnego pozornie racjonalnego powodu. Niektórzy z nas powiedzieli: „Nie mogę tego dłużej znieść”. Niektórzy z nas powiedzieli: „Muszę ćwiczyć”. A w niektórych z nas – słuchasz mnie? – wydarzyło się to bez absolutnie żadnego powodu. Lecz pamiętaj o jednym: ten scenariusz już napisano. Czas, w którym rozpoznasz siebie w pełni i uwolnisz się od idei konfliktu, został już wyznaczony. Jednak to umysł go określa, a nie to, co widzisz na zewnątrz. Jedyne, co z tobą robię wraz ze stojącym tu Jezusem, to podnoszę częstotliwość decyzji, którą możesz podjąć w odniesieniu do tej starej cielesnej formy, którą widzisz. I nagle w samym środku swojej wizji przyjmujesz wiele aspektów wizji siebie, która symbolizuje twoją jaźń, i wyglądasz bardzo pięknie. Musisz jedynie zwrócić się do człowieka obok ciebie, bez względu na to, kim on był, i powiedzieć: „Ojej, skąd się wzięło całe to światło? Skąd ty to bierzesz?”. A on mówi: „Czy to rzeczywiście widać?”. I ty mówisz: „Tak, a jak ty to robisz w swoich koncepcjach?”. A on na to: „Ja tego nie robię. Nagle odkryłem, że tuż obok mnie – w tych ramach czasowych – podąża ten nowy świetlisty układ odniesienia, ponieważ odkryliśmy wskazówki, jakie nam dano, aby odnaleźć cielesną formę Jezusa”. Zaskoczony? On przecież zawsze szedł razem z nami. On zawsze był z nami i będzie z nami aż stąd odejdziemy; będzie z nami podczas tej przemiany naszej jaźni. Posłuchaj. Już nigdy tego nie utracisz. Gdy raz pojawi się to w twoim umyśle, będziesz to niósł ze sobą do końca tej podróży.

Jeszcze raz dziękuję za całą miłość, którą mi dałeś, ponieważ cię kocham, zaś czynniki, dzięki którym spoglądamy na siebie nawzajem, pozwoliły mi powiedzieć ci: „Zrobię dla ciebie wszystko we wszechświecie”. I dosłownie to mam na myśli. Zrobię wszystko, ponieważ zaczynam widzieć, jak nieuniknione jest to, że w tym cyklu czasu są dla mnie dostępne inne miejsce i czas. Bóg bowiem nas kocha, każdego z nas, i możemy powiedzieć razem: „Niech Bóg nas błogosławi, każdego z nas”. I zobaczymy się już za chwilę, ponieważ odszedłeś stąd w błysku światła. Być może już niedługo usłyszysz wezwanie, aby spojrzeć wprost na ideę, że on powrócił do tej sekwencji czasu. Mamy już dość idei ukrzyżowania; i nagle on tu jest, zmartwychwstały, zmartwychwstały w twoim umyśle, zmartwychwstały w twoim umyśle…

Miłość wspaniałą jest
Jedynie dla ciebie

Odcinek I
Ciąg dalszy nastąpi…

Jestem świętym Synem samego Boga – tekst filmu Mastera Teachera

KURS CUDÓW
Najświętszy ze wszystkich punktów na ziemi jest ten,
gdzie odwieczna nienawiść stała się obecną miłością
Nadejście Wielkiego Przebudzenia


Jest to kurs obowiązkowy. Tylko czas, kiedy go podejmiesz, jest dobrowolny. Wolna wola nie oznacza, że możesz ułożyć program. Oznacza tylko, że możesz wybrać to, co chcesz podjąć w danym czasie. Celem tego kursu nie jest uczenie znaczenia miłości, albowiem jest to ponad tym, czego można nauczyć. Jego celem jest jednak usunięcie blokad dla uświadomienia sobie obecności miłości, która jest twoim naturalnym dziedzictwem. Przeciwieństwem miłości jest lęk, lecz to, co jest wszechogarniające, nie może mieć przeciwieństwa.

Temu, co rzeczywiste, nie można zagrozić.
To, co nierzeczywiste, nie istnieje.
W tym leży pokój Boga.

Książka Ćwiczeń Kursu Cudów

Książka Ćwiczeń zmierza do systematycznego wyćwiczenia twego umysłu w innym postrzeganiu wszystkich i wszystkiego na tym świecie. Wykonanie tych ćwiczeń umożliwi osiągnięcie celu tego kursu. Niewytrenowany umysł nie jest w stanie osiągnąć niczego. Przeniesienie efektów treningu w prawdziwym postrzeganiu nie następuje tak, jak przeniesienie efektów nauk tego świata. Jeśli prawdziwe postrzeganie zostało osiągnięte w związku z jakąkolwiek osobą, sytuacją lub wydarzeniem, to pewne jest całkowite przeniesienie takiego postrzegania na wszystko i wszystkich. Pamiętaj, że jedno odstępstwo od prawdziwego postrzegania uniemożliwia doświadczenie go gdziekolwiek. W samej naturze prawdziwego postrzegania leży to, że nie ma ono granic. Jest to przeciwieństwo sposobu, w jaki widzisz teraz.

Jestem świętym Synem samego Boga.
Książka Ćwiczeń, lekcja 191
z Masterem Teacherem

Ciesze się, że podjąłeś decyzję, aby ponownie spojrzeć na wszystko z perspektywy treningu umysłu Kursu Cudów. Tych z was, którzy być może nigdy wcześniej nie widzieli naszych filmów, zapewniam, że jest to jedyny film, jaki musicie zobaczyć w swojej ludzkiej kondycji. Dobrze?

Kurs Cudów jest systematycznym sposobem trenowania twojego polegającego na koncepcjach umysłu, tak aby uświadomił on sobie nowy sposób widzenia, nową tożsamość, która jest dla ciebie dostępna w czasoprzestrzeni. Wiąże się to z prostą ideą, że nie ma tu dla ciebie miejsca. Jest to idea, że poprzez zmartwychwstanie – używamy języka chrześcijańskiego, ponieważ Jezus jest moim zbawicielem… Pokazał mi on w bardzo prosty sposób, że nie jestem stąd. Położył szczególny nacisk na ideę, że powinienem zaprzeczyć temu światu. A jeśli to zrobię, to on pokaże mi nową Jaźń, która jest we mnie. Chcesz się tym ze mną podzielić? Czy boisz się idei, o której mówi ci nasza dzisiejsza lekcja? Oczywiście, że się boisz, ponieważ idea ta mówi o uznaniu przez ciebie zawartej w tobie mocy umysłu – mocy, której się obawiałeś i przed którą się broniłeś ze strachu przed samą ideą mocy.

Ludzki punkt widzenia, że mocy wszechświata należy się bać, jest absurdalny. I dla ciebie również staje się on coraz bardziej absurdalny, ponieważ dzięki przemianie umysłu podejmujesz się funkcji polegającej na uświadomieniu sobie – tak jak powiedziałby Jezus – że cała moc jest ci dana w Niebie i na ziemi.

Co musisz zrobić, by ją odnaleźć? Zrezygnować ze swoich żałosnych środków obrony, które porządkujesz w ciemnej formie i które stoją na straży twojego kolejnego rytuału śmierci.

Ta lekcja powie więc, że jesteś zbawicielem świata i że będziesz musiał przyjąć tę funkcję. I niezależnie od tego, jak bardzo może to być dla ciebie kłopotliwe, niemożliwe jest – jeśli oglądasz ten film w tym czasie i miejscu – żeby nie był to czas i miejsce, gdy to się dokonało. Rozumiesz to?

Tak. To jest ten czas, w którym postanowiłeś uciec z ciągłości następstwa czasowego, która trzymała cię w tym ciele.

Wróćmy na chwilę i przyjrzyjmy się lekcji 190, która mówi, że gdy zrezygnujesz ze swoich środków obrony, zaczniesz odczuwać ów pokój, który wypływa z wnętrza twego serca i łączy się z pewnością Miłości Boga.

Posłuchaj.

Lekcja 190: Wybieram radość Bożą zamiast bólu.

Mój święty bracie, pomyśl o tym przez chwilę: świat, który widzisz, nie czyni nic. Nie przynosi żadnych skutków, a jedynie przedstawia twoje myśli. I zmieni się całkowicie, gdy postanowisz przemienić swój umysł i wybierzesz radość Bożą jako to, czego rzeczywiście pragniesz. Twoja Jaźń promienieje w tej świętej radości, niezmieniona, niezmieniająca się i niezmienna, na wieki wieków. Czy chciałbyś więc odmówić małemu zakątkowi swojego umysłu jego własnego dziedzictwa i zachować go jako szpital dla cierpiących, niezdrowe miejsce, dokąd żywe istoty muszą w końcu przybyć, by umrzeć?

Może się wydawać, że ten świat sprawia ci ból. A jednak świat ten, sam niemający przyczyny, nie ma mocy sprawiania czegokolwiek. Jako skutek, nie może wywoływać skutków. Jako złudzenie, jest tym, czego sobie życzysz. Twoje próżne życzenia reprezentują jego bóle. Twoje dziwaczne pragnienia przynoszą mu złe sny. Twoje myśli o śmierci spowijają go lękiem, podczas gdy twe życzliwe wybaczenie pozwala mu żyć.

Ból to myśl o złu, która przybrała formę, i sprawia spustoszenie w twoim świętym umyśle. Ból to okup, który chętnie zapłaciłeś, by nie być wolnym. W bólu odmawia się Bogu Syna, którego On kocha. W bólu lęk zdaje się triumfować nad miłością, a czas zastępuje wieczność i Niebo. A świat ten staje się okrutnym i bolesnym miejscem, gdzie panuje smutek, a drobne radości ustępują przed atakiem dzikiego bólu, który czeka tylko na to, by poprzez nieszczęście położyć kres wszelkiej radości.

Złóż swą broń i bezbronny przyjdź do cichego miejsca, gdzie niebiański pokój nareszcie zachowuje wszystko w ciszy. Wyrzeknij się wszystkich myśli o niebezpieczeństwie i o lęku. Wyzbądź się wszelkiej agresji. Odłóż okrutny miecz osądu, który trzymasz na swym gardle, i zrezygnuj z miażdżących ataków, za którymi starasz się ukryć swą świętość.

Tu zrozumiesz, że nie ma bólu. Tu radość Boża należy do ciebie. Oto dzień, w którym jest ci dane uzmysłowić sobie lekcję, która zawiera całą moc zbawienia. Oto ona: Posłuchaj. Ból jest złudzeniem, radość jest rzeczywistością. Ból jest tylko snem, radość jest przebudzeniem. Ból jest oszustwem, tylko radość jest prawdziwa.

I tak raz jeszcze dokonujemy jedynego wyboru, jakiego kiedykolwiek można dokonać; wybieramy między złudzeniami a prawdą, bólem a radością lub piekłem a Niebem. Niech wdzięczność dla naszego Nauczyciela wypełni nasze serca, gdyż możemy wybrać naszą radość zamiast bólu, naszą świętość w miejsce grzechu, pokój Boży zamiast sporu i światłość Nieba zamiast ciemności tego świata.

Przyjrzyjmy się razem temu, co jest ci teraz ofiarowane. Spojrzymy na to z perspektywy słownictwa, do którego przywykłeś w swojej opartej na koncepcjach jaźni. Powiedz do mnie: „To jest piekło”.

Tak. Znajdujesz się w piekle. Czy jest to dla ciebie trudne? Rozejrzyj się dokoła. Czy zechciałbyś naprawdę się rozejrzeć i spojrzeć na idee składające się na to, co dzieje się w tej chwili chaosu? Piekło to twoja definicja, nie moja. Piekło jest twoją ideą możliwości bycia oddzielonym od wszystkiego, czym jesteś.

Ja zaś przekazuję ci jedynie pewność co do tego, że w tobie samym musi zawierać się zarówno idea piekła, czyli chaosu, bólu i śmierci, jak i Nieba, które jest radosną świadomością, że nigdy go nie opuściłeś. Zapewniam cię, że nadszedł już czas, abyś się obudził z tego koszmaru ograniczenia. Pokieruję cię więc ku pewności, że wszystko to zawierało się w twoim umyśle.

Być może przez chwilę będę musiał reprezentowac dla ciebie rozwiązanie, lecz pamiętaj o jednym: jestem odzwierciedleniem twojego umysłu. Obrazy, które widzisz na tym świecie, są jedynie odbiciem nagromadzonych przez ciebie myślokształtów. A więc jeśli uważasz się za tożsamość zawartą w tym ciasnym ograniczeniu ciemnej formy, to taki otrzymasz rezultat. Mogę ci jednak pokazać nową ideę, która pojawia się w tobie teraz dzięki naszemu wspólnemu przeobrażeniu w czasie, gdzie rozpoznajesz, że nadszedł czas, abyś się obudził.

Spójrzmy teraz razem na tę lekcję z Kursu, mówiącą o pewności co do tego, że jesteś uzdrowiony i doskonały, jakim zostałeś stworzony. Posłuchaj.

Lekcja 191: Jestem świętym Synem samego Boga.

Oto twoja deklaracja wyzwolenia z więzów tego świata. I tu również wyzwolony jest cały świat. Nie rozumiesz, co uczyniłeś, wyznaczając temu światu rolę więziennego strażnika Syna Bożego. Jaki mógłby on być, jak nie brutalny i pełen lęku, bojący się każdego cienia, karzący i dziki, pozbawiony wszelkiego rozumu, ślepy i obłąkany z nienawiści?

Co uczyniłeś, żeby taki miał być twój świat? Co uczyniłeś, że to właśnie widzisz? Zaprzecz swej Tożsamości, a właśnie to pozostanie. Spoglądasz na chaos i oświadczasz, że jest tobą. Nie ma takiego widoku, który o tym by ci nie zaświadczał. Nie ma takiego dźwięku, który nie mówiłby o słabości w tobie i poza tobą, takiego oddechu, który nie wydawałby się przybliżać cię do śmierci, takiej żywionej przez ciebie nadziei, która nie rozpłynęłaby się we łzach.

Słuchasz?

Zaprzecz swej Tożsamości, a nie unikniesz obłędu, który wzbudził tę dziwaczną, nienaturalną i upiorną myśl, szydzącą ze stworzenia i śmiejącą się z Boga. Zaprzecz swej Tożsamości, a zaatakujesz wszechświat sam, bez przyjaciela, jako drobna cząstka pyłu stojąca naprzeciw legionów twych wrogów. Zaprzecz swej Tożsamości, a będziesz patrzył na zło, grzech i śmierć, widząc jak rozpacz wyrywa z twych palców każdy okruch nadziei, nie pozostawiając ci niczego poza pragnieniem śmierci.

Jednakże czym to jest, jak nie grą, którą uprawiasz, grą, w której można zaprzeczyć Tożsamości? Jesteś takim, jakim stworzył cię Bóg. Wiara w cokolwiek innego poza tym, to szaleństwo. W tej jednej myśli każdy znajduje wolność. W tej jednej prawdzie giną wszystkie złudzenia. W tym jednym fakcie głosi się, że bezgrzeszność jest na zawsze częścią wszystkiego, rdzeniem jego istnienia i gwarancją jego nieśmiertelności.

Już za chwilę będziemy czytać dalej. Chcę jednak, żebyś wraz ze mną szybko zobaczył, że jesteś doskonałym Synem samego Boga. I ważne jest, abyś zrozumiał, że postrzegane na zewnątrz odzwierciedlenia twojego koncepcyjnego umysłu – tak jak właśnie ci przeczytaliśmy – są tak naprawdę twoim zaprzeczeniem twej własnej Jaźni. Rozumiesz to? Ta lekcja mówi, że gdy zaczniesz przyjmować odpowiedzialność za siebie, to niemożlliwe jest, aby świat się nie zmienił. Spojrzysz na to ze mną przez chwilę?

Przyjrzyjmy się słowom mojego zbawiciela Jezusa. W Kazaniu na Górze mówi ci on tak: „Będziesz musiał przebaczyć swojemu nieprzyjacielowi, czy ci się to podoba, czy nie”. A będziesz musiał mu przebaczyć dlatego, że on jest tobą. Twoje zewnętrzne odzwierciedlenia świadczą jedynie o twoim pragnieniu zachowania własnej słabości oraz lęku przed pełnią Miłości Boga.

Przyglądaliśmy się razem Organizacji Narodów Zjednoczonych, do której udaliśmy się z ideą ofiarowania naszej pewności co do tego, że miłość i przebaczenie są niezbędną częścią ponownego odkrycia tego, kim jesteśmy w tej chwili wspólnego doświadczenia pokoju. Ważne jest, żebyś zrozumiał, iż mój dar dla ciebie nie ma nic wspólnego z przebaczaniem dowodom twojego własnego grzechu na zewnątrz ciebie.

Choć z twojego obiektywnego punktu widzenia może być to dla ciebie trudne do przyjęcia, to jeśli jest tam na zewnątrz ktoś, kto rzeczywiście może użyć przeciwko tobie przemocy, a ty wierzysz, że jest to prawdziwe w twoim umyśle, to idea, że mógłbyś mu naprawdę wybaczyć, będzie niezwykle trudna.

Przeglądałem wszystkie twoje książki. Wśród nich należy wymienić teksty Fundacji Templetona – tak, wyślę mu ten film… Idea, że możesz praktykować przebaczenie po to, aby odkryć w sobie pokój Boży, może być bardzo cenna, lecz jeśli upierasz się, by wierzyć, że coś na zewnątrz ciebie wywołuje twój ból, to twoja potrzeba wybaczenia tego wyda ci się niesprawiedliwa.

Masz zatem ideę, że możesz znaleźć sprawiedliwość w ramach twojego obiektywnego utożsamienia, a dopiero potem wybaczyć. Gorzko się mylisz. Chcesz spojrzeć na to ze mną przez chwilę? Wszystkie problemy, których doświadczasz w swoich koncepcyjnych lękach dotyczą jedynie twojego własnego wyobrażenia o sobie. Cóż takiego uczyniłeś?

Zlokalizowałeś źródło problemu czy też żalu, który żywisz, i przestajesz obwiniać swojego brata. Dzięki temu zaczynasz rozumieć, czym naprawdę jest przebaczenie. Przebaczenie nie będzie niczym innym, jak uświadomieniem sobie, że nie możesz dłużej usprawiedliwiać swojego samoograniczenia za pomocą żalu, który żywisz wobec Boga. To zaś może wywołać w tobie ogromny lęk, lecz będziesz musiał na niego spojrzeć ze swojej perspektywy, ponieważ radość, którą zaczniesz odczuwać, uświadomiwszy sobie, jak łatwe jest przebaczenie, gdy spojrzysz na nie z perspektywy wybaczenia jedynie własnym myślom, otworzy dla ciebie całkowicie nowe drzwi do samorealizacji w twoim umyśle.

Nic na zewnątrz ciebie nie może spowodować twojego bólu czy samotności. Nic na zewnątrz ciebie nie może przysporzyć ci cierpienia. Nic na zewnątrz ciebie nie wymaga, abyś trzymał się tej cielesnej formy i ponownie doświadczał sekwencji samotności i śmierci. W tym momencie, w tym czasie postanawiasz przyjąć odpowiedzialność za organizację swojego umysłu i prosisz swoje twórcze Źródło o pomoc w owym przedsięwzięciu. Rezygnujesz ze swoich środków obrony i nic nie może cię zaatakować.

Pamiętaj, że atak i obrona są tak naprawdę jednoczesne, a więc chwila przebaczenia, którą odkryłeś, będzie integralną częścią twojego oświeconego umysłu. I w tym samym momencie przyjmiesz odpowiedzialność za misję zbawienia w tym śnie o śmierci, który staje się teraz snem o życiu.

Poczytajmy teraz dalej tę lekcję, która mówi, że zbawienie zależy całkowicie od ciebie.

Posłuchaj.

Co więc teraz zrobimy? Pozwolimy, aby dzisiejsza idea – idea, że jesteś świętym Synem samego Boga – znalazła miejsce wśród twoich myśli, a wówczas wzniesiesz się wysoko ponad ten świat i wszystkie myśli tego świata, które go więżą. I z tego miejsca bezpieczeństwa, dokąd uciekasz, powrócisz i go uwolnisz. Albowiem ten, kto potrafi uznać swą prawdziwą Tożsamość, jest prawdziwie zbawiony. A jego zbawienie jest darem udzielanym przez niego każdemu, z wdzięczności dla Tego, który wskazał mu drogę do szczęścia, a ona zmieniła całe jego postrzeganie świata. Posłuchaj.

Jedna taka święta myśl i jesteś wolny: Jesteś świętym Synem samego Boga. A wraz z tą świętą myślą poznajesz również, że uwolniłeś świat. Nie ma potrzeby, byś posługiwał się nim okrutnie, a potem widział w nim tę brutalną potrzebę. Uwalniasz go – z czego? – ze swego więzienia.

Nie będziesz już widział druzgocącego obrazu siebie, idącego przez świat w przerażeniu, podczas gdy ten świat skręcałby się w agonii, ponieważ twoje lęki wycisnęły piętno śmierci na jego sercu.

Ciesz się dziś z tego, że tak łatwo niweczy się piekło. Wystarczy byś sobie powiedział:

Jestem świętym Synem samego Boga.
Nie mogę cierpieć, nie mogę doznawać bólu.
Nie mogę ponosić straty ani nie mogę nie wypełnić wszystkiego, o co prosi zbawienie.

I ta myśl całkowicie przemienia wszystko, co widzisz.

Bardzo się cieszę, że widzę, iż przyjąłeś – w tym miejscu i czasie – rozwiązanie, które ci ofiarowuję, ponieważ jedyne rozwiązanie, jakie mógłbyś przyjąć w czasoprzestrzeni, niezależnie od tego, jak je sobie układasz, to właśnie to, które jest ci teraz ofiarowane. Czy widzisz to?

Chodzi w nim o pewność co do subiektywności rzeczywistości. Jest to deklaracja, że będziesz tym, czym myślisz, że jesteś. Rozwiązanie to wyraża idee, które masz na swój temat i ofiaruje ci nieustanną alternatywę, ponieważ twoje różnorodne myślokształty zmieniają się przez cały czas. Jest ono procesem uznawania, że gatunek ludzki, określany jako homo sapiens, doświadcza przemiany i uświadamia sobie w jednej chwili pełnię tego, kim jest.

Chcę, żebyś widział, że przebaczenie jest konieczne, ale wolałbym, abyś nie czynił z przebaczenia jakiegoś koncepcyjnego utożsamienia, ponieważ przebaczenie tym nie jest. Przebaczenie jest nagłym uświadomieniem sobie, kim naprawdę jesteś. Całkiem niedawno zaprezentowaliśmy ideę transformacji gatunku ludzkiego na Milenijnej Konferencji Narodów Zjednoczonych i mimo iż nie mamy żadnej doktryny, zaproszono nas, nauczycieli Bożych do przyłączenia się do ONZ jako organizacja stowarzyszona. Nie obchodzą nas szczegóły charakteryzujące międzynarodową organizację funkcjonującą w tym znikomym świecie. Jedyne, co nas interesuje, to idea, że jest możliwe, aby gatunek ludzki odnalazł prawdę wykraczającą ponad formę pokoju, który oni usiłują odnaleźć. Kochamy ich, sprawiają nam oni radość, i uwielbiamy ideę, że wszyscy razem szukamy tego pokoju.

Poprosili nas, abyśmy przedstawili im pokrótce, co nauczyciele tego Kursu Cudów Dla Wszystkich mają do zaoferowania światu. A więc przeczytam ci za chwilę deklarację misji, którą przedstawiliśmy jako cel naszych działań jako organizacji stowarzyszonej z Narodami Zjednoczonymi.

Posłuchaj.
Oto nasza misja:

Naszym celem jest czynnie uczestniczyć na wszelkie możliwe sposoby w misji Narodów Zjednoczonych tego świata.

Chcemy postulować, pobudzać i wprowadzać w życie nowe wspólne zrozumienie wśród narodów tej Ziemi, że jest możliwe osiągnięcie duchowej świadomości wspólnoty i jedności wszystkich ludzi w oczach Boga. Bez względu na rasę, kolor skóry, wyznanie, płeć czy pochodzenie narodowe, istnieje, istniała i zawsze będzie istnieć w rodzaju ludzkim nieodłączna, wrodzona zdolność zrozumienia i świadomości całkowitego celu naszej egzystencji. Osiągnięcie tego celu jest możliwe dzięki aktom przebaczenia i miłości.

Jesteśmy pewni w naszych sercach i umysłach, że to nowe zrozumienie Prawdziwego Uniwersalnego Związku musi doprowadzić i doprowadzi do światłych i innowacyjnych rozwiązań problemów, z którymi człowiek boryka się od zarania czasu; problemów, które niejednokrotnie odciskały na ludzkości znamię spustoszenia.

A Course in Miracles International
(Kurs Cudów dla Wszystkich)

To była nasza prezentacja. Dziękuję, że pozwoliłeś mi to przeczytać. Nie wiem, czym, waszym zdaniem, są Narody Zjednoczone. Jesteśmy jednak pewni, że ta wspólnota, o której mówimy, choć może nie być oczywista dla odrębnych umysłów polegających na koncepcjach, jest prostą oznaką wspólnego Źródła rzeczywistości.

Ofiaruję ci ideę pewności co do tego, że można to osiągnąć, ponieważ wypływa to z pewności mojego objawienia. Nie podzielamy jednak z tobą idei, że potrzebna jest tu doktryna i że jest konieczne, abyś trzymał się koncepcyjnych idei na temat rozwiązań dla problemu bólu i śmierci. Chcemy, żebyś zobaczył, iż nauczamy indywidualnej przemiany i oświecenia dzięki nowemu zrozumieniu, którego może doświadczyć każda jednostka.

Istotne jest, abyś zrozumiał, że nasz dar nieustannej przemiany, ten trening Kursu Cudów z pewnością nie powstrzymuje cię przed pójściem w świat, a wręcz zachęca cię do tego, żebyś pozostał świadkiem bólu i samotności, które czujesz, znajdując rozwiązania aż do momentu uświadomienia sobie, że w każdej chwili jest dla ciebie dostępna całkowita alternatywa.

Co ma to wspólnego ze światem? Nic. Jest to twoim przyznaniem, że możesz być w tym świecie, ale nie z tego świata. Dlaczego? Ponieważ nie jesteś ze świata. Powiedz do mnie: „Nie jestem stąd”. Tak.

I oto idea, że mógłbyś to przekazać Organizacji Narodów Zjednoczonych, wydawałaby się niemożliwa dla koncepcyjnego utożsamienia, ale my się tym nie przejmujemy. Zajmujemy się jedynie tobą, ponieważ jesteśmy pewni, że wszystko to, co wyraża twoje zrozumienie oraz akt przebaczenia i miłości, które odkrywasz teraz w tym nowym ułożeniu całego kontinuum czasu, nie może nie być podzielane przez wszystkich poszukujących pokoju i uwolnienia od tego przerażającego świata.

A więc co? Twoje odkrycie dotyczące ciebie samego oraz potrzeby pozostawania w ciągłym procesie oświecenia jest właśnie tym, czego doświadczyłeś. Przypominam ci teraz jako nauczyciel Boży – jako ten, który miał to doświadczenie i wciąż je ma – że to jest bardzo indywidualną przemianą w twoim umyśle. W języku chrześcijańskim nazywamy to „ponownymi narodzinami”.

Oto wyłonisz się jako nowy „Ty”, lecz twojego odkrycia nowych świetlnych form otaczającego cię zewsząd szczęścia i radości nie da się oczywiście przekazać światu. Dlaczego? Ponieważ nie osiągnąłeś tego w sposób koncepcyjny. Osiągnąłeś to dzięki chwili uświadomienia sobie w świetle pełni twojego związku z wszechświatem.

W całkiem dosłownym sensie jest to twoją ucieczką z tego małego pudełka czasoprzestrzeni, gdzie wydajesz się zamknięty i szukasz rozwiązań, których najzwyczajniej tam nie ma. Nie ma ich w twoim koncepcyjnym umyśle. Na tym polega twoje przejście z następstwa czasu do chwili pełni rozwiązania.

Będziemy musieli cię opuścić. Zaraz wrócimy i skończymy tę lekcję, która mówi, że w swoim własnym śnie o śmierci przyjąłeś pewność co do snu o życiu, który zmieni wszystko, co kiedykolwiek myślałeś na swój temat, zaś wyłaniająca się w tobie nowa pewność co do tego, kim jesteś, uczyni cię bardzo szczęśliwym.

Pamiętaj, że Bóg idzie z nami, dokądkolwiek idziemy, ponieważ Bóg jest Umysłem, którym myślimy. Niech Bóg nas błogosławi, każdego z nas.

KURS CUDÓW
Jestem świętym Synem samego Boga
Książka Ćwiczeń, Lekcja 191
z Masterem Teacherem

Cieszymy się, że jesteś z nami ponownie. Cieszymy się, że pozostałeś z nami, ponieważ widzimy, że doświadczasz siebie na nowo w świetle. Tak naprawdę widzisz, że nieuniknione jest odwrócenie twojego umysłu od idei, że to miałoby być życie, i odczuwasz wraz ze mną radość, ponieważ odkrywasz w sobie nową zdolność wyrażania tego w sposób bezkompromisowy. A dzieje się tak dlatego, że jesteś pewien, iż jest to w tobie, a nie tam na zewnątrz. Rozumiesz?

„Jestem odpowiedzialny za to, co widzę. Wybieram sytuacje, których chcę, i otrzymuję rezultat swojego myślenia”. Oto czas i miejsce, w których postanowiłeś w swojej świadomości zobaczyć siebie w całkowicie nowym świetle samorealizacji. Poćwiczymy to przez chwilę?

Niech nasze umysły się spotkają. Chciałbyś to zrobić? Faktem jest, że dzielisz się projekcją swojego umysłu i definiujesz ją jako mnie. Dopóki trzymasz się idei, że jestem od ciebie oddzielony, to nieuniknione jest, że będziesz oddzielony od siebie samego. Spróbujemy w tej chwili zaofiarować sobie nawzajem związek, który odkryliśmy w nas samych. Dzięki przyjęciu chwili przemiany będzie on z nas promieniował prawdziwym światłem, którym jesteśmy.

Nasze dotychczasowe spotkania opierały się na projekcjach dawnych utożsamień naszej jaźni i właśnie tak mnie postrzegasz i być może myślisz, że ja cię tak postrzegam. Nieuniknione jest więc, że zaofiaruję ci teraz nagłe przeobrażenie naszych tożsamości w świetle.

Powiedz do mnie: „Znam cię bardzo dobrze”. Tak, znasz mnie bardzo dobrze. Czy zademonstrujemy to przez chwilę?

Powiedz do mnie: „Nie można spotkać kogoś nieznajomego”. Powiedz to.

Wiem, że sądzisz, iż wszystkie rzutowane na zewnątrz obrazy, które cię otaczają, reprezentują utożsamienia umysłu, których nie znasz. To nieprawda. Nie znasz ich tylko dlatego, że nie zgodziłeś się przyjąć tego, kim naprawdę jesteś, a ponieważ nie wierzysz, że tak naprawdę jesteś pełnią twórczego Źródła, to podtrzymujesz – za pomocą projekcji własnego umysłu – błędne wytwory odrębnej tożsamości, które nie mogą nie stać się przyczyną twojego bólu i śmierci. W pewnym sensie wytwarzasz replikę swojej twórczej rzeczywistości, ale ponieważ podtrzymujesz ją za pomocą doczesnej egzystencji w tożsamości, to nie może być ona prawdziwa i nie może się powieść.

Powiedz do mnie: „Jest jeden umysł i dzielimy go z Bogiem”. Tak.

I w tej właśnie chwili przemiany demonstrujemy sobie nawzajem połączenie naszych odrębnych umysłów, co da nam wielką radość i szczęście. Nie jest konieczne, abyś identyfikował koncepcyjną tożsamość, która wydaje się istnieć na zewnątrz ciebie. Tak naprawdę, jeśli spróbujesz połączyć się z nią po uprzednim zidentyfikowaniu jej, to przebaczenie ci się nie powiedzie.

Uświadomienie sobie konieczności przemiany twojego umysłu jest celem tego Kursu i rozpoznajesz to ze mną w tej chwili. Chcesz zrobić ze mną ten krok? To jest ten czas i miejsce, gdy to się wydarzyło. Jeśli oglądasz ten film, to niemożliwe jest, abyś nie usłyszał tego, co ci mówię. Jest to integralną częścią twojego umysłu, tak jak ty jesteś integralną częścią mojego umysłu.

Staniemy przez chwilę razem w pewności, w świetle, i ten świat zniknie. A zniknie on dlatego, że nie chcemy więcej zajmować się pradawnymi jaskiniami bólu i śmierci, które dotąd reprezentowały naszą rzeczywistość. Nowe światło nastało w samym środku tej samorealizacji. Przeczytajmy teraz ponownie fragment lekcji 191 z tego Kursu, który mówi, że to jest ten czas i miejsce, w których przyjąłeś swoją prawdziwą funkcję w tym kontinuum czasu. Możesz więc teraz uciec poza horyzont wydarzeń, z ograniczenia twojego własnego koncepcyjnego umysłu, i podróżować w dal, do wszechświata.

Posłuchaj.

Ciesz się dziś z tego, że tak łatwo niweczy się piekło. Wystarczy byś sobie powiedział:

Jestem świętym Synem samego Boga.
Nie mogę cierpieć, nie mogę doznawać bólu.
Nie mogę ponosić straty ani nie mogę nie wypełnić wszystkiego, o co prosi zbawienie.

I ta myśl całkowicie przemienia wszystko, co widzisz.

Cud rozświetlił wszystkie ciemne i pradawne jaskinie, w których od zarania czasu rozbrzmiewały echa rytuałów śmierci. Albowiem czas wypuścił z uścisku ten świat. Syn Boga przybył w chwale, by wybawić zagubionych, zbawić bezradnych i ofiarować temu światu dar swego wybaczenia. Kto mógłby widzieć świat ciemnym i grzesznym, skoro Syn Boga przybył w końcu ponownie, by go uwolnić?

Chcę, żebyś tego teraz posłuchał.Ty, który widzisz siebie słabym i kruchym, pełnym próżnych nadziei i zdruzgotanych marzeń, urodzonym tylko po to, by umrzeć, płakać i cierpieć ból, posłuchaj tego: Dana ci jest cała moc na ziemi i w Niebie. Nie ma niczego, czego nie możesz dokonać. Bawisz się w grę śmierci, bezradności, żałosnego przywiązania do rozpadu w świecie, który nie okazuje ci miłosierdzia. Gdy jednak ty okażesz mu miłosierdzie, jego miłosierdzie opromieni i ciebie.

Pozwól zatem, by Syn Boga zbudził się ze swego snu i, otwierając swe święte oczy, powrócił znowu, by błogosławić świat, który wytworzył. Świat rozpoczął się w błędzie, ale skończy w odzwierciedleniu świętości Syna Boga. I nie będzie on już spał i śnił o śmierci. A zatem złącz się ze mną dzisiaj. Twoja chwała to światłość, która zbawia świat. Nie powstrzymuj już zbawienia. Rozejrzyj się po świecie i zobacz w nim cierpienie. Czy twoje serce nie pragnie ofiarować odpoczynku swym znużonym braciom?

Posłuchaj.

Oni muszą czekać na twoje wyzwolenie. Pozostają w łańcuchach, dopóki ty nie będziesz wolny. Nie mogą zobaczyć miłosierdzia świata, dopóki ty nie znajdziesz go w sobie. Cierpią ból, dopóki nie wyrzekniesz się jego władzy nad sobą. Słuchasz?

Umierają tak długo, aż uznasz swe własne życie wieczne. Jesteś świętym Synem samego Boga. Pamiętaj o tym, a cały świat będzie wolny. Pamiętaj o tym, a ziemia i Niebo będą jednym.

Chciałem dać sobie chwilę wytchnienia po przeczytaniu tej lekcji, ponieważ nagle uświadomiłem sobie jej doniosłość. Idea, że byłoby możliwe, abyś podczas tego filmu – w twej koncepcyjnej, elektronicznej formie cielesnej – uświadomił sobie nagle tę nową pełną światła myśl, która cię teraz otacza, daje Niebu wiele radości. Idea, że się na chwilę zgubiłeś, że straciłeś łączność w swoich myślokształtach, jest prostą przyczyną, którą musisz rozpoznać, po to abyś mógł się od niej uwolnić.

Spójrzmy na to razem przez chwilę. Pamiętasz film, który właśnie obejrzeliśmy? Ponieważ uporządkowałeś swą egzystencję w koncepcyjnym związku czasowym, to niemożliwe jest, abyś doświadczył chwili „tu i teraz”, która jest ci ofiarowana w tym momencie.

I teraz uznasz ze mną w koncepcyjny sposób, że każda idea, którą masz na swój temat, jest zawarta w twoim umyśle, i tak naprawdę już się skończyła i przeminęła. W każdej chwili jedynie przedstawiasz to, co chwilę wcześniej było częścią twojego umysłu. A zachowujesz to dlatego, że rzutujesz to z własnego „czasu przeszłego” w potencjalną przyszłość, mimo że ona już minęła. W ten sposób nie masz dostępu do chwili obecnej, która jest jedynym czasem, jaki jest.

Chcesz to ze mną poćwiczyć? Powiedz do mnie: „To jest jedyny czas, jaki jest”. Tak. Ćwiczyliśmy już to, prawda? Nie ma jakiegoś innego czasu. Cokolwiek przyniosłeś do tego skupiska ciągłości czasu, jest to tak naprawdę jedynym czasem, jaki jest. Jeśli możesz przyjąć to ode mnie w sposób koncepcyjny, to możesz też przyjąć ideę, że właśnie teraz podjęliśmy decyzję, by powrócić do Królestwa Bożego, ponieważ to jest ten czas i miejsce, w którym ją podjęliśmy. W porządku?

Oglądasz to teraz. Zacząłeś praktykę przemiany swojego myślenia o tym, czym jesteś. Stosujesz tę praktykę we wszystkich czynnościach, jakich się podejmujesz w tym znikomym miejscu w czasoprzestrzeni, i nagle zaczynasz doświadczać światła zrozumienia i dojrzewasz w swoim umyśle. Rodzisz się na nowo w tym czasie i miejscu.

To nieprawda, że jesteś tą znikomą formą, którą – jak wierzysz – jest ta Ziemia, wśród miliardów gwiazd, które składają się na tę galaktykę, oraz miliardów galaktyk, które wydają się być gdzieś tam w elektromagnetycznej energii światła, i że w jakiś sposób kierujesz się iluzorycznym pojęciem o bardzo ograniczonych skojarzeniach światła, utożsamiając się w tym złudzeniu. Zapewniam cię w tym czasie i miejscu, że czas trwał tylko chwilę w twoim umyśle bez żadnego wpływu na pewność wiecznej stwarzającej rzeczywistości, która cię otacza.

Pozostawimy cię z bardzo ważnym przesłaniem na końcu tego utożsamienia, ponieważ zacząłeś uznawać swoją odpowiedzialność za to, czym ten świat wydaje się dla ciebie być. I za każdym razem, gdy czujesz teraz konflikt w swojej koncepcyjnej formie, twoja praktyka pokaże ci, jak go na chwilę uwolnić, tak abyś mógł żyć chwilą przemiany, zamiast wyrażać potrzebę podtrzymywania konfliktu i trzymania się żalu z powodu twojej niezdolności rozwiązania problemu. Na tym właśnie polegała praktyka tej Książki Ćwiczeń.

Przeczytajmy razem z Tekstu, jak czas rzeczywiście na ciebie wpływa i jak możesz od niego uciec.

Posłuchaj.

A więc zastąpiono cię. Tym jest zmartwychwstanie Jezusa.

Rozdział 26: Przejście

Bóg dał Swojego Nauczyciela, by zastąpił tego, którego ty wytwarzasz, nie zaś, aby się z nim ścierał. I to, co On miałby zastąpić, zostało zastąpione. Czas trwał tylko chwilę w twoim umyśle i nie miał żadnego wpływu na wieczność. Tak więc czas przeminął i wszystko jest dokładnie takie, jakie było, zanim powstała droga do nicości. Drobne tyknięcie czasu, w którym popełniono pierwszy błąd oraz wszystkie błędy w tym jednym błędzie, zawierało w sobie także Korektę dla tego jednego błędu i dla wszystkich innych, które powstały w tym pierwszym. I w tej samej chwili czas odszedł, ponieważ to było wszystkim, czym czas kiedykolwiek był. To, na co Bóg dał odpowiedź, otrzymało odpowiedź i odeszło.

Posłuchaj.

Ciebie, który wciąż wierzysz, że żyjesz w czasie, i nie wiesz, że ten już przeminął, Duch Święty nadal prowadzi poprzez nieskończenie mały i bezsensowny labirynt, który wciąż postrzegasz w czasie, chociaż czasu nie ma już od dawna. Myślisz, że żyjesz w tym, co jest przeszłością. Każdą rzecz, na którą patrzysz, widziałeś już ledwie przez chwilę, dawno temu, zanim jej nierealność ustąpiła wobec prawdy. Ani jedno złudzenie nie pozostaje bez odpowiedzi w twoim umyśle. Niepewność została sprowadzona do pewności tak dawno temu, że w istocie trudno jest trzymać ją w swoim sercu tak, jakby była ciągle jeszcze przed tobą.

I właśnie to jest ci ofiarowane. Wróciliśmy tu na chwilę. Większość z was rzeczywiście rozumie, że robicie to samo wciąż na nowo i na nowo. Frustracja, którą czujecie jako ludzie, nie jest niczym innym jak przekonaniem, że powielacie złudzenie waszej koncepcyjnej formy.

Wrócimy i poczytamy jeszcze trochę z Tekstu, lecz chcę, abyś poczuł radość z powodu idei, że niezależnie od tego, co widzisz tam na zewnątrz, to już i tak minęło. Frustracja zaś, którą czujesz, poszukując jakiejś formy rzeczywistości, jest powodem, dla którego przyszedłeś do mnie, ponieważ zapewniam cię, że dopóki będziesz chciał wciąż odtwarzać tę pojedynczą chwilę, dopóty będziesz to czynił. Ja zaś skracam dla ciebie czas.

Czas jest całkowicie względny dla twojej tożsamości zawartej w czasoprzestrzeni. Spójrz na to ze mną… Pamiętasz film, na którym powiedzieliśmy, że cała twoja ludzka egzystencja trwała jedynie sześć minut, a odpoczynku zaznałeś w siódmej? Jeśli to prawda, to do końca tego filmu zużyjesz cały czas dostępny twojej opartej na koncepcjach jaźni.

A zatem jeśli pójdziesz w świat, to poniesiesz ze sobą to nowe światło i pewność. Wejdziesz w teraźniejszość i nie będziesz musiał się bronić wśród żalów, które wciąż żywisz w związku z ideą, że mógłbyś być oddzielony od Boga.

Posłuchaj ze mną jeszcze raz.

Rozdział 26: Przejście

Czy Bóg pozwoliłby, aby Jego Syn zabłądził na drodze, która od dawna jest wspomnieniem minionego czasu? Ten kurs nauczy cię jedynie tego, co jest teraz. Ta okropna chwila w odległej przeszłości, teraz doskonale naprawiona, nie jest ważna ani cenna. Zapomnij w spokoju to, co umarło i przeminęło. Zmartwychwstanie nastało, aby zająć jego miejsce. A ty jesteś teraz częścią zmartwychwstania, a nie śmierci.

Żadne przeszłe złudzenia nie mają mocy, by cię zatrzymać w miejscu śmierci – w grobowcu, do którego Syn Boży wstąpił na chwilę, po to by natychmiast znaleźć się ponownie w doskonałej Miłości swego Ojca. I jakże może pozostać skuty łańcuchami, które już dawno usunięto i które zniknęły na zawsze z jego umysłu?

Posłuchaj.

Syn, którego Bóg stworzył, jest tak wolny, jakim go Bóg stworzył. Urodził się on na nowo w chwili, w której postanowił umrzeć zamiast żyć. I czyż nie wybaczysz mu teraz błędu popełnionego przezeń w przeszłości, którego Bóg nie pamięta i którego nie ma?

Posłuchaj.

Wahasz się teraz między przeszłością a teraźniejszością. Czasem przeszłość wydaje się tak prawdziwa, jakby była teraźniejszością. Słyszysz głosy z przeszłości, a następnie podajesz je w wątpliwość. Jesteś jak ten, kto ma wciąż halucynacje, lecz nie do końca wierzy w to, co widzi. Jest to pogranicze między światami, pomost między przeszłością a teraźniejszością. Pozostaje tu wciąż cień przeszłości, ale jest już, choć niewyraźnie, rozpoznawane teraźniejsze światło. Gdy je raz zobaczysz, nie będziesz mógł go nigdy zapomnieć.

Musi cię ono wyprowadzić z przeszłości w teraźniejszość, gdzie się naprawdę znajdujesz. Głosy cieni, które słyszysz, nie zmieniają praw czasu ani wieczności. Pochodzą one z tego, co już przeminęło i nie przeszkadzają prawdziwemu istnieniu tego, co jest tu i teraz. Prawdziwy świat jest drugą częścią halucynacji, że czas i śmierć są rzeczywiste i że można postrzegać ich istnienie. Zaprzeczenie temu strasznemu złudzeniu zajęło tyle samo czasu, ile Bóg potrzebował, aby raz na zawsze i na każdą okoliczność dać Swą Odpowiedź na złudzenia. A potem już ich nie było, by można ich było doświadczać.

Posłuchaj.

Każdego dnia i w każdej minucie każdego dnia, i w każdej chwili, którą zawiera w sobie każda minuta, przeżywasz jedynie na nowo tę pojedynczą chwilę, kiedy czas przerażenia zajął miejsce miłości. A więc co? Umierasz każdego dnia, by znowu żyć, dopóki nie przekroczysz luki pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, która wcale nie jest luką.

Takie jest twoje życie: pozorny odstęp od narodzin do śmierci i dalej, znowu do życia, powtarzanie chwili dawno minionej, która nie może być przeżyta na nowo. A cały czas jest tylko szalonym przekonaniem, że to, co się skończyło, jest wciąż tu i teraz.

Przebacz przeszłości i pozwól jej odejść, bo ona już odeszła. Nie stoisz dłużej na gruncie, który leży pomiędzy światami. Poszedłeś dalej i dotarłeś do świata, który leży u bram Nieba. Nie ma żadnej przeszkody dla Woli Boga ani też potrzeby, byś znów powtarzał podróż, która już dawno się skończyła. Spójrz łagodnie na swego brata i ujrzyj świat, w którym postrzeganie twojej nienawiści zostało przekształcone w świat miłości.

W Królestwie panuje wielka radość z powodu twojej akceptacji idei, że cała ciągłość czasu rozgrywa się tu i teraz, wyrażając naukową pewność co do możliwości doświadczenia kwantowej chwili.

Podzielisz się tym ze mną? Oto myśl, że jesteś przepełniony ideami. Masz różnego rodzaju koncepcyjne myśli na temat form, które znajdują się na zewnątrz i podtrzymują twoje oddzielenie od pojedynczej akceptacji twojej pełni. Wielu z was doświadcza teraz tej pełni swojej własnej rzeczywistości i nie ma wątpliwości, że jest to faktycznie kwantowa chwila. Idea, że możesz zmierzyć kwantową chwilę, jest prawdziwa tylko w takim znaczeniu, że próbujesz ją zaobserwować.

Spróbuję to zrobić z tobą. Pokażę ci, jak szybko możesz uciec z czasu. Jeśli czas jest wynalazkiem twojej własnej świadomości, to zawiera on wszystkie twoje wspomnienia obejmujące właściwości świetlnej formy, z której zbudowane jest to ciało. Jeśli rozpatrzysz wraz ze mną ideę, że twoje ciało jest tak naprawdę nagromadzeniem świetlnej formy, która doświadcza nieustannej zmiany w swoim doświadczeniu i ocenie samej siebie, to będziesz w stanie zrozumieć, że gdy przemienisz swój umysł, to idea samej możliwości natychmiastowego nowego związku w formie, jest możliwa. Właśnie na tym polega proces uzdrawiania, który praktykujemy jako nauczyciele Boży.

Spójrz na mnie. Jeśli na to pozwolisz, to dokona się w tobie – jako obserwatorze – bardzo cenne, dramatyczne uzdrowienie. Cierpisz z powodu tej idei bólu, idei samotności, straty i śmierci, które nadały temu rakowi rzeczywistość. I przyjął on formę w twoim umyśle, od której nie możesz uciec, ponieważ jest ona porównaniem idei choroby z ideą zdrowia. Ja zaś pokazuję ci chwilę pełni twojej rzeczywistości, w której nie będziesz czuł potrzeby cierpienia z powodu konsekwencji tamtej choroby.

Nasze umysły razem, jak powiedziałby Jezus w swoim procesie uzdrowienia… Pamiętasz uzdrowienie, którego dokonał mój zbawiciel? On ci mówi, że możesz uzdrawiać chorych i wskrzeszać umarłych. Idea uzdrowienia w naszych umysłach zawsze wiąże się z pewnością co do tego, żebyś poszedł i nie grzeszył więcej. Jest ona świadectwem, że idea twojego oddzielenia była tym samym, co choroba.

To oświecenie nagle dało ci pewność co do twojej pełni i ono rzeczywiście cię uzdrowi, ponieważ już to uczyniło. I pokazało ci uzdrowioną, na nowo uformowaną, czyli – jakbyś to określił – zmartwychwstałą cielesną formę. I właśnie tym jest ten dar. I w chwili, w której zaczynasz tego doświadczać, co takiego robisz? Przyjmujesz odpowiedzialność za formy, które wydają się znajdować na zewnątrz ciebie. Uświadamiasz sobie, że ich zbawienie zależy od ciebie, skoro są one wytworami twojej własnej potrzeby chorowania i umierania.

Nie pozwolę ci utożsamiać się ze mną w tej chorobie i bólu, które definiują cię jako człowieka, ponieważ wiem, że nie jest to prawdą. Wiem, że jesteś doskonały i uzdrowiony, jakim zostałeś stworzony. Mój umysł pokazał mi, za sprawą tego zmartwychwstałego umysłu, całkowitą alternatywę, która jest z nami obecna w tym momencie, i którą można określić jako powrót do Nieba, jako pewność, że czas – ta idea utraty łączności – trwał tylko tę jedną chwilę, i oto w nagłym błysku światła, którego doświadczamy, wrócimy razem do Nieba.

Rozumiem, że uznałeś już bezkompromisową potrzebę zadeklarowania swojej doskonałości. Doceniamy cię bardzo za to, że przyjąłeś tę nową formę, która pokaże chaosowi pewność miłości dzięki przebaczeniu, które odkryliśmy w naszym wzajemnym związku. I te chwile, które dzielimy teraz razem, są snem o życiu, a nie snem o śmierci.

Pamiętaj, że Bóg idzie z nami, dokądkolwiek idziemy. Zaś Umysł, który podzielamy w tej chwili radości i szczęścia, ta ekstaza wynikająca z uświadomienia sobie owej transformacji, były z nami od początku czasu. A więc możemy powiedzieć razem, po pierwsze: „mam nadzieję, że cię zobaczę ponownie”. To, co dzieje się w tym świecie, sprawia, że miliony z was uznają to jako część siebie, tak że możemy powiedzieć razem: „Niech Bóg nas błogosławi, każdego z nas”.