Wprowadzenie do treningu umysłu

Teoretyczna baza, której dostarcza Tekst, jest konieczna jako rama, która nadaje znaczenie ćwiczeniom w tej Książce ćwiczeń. Jednakże dopiero wykonanie tych ćwiczeń umożliwi osiągnięcie celu tego kursu. Niewytrenowany umysł nie jest w stanie osiągnąć niczego. Celem tej Książki ćwiczeń jest wyćwiczenie twego umysłu tak, by myślał według zasad przedstawionych w Tekście.

Ćwiczenia są bardzo proste. Nie wymagają wiele czasu i nie jest ważne, gdzie je wykonujesz. Nie wymagają one przygotowania. Okres treningowy to jeden rok. Ćwiczenia są ponumerowane od 1 do 365. Nie podejmuj się wykonywania więcej niż jednego zestawu ćwiczeń dziennie.

Książka ćwiczeń jest podzielona na dwie główne części: pierwsza dotyczy usunięcia sposobu, w jaki teraz widzisz, a druga przyswojenia prawdziwego postrzegania. Z wyjątkiem okresów powtórzeń, ćwiczenia na każdy dzień są rozplanowane wokół jednej głównej idei, która jest podana na wstępie. Po niej następuje opis określonych procedur, przy pomocy których idea na dany dzień ma być stosowana.

Celem tej Książki ćwiczeń jest wyćwiczenie twego umysłu w systematyczny sposób w innym postrzeganiu wszystkich i wszystkiego na tym świecie. Ćwiczenia są zaplanowane tak, by pomóc ci w uogólnieniu lekcji, abyś zrozumiał, że każda z nich może być stosowana w równym stopniu do wszystkich i wszystkiego, co widzisz.

Przeniesienie efektów treningu w prawdziwym postrzeganiu nie następuje tak jak przeniesienie efektów nauk tego świata. Jeżeli prawdziwe postrzeganie zostało osiągnięte w związku z jakąkolwiek osobą, sytuacją lub wydarzeniem, to pewne jest całkowite przeniesienie na wszystko i wszystkich. Z drugiej strony jeden wyjątek wyłączony z prawdziwego postrzegania sprawia, że jego osiągnięcia nie są nigdzie możliwe.

Jedyne ogólne zasady, których należy przestrzegać w ciągu całego treningu, są następujące: Po pierwsze ćwiczenia powinny być przeprowadzane z dużą dokładnością, tak jak będzie to zalecone. To pomoże ci w uogólnieniu danych idei wobec każdej sytuacji, w której się znajdziesz, oraz wobec wszystkich i wszystkiego w jej ramach. Po drugie upewnij się, byś nie decydował sam z siebie, że istnieją pewne osoby, sytuacje lub rzeczy, do których idee te nie mają zastosowania. To zakłóci przeniesienie efektów treningu. W samej naturze prawdziwego postrzegania leży to, że nie ma ono granic. Jest to przeciwieństwo sposobu, w jaki widzisz teraz.

Ogólnym celem tych ćwiczeń jest zwiększenie twojej umiejętności rozszerzania idei, które będziesz praktykował, tak aby obejmowały one wszystko. Nie będzie to wymagało od ciebie żadnego wysiłku. Ćwiczenia same w sobie spełniają warunki konieczne dla tego rodzaju przeniesienia.

Niektóre z idei przedstawione w tej Książce ćwiczeń uznasz za trudne do uwierzenia, inne zaś mogą ci się wydawać dość zaskakujące. To nie ma znaczenia. Jesteś proszony wyłącznie o zastosowanie tych idei zgodnie ze wskazówkami. Nie jesteś bynajmniej proszony o ich ocenę. Jesteś proszony tylko o ich użycie. To właśnie ich użycie sprawi, że nabiorą one dla ciebie znaczenia, i pokaże ci, że są prawdziwe.

Pamiętaj o jednym: nie musisz wierzyć w te idee, nie musisz ich akceptować i nie musisz ich nawet przyjmować z radością. Niektórym z nich, być może, będziesz stawiał aktywny opór. Nic z tego nie będzie miało znaczenia ani nie zmniejszy ich skuteczności. Ale nie pozwól sobie na robienie wyjątków w stosowaniu idei zawartych w Książce ćwiczeń i niezależnie od twoich reakcji na te idee, używaj ich. Nic ponadto nie jest wymagane. (Kurs Cudów, Wprowadzenie do Książki Ćwiczeń)

Aby słuchać lekcji bez komentarza, kliknij TUTAJ.

Kursu Cudów – Rozdział 1

Tekst

Rozdział 1

ZNACZENIE CUDÓW

I. Zasady cudów

  1. Nie ma hierarchii trudności w cudach. Jeden nie jest „trudniejszy” czy „większy” niż inny. Wszystkie są takie same. Wszystkie przejawy miłości są maksymalne.
  2. Cuda jako takie nie mają znaczenia. Jedyne, co ma znaczenie, to ich Źródło, które jest daleko ponad wszelką oceną.
  3. Cuda dzieją się w sposób naturalny jako przejawy miłości. Rzeczywistym cudem jest miłość, która je inspiruje. W tym sensie wszystko, co pochodzi z miłości, jest cudem.
  4. Wszelkie cuda oznaczają życie, a Dawcą życia jest Bóg. Jego Głos pokieruje tobą bardzo szczegółowo. Będzie ci powiedziane wszystko, co potrzebujesz wiedzieć.
  5. Cuda są nawykiem i powinny być mimowolne. Nie powinny być świadomie kontrolowane. Świadomie wybrane cuda mogą być źle ukierunkowane.
  6. Cuda są czymś naturalnym. Gdy nie występują, to coś jest nie w porządku.
  7. Cuda są prawem każdego, lecz najpierw konieczne jest oczyszczenie.
  8. Cuda uzdrawiają, ponieważ uzupełniają braki; dokonują ich ci, którzy chwilowo mają więcej, dla tych, którzy chwilowo mają mniej.
  9. Cuda są rodzajem wymiany. Podobnie jak wszystkie przejawy miłości, które są zawsze cudowne w prawdziwym tego słowa znaczeniu, wymiana ta odwraca prawa fizyczne. Cuda przysparzają więcej miłości zarówno dającemu, jak i biorącemu.
  10. Wykorzystanie cudów jako widowiska w celu wzbudzenia wiary to niezrozumienie ich celu.
  11. Modlitwa jest nośnikiem cudów. Jest ona środkiem porozumiewania się stworzenia ze Stwórcą. Poprzez modlitwę miłość jest otrzymywana, zaś poprzez cuda miłość jest wyrażana.
  12. Cuda są myślami. Myśli mogą reprezentować niższy, czyli cielesny poziom doświadczenia, albo wyższy, czyli duchowy poziom doświadczenia. Pierwszy wytwarza to, co fizyczne, a drugi stwarza to, co duchowe.
  13. Cuda są zarówno początkiem, jak i końcem, a więc odwracają one porządek czasowy. Są one zawsze afirmacjami odrodzenia, które wydają się sięgać wstecz, lecz w rzeczywistości wiodą naprzód. Cuda niweczą przeszłość w teraźniejszości i w ten sposób wyzwalają przyszłość.
  14. Cuda dają świadectwo prawdzie. Są przekonujące, ponieważ powstają z przekonania. Bez przekonania wyrodnieją do magii, która jest bezrozumna i dlatego destrukcyjna, a ściślej mówiąc, jest nietwórczym użyciem umysłu.
  15. Każdy dzień powinien być poświęcony cudom. Celem czasu jest umożliwić ci nauczenie się, jak używać czasu w sposób konstruktywny. Jest on zatem narzędziem nauczania oraz środkiem do celu. Czas ustanie, gdy nie będzie więcej użyteczny w ułatwianiu nauki.
  16. Cuda są narzędziem nauczania mającym zademonstrować, że dawanie jest tak samo błogosławione jak otrzymywanie. Zwiększają one jednocześnie siłę dającego, jak i dostarczają siły biorącemu.
  17. Cuda wykraczają poza ciało. Są one nagłymi przeskokami w niewidzialność, z dala od poziomu cielesnego. Dlatego właśnie uzdrawiają.
  18. Cud jest służbą. Jest on maksymalną przysługą, jaką możesz wyświadczyć komuś innemu. Jest on sposobem kochania bliźniego swego jak siebie samego. Rozpoznajesz wartość swoją i swego bliźniego równocześnie.
  19. Cuda jednoczą umysły w Bogu. Zależą one od współpracy, ponieważ Synostwo jest sumą wszystkiego, co Bóg stworzył. Cuda są zatem odzwierciedleniem praw wieczności, a nie czasu.
  20. Cuda budzą na nowo świadomość, że to duch, a nie ciało, jest ołtarzem prawdy. Jest to rozpoznanie, które prowadzi do uzdrawiającej mocy cudu.
  21. Cuda są naturalnymi oznakami przebaczenia. Dzięki cudom akceptujesz Boże przebaczenie poprzez rozszerzanie go na innych.
  22. Cuda są kojarzone z lękiem tylko z powodu wiary, że ciemność może coś ukryć. Wierzysz, że nie istnieje to, czego twoje fizyczne oczy nie mogą zobaczyć. To prowadzi do zaprzeczenia istnieniu duchowego widzenia.
  23. Cuda porządkują na nowo postrzeganie i ustawiają wszystkie poziomy w prawdziwej perspektywie. To uzdrawia, ponieważ choroba powstaje z pomieszania poziomów.
  24. Cuda umożliwiają ci uzdrawianie chorych i wskrzeszanie umarłych, ponieważ to ty sam wytworzyłeś chorobę i śmierć, a zatem możesz zlikwidować je obie. Ty jesteś cudem zdolnym do stwarzania na podobieństwo swego Stwórcy. Wszystko inne jest tylko twoim własnym koszmarem sennym i nie istnieje. Tylko stworzenia światła są rzeczywiste.
  25. Cuda są częścią sprzężonego łańcucha przebaczenia, które dopełniwszy się, jest Pojednaniem. Pojednanie działa przez cały czas i we wszystkich wymiarach czasu.
  26. Cuda reprezentują wolność od lęku. „Pojednać” oznacza „wymazać”. Zasadnicza wartość cudów w Pojednaniu polega na wymazaniu lęku.
  27. Cud jest uniwersalnym błogosławieństwem od Boga przeze mnie dla wszystkich moich braci. Przebaczać jest przywilejem tego, komu zostało przebaczone.
  28. Cuda są sposobem osiągnięcia uwolnienia od lęku. Objawienie wywołuje stan, w którym lęk został już zlikwidowany. Cuda są więc środkiem, a objawienie celem.
  29. Cuda wychwalają Boga poprzez ciebie. Wychwalają Go przez oddawanie czci Jego stworzeniom, potwierdzając ich doskonałość. Uzdrawiają, ponieważ zaprzeczają utożsamieniu z ciałem, a potwierdzają utożsamienie z duchem.
  30. Dzięki uznaniu istnienia ducha cuda regulują poziomy postrzegania i pokazują je we właściwym uszeregowaniu. Umieszcza to ducha w centrum, gdzie może on komunikować się bezpośrednio.
  31. Cuda powinny pobudzać do wdzięczności, a nie respektu. Powinieneś dziękować Bogu za to, czym naprawdę jesteś. Boże dzieci są święte, a cud oddaje cześć ich świętości, która może zostać ukryta, ale nigdy utracona.
  32. Ja inspiruję wszystkie cuda, które są tak naprawdę wstawiennictwem. Wstawiają się one za twoją świętością i czynią świętym to, co postrzegasz. Umieszczając cię ponad prawami fizycznymi, wznoszą cię do sfery porządku niebieskiego. W tym porządku jesteś doskonały.
  33. Cuda oddają ci cześć, ponieważ jesteś godny miłości. Rozpraszają one złudzenia o tobie i postrzegają w tobie światło. W ten sposób wymazują twoje błędy przez uwolnienie cię od twoich koszmarów. Poprzez wyzwolenie twojego umysłu z więzienia twoich złudzeń przywracają cię do zdrowia.
  34. Cuda przywracają umysłowi jego pełnię. Wymazując wszelkie braki, ustanawiają doskonałą ochronę. Siła ducha nie pozostawia miejsca na nieproszone ingerencje.
  35. Cuda są przejawami miłości, ale mogą nie zawsze mieć zauważalne skutki.
  36. Cuda są przykładami właściwego myślenia synchronizując to, co postrzegasz, z prawdą taką, jak ją stworzył Bóg.
  37. Cud jest korektą wprowadzoną przeze mnie do fałszywego myślenia. Działa jako katalizator, przerywając błędne postrzeganie i porządkując je na nowo we właściwy sposób. To poddaje cię działaniu zasady Pojednania, gdzie postrzeganie zostaje uzdrowione. Dopóki zaś to nie nastąpi, wiedza o Boskim Porządku jest rzeczą niemożliwą.
  38. Mechanizmem cudów jest Duch Święty. Rozpoznaje On zarówno Boże stworzenia, jak i twoje złudzenia. Oddziela On prawdę od fałszu dzięki swej zdolności, by postrzegać w sposób całościowy, a nie selektywny.
  39. Cud rozwiewa błąd, ponieważ Duch Święty uznaje błąd za fałszywy, czyli nierzeczywisty. Jest to identyczne z powiedzeniem, że poprzez postrzeganie światła ciemność znika automatycznie.
  40. Cud uznaje każdego za brata twojego oraz mojego. Jest to sposób postrzegania uniwersalnego piętna Boga.
  41. Pełnia jest percepcyjną treścią cudów. Tak więc korygują one, czyli usuwają błędność postrzegania braku.
  42. Poważną zasługą cudów jest ich siła w uwalnianiu ciebie od twojego fałszywego poczucia izolacji, pozbawienia czegoś oraz braku.
  43. Cuda powstają z cudownego stanu umysłu, czyli ze stanu gotowości na cuda.
  44. Cud jest przejawem wewnętrznej świadomości Chrystusa i akceptacją Jego Pojednania.
  45. Cud nigdy nie jest stracony. Może on dotknąć wielu ludzi, których nawet nie spotkałeś, oraz wywołać nieprawdopodobne zmiany w sytuacjach, których nie jesteś nawet świadomy.
  46. Duch Święty jest najwyższym pośrednikiem w porozumiewaniu się. Cuda nie wymagają tego typu porozumiewania się, ponieważ są tymczasowymi środkami porozumiewania. Kiedy powracasz do swej pierwotnej formy porozumiewania się z Bogiem poprzez bezpośrednie objawienie, potrzeba cudów przemija.
  47. Cud jest narzędziem uczenia się, które zmniejsza potrzebę czasu. Ustanawia on ponadwzorcowy odstęp w czasie, który nie podlega zwykłym prawom czasu. W tym sensie jest on bezczasowy.
  48. Cud jest jedynym środkiem kontrolowania czasu do twojej natychmiastowej dyspozycji. Tylko objawienie wykracza poza czas, nie mając w ogóle nic wspólnego z czasem.
  49. Cud nie czyni żadnej różnicy między stopniami niewłaściwego postrzegania. Jest on narzędziem do korekty postrzegania, skutecznym całkiem niezależnie od stopnia, jak i od kierunku błędu. Na tym polega jego prawdziwa niewybiórczość.
  50. Cud porównuje to, co ty wytworzyłeś, ze stwarzaniem, uznając za prawdziwe to, co jest z nim zgodne, a odrzucając jako fałszywe to, co jest z nim niezgodne.
 II. Objawienie, czas i cuda

Objawienie wywołuje całkowite, lecz tylko tymczasowe zawieszenie wątpliwości oraz lęku. Odzwierciedla ono pierwotną formę komunikacji między Bogiem a Jego stworzeniami, która wiąże się z niezwykle osobistym poczuciem stwarzania, jakiego czasami poszukuje się w związkach fizycznych. Poprzez bliskość fizyczną nie można tego osiągnąć. Cuda jednak mają charakter prawdziwie interpersonalny i prowadzą w rezultacie do autentycznej bliskości z innymi. Objawienie jednoczy cię bezpośrednio z Bogiem. Cuda jednoczą cię bezpośrednio z twoim bratem. Ani jedno, ani drugie nie wypływa ze świadomości, lecz obydwa są w niej doświadczane. Świadomość to stan, który wywołuje działanie, chociaż go nie inspiruje. Możesz wierzyć, w co zechcesz, a to, co robisz, świadczy o tym, w co wierzysz.

Objawienie ma głęboko osobisty charakter i nie da się go sensownie wytłumaczyć. Właśnie dlatego jakakolwiek próba opisania go słowami jest niemożliwa. Objawienie daje impuls jedynie do doświadczenia. Cuda natomiast dają impuls do działania. Są one teraz bardziej użyteczne ze względu na swą interpersonalną naturę. W tej fazie nauki dokonywanie cudów jest ważne, ponieważ wolności od lęku nie można ci narzucić. Objawienie jest dosłownie niewysłowione, ponieważ jest to doświadczenie niewysłowionej miłości.

Respekt powinien być zarezerwowany dla objawienia, do którego daje się doskonale i we właściwy sposób zastosować. Nie jest on odpowiedni w odniesieniu do cudów, ponieważ respekt jest stanem wielbienia nasuwającym skojarzenie, że ktoś niższego rzędu staje przed obliczem swego Stwórcy. Jesteś stworzeniem doskonałym i powinieneś czuć respekt tylko w obecności Stwórcy doskonałości. Cud jest zatem oznaką miłości między równymi sobie. Równi sobie nie powinni darzyć respektem siebie nawzajem, ponieważ respekt zawiera w sobie pojęcie nierówności. Dlatego jest on niewłaściwą reakcją w stosunku do mnie. Starszemu bratu należy się szacunek z racji jego większego doświadczenia oraz posłuszeństwo z racji jego większej mądrości. Należy mu się także miłość, ponieważ jest bratem, a także oddanie, jeżeli sam jest oddany. To właśnie moje oddanie uprawnia mnie do twojego. Nie ma we mnie niczego, czego ty nie możesz osiągnąć. Ja nie mam niczego, co nie pochodzi od Boga. Różnica między nami jest teraz taka, że ja nie mam niczego innego. Pozostaję wobec tego w stanie, który u ciebie jest dopiero stanem potencjalnym.

„Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie” nie oznacza, abym był w jakikolwiek sposób oddzielony czy inny od ciebie, chyba że jedynie w czasie, a czas tak naprawdę nie istnieje. To stwierdzenie jest bardziej znaczące w kategoriach osi pionowej niż osi poziomej. Ty znajdujesz się poniżej mnie, ja zaś znajduję się poniżej Boga. W procesie „wznoszenia się” jestem wyżej, ponieważ beze mnie odległość między Bogiem a człowiekiem byłaby dla ciebie zbyt wielka do ogarnięcia. Ja przerzucam most ponad tą odległością jako twój starszy brat z jednej strony, a Syn Boga z drugiej. Oddanie moim braciom postawiło mnie na czele Synostwa, które dopełniam, ponieważ jestem jego częścią. Może to wydawać się sprzeczne ze stwierdzeniem: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”, lecz stwierdzenie to składa się z dwóch części w uznaniu faktu, że Ojciec jest większy.

Objawienia są inspirowane pośrednio przeze mnie, ponieważ jestem blisko Ducha Świętego i jestem czujny na gotowość mych braci na objawienie. Tak więc mogę sprowadzić im na dół więcej, niż oni mogą ściągnąć z góry dla siebie. Duch Święty pośredniczy w komunikacji z poziomu wyższego na niższy, utrzymując bezpośredni kanał przekazu od Boga do ciebie otwarty na objawienie. Objawienie nie jest obustronne. Płynie ono od Boga ku tobie, ale nie od ciebie ku Bogu.

Cud minimalizuje potrzebę czasu. W płaszczyźnie podłużnej, czyli horyzontalnej rozpoznanie równości członków Synostwa zdaje się wymagać niemal nieskończenie dużo czasu. Cud jednakże pociąga za sobą nagłe przesunięcie z percepcji horyzontalnej na wertykalną. To wprowadza przerwę w czasie, z której dający i biorący wyłaniają się razem dużo dalej w czasie, niż byliby w przeciwnym razie. Tak więc cud ma wyjątkową właściwość znoszenia czasu w takim stopniu, że czyni zbędnym ten okres, który obejmuje. Nie ma żadnego związku między czasem trwania cudu, a czasem, do którego on się odnosi. Cud zastępuje uczenie się, które mogłoby zająć tysiące lat. Czyni on to dzięki leżącemu u podstaw rozpoznaniu doskonałej równości dającego i biorącego, na której opiera się cud. Cud skraca czas przez zburzenie go, eliminując w ten sposób niektóre przedziały czasowe. Dokonuje on tego jednak w obrębie dłuższej sekwencji czasu.

 III. Pojednanie a cuda

Ja jestem odpowiedzialny za proces Pojednania, który podjąłem się zapoczątkować. Gdy ofiarujesz cud któremuś z moich braci, ofiarujesz go sobie oraz mnie. Występujesz tu przede mną z tego powodu, że ja nie potrzebuję cudów dla własnego Pojednania, lecz pozostaję na końcu na wypadek tego, gdyby tobie się chwilowo nie powiodło. Moją rolą w Pojednaniu jest skasowanie wszystkich błędów, których nie mógłbyś inaczej naprawić. Kiedy już zostało ci przywrócone rozpoznanie twojego pierwotnego stanu, sam w naturalny sposób stajesz się częścią Pojednania. Skoro podzielasz moją niechęć do akceptowania błędu u siebie i innych, musisz przyłączyć się do wielkiej krucjaty, aby go naprawić: słuchaj mego głosu, ucz się usuwać błąd i działaj tak, aby go naprawić. Moc czynienia cudów należy do ciebie. Ja dostarczę okazji do ich dokonania, ty jednak musisz być chętny i gotowy. Czynienie ich przyniesie przekonanie o zdolności, ponieważ przekonanie przychodzi dzięki dokonaniu. Zdolność to potencjał, osiągnięcie to jej wyraz, a Pojednanie, które jest naturalnym zajęciem dzieci Bożych, jest celem.

„Niebo i ziemia przeminą” oznacza, że nie będą one dłużej istniały jako oddzielne stany. Moje słowo, które jest zmartwychwstaniem i życiem, nie przeminie, ponieważ życie jest wieczne. Jesteś dziełem Boga, a Jego dzieło jest całkowicie godne miłości i w pełni miłujące. Tak właśnie człowiek ma myśleć o sobie w swym sercu, ponieważ tym właśnie jest.

Ci, którym zostało przebaczone, stają się środkami Pojednania. Będąc napełnieni duchem, odwzajemniają się przebaczając. Ci, którzy zostają wyzwoleni, muszą połączyć się w wyzwalaniu swoich braci, albowiem taki jest plan Pojednania. Cuda stanowią sposób, w jaki umysły, które służą Duchowi Świętemu, jednoczą się ze mną dla zbawienia, czyli wyzwolenia wszystkich stworzeń Bożych.

Ja jestem jedynym, który może dokonywać cudów bez żadnych rozróżnień, ponieważ ja jestem Pojednaniem. Ty masz w Pojednaniu rolę, jaką ci podyktuję. Pytaj mnie, jakich cudów powinieneś dokonywać. To zaoszczędzi ci zbędnego wysiłku, ponieważ będziesz działał pod wpływem bezpośredniego porozumiewania. Bezosobowa natura cudu jest jego zasadniczym składnikiem, ponieważ umożliwia mi pokierowanie jego zastosowaniem, a pod moim przewodnictwem cuda prowadzą do nader osobistego doświadczenia objawienia. Przewodnik nie kontroluje, lecz właśnie kieruje, zostawiając tobie wybór podążania za nim. „Nie wódź nas na pokuszenie” oznacza: „Rozpoznajcie swe błędy i postanówcie je odrzucić, idąc za moim przewodnictwem”.

Błąd nie może w rzeczywistości zagrozić prawdzie, która zawsze potrafi mu się oprzeć. Tylko błąd jest faktycznie podatny na zagrożenia. Możesz ustanowić swoje królestwo tam, gdzie ci to odpowiada, lecz właściwy wybór jest nieunikniony, jeżeli pamiętasz o tym:

Duch jest w stanie łaski na wieki.
Twoją rzeczywistością jest tylko duch.
Dlatego jesteś w stanie łaski na wieki.

Pojednanie usuwa wszystkie błędy w tym względzie i wykorzenia w ten sposób źródło lęku. Ilekroć doświadczasz zapewnień Boga jako zagrożenia, jest tak zawsze dlatego, że bronisz błędnie ulokowanej lub ukierunkowanej lojalności. Kiedy rzutujesz to na innych, więzisz ich, ale tylko w zakresie wzmacniania błędów, które już popełnili. To czyni ich podatnymi na wypaczenia innych, skoro wypaczone jest ich własne postrzeganie samych siebie. Cudotwórca może ich jedynie pobłogosławić, a to usunie ich wypaczenia i uwolni z więzienia.

Reagujesz na to, co postrzegasz, a jak postrzegasz, tak i się zachowasz. „Złota zasada” wymaga od ciebie, abyś czynił innym to, co chciałbyś, aby tobie czynili. To oznacza, że postrzeganie obu stron musi być dokładne. „Złota zasada” to zasada właściwego postępowania. Nie potrafisz postępować właściwie, jeżeli nie postrzegasz w poprawny sposób. Skoro ty i twój bliźni jesteście równymi członkami jednej rodziny, będziesz czynił wam obu tak, jak was obu postrzegasz. Z perspektywy postrzegania własnej świętości powinieneś patrzeć na świętość innych.

Cuda pochodzą z umysłu, który jest na nie gotowy. Będąc zjednoczonym, taki umysł sięga ku każdemu, nawet bez świadomości o tym samego cudotwórcy. Bezosobowa natura cudów wynika z tego, że samo Pojednanie jest stanem jedności, czyli zjednoczenia wszystkich stworzeń z ich Stwórcą. Jako wyraz tego, czym naprawdę jesteś, cud przenosi umysł do stanu łaski. Umysł wita wtedy w naturalny sposób Gospodarza wewnątrz oraz obcego z zewnątrz. Kiedy wprowadzasz obcego do środka, staje się on twoim bratem.

A że cud może wywrzeć na twoich braciach skutki, których możesz nie rozpoznać, to nie twoja sprawa. Cud będzie zawsze błogosławił ciebie. Cuda, o których dokonanie nie jesteś proszony, nie utraciły swej wartości. Są one wciąż wyrazami twojego własnego stanu łaski, lecz aspekt działania cudu powinien być kontrolowany przeze mnie ze względu na moją pełną świadomość całego planu. Bezosobowa natura umysłu polegającego na cudach zapewnia ci łaskę, lecz tylko ja jestem w stanie wiedzieć, gdzie cuda mogą być podarowane.

Cuda są wybiórcze tylko w takim sensie, że są skierowane ku tym, którzy potrafią je dla siebie spożytkować. Skoro dzięki temu staje się nieuchronne, że obejmą nimi innych, zawiązuje się mocny łańcuch Pojednania. Jednakże owa wybiórczość nie uwzględnia wielkości samego cudu, ponieważ koncepcja rozmiaru istnieje na płaszczyźnie, która sama jest nieprawdziwa. Skoro cud zmierza do przywrócenia świadomości rzeczywistości, to nie byłby on użyteczny, gdyby wiązały go prawa rządzące błędem, który ma na celu naprawić.

 IV. Ucieczka z ciemności

Ucieczka z ciemności obejmuje dwa etapy: po pierwsze rozpoznanie, że ciemność nie może nic ukryć. Ten krok zwykle pociąga za sobą lęk. Po drugie rozpoznanie, że nie ma niczego, co chcesz ukryć, nawet gdybyś mógł. Ten krok prowadzi do ucieczki od lęku. Kiedy jesteś już gotów nie ukrywać niczego, będziesz nie tylko gotowy przystąpić do komunii duchowej, ale zrozumiesz także pokój i radość.

Świętości nigdy nie da się naprawdę ukryć w ciemności, lecz możesz oszukiwać się co do tego. To oszustwo napawa cię lękiem, ponieważ uświadamiasz sobie w swym sercu, że to jest oszustwo, ale dokładasz ogromnych starań, aby dowieść jego realności. Cud umieszcza rzeczywistość tam, gdzie ona przynależy. Rzeczywistość przynależy tylko duchowi, a cud potwierdza tylko prawdę. W ten sposób rozwiewa złudzenia o tobie i pozostawia cię w komunii ze sobą i z Bogiem. Cud włącza się w Pojednanie przez oddanie umysłu w służbę Duchowi Świętemu. To ustanawia właściwą funkcję umysłu i naprawia jego błędy, które są zaledwie brakiem miłości. Twój umysł może być opętany złudzeniami, lecz duch jest wiecznie wolny. Jeżeli umysł postrzega bez miłości, postrzega on pustą skorupę i jest nieświadomy ducha istniejącego wewnątrz. Pojednanie jednak przywraca duchowi właściwe mu miejsce. Umysłu, który służy duchowi, nie da się zranić.

Ciemność to brak światła, tak jak grzech to brak miłości. Ciemność sama w sobie nie ma żadnych wyjątkowych właściwości. Jest przykładem wiary w „niedostatek”, z której może wyniknąć tylko błąd. Prawdę zawsze cechuje obfitość. Ci, którzy postrzegają i przyznają, że mają wszystko, nie mają żadnego rodzaju potrzeb. Celem Pojednania jest przywrócić ci wszystko, a raczej przywrócić to do twojej świadomości. Wszystko zostało ci dane, gdy zostałeś stworzony, tak samo jak każdemu innemu.

Pustkę zrodzoną z lęku musi zastąpić przebaczenie. To właśnie oznacza biblijne stwierdzenie: „Nie ma śmierci”, i to dlatego mogłem zademonstrować, że śmierć nie istnieje. Przyszedłem, aby wypełnić prawo interpretując je na nowo. Samo prawo, jeżeli będzie właściwie zrozumiane, oferuje jedynie ochronę. Pojęcie „ognia piekielnego” wprowadzili do niego ci, którzy jeszcze nie przemienili swoich umysłów. Zapewniam cię, że będę świadczył na rzecz każdego, kto mi na to pozwoli, i to w zakresie, w jakim sam zezwoli. Twoje świadectwo demonstruje twoją wiarę i w ten sposób ją wzmacnia. Ci, którzy świadczą za mną, wyrażają poprzez swe cuda to, że odrzucili wiarę w pozbawienie czegoś na rzecz obfitości, która, jak poznali, im przynależy.

 V. Pełnia i Duch

Cud ma naturę bardzo podobną do ciała w tym sensie, że oba są narzędziami uczenia się dla ułatwienia osiągnięcia stanu, w którym stają się niepotrzebne. Gdy zostaje osiągnięty pierwotny stan ducha, stan bezpośredniej komunikacji, ani ciało, ani cud nie służą już żadnemu celowi. Dopóki jednak wierzysz, że jesteś w ciele, możesz wybierać między pozbawionym miłości a cudownym kanałem samoekspresji. Możesz wytworzyć pustą skorupę, lecz nie możesz niczego w ogóle twórczo wyrazić. Możesz czekać, zwlekać, paraliżować siebie czy redukować prawie do zera swoją twórczość. Lecz nie możesz jej zlikwidować. Możesz zniszczyć swoje narzędzie komunikacji, ale nie swój potencjał. Nie stworzyłeś sam siebie.

Podstawową decyzją umysłu polegającego na cudach jest nie być w służbie czasu dłużej, niż jest to konieczne. Czas może marnować coś, jak również być marnowany. Dlatego cudotwórca przyjmuje z chęcią czynnik kontroli czasu. Rozpoznaje, że każde zburzenie czasu przybliża wszystkich do ostatecznego uwolnienia od czasu, gdzie Syn i Ojciec stanowią jedno. Równość nie oznacza równości obecnie. Gdy każdy rozpozna, że ma wszystko, indywidualne wkłady w Synostwo nie będą już potrzebne.

Gdy już dopełniło się Pojednanie, wszystkie talenty będą współdzielone przez wszystkich Synów Boga. Bóg nie jest stronniczy. Wszystkie Jego dzieci mają całą Jego Miłość, a wszystkie Jego dary są hojnie rozdawane wszystkim jednakowo. „Jeśli nie staniecie się jak dzieci” oznacza, że jeżeli nie uznasz w pełni faktu swego całkowitego polegania na Bogu, nie możesz poznać rzeczywistej mocy Syna w jego prawdziwym związku z Ojcem. Wyjątkowość Synów Bożych wypływa nie z wykluczenia, lecz z włączenia. Wszyscy moi bracia są wyjątkowi. Jeżeli wierzą, że są czegokolwiek pozbawieni, ich postrzeganie staje się wypaczone. Gdy to się dzieje, cała rodzina Boża, czyli Synostwo, jest nadwerężone w swych związkach.

Ostatecznie każdy członek rodziny Bożej musi do niej powrócić. Cud wzywa go do powrotu, ponieważ błogosławi go i honoruje, choćby nawet był on nieobecny duchem. „Bóg nie pozwoli z siebie szydzić” to nie ostrzeżenie, lecz zapewnienie. Bóg pozwoliłby z siebie szydzić, gdyby któremuś z Jego stworzeń brakowało świętości. Stworzenie jest pełne, a oznaką pełni jest świętość. Cuda są afirmacjami Synostwa, które jest stanem spełnienia i obfitości.

Cokolwiek jest prawdziwe, jest wieczne i nie może się zmienić czy zostać zmienione. Duch jest dlatego niezmienny, ponieważ jest już doskonały, lecz umysł może wybrać, czemu woli służyć. Jedynym ograniczeniem nałożonym na jego wybór jest to, że nie może służyć dwóm panom. Jeżeli wybiera zgodnie z tym, umysł może stać się pośrednikiem, za pomocą którego duch stwarza według tego, jak sam został stworzony. Jeżeli dobrowolnie nie dokona tego wyboru, zachowuje swój potencjał twórczy, lecz poddaje się zwierzchnictwu tyrańskiemu zamiast Autorytatywnemu. W rezultacie tego więzi, ponieważ takie są dyktaty tyranów. Przemienić własny umysł oznacza oddać go do dyspozycji prawdziwego Autorytetu.

Cud jest oznaką tego, że umysł wybrał, abym go poprowadził w służbie Chrystusa. Obfitość Chrystusowa jest naturalnym rezultatem wyboru, aby za Nim podążać. Wszystkie płytkie korzenie muszą zostać wyrwane, ponieważ nie sięgają wystarczająco głęboko, aby cię utrzymały. Złudzenie, że płytkie korzenie można głębiej zapuścić i sprawić, aby trzymały, jest jednym z wypaczeń, na którym opiera się odwrotność „złotej zasady”. Gdy odrzuca się te fałszywe podpory, doznaje się chwilowo zachwiania równowagi. Jednakże nic nie jest mniej stabilne niż orientacja odwrócona do góry nogami. Bo też nic, co utrzymuje ją odwróconą, nie może sprzyjać zwiększeniu stabilności.


VI. Złudzenie potrzeb

Ty, który chcesz pokoju, możesz go znaleźć tylko dzięki całkowitemu przebaczeniu. Nikt nie przyswoi sobie żadnej nauki, chyba że chce się jej nauczyć i wierzy w jakiś sposób, że jej potrzebuje. Podczas gdy nie ma braku w stworzeniu Boga, to jest on bardzo oczywisty w tym, co ty wytworzyłeś. Jest to w istocie zasadnicza różnica między jednym a drugim. Brak sugeruje, że powodziłoby ci się lepiej w stanie w jakiś sposób różnym od tego, w którym jesteś. Do czasu „oddzielenia”, które jest terminem na określenie [biblijnego] „upadku”, niczego nie brakowało. Nie było w ogóle żadnych potrzeb. Potrzeby powstają jedynie wtedy, gdy się czegoś pozbawiasz. Działasz zgodnie z określoną hierarchią potrzeb, którą ustanawiasz. Ta z kolei zależy od twojego postrzegania tego, czym jesteś.

Poczucie oddzielenia od Boga jest jedynym brakiem, jaki w rzeczywistości potrzebujesz skorygować. To poczucie oddzielenia nigdy by nie powstało, gdybyś nie wypaczył swojego postrzegania prawdy i nie zaczął w ten sposób postrzegać siebie jako odczuwającego brak. Idea hierarchii potrzeb powstała dlatego, że popełniwszy ten zasadniczy błąd, rozczłonkowałeś siebie wtedy na poziomy o różnych potrzebach. W miarę jak się integrujesz, stajesz się jednym i stosownie do tego twoje potrzeby stają się jednolite. Ujednolicone potrzeby prowadzą do ujednoliconego działania, ponieważ oferują brak konfliktu.

Idea hierarchii potrzeb, która wynika z pierwotnego błędu myślenia, że można być oddzielonym od Boga, wymaga korekty na poziomie samej idei, zanim będzie można naprawić błąd postrzegania jakichkolwiek poziomów. Nie możesz skutecznie działać, dopóki funkcjonujesz na różnych poziomach. Jednakże dopóki tak funkcjonujesz, korektę należy wprowadzić wertykalnie od dołu do góry. Jest tak dlatego, ponieważ myślisz, że żyjesz w przestrzeni, gdzie takie koncepcje, jak „góra” czy „dół” są znaczące. Ostatecznie przestrzeń jest tak samo bez znaczenia, jak i czas. Jedno i drugie to jedynie kwestia wiary.

Rzeczywistym celem tego świata jest zastosowanie go do korekty twojej niewiary. Sam nigdy nie zdołasz zapanować nad konsekwencjami lęku, ponieważ wytworzyłeś lęk i wierzysz w to, co wytworzyłeś. A zatem pod względem nastawienia, chociaż nie treści, przypominasz swego Stwórcę, który ma całkowite zaufanie do swoich stworzeń, ponieważ On je stworzył. Wiara przynosi akceptację istnienia. Dlatego właśnie możesz wierzyć w to, czego nikt inny nie uważa za prawdziwe. Jest to prawdziwe dla ciebie, ponieważ zostało przez ciebie wytworzone.

Wszelkie aspekty lęku są nieprawdziwe, ponieważ nie istnieją na poziomie twórczym, a zatem nie istnieją w ogóle. Twoje postrzeganie zostaje skorygowane w stopniu, w jakim jesteś gotów poddać swe wierzenia następującemu testowi. W oddzielaniu fałszu od prawdy cud trzyma się takiej zasady:

Doskonała miłość wypędza lęk.
Jeżeli istnieje lęk,
to nie ma doskonałej miłości.

Lecz:

Istnieje tylko doskonała miłość.
Jeżeli występuje lęk,
to wywołuje on stan, który nie istnieje.

Uwierz w to, a będziesz wolny. Tylko Bóg może ustanowić takie rozwiązanie i ta wiara jest Jego darem.

 

VII. Wypaczenia impulsów cudów

Twoje wypaczone spostrzeżenia wytwarzają gęstą osłonę nad impulsami cudów, utrudniając im dojście do twojej świadomości. Pomylenie impulsów cudów z impulsami fizycznymi jest poważnym wypaczeniem postrzegania. Impulsy fizyczne to błędnie ukierunkowane impulsy cudów. Wszelka prawdziwa przyjemność pochodzi z wypełniania Woli Boga. Jest tak dlatego, że nie wypełnianie jej jest zaprzeczeniem Jaźni. Zaprzeczenie Jaźni daje w rezultacie złudzenia, podczas gdy naprawa błędu przynosi uwolnienie od niego. Nie oszukuj się wierząc, że możesz przy pomocy czegoś zewnętrznego kontaktować się w pokoju z Bogiem lub ze swymi braćmi.

O dziecię Boże, zostałeś stworzony, aby stwarzać to, co dobre, piękne i święte. Nie zapominaj o tym. Miłość Boga przez krótką chwilę musi być jeszcze wyrażana jednemu ciału przez drugie ciało, ponieważ widzenie jest jeszcze tak zamglone. Możesz użyć swojego ciała najlepiej do tego, aby pomogło ci rozszerzyć własne postrzeganie tak, abyś mógł osiągnąć prawdziwe widzenie, do którego niezdolne jest oko fizyczne. Uczenie się tego jest jedynym prawdziwym pożytkiem z ciała.

Fantazja to wypaczona forma widzenia. Fantazje jakiegokolwiek rodzaju są wypaczeniami, ponieważ zawsze wiążą się z wykrzywieniem postrzegania w stronę iluzoryczności. Działania, które wypływają z wypaczeń, są dosłownie reakcjami tych, którzy nie wiedzą, co czynią. Fantazja to próba kontrolowania rzeczywistości stosownie do fałszywych potrzeb. Wykrzyw rzeczywistość w jakikolwiek sposób, a będziesz postrzegał destrukcyjnie. Fantazje są środkiem do tego, aby tworzyć fałszywe skojarzenia i usiłować czerpać z nich przyjemność. Lecz chociaż możesz postrzegać fałszywe skojarzenia, to nigdy nie możesz ich urzeczywistnić, chyba że dla samego siebie. Wierzysz w to, co tworzysz. Jeżeli ofiarujesz cuda, twoja wiara w nie będzie równie silna. Siła twego przekonania będzie wtedy podtrzymywała wiarę tego, który cud przyjmuje. Fantazje stają się najzupełniej zbędne, gdy całkowicie satysfakcjonująca natura rzeczywistości staje się oczywista zarówno dla dającego, jak i przyjmującego. Rzeczywistość zostaje „utracona” wskutek jej uzurpacji, co rodzi tyranię. Jak długo pozostaje choć jeden „niewolnik”, który stąpa po ziemi, twoje uwolnienie nie jest całkowite. Całkowita odbudowa pełni Synostwa jest jedynym celem umysłu polegającego na cudach.

Jest to kurs treningu umysłu. Każde uczenie się wymaga uwagi oraz studiowania na pewnym poziomie. Niektóre z dalszych części tego kursu opierają się na tych początkowych partiach zbyt mocno, aby nie wymagało to ich starannego przestudiowania. Będziesz ich także potrzebował do przygotowania się. Bez tego możesz stać się zbyt wylękniony przed tym, co ma nastąpić, aby to konstruktywnie wykorzystać. Jednakże w miarę studiowania tych początkowych partii zaczniesz dostrzegać niektóre z ich implikacji, które zostaną później wzmocnione.

Solidny fundament jest niezbędny z powodu pomylenia lęku z respektem, o którym już mówiłem i które często się zdarza. Powiedziałem, że respekt jest nieodpowiedni w odniesieniu do Synów Boga, ponieważ nie powinieneś odczuwać respektu w obecności równych sobie. Jednakże było również podkreślone to, że respekt jest właściwym odczuciem w obecności twego Stwórcy. Zadbałem o staranne wyjaśnienie mojej roli w Pojednaniu, nie wyolbrzymiając jej ani nie umniejszając. Staram się także czynić to samo z twoją rolą. Podkreślałem, że respekt nie jest odpowiednią reakcją w stosunku do mnie z uwagi na przynależną nam równość. Niektóre z dalszych kroków w tym kursie wiążą się jednak z bardziej bezpośrednim zbliżeniem do samego Boga. Byłoby niemądrze rozpocząć stawianie tych kroków bez starannego przygotowania, bo inaczej respekt zostanie pomylony z lękiem, a doświadczenie będzie bardziej traumatyczne niż dobroczynne. Uzdrowienie pochodzi ostatecznie od Boga. Środki ku temu są tobie starannie wyjaśniane. Objawienie może niekiedy ujawnić tobie cel, lecz aby go osiągnąć, niezbędne są środki.

(Jezus Chrystus, Kurs Cudów, Tekst, rozdział 1)


Posłuchaj nagrania, na którym czytamy cały rozdział pierwszy Tekstu Kursu Cudów.

Jesli chcesz uzyskać więcej informacji o Kursie Cudów jako książce, kliknij TUTAJ.

Czym jest ciało?

Ciało jest ogrodzeniem, które Syn Boży zbudował w swej wyobraźni, aby części swej Jaźni oddzielić od innych części. Wydaje mu się, że żyje właśnie za tym ogrodzeniem po to, by umrzeć, gdy ono zgnije i ulegnie rozpadowi.  Myśli on bowiem, że za tym ogrodzeniem jest zabezpieczony przed miłością. Utożsamiając się ze swym bezpieczeństwem, uważa się za to, czym ono jest. Jakże inaczej mógłby być pewien, że pozostaje w swym ciele, odgradzając się od miłości?

Ciało nie przetrwa. W tym zaś widzi on podwójne zabezpieczenie. Nietrwałość Syna Bożego „dowodzi” bowiem, że jego ogrodzenia są skuteczne i że spełniają zadanie, które wyznacza im jego umysł. Gdyby bowiem jego jedność pozostawała nietknięta, to kto mógłby atakować i kto mógłby być atakowany? Kto mógłby być zwycięzcą? Kto byłby jego łupem? Kto mógłby być ofiarą, a kto mordercą? Gdyby zaś nie umarł, to jaki byłby „dowód” na to, że wiecznego Syna Bożego można zniszczyć?

Ciało jest snem. Podobnie jak inne sny, czasami zdaje się pokazywać obrazy szczęścia, lecz może całkiem nagle zamienić się w lęk, z którego rodzi się każdy sen. Jedynie bowiem miłość stwarza w prawdzie, a prawda nigdy nie może się lękać. Wytworzone, by napawać lękiem, ciało musi służyć celowi, który mu nadano.  Możemy jednak zmienić cel, któremu ciało będzie posłuszne, zmieniając nasze myśli o tym, czemu ono służy.

Ciało jest środkiem, dzięki któremu Syn Boży odzyskuje zdrowie umysłu. Choć wytworzono je, by ogrodzić go w piekle, z którego nie ma ucieczki, to jednak dążenie do piekła wymieniono na cel, którym jest Niebo. Syn Boży wyciąga dłoń, by dotrzeć do swego brata i pomóc mu iść ze sobą tą drogą. Teraz ciało jest święte. Teraz służy uzdrowieniu umysłu, który miało zabić.

Będziesz się utożsamiał z tym, co według ciebie zapewni ci bezpieczeństwo. Czymkolwiek by to było, będziesz przekonany, że stanowi jedność z tobą. Twoje bezpieczeństwo jest w prawdzie, a nie w kłamstwach. Miłość jest twym bezpieczeństwem. Lęk nie istnieje. Utożsamiaj się z miłością, a będziesz bezpieczny. Utożsamiaj się z miłością, a będziesz w domu. Utożsamiaj się z miłością i odnajdź swoją Jaźń.

(Kurs Cudów, fragm. Książki Ćwiczeń pt.: Czym jest ciało?)

Nie ma świata. Nie ma ciebie.

Jako oświecony umysł nauczam cię, że nie może ci się nie powieść, właśnie dlatego, że przyjmujesz iluzoryczną rolę zbawiciela. A ponieważ przez cały czas wydajesz się ponosić porażkę, to uświadamiasz sobie, że twoje nauczanie jest fałszywe. To dlatego w chrześcijaństwie nie ma żadnych przebudzonych nauczycieli.

Wystarczy powiedzieć: ,,Ten świat nie jest prawdziwy”, zamiast: „Co ty tu robisz?!”. Rozumiesz? Zwrócenie pytania do ciebie uznaje bowiem twoje istnienie, a ty używasz tego jako obrony przed moim radykalnym nauczaniem. Na tym właśnie polega paradoks.

Nie ma takiego miejsca, jak „ten świat”. Gdy zadaję pytanie: „Co ty tu do cholery robisz?”, ty sądzisz, że uzasadniam twoje utożsamienie, nauczając jakiegoś sposobu ucieczki stąd. I całkowicie się mylisz. Mówię ci bowiem, że nie można uciec ze świata, ponieważ ten świat nie jest rzeczywisty. Zawsze nauczam cię jedynie tego, że nie ma żadnego świata. A dokładnie to samo głosi Yama-Mama-Yama-Krishna. Choć jemu nie przyszło do głowy, by powiedzieć ci, że przechodzisz doświadczenie nieistnienia tego świata i że czujesz się uwięziony w swoim umyśle.

Ten człowiek z Denver naprawdę myśli, że chcę go nauczać. Oczywiście, że tak. Musi tak myśleć. Ale to bzdury. Ja nikogo nie nauczam. Mówię mu tylko, że nie ma żadnego świata. Mówię mu, że on sam nie istnieje. To zadziwiające, że jako projekcja ludzkiego umysłu usłyszy on jedynie to, co zechce usłyszeć, po to by uzasadnić swoje istnienie w tym utożsamieniu. Niemożliwe jest, by usłyszał coś więcej. Jest oczywiste, że nie doświadczył jeszcze wystarczająco silnego lęku. Czego on się boi? Boi się oświecenia, czyli Boga, i woli na razie pozostać w stanie lęku. Aż do kiedy? Aż do śmierci. Śmierć jest jego alternatywą.

Jest to bez wątpienia najtrudniejsze przesłanie, jakie kiedykolwiek mógłbyś usłyszeć: ja neguję twoją własną rzeczywistość. Natychmiast zaczniesz myśleć, że… Użyję jako przykładu tego gościa z Kalifornii… On się zastanawia, czy powinien powstać i zadeklarować, że nie ma czegoś takiego, jak ten świat. Złagodził więc swoje przesłanie. Ale co mnie to obchodzi? Moi drodzy, nie ma żadnego świata! Determinacja, by uspokoić własne ego, to jego lęk przed nauczeniem siebie samego, kim naprawdę jest.

Powiem wam, czemu on nie może tego zrobić. Chcecie się dowiedzieć? To jest przeznaczone dla tych, którzy mnie znają. Posłuchaj. Ja mogę to zrobić, ponieważ doświadczyłem głębokiego współczucia dla twojego utożsamienia i wzniosłem się ponad nie. Żadna ludzka istota nie słyszy tego przesłania, ponieważ nie chce wejść w doświadczenie cierpienia swego brata. Słyszysz, co mówię? Kto to usłyszał? Nie jest to prawdą dlatego, że ja tak mówię, ale dlatego, że tak jest.

Faktem jest, że ten lubiący grę w golfa i zarabiający mnóstwo pieniędzy gość z Denver zaprzecza dotkliwemu bólowi i śmierci na świecie. Musi być to prawdą. Dlaczego? Bo nie mógłby on znieść owego bólu. Gdyby bowiem nań spojrzał i połączył się w nim ze swym bratem, to najpierw starałby się go złagodzić, ale to by mu się nie powiodło. Dopiero potem odkryłby, że rozwiązanie w jakiś sposób musi się zawierać w nim samym, ponieważ uznałby Boskie Źródło, którego sam nie wytworzył. Wracam teraz do duchowego nauczania.

Teraz powiem coś o sobie, czy też o tobie jako istocie ludzkiej, która musiała doświadczyć głębokiego lęku. Daj spokój! Nie możesz go nie doświadczać. Masz pełne prawo, by się bać siebie – takiego siebie, jakim się sam skonstruowałeś. Jakże mógłbyś się nie bać? Spójrz na to. Nie wiesz, kim jesteś ani co tu robisz. Jesteś zamknięty w ciele, które rozkłada się z minuty na minutę. I w końcu rozpadnie się, a ty umrzesz.

Czy słyszysz mnie? Oto kondycja świata. Oto cały Kurs Cudów. Dopóki szukasz możliwości wyboru w tym utożsamieniu z lękiem, nie ma dla ciebie ratunku. W porządku? Na szczęście to, co się lęka, nie jest rzeczywiste. Podać ci cytat? Gdy się boisz, nie istniejesz. Problemem jest to, że ty wierzysz, że istniejesz. A ponieważ jesteś przyczyną swojej egzystencji, więc zwracam twoją uwagę na to, że to ty sam ustalasz, jak chcesz egzystować w swoim własnym utożsamieniu.

A więc ja tak naprawdę nie nauczam cię niczego poza tym, że nie ma żadnego świata, i jestem tu po to, by ci powiedzieć: chodźmy do domu! Gdy temu w pełni zaufasz, uwolnisz się od polegania na gównie twego własnego ja. Nie mogę nic na to poradzić, poza stwierdzeniem, że twoje zaufanie zawiedzie cię do oczywistego wyniku twego własnego skojarzenia z samym sobą.

Ta lekcja i całe moje tak zwane nauczanie pokazują ci jedynie, że to ty jesteś przyczyną własnego koszmaru w swoim śnie i że możesz z niego uciec, budząc się. To nie ma nic wspólnego z Mistrzem Nauczycielem. Ani w ogóle z czymkolwiek, poza przemianą twego umysłu. Chciałbyś, żebym to złagodził? Gdy przemienisz swój umysł, świat się zmieni, po prostu dlatego, że jest on twoim konfliktem z samym sobą. Nie ma świata na zewnątrz ciebie.

Moc twego umysłu jest dosłownie nieograniczona. No przecież! Jeśli istnieje tylko jedna moc pojedynczego umysłu – „Moją wolą jest, by nastało światło” – to, dosłownie, moją wolą jest, by nastało światło. Wystarczy, że weźmiesz którąkolwiek z lekcji i powiesz: „Moją wolą jest, by nastało światło”. I ono nastanie, jeśli taka jest twoja wola. Lękasz się światła i dlatego boisz się powiedzieć: „Moją wolą jest, by nastało światło”. Czego się boisz? Boga. W podrozdziale „Przeszkody do osiągnięcia pokoju” Jezus podaje jedną z najbardziej szalonych idei – że nie tylko boisz się Boga, ale i nauczasz lęku przed Bogiem. Włączam telewizję, a ty tam nauczasz: „Lękaj się swego Stwórcy”. To niebywałe.

Mówisz więc: „No nie wiem, czy chciałbym powstać i powiedzieć światu…”. Jakiemu światu? No dalej! Słyszycie mnie? Ten gość walczy jedynie ze swoimi własnymi utożsamieniami. A ja mu właśnie pokazałem, że to tylko projekcje jego własnego umysłu. Czy boi się on konfrontacji? Tak. Dlaczego? Ponieważ zaprzeczy ona jego istnieniu. A więc teraz toczy się tu bitwa, nieprawdaż? Pewnie, że tak! Nigdy temu nie zaprzeczałem. Jest to bitwa między dobrem a złem. Twoja pewność, że zło nie istnieje, sprawia, że jesteś dobry. Pewność „złego”, że toczy się tu jakaś bitwa, sprawia, że jesteś zły. Słyszysz to? Twoja pewność, że w rzeczywistości nie ma żadnej bitwy, sprawia, że stajesz się zdolny nauczać tego jako mistrz. Zgadza się?

To wszystko pochodzi z Kursu. Nie toczy się tu żadna bitwa. Nic w ogóle się nie wydarzyło. Nic w ogóle nie może naprawdę ci się przydarzyć. A jednak, jeśli coś pojawia się w twoim umyśle, to oczywiste jest, że będziesz musiał dokonać w sobie rewolucji. Nie możesz uciec ze świata inaczej niż przez zanegowanie go, ponieważ to ty podburzasz świat. Jak u diabła zamierzasz z niego uciec? Wciąż powtarzasz: „Nie wiem, co mam począć”. Zaneguj świat. „To mi wcale nie pomogło.” Tylko dlatego, że uwierzyłeś w swoją własną negację. Jeśli masz problem z tym, jak bardzo powinieneś zanegować świat, to nie doświadczysz oświecenia, które przychodzi w momencie negacji.

Nauczam cię Kursu Cudów! Doświadczysz swojej pełni w chwili jej zanegowania. Gdy jej nie doświadczasz, przestajesz ufać własnej negacji. I słusznie, a więc nie ufaj własnej negacji! Akt negacji – zaprzeczenia – jest tym samym, co oświecenie, i są one jednoczesne. Nauczam Kursu Cudów. Kto mnie słyszy? Faktyczny akt negacji jest zarówno zanegowaniem przyczyny, jak i skutku. Nie może być inaczej. Zanegowanie samego skutku nic ci nie da, gdyż odnosiłoby się do skutku, który sam wywołałeś, a więc negowałbyś jedynie pewne rzeczy, a urzeczywistniał inne, i wierzył, że właśnie tego cię nauczam. Ja cię niczego nie nauczam. Nauczam cię, żebyć zanegował siebie; świat zanegujesz chwilę potem. Czy to działa? Tak!

Oto, na czym polega twój problem. Myślę, że to dla ciebie zadziała. Mówisz mi: „Pójdę z tobą do domu”. Nie obchodzi mnie tak naprawdę, co robisz w świecie. Być może ciebie to obchodzi, ale jeśli będzie cię obchodziła pełnia twojego umysłu, to nie możesz się nie obudzić, ponieważ nie ma żadnego świata. W tym sensie to nie ma nic wspólnego ze mną. Wiąże się to jedynie  z twoją determinacją, by podzielać moje bezkompromisowe utożsamienie, lecz nie w swojej definicji siebie. Tego właśnie nauczam.

No cóż, jeśli siedzę tu na tyłku i ofiaruję ci tę energię, to nie ma w tym konfrontacji, ponieważ możesz zdecydować, w jakim stopniu chcesz tego transcendentalnego doświaczenia, a potem wrócić do tego, co robiłeś przedtem.

Wiąże się z tym jeszcze jeden czynnik: im bardziej otworzysz swoją czakrę korony, lub im bardziej pozostawisz otwartą swoją czakrę korony, tym więcej doświadczysz lęku. Nie chodzi o to, że nie będziesz miał chwil objawienia. Chodzi jedynie o to, że jeśli utożsamisz je z ograniczeniami swojego umysłu, to będą one reprezentowały lęk, a nie światło, ponieważ definiowanie światła jest tym samym, co lęk. Podnieś rękę, jeśli to usłyszałeś. Mówię teraz o czakramach ciała.

Oczywiście twoje ciało jest zaprojektowane tak, by chronić swoje dziedzictwo, czy też genetyczne utożsamienie. O tym mówi rozdział 21 Kursu Cudów. Twoje wyobrażenie o sobie nie może się oprzeć Światłu Boga. Ty zaś jesteś zdeterminowany, aby się opierało, i uzasadniasz ideę, że światło musi przechodzić przez czakram korony. Używam tu wschodniego nauczania. Jest oczywiste, że musisz chronić to wyobrażenie, bo w przeciwnym razie utraciłbyś to, co nazywasz integralnością swojego ciała. A więc komunikujesz się w swoim cielesnym utożsamieniu z prędkością światła i wierzysz, że tym jest rzeczywistość. To nieprawda. To po prostu nie jest życie. Choć z pewnością tobie się tak wydaje.

Czy boisz się Światła Boga? Oczywiście, że tak. Nie byłoby cię tutaj, gdybyś się nie bał. To jest całe nauczanie. Rozwiązaniem dla tej choroby i bólu jest to: „posłużę się Światłem”. Ja tylko was nauczam. Nie wiem, czy to usłyszycie. Skądże mógłbym wiedzieć. Mówię ci jedynie, że w każdej chwili, w której nie słyszysz, nie jesteś rzeczywisty. To musi być prawdą, jeśli przyjąłeś zasadniczą przesłankę, że to wszystko już się skończyło.

Nie będę się teraz zagłębiać w to nauczanie, lecz gdzieś w sobie musiałeś to usłyszeć. Czy jest konieczne, żebyś to uznawał przez cały czas? Nie, ale bądź pewny jednego: jeśli zaczniesz czuć konflikt, to sugerowałbym, żebyś uznał, że nauczasz samych bzdur. Posłuchaj mnie. Słyszysz mnie? Bo właśnie tego nauczasz! Stajesz się dla siebie przyspieszeniem pamiętania, że nie ma cię tutaj. Ja ci w tym tylko pomagam.

Moje oświecenie sprawiło, że nie mogę już postrzegać ludzi jako prawdziwych. To przecież absurd. Nie widzę też ludzi jako oddzielonych od siebie nawzajem. Możesz mi proponować błyskotliwe rozwiązania dla swoich osobistych problemów, ale radość bierze się tylko z rozpoznania rozwiązania, nie z przezwyciężenia problemu. Powtarzam: Ty tak naprawdę nie przezwyciężasz problemu. Problem znika, gdy doświadczasz oświecenia.

Powyższy tekst to tłumaczenie fragmentu wykładu Mastera Teachera pt.: „Nie ma świata. Nie ma ciebie.”

Myśl subiektywna

Wszystko jest spłyceniem pojedynczego stanu świadomości. To jest faktem. Wszyscy fizycy kwantowi, biochemicy i filozofowie próbują dokonać właśnie tego – odnaleźć całkowitą pojedynczość, czy też prawdę. Dla każdego, kto zajmuje się tak zwaną prawdziwą analizą świadomości, powinno być oczywiste, że „jednolite pole siły” jest tym samym, co Bóg. I właśnie to przedstawia idea pojedynczości, która wynika z ujednolicenia pozornej obiektywności – przedstawia ona oczywiście Boga.

Pamiętaj, że w tym stanie świadomości wszystko jest spłycone. Z historycznego punktu widzenia święty Paweł spłyca Jezusa, nieprawdaż? Idee Augustyna spłycają neoplatonizm. Oczywiście, że tak. To nieuniknione. Newton, na przykład, wywodzi się od Arystotelesa, który z kolei spłycił Platona. No pewnie! Spójrz na to! Nie ma różnicy między pojęciami zaczerpniętymi z logiki newtonowskiej, czy też fizyki newtonowskiej, a, powiedzmy, tworzeniem obiektywnych bożków. To jest jedno i to samo. To jest ta sama idea. Widzisz to? Dowodzi ona, że można ustanowić jedność na zewnątrz ciebie. Nauka może oczywiście wznieść się ponad takie myślenie. Kolejnym krokiem byłoby więc ustanowienie przez nią – czego? Po pierwsze – idei względności, która w niezwykły sposób obnaża to, czym jest świadomość. Zabawne jest spoglądanie z historycznego punktu widzenia na to, jak doświadczył tego Einstein; skąd się to u niego wzięło. Idea względności wiązała się z czymś, co można by nazwać doświadczeniem mistycznym. Dobrze jest się temu przyjrzeć. Oczywiście, że jest to prawda. Tak rzeczywiście było.

Czy wiesz, do czego naprawdę są zdolne owe świeże, młode, współczesne umysły dwóch pokoleń po Einsteinie? Jeśli możesz, spróbuj to pojąć. Usiądź sobie z grupą młodych ludzi, którzy naprawdę potrafią myśleć, a mówimy tu tylko o okresie sześćdziesięciu, siedemdziesięciu, osiemdziesięciu lat. Ja tylko wykażę widoczną tu tak zwaną ewolucję świadomości. Sam doświadczyłem tego bardzo głęboko. Pamiętam to bardzo dobrze. Miałem około dwunastu lat, może trochę mniej, kiedy to zetknąłem się po raz pierwszy z pop-ilustracją teorii względności. I nigdy nie zapomnę tamtego przeżycia. Było to doświadczenie głębokiej intuicji. Poczułem przypływ energii w głowie i od razu zrozumiałem całkowitą racjonalność pojęcia względności. Problem, jaki później miałem z tą ideą, wynikał z konieczności wybierania spośród ograniczonych definicji względności, które mi przedstawiano.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak działają te młode umysły, to przyjrzyj się choćby temu, jak podchodzą one do negatywizmu Schopenhauera, przyglądają mu się ze wszech stron i w ciągu paru minut wyciągają z niego prawdziwe wnioski. I to z łatwością. Młode umysły są do tego zdolne. Być może posługują się w tym celu Darth Vaderem czy inną formą wyrazu zaczerpniętą z „Gwiezdnych Wojen”. Ale robią to w swoich umysłach. Rozumiesz? Czy wiesz, o czym mówię? Biorą oni piękne, boskie idee Spinozy, oczyszczają je i dzięki jednemu zdaniu z Kursu Cudów pokazują, co jest w nich prawdziwe. Czy widzisz, co się dzieje w tych umysłach? Nie schodzą one do poziomu jakościowej analizy rozczłonkowania. One łączą w całość! I właśnie do tego chcemy doprowadzić w twoim umyśle, widzisz? Widzisz, co próbujemy uczynić?

Pojęcia z filozofii augustyńskiej lub fizyki newtonowskiej cieszą się wielkim poważaniem u tych, którzy kierują się roztropnością ograniczenia. Weźmy na przykład papieża, który naucza fenomenologii, czyli twierdzenia, że mogą istnieć obiektywne zjawiska na zewnątrz pojedynczej świadomości jaźni. Papież nie chce więc uznać, że to on sam wywołuje istnienie zjawisk. Rozumiesz? Całą podstawą kwantowego myślenia, Kursu Cudów, subiektywności czy też myślenia absolutnego, w którym nie ma przedmiotu, jest pojęcie noumenu, czyli idei, że nie jesteś oddzielony od niczego, o czym myślisz. Kurczę, ależ to piękne! Możemy tego nauczać. Ale musimy tego nauczać poprzez proces rozpoznawania, że doświadczenie jest formą objawienia.

Ograniczona świadomość potrafi uznać, że ekspansja czy też samorealizacja, generalnie rzecz biorąc, ma miejsce w muzyce, sztuce, filozofii, nauce, religii. Ale nieuniknione jest, że świadomość ta spłyci to do jakiejś formy dualizmu, po prostu dlatego, że nie jest ona zdolna do myślenia w duchu tak zwanego nieobiektywnego egzystencjalizmu. Nie ma bardziej prawdziwego stwierdzenia we wszechświecie niż: „Cogito ergo sum” – „Myślę, więc jestem”. Lecz choć musisz w końcu dojść do tego wniosku, to wciąż pojawia się pytanie: „Tak, ale kim jestem?”. Skąd się bierze to pojęcie mojej egzystencji? Ach! To niezwykłe! Tak!

Ostatecznie chodzi głównie o to, że świadomość czuje potrzebę uzasadnienia siebie. Stworzenie nie jest niczym innym, jak uzasadnieniem jedności czy też szerzeniem pełnej idei. Ale jak to wyrazić? Jest o tym mowa w Kursie Cudów. Każdy w końcu stwarza jedynie swe własne pojęcie o sobie. Nie widzisz tego? Zawiera on to jednak w ograniczonych ramach świadomości, po prostu dlatego, że określa siebie samego jako odrębnego od jedności. To niesamowite! Czy jest coś bardziej newtonowskiego niż ta idea? I czy jest coś bardziej jednoczącego niż idea kwantowości, idea jednej siły, idea podobieństwa, która musi nas doprowadzić do nieprawdopodobnego wniosku, że wszechświat jest jedynie świadomością? To jest uproszczeniem, ponieważ prawda jest niezwykle prosta. Wszelkie twe zmartwienia wynikają z tego, że myślisz, iż prawda jest pokrętna lub że składa się z luźnych części. Musisz rozpoznać, że w tym procesie nie możesz się odłączyć od jaźni ani od niczego, co jest pozornie na zewnątrz niej.

Oto proces, którego nauczamy. Od tego właśnie zaczęliśmy naszą rozmowę o Kursie Cudów – próbujemy nauczyć świadomość, aby przyglądała się temu, co jest pozornie obiektywne, i by nie uznawała tego za rzeczywiste, lecz by pytała, czym to jest. Dzięki temu możesz się odłączyć od swych pamięciowych wzorców związanych z dualizmem. I tak się właśnie dzieje.

Gdy brat Albert Einstein doszedł do swych wniosków na temat jednolitego pola siły, miał z tym kłopot tylko dlatego, że nie potrafił przejść z poziomu pojęciowego do włączenia w niego swego własnego wyobrażenia na ten temat. Wyraził więc pogląd, że Bóg rzuca kośćmi. To jego własne stwierdzenie. Powiedział tak: „Nie mogę uwierzyć, że Bóg rzuca kośćmi”. Oczywiście, jeśli istnieje coś takiego, jak prawdziwa obiektywność, to musi się z nią wiązać element przypadku. To nieuniknione, ponieważ w takim wyobrażeniu o rzeczywistości elementarny porządek nie istnieje. Rozumiesz? Nieuniknione jest więc przepowiadanie przyszłości. Nie może być inaczej. Czy wyraziłem się niezbyt jasno? Mój umysł staje się zbyt szybki, nie wiem, jak to ująć…

Możemy to sformułować w ten sposób, że niemożliwe jest, abyś miał jakąś nową myśl. Myślisz w czasie przeszłym, a wszystkie twoje projekcje w procesie tworzenia sekwencji czasoprzestrzennej bazują na twoich przeszłych skojarzeniach. Innymi słowy, ty – świadomość, wszechświat – tworzysz swoją przyszłość w oparciu o swoją przeszłość.

Teraz przemówi do nas brat Andrzej, który czasami może robić wrażenie antagonisty, lecz na głębszym poziomie prezentuje sokratejskie idee, o których później dyskutujemy w niezliczonych układach odniesień.

Brat Andrzej: Słyszałem o sytuacji, w której pewną osobę poddano hipnozie i zasugerowano jej, że na dany sygnał zdejmie but i położy go na kominku. Kiedy zabrzmiał ów sygnał, rzeczywiście tak się stało. Kiedy zapytano owego człowieka, dlaczego to zrobił, to podał jakąś wymówkę, która miała wytłumaczyć zachowanie, którego nawet on sam nie rozumiał. Powiedział, że zgrzała mu się stopa, więc zdjął but i położył go na kominku, ponieważ chciał zapamiętać, gdzie go postawił.

To bez znaczenia. Przyglądamy się tylko idei, że musiał uzasadnić swoje działanie. I w tym jest cały dylemat.

Brat Andrzej: Chcę się zapytać o zachowanie, które przypisujesz nam, a za które możemy nie być świadomie odpowiedzialni.

Świadomie – nie jesteście. Ale ostatecznie jesteś odpowiedzialny za swoje zachowanie i w jakimś sensie rzeczywiście je uzasadniasz. To jest podstawą mojego nauczania.

Brat Andrzej:
Ale to jest nieświadome.

Kogo to obchodzi? Ty zapomniałeś Boga. To, co można nazwać świadomością, ogranicza się do twojego wyobrażenia na swój temat, a następnie skłania cię do pozostania w tym układzie odniesienia. Właśnie dlatego nauczam, że rzeczywiście potrzebne jest doświadczenie transformacji. Posłuchaj tego, co mówię, próbuję bowiem zmienić twój schemat myślenia. Oczywiście, każde działanie musi być uzasadnione, bo inaczej by do niego nie doszło. Podstawą zaś naszych nauk jest nieumotywowane działanie. Posłuchaj mnie. Chcę ci to powiedzieć jeszcze inaczej. Jest oczywiste, że hipnotyzer przekazywał założenie istnienia obiektywności komuś innemu, kto również znajdował się w ograniczonym stanie świadomości. Świadomość poddawana hipnozie nie zapytała hipnotyzera: „Co to jest but?”. Ja zaś cię proszę, byś zapytał: „Co to jest but?”. Rozumiesz? Przyjrzyj się temu. Rzecz jasna, hipnotyzer i osoba hipnotyzowana mieli takie samo ograniczone wyobrażenie o zdolności do zdejmowania buta, oparte na energetycznym związku, który stanowił o istnieniu ciała. Takie myślenie jest obiektywne i ograniczone.

Wszystko, co mi zaprezentowałeś, było ograniczone. Mogę to teraz wznieść na wyższy poziom i pokazać ci, czym to jest w prawdzie. Uzasadnianie konieczności zdejmowania buta jest uzasadnianiem odrębnej tożsamości. Nieuniknione jest, że tak się dzieje w tym stanie świadomości. Nie może być inaczej.

Brat Andrzej: Jak możemy zrobić to, o co nas prosisz, skoro nie wiemy nawet, z jakiego powodu robimy to, co już robimy?

Ale masz przecież doskonały cel. Sam skonstruowałeś w swej głowie ideę jedności i ją wyrażasz.

Brat Andrzej: Ale nie zrobiłem tego świadomie.

Oczywiście, że nie. Ponieważ świadomie temu zaprzeczasz. Pozornie nie, ale oczywiste jest, że w ograniczonym stanie świadomości zaprzeczasz pojedynczości. To jest fakt. Teraz być może mi powiesz: „Postanawiam nie wierzyć, że temu zaprzeczam”. Chętnie zgodzę się z ideą, że w twej tak zwanej „transformacji” nie osiągnąłeś jeszcze takiego stopnia metamorfozy, żeby mieć dostęp do jednolitego sposobu myślenia. Skoro skonstruowałeś go jednak w swoim umyśle i jest oczywiste, że potrafisz do niego dotrzeć, to sugerowałbym, abyś to uczynił. Jesteś zdeterminowany pozostać w ograniczonych ramach świadomości – teraz odnosimy się wprost do naszego nauczania, ponieważ twoja potrzeba zdejmowania buta i zakładania buta jest właśnie powodem, dla którego się tu znajdujesz – w tym ograniczonym utożsamieniu ze swoim „ja”. Ponieważ próbuję cię z tego wybudzić, to mówię ci z całkowitą pewnością, że dosłownie nie ma nic na zewnątrz twoich myśli na ten temat. Jeśli spojrzałbyś na to w ten sposób, to powiedziałbym ci, że wszystko, co według ciebie istnieje, jest wszystkim, co istnieje, i nie ma niczego poza tym. To wywoła w tobie głęboki niepokój, ponieważ ty uważasz, że ktoś inny może myśleć niezależnie od ciebie. Właśnie takie jest stanowisko fizyki newtonowskiej. Kwantowy naukowiec z kolei doszedł do nieprawdopodobnego, oczywistego wniosku, że nie ma rozróżnienia między energiami – że wszystkie energie są ostatecznie tym samym.

Kolejnym i ostatnim krokiem mogłoby być rozpoznanie, że oni to ty. Nie ma znaczenia, jak siebie określasz, nie widzisz tego? Nie można cię z niczym porównać! Ty zaś uparcie porównujesz się z rzeczami, które pozornie znajdują się na zewnątrz ciebie. Jezus naucza o tym w Kursie Cudów, podobnie jak naucza tego Budda. Któż nauczał tego bardziej stanowczo niż Budda? I spłycono go od razu, tak jak Chrystusa spłyciło chrześcijaństwo. Oczywiście, że tak. Czy Platona z kolei spłycił Arystoteles? Oczywiście, że tak. To się tak ciągnie w nieskończoność. Wszystko jest zawsze redukcją. Ale ostatecznie zredukuje się to tak, że zostaniesz tylko ty!

Brat Andrzej: W jaki sposób spłycono Buddę?

Jakakolwiek próba zdefiniowania go jest automatycznym spłyceniem.

Idea kolejnego kroku, czy też idea transformacji, której doświadczył Jezus Chrystus, pokazując, że świadomość może ewoluować – a tym właśnie, i tylko tym, jest chrześcijaństwo – została automatycznie spłycona. Określono ją jako proces umierania w celu odnalezienia życia, co jest nieprawdą. O tym wszystkim jest mowa w Kursie Cudów. Bardzo pięknie wyraża to Tekst Kursu. Ostatecznie nie umierasz po to, by żyć. Ty nigdy nie umierasz. Pozostajesz w tym stanie tylko dlatego, że uznajesz ideę ograniczenia.

Znajdujesz się w stanie całkowitego odrzucenia idei wieczności, ponieważ dla ciebie wiąże się ona z czasem. Nie może nie wiązać się z czasem. Jeśli powiem Ci, że będziesz tu siedział przez całą wieczność, ty udowodnisz mi, że się mylę, powstając, spacerując i siadając na innym krześle. Zrozumiałeś mnie. To dobrze! Ja widzę, jak działa twój umysł. Funkcjonuje on, oczywiście, tylko w czasie przeszłym. Wszystko, co ukształtowałeś w sobie, jest oparte na czymś, co pozornie już się wydarzyło. Jeśli rzeczywiście na to spojrzysz, to naprawdę nie myślisz o teraźniejszości; myślisz jedynie o tym, co minęło. Nie jesteś w stanie myśleć o przyszłym tygodniu lub przyszłym miesiącu. Kurs Cudów mówi o tym, że każdy umysł na Ziemi jest tak naprawdę pusty. Spójrz na to. A więc próbujemy doprowadzić cię do teraźniejszości, która w istocie jest wiecznością. Przypatrz się temu, jak ludzie łączą się w grupy i organizacje oraz próbują się komunikować w ograniczeniu. Powiedzie im się jedynie na bardzo ograniczonym poziomie, ale tak naprawdę nie proszą oni o nic więcej. Powiedzą tak: „Nie wymagam, żebyś mnie całkowicie zrozumiał, ale byłoby miło, gdybyśmy nie spuścili na siebie nawzajem bomb atomowych – abyśmy się nie pozabijali – lub abyśmy połączyli się w ograniczonym związku i dzielili wieloma wspólnymi rzeczami aż do naszej śmierci, dopóki nie umrzemy”.

A więc tak naprawdę nie ma tu mowy o żadnej komunikacji, chyba że wtedy, gdy ma ona transcendentny charakter. Jedna z wyższych form komunikacji będzie miała miejsce, gdy pójdziesz dziś wieczorem posłuchać Chicagowskiej Orkiestry Symfonicznej i tysiąc ludzi siedzących na widowni połączy ten sam bodziec energetyczny, ten sam konglomerat rytmów i kombinacji dźwiękowych oraz idei ze skali chromatycznej. Przybierze to formę bardzo głębokiej symbiozy. Tym właśnie jest komunikacja. Komunikacja ostatecznie nie ma nic wspólnego ze swoją definicją. Jeśli Jezus naucza jednego w Kursie Cudów, to właśnie tego, że doświadczenie może być jednolite, lub że Boga można doświadczyć – co jest całą podstawą Kursu – i to wspólnie, ponieważ w rzeczywistości mamy jeden wspólny mianownik.

Pójdźmy z tym o krok dalej. Byłoby miło, gdybym mógł ci pokazać, że – powiedzmy, zrobię coś takiego: „Pffs blaa!”. To nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Gdzieś w swoim umyśle w tamtej chwili byłeś zdeterminowany nadawać temu, czym, jak myślałeś, jestem, jakiś związek przyczynowo-skutkowy. To nieuniknione. Podstawą zen, czy też koanu – tak to chyba nazywacie – jest doprowadzenie do zmiany w twojej świadomości, tak aby twoje myślenie nie było już liniowe. Widzisz to? Ty zaś mówisz: „Ojej, co on takiego próbuje uczynić? Dlaczego to robisz? Nie mów mi, że robisz to bez powodu. Ty mną manipulujesz”. Lub co najwyżej próbujesz mnie obudzić.

Brat Andrzej: Analogia, którą się posłużyłeś, odnośnie ludzi słuchających symfonii i podzielających transcendentalną świadomość, jest bardzo adekwatna. Ale gdy tylko otworzyłeś usta, by o tym opowiedzieć, zmieszałeś się z motłochem, bo próbowałeś rozwiązać problem na poziomie problemu, a to się nigdy nie powiedzie.

Tak, wiem. Zgoda. A więc jesteś skazany na wieczne potępienie.

Brat Andrzej: Nie.

No cóż, dobrze! A więc gdy mówisz „nie”, pozwalasz, abym ci to insynuował na poziomie energetycznym, ponieważ się tym ze mną dzielisz.

Brat Andrzej: Rzeczywiście, pozwoliłem na to. Ale gdy ty otwierasz usta, to już nie jest to.

Tak, ale abym mógł dawać, potrzebuję energii. Abym mógł dawać, potrzebuję idei.

Brat Andrzej: W ten sposób generujesz swoją shakti.

Oczywiście że tak. To jest najwyższa forma, jakiej możesz użyć. To właśnie czyni Bóg. Trafiłeś w sedno. Jeśli chcesz na to spojrzeć w ten sposób, to Bóg generuje shakti, dzieląc się prawdziwą ideą. Oczywiście, że tak. Lecz pamiętaj, że tylko ty możesz to zrobić. Jezus nazywa to w Kursie Cudów absolutnym związkiem opartym na braterstwie, które musi zaistnieć w świadomości. Istnieje jednak taka tendencja, by myśleć, że idea organizacji w czasie oznacza, iż jakaś świadomość w danym układzie odniesienia dotarła do punktu, który wydaje się bardziej zaawansowany. Dzięki mojemu obudzeniu jestem całkowicie świadomy, że nie ma żadnych stopni świadomości, że naprawdę nie istnieją żadne hierarchie świadomości. Idea hierarchii, czy też ustanawiania poziomów świadomości, zawsze pojawia się w stanie ograniczenia, w którym próbuje się określić, czym jest pojedynczość. Ten proces ma swoje uzasadnienie, ponieważ polega on na posługiwaniu się samą możliwością rewolucji czy też znalezienia się na wyższym poziomie rozwoju w wyniku podstawowej potrzeby przezwyciężania czegoś. Nie da się tego zrobić w żaden inny sposób. Tego nie praktykuje się na pozornie niższych poziomach. Oczywiste jest, że nosorożec nie konstruuje idei na temat przyszłości i tym podobnych. Skoro ty jednak to uczyniłeś w swoim stanie świadomości, to musisz sobie również w pełni uświadomić, że ta przemiana może się dokonać w tobie. A więc gdyby nie podstawowe pojęcia newtonowskie, nie byłoby również mowy o tak zwanej fizyce kwantowej czy idei względności. Musisz wpierw mieć pojęcie o możliwości obiektywności. To jest formą ewolucji. Pewnie, że tak. I jeśli zechcesz się temu przyjrzeć, to wszystko jest częścią twoich myśli.

Jest trochę idei związanych z niezwykłym pojęciem nierozdzielania. Z ideą szczególności wiąże się pewien paradoks, polegający na tym, że przekazuję ci ideę, że jesteś całkowicie wyjątkowy i szczególny – ale nie w odniesieniu do niczego, co jest od ciebie oddzielone. Idea, że jesteś wyjątkowy i szczególny leży u podstaw całego twojego egzystencjalizmu. To jest całkowicie nieuniknione. Jedyne, co możesz wiedzieć to, że: „ja jestem ja”. I znowu do tego wróciliśmy. Uznanie pojęcia, że jest to transcendentalne lub teozoficzne, czy też gnostyczne, to bardzo ważny krok.

Jezus naucza w Kursie, że wszystkie idee wyrażające miłość są próbą komunikowania się. A ostatecznie cała komunikacja to jedynie tożsamość czy też próba utożsamienia się. Ograniczenie nigdy nie może niczego przekazać. Jezus naucza, że ono rzutuje na zewnątrz siebie zamiast szerzyć. Rzutuje pojęcie na swój temat… Tym właśnie jest rozczłonkowanie. Idea, którą rzutuje dana świadomość, zawiera w sobie całość, czyli zawiera ideę tego, co dodatnie i ujemne, bądź też ideę porównań i koncepcji. W Kursie Cudów, czy też w nauczaniu pewnej formy transformacji, próbujemy tak naprawdę doprowadzić do tego, abyś myślał bez wyodrębniania. Tym właśnie jest pojednanie. Kurs naucza tego w ten sposób: Ograniczony stan świadomości próbuje utrwalić sam siebie, a więc ustanawia w swojej własnej karmie pamięciowe wzorce oporu. Robi to po to, aby podtrzymywać swoją świadomość lub sprzeciw, czy też własny porządek. Nieuniknionym rezultatem ograniczenia jest żal, czy też idea, że istnieje jakaś forma na zewnątrz ciebie, która mogłaby wywołać w twojej świadomości lęk, atak lub niepokój. Całą podstawą twojej karmy – twojej pamięci w rozczłonkowanym wszechświecie dualizmu – jest utrzymywanie się przy życiu w ograniczeniu. To oczywiste. Jezus mówi w Kursie, że wszystkie twoje myśli wywodzą się – ¬z czego? Z oddzielenia. Innymi słowy, twój sposób myślenia wiąże się z ciągłym rozczłonkowaniem ograniczenia twojej świadomości. Oczywiście, że tak. Lecz jeśli zatrzymasz się, by na to spojrzeć, to zobaczysz, że w strukturze twej świadomości zawiera się też idea jedności. Jest jednak konieczne, abyś był włączony w to równanie.

Czy przyjrzałeś się chaosowi, jaki panuje w świecie, w którym pojedyncze świadomości usiłują podtrzymać swoją tożsamość? Wow! To zadziwiające! Nic dziwnego, że panuje tu chaos. Każda z nich w istocie opiera się na unikalnym historycznym wzorcu. Nie ma czegoś takiego, jak dwa identyczne odciski palców. To ciekawe spostrzeżenie, jeśli chcesz na to spojrzeć. A są ich miliardy. I one wciąż się dzielą na mniejsze części. Darwinowski dobór naturalny to po prostu przetrwanie ograniczonego stanu świadomości w chwili jego indywidualizacji. Ograniczenie zawsze dzieli. To niesamowite! Na obszarze dwóch kilometrów kwadratowych brazylijskiej dżungli żyje osiemset czterdzieści sześć gatunków chrząszcza. O kurka wodna!

Brat Andrzej: Czy chcesz przez to powiedzieć, że my wszystko dzielimy?

Tak. W swoim elementarnym wyobrażeniu o sobie oddzieliłeś się od tego stołu. I oczywiście uważasz, że ten stół jest odrębny od ciebie. Dlaczego? Czym jest ten stół? Aby mi odpowiedzieć, spojrzysz na przeszłe skojarzenie w swoim umyśle i poinformujesz mnie, czym jest ten stół. Jeśli jednak będę ci wciąż zadawał pytania, to nie masz szans. Nie jesteś w stanie powiedzieć mi, czym jest ten stół. Nie masz pojęcia, czym on jest w rzeczywistości. Spróbuj, jeśli chcesz. To są tylko ćwiczenia. Są one zawarte w Książce Ćwiczeń Kursu Cudów. Właśnie to się tu dzieje. Możemy tu siedzieć całą wieczność i nigdy tego nie znajdziesz. Będziesz to tylko dzielił i dzielił na mniejsze kawałeczki. A gdy dojdziesz do poziomu cząsteczkowego, podzielisz to jeszcze inaczej w swoim umyśle. Widzisz to? I w końcu poddasz się i pozwolisz, aby to było stołem, i posłużysz się nim w swej ograniczonej świadomości. Tym tak naprawdę jest struktura społeczeństwa. Posługujemy się w nim jedynie obiektywnością ograniczenia. A później spieramy się, broniąc naszych idei tego, czym jest ten stół. Mógłbym cię z łatwością zabić, upierając się, że to jest określony rodzaj stołu lub chcąc go zatrzymać w swoim posiadaniu, skoro znajduje się on na zewnątrz mnie i chcę go zachować. Wiąże się z tym idea niedostatku.

Brat Andrzej: Widzę go, ale nie potrafię ci powiedzieć, co widzę. Doświadczam jednak, że coś tam jest. Czy to wciąż oznacza, że mijam się z celem?

Automatycznie mijasz się z celem, ale to jest w porządku. Co zatem tak naprawdę zacząłeś robić? Zacząłeś przyglądać się swoim projekcjom, czy też własnym myślom, co jest niezbędną częścią procesu obudzenia. Właśnie dlatego nauczam cię, abyś spojrzał na stół i powiedział: „Co to takiego?”. Kiedy twoje myślenie będzie się opierało na jednoczeniu, to być może spojrzysz na ten stół i ujrzysz w nim, na przykład, stół z ostatniej wieczerzy. Ujrzysz w nim cokolwiek, co skonstruowałeś w swoim umyśle. Oto podstawowe założenie tego, co myślimy, i musisz to zrozumieć: pojęcie zawsze poprzedza postrzeganie. To jest nieuniknione. Czy zgodzisz się ze mną?

Brat Andrzej: Czy to znaczy, że myślę o stole, zanim go zobaczę?

Nie może być inaczej. Wchodzisz właśnie w samo sedno tego, o czym powiedziałem.

Brat Andrzej: A więc odczuwam lęk, zanim podejmę jakieś działanie?

Czujesz potrzebę bronienia swojej tożsamości w układzie odniesienia, w którym znajduje się twoja świadomość. Oczywiście, że tak. Jesteś jedynie tym, czym jesteś. Gdy wychodzisz z tym na zewnątrz, gdy zaczynasz myśleć, konstruujesz całą tę różnorodność i podtrzymujesz swoją ograniczoną świadomość za pomocą różnorodności, zamiast jedności. To się nigdy nie powiedzie. Jakiż niesamowity dylemat ma Adam, który musi nazwać zwierzęta. A więc zajmuje się ciągłym dzieleniem gatunków. Dlaczego? Bo on sam się oddzielił. I będzie dalej wszystko dzielił i dzielił. To nieuniknione.

W końcu nauczasz tego po prostu poprzez akceptację własnych myśli. Właśnie tego nauczalibyśmy w Kursie Cudów. Skoro istnieją tylko twoje myśli na jakiś temat, innymi słowy: skoro to ty jesteś pomysłodawcą wszechświata, jesteś stwórcą – a zapewniam cię, że to prawda – i skoro znajdujesz się w stanie dualizmu i obrony samego siebie, to ustanawiasz i wyznaczasz w swojej świadomości względne warunki określające twoją tożsamość. W Kursie nauczalibyśmy tego w ten sposób, że żadna myśl nie może cię nigdy opuścić. I oto mamy cały dylemat winy. Jeśli próbujesz osadzić się na gruncie ograniczenia – a oczywiście odnosisz w tym sukces – to musisz z definicji czuć potrzebę porządkowania własnych myśli. Nie możesz tego nie robić. Automatycznie odrzucasz i zachowujesz pewne myśli w swojej świadomości. O tym mówi Nowy Testament, tego próbuje nauczać Jezus. W bardzo prawdziwym sensie – wybacz mi – jeśli myślisz o „mordercy”, to jesteś mordercą. To jest absolutnie nieuniknione. Nie chcesz na to spojrzeć. Wiem, że nie chcesz na to spojrzeć. Nie chcesz być odpowiedzialny za swoje myślenie. Ale jesteś odpowiedzialny. Zrobisz wszystko, by nie być za nie odpowiedzialny. Dlaczego? Ponieważ skonstruowałeś śmierć. I nie chcesz być odpowiedzialny za śmierć. Rozumiesz? Czy widzisz, że śmierć jednego to śmierć wszystkiego? Jeśli jedna rzecz umiera, to wszystko umiera. Spójrz na to. Śmierć jest ograniczeniem.

Właśnie tak tutaj żyjemy. Śmierć definiuje życie. To oznacza, że opierasz swoją świadomość na pojęciu, że istnieje unicestwienie i koniec. Gdzie się nie obejrzysz na Ziemi, konstruujesz formy, które są cykliczne lub które się rozwijają. Tak naprawdę to właśnie ustanowienie czasu i przestrzeni prowadzi do rzekomego końca. Istnieją w Kursie takie wyrażenia, które są nie do przyjęcia, na przykład: „To, co nie jest wieczne, nie jest prawdziwe”. Wymień mi coś, co jest wieczne. Nie jesteś w stanie. A więc porywasz się na ideę Boga. Mówisz mi: „Bóg jest wieczny”. Ale wieczność nie może istnieć poza twoją ideą na jej temat. Co takiego ci mówię? Że Bóg jest twoją ideą. Śmierć jest twoją ideą. Spójrz na to. Opowiedz mi o Bogu. Opowiedz mi o prawdzie. Powiedz mi, czym jest prawda. Nie możesz. Możesz tylko być prawdą. Bardzo dziwne jest pojęcie posiadania idei. Kim więc jesteś ty? Co takiego masz? Masz idee na temat różnych rzeczy. Jesteś po prostu oddzielony! Czy nie widzisz, że jesteś ideą?

Brat Andrzej: Czy jestem wszystkim, czego doświadczam?

Tak. Wyłącznie tym. Amen! Ale tobie się to nie podoba. Nie potrafisz odróżnić przyjemności od bólu, ale wciąż próbujesz. Właśnie mówiliśmy o pojęciu ciągłości w umyśle człowieka. Bierze się ono z głębokiej potrzeby doświadczenia pojedynczości. Przejawia się to w dramatyczny sposób w pojęciu reinkarnacji. Idea nieprzerwanej świadomości ma dużą wartość. Problem z reinkarnacją sprowadza się do poczucia ograniczenia związanego z oczywistymi pojęciami odrębności w pamięciowym wzorcu. Innymi słowy, nie byłeś niczym konkretnym w przeszłości, lecz byłeś wszystkim w swojej świadomości. Kiedyś próbowałem to wyrazić na przykładzie męki ukrzyżowania, podczas której nie byłeś bardziej Piotrem niż rzymskim żołnierzem. Wszystko jest twoją ideą na dany temat. Jeśli, przyjąwszy ideę reinkarnacji, przeżyjesz mistyczne doświadczenie i nagle zaczniesz biegle mówić w sanskrycie… No pewnie, że tak! Już zgodziłem się na to, że z genetycznego punktu widzenia konfiguracja twojej świadomości nie tylko zawiera wszystkie możliwości, ale również wszystkie przeszłe wydarzenia z całej schizmy. To tylko twój sen, bracie.

Historia nie jest obiektywna. Historia nie jest wydarzeniem złożonym z odrębnych konkretów. Takie wyobrażenie jest tylko w twoim umyśle. Czymże ostatecznie jest historia, jak nie tym, czym – jak myślisz – jest, lub tym, co formułujesz wspólnie ze swoimi ludźmi w określonym czasie? Możemy dojść do wniosku, że Hitler był złym człowiekiem. Lecz po pięćdziesięciu latach spotkasz się z ludźmi, którzy powiedzą, że nie był taki zły. Czy to nie śmieszne? Wszyscy wciąż od nowa spisują historię. Nie widzisz tego? Historia jest zawsze oparta na doraźnych korzyściach danej świadomości. Na miłość boską! Spiszemy ją na nowo, kiedy tylko zechcesz. Pięknie jest widzieć, jak świadomość bierze alegorię dualizmu, która nie jest niczym innym, jak procesem budzenia się, i rekonstruuje ją na nowo w swoim umyśle jako pojedynczą prawdę. Co takiego próbujesz udowodnić, kiedy zadajesz te pytania, jak nie tylko własne ograniczenie? Ja przyjmę wszystko, co mi powiesz. Nadszedł czas, aby twój umysł zaczął się przyglądać doświadczeniu z bajki jako urzeczywistnionemu objawieniu, które jest w niej zawarte. Cóż jest bardziej mistycznego niż bitwa pod Waterloo? Jest ona tym, co z niej uczynisz w swoim umyśle.

Wolność… W Książce Ćwiczeń Kursu Cudów całkiem dosłownie prosimy cię, abyś uwolnił się ze swoich własnych ograniczonych konfiguracji. Gdy zaczyna ci się to przydarzać, jest to niezwykle radosnym, szczęśliwym i niewiarygodnym wydarzeniem, ponieważ jest ono wolnością. Zaczyna się ono w zasadzie od podstawowej idei, że gdzieś w układzie odniesienia twoich własnych wyobrażeń o sobie kryje się jedność, prawda czy też pojedynczość. Dualizm przyznaje się do tego po cichu. Nieuniknione jest więc, że Ziemi by tu nie było, gdyby gdzieś, w jakimś układzie odniesienia, jakkolwiek ograniczonym, nie sformułowano pojęcia Boga, prawdy czy też pełni. Następnym krokiem, którego będziesz próbował nauczać, jest to, że skoro nie można jej znaleźć tutaj, to osiągnięcie wiedzy musi być formą transformacji, czyli przemiany umysłu lub oświecenia, czy też doświadczenia „aha!”, czyli zmartwychwstania, czy też istoty geniuszu, symfonii, pięknego wiersza, czy też czegokolwiek, co prowadzi do zmiany w świadomości twojego związku z tym, co pozornie znajduje się na zewnątrz ciebie. Jest to podstawą całego mojego nauczania.

Z socjologicznego punktu widzenia dotarliśmy w tej konfiguracji do prostego wniosku, że osiąganie prawdy może mieć charakter transformacyjny. Ezoteryczne kręgi zawsze o tym wiedziały. Idea pradawnej mądrości, elementarne podstawy religii, chrześcijaństwa, opierają się na Boskiej wiedzy, którą można zdobyć dzięki doświadczeniu transformacji lub zmartwychwstania. Mówi o tym cała literatura. Wyraża ona każdą możliwość przy użyciu ludzkich pojęć dualizmu. A więc jeśli mamy tego nauczać, to zawarta w indywidualnej świadomości zdolność do postrzegania siebie jako pełni musi zostać przyjęta przynajmniej intelektualnie. A więc jeśli dołączasz do jakiejś grupy, to musisz w jakiś sposób założyć – i rzeczywiście, czynisz to na jakimś poziomie – że jesteś tam z uzasadnionego powodu: aby rozpoznać, kim jesteś. Tak jak już sygnalizowałem, spojrzysz na ten koszyk – to właśnie dzieje się teraz w waszych umysłach – i zamiast stwierdzić: „Jesteś koszykiem”, zapytasz: „Czym jesteś?”. Nie mów mu, czym on jest. Zapytaj go, czym jest. Czy widzisz, jakie to proste? Jest oczywiste, że jeśli powiesz mu, czym jest, to stanie się on konfiguracją twojej własnej pamięci, czyli ograniczonej świadomości.

Jest taki piękny fragment w jednej z pierwszych dwudziestu lekcji Kursu Cudów, który brzmi mniej więcej tak: Mogę skłonić cię do uznania, że przeszłości nie ma teraz, a więc niemożliwe jest, abyś w rzeczywistości o niej myślał; i przyszłości również nie ma teraz, więc rzeczywiście niemożliwe jest, abyś ją wytwarzał, a zatem całkiem dosłownie wszystkie umysły na planecie Ziemi są w każdej chwili puste. One o niczym nie myślą! Widzisz to? Jedynie wytwarzają przeszłość – czyli „nie-teraz” – tak jak ją postrzegły, i rzutują ją w przyszłość. Dobrze jest na to spojrzeć w ten sposób. A więc ludzie chodzą sobie po świecie i nikt, dosłownie nikt, tutaj tak naprawdę nie myśli. Co z tego wynika? Że niemożliwe jest, aby istniała jakakolwiek forma komunikacji w chaosie. Dlaczego? Ponieważ wszyscy opierają to, co widzą, na swoich własnych koncepcjach, na przeszłości. Nie ma w tym nic rzeczywistego. No ładnie! Teraz poruszamy to, co naprawdę mamy tu do powiedzenia. Skoro przyjęliśmy, że istnieje jedno źródło, to jest całkiem oczywiste, że ty i ja, indywidualnie i wspólnie z innymi świadomościami, musimy podzielać tę rzeczywistość. I właśnie do tego ma prowadzić nasze braterstwo. To wszystko.

Kurs Cudów nazywa to miłością. Nie ma to nic wspólnego z miłością lub próbami komunikacji, które promuje się tu w dualizmie, w chaosie. Nie mogłoby mieć z tym nic wspólnego. Dlaczego? Ponieważ miłość nie wiąże się z postrzeganiem. Postrzeganie zawsze polega na rozróżnianiu. W Kursie Cudów nauczalibyśmy tego w ten sposób: nie możesz mieć neutralnej myśli. Tylko spróbuj. Nie jesteś w stanie. Rozumiesz? Postrzeganie musi wiązać się z trzymaniem czyjejś strony, ponieważ postrzeganie i pojęcie ograniczonej jaźni opiera się na obstawaniu po czyjejś stronie. I od razu stajesz przed niesamowitym dylematem odrzucenia lub próby odrzucenia odrobiny swojego własnego oddzielenia.

Oto prawdziwa myśl: Idea nigdy nie może opuścić swego źródła. Tylko pełnia jest jej rzeczywistością, co jest innym sposobem powiedzenia, że dwie rzeczy nie mogą się nawzajem poznać, ponieważ dwoistość opiera się na dualizmie.

A więc oto mamy gatunek ludzki, homo sapiens, trwający w stanie dualizmu. Usiłuje on porządkować własne rozczłonkowanie, własną świadomość, i kieruje się preferencjami, wybierając rzeczy, które podtrzymują jego ograniczoną świadomość. Jezus w Kursie próbuje wyrazić to w ten sposób: wszystko wokół ciebie jest skutkiem twoich myśli i nie jest rzeczywiste, ponieważ twoje myśli o tym nie są rzeczywiste. Oto niezły sposób, w jaki możesz to rozpoznać: uznaj przynajmniej, że jeśli nie ma niczego na zewnątrz ciebie, to tylko twoje własne myśl mają na ciebie wpływ. Dobrze jest spojrzeć na to w ten sposób. Oczywiście, że to prawda. Tylko twoja idea na jakiś temat, czy też sposób, w jaki ją sformułowałeś w swojej pamięci bądź w karmicznym układzie odniesienia, pozornie ją urzeczywistnia. Skoro całe pojęcie ograniczonej świadomości jest oparte na tym, co Kurs Cudów nazywa atakiem lub obroną, to możesz na to spojrzeć w ten sposób: stan świadomości, w którym na zewnątrz ciebie rzekomo istnieje coś, co mogłoby na ciebie wpłynąć bez twojej zgody, jest powodem wszelkiego bólu, żalu i morderstwa oraz wszystkich rzeczy, które się z tym wiążą. Oczywiście, że to prawda. Możemy cię nauczyć – i już zacząłeś to poznawać – że wpływają na ciebie twoje własne idee na temat wszystkiego. To bardzo piękne.

Ostatecznie wszechświat jest jedynie ideą. Jeśli idea jest ograniczona, to oczywiście nie jest uniwersalna, a więc ten, kto o niej myśli, nie może się od niej oddzielić. Dopóki wierzysz w swój ograniczony stan świadomości i konstruujesz ograniczenie, w którym jednostka może się oddzielić od swoich myśli, dopóty będziesz urzeczywistniał czasoprzestrzeń. Nie możesz nie działać w ten sposób. Właśnie idea, że możesz pozostać na zewnątrz swoich myśli, wytworzyła przestrzeń. Jeśli stanę tu przed tobą w stanie ograniczenia i powiem: „Nazywam się Teodor Każdy. Tam zaś stoi słup.”, to co takiego wytworzyłem? Przestrzeń między sobą a słupem oraz czas, jaki będzie potrzebny, abym przeszedł z tego miejsca do tamtego miejsca. Jeśli moja idea na temat tego słupa jest ostatecznie jedynie konfiguracją w mojej świadomości, to ona tak naprawdę nigdy nie opuściła mojego umysłu. To jest wielka prawda. Można ją ćwiczyć. Właśnie do tego próbuje doprowadzić Kurs Cudów w pierwszych pięćdziesięciu lekcjach z Książki Ćwiczeń. Aby to rozpoznać, mogę spojrzeć na ten słup i zamiast mówić do niego: „Jesteś słupem”, mogę powiedzieć to, czego naucza pierwsza lekcja Kursu: „Nie wiem, czym jesteś”. Co takiego? Spójrz, co się wydarzyło. Nie wiem, czym jest cokolwiek. To niesłychane! Spójrz, co się stało. Jaki jest następny krok? Spoglądasz na słup i mówisz do niego: „Czym jesteś?”. Co takiego się wówczas dzieje w twojej świadomości? Można to naprawdę ćwiczyć. Na jeden moment rozpoznajesz ideę, że rozprzestrzeniasz myśl, która nie opiera się na tym, co poprzednio o niej wiedziałeś. Co zacząłeś czynić? Zacząłeś myśleć.

„Myślenie” na Ziemi nie ma nic wspólnego z tym, czym naprawdę jest myślenie. O tym mówi pierwsze pięćdziesiąt lekcji Kursu Cudów. To jest trochę niepokojące, a więc ludzie, którzy koniecznie chcą się uziemić w ograniczonej świadomości, spojrzą na mnie i powiedzą: „No cóż, być może to prawda, lecz kiedy mój umysł zaczyna to robić, ogarnia mnie strach, ponieważ tracę swoją tożsamość. Jeśli to nie jest lampa, to mam bardzo poważny problem”. Widzisz? A jednak ja stoję przed tobą i mówię: „To nie jest lampa”. Jeśli poproszę cię, abyś ją zdefiniował, ty spojrzysz na nią i zaczniesz ją dzielić na kawałki po to, aby co? Uzasadnić siebie w rozbiciu! Zadziwiające jest, jak działa twój umysł. Ta grupa oczywiście osiąga wyższy stan tego, co mógłbyś nazwać połączoną świadomością. Czymże innym mogłoby być braterstwo czy duchowa bliskość, jak nie uznaniem – po pierwsze – pojedynczości prawdy, czyli mówiąc w sposób altruistyczny – że prawda jest prawdziwa i nic innego nie jest prawdziwe? To zaś nie pozwala na zaistnienie względności, czyli odrębnych związków w prawdziwej strukturze świadomości. Do czego może to nas doprowadzić? Do błądzenia w naszych wzorcach pamięci! Pamiętaj, że skoro ograniczona świadomość w czasoprzestrzeni opiera się na historii oddzielenia, to konieczne jest, abyś rozpoznał, że wszystkie twoje myśli w dualizmie opierają się na ograniczeniu. Z religijnego punktu widzenia nazywa się to złem, czy też upadkiem. Ty jednak masz w sobie coś, co można by nazwać genetyczną zdolnością do myślenia o prawdzie, czyli Bogu. Oczywiście, że możesz to robić, skoro już to robiłeś. Właśnie dlatego próbujemy ci uświadomić, że skoro wszystko jest ostatecznie jedynie twoją myślą na dany temat, to ty sam musisz być prawdą, czy też Bogiem. Nie możesz tym nie być. To inny sposób powiedzenia, że nie możesz się oddzielić od swoich idei. Na tym właśnie opierają się próby osiągnięcia Chrystusostwa w czasoprzestrzeni, czyli ustanowienia guru bądź jakiejś jednostki, która doświadczyła transformacji i jest w stanie – za pomocą energii lub idei, lub jakichkolwiek innych środków – przekazać sposób, w jaki również ty możesz rozpoznać tę prawdę w swojej świadomości.

Na najwyższym, najdoskonalszym poziomie nauczania świadomość jednostki musi uznać, że jest faktycznie prawdą samą w sobie. Nauczano tego od zawsze. Kurs Cudów mówi stanowczo, że jest kursem, dzięki któremu rozpoznajesz, kim jesteś. Nie może być on niczym innym. Wszyscy od razu potakują głowami: „Tak, poznanie siebie to jedna z podstaw”. Ale to jest jeszcze dużo głębsze. Musisz poznać siebie, ponieważ dosłownie nie ma nic innego do poznania. Wow! Przedstawienie tego w Książce Ćwiczeń Kursu Cudów oraz idea, że rozpoznanie tego jest nieuniknione i natychmiastowe, pokazuje, że wszyscy znajdują się w stanie głębokiego zaprzeczenia, zanim jeszcze zaczną praktykę. Nie możesz nawet otworzyć tej książki, i od razu nie mieć problemu. Dobrze jest zacząć od przyjrzenia się pewnym podstawowym ideom.

Lekcja 8 mówi: przeszłości nie ma. Kiedy myślisz o przeszłości lub oczekujesz przyszłości, twój umysł jest tak naprawdę pusty. Właśnie to przed chwilą powiedziałem. Lekcja 14 – zobaczmy, czy ktoś wchłonie tę ideę – jesteś gotowy? Świat, który widzisz, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jest on twojego własnego wytworu i nie istnieje. To dobry początek. Dobrze się to zaczyna. Wszystko, co widzisz, jest wynikiem twoich myśli. Nie ma żadnych wyjątków. Nie ma żadnych błahych myśli. Neutralna myśl jest niemożliwa. Posłuchaj. Lekcja 19: Przyczyna i skutek nigdy nie są oddzielone. Myślenie i jego rezultaty są jednoczesne. O kurczę! To prawda, że nie ma żadnych prywatnych myśli. „No dajże spokój! Przecież mam prawo do odrobiny prywatności”. Posłuchaj mnie. Masz prawo do zupełnej prywatności, i tak naprawdę jest to wszystkim, co ma Bóg – zupełną prywatność. Widzisz to? Wszyscy jesteście w stanie na to spojrzeć. Skoro nie ma nic na zewnątrz ciebie, to oczywiste jest, że masz całkowitą prywatność. Cóż jest bardziej osobistego niż Bóg? Cóż takiego uczyniłeś ze swoimi własnymi pojęciami, co sprawiło, że coś byłoby na zewnątrz ciebie, a następnie mogłoby cię skrzywdzić lub wywołać twój niepokój czy konflikt? Walka, czy też konflikt, nie są prawdziwe. Nie mogłyby być prawdziwe. To niemożliwe. Wow! Powinieneś zacząć tego nauczać. Kiedy widzisz odrębne rzeczy, to tak naprawdę niczego nie widzisz. To piękne. Dorzucę jeszcze lekcję 23, ponieważ nikt tak naprawdę nie chce się jej przyjrzeć. Jedyną drogą wyjścia z lęku jest porzucenie ataku i obrony. Nie opieraj się złu. Nie bierz udziału w chaosie twoich własnych ograniczonych projekcji. Wow!

Spisałem trochę dziwnych rzeczy dzisiaj rano. Kilka tytułów piosenek. To taka dygresja. „Nic nie jest pewne, jeśli się wpierw nie wydarzy”. A to perełka. Innymi słowy, jeśli nie doświadczysz tego procesu, to nie możesz być niczego pewien. Właśnie w ten sposób możesz zawsze rozpoznać obudzoną świadomość, czyli kogoś obudzonego. Możesz nie wiedzieć, czego on jest pewien, ale widzisz, że jest bardzo pewien czegoś, czego ty nie jesteś pewien! Oto piękna definicja. Ta jest dla ciebie: „postaraj się nie uśmiechać, gdy zaprzeczasz”. Co za perełka! W jakiś sposób uznajemy, że zaprzeczamy, i w pewnym sensie czerpiemy z tego satysfakcję. To tak naprawdę do niczego nie prowadzi. Następne zdanie jest również dla ciebie. Jest to definicja tantrycznej jogi: „Pokój nastanie, gdy wszystko ci stanie”. Umieść to na nalepce dla ludzi zajmujących się jogą tantryczną. Och, biedacy…

Uznanie, że ta przemiana wydarza się w tobie, może doprowadzić do niezwykłego poczucia spokoju i radości, ponieważ gdy oczyszczasz swoją rozczłonkowaną przeszłość, przypominając sobie swoją własną doskonałość, pozwalasz wszystkiemu, co pozornie wydarza się na zewnątrz ciebie, aby było tym, czym jest, i nie próbujesz wkładać tego w historyczne ramy, samemu się od tego odłączając. Czyż to nie piękne, że możesz tego dokonać? Za każdym razem, gdy to robisz – gdy nie stosujesz w swej świadomości konkretnych związków przyczynowo-skutkowych, wówczas w twoim własnym energetycznym związku dochodzi do podniesienia czy też podwyższenia energii. Próbujemy cię nauczać, że właśnie tego doświadczasz. Twój umysł zacznie potem przeobrażać niezwykłe zdarzenia, które miały miejsce w twoich przeszłych utożsamieniach. Zaczniesz je widzieć z innej perspektywy – w nowym układzie odniesienia, w którym wreszcie połączą się one w niesamowitym pojedynczym uświadomieniu, że jedynym celem twojej świadomości była metamorfoza, której teraz doświadczasz. Ależ to piękne! Być może będziesz chciał to potem przestudiować w książkach; być może zechcesz dokonać szybkiego porównania między I Ching a kodem genetycznym. Być może zachwyci cię spostrzeżenie, że helisa kodu genetycznego jest taka sama jak symbol I Ching, czy też całkowity potencjał wszechświata. A więc powiesz: „O mój Boże!”. A ponieważ zmiana ta będzie nadal zachodziła w tobie, rozejrzysz się i zobaczysz w swoim umyśle niesamowite połączenia kolorów, dźwięków i myśli. Sztuka, poezja i literatura połączą się jako jedna, bardzo, bardzo oczywista, niesamowita alegoria świadomości w czasoprzestrzeni. To piękne! Weźmiesz wszystkie bajki i zamiast przerabiać je w sposób intelektualny, przetłumaczysz je – poprzez wyższą formę ikonografii czy też symbolizmu – na prawdziwą ideę, która pokaże ci doświadczenie twojej własnej transformacji. Cóż takiego odkryjesz w tym procesie? Że zaczynasz to samo robić ze wszystkim. A więc gdy spoglądasz na ten koszyk, zamiast mówić mu: „Jesteś koszykiem” lub zamiast następnego kroku: „Czym jesteś?”, spoglądasz na niego i mówisz: „Wiem, że w rzeczywistości reprezentujesz to, kim jestem, i dzięki uświadomieniu sobie twojej pełni, widzę swoją własną”.

Czego zatem tak naprawdę cię uczymy? Abyś odrzucił wszystko, co wydaje ci się prawdziwe. W ten sposób zobaczysz, że ostatecznie jedynie ty jesteś rzeczywistością. Właśnie tego próbujemy teraz dokonać.

Gdy doświadczenie to w tobie dojrzeje, możesz doświadczyć czegoś, co będzie wyglądało jak konflikt. Pamiętaj, że twoja próba odcięcia się od własnych ograniczonych pojęć będzie oznaczała, że wypierasz się wytworów tej Ziemi i odmawiasz im posłuszeństwa. Patrząc z religijnego punktu widzenia, każda świadomość praktykuje nieustanne zaprzeczanie swojej prawdziwej jaźni i w ograniczeniu na zewnątrz siebie ustanawia wytwory, które mają podtrzymywać w pamięci jej własne ograniczenie. Prawdziwy problem, który masz w swojej świadomości, polega na tym, że wyobraziłeś sobie prawdę, harmonię, miłość i Boga, ale nie potrafisz jeszcze rozpoznać, że to jesteś tak naprawdę ty. Być może mógłbyś na to teraz spojrzeć w ten sposób: wszystko jest doskonałe samo w sobie, ponieważ wszystko jest jedynie sobą. Nie może istnieć żadna świadomość na zewnątrz całkowitej tożsamości, jaką jest stan świadomości, czy też bycia. Zebra nie odczuwa bólu w związku ze swoją tożsamością. Opiera się ona na swojej własnej ograniczonej strukturze pamięci oraz konfiguracji definiującej ją w dualizmie. Ty zaś nie jesteś szympansem, ponieważ twój kod genetyczny różni się o jeden procent od kodu szympansa. Szympans jednak wie doskonale, czym jest. Nie konstruuje on śmierci w swoim umyśle. Nie grzebie umarłych wraz z ozdóbkami, po to by utrwalać swą podróż w świadomości. Nie przyszło mu to nawet na myśl. Ale tobie przyszło na myśl. Rodzi to w tobie wielki lęk. Ponieważ najwyraźniej według ciebie Bóg to unicestwienie.

Tak naprawdę to ty sam wytwarzasz metodę osiągania Boga czy też prawdy, poprzez śmierć. Wow! To naprawdę dziwne. Jako Chrystus, jako obudzona świadomość, wstąpisz do chaosu i postawisz ograniczoną świadomość przed koniecznością uznania, że nie ma śmierci, nie ma końca, nie ma unicestwienia, oraz że indywidualna świadomość w jej własnej wizji rzeczywistości zawsze będzie w takim stanie, w jakim znajduje się w tej chwili. Tak naprawdę większość świadomości nie boi się śmierci, ponieważ stała się ona dla nich ucieczką od życia, którego tak naprawdę śmiertelnie się boją. Odkryliśmy jednak, że wieczność nie jest długim czasem, lecz tylko tą chwilą, bo właśnie teraz z radością i miłością dzielimy się naszą prawdą.

Teraz wyciszymy się trochę. [nuci] Na dworze wszystko jest jakieś senne… Bądź teraz bardzo delikatny… To bardzo piękne…

Powyższy wykład Mastera Teachera pochodzi z książki pt.: ,,Powrót Heretyka”.

Schodami do gwiazd

W jaki sposób stajesz się wolny? Czym jest wolność? Swobodą robienia czegoś? Swobodą robienia tego, co ci się podoba? Czy o to chodzi? A co chcesz robić? Oto definicja: absolutna wolność jest całkowitą nieobecnością lęku. Jest tak dlatego, że absolutna wolność jest absolutną miłością, czy też całkowicie swobodnym szerzeniem samego siebie, z włączeniem w to wszystkiego. Rozumiesz? Nie możesz być wolny, jeśli się boisz, ponieważ gdy się boisz, to się bronisz. Jak możesz być wolny, jeśli musisz się bronić?

Jeśli się boisz, to znaczy, że wierzysz, że coś może cię zranić lub zaatakować. Jeśli wierzysz, że coś może cię zranić lub zaatakować, to nie możesz być wolny. Będziesz bowiem musiał wznosić mury dla swej ochrony. W dualistycznym społeczeństwie, powiedzmy w takiej Ameryce, próbujemy znaleźć wolność poprzez gromadzenie wielkich zapasów bomb. I mamy nadzieję, że się obronimy i dzięki temu, co? Pozostaniemy wolni. To się nigdy nie powiedzie. Jakże mogłoby się powieść?

Państwa, społeczeństwa nigdy nie mogą być wolne, dopóki jednostka nie będzie wolna, dopóki ty sam nie staniesz się wolny.

Nie ma wolności na Ziemi. Nie może jej tu być. A nie może jej tu być, ponieważ się bronisz. I oto ty i ja spotkamy się, by bronić naszej rzekomej wolności. „Będziemy wolni, pojedziemy sobie na północ, do lasu, kupimy piękny domek i siądziemy przy strumieniu. Pojedziemy do Oregonu, będziemy całkowicie wolni i do diabła z całym światem!”. Przez jakiś czas wszystko będzie się układać. A potem co się stanie? No nie wiem, ktoś na ciebie napadnie i okradnie twój domek. Lub weźmiesz do ręki gazetę i okaże się, że zrzucono wielką bombę, a więc to wszystko i tak jest daremne, i oto umierasz.

Gdy mówię o wolności, mam na myśli wieczną wolność: wolność na zawsze, wolność od wszelkiej choroby, wszelkiego bólu, nienawiści, zazdrości, wyrzutów sumienia. Gdy mówię o wolności, mam na myśli zrzucenie z siebie brzemienia. Zrzuć swe brzemię i bądź wolny! „Och, chyba tego nie zrobię, muszę ponosić to jeszcze ze sobą przez jakiś czas”.

Tuż obok ciebie jest wolność. Czeka na ciebie. Zwyczajnie sobie siedzi i czeka. Możesz po nią sięgnąć, gdy tylko podejmiesz taką decyzję. Sam wykułeś łańcuchy, którymi jesteś spętany. Zapewniam cię, że tak jest. Ale ponieważ nie wierzysz, że je wytworzyłeś, to szukasz na zewnątrz i myślisz: „Oto, co mi się przydarza… Właśnie dlatego taki jestem… To jest tego przyczyną… Jeśli to się zmieni, wszystko będzie w porządku i będę wolny”. Lub: „To się nie wydarzy i wszystko będzie dobrze”. Zapomniałeś o jednym: wszystko to rzekomo ci się przydarza, ponieważ uczestniczysz w tym złudzeniu. Ok? Sam to wymyśliłeś. Wymyśliłeś jego i mnie. Ty to wytworzyłeś. Ty śnisz. I zaraz się obudzisz, i odkryjesz, że sam wszystko wymyśliłeś. Poprzestawiały ci się twoja przyczyna i skutek. Sytuacje, które na ciebie wpływają, są powodowane przez ciebie samego. Ty zaś myślisz, że przyczyna jest na zewnątrz. Ty wytworzyłeś sen we śnie i to on cię atakuje. Czyż to nie zadziwiające? Te rzeczy nie są prawdziwe. Oto objawia ci się odwieczna mądrość – słuchasz tego? – to nie jest prawdziwe. Ok? Zadziwiające! Nie chcesz tego przyjąć.

Odwieczna mądrość głosi, że jeśli to nie jest prawdziwe, to znaczy, że sam to wytwarzasz. Wytwarzasz to z punktu widzenia tego, kim, jak myślisz, jesteś. A skoro nie wiesz, kim jesteś, to wytwarzasz złudzenia na zewnątrz siebie, czyli projekcje, które wracają do ciebie. Gdy rozpoznasz w swej świadomości, kim naprawdę jesteś, to będziesz stwarzał siebie, czyli prawdę. Rozumiesz?

Jeśli faktycznie istnieje świadomość, to jest ona jedna. A jeśli w całym wszechświecie istnieje tylko jedna świadomość – i ona rzeczywiście albo istnieje, albo nie; jeśli zaś nie istnieje, to kto przemawia za jej istnieniem? Skoro istnieje tylko jedna świadomość, a ty jesteś świadomy, to znaczy, że jesteś całą świadomością, jaka jest. Jeśli rzeczywiście jesteś całą świadomością, ale uważasz, że nią nie jesteś, to znaczy, że błędnie się postrzegasz. I to prawda. Kim więc jesteś? Jesteś dosłownie wszystkim, jesteś Bogiem, jesteś wszelką świadomością. Musi tak być. Nie może być inaczej! Możesz się oddzielać, próbując temu zaprzeczyć, ale prawda jest taka, że jesteś tym, i właśnie to rozpoznasz. To wszystko.

„Czyż nie wiecie, że Bogami jesteście?” Oto odwieczna mądrość. W swojej arogancji nie godzisz się na uznanie własnej boskości. Czyż to nie zadziwiające? Czujesz, że nie masz do tego prawa, czujesz się winny. A przecież jesteś boski, jesteś absolutnie doskonały. Zapewniam cię, że jesteś absolutnie doskonały. Nieważne jest to, co wytworzyłeś na zewnątrz siebie w obronie tego, kim, jak myślisz, jesteś. Nie może ci się nie udać. Jak mogłoby ci się nie udać?

Zapłatą za twój grzech, czyli myślenie, że jesteś tym, kim jesteś, może być jedynie śmierć. I właśnie przez ten proces przejdziesz. Jeśli zachowasz fałszywą tożsamość, to umrzesz fałszywą śmiercią. A ponieważ wierzysz w swoją tożsamość, to zapewniam cię, że twoja śmierć jest bardzo prawdziwa. Twój ból jest również bardzo prawdziwy. Oczywiście, że tak. Nie stoję przed tobą, mówiąc, że jesteś złudzeniem. Mogę to zrobić, lecz jeśli myślisz, że jesteś prawdziwy, to i ból jest prawdziwy.

Przyjdzie taka chwila w twojej świadomości, w której powiesz: „Nie będę tego więcej robił. Musi być coś więcej niż to!”. Następnie odkrywasz, kim jesteś, i właśnie tego teraz doświadczasz. Dobrze jest wiedzieć, że możesz tego doświadczyć.

Twoim jedynym celem na Ziemi, w tym złudzeniu, w twoim utożsamieniu świadomości, jest przezwyciężenie procesu utożsamiania się i przejście do pełnego utożsamienia. Oczywiście, że tak. Po to tu jesteś. I właśnie tego doświadczasz i będziesz nadal doświadczał, aż zakończysz ten proces.

Pamiętaj, że w swojej tożsamości możesz być jedynie sobą; nie ma czegoś takiego jak odrębne tożsamości. To są jedynie kopie świadomości. One nie są prawdziwe. Lecz świadomość jest prawdziwa. To jedyne, co jest prawdziwe. A skoro każda świadomość jest taka sama, to tożsamość twojej jaźni jest taka sama, jak tożsamość projekcji, które utworzyłeś na zewnątrz siebie. Człowiek bity batem to ten sam człowiek, który trzyma bat. Zapewniam cię, że to prawda i właśnie w tą jedną rzecz tak trudno jest ci uwierzyć.

Ostatecznie nie ma żadnej kary, ponieważ nie istnieje coś takiego jak „przyczyna” i „skutek”. Świadomość nie jest liniowa. Czasami, gdy coś dajesz, gdy rzutujesz coś na zewnątrz i przysparzasz bólu innym ludziom, to czujesz ten ból niemal natychmiast. Może miałeś to doświadczenie. Gdy podnosisz energię w swoim ciele, to doświadczenie staje się coraz bliższe – do tego stopnia, że osiągasz Boskość po prostu po to, aby nie doświadczać bólu. Boskość, czy też rozpoznanie prawdy o tym, że jesteś Bogiem, nie ma nic wspólnego z moralnością. Nie jest wypisana na jakimś szablonie czy tablicy, ale jest zawarta w tobie. Ty zaś automatycznie stajesz się prawdziwy, ponieważ rozpoznajesz, że możesz krzywdzić jedynie siebie.

Czy osiągniesz Boskość? Oczywiście, że tak. Już nią jesteś. I nie osiągasz tego za pomocą swej oddzielnej woli. Nie osiągasz tego wymuszoną dyscypliną. To prosta prawda. Rozpoznajesz ją dzięki poszerzeniu swojej świadomości. I nie może ci się nie powieść.

Jakże więc mogę wreszcie stać się wolny? Wolność jest możliwa tylko dzięki przezwyciężeniu śmierci, lub też rozpoznaniu jej fałszu. Wszelki lęk jest lękiem przed unicestwieniem, lękiem przed nieznanym. „Obawiam się, a więc będę musiał się bronić, bo nie wiem, co mnie spotka”. A więc zaczynasz od tej przesłanki. Im bardziej będziesz rezygnował z Ziemi, tym większy osiągniesz sukces i tym mniejszy będzie twój lęk. W im większym stopniu uznasz istnienie boskiego wzorca, wzorca doskonałości, który wywołuje w tobie tę zmianę, tym staniesz się spokojniejszy, radośniejszy i szczęśliwszy. To jest nieuniknione. Nie możesz takim się nie stać. Co więc tak naprawdę mówimy, czego w istocie nauczamy? Nauczamy, że nad niczym nie masz absolutnie żadnej kontroli. I że im bardziej to puścisz, im bardziej się zdystansujesz, tym więcej popłynie w tobie prawdziwej energii. To wszystko.

Jeśli to nie jest prawdziwe, to w którym momencie przestaniesz tego bronić? W chwili, w której zupełnie przestaniesz się bronić, doświadczysz zmartwychwstania. Ukończysz tę szkołę świadomości, i nie będzie cię tu dłużej. Jesteś tu jedynie z powodu swej odrębnej tożsamości. Ile potrzeba tak zwanych jednostek przechodzących transformację, czy też doświadczenie objawienia, aby zbawić to złudzenie świata bólu? Tylko jednej! Tylko ciebie. Dlatego nauczamy, że jedynie ty możesz zbawić świat.

Kto może zbawić świat? Ty. Skoro świat to jedynie twoje jego postrzeganie, to nie może go zbawić nic poza tobą. No przecież! Jakże mogłoby być inaczej?

Ty myślisz, że możesz mieć jakieś rzeczy i trzymać się ich w swym utożsamieniu. Posiadanie czegokolwiek jest niemożliwe. Ty już jesteś wszystkim. W końcu „mieć” jest tym samym, co „być”. Jestem, więc mam. Idea, że ja mogę coś mieć, a ty nie, to istny absurd. Jakże mogłoby do tego dojść? Czy mamy do czynienia z niedostatkiem? Czy pewne rzeczy są dobre, a inne złe? W jakim momencie dokonujesz oceny? W jakim momencie mówisz: „Myślę, że chcę mieć to, a tego nie.”? Jakże niesamowicie ciężkim brzemieniem jest osądzanie! Odróżnianie tego, co uważasz za dobre i właściwe od złego i niewłaściwego, to niesamowite zadanie, którego podejmujesz się w swoim umyśle. Nic dziwnego, że czujesz się zmęczony; twój umysł musi nieustannie rozróżniać. A kiedy już skończy, nic nie pozostaje takie, jakim było, więc i tak zmieniasz zdanie na jego temat. To zadziwiające!

A więc męczysz się. Zmęczenie jest formą śmierci. Nie ma czegoś takiego jak zmęczenie, podobnie jak nie ma czegoś takiego jak choroba. Ty tylko myślisz, że jest. Gdybym ja nieustannie próbował coś osądzać, to też bym się okropnie zmęczył tą próbą rozróżniania we własnym umyśle. Nic dziwnego, że cię to męczy.

Nie osądzaj niczego. Stój na uboczu. „No cóż, w takim wypadku nie będę miał opinii na żaden temat”. No więc nie miej. Nie miej żadnych opinii o czymkolwiek. Nie angażuj się w to. Wcale nie musisz. Nie musisz tego robić. Tak naprawdę nauczam jedynie tego, że wybór należy do ciebie i że ostatecznie nie masz nawet wyboru – poza obudzeniem się i zrozumieniem, że to nie jest prawdziwe. Nie wiem, kiedy zamierzasz to zrobić, ale i tak nie ma czegoś takiego, jak odrębna tożsamość. Jestem całkowicie świadomy, stojąc tu z tobą, że w swojej osobowości nie jesteś prawdziwy. Zapewniam cię, że jestem świadomy, iż nie jesteś prawdziwy.

W żadnym wypadku nie myślę o tobie jako „Patrycji” czy „Edwardzie”. Ani o tobie. W ogóle tak nie myślę. Czemu miałbym to czynić? Dlaczego miałbym sądzić, że istnieje tu jakaś kopia świadomości, która ma już wszystko poukładane? Dlaczego miałbyś być inny niż pozostałe cztery miliardy tożsamości osadzonych tu na Ziemi, wśród miliardów gwiazd? Jak mógłbyś być oddzielony? Jak mógłbyś być inny? Czym ja różnię się od ciebie? Niczym! Jestem tobą! Jestem tobą…

Na następnym poziomie ustanowimy braterstwo, czyli rozpoznamy pojedynczą prawdę. Właśnie tym się teraz zajmujemy. Bierzemy całe to rozczłonkowanie samego sedna czystości czy energii przejawiającej się w różnych kolorach – a całe to spektrum energetycznych kolorów, których doświadczamy, mieni się w naszych symbiotycznych związkach – a więc łączymy je w sobie jako istotę miłości czy też komunikacji i rozpoznania wspólnej tożsamości. Tym właśnie jest miłość. Idziesz sobie ulicą i nagle zakochujesz się w osobie, która idzie z przeciwnej strony, czyli identyfikujesz wzorce energetyczne, których doświadczasz jako takie same jak twoje. Kiedy wreszcie osiągasz stan samorealizacji, to gdzie nie spojrzysz, utożsamiasz się ze wszystkim w miłości, ponieważ widzisz tam jedynie siebie. Czyż to nie piękne być tego świadomym?

Wszyscy są tobą; nie osądzaj ich w żaden inny sposób. Chcesz być wolny? To kochaj wszystkich. To jest zadziwiająca prawda. Jakże mógłbyś to jednak uczynić, jeśli sam nie wiesz, kim jesteś i nie lubisz siebie? Stoję więc przed tobą i mówię ci: jesteś doskonały, wybaczono ci, chodź do domu. „Och, czy tak rzeczywiście jest?” Tak, rzeczywiście tak jest. Jesteś absolutnie doskonały, nie może ci się nie powieść. Następnie rozszerzasz z siebie kreatywność, czy też prawdę zjednoczenia. To wszystko, czym to jest. Wiąże się z tym jednak trochę lęku, ponieważ będąc w stanie utożsamienia, musisz przejść przez proces śmierci, tak abyś mógł swobodnie wejść na kolejny poziom świadomości. I jeśli wzniesiesz się wyżej i przyjrzysz temu, jednocześnie trzymając się siebie, to stanie się to bardzo bolesne. Gdy próbujesz się bowiem utożsamiać w samym środku wielkiego potoku energii, która dyktuje ci pojedynczą prawdę, to może być to bardzo trudne.

Gdy przechodzisz proces śmierci, proces opuszczania tego tak zwanego „ciała”, jeśli tak chcesz je nazywać, to doświadczasz okresów regenerującej energii, czy też przypomnienia, co opisywane jest w doświadczeniach procesu umierania jako wizje światła, jako proces ponownego przeżywania karmy. To jednak jest jedynie początek i właśnie tego doświadczasz tu i teraz w swojej świadomości.

Gdy tego dopełnisz, będziesz obudzony bez konieczności umierania, a stanie się to dzięki procesowi śmierci. Tym właśnie jest rodzenie się na nowo. Tym właśnie jest proces jednoczenia. Tym jest twoje doświadczenie jogi, czyli transcendencji. To piękne i możesz tego dokonać. A więc zrób to.

„Oni podtrzymują swoje ego” – to nonsens, nie ma czegoś takiego jak „ego”. Oznacza to, że nie ma Boga ani takiej siły w całym wszechświecie, od której mógłbyś się oddzielić. Dlaczego miałbyś definiować to, kim jesteś? W jakim momencie decydujesz się zachować swoją tożsamość i maszerować wprost ku śmierci? To przecież głupie! Nie rób tego! Wystarczy, że przestaniesz to robić. Nie możesz umrzeć. Teraz znajdujemy się razem w tym przestronnym przedsionku, dzieląc się prawdą. Teraz nasze wzorce energetyczne są bardzo podobne. Utożsamiamy się z pojedynczym światłem prawdy. Nic nie może tego zdefiniować. Nie ma niczego, co mogłoby to zdefiniować. Cóż takiego mogłoby to zdefiniować? Trwamy w prawdzie. Wszelki lęk zniknął. Jakże mógłby istnieć lęk?

Nagle podskoczyła tu energia, spójrzcie na to. Widzicie kolory? Widzicie to? To bardzo piękne. Spójrz na swoje ciało jako na związek energetyczny, lecz nie utożsamiaj się z nim. Nie jesteś tym. Nie jesteś ciałem, to byłoby absurdalne. Dlaczego miałbyś być ciałem, skoro jesteś stanem świadomości? Co byłoby w tym rzeczywistego? To bardzo piękne. Wszystko jest piękne, wszystko to jest piękne… Czy jest to bardziej piękne niż to? Nie. Czy jest mniej piękne niż to? Nie. Nie ma czegoś takiego jak „bardziej” lub „mniej”. Jest tylko „wszystko”. To zadziwiające!

Nie mogę być czymś więcej niż ty, lecz nie mogę też być czymś mniej. Jestem tobą. To zdumiewające! Otwierasz te drzwi i oto masz. Spójrz teraz na to. Och! To piękne, to wszystko jest w tobie. To bardzo piękne, jakże piękne!

Oto ty… Jesteś wolny. Powiedz po prostu: „Nie będę więcej Ziemianinem”, i nie musisz nim być. Ziemianie są ślepi, głusi i głupi – wszyscy bez wyjątku. Tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak małe „ja”. Czy rozpoznajesz, że to prawda?

Prawda prowadzi cię do pełnego rozpoznania siebie. Ten „ty” powraca do siebie w całej pełni. Za każdym razem, gdy dochodzi do przebudzenia, jest ono czymś wspaniałym i indywidualnym, ponieważ jest ono pojedynczą prawdą. Prawda, która się tym z tobą dzieli, jest tobą. No cóż, wspaniale jest to wiedzieć. Tu chodzi o ciebie, ale też o coś więcej niż ciebie – chodzi o wszystkie aspekty ciebie, niezwykłe piękno, urok i prawdę o tobie.

W czym mógłbyś zawieść? Cóż takiego pozostało ci jeszcze tutaj? Cóż pozostało po klasie szkolnej, kiedy kończysz szkołę? Odłożysz swoje zabawki, tak? Cóż ci pozostało? Dlaczego miałbyś postanowić tu pozostać? Cóż takiego jest tutaj oprócz bólu, smutku, śmierci, samotności i lęku? Dlaczego miałbyś postanowić pozostać na Ziemi? To bez sensu. Chodź do Domu. To jest tak proste, jak to. Pamiętam cię bardzo dobrze. Ty również pamiętasz mnie doskonale. Jakże moglibyśmy się nie pamiętać? Jakże mogłoby istnieć coś więcej niż jedna pełna świadomość? Oto masz… Co więcej, my jesteśmy tutaj. Jesteśmy wszędzie. Ogromna energia, którą teraz przyswajasz, ma siłę transformującą. Nie masz tu nic do powiedzenia i właśnie dlatego jest to radosne. A więc ostatecznie wydarza się to pomimo wszystkiego, co mógłbyś o tym pomyśleć i co mógłbyś z tym zrobić. I dzielimy się tą chwałą i kochamy się nawzajem w niej, i w niej się jednoczymy.

Widzisz, to jest piękny proces, ponieważ jesteś całkowicie niewinny. Jakże mógłbyś być inny? Czy zamierzasz się bronić? A może powiesz: „Wiem, że to prawda, ale powinienem się trzymać tego, co mam.”? Ale potem to puścisz. Porzucisz to – w tym cała zabawa! Całkowite porzucenie jest zabawą.

Zbuduję ci schody wprost do gwiazd, lecz nie możesz po nich chodzić. Tworzę je bowiem z istot światła…Teraz możesz już wejść po tych schodach… Możesz ujrzeć raj… Jakże piękne są te światła! Spójrz. Spójrz tam. Jakże piękne! Spójrz. Bardzo piękne. Bardzo ładne.

Za każdym razem, gdy docierasz do tego miejsca i gdy dokonuje się zmiana, to przypominasz sobie na nowo. Wydaje ci się to bardzo znajome. Byłeś tutaj wcześniej. Oczywiście, że byłeś tutaj wcześniej. Czy już sobie przypominasz? „O tak, pamiętam, pamiętam całe to światło dookoła”. Ty jesteś tym światłem. To prawda. To jest ci bardzo bliskie, teraz pamiętasz… Twoje promienie rozpościerają się w górę ku światłu. Jesteś jego częścią. To właśnie jest przygodą. To ci wskaże drogę.

Byłem tam już wcześniej, i ty również. To wszystko jest umysłem. To jest niesamowitą prawdą. Głęboko w tobie jest wspomnienie, że tańczyliśmy razem w świetle.

To piękne. Ależ to piękne! Dzielimy się tym uniwersalnym światłem. Ono jest przeznaczone właśnie dla ciebie. Jest twoje.

Nie może ci się nie udać. Już jesteś w domu. Nie ma porażek. Włączę na chwilę muzykę. Będziecie mogli ją usłyszeć.

[Muzyka] Jakie to cudowne! Ach, to piękne. Jeśli chcesz, możesz pozwolić, aby twoje duchowe przebudzenie było święte, a dla mnie jest to bardzo piękne, ponieważ jest prawdziwe. Harmonijność, połączenie i twoje reakcje komórkowe na ten proces są nadzwyczajne. Ten proces zachodzi teraz w tobie. Dla mnie to bardzo piękne, że tego doświadczasz. Nie może ci się nie udać.

[Muzyka] To piękne. Możesz to trochę podgłośnić. To jest prawdziwe.

Zobaczymy się trochę później…

Wycisz się na chwilę. Ach, to piękne! Dlaczego miałbyś wybrać Ziemię, gdy możesz mieć to?

Nie możesz przegrać. Im bardziej w to wchodzisz, im więcej to światło cię opromienia, tym bardziej zbliżasz się do prawdy. Nie może ci się nie udać! Nie może! Robisz to dla siebie i robisz to sam. Wydaje się, jakbyś był tu sam, lecz nagle zaczynasz widzieć, jak wspaniały jest powód, dla którego tu jesteś. To bardzo piękne. Gdyby tak nie było, to bym ci nie mówił, że tak jest, ponieważ ty sam doskonale to pamiętasz.

W ten sposób, skoro mówimy o tym teraz, w tym punkcie omega… Zaczynamy widzieć iluzoryczność zawartą w prawdzie, która jest tutaj. To jest jak żart. Czasem, gdy się budzisz i rozglądasz dookoła, i widzisz, co się tu dzieje – a jest to w pewnym sensie śmieszne, ponieważ jest żałosne – to nie możesz się powstrzymać od śmiechu. Nie możesz się nie śmiać z tego, co ludzie sobie robią. To nie jest prawdą, ale wydaje się, że wciąż to robią. I każdy z nich musi doświadczyć ostatecznego indywidualnego pojednania; nie może się to wydarzyć w żaden inny sposób. Każdy z nich przeżyje swoją ciemną noc. Nie pław się w tym jednak. Oni powiedzą: „O kurczę, właśnie to miało się wydarzyć”. Rzeczywiście miało się to wydarzyć. To wszystko już się wydarzyło, nie ma w tym nic nowego. To struktura świadomości. Nie jest ona liniowa pod żadnym względem. To, co zrobiłeś wczoraj, nie ma absolutnie nic wspólnego z tym, co robisz teraz, nic. Nic! Słyszysz mnie? Jesteś tu właśnie dlatego, że pamiętasz wczoraj. W istocie, gdybyś nie pamiętał dnia wczorajszego, to byłoby niemożliwe, abyś był tutaj.

Musiałeś się tu urządzić, bo inaczej by cię tu nie było. A teraz przechodzisz proces, w którym burzymy twój ustalony porządek. Czy przyszliśmy, aby załagodzić to wszystko, aby w tym piekle wszystko było w porządku? Nie, nie przyszliśmy tutaj po to. Jeśli pragniesz załagodzenia, to idź gdzie indziej.

Taka jest prawda. Chcesz sobie wykroić swoje małe niebo z piekła. Proszę bardzo, spróbuj. My przedstawiamy ci prawdę. Jest ona bardzo radosna, ponieważ możesz ponieść kompletną porażkę, tak abyś mógł odnieść zwycięstwo, tak abyś nie musiał się już trzymać. Nie musisz już stwarzać pozorów i udawać, że wszystko jest w porządku. Nie jest w porządku. Jest potwornie, niesamowicie źle. Jest okropnie. Nie mów mi, że jest w porządku.

Możesz jednak z tym coś zrobić i tylko ty możesz z tym coś zrobić, ponieważ sam to wytworzyłeś. A jeśli nie potrafisz tego pojąć, to zapamiętaj jedynie, że nie masz nad tym żadnej kontroli. Dzięki temu poczujesz się dobrze, jak zresztą sam dobrze wiesz.

Nie musisz się niczego trzymać. Jedyna rzecz, której mógłbyś się trzymać lub którą mógłbyś mieć, to śmierć. Na tym świecie nie trzymasz się niczego innego prócz śmierci. W chwili, w której zrezygnujesz z tego wszystkiego, staniesz się wieczny, kropka! CZY SŁYSZYSZ MNIE?

Powyższy tekst wykładu Mastera Teachera pochodzi z książki pt.: ,,Powrót Heretyka”.

Bądź moją Walentynką

Życie na Ziemi to kompromis; to negocjacje; próba zaprowadzenia pokoju i osiągnięcia porozumienia tam, gdzie nie ma żadnego. Najnowszą formą miłości jest przygotowana przez prawnika umowa przedmałżeńska, dzięki której obie strony wciąż trzymają się swoich rzeczy, choć niektórymi z nich się dzielą. Jak nazwałbyś taki związek?

Ktoś ze słuchaczy: Transakcją?
Tak. Transakcją z zamiarem osiągnięcia określonego rezultatu.

Chciałbym przyjrzeć się Walentynkom. A więc będzie to wykład o miłości. W ciągu ostatnich kilku dni słyszałem wiele na temat tego, czym jest miłość, czym nie jest, czym powinna być i czym wydaje się być – począwszy od: „Bóg jest miłością” aż po „Miłość to francuski pudelek”. Nawiasem mówiąc, oba te wyrażenia są prawdziwe, ale w jakimś sensie ograniczające, skoro Boga nie można zdefiniować, zaś pudla można zdefiniować jedynie w pewnego rodzaju zawężonych kategoriach, porównując go z innymi canus domesticus. „Co takiego? Co on powiedział?”

W rezultacie kochamy w sposób obiektywny: Kocham cię ze względu na twoje stopy. Kocham twój nos. Kocham twoje włosy. Kocham twoje cycki. Kocham cię, bo jesteś inteligentna. Kocham cię z powodu twoich artystycznych osiągnięć. Kocham cię, bo przy tobie czuję się dobrze. Kocham cię ze względu na twój nowy jacht. Kocham cię, bo chodzimy do tego samego kościoła. Kocham cię, ponieważ jesteś czarny lub niebieski, lub zielony. Kocham cię, ponieważ nie lubimy wielu podobnych rzeczy. Kocham cię, gdyż w jakiś sposób rozprawimy się z naszymi ziemskimi dylematami i razem znajdziemy rozwiązanie. Kocham cię, ponieważ ojciec mi kazał. Kocham cię, bo w ten sposób sprzeciwiam się mojej tradycji kulturowej. Kocham cię z powodu wszystkich tych drobiazgów, którymi się dzielimy. Kocham cię pomimo pewnych twoich dziwactw, ale będę się starał je zmienić lub po prostu będę musiał się do nich przyzwyczaić. To zadziwiające, prawda?

Czymże do licha jest miłość? Jedną rzecz powiem ci na pewno: nie jest ona formą wymiany. A jeśli zaczniesz od tej przesłanki, to bardzo ci ona pomoże. Oto całkiem niezła definicja, którą gdzieś usłyszałem: miłość jest dawaniem. A więc być może zanim zdefiniujemy miłość, powinniśmy określić, czym jest dawanie. Jak wiele mamy rodzajów dawania? Mamy rodzaj dawania, który utożsamiam z wymianą, polegający na tym, że ktoś, kto kocha pieniądze, wyciąga spluwę i mówi ci tak: „Oddawaj pieniądze, albo odbiorę ci życie”. No i oddajesz mu swoje pieniądze. Oczywiście, że mu je oddajesz. Mamy też pewien rodzaj dawania, który można sprowadzić do tego: „Powinniśmy dać cioci Zosi prezent na święta w nadziei, że o nas nie zapomni w swoim testamencie lub czymś nas obdaruje, czy jakoś się odwzajemni”. Albo: „Co dała nam w zeszłym roku?”, albo: „Kupiliśmy zbyt tani prezent”, albo: „Niczego jej nie damy, bo ona nic nam nie dała”. Istnieje też taki pozornie ładny rodzaj dawania, gdy ze szczerego serca dajesz coś, co bardzo cenisz, a potem jesteś nieco rozczarowany, jeśli tego nie doceniono lub jeśli dar, który otrzymujesz w zamian, nie wydaje się być współmierny do wartości, którą przypisałeś własnemu podarunkowi. Istnieje też inny poziom dawania, który jest oparty na całkowitym wyrzeczeniu. Oto składasz swe życie w ofierze na ołtarzu ludzkości, obmywając rany trędowatym. Nie próbujesz jednak uleczyć niezwykłego bólu i ran, które są w twym sercu.

My mówimy o innym rodzaju dawania i utożsamiamy go z miłością, bo w istocie jest on miłością w nazewnictwie, którym się posługujemy. Jest to dawanie z całkowitą świadomością, że rekompensata jest zupełnie niepotrzebna. A więc sama idea, że miano by ci coś podarować w zamian za dar, który dałeś, nie mieściłaby się nawet w twoim pojmowaniu. Gdy rzeczywiście wyjdziesz ponad swą ograniczoną tożsamość, to zobaczysz, że poprzez dawanie siebie w darze, otrzymujesz miłość, która jest częścią tego, czym jesteś.

Jedną z najtrudniejszych idei do przekazania komuś na tej ścieżce jest idea umiejętności przyjmowania daru. Nie możesz naprawdę dawać, jeśli nie potrafisz przyjmować. Twoje rozpoznanie tego, że jesteś godzien przyjęcia jakiegokolwiek ofiarowanego ci z miłością daru, jest częścią procesu, przez który przechodzisz, aby odkryć, kim naprawdę jesteś.

Trudno jest też zrozumieć, że nie można dać czegoś, co nie jest wieczne. Zaczynamy wreszcie pojmować, że gdy mówimy o miłości, mamy na myśli stwarzanie. Miłość to jedynie rozszerzenie bądź projekcja tego, czym, jak myślisz, jesteś. Jakże wiele razy mówiłeś, ofiarowując podarunek: „To będzie doskonały prezent dla wujka Janka. To tak do niego pasuje”. Umieściłeś go więc w określonej kategorii. Nadałeś mu tożsamość. To zadziwiające!

Jedyną rzeczą, którą ostatecznie możesz w pełni i całkowicie oddać, nadal ją zachowując, jest idea. Tylko w przypadku idei jest tak, że im więcej jej dajesz, tym więcej jej masz. Lecz pamiętaj o jednym: ostatecznie możesz być jedynie ideą na swój temat. I możesz innym zaofiarować w darze jedynie to, czym, jak myślisz, jesteś, lub to, czym, jak myślisz, są oni, a to tak naprawdę jedno i to samo. To, czym oni są, odzwierciedla bowiem jedynie to, czym, jak myślisz, sam jesteś. Jak bardzo zatem kochasz odbiorcę daru, który ofiarujesz? Wiele tożsamości, żyjąc w stanie niepewności, potrafi kochać tylko na tyle, na ile mogą utrzymać coś na dystans. Następnie możemy ustanawiać bożki na zewnątrz siebie i obdarzyć je cechami, czy też ideami, które podziwiamy. Ostatecznie zawiodą nas one, ale to w porządku. Możemy przecież ustanowić inne, nowe bożki, które będziemy kochać i które ostatecznie odrzucimy.

Słyszałem, jak ktoś powiedział: „Nie wiem, czym jest miłość, ale wiem, kiedy jej doświadczam”. A zatem miłość jest doświadczeniem? Oto zbliżamy się do sedna, prawda? Tak, miłość jest doświadczeniem. Stwarzanie jest doświadczeniem. Stwarzanie jest tak naprawdę darem, który otrzymujesz ze Źródła, od Boga; jest ono również twoją zdolnością przyjmowania. Na tej Ziemi zawsze wymagano od ciebie jedynie tego, abyś przyjął w pełni swoje dziedzictwo, czyli dar wolności i miłości, które do ciebie należą.

„Wiem, że mnie bardzo kochasz, ale jak bardzo? Czy zostaniesz moją Walentynką?” „Co mam zrobić, aby zostać twoją Walentynką? Jakie masz wymagania? Co mam ci dać w zamian?” Dualistycznej świadomości jest niezwykle trudno pojąć ideę, że w miłości nie wymaga się żadnej wzajemności. Na Ziemi bowiem wszystko opiera się zasadniczo – z powodu złudzenia – na wzajemności. Myślisz przecież w sposób liniowy. Opierasz wszystko to, co masz nadzieję osiągnąć, na tym, co osiągnąłeś wcześniej. A potem obraca się to w proch. A więc szukasz czegoś innego. Potem i to odchodzi. A więc szukasz czegoś innego. Nie przestajesz szukać. Ludzie chodzą sobie po Ziemi i mówią: „Chcę jedynie odrobiny miłości. Chcę jedynie odrobinę uznania. Chcę jedynie, aby ktoś dzielił ze mną życie”. Czy ta samotność jest prawdziwa? Pewnie, że jest prawdziwa! A gdy odnajdujesz tę miłość, czy ta miłość jest prawdziwa? O kurczę blade, pewnie, że tak! Dlaczego nie miałaby być prawdziwa, Synu Boży? Czy sądzisz, że istota uczuć, których doświadczasz, nie jest prawdziwa? Oczywiście, że jest prawdziwa.

Miłość jest miłością. Nie ma w tym pokoju nikogo, kto by nie poczuł gdzieś w swej świadomości tak głębokiej miłości, że aż nie wiedział, co ze sobą począć. Czy byłeś kiedyś tak bardzo zakochany, że aż nie mogłeś tego znieść? Nie chciałeś się nawet zbliżać do przedmiotu swego uwielbienia. Chciałeś po prostu stać na uboczu, smakując to niezwykłe, ekstatyczne unicestwienie własnego jestestwa. Wychodziłeś chyłkiem w nocy tylko po to, aby przejść koło jej domu i spojrzeć na zapalone światło. To jest żałosny sposób kochania. Nieuniknione było to, że twoje nadzieje w końcu się rozwiały. Zbliżyłeś się i odkryłeś, że cokolwiek o niej myślałeś, nie pokrywało się to z tym, czego oczekiwałeś. Jednak istota tej potrzeby miłości jest boska. Oczywiście, że tak. Czym innym mogłaby być?

Miłość, na swym bardzo wysokim poziomie na Ziemi, sprowadza się do oczekiwania. Nie ma mowy o pełnej radości ze spełnienia na Ziemi. Jestem pewien, że większość z was jest tego świadoma, ponieważ macie w sobie wrodzone poczucie niezadowolenia, wynikające z potrzeby dokończenia poszukiwań i odkrycia prawdy o sobie. A więc miłość staje się swego rodzaju poszukiwaniem drugiej połówki. Ale jesteś tylko połową. Ty wciąż szukasz drugiej połówki, nie wiedząc, że druga połówka jest w tobie. Czy zostaniesz moją Walentynką? Oczekuję, że będziesz moją Walentynką w sposób absolutny i całkowity. „No cóż, zgodzę się być twoją Walentynką, ale tylko do pewnego stopnia”.

To właśnie mówisz Bogu, prawda? Gdyby Bóg się zapytał: „Czy będziesz moją Walentynką?”, ty odpowiedziałbyś: „Pewnie. Ale jakie masz wymagania?”. A On na to: „No cóż, jednym z wymogów jest, abyś był szczęśliwy przez cały czas. Musisz być radosny. Musisz doświadczać ekstazy. Musisz rozszerzać z siebie jedynie miłość i widzieć tylko piękno. Czy stać cię na to?”. Ty zaś odpowiadasz: „Ale kto mnie o to pyta? Skąd mam wiedzieć, czy rzeczywiście jesteś Bogiem? Skąd mam wiedzieć, że naprawdę możesz mi dać te rzeczy?”. Bóg nawet nie słyszy, gdy prosisz Go o coś konkretnego. On już wie, że masz wszystko. To zadziwiające. Jak mówi ta piosenka: „Kochanie, nie mogę ci dać niczego prócz miłości. Tylko miłości mam dostatek”. To zadziwiające. To najwyższa prawda. „Tak, ale czy ty mnie naprawdę kochasz, czy tylko tak mówisz?” Zadziwiające, prawda? To jest taki rodzaj miłości, który doprowadzi do twojego przebudzenia. To taki rodzaj miłości, która spotkała was wszystkich, ale wasze idee szybko roztrzaskały się o ziemię, ponieważ nic nie ułożyło się tak, jak chcieliście.

Czasami trudno jest zrozumieć, że absolutnie nic na Ziemi nie ułoży się tak jak chcesz – poza śmiercią. A w procesie uznawania śmierci, ograniczyłeś się do idei bólu, morderstwa, chciwości i wszystkich rzeczy, które wiążą się z tym na Ziemi. „Chcę, żebyś był moją Walentynką, ale nie chcę, żeby tamten człowiek o tym wiedział; nie chcę też, żeby on był moją Walentynką, tylko ty”. Jakże wcześnie w dzieciństwie uczymy się wykluczać. Częścią naszej ścieżki przetrwania jest nauka rozróżniania i dyskryminacji. Gdy byłem małym chłopcem, nie znosiliśmy kartek walentynkowych. Przychodziły na małych kawałkach papieru, na których wypisane były same okropności. Ludzie wysyłali je anonimowo do innych ludzi, pisząc na przykład: „Nienawidzę cię”. W dzisiejszych czasach w ogóle nie zajmujemy się ludźmi, których nienawidzimy. Nienawidzimy ich poprzez wyłączenie ich z naszego życia, z naszych wyobrażeń.

Problem więc sprowadza się do umiejętności przyjmowania, umiejętności powiedzenia: „Ok. Biorę to!”. Jeśli bowiem dałbym ci wszystko, o co tylko mógłbyś na tej Ziemi poprosić, nigdy by cię to nie zadowoliło. Wiesz doskonale, że by cię nie zadowoliło i dlatego tu jesteś. Dotarłeś do takiego etapu w rozwoju swojej świadomości, w którym spojrzałeś w przyszłość i zobaczyłeś, że umrzesz. Ujrzałeś śmierć, prawda? Widzisz, że wszystko tutaj umiera. To niesamowite!

„No cóż, jeśli to prawda, że muszę wszystko rozdać, aby to zachować, jak naucza Jezus w Kursie Cudów, to co się ze mną stanie, jeśli w to uwierzę i rozdam wszystkie swoje rzeczy?” Dobre pytanie. „Łatwo ci mówić. Mówisz mi, bym szerzył swoją miłość i rozdawał ją, ale przecież jestem tutaj, na Ziemi. Muszę jeść. Potrzebuję domu. Potrzebuję samochodu. Muszę utrzymać się przy życiu. Mam prawo do pewnych rzeczy. Chciałbym powysyłać Walentynki i chcę, żeby ludzie odwzajemniali moją miłość. Muszę to wszystko robić, nieprawdaż?”

Rozpoznanie prawdy o sobie jest procesem transformacji, który nie ma nic wspólnego z tym, co robisz na Ziemi. Motywacją, by nie robić niczego, osiągniesz to samo, co motywacją, by pójść w świat i robić wszystko. Nie ma między nimi żadnej różnicy. Jesteś na tej Ziemi i skonstruowałeś tę Ziemię w wyniku ograniczonej identyfikacji własnej jaźni. Gdy tylko odkryjesz, kim naprawdę jesteś, Ziemi tu dłużej nie będzie. Czy ma to coś wspólnego z miłością? Tak, jest to całkowicie związane z miłością. Dopóki bowiem rozróżniasz w swoim umyśle, co jest miłością, co jest piękne i pożądane, dopóty odrzucasz inne swoje idee czy aspekty jako mniej boskie, mniej prawdziwe, mniej godne miłości. Nie znikają one tylko dlatego, że wyrzucasz je ze swej świadomości. Pozostają z tobą. To właśnie ich się boisz i przed nimi bronisz.

Jeśli miłość jest prawdziwa, a zapewniam cię, że jest; jeśli Bóg jest faktem, a zapewniam cię, że jest; jeśli prawda nie wymaga twojej opinii, aby była prawdziwa, a zapewniam cię, że jest prawdziwa – to nie może istnieć coś takiego jak zło, nienawiść, brak, unicestwienie, podział, manipulacja, potrzeba identyfikowania się, czy też utrwalania, bądź bronienia czegokolwiek. „Czy mówisz więc, że miłość jest tylko czymś biernym? Czy miłość to agape? Czy miłość to jedynie duch? Czy miłość to usadowienie się na szczycie góry i pozostawanie w stanie Samadhi, w swego rodzaju eterycznej Nibylandii?” Wręcz przeciwnie: miłość jest, miłość to amo. Miłość jest całkowicie czynna i nie ma w sobie nic obiektywnego. Jak można coś takiego wyrazić? Miłość jest wrzeniem świadomości w akcie spełnienia. Miłość jest rozpoznaniem rozdzielenia, samotności, niezwykłej tęsknoty, potrzeby samospełniającej się. Oczywiście, że tak. Czy jest ona czynna? Jest całkowicie czynna! Czy sądzisz, że Boża Miłość do ciebie nie jest czynnym działaniem? Oczywiście, że nim jest, ale nie chodzi tu o działanie na zasadach wzajemności, ale o działanie w prawdzie o Sobie – w akcie rozpoznania Siebie. Czy moja miłość do ciebie jest czynna? Jasne, że tak! Bo jest czym? Ekspresją mnie samego. Czymże jest stwarzanie, jak nie uświadomieniem sobie piękna wypływającego z rozpoznania piękna Jaźni, czy też Źródła? Wow! Czymże takim się dzielimy, kiedy wypisujemy walentynki lub słuchamy muzyki? W sposób czynny uczestniczymy w energiach, czy też promieniach, czy też strukturze świadomości. I to jak!

Widziałem wiele definicji miłości jako czynności obiektywnej, w której słowo „miłość” ma tę samą konotację, co „cudzołóstwo”. Coś w rodzaju: „Pozwól mi kochać cię dzisiaj. Do diabła z dniem jutrzejszym”. To coś bardzo czynnego. Z tego punktu widzenia „amo” wymaga oczywiście przedmiotu. Ale z drugiej strony, tak jak mówiliśmy o tym wcześniej, widziałem jak określano miłość w bardzo niesprecyzowany sposób, jako stan osoby, która po prostu siedzi bezczynnie. To taki stan, w którym mówisz: „Nie zbliżaj się do mnie. Jestem w stanie miłości. Kocham jedynie Jezusa i do diabła z innymi”. To zadziwiająca idea. Chcesz zobaczyć naprawdę obiektywną miłość? To przyjrzyj się kiedyś ezoteryce chrześcijańskiej. „Kocham mojego guru i byłbym wobec niego niewierny, jeśli przyszedłbym do ciebie”. To bardzo dziwna idea. Posłuchaj uważnie, co mam do powiedzenia o miłości i jej obiektach.

Miłość nie jest pięknem, choć słyszałem, że definiowano ją już w ten sposób. Piękno wymaga percepcji. Miłość w ogóle nie wymaga percepcji. W istocie tam, gdzie jest percepcja, tam nie ma mowy o prawdziwej miłości, ponieważ jeśli istnieją jakieś stopnie porównywania, to muszą one zawierać element czegoś mniejszego niż miłość, a Bóg nigdy nie jest „mniejszy niż…”. Nie ma czegoś drugorzędnego w stosunku do miłości. Nie mogę więc postanowić kochać jedną rzecz, a odrzucić inną. To nie jest miłością. To jest nienawiścią. Mocne słowa, prawda?

Jeśli podejdziesz do kogoś na ulicy i powiesz: „kocham cię”, to co on ci odpowie? „Hej, odbiło ci, czy co? Czego ode mnie chcesz? Masz tu dolara. Kup sobie kawę. Dlaczego mi to mówisz? Co to znaczy, że mnie kochasz?” Niesamowite! Przyjrzałem się dzisiaj Ziemi i zobaczyłem, jak karmiczne identyfikacje, czyli osobowości, w rozpaczliwy sposób usiłują nawiązać między sobą komunikację. Nie zdają sobie sprawy, że jest to absolutnie daremne. Nie zdają więc sobie sprawy, że coś takiego jak „przedmiot” – a dotyczy to również przedmiotu ich uwielbienia – dosłownie nie istnieje, chyba że tylko w ich świadomości. Obdarzyli go oni cechami charakterystycznymi, które następnie odrzucą i zanegują. Nasz brat Jezus w Kursie Cudów mówi o tym w ten sposób: ty dosłownie nie widzisz swego brata, który stoi tuż obok ciebie, a gdybyś potrafił go na chwilę zobaczyć, zrozumiałbyś natychmiast, że jesteście jednym w braterstwie, jednym w Chrystusie, i znaleźlibyście się w Domu dzięki waszej miłości. Tak naprawdę widzisz jedynie kopię swojej świadomości, swoich własnych wspomnień. Rozpaczliwie pragniesz kochać coś na zewnątrz siebie, ale skoro w swoim utożsamieniu ograniczenia i winy dosłownie dokonałeś projekcji obrazu na zewnątrz siebie, ponieważ go znienawidziłeś i odrzuciłeś, to nieuniknione jest, że teraz nie umiesz przyjąć miłości swoich własnych projekcji. Oczywiście, że nie. Jakże mógłbyś je przyjąć? W najlepszym razie możesz im współczuć z powodu śmierci.

Niekiedy metoda, za pomocą której odkrywasz, o czym mówimy, wydaje się rygorystyczna i trudna. Czytamy owe zdania w Kursie i ja nauczam tego w Prawdzie, że ty boisz się prawdy o sobie. Gdy miłość usiłuje się do ciebie zbliżyć w jakimkolwiek prawdziwym sensie, ty ją odrzucasz i bronisz się przed nią. Czymże w istocie myślisz, że jest miłość, jeśli nie Chrystusem, jeśli nie Bogiem-człowiekiem? Ty nie chcesz mieć nic wspólnego z Bogiem-człowiekiem. Skłoniłby cię on bowiem do porzucenia twojej ograniczonej jaźni. Bardzo się tego boisz. „Zawrzyjmy kompromis – ja częściowo nie będę zwracał uwagi na to, czym, jak myślę, ty jesteś, a ty nie będziesz zwracał uwagi na to, czym, jak myślisz, jestem ja, i być może uda nam się pozostać razem, dopóki nas śmierć nie rozłączy”. Stoję teraz przed tobą i mówię ci, że nie ma czegoś takiego jak oddzielność. Nigdy nie jesteś sam i dosłownie nie możesz być sam. Gdy to odkrywasz, możesz doświadczyć wielu chwil osamotnienia, ponieważ jeśli nigdy nie czułbyś się samotny, to jak mógłbyś wiedzieć, że istnieje coś takiego, jak całkowita nie-samotność? To samo można powiedzieć o jakimkolwiek doświadczeniu, które kiedykolwiek miałeś we wszystkich swoich bankach wspomnień.

Wszystko, co kiedykolwiek ci się przydarzyło, doprowadziło cię do punktu w czasie i przestrzeni, w którym znajdujesz się obecnie. Czy jest jakieś inne miejsce, w którym raczej wolałbyś być? Czy istnieje tam na zewnątrz coś lepszego, co możesz kochać bardziej niż to, z czym jesteś teraz? Czego szukasz? Co masz nadzieję odnaleźć? Posłuchaj mnie. Nie możesz tego znaleźć tutaj. Tego tu nie ma. Na Ziemi nie ma miłości. Gdy wreszcie doświadczysz w całej pełni uczucia jedności, które pojawia się dzięki procesowi twojej transformacji, to uświadomisz sobie natychmiast fałsz Ziemi i nierzeczywistość wszystkiego wokół ciebie.

Nie kocham cię „pomimo rzeczy, które o tobie myślę”. Kocham cię, ponieważ wiem, kim jesteś. Nie kocham cię z powodu właściwości, które ci przypisałem, ani z powodu dokonanych przez nas porównań innych osób, które w całym tym zamieszaniu są pozornie na zewnątrz ciebie. Jesteś nieporównywalny. Czy można by z czymkolwiek porównać Syna Bożego? Z czym byś go porównał, jeżeli nie z Ojcem, który jest tym samym, co on? Nie jest tak, że masz o sobie zbyt wysokie mniemanie, lecz o wiele za niskie. Ograniczasz sam siebie. Ograniczasz swoją zdolność kochania, ponieważ nie potrafisz przyjąć idei, że to w tobie zawarta jest cała istota świadomości wszechświata.

Czyż wszechświat nie mógłby kochać siebie całkowicie? A cóż innego on czyni? Wow! Spójrz jedynie na to, czym naprawdę jest miłość. W złudzeniu odrębności miłość bowiem wydaje się przedłużać swe istnienie i rzeczywiście to czyni, przez co wcale nie staje się mniej kochająca. Czyż ty nie jesteś przedłużeniem istnienia Boga? Mówię ci prawdę, twierdząc, że nie ma stopni boskości; że stan bytu, dharma, Boża Wola – jest jednością i pojedyncznością; że w tym ołówku jest tyle samo boskości, co w czymkolwiek we wszechświecie. Wszechświat nie jest sumą swoich części. Podobnie jak moja miłość do ciebie nie wynika z dodania do siebie twoich przeróżnych zalet, po to abym mógł dojść do wniosku, że jesteś dla mnie atrakcyjny.

Jakże byłoby miło, gdybyś wreszcie pojął, że wszystko może być dla ciebie jedynie całkowicie pożądane lub całkowicie niepożądane. Wyeliminowałbyś wówczas wszelką potrzebę osądzania i jedynie kochałbyś. Wow! Dajemy więc sobie nawzajem jedyną walentynkę, którą można by kiedykolwiek naprawdę zaofiarować – czyli siebie samych. Dopóki zachowuję dla siebie jakąkolwiek część mojej walentynki, nie mogę cię w pełni kochać. A więc daję ci moją miłość i nie proszę, abyś się odwzajemniał, ponieważ nie możesz mi się niczym odwzajemnić, gdyż tylko poprzez dawanie ci mojej miłości mogę ją zachować i być kochanym.

Jakże mógłbym kochać, gdybym tylko siedział w oddzieleniu od czegoś i pozwalał, aby było to na zewnątrz mnie? Miłość przecież jest czynna – jest aktem stwarzania. Gdy rozpoznasz ostateczną prawdę o sobie, Synu Boży, odkryjesz, że jesteś stwórcą. Stojąc tu teraz przed tobą, ja tak naprawdę cię stwarzam. Czy nie widzisz, że to twoje wyobrażenie daje początek twemu postrzeganiu? Czy zatem stwarzasz coś nienawistnego? Czy stwarzasz coś, czego nie lubisz, i czego chcesz się pozbyć? To dziwne! Jezus mówi pięknie w Kursie, żebyś chronił wszystko, co cenisz, poprzez rozdawanie tego. Wow! „No cóż, ja już tego próbowałem, ale nie zadziałało. Poszedłem w świat, rozdałem mnóstwo rzeczy i nie doceniono mnie. Świat jest po prostu niedobry i nie mogę tego zmienić, a więc będę sobie radził najlepiej, jak potrafię”.

Proces pełnego dawania, czy też dawania całego siebie, jest procesem poddania się, czy też odłączenia, czyli śmierci – to dobre słowo na opisanie tego. Wywołuję w tobie proces umierania – a ty wciąż tu będziesz po jego zakończeniu. Czyż to nie zadziwiające? Ależ to radosna myśl! Nie ma śmierci, bracie. Jeśli byłoby coś takiego jak śmierć, to jakże mogłaby istnieć miłość? Czy wówczas kochałbyś coś, dopóki by to nie umarło? A później znalazłbyś coś innego do kochania i zmagania się w chaosie? Wow!

Gdzie zatem znajdujesz jedność? Gdzie odnajdujesz tę prawdę? W sobie. Wszechświat jest ostatecznie jedynie twoim wyobrażeniem na jego temat. Jak bardzo naprawdę kochasz? Co takiego dzisiaj odrzuciłeś jako niepożądane? Jak bardzo broniłeś się dzisiaj przed projekcjami, przed własnymi złudzeniami? Napięcie nie należy do przymiotów łaski. To bardzo piękne. I brzmi znajomo. Jest to dostępne przez cały czas. Czy potrafisz więc przyjmować dary? Bądź moją Walentynką. „Nie dam ci w tym roku walentynki. Dałem ci walentynkę w zeszłym roku, ale od ciebie nic nie dostałem i nigdy ci tego nie zapomnę”. Żadne z twoich żalów, nic z przeszłości, której się kurczowo trzymasz, nie jest prawdziwe. Nic z tego nie jest prawdą!

Po raz pierwszy… I nie chodzi mi o to, że myślę o czasie w kategoriach sekwencji, lecz w tej szczególnej strukturze, czyli w tym momencie, próbujemy nauczać „złudzenia” i być może użyjemy właśnie tego słowa. W tym sensie Pojednanie, czyli przemiana umysłu, czyli zmartwychwstanie, jest całkowicie subiektywne i zależy jedynie od ciebie, i nic poza tobą nie może do niego doprowadzić. Ta myśl jest dla ciebie bardzo trudna. Bardzo trudno jest ci przyjąć, że w swoim stanie świadomości jesteś odpowiedzialny za to, by nastały pokój, chwała i Niebo, i by zakończył się wszelki ból. Zatrzymaj się jednak na chwilę i zastanów. Skoro dysponujesz świadomością – a zapewniam cię, że tak jest, ponieważ sam mi to mówisz – i myślisz, że jesteś sobą, ale nie potrafisz mi powiedzieć, kim jesteś, to będzie ci coraz łatwiej przyjąć ideę dojrzewania, czyli tego, że budzisz się ze snu i wracasz do swego pierwotnego źródła. W tej myśli nie ma nic nowego. Jest ona tak stara jak człowiek i opisuje coś, co wydarza się jedynie w chwili objawienia.

Coś ci powiem: wszelkie moje próby nauczenia cię, co mi się przydarzyło w momencie objawienia, są pewnym zafałszowaniem. Mówię ci, że pewne zdania z Kursu Cudów są praktycznie takie same, jak u wielkiego pogańskiego mistyka Plotyna, w neoplatonizmie lub u chrześcijańskiego mistyka Mistrza Ekharta, lub jeszcze bardziej bezpośrednio – u Meher Baby, którego pewne wypowiedzi można znaleźć w Kursie Cudów, lub u mnie. Dzięki bezpośredniemu wstawiennictwu świadomości, która objawiła się w spisywaniu Kursu Cudów z innego poziomu świadomości, w końcu powinno ci przyjść do głowy, że jesteś czymś dużo, dużo więcej, niż pozwoliłeś sobie być do tej pory. Na miłość boską! To właśnie się tu dzieje. Dość trudno jest ci zrozumieć, że jedynym wymogiem jest to, abyś rozpoznał prawdę o sobie. Nie ma innych wymagań. Obudź się! Obudź się! Twoje stworzenia czekają na ciebie. Rozdarcie tej tkaniny zostało naprawione. Ty śnisz. To wszystko już się skończyło.

Trudno jest czuć miłość, kiedy ktoś cię atakuje, prawda? Właśnie przyglądałem się dylematowi świadomości ludzi, którzy pragną kochać, lecz mieszkają w wioskach, w których są rzekomo nieustannie atakowani i błędnie rozumiani. W takim wypadku potrzeba pewnego wysiłku, czy też determinacji. Właściwym słowem byłaby tu „wiara”. Lub „zaufanie”. Zaangażuj się w Życie Wieczne czy też ideę, że nie ma śmierci. Nie może ci się nie udać, a więc głowa do góry!

Wiesz co? W miarę robienia postępów na tej ścieżce odrzucenie przestanie być dla ciebie jakimkolwiek problemem. To nie jest łatwe. Bardzo trudno jest nauczyć tego osoby początkujące, zwłaszcza, gdy stają się bardzo wrażliwe i naprawdę chcą kochać, a nie potrafią zrozumieć, dlaczego są odrzucane i dlaczego na Ziemi panuje tak wielka chciwość i zepsucie. Trudno mi jest wówczas przekazać im, że „dzieje się tak dlatego, że taki jest świat”. Ci ludzie wciąż myślą, że musi być coś na zewnątrz nich, co kiedyś z całkowitym współczuciem potraktuje wyobrażenie, jakie chwilowo zbudowali na swój temat.

Gdy się budzisz, odkrywasz wreszcie, że jest ci zupełnie obojętne, co mówią o tobie ludzie na Ziemi. Dlaczego? Ponieważ wiesz, że to nie jest prawdą. Siła, z jaką tożsamość broni samej siebie, jest szaleństwem. Muszę ci tu jednak coś powiedzieć: Gdy odkryjesz prawdę o sobie, nie będzie to miało dla ciebie żadnego znaczenia i wówczas zaczniesz dzielić się prawdą o tym, kim jesteś. Odkryjesz, że jesteś mną. Kto myślisz, że tu stoi i tego naucza? Co myślisz, że Brat Jezus ma na myśli, gdy mówi w Kursie Cudów, że Bóg ma tylko jednego Syna? Nic dziwnego więc, że tak bardzo cię kocham! Nic dziwnego, że daję ci wszystko. Dlaczego miałbym nie dać? Czego miałbym się trzymać? Nikt nie może w pełni dać, dopóki ma w sobie poczucie braku.

Nie możesz kochać kogoś w pełni, dopóki nie kochasz siebie. Wszyscy jednak mieliście swoje piękne chwile. Blask księżyca nad jeziorem, szczekanie psa w oddali, wiatr szeleszczący gałęziami sosen, ostry zapach gorczycy na łące, odkrycie maleńkiego polnego kwiatka wyrastającego ze skalnej szczeliny, czy wielkiego pazia królowej nad poranną trawą, niesamowite uczucie samotnej nostalgii, gdy słyszysz w swym sercu dźwięki odwiecznej melodii… Czymże innym mógłbyś być, jak nie boskością? Te chwile spełnienia, ekstazy i pokoju ducha są częścią twojego dziedzictwa. To jesteś prawdziwy ty. I tak będziesz się czuł, i taka będzie każda chwila, której na to pozwolisz, nie poprzez przygotowanie się na dzień jutrzejszy lub przyszły tydzień, lub przyszły rok, po to by trwać w ograniczonym wyobrażeniu o sobie, lecz raczej przez wejście w tej chwili w to, czym naprawdę jesteś i odkrycie – dzięki poddaniu się, dzięki niebronieniu się – nietykalności mocy, którą jesteś.

Gatunek ludzki jest związany przymierzem, które już wypełniono. Czeka on jedynie na twój powrót, aby dopełniło się Niebo. Tylko to jest wymagane. Szczęśliwego Dnia Świętego Walentego! Czy umiesz przyjmować? Czy potrafisz wreszcie zrozumieć, że chodzi o dawanie, a nie o to, co dajesz? Czasem jest to piękny proces, gdy ktoś, kto cię kocha, robi coś z myślą o tobie – a zapewniam cię, że jesteś kochany… Przyglądasz się wówczas bardzo szybko myśli, która wiązała się z ich darem, temu, jak poszli do sklepu i to kupili, jak myśleli o tym i planowali ci to dać, i wyczekiwali tej chwili, zakładając, że właśnie tego chcesz. To jest sam początek tego procesu, nieprawdaż? Ci, którzy potrafią rzeczywiście przyjmować, są zawsze bardzo pokorni, ponieważ rozumieją, że darczyńca daje jedynie z miłości. To bardzo piękne.

Przyjmuję dar, który mi dajesz, ponieważ rozpoznaję, że jesteś Synem Bożym. Widzę, jak mnie stwarzasz w swoim darze dla mnie. W samym zaś przyjęciu twojej miłości do mnie było moje dawanie miłości tobie. I rzeczywiście nie ma różnicy między dawaniem a otrzymywaniem, ani też nigdy nie mogłaby ona istnieć.

[śpiewa] Daję ci prawdziwą miłość i ty dajesz mi prawdziwą miłość. Jakże piękne słowa wypływają z umysłu człowieka. Z jakiego miejsca we wszechświecie mogłyby pochodzić słowa czy idee, jak nie z umysłu człowieka? Czy jesteś dzisiaj świadomy swojej boskości? Czy postępowałeś dziś jak Syn Boga? Nauczam cię, abyś dokonywał przeglądu na koniec dnia. Puść szybko taśmę z dnia w swoim umyśle i powiedz: „Nie zrobiłem tego tym razem do końca jak należy, ale chwileczkę – czy wybaczono mi to?”. I wielki głos powie: „O tak, wybaczono ci”. Pójdź więc sobie i popełnij jakieś większe błędy, a te również ci wybaczę. Ale pamiętaj o jednym: Nie możesz mnie nabrać. Jestem prawdą i mówię ci, że nie możesz mnie nabrać. Nie mówię z punktu widzenia logiki. Nie będę przemawiał ci do rozsądku. Cóż mógłbyś przede mną ukryć? Przecież cię znam. Gdy zaczniesz to robić, będziesz miał w sobie poczucie czystości. Nie jest konieczne, abyś dokonywał potem zadośćuczynienia za swoje uczynki bądź wymyślone zło. Przebaczenie płynie z serca. Czy boisz się więc pójść pod ołtarz, by ujawnić to, co naprawdę o sobie myślisz? Oczywiście, że się boisz. Dlatego tu jesteś.

Weź mnie za rękę. Pójdziemy razem. Wyniosę cię aż tutaj. Gdy dojdziemy do ostatniego punktu, popchnę cię i przepchnę na drugą stronę, a twój sen się skończy i obudzisz się w Domu. I powiesz: „Och, to był tylko sen!”. Wszyscy mieliście przejmujące sny, które wydawały wam się tak prawdziwe, a potem nagle budziliście się i wszystko było bardzo żywe w waszym umyśle. „Och, to był tylko sen…” Właśnie to ci się przydarzy, gdy odkryjesz nierzeczywistość Ziemi. To będzie wyglądało właśnie tak. Po prostu powiesz: „Och!”. Wielu z was doświadcza tego w tej chwili. Im bardziej w to wchodzisz, tym wyraźniej to się dzieje. Chciałbym, abyśmy trochę się wyciszyli.

Dzień dobry. To jest już inny dzień. Tak naprawdę to już dwa dni po Walentynkach, ale Walentynki są każdego dnia, jeśli na to pozwolisz – dzięki temu, że ty dajesz swoją walentynkę. Ktoś powiedział, że czuł się głupio i o tym właśnie przez chwilę porozmawiamy, ponieważ gdy jesteś zakochany, zachowujesz się głupio, prawda? W miłości nie ma nic praktycznego. Jeśli traktujesz miłość jako coś praktycznego, to tak, jakbyś próbował traktować Boga jak coś praktycznego. W Bogu nie ma nic praktycznego. Jakże mogłoby być? Bóg jest całkowicie niepraktyczny. Wszystko, czego naucza geniusz lub świadomość mistrzowska, zawsze będzie głupie dla człowieka zmysłowego. Dotyczy to również miłości, czy też idei całkowitej miłości. Idea całkowitej miłości zakłada bowiem porzucenie, czy też poddanie się temu, kogo uwielbiasz – rozszerzenie twojej pełnej jaźni na ów obiekt miłowania, czy też owo wyobrażenie bądź percepcję.

W Bogu nie ma żadnej praktyczności ani racjonalności. Bóg jest ogniem, który płonie w tobie i który trzeba wyrazić. I to właśnie czynisz przez cały dzień. Chodzisz po świecie, próbując wyrazić tę radość, to niesamowite poczucie obfitości w sobie. Co zatem jest miłością? No cóż, przyjrzeliśmy się wielu rzeczom, którymi miłość nie jest. Miłość oczywiście nigdy nie wiąże się z formą jakiejkolwiek wymiany. Miłość nigdy nie jest obiektywna, nie może być. Miłość nigdy niczego nie wyklucza – nie jest w stanie tego robić. Tym sposobem rozważyliśmy wiele idei o tym, czym miłość nie jest.

Czymże więc jest miłość? Przyjrzyjmy się temu z bliska. Miłość jest oczywiście doświadczeniem. Z tym się zgadzasz. Czy zgodziłbyś się więc ze mną, że Bóg jest doświadczeniem? Skoro zgadzamy się zasadniczo co do tego, że Boga nie można zdefiniować, że prawdy nie da się opisać, lecz można jej tylko doświadczyć, to czyż nie powinniśmy zająć się jej doświadczaniem? W którym momencie podczas tych trzech dni, które minęły od ostatniego wykładu, działałeś w oparciu o zasadę całkowitej wyłączności? Pamiętaj, że cierpisz na śmiertelną chorobę zwaną OP, czyli „ograniczone postrzeganie”. Umrzesz właśnie z jej powodu. W dzisiejszej porannej gazecie przeczytałem, że jeden z rosyjskich przywódców jest śmiertelnie chory. Każdy na Ziemi jest śmiertelnie chory. Czy pomyślałeś o tym? Oczywiście, że wszyscy na Ziemi są chorzy. Uznali bowiem w swym ograniczonym postrzeganiu niewiarygodną, obłąkaną ideę unicestwienia. A więc co się z nimi stanie? Zostaną unicestwieni. A wraz z ich unicestwieniem odejdzie ich idea miłości, ponieważ ich idea miłości była ograniczająca. A ograniczając samych siebie, ograniczyli wrodzoną im zdolność stwarzania, która jest tym samym, co miłość.

Miłość jest wreszcie moim pełnym rozpoznaniem, że ja ciebie wymyślam – o rety! – więc lepiej, żebym cię kochał. Jeśli bym cię nie kochał, nie mógłbym kochać samego siebie. Największym przykazaniem, które może zaofiarować Chrystus, jest: „Kochaj Pana Boga swego całą swoją siłą, a bliźniego swego, czy też swego przyjaciela, brata – jak siebie samego”. Z drugiej strony – wy, ezoteryczni chrześcijanie i nowonarodzeni zbawiciele – nie możecie kochać Chrystusa, jeśli nie kochacie swego brata, a idea, że możecie, jest niedorzeczna. Jest to podstawą naszego nauczania w Kursie Cudów. Oczywiście, że dużo łatwiej jest kochać Boga z daleka. Łatwiej jest kochać, szanować, podziwiać jakiegoś guru w białej szacie, siedzącego na szczycie góry. Możesz przyjść i go odwiedzić, ale nie musisz się z nim całkowicie utożsamiać. Z kolei ze swoim bratem musisz się całkowicie utożsamić. Właśnie dlatego, dopóki nie odnajdziesz Chrystusa w sobie lub w swoim bracie, to nigdy nie będziesz w stanie Go odnaleźć.

Czy miłość jest zatem poszukiwaniem? O tak! Jest ona cudownym wyczekiwaniem spełnienia. Zdania takie, jak: „Jestem miłością”, są bardzo prawdziwe. „Ojciec i ja stanowimy jedno”. „Jestem, który jestem”. Oczywiście, że tak. Gdy doświadczasz tej chwili – a wszyscy tutaj jej doświadczyliście jako spełnienia – pozostawia ona niezatarty ślad w twojej świadomości jako doświadczenie szczytowe. Nasze prawdziwe nauczanie jest takie, że gdy doświadczysz transcendencji, czy też przemienisz swój umysł, czyli zmartwychwstaniesz, zostaniesz zbawiony, oświecony, to będziesz żył i emanował stanem nieustannej ekstazy – lecz nie ekstazy określanej jako przeciwieństwo bólu, lecz jedynie jako prawda, czyli miłość. Czy zrozumieliśmy to? O to mniej więcej chodzi. Innymi słowy, można by powiedzieć, że gdy osiągniesz ten stan, to przyjmiesz wszystko bez zastrzeżeń.

Chciałbym tutaj coś powiedzieć. Rozumiem doskonale, że opierasz się na swoich projekcjach, a więc gdy patrzysz na coś pięknego, to zgodnie z twą oceną musi to być piękniejsze od czegoś innego. To nieuniknione. Gdy doświadczasz transcendencji, kochasz siebie w pełni, przebaczasz sobie w pełni, doświadczasz niewinności, a to staje się twoim kryterium oceny wszystkiego, a zatem kochania wszystkiego. Na przykład, gdyby ktoś zapytał: „czy jadowita żmija jest dla ciebie tak samo piękna jak bukiet róż?”, to przemawiałby on z poziomu, na którym zakłada się, że piękno nie jest jedno. Zapamiętaj sobie coś na temat świadomości: „Każda istota prócz ciebie uważa się za doskonałą”. Słyszysz to? I to ty jesteś stuknięty. Czy myślisz, że róża nie uważa się za doskonałą? Czy myślisz, że wąż nie jest przepełniony miłością do siebie samego? Oczywiście, że jest! Czy liść na drzewie nie zachwyca się samym sobą? Czy skała nie roi się od cząsteczek, identyfikujących się jako granit? Oczywiście, że to czyni! Skała wie doskonale, czym jest, i w tym się spełnia. To ty jesteś w błędzie. Ty jesteś oddzielony. To ty nie wiesz, kim jesteś. Wow! Rozumiesz? Dobrze. Nic dziwnego, że nauczamy: „bądź wierny sobie”, głuptasie. Jeśli tego nie potrafisz, to jakże kiedykolwiek byłbyś w stanie wyjść na zewnątrz siebie i to odnaleźć? Nie byłbyś.

A oto subtelna różnica, która pojawia się w świadomości, jeśli pozwolisz na zaistnienie w niej hierarchii: skała wie, że jest skałą, ale nie wie, że jest tobą. Ty zaś możesz sobie uświadomić, że jesteś sobą, a zarazem skałą. Bo w istocie, jeśli nie jesteś skałą, jesteś niczym, ponieważ nie ma niczego poza prawdą, która obejmuje wszystko. Rozumiesz? Istnieje tylko stan świadomości. Nie ma nic innego. Właśnie dlatego możesz mówić o sobie jedynie tak: „Jestem Jaźnią”. Nie ma nic na zewnątrz ciebie. Jesteś skałą. Jesteś rośliną. Jesteś zachodem słońca. Jesteś urodzajną brązową glebą, z której będziemy zbierać plony. Czym innym mógłbyś być oprócz tych rzeczy? Nie chodzi mi o to, że czujesz się jak drzewo. Chodzi mi o to, że jesteś drzewem. Jest tu pewna różnica. Wiesz, chodząc sobie po świecie, ludzie czują czasem, jak ta energia podchodzi im do gardła, patrzą i nagle widzą wielkiego tucznika w chlewie, i mówią: „Czuję, jak ta wielka maciora ryje w błocie. Czuję się tak samo”. I jest w tym wiele prawdy. Lub być może przemawiają do drzew i czują, jakby one im odpowiadały. To bardzo prawdziwe doświadczenie. Po przejściu ostatecznego doświadczenia transcendencji nie masz już tożsamości odrębnej od świni, a więc nie jesteś w stanie określić, czym jest twoja świńska natura. Ha, ha, ha! Szkoda, że nie mogę tego wyrazić. Rozumiesz? Stajesz się drzewem, świnią… Tym właśnie jest miłość, nieprawdaż? Ci z was, którzy doświadczyli prawdziwego zjednoczenia, łącząc się w pary, spotykając się, nie potrafili podać różnicy między sobą nawzajem. Oczywiście, że nie. Przecież się połączyliście. Nie zalecam ci, żebyś się koniecznie bratał ze świnią! Wybaczcie! No cóż, wszyscy natychmiast próbują działać w świecie w oparciu o ograniczony układ odniesienia. Nie, nie, nie! Miłość nie dotyczy tego, o czym mówię; miłość nie ma z tym nic wspólnego. To byłoby jedynie próbą podtrzymywania ograniczonej tożsamości.

Miłość zdefiniowana w ograniczeniu będzie zawsze próbowała najpierw utożsamić samą siebie, a potem utrwalić dany stopień świadomości. Tym właśnie jest zwyciężanie silniejszego w przyrodzie, tym właśnie są przyczyna i skutek. Gdy już to przezwyciężysz, to zobaczysz, że rzeczywiście jesteś miłością i niczym innym. To by było na tyle, jeśli chodzi o nasz walentynkowy wykład o miłości. A więc jak się dzisiaj czujesz? Jako uosobienie miłości? Czy jest możliwe, abyś czuł się przez chwilę niegodny miłości, doświadczając jednocześnie stanu łaski? Pewnie, że tak! Tak naprawdę poczucie, że nie jesteś uosobieniem miłości jest tym samym co bycie jej uosobieniem. Nie da się tego nauczać. Ale spróbujemy. W pewnym stadium swojego postrzegania, po to, aby poczuć się godnym miłości, musisz przeżyć chwilę nie-miłości. Rozumiesz? W tej chwili czuję się godny miłości, lecz chwilę wcześniej tego nie czułem. Kiedy całkowicie przepełnia cię miłość, nie potrafisz dokonać rozróżnienia między czymś, co jest godne lub niegodne miłości. Oczywiście, że tak, ponieważ nie potrafisz tego osądzić. W ten sposób wiem, że kocham cię całkowicie. W ogóle cię nie osądzam. Wow! To jest wysoki poziom. Zrozum to, a pojmiesz, czego nauczamy.

Nie mogę cię kochać z powodu twoich przymiotów. Jeśli pozwolę w moim oddzielonym umyśle, aby bycie godnym miłości było jakąś cechą jakościową, to oczywiście zakładam, że istnieje coś, co jest jej niegodne, a takie rozumowanie jest błędne. Wszystko jest godne miłości. W końcu sobie uświadamiasz, że miłości się nie stopniuje. Kiedy to sobie uświadomisz, przypomnisz sobie wszystko. Powrócisz do swej twórczej postawy. Oto, co mówi Jezus w Kursie Cudów: „Twoje stworzenia czekają na twój powrót.”. Jak długo cię nie było? Tylko chwilę. Nie było cię, ale powróciłeś. Tak naprawdę – zawsze byłeś. Tak naprawdę nie opuściłeś Domu. Tak naprawdę nigdzie nie odszedłeś. To jest Niebo. Gdzie mógłbyś pójść? Gdzie możesz się udać, żeby znaleźć miłość? „Przemierzę cały wszechświat. Wejdę na najwyższy szczyt, zejdę do najgłębszej doliny w poszukiwaniu mojej prawdziwej miłości”. Dokądkolwiek się udasz, tam już będziesz. Jeśli pozostaniesz tutaj, będziesz wszędzie.

Myślę, że ostatecznie możemy powiedzieć, iż nie da się opisać miłości, podobnie jak prawdy, Boga i pełni. One po prostu są. Tak samo jest z tobą – gdy tego doświadczasz, to wiesz, że tego doświadczasz. Tak naprawdę nauczamy jedynie wiecznej miłości, ponieważ wszystko to, co nie jest wieczne, nie jest prawdziwe. Tego właśnie nauczamy. Lęk to śmierć. Jeśli wierzysz, że możesz umrzeć, to nie jesteś w stanie kochać. Będziesz po prostu współczuł. Jesteśmy tutaj, by ci powiedzieć, że nie możesz umrzeć i że jesteś jedynie miłością. To wszystko.

Posłuchaj mnie uważnie. Dodamy jeszcze jedno słowo do tego, czym naprawdę jest miłość – jest ona wolnością.

Wszelka miłość na Ziemi ogranicza. Z powodu swego ograniczonego stanu świadomości szukasz ochrony w związkach miłosnych i związujesz się nimi z powodu lęku. A więc tak naprawdę reprezentujesz miłość-lęk czy też miłość-nienawiść. Jeśli chcesz zmierzyć, w jakim stopniu kochasz kogoś znajdującego się pozornie na zewnątrz ciebie, to oceń, w jakim stopniu go uwalniasz. W jakim stopniu się go trzymasz, ponieważ myślisz, że możesz mieć miłość, zamiast być miłością? Oto najwyższa prawda, jaką mogę ci zaofiarować: nie możesz mieć niczego, ponieważ jesteś wszystkim. Nie możesz mieć miłości, ponieważ nią jesteś.

Jeśli chcesz, aby tak zwany związek miłosny na Ziemi całkowicie się udał, był absolutnie doskonały, pozbawiony jakichkolwiek odchyleń lub czegokolwiek, co nie jest prawdziwe, to musisz po prostu oddać mu się bez reszty. Jeżeli czegokolwiek brakuje w tym, co uważasz za związek miłosny, to jedynie tego, czego sam do niego nie wnosisz. Kropka. Czy to odpowiada na twoje pytania dotyczące związków, drogi bracie? Właśnie dlatego wszystkie związki miłosne na Ziemi są kompromisem. Ty nie wiesz, kim jesteś i druga osoba nie wie, kim jest, po czym dobieracie się w parę i razem nie wiecie, kim jesteście. Jak bardzo miłość na Ziemi zbliżona jest do nienawiści? Stoi tuż obok niej. Jak bardzo miłość na Ziemi zbliżona jest do lęku? Stoi tuż obok niego. Jak bardzo życie zbliżone jest do śmierci? Są one dokładnie tutaj, bracie. Amen. Dziękuję.

Jest to zapis wykładu Mastera Teachera. Zaczerpnięto go z książki pt.: ,,Powrót Heretyka”.

Cudem jest twoje przebudzenie

Oto kilka wykładów, które jesienią 1985 roku wygłosiliśmy z głębi serca jako prawdę o nas samych. Przesyłamy je z całą miłością do naszych braci na zachodnim wybrzeżu, jak również do brata Kena W. i brata Tary. Wiemy o waszych dokonaniach i niech was Bóg błogosławi. Dziękujemy wam.

Na nasze zajęcia zaczął przychodzić nowy brat. Czyta on Kurs Cudów. Słowa wydrukowane na kartce papieru przekazują każdemu, kto je czyta, sens, który widzi on w samym sobie. Myśl, która pojawia się podczas czytania, tak naprawdę pochodzi z jego własnej świadomości. Oto podstawa Kursu Cudów. W bardzo prawdziwym sensie ludzie studiujący Kurs Cudów wymyślają Kurs Cudów. Wymyślają również jego autora, określają, co chcą do Kursu dodać, a co odjąć, oraz układają całość według schematu z własnej pamięci. Paradoksem jest to, że Kurs Cudów sam przyznaje, że właśnie to czynisz.

Kurs Cudów to trening umysłu, który prowadzi do zmiany w twoim osobistym odczuwaniu rzeczywistości. Kropka! Rozumiemy doskonale, że gdy czytasz Kurs Cudów (a czytasz go dlatego, że tu jesteś i masz taką potrzebę), nie potrafisz go zrozumieć. A gdy mówię ci, że nie ma takiego wymogu, abyś go rozumiał, lecz żebyś się nim stał, to trudno jest ci to przyjąć. Skrybowie i tłumacze Kursu Cudów interpretują go w swym własnym ograniczonym układzie odniesienia. Nie mogą inaczej.

Możesz wziąć wszystkie tak zwane ekumeniczne idee zawarte w Kursie Cudów i udowodnić sobie, a być może również całemu swemu kulturowemu środowisku, że istnieje wiele podobieństw między tym, co mówi Kurs Cudów, a tym, co mówią wszystkie święte pisma, tradycje okultystyczne, czy też znawcy psychologii i filozofii. I co z tego? Twoje ograniczenie polega na tym, że nie potrafisz myśleć w jednolity sposób, dzięki czemu rozpoznałbyś, że wszystko, na co patrzysz, przenosisz do pełni, jeśli myślisz o tym jako o pełni. Weźmy przykład: ta świeczka jest albo absolutnie boska, doskonała i zawiera w sobie cały wszechświat, albo jest niczym. Twoje wyobrażenie o świeczce jako rzeczy odrębnej od koszyka sprawia, że podtrzymujesz w swym umyśle poczucie ograniczenia.

Ktoś powie ci: „Nie chcę studiować Kursu Cudów, ponieważ jest pełen słownictwa chrześcijańskiego”. Cóż to do diabła znaczy? Znaczy to jedynie tyle, że dana osoba skonstruowała w swojej świadomości zewnętrzną ideę na temat tego, czym jest chrześcijaństwo. Nie jest ona rzeczywista, ponieważ konkretne historyczne wydarzenia są zupełnie nieistotne. Nie ma w nich jedności. Mógłbym więc ją zapytać: co masz przez to na myśli? A wtedy stałoby się jasne, że podważyła ona pochodzenie Kursu. Wypracowała sobie, we własnej karmie czy też świadomości, definicję chrześcijaństwa. I oczywiście jest w błędzie. Opiera się na osądzie wynikającym z ograniczonych pojęć. Jeśli zapytałbym ją: „co masz przez to na myśli?”, ona odpowiedziałaby: „Porównuję to, jak Billy Graham, papież Jan Paweł II, Joanna d’Arc, święty Jan od Krzyża, krucjaty, Judasz, ezoteryczne chrześcijaństwo odnosili się do Nowego Jeruzalem”. A jakie to ma znaczenie? Co zyskasz przez zbudowanie w swym ograniczeniu pojęcia na temat Chrystusa lub na temat Boga? Nie możesz tego zrobić.

Podstawą Kursu Cudów jest nauczanie nieosądzania. Nieuniknione jest jednak, że jeśli skonstruowałeś siebie w przeszłości, to osądzasz swój związek z własnymi myślami. Jezus naucza tego w Kursie w ten sposób: ty dosłownie oddzielasz myśli w swoim umyśle i rzutujesz je na zewnątrz po to, aby potwierdzić ich zasadność w swym błędnym wyobrażeniu o sobie. Jeśli powiem ci – tak jak Jezus naucza tego w Kursie – że idea nigdy nie opuszcza swego źródła – a wy jesteście samymi ideami – to co z twoimi ideami? Co sądzisz dzisiaj o swoich ideach? Gdy rozglądasz się dookoła, co myślisz o swoich wytworach? Czyje to wytwory, jeśli nie twoje? To jest podstawą Kursu Cudów. Jeśli uważasz, że na zewnątrz ciebie jest coś, czego nie możesz kontrolować lub czego nie wytworzyłeś własną świadomą myślą, to będziesz skazany na bronienie się przed tym lub interpretowanie tego, lub ocenę, że jest to od ciebie oddzielone. A przecież nie jest oddzielone.

Wszystkie ezoteryczne grupy mówiące o procesie obudzenia, nauczają nieosądzania; nauczają Błogosławieństw, Kazania na Górze (Mt 5-7) czy też pierwszych piętnastu lekcji z Książki Ćwiczeń Kursu Cudów. Ten mistrz, ta obudzona świadomość – Da Free John, naucza Kursu Cudów. Oczywiście, że tak. Jeśli przyjmiesz postawę obudzenia w swojej świadomości, to niemożliwe jest, abyś nie nauczał tego samego, co ja. Lecz pamiętaj, że proces rozpoznawania tego, to proces poszerzania twojej świadomości, czyli autentyczne doświadczenie transformacji. I właśnie temu zaprzecza religia czy też nauka w ograniczonym stanie świadomości.

Proszę, posłuchaj. Przeczytam ci tylko jedno. Pochodzi to z nowej książki Da Johna wydanej przez Dawn Horse Press. Jest tu zawarta pradawna definicja, lub jedna z definicji, tego, czym jest obudzony Chrystus, czyli Awatar, czyli Mistrz czy też oświecona świadomość. Mówiąc prosto: Veera, obudzony mistrz, boski człowiek, dzięki potwierdzeniu zasadniczej wartości tego, co zabronione, sprawia, że to, co zabronione, traci swą moc zanieczyszczania, poniżania i niewolenia. Tym dokładnie jest przebaczenie. Taki człowiek nie daje swym projekcjom władzy nad sobą. On nie osądza. Proces osiągania stanu nieosądzania to doświadczenie transformacji. Jeśli więc siądę tu przed tobą i spojrzę na ciebie w świetle tego, co mówi Kurs Cudów, i powiem ci: „Jesteś żywym Synem Boga, zaś na poziomie świadomości jedynym żywym Synem Boga, czyli jedynym przejawieniem świadomości w całym wszechświecie, które jest doskonałe samo w sobie”, to nie będziesz w stanie tego przyjąć. A jednak zapewniam cię, że to prawda.

Nie jesteś sumą idei na swój temat, ponieważ idee na twój temat nie są prawdziwe. Pamiętaj, że to ty tworzysz historię, aby dostosować się do własnych ograniczeń. Historia człowieka nie ma charakteru obiektywnego. Jest subiektywna, ponieważ historia to tylko idee człowieka o nim samym, które są nieustannie na nowo spisywane. Nie ma sensu nadawanie historii znaczenia z obiektywnym uzasadnieniem. W ten bowiem sposób jedynie uzasadniasz swój własny ograniczony stan świadomości, uzewnętrzniając pozorną pamięć czy też pozorną przeszłość.

Kurs Cudów, proces transformacji, uczy cię nieoceniającego myślenia. Czy to jest proces? No pewnie! Wszystko, co przeczytałeś w Kursie Cudów do tej chwili oraz sposób, w jaki będziesz czytał Kurs Cudów dziś wieczorem, będą całkowicie różne. Pamiętaj, że świadomość czy też energia, która poczęła Kurs Cudów, złożyła go z wielu różnych aforyzmów. Jeśli chcesz spędzić cały wieczór, rozmyślając nad jednym zdaniem z Kursu Cudów, zamiast próbować go sobie poskładać we własnym ograniczeniu, to rozważ następujące zdanie: Aby komunikacja miała sens, musi być nieograniczona. Czy rozumiesz, co właśnie powiedziałem? Na Ziemi nie ma komunikacji. W każdej chwili możemy razem doświadczyć pełnej komunikacji, tak jak zrobiliśmy to w tamtym momencie. Mieliśmy bowiem wspólny cel. Pomyśl o tym. Jeszcze raz powtórzę: Aby komunikacja miała sens, musi być nieograniczona. Ograniczona komunikacja jest zawsze zaprzeczeniem miłości, ponieważ najlepsze określenie na miłość to „nieograniczona komunikacja”. Jeśli będę cię analizował w mojej świadomości lub nadam ci jakieś cechy czy właściwości w moim ograniczonym wyobrażeniu o tobie, to w ten sposób cię potępię, gdyż nie będę w stanie uświadomić sobie własnej pełni. O kurczę blade! Ależ to proste! Dokładnie to jest powiedziane w tym zdaniu.

Oto perełka: Osąd nie jest atrybutem Boga. To wszystko, co potrzebujesz wiedzieć, aby się obudzić. Czyż nie jest to niesamowite? Osąd nie jest atrybutem Boga. Ty zaś mówisz: „Zaraz, chwileczkę, On przecież ocenia, czy robię to lub tamto; czy coś przychodzi, czy odchodzi; czy to jest duże, okrągłe lub grube”. Nie! Nie! Co takiego prawda mogłaby osądzać? Nieprawdę? W jaki sposób? Jak mogłaby istnieć nieprawda? Spójrz na to. Pomyśl o tym zdaniu przez resztę dnia. To cię od razu obudzi. Dlaczego? Bóg jest nieosądzającą pełnią, ale czego On od ciebie wymaga? Potwierdzenia Jego myśli! Co jest Jego myślą? Twoja myśl w prawdzie! Jak mogłeś pomyśleć o Bogu i i Go nie urzeczywistnić? W jaki sposób mógłbyś dotrzeć do możliwości prawdy czy też jedności, a następnie jej zaprzeczyć? Oczywiście, że Bóg nie sądzi.

„Jakieś 6,5 tysiąca lat temu pozostawiono w tej części galaktyki centralny komputer, który wyraża w pełni jedność oraz jeden cel wszechświata. Gdy tylko gatunek, zwany homo sapiens, gatunek ludzki, osiąga swą dojrzałość, strumień energii z owego kategorycznego i bezkompromisowego komputera płynie wprost ku nieuniknionemu doświadczeniu transformacji.” Można to wyrazić również w ten sposób. Wyrażaj to, jak chcesz.

Nie ma żadnych błahych myśli. Wszelka myśl rodzi formę na jakimś poziomie. I teraz masz spory problem. Ty bowiem naprawdę myślisz, że możesz na osobności myśleć o czymś, o czym nie wiedziałby już cały wszechświat. Nie możesz. Dlaczego? Bo ty jesteś całym wszechświatem! Nie ma żadnej myśli na zewnątrz ciebie. Jeśli konstruujesz to w swojej świadomości, a zapewniam cię, że konstruujesz, to jak możesz oddzielać pewne idee i myśli od innych? Nie możesz! To niemożliwe. Jakże proste się to staje dla ciebie, jeśli chcesz na to spojrzeć w ten sposób, bo jak powiedziałby Jezus, ty jesteś zbawicielem tej Ziemi i jedynym Synem Bożym. Dlaczego jest to rozsądne i prawdziwe? Ponieważ to ty skonstruowałeś Ziemię w swojej świadomości. Ona nie jest prawdziwa, ale ty uznałeś ją za prawdziwą. Pozwalam ci się teraz od niej uwolnić. Czy widzisz, co ci zaofiarowałem? Moc, by uczynić co? Skorygować, przeformować, rozpoznać, przemienić… To nie jest na zewnątrz ciebie. To przecież ty! Co więc ci dałem? Wolność! Czy zechcesz ją wziąć? Czy też nadal chcesz udawać, że coś może na ciebie wpłynąć, bo zapomniałeś, że ty jesteś tego przyczyną? To jest podstawą prawdy, którą znam.

Jakże proste się to staje! Jakże oczywiste staje się uznanie przez ciebie własnego Chrystusostwa, gdy jesteś gotów wziąć odpowiedzialność za wytwory własnego umysłu! Faktem jest, że zaprzeczasz części samego siebie. Dlaczego? Ponieważ znajdujesz się w ograniczonym stanie świadomości. Jeśli porządkujesz swe myśli lub wyobrażasz sobie wczoraj lub jutro, lub jakąkolwiek formę działania, to niemożliwe jest, abyś nie czuł się z tego powodu winny. To niemożliwe, ponieważ znajdujesz się w stanie, w którym coś odrzucasz. Podejmujesz decyzje, sądząc, że możesz wywrzeć jakiś skutek. Nie możesz! Każdy skutek już został wywołany i jest wywoływany twoją myślą w momencie, gdy o nim myślisz. Jakże, do diaska, tego nauczać?

Podstawą dylematu twoich duchowych poszukiwań jest to, że nie potrafisz zobaczyć, że potencjalność jest niemożliwa. Nie ma czegoś takiego w świadomości lub we wszechświecie, lub w prawdzie, co nie byłoby czynne teraz, a co mogłoby być pobudzone do działania w przyszłości. To dziwne pojęcie. Wydaje się, że tak jest, a ja oczywiście nauczam poprzez Kurs Cudów, że możesz pobudzić swój karmiczny potencjał, ale zapewniam cię, że w pojedynczym błysku zawiera się cała historia schizmy, którą wciąż odtwarzasz w swoim umyśle. I jeśli to właśnie wybierzesz, to będziesz w stanie ciągłego zaprzeczania własnym myślom. O tym mówi Kurs Cudów. Absurdem jest idea, że Ziemia istnieje gdziekolwiek poza twoją pamięcią. Oczywiste jest, że schizma to twoja pamięć. Ty śnisz. To jest twój sen. Zasnąłeś, pamiętasz? Zasnąłeś. W pełnym stanie świadomości powstała jedynie twoja własna konfiguracja snu. Zapomniałeś, że ty jesteś tego przyczyną. W jaki sposób można cię tego nauczyć? Jak mogę nauczać iluzję? Nie mogę. Lecz mogę ci pokazać, że jeśli przeczytam ci konkretne zdanie, to będziesz mógł mu się przyjrzeć, a gdy pogłębi się twój układ odniesienia – dzięki indywidualnej fizycznej, psychicznej, mentalnej i emocjonalnej transformacji – to zobaczysz w swojej pozornie ograniczonej myśli – pełnię czy też strukturę pełni.

Spróbujmy czegoś innego. Niektóre z tych idei są bardzo, bardzo trudne. Musisz wybrać pomiędzy całkowitą wolnością a całkowitym zniewoleniem, ponieważ nie ma innych opcji. Innymi słowy, albo jesteś całkowicie zniewolony i pozostajesz tu na wieki, albo jesteś w Niebie i jesteś wolny. Nie ma kompromisu. Nie ma niczego pomiędzy. Co za piękna myśl! To prawda i dlatego boisz się, że gdy Go uznasz, to będziesz musiał wyprzeć się wszystkiego, co – jak myślisz – wiesz, ale przecież wszystko, co – jak myślisz – wiesz, nigdy nie było prawdą. Każdy z was indywidualnie musi sobie uświadomić, że Ziemia nie jest prawdziwa. Musi istnieć, i istnieje, sposób, aby to rozpoznać. Ale to zależy od ciebie.

Doświadczenie i przemiana umysłu, które zachodzą w tobie oraz w grupie pełnego zaangażowania, są nadzwyczajne. Odradzasz się na nowo z chwili na chwilę. To bardzo piękne doświadczenie. Czy jest to proces odłączania się od ograniczonej jaźni? Oczywiście, że tak. Czy jest to wyciszanie procesu myślowego w mózgu? Tak. Doświadczenie transformacji nie jest mówieniem o doświadczeniu transformacji. Nie możesz mieć doświadczenia. Możesz jedynie być doświadczeniem. O mój Boże! Definicje doświadczenia – czy to ekstatycznego, czy pełnego lęku – są zupełnie nieistotne, ponieważ niczego nie komunikują. Informują jedynie o ograniczonej idei lub odrębnej obiektywnej obserwacji doświadczenia, a to zawsze wiąże się z osądem…

Brat Sharon przedstawiła wczoraj bratu Glorious dziwną myśl, mówiąc: „czyż nie jest prawdą, że obok złych nałogów istnieją też całkiem dobre nałogi?”. Zabrzmiało to tak, jakby potrafiła ona je rozróżnić. Cały dylemat egzystowania na Ziemi sprowadza się do definiowania pewnych nałogów jako lepszych od innych. A przecież w niewoli trzyma cię właśnie nałóg jaźni czy też świadomości jaźni, czyli założenie, że nałogi można stopniować. Wszystko to jest utwierdzaniem odrębnego „ja”. Co za piękna idea! Lecz zapewniam cię, że na każdą osobę, która określa jeden nałóg jako zły, a drugi jako dobry, mogę znaleźć kogoś, kto – co zrobi? Określi najgorszy nałóg, jaki mógłbyś sobie wyobrazić i odrzucić – jako boski. Rozumiesz? Oczywiście, że jest to prawdą. Znałem człowieka, który miał boski nałóg molestowania trzylatków. Czy jest to bardziej lub mniej boskie niż uczynki kogoś, kto służy prawdziwemu celowi, kto pomaga biednym? To nie ma z tym nic wspólnego. Ekspresja jaźni w związku z nałogiem lub satysfakcja, jaką ona z niego czerpie, jest zawsze ograniczona. Kto wie o tym lepiej niż alkoholik uzależniony od pół litra dżinu na śniadanie? Mówienie, że on nie czuje się bosko, gdy pije, jest niedorzecznością. Oczywiście, że czuje się bosko. Czy dlatego jest to boski nałóg? Zdaje się, że tak. Jak definiujesz zniewolenie? Czy ono pozornie go uwalnia? A czy wzięcie w niewolę innej świadomości „dopóki nas śmierć nie rozłączy” jest jakiegoś rodzaju wolnością? Jak ty to definiujesz? To przecież głupie.

Ograniczenie zawsze więzi. Oczywiste jest, że ograniczenie nie mogłoby zaistnieć bez lęku. Już sama troska o pożywienie (a jest o tym mowa w lekcji 76 Kursu Cudów) jest zaprzeczeniem idei, że nie podlegasz innym prawom niż Bożym. Oczywiste jest, że ustanowiłeś ideę wartości odżywiania się, wartości utrzymywania równowagi w stanie świadomości, w którym się znajdujesz. Robisz to i dlatego tu jesteś. Jeśli otworzysz teraz książkę i przeczytasz mi na głos lekcję 76, to natychmiast zaczniesz jej zaprzeczać. To nieuniknione. Twoje istnienie opiera się na zaprzeczaniu tej lekcji. Jeśli będziesz cenił to zaprzeczenie, nie unikniesz jego konsekwencji.

Niesamowite! Przyczyna i skutek. Oczywiste jest, że każde działanie pociąga za sobą kolejne działanie. Oczywiste jest, że każda myśl pociąga za sobą następną. Posłuchaj mnie. Wiesz, jaki jest jedyny sposób na wyeliminowanie przyczyny i skutku? Według tego, czego nauczamy w Kursie Cudów, jest nim rozpoznanie, że przyczyna jest skutkiem. W rzeczywistości nie ma absolutnie żadnej odległości między przyczyną a skutkiem. Właśnie dlatego Ojciec jest Synem. Nie możesz mieć myśli, która już by się nie wydarzyła. Możesz próbować na nią wpłynąć później, lecz podstawą mojego nauczania jest skracanie koncepcyjnej odległości między twoim myśleniem a jego rezultatami. Skracam twój czas, bracie… Ty myślisz, że istnieje jakiś czas między chwilą obecną a czasem, kiedy umrzesz. Nie istnieje! Ponieważ masz wyobrażenie o śmierci, możesz umrzeć jedynie teraz. Jeśli to zrobisz, to zobaczysz, że jesteś wieczny. Jeśli będziesz to odkładał, to skonstruujesz przyszłość w oparciu o swoją nieprawdziwą przeszłość. To nieuniknione.

Czy mogę skrócić dla ciebie czas? Jak powiedziałby nasz brat Jezus, możemy niezmiernie skrócić czas. Innymi słowy, możesz w tej chwili wejść w swoją teraźniejszość i wyjść do wieczności. Wieczność nie jest jakimś długim czasem, mój bracie – ona nie ma z czasem nic wspólnego. Co za dziwna idea! Ludzie mawiają: „Kto chciałby żyć wiecznie, jeśli wieczność wygląda w ten sposób”. Wieczność nie ma nic wspólnego z tym światem. Albo jesteś spełniony w tej chwili, albo nigdy nie będziesz. Nie ma niczego poza prawdą. Prawda jest prawdziwa i nic innego nie jest prawdziwe. Nie ma stopni „prawdziwości”. Prawda nie jest czymś względnym. Nic dziwnego, że odczuwasz ból i lęk. Nic dziwnego. Myślisz, że istnieje sprawiedliwość w ograniczeniu. I szukasz jej – „okiem za oko”! Ustanawiasz qui pro quo – ja dam ci to, a ty mi w zamian dasz tamto – a wszystko to opiera się na ograniczeniu. Nie ma czegoś takiego. Albo jesteś wszystkim, albo niczym.

Ile razy tego nauczałem? Ile razy to powtarzałem? Mówiłem to przez dziesięć tysięcy lat. Dwa tysiące lat temu stanąłeś na górze i właśnie to mi powiedziałeś, bracie. Powiedziałeś: „Nie opieraj się złu. Błogosławieni ubodzy w duchu. Błogosławieni ci, którzy wprowadzają pokój. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości. Błogosławieni ci, którzy są prześladowani w imię moje. Twoje królestwo nie jest z tego świata. Czyż nie wiesz, że musisz się ponownie narodzić?” Niesamowite! Powtarzane to było wciąż na nowo i na nowo, i wreszcie, co? Przychodzę do twojego snu – do twojej kondycji śmierci i mówię ci, że nie ma śmierci, że jesteś wieczny w swojej świadomości. Kropka!

Co pokazuję ci w ten sposób? Że nie możesz uciec od siebie. Dzięki temu osiągasz stan akceptacji siebie w swojej świadomości. Nigdy nie dotrzesz do Boga poprzez zaprzeczenie sobie lub swemu bratu, który jest tobą. Kropka! Zaprzeczenie jest zawsze nienawiścią. Akceptacja i przebaczenie jest zawsze miłością. Niezwykłe odkrycie, że możesz dawać jedynie sobie, to największy krok, jaki kiedykolwiek mógłbyś uczynić w tak zwanym koncepcyjnym pojmowaniu. Rozpoznajesz bez cienia wątpliwości, że to ty jesteś twórcą wszystkiego i że stwarzanie to rozdawanie twojej pewności co do tego, kim jesteś. Jeśli nie staniesz się w tym doskonały, to będziesz dokonywał projekcji; jeśli będzie to prawdziwe, to będziesz to szerzył, ponieważ w rzeczywistości idea nigdy nie opuszcza swego źródła. To takie proste! Powtarzamy ci wciąż na nowo: „Jesteś wszechświatem. Istnieje tylko jedna świadomość – ty nią jesteś. Nie ma nic na zewnątrz ciebie”. To jest najwyższy poziom, na którym możemy ci przedstawić możliwość jakiejkolwiek przemiany. I to właśnie dzieje się tutaj. Zawsze zależy to od ciebie. Nie możesz obarczyć winą swoich własnych projekcji ani oddać im swej odpowiedzialności, ponieważ już wcześniej je ograniczyłeś swoją definicją siebie.

Świadomość zbiorowa nigdy nie znajdzie Boga. Zbiorowa świadomość jest z samej swej definicji nieprawdziwa. Jest tylko jedna świadomość. Możemy próbować spotykać się w grupach, aby poprzez terapię wywoływać doświadczenia transformacji. To niezwykle zaawansowany poziom w tak zwanej psychologii czy też psychologii transpersonalnej, lecz ostatecznie każda świadomość dochodzi do prawdy o sobie indywidualnie. Jednak dzieje się to nie poprzez współodczuwanie, lecz rozpoznanie. Czy wszyscy mnie słyszą?

Pełnia w rzeczywistości nigdy nie jest czymś wspólnym. Pełnia jest pełnią tylko w tobie. Wow! Czyż nie nauczamy pojedynczości? Coś takiego! Jest to pojęcie, które wzbudza w tobie ogromny lęk, mój bracie. To bardzo trudne. Ty wciąż chcesz oddawać cześć i nadawać wartość swojemu ograniczeniu. I będziesz to robił poprzez zakładanie rodziny; będziesz to robił poprzez konstruowanie mechanizmów obronnych. Zrobisz wszystko, co w twojej mocy, aby nie przejść procesu, który ma ci pokazać, że faktycznie jesteś wieczny i że jesteś całą świadomością. Przybyłem, aby ci powiedzieć, że jest to nieuniknione i że tego doświadczysz. I za każdym razem, gdy dokonujesz wyboru, by zwrócić się w tym kierunku, odwracasz się od fałszu swoich własnych projekcji. Jakie to proste!

Pełne zaangażowanie przynosi natychmiastowy rezultat – tak samo jak nieskończona cierpliwość. Pełne zaangażowanie i nieskończona cierpliwość są tym samym. Przygotujcie drogę Panu. Oto jestem z wami zawsze. Myślałem, że to ty miałeś przygotować dla mnie drogę… Świadomość wszechświata jest tutaj – albo nie ma jej nigdzie. Masz zadziwiającą skłonność do tego, by przychodzić tutaj, a potem wynosić stąd na zewnątrz coś innego. To jesteś tylko ty! Właśnie to zaczynasz teraz rozpoznawać.

Pełnia jest stanem świadomości. Ostatecznie nie ma ona nic wspólnego z tym, jak ją osiągasz. Jedyne, co teraz dzieje się na Ziemi, to rozpoznanie wszechobecnej prawdy, że w tej ograniczonej konfiguracji wiedzę można osiągnąć poprzez zmianę w świadomości czy też doświadczenie transformacji… Oczywiście z socjologicznego punktu widzenia bardzo nieelegancko się temu zaprzecza. Zakłada się, że w jakiś sposób możliwe jest, by ktoś miał bardziej zaawansowane idee i że dzięki nim byłby w stanie kontrolować swoją sytuację społeczną. I to właśnie dzieje się w tym świecie. Oczywiście, że tak. Każdy usiłuje kontrolować swą sytuację społeczną. Nie da się tego uniknąć.

Idea, że genetyka czy też karma, ma wpływ na to, jak reaguje pozornie ograniczona świadomość, czyli jednostka, jest przyczyną występowania tu różnych stopni dojrzałości. Stąd zaś biorą się różnego rodzaju dziwne hierarchie: od króla do parobka, czy od Bramina do nietykalnych w hinduizmie, z włączeniem w to wszystkich ograniczonych pojęć człowieka o nim samym w związku z ostateczną prawdą o jego boskości. Musisz zatem kategorycznie zaprzeczyć Chrystusowi, czyli tak zwanej zaawansowanej świadomości, która przychodzi do was i naucza, że możecie teraz przejść doświadczenie transformacji, które objawi wam nową świadomość. Podstawą twojej świadomości jest niezależność od własnego źródła. Wiele świadomości zaczyna teraz myśleć w duchu New Age, rozpoznając, że są przyczyną tego świata. Cytaty pojawiające się ostatnio w literaturze duchowej oraz cała historia człowieka pokazują, że to właśnie twoje wyobrażenie nadaje temu światu pewną formę rzeczywistości w twoich oczach. Oczywiście jest to bardzo prawdziwe, ale cała trudność polega na tym, że w jednym zdaniu mówię ci, iż jesteś za to odpowiedzialny – tak, właśnie ty – a w następnym zdaniu mówię ci, że nie wytworzyłeś siebie. I teraz nie masz wyjścia. Jeśli pójdziesz z tym o krok dalej, to będzie to oznaczać, że Ziemia jest twoim wytworem. Lecz Ziemia nie jest bardziej prawdziwa niż ty w idei komunikacji czy też twórczej energii. Nauczamy więc jedynie tego: powróć do domu – do swego źródła.

Mimo iż wszystkie wspólnoty wyznaniowe nauczają, że dzięki procesowi transformacji można dotrzeć do prawdy, to prawdziwym wyczynem byłoby już samo uznanie tego przez społeczeństwo, przez organizacje znajdujące się w tym ograniczonym stadium świadomości. Zarówno środowisko naukowe, jak i artystyczne, staje przed dylematem geniuszu i oczywiście mu zaprzecza. Przede wszystkim zaś zaprzecza swemu własnemu potencjałowi, ponieważ zabiera się za obserwowanie sztuki w swej własnej konfiguracji.

Prawda jest taka, że jeśli nie będziesz szerzył idei transformacji, to nigdy nie będziesz się komunikował. Oto jedyna rzecz, którą możesz powiedzieć w tym iluzorycznym świecie: Mogę to przezwyciężyć! Mogę to rozpoznać! Możemy wziąć twoją pozorną różnorodność i sprowadzić ją do jedności. Możemy pokazać ci nowy sposób patrzenia na wszystko. Być może pokażemy ci, że najbardziej oczywistą rzeczą, jaką może sobie tutaj uświadomić jednostka, jest to, że ona sama skonstruowała śmierć. I zapewniam cię, że w ograniczeniu, w którym się określiłeś, możesz jedynie umrzeć. A to naprawdę dziwne! W tobie bowiem zawiera się idea prawdy i wieczności, o których przecież sam mówiłeś. Dlaczego więc wszystko, co widzisz tutaj używając ograniczonej percepcji, przechodzi proces umierania? Jest cykliczne – rodzi się, dojrzewa i umiera. Wszystko znajduje się w ramach czasu i przestrzeni, ponieważ ty znajdujesz się w ramach czasu i przestrzeni.

Czy idea twojego końca, twojej nieuniknionej śmierci, wiąże się dla ciebie ze wzburzeniem, bólem, a wreszcie – ze złością? To byłoby całkiem zrozumiałe. Oczywiste jest, że wszystkie przejawy twojej choroby, nienawiści, prób zbliżenia opierają się na idei twojego ostatecznego unicestwienia. To absurd. Nie ma to najmniejszego sensu. Gdy ja zaś proponuję ci absolut – wieczność, to ograniczenie twej natury sprawia, że mi zaprzeczasz i czynnie angażujesz się w zachowanie ograniczonej świadomości, która musi doprowadzić cię do śmierci i unicestwienia. Jakże to nierozsądne z twojej strony! Cóż mogłoby być rozsądnego w śmierci? Cóż jest rozsądnego w bólu i ograniczeniu? Oczywiście podstawą ograniczonej świadomości jest utożsamienie się z formą odrębnej jaźni egzystującej w stanie ograniczenia lub braku, odczuwającej wyraźną potrzebę podtrzymywania tego poziomu świadomości w celu przetrwania. Gdy więc ja proponuję ci ideę, że nic, co nie jest wieczne, nie jest prawdziwe, to w pierwszym momencie nie mieści ci się to w głowie.

Twoje rozpoznanie, że jest to twój wytwór, poprowadzi cię bezpośrednio do prawdy, ponieważ przyjmiesz bez żadnych zastrzeżeń ideę, że nie ma nic na zewnątrz ciebie. Po prostu nie ma niczego poza twoim tego wyobrażeniem. Jakże paradoksalne jest pojęcie obiektywności czy też idei oddzielenia! Wydaje się całkowicie absurdalne, że ktoś mógłby postrzec ideę dwóch oddzielonych od siebie rzeczy. Oczywiste jest, że ich byt opierałby się na nieświadomości, czym jest obserwowany obiekt. To szaleństwo! To bez sensu. A więc oni analizują ograniczenie zamiast pełni. Filozofują na temat własnej fałszywej konfiguracji – swej własnej odrębności. Niesamowite!

Gdy przechodzisz przez proces regeneracji, zaczynasz się odłączać od chaosu, a to może być postrzegane jako coś, co wywołuje ogromny konflikt. Nie czujesz bowiem więcej potrzeby, aby uczestniczyć w społecznych rytuałach śmierci opartych na związkach odrzucenia, ani intensywnej potrzeby osiągania ograniczonych celów. Rzeczy te tracą bowiem dla ciebie swe znaczenie. Ale ponieważ ziemska świadomość wywodzi się jedynie z pamięci, to otaczający cię ludzie, którzy pozostają w stanie dualizmu, będą cię postrzegać przez pryzmat swych własnych ograniczonych parametrów świadomości. Jeśli pójdziesz w innym kierunku, a oni nie będą potrafili się przystosować, to zaatakują cię lub ci zaprzeczą. Oczywiście, że tak! Spójrz na to z punktu widzenia swego wyobrażenia o sobie, a stanie się dla ciebie oczywiste, że skoro jesteś twórcą lub błędnym wytwórcą wszystkiego dookoła, to jedyne, co mogłoby przysporzyć ci bólu lub cię zawieść, to twoja własna idea na ten temat. Oczywiste jest, że każdy tutaj doświadcza gniewu, bólu, ataku i obrony z powodu własnych myśli. Jeśli pójdziemy z tym o krok dalej, to dojdziemy do nieuniknionego wniosku, że atakują cię twoje własne myśli, i rzeczywiście tak się dzieje. Jesteś tylko pamięcią! Jesteś ograniczoną maszyną do wspomnień.

Potrzeba posiadania ciała w świecie percepcji jest oparta na przechowywaniu pamięci momentu oddzielenia. I to wszystko zawiera się w tobie. To nie jest coś na zewnątrz. Każda idea, którą masz i którą odrzucasz, pozostaje z tobą. Masz na przykład ideę piękna, ale ona zawsze wiąże się z brzydotą. A więc w swym ograniczonym stanie pozornie unikasz lub pozbywasz się brzydoty. Lecz ona nigdzie nie odchodzi. W jaki sposób egzorcyzmujesz brzydotę lub zło, czyli diabła – tę ograniczoną część siebie, konfigurację ataku i obrony? Nigdy nie możesz odnieść zwycięstwa nad pozornym złem poprzez walkę. Jesteśmy więc przy Kazaniu na Górze i mówimy: Nie opieraj się złu. Dosłownie – nie broń się przed swymi własnymi ideami. Tylko twoje myśli mogłyby być ograniczające czy też złe. Twoje królestwo nie jest z tego świata. Nie jesteś stąd. Wszystkie twoje prawa pozornej sprawiedliwości prowadzą donikąd. Wszystkie twoje konfiguracje dawania i odbierania, posiadania i trzymania się, życia i umierania, nie mają żadnej wartości, poza wartością, którą ty im nadałeś w swoim umyśle. Posłuchaj mnie: jeśli nadasz Ziemi wartość, to będzie ona miała wartość. Nie pozbędziesz się jej poprzez uznanie jej za bezwartościową, a następnie próbę jej porzucenia. No przecież! A wiec nauczamy, abyś był uzdrowiony, prawdziwy, abyś kochał i szerzył. Bądź bezbronny. A przede wszystkim nauczamy, abyś przebaczał. Nieważne, że przebaczasz jedynie własnym myślom. To będzie następny krok – to, że dajesz jedynie sobie; że ostatecznie możesz przebaczyć jedynie sobie. My nauczamy: poznaj siebie. I tego doświadczysz.

Czy ośmielisz się rozpocząć od założenia, że jesteś jedynym żyjącym Synem Boga? Jakże masz dotrzeć do prawdy, jeśli nie zaczynając od tego, na czym opiera się prawda? Jeśli nie ma żadnej idei na zewnątrz ciebie, to któż jest prawdą? Któż jest całą świadomością wszechświata? Nic nie jest od ciebie oddzielone. Ty trzymasz wszechświat w swej dłoni. Jak zatem można zbawić Ziemię? W jaki sposób możemy wrócić do miłości, piękna i prawdy? Tylko poprzez przemianę twojego umysłu, i tylko w ten sposób.

No dalej, przyjrzyj się ze mną w rozsądny sposób temu, co nieuchronne w twojej świadomości. Spróbuj teraz w swojej własnej pamięci i świadomości wyobrazić sobie śmierć. Widzisz, jak zasłona zakrywa twą głowę? Spróbuj spojrzeć w ciemność. Postaraj się zobaczyć, postaraj się być świadomym unicestwienia. Czy widzisz, że proces obudzenia jest procesem śmierci? Transformacja tak naprawdę polega jedynie na odłączeniu się od twego własnego ograniczonego „ja”. Tym jest zmartwychwstanie, oświecenie.

Historia wszechświata zawarta jest w tobie. Nie ma takiej myśli w konstrukcji świadomości, która nie byłaby w tobie zawarta. Ty jesteś I-Ching, wzorcowym kodem genetycznym, całą historią… Z religijnego punktu widzenia: ty jesteś drogą i światłem. Z naukowego punktu widzenia: wszystko rodzi się z twojej świadomości. Jeśli nie ma nic na zewnątrz ciebie, to wszystkie pozorne części muszą zawierać w sobie pełnię. Zapewniam cię, że tak jest. Pełnia nigdy nie mogłaby być sumą swych części, skoro ty jesteś tym, który wszystko sumuje. Jeden plus jeden nigdy nie mogłoby równać się dwa, ponieważ to ty jesteś plusem. Gdziekolwiek dwóch lub więcej spotyka się, tam ja jestem. Ależ oczywiście! Jakie to proste! A zatem, boscy kucharze, przyrządźcie potrawkę, a gdy skończycie, sami wskakujcie do garnka! Oto niezwykła idea wolności wynikająca z przyjęcia odpowiedzialności za wszechświat. Oto nieprawdopodobna wiedza, że wszechświat jest dobry, że nic tak naprawdę nigdy nie przeciwstawia się niczemu innemu. Nic nie ściera się z rzeczywistością czy też prawdą. Wow! Odkładasz więc swą zardzewiałą szablę. Stajesz z dala od zgiełku bitwy i mówisz: „Nie będę więcej brał w tym udziału”.

Jakże łatwo jest zobaczyć z historycznego punktu widzenia, że idea Chrystusostwa musi spotkać się z prześladowaniem, z ukrzyżowaniem. Oczywiście, że tak. Konfiguracja świadomości związana z porządkiem społecznym w ograniczeniu opiera się bowiem na idei śmierci. Gdy ja pojawiam się wśród was i mówię: „nie możesz umrzeć”, to tak naprawdę oznacza, że jeśli pójdziesz ze mną, to Ziemia się rozpadnie. Oczywiście, że tak. Przytoczmy tu piękną wypowiedź Jezusa Chrystusa z Kursu Cudów, w której stwierdza on, że ty naprawdę sądzisz, iż tu przybyłeś i zastałeś Ziemię w dualizmie, czekającą na to, byś doprowadził do jej przemiany. Wręcz przeciwnie – jeśli ciebie tutaj nie ma w twojej świadomości, to Ziemi również tu nie ma. Dlatego określamy cię jako jedynego żyjącego Syna Bożego. Nie ma żadnych błahych myśli. W rzeczywistości nic nie jest odrębne. Od czego miałoby być odrębne? Po co miałoby lub mogłoby oddzielać się od jedności? Nie! Nie!

Wszędzie wokół ciebie jest energia, która w dualizmie przejawia się jako ciągłe dzielenie na części. A ty szukasz w tym jakiegoś sensu. Szukasz go w ograniczeniu swojej świadomości, aby doświadczyć jedności. I to jest jedynym celem świadomości – uciec od chaosu, który wytworzyłeś! Wow! Przypomnieć sobie, że jesteś przyczyną, a nie skutkiem. Wow! Uświadomić sobie jedynie, że to ty jesteś Adamem, który zasnął, i że obudzisz się w tej chwili w prawdzie o sobie. Wszystkie twoje „wczoraj” już przeminęły. Nie możesz zaprojektować swojego jutra. Porzucając swoje „wczoraj”, bierzesz wszystkie swe historyczne doświadczenia i udoskonalasz je, uświadamiając sobie w pełni, że w każdym z nich tkwi potencjał twojego przebudzenia. Nie osądzasz więc swojej karmy, swych przeszłych doświadczeń. Puszczasz swoje urazy. Przebaczasz. Szerzysz swą miłość i wracasz do domu.

Czy Niebo jest prawdziwe? No jasne, że tak! Przytoczmy jeszcze jedną piękną wypowiedź naszego brata Jezusa o tym, że nic nie żyje poza Niebem, co oznacza, że twoje życzenie śmierci pogrążyło cię w głębokim śnie. Wytworzenie śmierci powoduje lęk, nienawiść i zaprzecza prawdzie. Cokolwiek mogłoby umrzeć, nigdy nie żyło. Wow! A zatem bądź wdzięczny za to doświadczenie i bądź pokorny wobec majestatu wszechświata. Prawda zostanie ci objawiona. Rozpoznasz w swojej własnej jaźni pełnię i całość świadomości. A gdy rozpoznasz siebie, będziesz jedynie szerzył prawdę o sobie. Ustąp więc. Nie możesz zrobić nic złego. Jakże trudno jest ci przyjąć całkowite przebaczenie. Jakże mocno odczuwasz związek przyczyny i skutku. Jakże trudno jest ci uznać, że przyczyna i skutek są jednym, i że nie upływa między nimi żaden czas.

Nasze transformacyjne nauki skracają czas, prowadząc cię do chwili twojej jedności i prawdy. Czy tego się doświadcza? Tego można jedynie doświadczyć. Otaczają cię promienie, energie i dźwięki twórczego wszechświata. Twój dylemat wiąże się z ideą potencjalności, za pomocą której przewidujesz przyszłość, czyli tworzysz czas. Wszelka świadomość jest pełna w każdej chwili. Wszystko, co kiedykolwiek mogło istnieć, przejawia się maksymalnie w tej właśnie chwili. Wow! I ty tym jesteś! Nie ograniczaj się. Bądź wolny. Rozdaj wszystko, co masz, nie martwiąc się o jutro. Czy to właśnie jest pełnym zaangażowaniem? Czy wymagany jest tu cel? Tak. Pełne oddanie przynosi natychmiastowe rezultaty. Oczywiście, że tak.

Ty, indywidualnie, należysz do wybranych. Rzeczywiście zostałeś wybrany. Bez ciebie Niebo nigdy nie byłoby kompletne. Razem znajdujemy się w punkcie omega. A zatem, głowa do góry! Co mówi nasz brat Jezus w Kursie Cudów? Bluźnierstwem można nazwać przygnębienie, złość czy urazę. Wow! Nie możesz dopuścić się bluźnierstwa przeciwko Bogu, ale możesz bluźnić przeciwko sobie. Prawda zaś nie ma z tym nic wspólnego. Tylko ty masz z tym coś wspólnego, a gdy to uznasz, zostaniesz zbawiony. Jeden i jeden to nie dwa. Jeden i jeden to trzy. A zatem jeden i jeden równa się jeden. Jakimż nadzwyczajnym wydarzeniem jest widzieć to światło, być świadomym, że naprawdę tego doświadczasz; że przechodzisz przez ten proces. Nie ktoś inny. Nie jakaś postać historyczna, nie jakiś guru, nie Jezus. Rozpoznajesz, że właśnie ty, jako człowiek, stajesz się Bogiem-człowiekiem. Jedynie ty! Co za idea! Tego nauczaj, bracie. Natychmiast spotka się to z zaprzeczeniem, ponieważ jest to bezpośrednią konfrontacją dla ograniczonej jaźni. Czy koniec jest do przewidzenia? Tak. Sam go skonstruowałeś w swojej świadomości i teraz do niego zmierzasz. Dziękuję. Dziękujemy ci, drogi bracie, za twoje pojawienie się i za twoje Chrystusostwo. Wow! Nigdy nie moglibyśmy tego zrobić bez ciebie. Jesteś nieodzowny w tym równaniu prawdy, zaś twoje stworzenia czekają na ciebie w radości, harmonii, miłości i prawdzie. Witaj w domu! Witaj w domu…

To właśnie jest najtrudniejsze. Powtarzałem już wiele razy, że to przeistoczenie, to oświecenie, to transformacyjne wydarzenie dotyczy całego ciebie. Nie ogranicza się ono do twego cielesnego mózgu, na miłość Boską! Włącza to twoje gruczoły dokrewne, ale nie dzieje się to w oddzieleniu od reszty ciebie. To wszystko jest w pełni włączone w ten proces. Nie może być inaczej. Nie możesz przejść duchowej przemiany bez przemiany fizycznej. To niemożliwe. Oczywiście, że nie. Istotą Apokalipsy, czy też Księgi Objawienia, jest poruszenie energii w twoim ciele, no przecież! Czy brzmi to zbyt ezoterycznie? Wow!

Wielkie proroctwo zawarte w tekstach Edgara Cayce z lat trzydziestych XX wieku, ta piękna książka traktująca o porównaniach, metaforach i alegoriach dotyczących świadomości cielesnej w związku z gruczołami dokrewnymi i kościołami w Apokalipsie… O kurka wodna! To ty jesteś całą historią! Doświadczenie tego może wywołać bardzo dziwne odchylenia od normy w twojej konfiguracji. Oczywiście, że tak. I właśnie to się stanie! Ostatecznie musisz przyjąć całego siebie. Wszystko, co ci się teraz przydarza, pozostaje w bezpośredniej korelacji z twoim własnym doświadczeniem transformacji. Nie może być inaczej. No pewnie. To dzieje się w tobie. Naprawdę! Wow!

Wszelka choroba jest zaprzeczeniem duchowej energii czy też niezdolnością do stwarzania w prawdzie. Oczywiście, że tak! Jeśli choroba jest prawdziwa, to nie ma prawdy. Nie możesz konstruować choroby, czy też bólu i smutku, na zewnątrz siebie, a następnie je naprawiać. Co za dziwna idea – wytwarzanie bożka, ograniczonego boga, kapryśnego boga… Wow! Cała moc jest ci dana w niebie i na ziemi. Większych rzeczy dokonacie niż ja dokonałem. Gdzie zatem jest ów Armagedon? Gdzie jest to niezwykłe uwolnienie? Tylko w tobie! Tak! To bardzo piękne! Dziękuję.

Chcę, żebyście to usłyszeli. Oto, do czego prowadzi pełne zaangażowanie, a mówi o tym Kurs Cudów: jest to kurs prowadzący w rozsądny sposób do prawdziwej natury mistrzostwa, czy też Chrystusostwa, bądź istoty tego, czym jest awatar. Tego właśnie nauczamy. Mistrz Da John, brat Franklin, niesamowita budząca się świadomość, naucza wschodniej tradycji za pomocą zachodniego języka, używając idei swego Chrytusostwa. On jest obudzony, jest jedynym żyjącym Synem Boga. Oczywiście, że tak! Pójdziemy z tym jeszcze jeden krok dalej – a on sam jest w dużym stopniu tego świadomy – i przedstawimy ci nieunikniony wniosek: skoro w rzeczywistości istnieje tylko jeden ostateczny stan świadomości, to ty musisz nim być. Teraz możesz tego nauczać wprost z Kursu Cudów. Jeśli spojrzysz na brata Da Johna z punktu widzenia Kursu Cudów lub idei Jezusa i przebaczysz mu całkowicie, co jest tak naprawdę wszystkim, czego nauczamy, to zobaczysz, że rzeczywiście jest on jedynym żyjącym Synem Boga. Któż myślałeś, że siedzi obok mnie? Oczywiście, że tak. Błąd zawsze polega na tym, że osądzasz kogoś jako co? Jako bardziej zaawansowanego lub bardziej opóźnionego niż ty w duchowej przenikliwości. Lecz pamiętaj, że jeśli w ogóle go osądzasz, to osądzasz go nieprawdziwie – i w tym leży problem.

Nieuniknione jest, że wracając do prawdy, tworzymy stadia lub hierarchie świadomości, i na poziomie pozornej rzeczywistości jest to bardzo prawdziwe. Lecz gdy tylko uświadamiasz sobie, że znajdujesz się w czwartym stadium i utożsamiasz się, i pracujesz nad piątym, szóstym lub siódmym stadium, to staje się to absurdalne. W tej samej chwili, w której uznajesz możliwość istnienia siódmego poziomu, dosłownie już do niego dotarłeś – i mu zaprzeczyłeś. Nie mógłbyś sobie wyobrazić istnienia Boga, gdyby nie był On prawdziwy. Ty zaś znajdujesz się w stanie nieustannej schizmy. W utożsamieniu z czasem pojawia się fałszywa idea, że niektóre tożsamości lub konfiguracje rodzą się z większymi zdolnościami niż inne. Przykro mi, ale to nieprawda. Wierząc w to, będziesz tu bardzo długo, bracie. Ty zaś natychmiast zaprzeczasz swemu Chrystusostwu poprzez widzenie go w kimś innym, chyba że rozpoznasz je w pełni, a więc zrozumiesz, że ten ktoś to ty.

Pytanie: „Czy chcesz przez to powiedzieć, że Żydzi nie są narodem wybranym?”.

Mówimy jedynie, że „Żyd” z definicji, z historycznego punktu widzenia, jest wybranym i że wszyscy, którzy pojawiają się w konfiguracji pozornego dualizmu, są wybrani i zostali wybrani do prawdziwego porządku. To nieuniknione. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z rasą, czy porządkiem społecznym na ziemi, ale szympans bardzo różni się od człowieka tylko jednym chromosomem. No pewnie, że tak! To jest ten wybrany element. Jeśli genetycznie, chromosomalnie, dziewięćdziesiąt dziewięć procent małpy człekokształtnej jest tym samym, co człowiek, to oczywiście ten pozostały jeden procent to ów wybrany składnik. Dylemat jednak polega na tym: szympans jest doskonały w swej „szympansowatości”. Mówiłem to już wiele razy. Tylko ty jesteś czubkiem. Tylko ty zaprzeczasz samemu sobie. Jedyna istota we wszechświecie, która nie wie, czym jest, to ograniczony stan świadomości, który już uznał swoją pełnię. Wow, co za dziwna idea! Dziwne jest to, że mógłbyś być czymś więcej niż jednym. Nieważne nawet czym.

Prawda o tobie jest zawsze prawdą o tobie. Nie w zróżnicowaniu, lecz w jedności. Wow! Nie da się tego nauczać. Wow! Wszechświat jest poczuciem świadomości. Jest byciem. Oczywiście, że nie ma potrzeby, aby prawda określała samą siebie, a więc tego nie czyni. To byłoby głupie. Dziękuję. Więcej powiemy o tym później.


Powyższy artykuł to pełen tekst wykładu Mastera Teachera pt.: „Cudem jest twoje przebudzenie”. Wykład zaczerpnięto z książki pt.: „Powrót Heretyka”.

Program 12 Kroków a Kurs Cudów

Program Dwunastu Kroków
a Kurs Cudów

Sposób i metoda przywrócenia komunikacji
z Wieczną Rzeczywistością

Jest to transkrypt zapisanego na taśmie
wykładu Mistrza-Nauczyciela.
Wprowadzono minimum poprawek edytorskich
w nadziei zachowania i przekazania radosnej,
spontanicznej duchowej ciągłości.

Rozwiązanie istnieje

Chyba nikt z nas nie lubił tych poszukiwań, tej nawarstwiającej się dumy i przyznawania się do niepowodzeń, których proces ten wymaga, aby mogło dojść do jego wypełnienia. Ale zobaczyliśmy, że naprawdę działało to u innych, i uwierzyliśmy w bezcelowość i beznadziejność życia, które dotąd było naszym udziałem. Gdy więc podeszli do nas ci, w których problem ten został rozwiązany, nie pozostało nic innego, jak tylko sięgnąć po zestaw prostych duchowych narzędzi, złożony u naszych stóp. Odnaleźliśmy sporą część nieba i wystrzelono nas w czwarty wymiar egzystencji, o którym wcześniej nawet nam się nie śniło.

Oto wspaniała prawda i nic mniejszego niż to: przeżyliśmy głębokie i skuteczne duchowe doświadczenia, które zrewolucjonizowały całą naszą postawę życiową, nasze podejście do innych i do Bożego wszechświata. Faktem leżącym w centrum naszego dzisiejszego życia jest absolutna pewność, że nasz Stwórca wstąpił do naszych serc i do naszego życia w prawdziwie cudowny sposób. Zapoczątkował w nas osiąganie rzeczy, których nigdy nie moglibyśmy osiągnąć sami.

z Wielkiej Księgi Anonimowych Alkoholików, str. 25

Przeczytaj to jeszcze raz!

 

Kurs Cudów a Program Dwunastu Kroków

W których to ów niezbędny proces przebudzenia ze snu o bólu i śmierci, reżyserowanego przez ciebie samego, zostanie pobudzony i przyspieszony.

Oto kuracja, prowadząca do wyzdrowienia z obłąkańczo racjonalnej, samonapędzającej się, zobiektywizowanej w czasie egzystencji w lochu śmierci, błędnie objaśnianej jako forma Prawdziwej Rzeczywistości, czyli Życia Wiecznego.

Znaczenie anonimowości w duchowym przebudzeniu

Większość Nauczycieli Boga w przyspieszonym duchowym programie oświecenia ciała-umysłu odkryje w swych własnych intensywnych spotkaniach z wyłaniającą się na nowo rzeczywistością Umysłu Chrystusa nieodpartą odpowiedzialność za własną anonimowość. Im głębszy jest poziom zogniskowania tego Portalu duchowego odrodzenia z Twórczą Pełnią, tym bardziej uporczywa będzie owa funkcja strażnicza.

Wydarzająca się tu unia z Bogiem przez swą świętość nie daje się opisać słowami i musi być chroniona przed osądzającym wtargnięciem twej nieczystej tożsamości, która jest twoim własnym wytworem. Jezus mówi o tym wielokrotnie w Ewangelii Nowego Testamentu, a także w Swym Kursie Cudów, jako o konieczności ochrony twego własnego Chrystusowego Dzieciątka oraz troszczenia się o jego rozwój poprzez twórczą substancję nieustających Świętych chwil.

Pierwsi twórcy Programu Anonimowych Alkoholików rozpoznali, w dogłębnym duchowym wglądzie, istotność terminu „anonimowy”. Rzecz jasna dotyczyło to „zaufania” we wzajemnym przyznawaniu się do „nieumiejętności radzenia sobie w świecie”. Ale także dotyczyło rozpoznania, że osobiste doświadczenie objawienia uzdrawiającej mocy Bożej można jedynie wyrazić przez niesienie wizjonerskiego przesłania wdzięczności i wolności tym, którzy są wciąż uwięzieni w cyklu uzależnienia bez drogi ucieczki.

W tym sensie każdy, kto odkrywa rzeczywistość „Prawdziwej Miłości Tworzenia”, jest w tym świecie anonimowy. (Master Teacher)

Od wyjścia z nałogu do oświecenia

Wszystkim wychodzącym z nałogu oraz nauczycielom Kursu Cudów dziękuję, że mnie słuchacie. Możliwe, że jesteście w tej chwili dalej w waszej podróży do domu, niż wskazywałby na to ów „scenariusz egzystencji”, który obwoływaliście dotąd mianem „swojego życia” w tym mrocznym kontinuum pełnej strachu egzystencji. Być może oto właśnie czas, by postanowić, że „dość już tego”. Zacznijmy od początku i przekonajmy się, czy możemy rozświetlić wspólnie niektóre zakamarki jaskiń:

Program Dwunastu Kroków jest pochodzącą z boskiej inspiracji metodą wyleczenia tragicznej choroby polegającej na uzależnieniu od alkoholu, zwanej alkoholizmem.

Kurs Cudów jest pochodzącą z boskiej inspiracji metodą wyleczenia twego uzależnienia od opętanej koncepcyjnej egzystencji, egoistycznie utrzymywanej w wyniku zaprzeczenia i odrzucenia wiecznej miłości Boga. Jest to uzależnienie od twej doczesnej egzystencji oraz śmierci, co nazywać będziemy śmiercioholizmem.

Program Dwunastu Kroków i Kurs Cudów są identyczne. Są identyczne nie tylko pod względem uznania pełni Boga czy jedności umysłu, ale i w technice, dzięki której twój świadomy kontakt z Bogiem może zostać wzmocniony i ostatecznie w pełni urzeczywistniony.

Wielu z nas pamięta początkowe uczucie ukojenia, pojawiające się w miarę doświadczania spokoju umysłu, którym jak odkryliśmy mogliśmy się dzielić w czasie mitingów Dwunastu Kroków. Współudział w kompletnej bezradności i poddaniu, które dla wielu sprowadziło dramatyczną duchową interwencję, gdy powierzyliśmy naszą wolę i nasze życie opiece Boga. W Kursie Cudów jest to doświadczenie Świętej chwili, będące nieustającym w działaniu mechanizmem samorealizacji poprzez poddanie swej koncepcyjnej tożsamości. Dla tych z was, którzy pragną przyjrzeć się temu z bliska, odtwarzanie tej Świętej chwili, czyli czasu poddania się, jest wyłącznym celem grup Dwunastu Kroków oraz Nauczyciela Cudów na Bożym Zgromadzeniu. Całkowitą podstawą Programu Dwunastu Kroków i samych kroków jest utrzymanie nieustającego świadomego kontaktu z Bogiem. Jest to oczywiście prawdą, gdy umysł twój staje się w cudowny sposób dojrzały do urzeczywistnienia swej odwiecznej pełni, czym jest Kurs Cudów.

Ci z was, którzy wchodzą w Program Dwunastu Kroków ignorując fakt, że jest to program całkowicie i wyłącznie duchowy, i w jakiś sposób wiążą z nim potrzebę nieustającego terapeutycznego przekształcania ego, gorzko się mylą co do tego, czym jest Program Dwunastu Kroków. Nie ma w Programie Dwunastu Kroków dosłownie żadnej terapii, oprócz wyznania jakichkolwiek podtrzymywanych przez ciebie wciąż żalów, które stają się, w miarę gdy je uwalniasz, częścią mechanizmu, poprzez który wracasz do zdrowia i odkrywasz co? Przebaczenie dla siebie i ludzi wokół! Oto prawdziwe wyjaśnienie „Jak to działa”.

Szperałem dziś rano w szufladzie i znalazłem tam kopię rozdziału „Jak to działa” z „Wielkiej Księgi Anonimowych Alkoholików” oraz wyświechtany, ratujący życie modlitewnik pod tytułem „24 godziny” z codziennymi modlitwami i wskazówkami na cały rok. Do czasu mojego osobistego poddania się z pewnością nie nosiłem się ze świadomym zamiarem, a właściwie też nie myślałem nawet poważnie o podążaniu jakąś duchową ścieżką. Teraz zaś, w sposób niespodziewany i cudowny, został mi dany całkowicie nowy sens i cel w życiu.

Jak więc to zadziałało? Oto jak. Nikomu, kto podąża tą ścieżką, nie może się nie powieść. Sukces odniesie każdy, kto stosuje „Wielką Księgę Anonimowych Alkoholików” lub Podręcznik Kursu Cudów z intencją wyzwolenia czy też poddania się pewności, że istnieje wyjście z tej niemożliwej sytuacji. Jest to pewność, że istnieje transcendentne rozwiązanie, przynoszące pokój i szczęście. Istnieje moc dostępna nam właśnie tu i teraz. Znakomicie! Oto dobry początek! Pozostańmy przy tym.

Musimy teraz powiedzieć, że demonstracją tego jest nasze zgromadzenie się we wspólnym przyznaniu, że nasza bezsilność wywołała zmianę w naszej percepcyjnej tożsamości. Jest to cała podstawa Kursu Cudów i gdy przeczytacie rozdział „Co się tyczy reszty” z Poradnika dla Nauczycieli, odkryjecie, że nauczanie poddania się stanowi całą podstawę konieczności świadomego kontaktu z Bogiem. Tego właśnie chcemy razem doświadczyć teraz, w tej chwili.

Jako ten, który wyszedł z uzależnienia na skutek cudownego wydarzenia, które zaszło w moim umyśle, odkryłem, że istnieje mechanizm działania, aby utrzymać i przekazać pogodę i spokój umysłu, których doświadczyłem. Użyję tu terminu działanie, ponieważ jest on dla ciebie bardzo cenny. Cała podstawa tego nauczania brzmi: „dzisiaj jest ten dzień”, kiedy to przez uwolnienie ukierunkowania czy nieukierunkowania moich koncepcyjnych skojarzeń mogę bezustannie poddawać się doświadczaniu czego? Duchowego przebudzenia!

Krok nr 12: Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady wybaczania we wszystkich naszych poczynaniach.

Jaki to ma związek z kontynuowaniem terapii albo z koniecznością uzasadnienia naszej niezdolności do efektywnego działania? Absolutnie żaden. Mówi to i Kurs Cudów, i Program Dwunastu Kroków. Ostatecznie nie ma żadnego uzasadnienia dla twej niezdolności do radzenia sobie. A istotą tego przekonania, niezależnie czy odnosi się ono do alkoholu etylowego, czy jakiejkolwiek innej praktyki uzależniającej, jest to, że mam jeden problem i jedno rozwiązanie. To jest sedno tego nauczania, ponieważ jakikolwiek problem widziany w świetle potęgi niemożności znalezienia jego rozwiązania musi uzyskać przyzwolenie na pełnię rozwiązania. To cud! „Jest inny sposób patrzenia na to” – to zdanie jest właśnie tym, czego naucza Kurs Cudów. I naucza on tego jako oświecenia umysłu bezpośrednio poprzez modlitwę i medytację, jak zaleca Program Dwunastu Kroków. Degeneracja w stronę nieustającej potrzeby poddawania zaborczej tożsamości terapii jest bezpośrednią przyczyną nawracającej potrzeby odurzania ego przy pomocy substancji chemicznych. Dzieje się to, gdy ego popada w swoje przyrodzone urażenie, jak określa się to w Programie Dwunastu Kroków, lub żal – słowo, którego przeważnie używa Kurs Cudów.

Łączycie się zawsze w żalu waszego percepcyjnego umysłu. A ci z was, którzy czuli frustrację umysłu alkoholika, a tak się składa, że tkwi ona w każdym z was, są wszyscy częścią tej determinacji, by szukać sprawiedliwości lub też usprawiedliwienia dla waszych indywidualnych tożsamości, które, jak mówi Jezus w Kursie, są z natury pełne urazy. Nie ma to nic wspólnego z natężeniem tej urazy, przy pomocy której żądasz sprawiedliwości w swoich stosunkach z sobą samym. „Wszystko, co robię, robię sam sobie”.

Mówimy więc o przechodzeniu przez Program Dwunastu Kroków oraz o przejściu z niego do Kursu Cudów jako o włączeniu, poprzez bezwarunkowe poddanie twego uzależnienia od ego, twej absolutnej zdolności do zajęcia swego miejsca jako Zbawiciela Świata. Jest to niezwykle istotne i zachodzi w sposób naturalny w określonym kierunku. I mówię tutaj z głębokiego osobistego doświadczenia, że ciągła aktywność przynosi cud wyzwolenia z konieczności, by w dosłownym sensie „uczestniczyć w swoim śnie o śmierci”, by domagać się uznania siebie w korelacji zawierającej uparte dążenie do utwierdzania siebie i zaspokajania wymagań, które zdają się we mnie istnieć. Nie udało mi się to. Nie udało mi się! Całe nauczanie Kursu Cudów polega na doprowadzeniu do fiaska twojego osobistego celu. Czy to jest jasne? Podstawą tego nauczania jest to, że nie może ci się udać. Jakże wstrętne dla wielu z was w waszych manifestacjach ego jest słowo „poddać się”. Oto dokładnie, czym jest Program Dwunastu Kroków. Nie można osiągnąć tego przez samokontrolę czy zdolność panowania nad sytuacją. Musisz zostać zmuszony do wejścia w sytuację poddania się czy lęku, w której zechcesz ujrzeć, że nie ma sposobu na przezwyciężenie twojego problemu. A wtedy zamanifestuje się cud. Jest nim przyznanie, że nie potrafię rozwiązać problemu w żadnych okolicznościach.

To, co próbujemy zrobić w Kursie Cudów, to postawić cię w sytuacji, w której przyznasz, że tkwisz w głębokim lęku i że problem nie może być rozwiązany. Oczywiście umysł alkoholika jest świadomy na bardzo wczesnym etapie swej kariery samoodurzania, że tkwi w wielkim lęku i że jak mu życie miłe (lub śmierć), nie potrafi zrozumieć, dlaczego lub w jaki sposób inne tożsamości radzą sobie wśród jatek i bezcelowości świata, w którym się znalazł. W tym sensie jest inny. Wydaje się, że urodził się w niewłaściwych czasach. Kurs Cudów stosuje wobec niego określenie: „będący później w czasie”. Rozumiecie? Im więcej lęku, tym później w czasie. Im więcej lęku zawiera dana tożsamość, tym silniej postanowiła ona, że problem nie może zostać rozwiązany w okolicznościach, w których pozornie się znajduje. Jest to stwierdzenie faktu.

Tak więc „Jak to działa” jest nieustanną praktyką pierwszego spotkania, w którym poprosiłeś o pomoc i uzyskałeś ją. Poprosiłeś o pomoc Siłę większą niż ty sam, co było transcendentną koniecznością, po tym jak wreszcie odkryłeś, za sprawą bezskutecznego przetrząsania własnych bezrozumnych prób sprzeniewierzania się miłości Boga, że problem nie może być rozwiązany. Tak właśnie brzmi nauczanie Kursu Cudów: nieustająca praktyka doświadczania właśnie tej chwili. Radosną rzeczywistością dla uczestników Programu Dwunastu Kroków i dla tych z was, którzy pracują z programem Kursu Cudów, jest odkrycie, że jeśli pracujesz z tym Programem przy zachowaniu stałej dyscypliny, obudzisz się pewnego ranka i odkryjesz, że to Program pracuje nad tobą.

To przydarzyło się wielu z nas. A jest to praktyka zdyscyplinowanego wstawania rano i siedzenia cicho nad książką „24 Godziny” Anonimowych Alkoholików lub Podręcznikiem Kursu Cudów oraz podejmowania celowej próby nawiązania kontaktu z Bogiem i odczuwania pokoju, który z tego emanuje, oraz w pewnym sensie bycia zdolnym do radzenia sobie z problemami świata, z którymi do tej pory nie potrafiłeś się uporać – a to z pewnością jest postęp. Idea, że świadomy kontakt może trwać i przynieść rezultat, który jest dosłownie w każdej chwili cudowny i który odmieni twe życie i świat, jaki pozornie zamieszkujesz, jest jedynym celem Kursu Cudów. Rzecz jasna, zaczyna się to od jakiegoś rodzaju fundamentalnego przyznania twojej własnej niezdolności do radzenia sobie. Obym pamiętał, że nie stworzyłem sam siebie.

Kto potrafi określić i czy to w ogóle daje się określić, gdy chodzisz na mitingi, na ile jesteś gotowy, by naprawdę usłyszeć, czego naucza Program Dwunastu Kroków? Lub określić twą chęć dzielenia się z tymi osobami waszą wzajemną bezradnością? Wszyscy dobrzy nauczyciele Programu Dwunastu Kroków rozumieją, że gromadzicie się, by dzielić się waszą niezdolnością radzenia sobie w świecie, oraz wychodzeniem z uzależnienia, doświadczanym poprzez ów świadomy kontakt z Bogiem. Tak właśnie powinny wyglądać wszystkie grupy Kursu Cudów. To jest w istocie celem Podręcznika Kursu.

Ci z was, którzy w ubiegłych latach dziwili się, dlaczego wasz Program Dwunastu Kroków prowadzi do kontynuowania nałogu – nazywaliśmy to „zawziętością” w odmowie, by „puścić siebie i wpuścić Boga” – przyznają zazwyczaj, że chodzi tu o waszą niezdolność do przyznania, czym jest Program Dwunastu Kroków. Program Dwunastu Kroków oznacza dosłownie poddanie się Bogu; Bogu takiemu, jakim Go pojmujesz – lub jak zwykliśmy mawiać: „jakim Go nie pojmujesz”. W tym sensie więc Program Dwunastu Kroków nie jest niczym innym jak poddaniem się, tak jak i Podręcznik Kursu. A także uświadomieniem sobie, że istnieje inna droga, nie zawarta w ramach rozwiązań mego własnego skłóconego umysłu, czyli tego, co określa się jako moją percepcyjną rzeczywistość. Widzicie to? Odkrywamy, że nasza słabość jest naszą siłą. „Uprość to, głupku”.

Prostota Programu Dwunastu Kroków oraz Kursu Cudów musi wymykać się percepcyjnemu umysłowi, ponieważ umysł taki jest mechanizmem samokomplikacji. Niezmiernie ważną rzeczą w Programie Dwunastu Kroków jest idea „postawy wdzięczności”. Jest to pewność, że twoja trzeźwość, czyli twe uwolnienie od uzależniającego zniewolenia przez narkotyk, nie miało nic wspólnego z twoją indywidualną wolą, a pochodziło w całości z cudownej interwencji Siły Wyższej. Cud nie jest zatem niczym innym jak całkowitym, natychmiastowym zniweczeniem przywiązania do koncepcji „ja”.

Potęga wdzięczności zawarta w tej cudownej manifestacji wolności wykracza daleko, daleko poza jakiekolwiek koncepcyjne wyjaśnienie. Szczęśliwa realizacja pewności siebie, charakterystycznej dla polegania na Bogu, jest w smutku odrzucana oraz zaprzeczona przez osądzający opór twej bezsensownej osobistej woli.

Rzadko widywaliśmy, by nie powiodło się komuś… jak stwierdza się w „Jak to działa”. Czy jest ktoś, kto chodzi na mitingi i naprawdę zwykł siadać i czytać „Jak to działa”? Jak to działa? Rzadko widywaliśmy, by nie powiodło się komuś, kto z oddaniem podążał naszą ścieżką. Nie mówi się tu o częściowym podążaniu lub o podążaniu z umiarkowanym zaangażowaniem, nie pada też słowo „nigdy”. Na jednej z tych konferencji toczyła się wielka dyskusja – mam wrażenie, że to było dwa tysiące lat temu – o tym, dlaczego mówi się tam rzadko widywaliśmy, zamiast nigdy nie widywaliśmy, by nie powiodło się komuś… Odpowiedź na to jest taka sama jak w odniesieniu do odkrycia samego siebie oraz wyzdrowienia w bezpośrednim kontakcie z wyższą siłą Uniwersalnego Umysłu. Nikt nie jest w stanie określić, jak powinno wyglądać oddanie lub wytrwałość indywidualnej tożsamości. A więc rzadko widywaliśmy, by nie powiodło się komuś, kto z oddaniem podążał naszą ścieżką znaczy tyle, co: „kto może stwierdzić, czym jest podążanie z oddaniem?” Oddanie – czy chodzi tu o poddanie się, czy o oddanie podążaniu ścieżką?

Pamiętam, jak wszedłem raz na miting i przysłuchiwałem się temu, oraz wszedłem w to bez potrzeby, by nawet słyszeć, o czym była mowa. Jest to odkrycie, którego dokonałeś we własnym umyśle, odkrycie twego niezatartego potencjału komunikowania się ze wszechświatem poprzez połączenie się, tak jak to robicie teraz. Nie potrzeba żadnego wyjaśnienia. To jest uświadomienie sobie, że prawdziwa komunikacja pochodzi z odkrycia samego siebie. Ta radosna pewność siebie i łagodna pogoda umysłu są naturalną częścią stanu polegania na Bogu.

Nie udaje się tym, którzy nie potrafią oddać się temu programowi w pełni. Istnieją tacy nieszczęśnicy. Wygląda na to, że takimi już się urodzili. Niezdolni są do rozwinięcia w sobie rygorystycznej potrzeby uczciwości, przy nieustającym przyznaniu, że ja nie potrafię rozwiązać tego problemu. Na tym polega uczciwość. „Nie potrafię rozwiązać problemu. Nie wiem, kim jestem, ani co u diabła tu robię. Potrzebuję pomocy!” Teraz dopiero może zacząć się jakiś prawdziwy duchowy postęp.

Są też ci, którzy cierpią na ciężkie schorzenia emocjonalne i traktujemy ich najłagodniej, jak umiemy, ponieważ rozumiemy, że ich schorzenia emocjonalne sprowadzone zostały przez ich niezdolność radzenia sobie z utożsamieniami tego świata. Jesteśmy świadomi tkwiących w nich uczuć lęku, a także paranoi i schizofrenii, które są bezpośrednim rezultatem ich niezdolności utrzymania się w tym śnie o lęku, którego doświadczają. Oni także mogą wyzdrowieć, jeśli uda im się rozwinąć w sobie zdolność do uczciwości poprzez uświadomienie sobie, że jest dla nich normalne miewać doznania lęku. Usiłowanie przezwyciężenia lęku jest antytezą nauk zawartych w Kursie Cudów i w istocie także Programu Dwunastu Kroków. Chodzi o przyznanie, że nie jesteś w stanie go przezwyciężyć. Jest to jedyna terapia, pozostająca w rzeczywistej zgodności z tym nauczaniem świadomego kontaktu z Bogiem. Czy nie tak?

Nasze historie ujawniają w ogólny sposób to – oto mamy Program Dwunastu Kroków i Kurs Cudów zarazem – jacy kiedyś byliśmy, a to jest ciągłe przypatrywanie się naszym ludzkim poszukiwaniom, prawda? Nie chcę tego. Jacy kiedyś byliśmy, co nam się przytrafiło, gdy odkryliśmy ową cudowną intencję – jacy kiedyś byliśmy, co się nam przytrafiło i jacy jesteśmy teraz. To jest grupa, która potem zbiera się wspólnie i mówi po prostu: „Przydarzyło mi się coś cudownego w moim własnym umyśle i pragnę dzielić się z innymi radością i szczęściem, jakie w tym doświadczeniu odnalazłem”. Nieprawdaż? Bez studiowania mojej relacji z teściową czy byłym mężem po to, by przede wszystkim utrzymać urazę zawartą w moim problemie.

A więc porównujemy fundamentalne zasady powrotu do zdrowia zawarte w Programie Dwunastu Kroków z zasadami Kursu Cudów. Widzimy, że zaczynają się one od przyznania twojej całkowitej niezdolności do rozwiązania problemów twej osobistej tożsamości, a następnie prowadzą cię aż do wszechogarniającej potrzeby transformującego duchowego doświadczenia. Widziałem w jakimś czasopiśmie artykuł o młodym, wychodzącym z nałogu alkoholiku, któremu jego sponsor powiedział, że Program Dwunastu Kroków nie ma absolutnie nic wspólnego z Kursem Cudów! Że Kurs Cudów jest bardzo skomplikowany i tajemniczy i że jest za trudny, by go zrozumieć. Co za nonsens! Bardzo nam tu zależy, abyś zrozumiał pierwotną podstawę obu tych nauk. Nie ugrzęźnij pod prysznicem terapii. To są programy nieustannego świadomego kontaktu z Bogiem, czyli Uniwersalnym Umysłem, uwalniające cię od szaleństwa nieznośnego samookreślenia w świecie, które wymagało stale nasilającego się odurzania! „Jestem wolny od mojej własnej niepohamowanej woli”.

Czy możesz przyjść i nauczać wraz ze mną naszej pewności, że doświadczyliśmy cudu trzeźwości i nieustającego cudu samourzeczywistnienia, które jest ową bezpośrednią metodą komunikacji z Wieczną Rzeczywistością?

Jakże nieunikniony był stan świadomości Billa Wilsona, jednego z założycieli AA, który był typowym beznadziejnym przypadkiem totalnego uzależnienia od „czegokolwiek, co mogło przynieść ulgę” niemożliwej sytuacji tego świata, który ostatecznie przeszedł przerażające doświadczenie ciemnej nocy duszy – od „Ojcze, czemuś mnie opuścił” do „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego”– fenomenalne, fizyczne, oświecające doświadczenie transformacji. Łóżko Billa w szpitalu na oczach kilku pielęgniarek przebywających w jego pokoju było dosłownie zalane światłem. Gdzie może ci się osobiście przydarzyć niewytłumaczalna transfiguracja tego rodzaju? Nie sposób powiedzieć. Jedyne możliwe określenie jest miarą całkowicie zawartą w twoim własnym osobistym dylemacie, wyrażającym się jako frustracja i bezcelowość, które pojawiają się w twej własnej potrzebie znalezienia prawdziwego znaczenia i celu twej egzystencji w świecie. Bądź pewien jednego: projekt drogi poprawy Programu Dwunastu Kroków oraz Kursu Cudów jest w całości oparty o boskie objawienie, a także interwencję naszego własnego, indywidualnego i uniwersalnego źródła rzeczywistości, którym jest stwarzający na wieki Umysł Boga.

Ważne jest, byś pamiętał, że programy te nie są percepcyjnym uznaniem konieczności osiągnięcia jakiegoś dna. Są one naturalnym, nieuniknionym rezultatem samego poddania się. Są zarówno przyczyną, jak i skutkiem. Słyszycie to? W każdej modlitwie przyczyna i skutek są w istocie jednoczesne. Kurs naucza, że po prostu nie jesteś w stanie otrzymać więcej niż to, o co prosisz, ale że naprawdę otrzymasz to, o co prosisz. Widzisz to? Tak, by wraz z poszerzaniem się zakresu poddania natychmiastowa korygująca odpowiedź Ducha Świętego była wciąż bardziej i bardziej budująca pod względem mentalnym oraz emocjonalnym. Nic nie może zaprzeczyć twym własnym intencjom, ponieważ nic nie istnieje na zewnątrz ciebie. Jeśli prosisz o pokój Boga i szczerze go pragniesz, otrzymasz pokój Boga, ponieważ pokój Boga jest tym, czym jesteś.

A więc za pierwszym razem, gdy słyszysz to przesłanie, i za drugim razem, i za dziesiątym, i za dwudziestym razem, i za setnym razem, i „Jak to działa” na mitingach albo „Jak to działa” w grupach Kursu Cudów będzie dyktować ci warunki, na których gorąco i bezapelacyjnie pragniesz przyznać, że masz bardzo poważny problem z podporządkowaniem się autorytetowi, dotyczący kwestii twego stworzenia, a także potrzebę i determinację, by umrzeć. A ulga, którą czujesz, gdy przychodzisz do tego typu grupy, nie daje się wyrazić, choć ci z was, którzy uczestniczyli w tzw. „dobrych” mitingach, na których nie ma terapii, a jedynie wzajemne uznanie, potrafią wyczuć wrażenie silnej braterskiej więzi, powstałej przez przyznanie się tej tożsamości czy też osoby do bezsilności i daje się to bardzo wyraźnie zauważyć. Terapia w ogóle was nie interesuje.

Będę tu przez chwilę mówił jako członek Programu: Jeśli weźmiemy początkującego, który opowie ci o tym, co nazywamy „zalaniem w trupa”, to jest on zdecydowany, by opowiedzieć historię okoliczności, które wskazywały na to, jak kompletnie był bezsilny. Z pewnością są to potrzebne i ważne wyznania. Podobnie mógłbyś przyjść na zajęcia Kursu i powiedzieć: „Po prostu nie potrafię działać w tym świecie. Wszystko, co robię, jest bezcelowe”. Nie jest to nic innego jak wykazanie się kwalifikacjami do członkostwa. Jakakolwiek specjalistyczna porada nie powinna mieć miejsca. Dana osoba ma jeden problem i przedstawiono jej rozwiązanie. W żadnym wypadku żaden wychodzący z nałogu alkoholik nie angażowałby się w osobisty obrachunek kogoś innego. Rozumiesz? Nie zamierzam wcale robić osobistego obrachunku tamtej osoby. Mam dosyć problemów z moim własnym zaangażowaniem w wychodzenie z nałogu. Terapia, którą mógłbym mu zaoferować, byłaby jedynie oparta o mój własny upór, by samemu nie mieć doświadczenia (a jedynie potwierdzić skojarzenie jego uraz z nim samym), nie zaś o przyznanie, że w istocie mamy tylko jeden problem i że tym problemem jest sam narkotyk.

Wszystkie spotkania Programu i wszystkie grupy Kursu Cudów mówią, że masz jeden problem. Możesz go nazwać alkoholem, możesz go nazwać ego, możesz go nazwać postrzeganiem siebie, możesz go nazwać zawziętością, by obrazić Boga – nie dbam o to, jak go nazwiesz. Zawsze chodzi o ograniczoną tożsamość osobową, czyli nałogowe przywiązanie do potrzeby utwierdzania się w twoim ograniczonym umyśle-świadomości. Czy to ma jakiś sens? Więc spotykamy się tutaj w rozsądnym celu poddania się cudowi lub doświadczeniu, oddani przekonaniu, że problemu nie da się rozwiązać. „Nie analizuj, utylizuj”.

Oto „Jak to działa”. Są też ci, którzy cierpią z powodu ciężkich zakłóceń umysłowych oraz emocjonalnych, ale wielu z nich wraca do zdrowia, jeśli zdolni są do uczciwości. Właśnie tak. Nasze historie ujawniają w ogólny sposób, jacy kiedyś byliśmy i jacy jesteśmy teraz. Jeśli zdecydowaliście indywidualnie w swym umyśle, że chcecie tego, co my mamy, nie przejmujcie się, że potraficie to rozróżnić przy pomocy własnych mechanizmów. Ta decyzja oznacza, że pragniecie stać się Nauczycielami Boga i zadeklarować taką tożsamość siebie, która daje wam radość i szczęście. Patrzycie na inne tożsamości, gotowe zrezygnować ze swego składowiska totalnej śmierci i choroby, i pytacie jak wtedy, gdy wchodziliście w Program: „Jak do tego doszedłeś?”, „Jak się tego dowiedziałeś?” To właśnie jest mechanizm, którego nauczacie jako Programu Dwunastu Kroków lub Kursu Cudów.

Przede wszystkim musisz tego chcieć, prawda? Musisz być w stanie widzieć różnicę pomiędzy bólem, w którym tkwisz, a pozorną radością, której doświadcza dana tożsamość. I pierwsze, co on ci powie w swojej prawdziwej tożsamości, jest co? Że nie miał z tym nic wspólnego! Widzisz? Wszystkie dobre programy powiedzą ci: „Nie miałem z tym nic wspólnego. Poddałem się i przeżyłem cudowne doświadczenie braku potrzeby dalszego odurzania się. To był cud”. Ja chcę mechanizmu, a jest nim Program Dwunastu Kroków, który umożliwia ciągłe doświadczanie tego. Chcę to mieć przez cały czas.

A więc jeśli zdecydujesz, że chcesz mieć to, co my, i jeśli pragniesz trochę się o to zatroszczyć… Och, tu wcale nie jest napisane trochę zatroszczyć. Nie, nie! Tu nie chodzi o kompromis! Tu jest napisane: pragniesz zatroszczyć się o to w pełni. Teraz jasne jest, że facet, który zamierza dalej pić, nawet gdy mu to powiecie, który będzie nadal żądał zwrócenia uwagi na swe uzależnienie, powie: „Nie pragnę wcale się o nic troszczyć. Wciąż potrafię rozwiązać mój problem”. Oto podstawa tego nauczania. Ale jeśli pragniesz zatroszczyć się o to w pełni, to jesteś też gotów przedsięwziąć pewne kroki. Jesteś gotów do zastosowania konieczności cudu w poszczególnych przypadkach w Podręczniku. To są właśnie kroki, prawda? W Podręczniku? Czas powiedzieć, że odmówimy wykonania niektórych z nich. Niektóre z nich przyjdą ci łatwiej niż inne, ponieważ jesteś nieustępliwy w ciągłym uzasadnianiu potrzeby istnienia w czasie i umierania, masz to we krwi. Wszystkie twoje ludzkie wspomnienia uzasadniają twe uzależnienie od samowładczej śmiertelności.

Przy niektórych z tych kroków zawahasz się. Dlaczego? Wciąż jeszcze myślisz, że możesz znaleźć łatwiejszą i przyjemniejszą drogę do tego rozwiązania. Jest mi o wiele łatwiej nie musieć słuchać tego, co powiesz, Jezusie z Nazaretu. Jest mi o wiele łatwiej nie musieć słuchać o nieuniknioności poddania się w celu doświadczenia tego. Wolę już upierać się przy rozwiązaniu kompromisowym dla Twych wskazówek głoszących: „Bądź wola Twoja, jako w Niebie, tak i na ziemi”, tak bym mógł kontynuować prowadzenie mojego własnego programu. Każdy porządny – użyję tu terminu „ozdrowiały” – alkoholik wie doskonale, że im bardziej kieruje swymi własnymi skojarzeniami, tym więcej urazy zgromadzi w potrzebie wyrażania siebie. To fakt. Puść siebie i wpuść Boga”. „Oddaj Mu ster”. „Idź z Bogiem”. „Gdyby nie łaska Boga”… Co się stało z tymi wszystkimi zwrotami? Są za bardzo duchowe. Nie są w końcu niczym innym jak przyznaniem się do potrzeby Boga.

Wydawało nam się, że będziemy mogli znaleźć łatwiejszą i przyjemniejszą drogę… Ale co? Nie udało się nam. Zauważcie, że jest to powiedziane w czasie przeszłym. Program Dwunastu Kroków jest przyznaniem, że twoja ewolucja zakończyła się i że jesteś w Niebie. Mówi o tym nawet Dwunasty Krok, który oznajmia, że po doświadczeniu duchowego przebudzenia wciąż to robimy, lecz nasz problem został rozwiązany dzięki naszemu nieustającemu kontaktowi. Nie ma potrzeby, by wskazywać inne rozwiązanie. Nasza pewność, że problem nie może być rozwiązany, jest nieustannym przyznawaniem się do kontaktu z Bogiem. Dzisiaj nie będę osądzał niczego, co się zdarzy.

Ale nie udało się nam. Teraz zaś, z całą uczciwością, na jaką nas stać, z całą uczciwością, angażując w to wszystko, co w ogóle możemy ci dać oraz powiedzieć z perspektywy umysłu, który to pojął, błagamy cię, byś był nieustraszony i dokładny już od samego początku. Spójrz na cały ten oparty na koncepcjach świat jak na coś, czego się nie da zrozumieć. Przyznaj natychmiast, że wszystko tu jest jedynie totalnym chaosem. Bądź nieustraszony i dokładny już od samego początku. Dlaczego to konieczne? Niektórzy z was próbowali czepiać się swoich dawnych przekonań i rezultat tego był żaden, dopóki nie puściliśmy całkowicie. Jest to bezpośrednie stwierdzenie z Kursu Cudów. Myślisz, że dostajesz rezultat z własnych pokładów urazy, ale rezultat ten jest w istocie żaden. Nie dostajesz żadnego rezultatu oprócz ciągłego lęku wewnątrz własnego umysłu. Rezultat tego był żaden, dopóki – nie spodoba wam się to zdanie – dopóki nie puściliśmy całkowicie. Zgoda?

Pamiętaj, że masz do czynienia z ego – alkoholikiem – indywidualną tożsamością. Masz do czynienia z koniecznością odurzania się, wyrażania samemu sobie uznania za własne skojarzenia, usprawiedliwiania urazy i lęku, które czujesz w swoim własnym umyśle. Jezus powiedziałby o ego: jest przebiegłe, jest ogłupiające i jest potężne i bez pomocy nigdy w życiu sobie z nim nie poradzisz. Potrzebujesz Ducha Świętego, by zwrócił twoją uwagę na to, że nie jesteś w stanie rozwiązać problemu. Ale jest Ten, do którego należy cała moc – tym Kimś jest Bóg. Obyś Go teraz odnalazł! To potężna modlitwa. Obyś Go odnalazł. Jest to prośba, byś Go znalazł przez swoją determinację, by tego nie rozwiązywać. Obyś Go teraz odnalazł! Pamiętaj, to nie On się zagubił, lecz ty!

Półśrodki nic nam nie dały. Półśrodki nic ci nie dają. Kompromis wynikły z twej determinacji, by skorelować chorobę, ból, śmierć i samotność na ziemi z wiekuistą miłością, radością i szczęściem Nieba, nie będzie działał. Półśrodki nic nam nie dały. Pełny środek to Bóg. Półśrodek to oddzielenie. Ono nic ci nie da. Nie możesz odnosić pożytku ze swego pragnienia śmierci i oczekiwać, że rozwiążesz problem.

Gdzie stanąłeś? W punkcie zwrotnym. Jezus nauczając tego w Kursie, wciąż od nowa i od nowa mówi, że jesteś teraz w punkcie zwrotnym. Czy potrafisz zobaczyć, że jest to punkt zwrotny? Czy pozwolisz swojemu umysłowi, aby osiągnął ten punkt, który ty zawsze dotąd osiągałeś, a następnie postanowił, że wolisz widzieć rezultat tylko częściowo? I od czego to wolisz? To zdanie mówi: Prosiliśmy o Jego ochronę i opiekę z całkowitym oddaniem. To jest samo sedno nauk Kursu Cudów.

Moja radość i szczęście… Ludzie! Ci z was, którzy chcą to usłyszeć; jeśli chcecie, możecie zrobić z tego rozważania akademickie, możecie studiować wszystkie przyczyny i zmieniające się skojarzenia, jakie wam się spodobają; faktem pozostaje, że mój pokój i radość są moim całkowitym poleganiem na Bogu lub Sile wyższej, moją pewnością, że sam w sobie i z siebie jestem niczym. To nie ma nic wspólnego z przedmiotem, na którym polegam. Co to jest? To całkowite oddanie. Zwróć uwagę, że radość leży w oddaniu. Możesz skierować to do Boga, ale tylko jeśli Go w ogóle pojmujesz. Oddanie jest w tym sensie dawaniem, prawda? Zamierzam zrezygnować z własnych potrzeb. Zamierzam tylko dawać. Nie będę we władzy przymusu trzymania i przechowywania. Zrezygnuję z tego i powiem: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego”.

Oto są kroki, które poczyniliśmy. Czas przeszły – to się sprawdziło, prawda? – jeden dzień na raz. Będąc w programie wyjścia z nałogu, przyznaliśmy – co? Krok nr 1: Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i że przestaliśmy kierować własnym życiem. Jesteśmy bezsilni. Nie obchodzi mnie, w obliczu czego. Nie potrafię rozwiązać tego problemu. Wiecie w głębi serca, że nie potraficie rozwiązać tego problemu, a więc ukryliście go. Nie obchodzi mnie radość, jaką czerpiecie z przekonania, że potraficie. Zasadniczo wiesz, że nie potrafisz rozwiązać problemu, bo inaczej nie szukałbyś szczęścia. Szukasz szczęścia przyznając, że potrafisz rozwiązać problem, chociaż nie potrafisz. W tym sensie tego problemu nie da się rozwiązać.

Krok nr 2: Uwierzyliśmy, poprzez bezcelowość prób wyrażenia siebie, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie. Co za piękne zastosowanie słowa „zdrowie” oraz „obłąkanie”. Kurs naucza wprost, że jesteś obłąkany i że wszystkie twe związane z tym wysiłki nie wymagają definicji słowa „obłąkanie”. Znałem swego czasu wielu alkoholików, którzy przyznają, że zachowywali się w sposób obłąkany, gdy prowadzili samochód czy robili te wszystkie szalone rzeczy, które ludzie robią przez swą ciągłą niezdolność do kierowania własnym życiem. Przyznanie, że całe to utożsamienie jest obłąkane i że jedyny sposób, za pomocą którego ich umysły mogą powrócić do zdrowia, przekraczał ich własne możliwości, stanowi drugi krok Programu, który prowadzi do trzeciego, żywcem z Podręcznika Kursu Cudów:

Krok nr 3: Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy. Postanawiam je powierzyć. Nie jestem w stanie rozwiązać problemu. Zgoda? „To takie słabe. Czy nie jest to przyznanie się do własnej bezsilności?” Tak! Tak, o wszyscy ci, którzy jesteście pewni, że chcecie się rządzić. Możecie to robić, ale wtedy będziecie dalej – co? Obwiniać się za konieczność istnienia waszej indywidualnej tożsamości i brać na siebie ciężar tej winy. Da wam to uczucie urazy, ponieważ będziecie żądać sprawiedliwości w ramach tego osobowego utożsamienia.

Co należy zrobić, gdy zrobisz to wszystko? Krok nr 3. Zrobiłeś to i to działa. Oddałeś swe życie i wolę opiece Boga i doświadczasz (to jest w Podręczniku) wszystkich tych miłych rzeczy, i całe twoje życie się zmienia. Ale teraz jest parę niezbędnych rzeczy do zrobienia. Oto masz Podręcznik wraz z pozostałymi Krokami Programu.

Krok nr 4: Dokonaliśmy gruntownego i odważnego obrachunku moralnego. W porządku, jeśli chcesz zaplątać się w wyjaśnianie znaczenia słowa moralny, proszę bardzo. Pamiętaj, że nacisk pada na bycie odważnym. Nie będzie ci przebaczone, dopóki nie dokonasz zasadniczego przyznania się do winy. Możesz iść i nauczać do woli: „Nie jestem winien” i „Przebaczono mi”. Wskazywane ci jest, że znajdujesz się w stanie winy z powodu bólu, który sam sobie zadałeś, i całkowicie właściwe będzie dla ciebie sporządzenie obrachunku skojarzeń, wśród których się znajdujesz. Zauważ, że nie ma mowy o tym, iż obrachunek ten musi być zawsze poniżający. Będziesz miał pozwolenie, by zatrzymać całą dumę, jakiej pragniesz z racji swej potrzeby porównywania się z tym, co uważasz za otaczającą cię nieprawość. Jednak pamiętaj, że zrezygnowanie z uraz, jakie żywisz do siebie i swego otoczenia (w Kursie Jezus nazywa je żalami), jest absolutnie niezbędne w celu doświadczenia pokoju Boga.

Patrz na ten dzień, bowiem jest on życiem, życiem samego życia.

A teraz jeśli chcesz przejść do Kroku nr 5, istnieje wymóg, byś przyznał się do swej niezdolności radzenia sobie z grzechem, w którym tkwisz, innymi słowy – byś doświadczył przebłagania. Jest to w istocie nieustający proces, który jest cudem. Wobec kogo musisz to przyznać? Wyznaj przed Bogiem, sobą i drugim człowiekiem istotę twych błędów. Czy to konieczne? Wyznanie przed Bogiem jest całkiem łatwe, wyznanie przed sobą jest całkiem łatwe; wyznanie przed innym człowiekiem wiąże się z koniecznością wybaczenia sobie w relacji z nim i może to być dla ciebie bardzo cenne. A więc jest to przyznanie naszej zdolności do współuczestniczenia w związku czy też nowej tożsamości opartej na rezygnacji z naszej osobistej woli. Stajemy się gotowi, by zaakceptować przebaczenie dla nas samych i tych, którzy nas otaczają. Dzień dzisiejszy właściwie przeżyty czyni każde wczoraj snem o szczęściu, a każde jutro wizją nadziei.

Krok nr 6 jest krokiem szczególnym, nauczanym w Kursie Cudów jako nieustające badanie swego utożsamienia. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru. W ramach naszych powiązań z Billem Wilsonem mówiliśmy o tym, czy można być kiedykolwiek absolutnie do czegoś gotowym. Ale pamiętaj! Jest tu determinacja, byś oddał swą wolę i życie opiece Boga. Tak byś wciąż nie mogąc określić stopnia swej gotowości, mógł pozostać czujnym w swoim przeświadczeniu, że cud działa w twoim własnym umyśle. Jest to silnie podkreślane w Podręczniku Kursu. Pozostań w jedności umysłu, a nie może ci się nie udać.

Krok nr 7: Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki. Ojcze, pomóż mi widzieć samego siebie takim, jakim Ty mnie widzisz. Nieznacznie tylko chybiłem celu doskonałej miłości i szczęścia, które dla mnie wyznaczyłeś. Nie pozwól, by uraza powstała z racji tego chybienia uczyniła mnie ślepym na światło tego nowego życia.

A teraz przechodzimy do? Kroku nr 8: Zrób listę osób, które skrzywdziłeś, i bądź gotów zadośćuczynić im wszystkim. Przede wszystkim mówi się tu, abyś nie czynił zadośćuczynienia natychmiast, a jedynie stał się gotowy, by je uczynić. To bardzo ciekawa myśl. To, że gotowość pojawia się wcześniej niż działanie. Nie, żeby dało się to zmierzyć, ale gdzieś tam jest dyscyplina, zawarta w twej gotowości, aby przyznać wobec ludzi, których zraniłeś przez własną zawziętość, by pozostać w twym własnym, egoistycznym utożsamieniu z sobą samym, że dzięki duchowemu doświadczeniu odkryłeś nowego ciebie! Że wydarzył się i wciąż wydarza się cud.

I co wtedy? Krok nr 9: Wtedy zadośćuczynisz osobiście – dosłownie – wszystkim, wobec których jest to możliwe, z wyjątkiem przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych. Chcę wam to powiedzieć i chcę, żebyście to usłyszeli – to dotyczy zarówno uczestników Programu Dwunastu Kroków, jak i Miraklistów: rezultat zadośćuczynienia, jakiego pragniecie dokonać, nie ma nic wspólnego z samym zadośćuczynieniem. Niezbędne jest oczyszczenie, które wydarza się dzięki twej zdolności do wyznania błędu lub proszenia o przebaczenie. Prawda jest taka, że nie ma znaczenia to, czy twoje zadośćuczynienie jest przyjęte czy odrzucone. Wielu z was napawa wielkim lękiem rezultat, jaki uzyskacie, prosząc o całkowite wybaczenie. W Kursie Jezus uczy, że ego będzie się czuło przez ciebie znieważone. Obojętnie, jak bardzo żądałbyś, by ci przebaczyło, ono nie przebaczy ci w tym utożsamieniu, a ty jedynie poszukujesz ograniczonego rezultatu oczyszczenia własnego umysłu, rezultatu, który jest twą potrzebą, by przede wszystkim uzasadnić przebaczenie. I dokładnie na tyle, na ile poszukujesz qui pro quo, czyli wymiany, w której uznasz wzajemność waszej winy, nie przejdziesz zadowalająco tego kroku. Oczyszczenie jest zawsze indywidualne i następuje dzięki przebaczeniu, czyli rozpoznaniu, że jesteście tacy, jakimi stworzył was Bóg. I nie ma w tym dosłownie żadnej wzajemności. Wiem, że dla niektórych z was może się to wydawać egoistyczne, ponieważ zamierzacie kontynuować wasze żądania dotyczące konieczności usprawiedliwienia zła, które waszym zdaniem wyrządziliście, po to abyście mogli w dalszym ciągu się nim dzielić. Nie o tym się tu mówi i nie to ostatecznie musicie zrobić. Pamiętaj, że musisz być i zawsze jesteś po prostu doskonały, jakim stworzył cię Bóg.

A teraz Krok nr 10: Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnionych błędów. Oto podstawowa część Programu Dwunastu Kroków, a także programu Kursu Cudów. Twoja zdolność do pozostawania w nieustannym stanie przyznawania się, w którym nie gromadzisz zapasów uraz przytrzymujących cię w twojej sytuacji, czyli w uwiązaniu do żalu, jest istotnym kluczem do nauczania płynącego zarówno z Programu Dwunastu Kroków, jak i z Kursu Cudów. „Zrób to teraz…” „Robię to sam sobie”.

Być może w chwili obecnej myślisz, że zastosowanie Kroku nr 10 nie jest takie ważne. Być może wdałeś się we wszystkie te filozofie i koncepcje na temat tego, czym jest Kurs Cudów. Posłuchaj: Kurs Cudów nie jest niczym innym jak psychologią całkowitego wybaczenia. Pokazuje on wartość dokonywania obrachunku wieczorem przed pójściem spać; mówi on o dążeniu do tego, byś nigdy nikogo nie zranił, i dokonywaniu tego zadośćuczynienia natychmiast, a to sprawi, że nie zejdziesz z drogi do zbawienia. I mówię to z mojego głębokiego doświadczenia, ponieważ przerabianie Programu lub dyscyplina dokonywania obrachunku w głowie pod koniec dnia, tak byś nie wnosił w następny dzień żalu, który posiadasz, jest podstawą. Dlaczego? Jeśli go wniesiesz, uzasadnisz go w kategoriach urazy wypływającej z utożsamienia twego dawnego, pozbawionego znaczenia koncepcyjnego umysłu. Nie pozwól, by słońce zaszło wraz z żalem, bo jeśli wciąż możesz to zrobić, potrzeba trzymania się urazy uzasadnia przeszłe działanie i trzyma cię w więzach twojego dawnego osobowego utożsamienia. Nie sprawiaj nikomu bólu. To dopiero! Zajmuj się jednym dniem na raz! Albo jak uczy Kurs – godziną lub minutą, lub Świętą chwilą!

Patrzysz na stan uraz świata w jego zawziętości, by karać i uzasadniać dawne utożsamienie, i możesz dokładnie dojrzeć, czemu powinieneś się przyjrzeć w twoim własnym umyśle. A przeżyć życie po to, by uzasadnić, że ktoś powinien być nieustannie karany, trzymany w więzieniu czy zabijany, jest po prostu zmarnowaniem życia. Jakim strasznym marnotrawstwem jest oglądanie tych programów telewizyjnych, gdzie pojawia się konfrontacja: „Ty mi to zrobiłeś dwadzieścia lat temu, a ja zamierzam trzymać to w pamięci aż do dnia mojej śmierci”. To zmarnowane życie, ludzie. Co za bezużyteczny, pozbawiony znaczenia stan istnienia. Posłuchaj teraz. Zamierzam zaproponować ci małą terapię. Nie obchodzi mnie, w jaki sposób to usłyszysz. Mówię ci, że jakikolwiek żal jest po prostu uwiązaniem do bólu, samotności i śmierci. Jakakolwiek tożsamość w swojej żądzy zemsty zadaje ból sobie samej i tamtemu „ja”. Jaka jest różnica między więźniem a strażnikiem? Żadna. Obaj są skazani na to pełne żalu utożsamienie. Widzisz to? Co za straszliwa rzecz przejść przez życie jako to, czym jest percepcyjny umysł, a mianowicie – ciągłą potrzebą odegrania się; potrzebą ukarania tych innych utożsamień, które nie są w istocie niczym innym jak twoją zawziętością, by trzymać się żalu i cierpieć ból i śmierć.

A więc prowadź nadal obrachunek moralny i z miejsca przyznawaj się do popełnionych błędów. To dokładnie takie samo nauczanie jak „nie gromadźcie skarbów”. Ale bardzo ci trudno to zauważyć. Jakakolwiek własność, której się trzymasz, wiąże cię w retrospekcji z potrzebą uzasadnienia śmierci, ku której zmierzasz. Widzisz, jak to działa?

Każdego dnia całe to nauczanie i sposób, w jaki wielu z was na początku doszło do trzeźwości lub kierunku polegającego na oddaniu swej woli opiece Boga, wypełniały się dzięki przyznaniu, że „dzisiaj jest dzisiaj”. Nie będę zajmował się dniem wczorajszym lub zeszłym tygodniem; te rzeczy minęły i nie ma niczego, co mógłbym w tej sprawie zrobić, jak tylko prosić o uwolnienie od nich. Nie można ich zmienić, ponieważ już minęły. Jak głębokie są urazy umysłu alkoholika lub umysłu percepcyjnego w jego zawziętości, by opierać swą rzeczywistość na urazie, błędnym szacunku lub pomyłce, lub czymś, co nazywa grzechem i co przydarzyło mu się dwadzieścia lat temu; dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt lat temu? I nieuniknioność frustracji, którą odczuwa przez własną niezdolność, by to zmienić i jest w efekcie skazany na cierpienie. Dlaczego? Ustawił czas liniowo we własnym umyśle i zawziął się, by opierać swą rzeczywistość na tym poprzednim doświadczeniu. Wszystkie poprzednie doświadczenia to tylko żale. I to była pierwsza rzecz o Programie, jaką powiedział mi mój sponsor. Nie proś o sprawiedliwość, proś o łaskę. Na moich pierwszych mitingach zacząłem mówić coś w rodzaju: „Dobrze, wiem, ale miałem…” On powiedział: „Przestań! Proś o łaskę, palancie!”

Nauczanie brzmi w każdym razie tak: „twój czas płynie na kredyt”. Całe to nauczanie mówi, że pożyczyłeś jedną chwilę od wieczności. Słyszysz to? Teraz, gdy masz tę szansę – nazwij ją Świętą chwilą i użyj jej, by rozpoznać swój powrót do Nieba – widzisz, że istnieje sposób, byś żył, a nie umierał. Pożyczyłeś wieczność i umieściłeś jedną jej chwilę w czasie. To uroczy pomysł, nie? To ten sam pomysł, co nawrócenie i oświecenie twego umysłu. To ten sam pomysł, co przejście doświadczenia śmierci, w którym dociera do ciebie, że żyjesz dzięki łasce, która wykracza poza twoją indywidualną tożsamość, a to uczyni cię bardzo szczęśliwym. Jesteś w stanie łaski. Co? Powierzyłeś swego ducha Bogu. Na tym to wszystko polega. To osobisty obrachunek, prawda? To twoje własne głębokie mroczne tajemnice o tobie samym – te, za które winisz swego bliźniego. Do diabła z tym! Puść siebie i wpuść Boga! Każdy z was trzyma jeden określony, szczególny żal. Wiesz o tym? Nie miałbyś chęci przyjrzeć się temu? Ja mam taki żal. Jest nim cały świat. Przyjąłem odpowiedzialność za moją determinację, by pomóc wyprowadzić cię z tego piekła.

Nauczyciele cudów widzą natychmiast, że Krok nr 11 jest opisem całego programu transformacji, którym jest Podręcznik Kursu Cudów. Posłuchaj! Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go nie pojmujemy, wróć – jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia poprzez ducha.

A potem bardzo piękny ostatni Krok nr 12: Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków – zauważ, że jest to czas przeszły. To się tobie przydarza w tej chwili! Najpierw ty nad tym pracujesz, potem to pracuje nad tobą. Najpierw stosujesz dyscyplinę Podręcznika, potem odkrywasz, że Podręcznik jest prawdziwy. To naprawdę działa! Gdy już odkryjesz, że cud kontaktu z Bogiem jest prawdziwy, dyscyplina staje się prosta. A w końcu nie ma już żadnej dyscypliny, ponieważ naturalne przejawianie się radości oddaje twoją wolę i twoje życie Bogu. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom. Próbowaliśmy nieść je innym ludzkim cierpiętnikom, innym „śmiercioholikom”.

To ty jako Nauczyciel Boga, nieprawdaż? To ty jako Zbawiciel świata. …i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach. To wszystko, o co jesteś proszony. Dyscyplina polega na pozostawaniu w tej ciągłej potrzebie zmiany konfiguracji twego umysłu, przyznając jednocześnie, że cud zawsze działa wszędzie wokół ciebie, jeśli mu na to pozwolisz. Widzisz to? To ci się przydarza non-stop. Wycofaj się – poczuj tę nieopisywalną szczęśliwość twojej prawdziwej rzeczywistości! Opór tkwi zawsze w twym własnym percepcyjnym umyśle. Nie możemy ci powiedzieć, czym są miłość i Bóg, ale możemy ci powiedzieć, czym jest przeszkoda na drodze do miłości. Jest nią twoja zawziętość, by tkwić w tych więzach ego, w tych więzach uzależnienia od konieczności samoidentyfikacji.

„O rany!”, powiedzieli niektórzy z nas. „Nie poradzę sobie z tym. Co za wymagania!” Co za wymagania! Nie będę umiał sobie z tym poradzić. I wiele z tych tożsamości, które zetkną się z nauką Kursu Cudów, powie: „Co za wymagania! Nie będę umiał sobie z tym poradzić”. Nie zniechęcaj się. Nikomu z nas nie udało się idealnie stosować tych zasad. Dlaczego? Nie ma definicji słowa idealny. Nie uczę cię, byś ustanowił metodę, przy pomocy której ja tego dokonałem. Mówię ci, że jest to nieustanna zmiana konfiguracji twego umysłu. Ty jesteś tym, który szuka rezultatu. Ja nie oferuję ci rezultatu. Nie ma metody, przy pomocy której możesz to zrobić. Uznanie naszej bezradności, naszej bezsilności jest tym, w czym leży zbawienie. I o tym w istocie tu mowa: Nie jesteśmy świętymi. Chodzi o to, że pragniemy rozwijać się w kierunku duchowym. W tym sensie chcemy tylko chwilowego duchowego postępu w celu osiągnięcia tej determinacji, ponieważ rezultatu tu nie ma. Ale otwieramy nasze serca i nasze umysły. Mamy doświadczenie cudu utraty konfliktu, jaki zachodził w naszej percepcyjnej tożsamości, i wchodzimy w unię z Bogiem, która jest podstawą wszystkich tych nauk. „Bóg jest Umysłem, którym myślę”. „Bądź wola Twoja, a nie moja”.

Tu jest nasz opis istoty ludzkiej, a tu rozdział dla agnostyków (tych z was, na przykład, którzy są przekonani, że Kurs Cudów napisano używając terminologii chrześcijańskiej i mają przez to tendencję do odrzucania go), a także twoje osobiste przygody, które są częścią twego własnego umysłu, ukazują bardzo wyraźnie trzy rzeczy: to, że nie byliśmy zdolni do efektywnego działania, że byliśmy alkoholikami; że tkwiliśmy w naszym własnym percepcyjnym „ja” i że nie mogliśmy poradzić sobie z własnym życiem, czegokolwiek byśmy nie robili; oraz że żadna ludzka moc nie była w stanie uwolnić nas od alkoholizmu lub naszej pełnej lęku natury ludzkiej, ponieważ tkwiliśmy zamknięci w chorobie śmiercioholizmu. Ale też, że Bóg byłby w stanie to zrobić i zrobiłby to, gdybyśmy Go szukali.„Mój Ojciec daje mi wszelką moc”. Nie pada tu słowo „znaleźli”. Prawda? Jest słowo: „szukali”. To zdanie nie stwierdza, że Bóg byłby w stanie to zrobić i zrobiłby to, gdybyśmy Go znaleźli. Bóg się nie zgubił. Akt szukania Boga jest tym samym, co pokój Boży. Akt uwolnienia jest tym właśnie, czym jest pokój. „Dziękuję Ci”. To modlitwa, czy nie tak?

A więc czy uczestniczymy właśnie w spotkaniu modlitewnym? Czy uczestniczymy w komunii z Bogiem? Czy uzgodniliście między sobą, że nie będziecie dyskutować o swoich osobistych żalach, ponieważ są one bez znaczenia? W którymś miejscu, tak. W którymś miejscu doznaliście przemiany, w związku z którą nie macie zamiaru mieszać do waszej próby zawarcia unii z Bogiem waszych indywidualnych żalów lub waszej tożsamości. Jest to przyznanie, iż nastąpiło nawrócenie, wolność od więzów tego świata śmierci. Spotkanie Anonimowych Śmiercioholików! Jest to cała podstawa i jedyny cel Kursu Cudów. Nie zamierzam przynosić mego żalu na miting i go uzasadniać. Przyjdę na miting AA, przyjdę na spotkanie grupy Kursu i po prostu uznam, że jestem doskonały, jakim stworzył mnie Bóg. A dzięki uwolnieniu konieczności utrzymywania żalu doświadczę radości i szczęścia Boga. „Jestem Światłem świata”.

Jak miło, że nareszcie ten świat ma cel: nauczać i uczyć się wspólnie nieograniczonej mocy całego wszechświata, która należy do nas dzięki twórczej miłości Boga – objawieniu, którego doświadczasz w chwili uwolnienia twej koncepcyjnej tożsamości. Gwóźdź programu polega na tym, że nie czujesz się dłużej odpowiedzialny za chorobę, ból i śmierć, które są naturalną częścią ludzkiego umysłu, i że przechodzisz w istocie oświecenie, czy też doświadczenie, czy też cud oddania swej jednostkowej woli Woli Boga. W porządku. I właśnie sam akt spełnienia tego jest cudem. I zachodzi on nieustannie, zdarza się przez cały czas. Co za niesamowite odkrycie! Podręcznik Kursu Cudów nie jest niczym innym jak praktyką modlitwy. Jest to katechizm uczący, jak się modlić, tylko dlatego, że jest ci potrzebna dyscyplina metody modlitwy. To jest spotkanie modlitewne i odmówimy teraz dla was parę modlitw.

Poczujcie wspaniałą boską prawdę tych modlitw skierowaną do was przez zmartwychwstały umysł Jezusa Chrystusa:

Jakąż głupotą, Ojcze, jest wierzyć, że Twój Syn może sprowadzić na siebie cierpienie! Czy możliwe jest, by przygotował on plan własnego potępienia i był zostawiony bez pewnej drogi do swego uwolnienia? Ty mnie kochasz, Ojcze. Nigdy nie pozostawiłbyś mnie opuszczonym, bym umarł w świecie bólu i okrucieństwa. Jakże mogłem sądzić, że Miłość opuściła Samą Siebie? Nie istnieje żadna wola poza Wolą Miłości. Lęk jest snem i nie posiada woli, która mogłaby kłócić się z Twoją Wolą. Konflikt jest snem, a pokój obudzeniem. Śmierć jest iluzją, życie – wieczną prawdą. Nie ma przeciwieństwa dla Twej Woli. Nie istnieje żaden konflikt, albowiem moja wola jest Twoją Wolą. Przebaczenie pokazuje nam, że Wola Boga jest jedna i że my mamy w niej udział. Spójrzmy na święte wizje, które ukazuje dziś przebaczenie, abyśmy mogli odnaleźć pokój Boga. Amen.(Lekcja 331)

Nie będę czekał ani dnia dłużej, by znaleźć skarby, które ofiarowuje mi mój Ojciec. Płonne są wszystkie złudzenia, sny zaś odeszły, skoro są utkane z myśli opierających się na fałszywych postrzeżeniach. Niechaj nie akceptuję dziś więcej tak skąpych darów. Boży Głos ofiarowuje pokój Boga tym wszystkim, którzy słyszą i postanawiają podążać za Nim. Taki jest dzisiaj mój wybór. Tak więc idę odnaleźć skarby, które dał mi Bóg. Nie zamierzam w tym uczestniczyć, zamierzam odłożyć to brzemię jaźni i odnaleźć skarb mego własnego przebudzenia. Szukam tylko tego, co wieczne. Albowiem Twój Syn nie może poprzestać na niczym mniejszym. Cóż więc może być jego pocieszeniem, jak nie tylko to, co ofiarowujesz jego zdezorientowanemu umysłowi i wylęknionemu sercu po to, by dać mu pewność i przynieść pokój? Chcę dziś ujrzeć mego brata bez grzechu. Taka jest Twoja Wola dla mnie, bowiem w ten sposób ujrzę swoją bezgrzeszność. (Lekcja 334)

Posłuchaj! Oto wszystko, co kiedykolwiek będziesz potrzebował wiedzieć o wyjściu z nałogu swej bezsensownej podróży w lęk, który jest twoją percepcyjną tożsamością:

Nauczyłem się, że pozostaję pod wpływem jedynie własnych myśli, i stanowczo twierdzę, że jestem jedynie Twoją myślą, jakim mnie stworzyłeś. Tylko to wystarczy, by zbawienie przyszło dla całego świata, ponieważ to ja stworzyłem cały świat w moich wylęknionych myślach, ale pozostaję pod wpływem jedynie własnych myśli. Albowiem w tej jednej myśli każdy zostaje wreszcie uwolniony od lęku. Zamierzam wyzwolić mego brata z osądu, którym go obarczyłem w celu utrzymania własnej tożsamości. Nie zamierzam utrzymywać w umyśle urazy po to, aby usprawiedliwić nasze relacje. Teraz bowiem nauczył się, że nikt go nie przeraża i nic nie może mu zagrozić. Nie mam wrogów i jestem bezpieczny wobec wszelkich zewnętrznych rzeczy. Moje myśli mogą mnie przerazić, jednak skoro myśli te należą tylko do mnie, mam moc, by je zmienić i wymienić każdą myśl o lęku na szczęśliwą myśl miłości. Krzyżuję sam siebie. Nie mam zamiaru tego dłużej robić. Bóg ma plan, zgodnie z którym Jego umiłowany Syn zostanie odkupiony i został odkupiony. Twój plan jest pewny, mój Ojcze, tylko Twój. Wszystkie inne plany zawiodą. I będę miał przerażające myśli, dopóki nie nauczę się, że Ty dałeś mi jedyną Myśl, która prowadzi mnie do zbawienia. Moje własne myśli zawiodą i poprowadzą mnie donikąd. Tylko moje własne, tylko moje własne idee. Myśl zaś, którą mi dałeś, obiecuje zaprowadzić mnie do domu, ponieważ zawiera w sobie Twoją obietnicę dla Twego Syna. (Lekcja 338)

To są lekcje-modlitwy z Podręcznika Kursu Cudów. Nasze dzisiejsze spotkanie było próbą wprowadzenia cię w doświadczenie uwolnienia od konieczności kontynuowania twego uzależnienia od bólu, śmierci i czasu. A wszystko to pod patronatem instrukcji pochodzącej z twojego własnego umysłu zawartej w Programie Dwunastu Kroków, który przybył do nas dzięki cudownemu zrządzeniu Boga. A także twego ratującego życie programu Kursu Cudów, który jest zmartwychwstałym umysłem budzącym cię z twego własnego koszmaru. Ty indywidualnie, we własnym śnie o śmierci i bólu, możesz poddać się doświadczeniu cudu. Stopnie do przebudzenia z twego snu o śmierci zaczynają się wraz z uznaniem oraz rozpoznaniem twojej niezdolności do radzenia sobie z tym, a następnie z odkryciem, że istnieje inny sposób życia nie wmontowany w percepcję, z którą się identyfikujesz. Dosłownie to ekspansja twego własnego umysłu. W jakim kierunku? W kierunku komunii i unii z mocą Wszechświata, która jest tym, czym ty jesteś.

Ojcze Niebieski, dziękujemy Ci, że to się w nas wydarzyło i że jesteśmy teraz pewni chwały płynącej z objawienia tych kroków i tego Programu. I jesteśmy szczęśliwi, że odnaleźliśmy siebie w tej spóźnionej wyprawie umysłu pomiędzy tych, którzy pragną wyspowiadać się z bólu i śmierci, a także wyznać swą potrzebę, by nie być obwinianym w swej własnej tożsamości, oraz przyznać, że Bóg jedynie przebacza, ponieważ Bóg jest tym samym, co twój Uniwersalny Umysł. W tym pozostajemy z wdzięcznością. I w tym trwamy. I w tym jest nasza prawda na wieki wieków. Amen.

Chcę, żebyś rozumiał, że gdy o tym mówię, mówię wprost z mego osobistego doświadczenia poddania się, które legło u podstaw mego programu trzeźwienia i uspokojenia, oraz z ciągłej potrzeby, by rozpowszechniać to przesłanie, które przyspieszyło moje przejście do oświecenia. Całkiem możliwe, że w waszym procesie budzenia się będziecie grzebać się w tym, co was do tego przywiodło. A jeśli będzie to wyrazem nieustającej wdzięczności, pełnia mocy Bożej miłości będzie wasza, w miarę jak będziecie ją rozdawać. Jeśli natomiast będzie to wyrazem potrzeby zmiany konfiguracji tożsamości osobowej, domaganiem się uwagi w stosunku do tego, co uważasz za potrzeby swego stanu zawarcia w sobie, swej zawziętości, by utrzymać się przy życiu, wówczas pozostaniesz w opartym na czasie systemie bezcelowej egzystencji, zwanym śmiertelnictwem. Czy nie tak? To jest stwierdzenie faktu. Jakie to w końcu proste!

Mogę jedynie dawać samemu sobie.
Jeśli bronię się, zostanę zaatakowany.

Sam jesteś przyczyną własnego żalu i nie zamierzasz dłużej nią być. To niezwykłe, jak dalece Program Dwunastu Kroków lub to, co nazywasz programem Kursu Cudów, może zboczyć z kursu w porównaniu z tym, co oferuje i zapewnia. Przyczyną zaś tego jest fakt, że jest to zarazem łatwe i trudne. Oba programy deklarują wprost, że pokój i radość pochodzą bezpośrednio z odrzucenia przekonań utworzonych przez ciebie samego. Nie ma innego sposobu, w jaki to może się wydarzyć. Wymaga to doświadczenia dzielenia się radością własnej pewności przyznania się do bezradności oraz doświadczenia całkiem nowej rzeczywistości, nie związanej z egzystencją w czasie, ale stanowiącej część Życia Wiecznego.

Odczuwałem kiedyś ową niewiarygodną potrzebę, by uzasadnić swe życie na tej ziemi, i rozumiem koszmar słów poddać się. Choć byłem pełen najszczerszej chęci, by przyznać w końcu, że cierpię na bezsilność i że bezustannie wychodzę z mego nałogu, to idea całkowitego poddania się, która stanowiła nieustający mechanizm mego oświecenia, była dla mnie trudna. Odkryłem i wielu z was też to odkryje, że moja potrzeba niesienia tego posłania w ramach praktyki dwunastego kroku pozwoliła mi zaobserwować w działaniu cud nagłego wyjścia z nałogu.

To, co się wydarzyło i co wydarza się dla wielu z was, było tym, że twoja objawiona zmiana konfiguracji tożsamości sprawia, iż rozpoznajesz Program Dwunastu Kroków jako mechanizm uzdrawiania, w który wchodzisz natychmiast. To samo stanie się z wieloma świadomościami, które sięgając po Kurs Cudów, przeszły przeobrażenia oparte na objawieniu w szerokim zakresie jaźni. Staną się oni natychmiast zdolni do widzenia i rozróżniania tego na tym poziomie rozpoznawania ich własnego umysłu. Jest to więc tylko ciągła praktyka nowego wizjonerskiego doświadczenia ponownego utożsamienia siebie we własnym umyśle. Ale wartość nie leży nigdy w mechanizmie czy metodzie. Wartość ma jedynie stan nieustającej łaski tej nowo odkrytej rzeczywistości.

Jesteś wreszcie tam, skąd pochodzisz. Gdy odkryjesz grupę, która całkowicie przyznaje się do faktu wspólnego uczestnictwa w doświadczeniu wychodzenia z nałogu, dosłownie natychmiast poczujesz uwolnienie od twej własnej konieczności bronienia i uzasadniania pełnej lęku kolekcji własnych uraz. Zebraliście się, by współuczestniczyć w cudzie pełnego wyzdrowienia ze śmiertelnej choroby umysłu i ciała. Spokojna pewność twego wyzdrowienia jest prywatnie uznawana i chroniona dzięki uznaniu twej indywidualnej anonimowości. Jesteś na tym świecie, ale nie z tego świata.

I to jest właśnie doświadczenie komunikacji. Nie ograniczasz się do dawnego niemożliwego siebie. Uczyniliście fundamentalne wyznanie, że zebraliście się w celu odzyskania trzeźwości, nie zaś, by określać przy pomocy osądu wartość, jaką stanowisz zachowując swą własną tożsamość. Całkiem dosłownie: „Nie potrafię rozwiązać tego problemu”. „Ja też nie”. „Nie da się go rozwiązać”. „Wiem o tym”. „Jak sobie dajesz radę?” „Dopóki wcale sobie nie daję, to świetnie”. Nie: „Jak rozwiązujesz ten problem?”, a raczej: „Jak nie rozwiązujesz tego problemu?” „Ja nie potrafię, On to zrobi, jeśli Mu pozwolę”.

Oba programy nauczania przyznają, że można uwolnić się od urazy natychmiastowo, ponieważ to ty jesteś urazą. A Święta chwila jest nieuchronnie tą chwilą, w której uwalniasz się od urazy, ponieważ twe uzależnienie od własnej samowolnej egzystencji jest właśnie tym, czym był żal. Teraz jesteś całkowity i żywy w najpełniejszym tego znaczeniu, podczas gdy cud polegania na Bogu uwalnia cię z więzów bólu, który sam sobie zadawałeś, z więzów samotności i śmierci tego świata. I teraz wydarza się radosne połączenie naszych umysłów na nowo.

Współuczestniczenie w doświadczeniu cudu jest niezbędną częścią naszego przebudzenia ku rzeczywistości Życia Wiecznego. Oferujemy sobie nawzajem i światu naszą wizję całkowicie nowego znaczenia i celu dla tego pozornego skupiska w czasie i przestrzeni.

Fakt, że byłem obecny, gdy wydarzał się tobie cud, wiązał się z moją pewnością, że mogę dzielić się z tobą moim cudownym doświadczeniem uzdrawiania, zupełnie inaczej, niż go określa sytuacja świata. W dzieleniu się uzdrawiającą łaską miłości i światła Boga nasze umysły komunikują prostą i niewiarygodnie radosną świadomość faktu, że jesteśmy pełni i doskonali, i wiecznie żywi, jakimi stworzył nas Bóg.

Tym jest w istocie cały uzdrawiający proces iluminacji twego umysłu, zawarty w procesie zwanym Kursem Cudów:

Drogi, jakie ma do zaoferowania ten świat, wydają się liczne, ale musi nadejść czas, gdy wszyscy zaczną widzieć, jak bardzo są do siebie podobne. Ludzie umierali widząc to, ponieważ nie dostrzegali innej drogi prócz ścieżek, jakie dawał świat. I ucząc się, że wiodą one donikąd, stracili nadzieję. A mimo tego był to czas, gdy mogli nauczyć się najwspanialszej lekcji. Wszyscy muszą osiągnąć ten punkt i wyjść poza niego.

Wydaje ci się, że świat opuści cię zupełnie, jeśli tylko podniesiesz swe oczy. A jednak zdarzy się jedynie to, że sam opuścisz ten świat na zawsze. To jest ustanowienie na nowo twojej woli. Spójrz na to z otwartymi oczami, a już nigdy nie uwierzysz, że jesteś na łasce rzeczy poza tobą, sił, których nie możesz kontrolować, oraz myśli, które przychodzą do ciebie wbrew twej woli. Twoją wolą jest spojrzeć na to. Żadne szalone pragnienie, żaden błahy impuls, by znów zapomnieć, żadne ukłucie lęku ani zimny pot pozornej śmierci nie może sprzeciwić się twej woli. Albowiem to, co przyciąga cię spoza zasłony, jest także głęboko w tobie, nie oddzielone od tego i całkowicie jedno.

Każdego dnia i w każdej minucie każdego dnia, i w każdej chwili, którą zawiera w sobie każda minuta, przeżywasz jedynie na nowo tę pojedynczą chwilę, kiedy czas przerażenia zajął miejsce miłości. I tak umierasz każdego dnia, by znowu żyć, dopóki nie przekroczysz luki pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, która wcale nie jest luką. Takie jest każde życie: pozorny odstęp od narodzin do śmierci i dalej, znowu do życia, powtarzanie chwili dawno minionej, która nie może być przeżyta na nowo. A cały czas jest tylko szalonym przekonaniem, że to, co się skończyło, jest wciąż tu i teraz. Przebacz przeszłości i pozwól jej odejść, bo ona już odeszła. Nie stoisz dłużej na gruncie, który leży pomiędzy światami. Poszedłeś dalej i dotarłeś do świata, który leży u bram Nieba. Nie ma żadnej przeszkody dla Woli Boga ani też potrzeby, byś znów powtarzał podróż, która już dawno się skończyła.

Nie ma takiego światła w Niebie, które nie podążyłoby wraz z tobą. Nie ma ani jednego Promienia świecącego na wieki w Umyśle Boga, który nie świeciłby dla ciebie. Niebo łączy się z tobą na twej drodze do Nieba. Gdy tak wspaniałe światła połączyły się z tobą, by dać małej iskrze twego pragnienia moc Samego Boga, czy możesz pozostawać w ciemności?

Szukaj owych drzwi i znajdź je. Ale zanim spróbujesz je otworzyć, przypomnij sobie, że nie może nie udać się temu, kto usiłuje dotrzeć do prawdy. A taką właśnie prośbę masz dzisiaj.

Wyciągnij dłoń i zobacz, z jaką łatwością drzwi otwierają się na oścież od jednej tylko intencji wyjścia poza nie. Aniołowie rozświetlają drogę tak, że znika wszelka ciemność, a ty stoisz w świetle tak jasnym i wyraźnym, że potrafisz zrozumieć wszystkie rzeczy, które widzisz. Może mała chwila zaskoczenia sprawi, że zatrzymasz się, zanim uświadomisz sobie, że świat, który widzisz przed sobą w świetle, odzwierciedla prawdę, którą znałeś i której całkiem nie zapomniałeś błądząc w snach.

Nie może ci się dziś nie udać. Idzie z tobą Duch, którego wysłało ci Niebo, abyś pewnego dnia mógł zbliżyć się do tych drzwi i dzięki jego pomocy bez wysiłku wemknąć się za nie w światło. Dziś nadszedł ten dzień. Dziś Bóg dotrzymuje swej odwiecznej obietnicy, którą dał Swemu świętemu Synowi, a Jego Syn przypomina sobie obietnicę, jaką dał Bogu. Jest to dzień zadowolenia, bowiem przychodzimy na umówione miejsce w umówionym czasie, tam gdzie odnajdziesz cel całych swoich poszukiwań tutaj i całych poszukiwań świata, które kończą się wszystkie razem, gdy wychodzisz poza drzwi.

Dziękuję, że odpowiedziałeś na wezwanie. Cenię sobie bardzo wysoko ten zdecydowany nakaz twej potrzeby, by dzielić się swym przebudzeniem z nicości tego świata. Kocham cię.

Master Teacher

Jestem Odpowiedzialny

Jestem odpowiedzialny…
Muszę oddać innym, by zatrzymać dla siebie.
Gdy ktokolwiek, gdziekolwiek
wyciąga dłoń po pomoc, chcę,
by zawsze czekała nań dłoń AA.
I za to jestem odpowiedzialny.

Jestem odpowiedzialny…
Kiedy jestem uzdrowiony, nie jestem uzdrowiony sam.
Chciałbym dzielić me uzdrowienie ze światem,
tak aby choroba i śmierć zostały wyparte
z umysłu jedynego Syna Boga,
który jest moją jedyną Jaźnią.

Idę wraz z Bogiem w doskonałej świętości. Rozświetlam świat.
Rozświetlam swój umysł oraz wszystkie umysły,
które Bóg stworzył w jedności ze mną.

 

Z Wielkiej Księgi Anonimowych Alkoholików
Jak to działa

Rzadko widywaliśmy, by nie powiodło się komuś, kto z oddaniem podążał naszą ścieżką. Ci, którzy nie wychodzą z nałogu, to ludzie, którzy nie umieją lub nie chcą oddać się temu programowi kompletnie; zazwyczaj są to mężczyźni i kobiety, fizycznie niezdolni do bycia uczciwymi z samymi sobą. Istnieją tacy nieszczęśnicy. Nie można ich winić – wygląda na to, że takimi się już urodzili. Są z natury niezdolni do zrozumienia oraz rozwinięcia w sobie stylu życia, który wymagałby rygorystycznej uczciwości. Ich szanse są poniżej przeciętnych. Są też ci, którzy cierpią z powodu ciężkich zakłóceń umysłowych i emocjonalnych, ale wielu z nich wychodzi z tego, jeśli zdolni są do uczciwości.

Nasze historie ujawniają w ogólny sposób to, jakimi kiedyś byliśmy, co nam się przytrafiło i jacy jesteśmy teraz. Jeśli postanowiłeś, że chcesz mieć to, co my – jeśli pragniesz zatroszczyć się o to w pełni – to jesteś też gotów przedsięwziąć pewne kroki.

Przy niektórych z nich wahaliśmy się. Wydawało się nam, że będziemy mogli znaleźć łatwiejszą i przyjemniejszą drogę. Ale nie udało się nam. Teraz zaś z całą uczciwością, na jaką nas stać, błagamy cię, byś był nieustraszony i dokładny już od samego początku.

Pamiętaj, że mamy do czynienia z alkoholem – przebiegłym, ogłupiającym, potężnym. I bez pomocy nigdy sobie z nim nie poradzimy. Ale jest ten, do którego należy cała moc – tym Kimś jest Bóg. Obyś Go teraz odnalazł!

Półśrodki nic nam nie dały. Stanęliśmy w punkcie zwrotnym. Prosiliśmy o Jego ochronę i opiekę z całkowitym oddaniem. Oto są kroki, które poczyniliśmy:

1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i że przestaliśmy kierować własnym życiem.

2. Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.

3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.

4. Dokonaliśmy gruntownego i odważnego obrachunku moralnego.

5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.

7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.

8. Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy, i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.

10. Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnionych błędów.

11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego Woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.

12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

Wielu z nas zawołało: „Co za wymagania! Nie będę umiał sobie z tym poradzić!” Nie zniechęcaj się. Nikomu z nas nie udało się idealne stosowanie tych zasad. Nie jesteśmy świętymi. Chodzi o to, że pragniemy rozwijać się w kierunku duchowym. Zasady, które ustanowiliśmy, są drogowskazami na drodze do postępu. Głosimy postęp duchowy, a nie duchową doskonałość.

Nasz opis alkoholika, rozdział skierowany do agnostyków oraz nasze osobiste przygody przed i po ukazują dobitnie trzy istotne sprawy:

a) To, że byliśmy alkoholikami i nie mogliśmy poradzić sobie z własnym życiem.

b) To, że prawdopodobnie żadna ludzka moc nie byłaby w stanie uwolnić nas od alkoholizmu.

c) To, że Bóg byłby w stanie to zrobić i zrobiłby to, gdybyśmy Go szukali.

 

Ojcze, Twój pokój jest ze mną. Jestem bezpieczny.
Ojcze, Twój pokój otacza mnie. Tam, gdzie idę, Twój pokój podąża ze mną. Rzuca on światło na każdego, kogo spotykam. Przynoszę go zatroskanym, samotnym i wylęknionym. Daję Twój pokój tym, którzy cierpią lub ubolewają po stracie, lub sądzą, że są pozbawieni nadziei i szczęścia. Przyprowadź ich do mnie, mój Ojcze. Pozwól mi nieść ze sobą Twój pokój. Albowiem chciałbym zbawić Twego Syna zgodnie z Twoją Wolą, tak abym mógł rozpoznać moją Jaźń.

Tak więc idziemy w pokoju. Dajemy całemu światu przesłanie, które otrzymaliśmy. W ten sposób usłyszymy Głos Boga, który mówi do nas, gdy przekazujemy Jego Słowo, i którego Miłość rozpoznajemy, ponieważ dzielimy się Słowem danym nam przez Niego. (Lekcja 245)

Nie potrzebuję niczego prócz prawdy.
Szukałem wielu rzeczy i znalazłem rozpacz. Teraz szukam tylko jednego, bo w tym jednym jest wszystko, czego mi potrzeba, i tylko to. Niczego, czego szukałem wcześniej, nie potrzebowałem, a nawet nie chciałem. Moja jedyna potrzeba pozostawała nie rozpoznana. Lecz teraz widzę, że potrzebuję jedynie prawdy. W niej wszystkie potrzeby zostają zaspokojone, wszelkie pożądania dobiegają końca, wszystkie nadzieje są ostatecznie spełnione, a sny przemijają. Teraz mam to wszystko, czego mógłbym potrzebować. Teraz mam to wszystko, czego mógłbym pragnąć. I teraz wreszcie odnalazłem w sobie pokój. (Lekcja 251)

Oto jest moja święta chwila uwolnienia.
Ojcze, oto dziś jestem wolny, ponieważ moja wola jest Twoją Wolą. Myślałem, że wytworzyłem inną wolę. Lecz to, co pomyślałem w oddzieleniu od Ciebie, nie istnieje. I jestem wolny, ponieważ myliłem się, a moje złudzenia nie miały żadnego wpływu na moją rzeczywistość. Teraz rezygnuję z nich i składam je u stóp prawdy, aby na zawsze zostały usunięte z mego umysłu. To moja święta chwila uwolnienia. Ojcze, wiem, że moja wola jest jednym z Twoją Wolą.
(Lekcja 227)

 

Patrz na ten dzień
Bowiem jest on życiem,
Życiem samego życia.
W swym krótkim trwaniu zamyka wszystko,
Prawdę i szczerość istnienia,
Błogość wzrastania,
Splendor działania,
Chwałę mocy –

Albowiem wczoraj jest snem tylko,
A jutro jedynie wizją,
Lecz dzień dzisiejszy właściwie przeżyty
Czyni każde wczoraj snem o szczęściu,
A każde jutro wizją nadziei.
Patrz więc z uwagą na ten dzień.

przysłowie sanskryckie

z książki Fundacji Hazeldena „24 godziny na dobę”

Miłość – Pełnia, istota i treść Wiecznej Rzeczywistości

MIŁOŚĆ
Pełnia, istota i treść
Wiecznej Rzeczywistości

Tytuł oryginału: Love. The Total Sum and Substancje of Sternal Reality.

Jest to tekst zapisanego na taśmie wykładu Mastera Teachera o naukach Jezusa z Nowego Testamentu i Kursu Cudów.

Pragnęliśmy zachować i w pełni oddać radosną, spontaniczną ciągłość tego duchowego przekazu oświeconego umysłu Mastera Teachera. Dlatego wprowadziliśmy minimum poprawek edytorskich.


Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą  i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe prawo i Prorocy.
(Mt 22, 37-40)

Cud Miłości

1 List do Koryntian, rozdział 13

Zacznijmy od pewnych założeń podstawowych. W tym świecie wydaje się, że jest konieczne demonstrowanie naszych odrębnych rzeczywistości. Odbywa się to zgodnie z pozornymi „życiowymi faktami”, które wiążą nas z doczesnymi realiami. Jedno jest pewne: nie da się wykluczyć idei Miłości z ziemskiej kondycji czasoprzestrzennej, czyli z ludzkiej egzystencji. Więc niech tak będzie. Przyodziałeś się pozornie w ludzką cielesną powłokę. Rzekomo znajdujesz się w związku z formami, ideami, okolicznościami, działaniami, dobrymi i złymi uczynkami, definicjami siebie. Wszystkie one jednak, zgodnie z ludzką naturą, zawsze w jakiś sposób dotyczą Miłości.

Każdy ma jakieś pojęcie o Miłości. Policzę do trzech i chcę, żebyście wszyscy – każdy ze swego miejsca – powiedzieli, co wam w tej chwili przychodzi na myśl w związku z ideą Miłości. Wielu z was powie: Miłość jest puszczeniem lęku.

Jeśli to prawda, to dlaczego go nie puścisz? Nie obchodzi mnie, co w tej chwili robisz. Chcę to tylko usłyszeć. Szybko, pomyśl o czymś! Nikt cię nie usłyszy, ponieważ wszyscy będą mówić jednocześnie. Nie obchodzi mnie, czym to będzie.

Miłość to moja babcia… Lub spanie w… Lub moja karta VISA. Miłość to cokolwiek. Miłość to śliwki na śniadanie. Miłość to… Widzisz? Teraz zaczynasz myśleć. Zaraz powiem: Miłość to… i chcę, żeby każdy z was coś powiedział. Miłość to… ?

Wszyscy: 🙂 😉 * $ # ! :>

Wydaje się, że w najbardziej podstawowej formie Miłość to używanie czegoś. Zdajemy się przecież używać Miłości. Tak czy nie? Tak! Tak często słyszymy słowa: Świat się kręci wokół Miłości. Czy to prawda? Chwileczkę. Gdy ci zadaję pytanie, wydajesz się mieć różne piękne definicje Miłości. Lecz gdy tylko pytam, czy to prawda, to zaczynasz je analizować. Czyż to nie zadziwiające? Zaczynasz to analizować! Właśnie dlatego tu jesteś. Będziemy więc analizować Miłość. Spróbujmy jeszcze raz: Bóg jest Miłością.

– Lecz co przez to rozumiesz? – natychmiast się pytasz.

A ja ci odpowiadam:

– Bóg jest Miłością.

– Czy chodzi ci o to, że Miłość i Bóg są tym samym?

– Tak!

– OK. Miłość i Bóg są tym samym. A czym jest Bóg?

– Bóg jest Miłością!

– Czy to wszystko? Wydaje mi się, że jest w tym zbyt mało nauczania. Wydaje mi się, że coś jeszcze wiąże się z tą definicją i dotyczy to mnie. Wydaje mi się, że jeśli zapytam się o to, czym jest Miłość, to ta mała książeczka Wszystko o Bogu (z Książki Ćwiczeń Kursu Cudów) powie, że Bóg jest Światłem. Powie, że Bóg jest Mocą, że jest Dawaniem. Powie ona, że Bóg jest całkowitym uwolnieniem mojej tożsamości.

A więc zdaje się, że przyglądając się definicji Miłości, natkniemy się na inne słowo. I prawdopodobnie będzie nim, co? Doświadczenie? Tak! Miłości przecież doświadczasz. Ciekawi mnie, czy jest tu ktoś, kto się nigdy nie zakochał. Podnieście ręce! Czy kiedykolwiek byłeś zakochany?

– Tak mi się wydaje – odpowiadasz.

Czy każdy z was kiedyś się zakochał? Oczywiście, że byliście zakochani! Tak mi się wydaje… – cóż to za odpowiedź? A więc co robisz? Czy analizujesz Miłość, a przez to natychmiast ją tracisz? No, daj spokój! Czy każdy, kto był zakochany, utracił to uczucie, gdy zaczął je analizować? Tak! Myślę, że zaczynamy to rozumieć. Czy byliśmy zakochani, dopóki nie zaczęliśmy tego analizować? Tak! Ale musieliśmy to analizować, prawda? Tak, oczywiście! A skąd wiedziałbyś, że to Miłość, gdybyś nie zaczął jej analizować? Skąd wiedziałbyś, czym jest Miłość, jeśli nie byłaby ona czymś, czego mógłbyś się trzymać? Jak mógłbyś poznać Miłość, gdybyś nie mógł na nią spojrzeć, ocenić i porównać jej z tym, czym myślisz, że jesteś i czego ci potrzeba?

A czym by to było, gdybyś nie mógł tego analizować? Byłoby to Miłością! Wciąż nie rozumiesz. Gdybyś tego nie analizował, byłoby to Miłością! W momencie, w którym zacząłeś to analizować, stało się to, czym? LĘKIEM! Ktoś tutaj powinien to w końcu usłyszeć.

Gdy tylko zaczynasz analizować Miłość, staje się ona lękiem! Gdy tylko coś posiądziesz, czyli dokonasz analizy skojarzeń w swoim umyśle, staje się to lękiem. Dlaczego? Bo to jest lęk! Dlaczego? Bo czujesz, że to utracisz! Oczywiście! To podstawa! Czy chciałbyś to zobaczyć? Czy wiesz, dlaczego boisz się tu kochać? Boisz się, że to utracisz! Przyjrzyj się temu przez chwilę w swoim umyśle, a zobaczysz, że to prawda. Nie kochałeś niczego całkowicie jedynie dlatego, że bałeś się, iż to stracisz. Ty naprawdę wierzysz, że gdy ofiarujesz Miłość, to coś stracisz. Taka jest natura twojego polegającego na koncepcjach umysłu. On wierzy, że jeśli da coś, co nazywa Miłością, to nic mu nie pozostanie. To nie Miłość. To lęk. Lęk jest obawą przed stratą. Lęk jest posiadaniem. Lęk jest stawianiem warunków. Komu? Bogu! A czym jest Bóg? MIŁOŚCIĄ!

Miłość jest wieczna… Czy Miłość jest wieczna? Tak! Czy Bóg jest wieczny? Tak! A zatem Miłość i Bóg są wieczni. Dla tych z was, którzy rzekomo znajdują się w doczesności, w czasie i przestrzeni, Miłość oznaczałaby zastosowanie wieczności. Miłość jest istotą stwarzania, szerzenia Miłości Boga. W czasie pokazujemy to wtedy, gdy używamy Mocy. Och, użyłem okropnego słowa! Lepiej go nie używać! Cóż takiego powiedziałem? MOC! Teraz poruszam się po niebezpiecznym gruncie. Rozumiesz? A więc, o czym mówimy? Powiedziałeś mi:

– Bóg jest Miłością, Bóg jest Wszechmocą.

Czy chcesz mi powiedzieć, że Miłość i Moc są tym samym? To ciekawe. Bóg jest Mocą Miłości. Co za niesamowita myśl! A jednak całkowicie i na zawsze prawdziwa.

Przyjrzyjmy się teraz twojej obecnej sytuacji. Bóg jest Wszechmocą. Moc się nie przeciwstawia. A ponieważ ty wszystko opierasz na wymianie, definiujesz Moc jako konflikt, czyli oddzielenie w twoim umyśle. Jeżeli wszelka Moc pochodzi od Boga, a ty boisz się Mocy, bo ją rzekomo od ciebie oddzielono, to będziesz również bał się Boga. Czy to prawda? Tak! A więc boisz się Mocy Boga. Jeśli to prawda, a Bóg jest twoim Stwórcą, który obdarzył cię całą Swoją Mocą, to boisz się swojej własnej Mocy!

Jeśli boisz się własnej Mocy, to będziesz również bał się Mocy swojej Miłości. Będziesz dosłownie bał się namiętności swojego związku z Bożą Miłością, ponieważ według ciebie jest ona jakąś formą przeciwieństwa. Innymi słowy, Moc Boga dosłownie powali cię trupem, zamiast wiecznie cię kochać. Oto czwarta przeszkoda dla Pokoju, o której mówi Boski przekaz zwany Kursem Cudów (to tak na wszelki wypadek, jeśli go jeszcze nie odkryłeś). Boisz się Mocy! A całkowita Moc przeraża cię całkowicie.

A zatem boisz się całkowitej Mocy Miłości. Rozumiesz? Skoro się jej boisz, to zachowujesz lęk. Dzielisz się nim i ograniczasz Moc. Można by powiedzieć, że świat jest jedynie próbą ograniczenia Miłości. Cała ludzka kondycja usiłuje ograniczyć i posiadać Miłość Boga, ponieważ boi się Miłości. Dosłownie obawia się namiętności własnego umysłu i jego związku z twórczym celem, który mu wyznaczono. Jest śmiertelnie przerażona swą własną Miłością. Niesamowite! Oto, jak wyraża swoją obawę:

– Jeśli oddam się Miłości, to nic nie będę miał. Boję się Miłości, ponieważ zostanę zraniony.

Czy zdajesz sobie sprawę, jak wszechogarniająca jest kondycja ludzka? Ona boi się całkowicie kochać, ponieważ zostanie zraniona. Jeśli całkowicie się odda, to musi doświadczyć zranienia. Musi stracić. Jej intencje zostaną niezrozumiane. Gdy da, nie może liczyć na wzajemność. Jest gotowa porzucić i poświęcić swą ograniczoną definicję siebie, i doświadczy zranienia, ponieważ oddała Miłość, czyli Boga. A więc dosłownie boi się dawania siebie. Stała się osądem lęku. Czyż nie tak?

Pamiętaj, że Bóg jedynie daje! Życie jest jedynie wiecznym dawaniem. Akt niekontrolowanego uznania Boga to Miłość. Twój mały móżdżek zaś boi się jedynie utraty kontroli. Najbardziej lękasz się tego, że Miłości nie da się kontrolować. Miłości nie da się kontrolować! Jakże okropne są te słowa dla tego świata!

– Och, chyba opętała mnie niekontrolowana Miłość – powiadasz.

Jeśli ona jest niekontrolowana, to nie możesz być nią opętany. Jak można kogoś opętać, jak można posiąść miłość, jeśli wymyka się spod kontroli? Wszystkie twoje próby kontrolowania Miłości są lękiem! Próbujesz ją kontrolować, regulujesz ją i rozregulowujesz, dajesz ją, zabierasz i wymieniasz. Ale jednej rzeczy nie chcesz zrobić: nigdy nie chcesz całkowicie pozbyć się kontroli. Gdybyś się jej pozbył, znalazłbyś się w Niebie! Gdy usiłujesz ograniczyć Boga, nie widzisz, że Bóg jest Miłością. To proste. Powieszą mnie za to, ponieważ nie ma to nic wspólnego z żadnego rodzaju etyką. Nie ma nic wspólnego z takimi rzeczami, jak: muszę kochać, dbać o honor i troszczyć się o moje dzieci. Tak naprawdę to dotyczy ich całkowicie, ponieważ są one wytworami twego umysłu, a w twoim wybaczeniu sobie zawiera się ich zbawienie. A więc nie pozwól, aby były one jedynie formami posiadania. Nie tym jest Miłość, jeżeli Bóg jest tylko Miłością. Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego (Łk 23, 46) – to deklaracja, której nie zamierzasz wprowadzić w życie. A jednak, jeśli tego nie zrobisz, nie możesz poznać, że jesteś Miłością. A jesteś Miłością!

Oto na czym polega problem: ponieważ zajmujesz się kojarzeniem form w swoim umyśle, to żądasz – w swoim koncepcyjnym ja – świadectwa Miłości, czyli potrzebujesz uzasadnienia Miłości Boga. W przeciwnym razie nie byłbyś tutaj!

Będę musiał ci w końcu dać to przykazanie:

Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem (Mt 22, 37). 

Czym są te trzy elementy? Serce, umysł, duch – akt połączenia serca i umysłu. Zauważ, że nie wyłączyliśmy z tego procesu twego umysłu. Kochanie Boga jest rozsądne, ponieważ On jest wszystkim, co istnieje. A zatem mogę na Nim polegać. Rozumowy proces polegania na Bogu jest tym samym, co Miłość. Akt polegania na Bogu jest Miłością!

I oto natychmiast jestem zaangażowany sercem. Będę Go miłował całym sercem, oznacza: Boże, ufam Ci. Gdy będę całkowicie ufał Bogu, stanie się On dla mnie całkowicie rozsądny. Idea całkowicie kochającego Boga jest zupełnie rozsądna. Nie wymaga żadnej definicji poza pewnością dotyczącą dawania. Tym właśnie jest ten duch – całą moją duszą. Będę kochał Boga wszystkim, czym jestem w tym skojarzeniu.

I jeszcze jedno, a jest to dokładnie tym samym: a swego bliźniego jak siebie samego (Mt 22, 39). Nie możesz kochać Boga i nie kochać Jego stworzeń. Jeśli twój bliźni jest stworzeniem Boga, podobnie jak ty, jak mógłbyś nie kochać swego bliźniego? Tak naprawdę Jezus nie mówi tu w ogóle o sercu, duszy czy duchu. Mówi on jedynie: kochaj swego bliźniego, a to jest tym samym. Chodzi mu o to, że gdy dasz siebie całkowicie swemu bliźniemu, to odkryjesz, że twój bliźni jest tobą! Będziesz kochał siebie lub też dawał sobie wszystko. Ty oczywiście wierzysz, że wymiana jest możliwa i że gdy dasz część siebie, to rzeczywiście utracisz Bożą Miłość. A tak naprawdę trzymasz się lęku. Zgodnie z definicją tego świata nie trzymasz się Miłości; trzymasz się lęku. Ty zaś mówisz:

– Tak, ale doświadczam tego jako Miłości.

Tak, rzeczywiście. O mój Boże! W tej jednej chwili zaspokojenia w swoim umyśle doświadczasz, czego? Miłości, która jest wszędzie wokół ciebie. Ach, ale twoja potrzeba definiowania i posiadania skazuje cię ponownie na unicestwienie w czasoprzestrzeni. Widzisz to? Usiłujesz zachować Miłość poprzez jej definiowanie, gdyż boisz się, że w swoim doczesnym związku ją stracisz. Innymi słowy, mówisz:

– Uwielbiam moją egzystencję, uwielbiam śmierć, uwielbiam to, co robię.

I teraz pojawia się konflikt. Ta ziemia nie jest wieczna. Nie rozszerza się ona w nieskończoność, a więc nie jest Miłością. A to, co nie jest Miłością, nie jest Bogiem; a zatem na tej ziemi nie ma ani Miłości, ani Boga. Jeśli zaś nie ma tu Miłości ani Boga, to nie ma tu niczego.

Oto konflikt i przesłanie, które wprowadzasz do tego związku. Inaczej mówiąc, albo jest to całkowicie Bożą Miłością, albo jest czym? Nicością! Ale jeśli rzeczywiście jest nicością, to wszystkie te twoje troski o ból, śmierć, samotność i lęk są absolutnie bez znaczenia, ponieważ nie są częścią Bożej Miłości. Jeśli boisz się, że utracisz Miłość – to nie jest Miłość! To nie oznacza, że nie będziesz doświadczał chwil, w których pomyślisz, że ją odnalazłeś, a potem utraciłeś. Lecz pamiętaj: Miłości Boga nie możesz utracić. To niemożliwe. Natomiast konieczność jej bronienia gwarantuje ci, że ją utracisz. Jeśli bowiem istnieje ta jedna rzecz, której się boisz, to jest nią właśnie pełnia Miłości Bożej. Dla ciebie Miłość jest ograniczeniem. Rozumiesz? Dla ciebie jest ona formą trzymania się czegoś dopóty, dopóki namiętność nie wzrośnie maksymalnie – oczywiście chodzi tu o złość, ponieważ nie potrafisz zdefiniować się w swoim własnym utożsamieniu. Narzucasz sobie ograniczenia i wściekasz się, ponieważ nie potrafisz znaleźć Miłości. Jednak to tylko ty ograniczyłeś ją w swoim umyśle i nie pozwalasz jej być tym, czym jest.

Wydaje się, że wiąże się to z działaniem. Czy mówisz czasami: kocham cię? Dlaczego nie powiesz: kocham siebie?  Nie muszę już tego mówić, bo już to wiem. Bóg jest mną, a ja kocham Boga.

Ale muszę powiedzieć: kocham cię, ponieważ rzekomo znajdujesz się na zewnątrz mnie. Nazywamy to przebaczeniem. Muszę uwolnić moją definicję ciebie, bo wiąże się ona ze mną, a wówczas, dzięki mocy Miłości, doświadczę z tobą Miłości Boga. W tym sensie stosuję w swoim umyśle Miłość Boga. Tym jest uzdrowienie. Zastosowanie Bożej Miłości w moim umyśle (to pełnia Ducha Świętego) naprawia mój obraz oddzielenia od brata.

W tej małej książeczce (Wszystko o Bogu) powiedziano, że Bóg jest Światłem, że Bóg jest Umysłem, którym myślę. Znajdziesz też zdanie, że Bóg jest Miłością, ale zawiera ono pewne zastrzeżenie: Bóg jest Miłością, w której przebaczam. Miłość na ziemi wymaga aktu przebaczenia. Jeśli masz jakieś skojarzenia i definicje na swój temat oraz swego brata, to nie możesz kochać. Ograniczasz się bowiem do posiadania zła w swoim umyśle i w ten sposób pokazujesz, że możesz przywłaszczyć sobie wieczny Umysł Boga i odczuwać wynikający z tego konflikt, który jest związany  z tym, co nie jest Miłością, a raczej nienawiścią, morderstwem i śmiercią. To twarde słowa, prawda? Samo sedno nauk Jezusa z Nazaretu! Nie znoszą one sprzeciwu. Jakże są bezkompromisowe! I jakże prawdziwe…

Może powinienem powiedzieć: kocham cię.

– Czy można powiedzieć: kocham cię i nie definiować sposobu, środków, czy też relacji, za pomocą których kochamy razem z Bogiem?

Dlaczego mnie o to pytasz? Dlaczego pytasz się, czy bezwarunkowa Miłość jest możliwa? To oczywiste, że dla ciebie bezwarunkowa Miłość jest niemożliwa. Pytasz się, pod jakim warunkiem możesz kochać swego bliźniego jak siebie samego. Skoro Miłość jest bezwarunkowa, to nie ma żadnych wymagań, poza utratą kontroli. Oczywiście, dla ciebie utrata kontroli wiąże się z lękiem. Lecz Bóg (Jezus, ja, twój obudzony umysł) wie, że gdy utracisz swoje pojęcie o sobie, doświadczysz Miłości Boga. Gdy nie będziesz próbował manipulować, definiować ani kojarzyć czegokolwiek za pomocą swoich myśli, to doświadczysz Miłości, czyli cudu, którym jest wstąpienie do Królestwa Niebieskiego.

Gdy Miłość oparta na posiadaniu (czyli nienawiści i lęku) zostaje usunięta, w tym samym momencie doświadczasz Miłości Boga. To musi być prawdą, ponieważ Miłość jest wszystkim. Jeśli Miłość jest wszystkim, to w każdym momencie – w którym nie wchodzę w relację z moją koncepcyjną jaźnią, czyli nie zaprzeczam pełni mojej twórczej mocy związanej z Miłością Boga – doświadczę, czego? Miłości!

Skutkiem tego może być: kocham cię. Dlaczego? Bo razem wychodzicie z oddzielenia. Wyrażenie: kocham cię oznacza, że kocham Boga. Jestem zakochany. Pozornie utraciłem kontrolę, przynajmniej w takim stopniu, że oddam się szukaniu alternatywy. Bracie, od tego trzeba zacząć! Trzeba zacząć od idei, że ten świat nie może być Miłością. Jeśli Bóg jest Miłością, to czym jest to tutaj? To nie może być Miłością!

Rozumiem, że tak jak św. Paweł będziesz odnosił się do wszystkiego, czym Miłość nie jest. Bo gdy tylko pomyślisz, że Miłość jest czymś, będziesz się mylił. W Pierwszym Liście do Koryntian św. Paweł, obudzony umysł, usiłuje utrwalić w formującym się kościele Miłość Chrystusa, objawioną w Jego zmartwychwstaniu. Istnieje wiele słusznych napomnień w Pierwszym Liście do Koryntian. Dotyczą one Miłości, a mówiąc bardziej bezpośrednio, odnoszą się do tego, do czego ewoluujecie jako członkowie Chrystusowego kościoła lub jako członkowie całości. To ładny tekst i przeczytam go wam dzisiaj. Św. Paweł dokłada wszelkich starań, aby wyjaśnić, że moc odrębnych ciał, łączących się w jedno, będzie używała różnych technik ekspresji Miłości.

Proszony tu jesteś o tolerancję, ponieważ wyrażamy pewność co do tego, że jako kościół wszyscy jesteśmy jedynie pojedynczym ciałem Chrystusa. Jeśli ma to dla ciebie wartość, to przeczytaj Pierwszy List do Koryntian. Niektórzy z nas będą mówić językami. Inni będą pokazywać naszą Miłość za pomocą Światła. Jeszcze inni będą w stanie nawiązywać łączność poprzez intelekt.

Zrozum, że stojąc tu z tobą, zupełnie nie troszczę się o to, jak wyrażasz nowy sposób działania swego umysłu oraz pewność co do własnej ekspresji i twórczej mocy. Ponieważ masz odrębne skojarzenia, pewnie będziesz chciał mówić językami. Proszę bardzo. I co z tego? Jeszcze wyjdziesz ponad to! Użyj tego, co dał ci Bóg (czyli wszystkiego), by wyrazić pełnię, którą jesteś. Nie można jednak utożsamiać Miłości z twoją umiejętnością jej wyrażania. Nie chcemy przez to powiedzieć, że moc twojego umysłu, wyrażająca się poprzez przeobrażenie twego własnego utożsamienia, nie stanie się rozszerzeniem stwarzającego Boga. Dlaczego miałaby się nie stać?! Bo to przecież tylko trzymanie się tzw. chwilowego czasoprzestrzennego utożsamienia nie pozwalało ci na pełny dostęp do Miłości Boga. Kto mnie nie zrozumiał? Chrześcijanie?! Jeśli coś cenisz, to rozdawaj to! Jeśli cenisz to, by posiadać, to nie będzie Miłością. Będzie to śmiercią! Akt dawania jest dzieleniem się Miłością Boga.

Wydaje ci się, że stracisz kontrolę nad własnym umysłem, lecz tak naprawdę na nowo odkryjesz, kim jesteś i czym jest świat. Jesteśmy pewni, że nie stracisz kontroli nad swoim umysłem. Daliśmy ci na tyle dużo wskazówek, że gdzieś w czasie uświadamiasz sobie teraz, że przechodzisz proces wracania do Miłości. Stanie się to dla ciebie bardzo ekscytujące, ponieważ Miłość jest ekscytująca. Miłość jest dosłownie utratą lęku, który dotąd wydawał ci się konieczny, aby kochać. Odkrycie tego jest dla wielu z was zadziwiające, ponieważ Miłość stała się teraz, czym? Wolnością! Uwolniłeś się od posiadania, od konieczności straty zawartej w twoich związkach przyczynowo-skutkowych. Dlatego wielu z was się teraz śmieje. Czy dlatego się śmiejecie?

W szczególnym sensie uwolniłeś się chwilowo od utożsamienia z ciałem. Pobawmy się więc trochę. Św. Paweł formułuje to w Liście do Koryntian, mówiąc wpierw o kościele. Włącza więc stwierdzenia typu: – Niech panie pozostawią okrycia na głowach! Oczywiście nikt tego nie rozumie. To właśnie panie powinny pozostawać w okryciach na głowie, ponieważ płeć żeńska to potencjalna niewyrażona energia i gdyby panie zdjęły czapki, to zakłóciłyby utożsamienie, w którym się znajdujemy, wprowadzając nową definicję czasoprzestrzeni. Jakież to prawdziwe! I oto ci wszyscy księża mówią: – Niech panie nie zdejmują okryć z głów! – Tym samym sprowadza się to do stwierdzenia: – Nie wprowadzaj do kościoła swej kobiecej seksualności, bo zakłócisz nasze ograniczenie i zmusisz nas do ekspresji. – Obawiacie się mocy swojego potencjału. Chronicie go. – Nie zdejmuj okrycia z głowy, abyśmy mogli cię chronić i zahamować twoją ekspresję.

I pozwalasz na to, ponieważ jesteś czynnikiem ochronnym we własnej jaźni, wymagającym tego skojarzenia. Oczywiście nie da się tego zdefiniować. Równie oczywiste jest to, że ci, którzy boją się Miłości, ją zdefiniują. Rozumiesz? Będą mówić i pisać do ciebie listy na temat twojego wyglądu:

– Przynajmniej mógłbyś zachować przyzwoitość. Cokolwiek robisz, nie puszczaj i nie ufaj Bogu. Możesz bowiem to wszystko stracić! Nie będziesz już w stanie trzymać się posiadania ani nawet umierać razem z nami.

Śmiejesz się z tego, lecz zapewniam cię, że jeszcze wczoraj nie było to dla ciebie takie śmieszne, gdyż był to bezpośredni atak na twoją kondycję. Dla twojej egzystencji konieczna była miłość warunkowa. Do tej pory nigdy nie zdawałeś sobie sprawy z ogromu zagrożenia, jakim jest Miłość dla tego świata. Miłość jest totalnym zagrożeniem dla tożsamości oddzielenia. Podobnie wieczność, nieustannie się rozszerzająca, jest jedynym zagrożeniem dla tej czasoprzestrzeni. Czasoprzestrzeń jest twoim zaprzeczeniem wieczności. Odczuwa ona stałe zagrożenie wiecznością. A więc eliminuje siebie (co jest niedorzeczne, jeśli na to spojrzysz) i nazywa to śmiercią. Czasoprzestrzeń w ten sposób pokazuje, że może umrzeć, ponieważ traci to, co posiada, i co nazywa miłością. Wszystko, co nazywa miłością (lub posiadaniem), jest związane ze stratą. Nie lekceważ obłąkania ludzkiej kondycji.

Czy właśnie tego naucza Jezus lub jakikolwiek obudzony umysł? Nie ma czegoś takiego jak strata! Gdy usiłujesz kontrolować, pokazujesz jedynie, że jesteś władny umrzeć. Wstydź się! Nie powiedzie ci się to. Mówię wprost do ciebie. Nie może ci się to powieść, ponieważ nie możesz uciec przed Miłością Boga. Jako człowiek robisz wszystko, co w twojej mocy, aby definiować Miłość w ograniczeniu, tak abyś mógł odczuwać stratę, poświęcać się i zabijać, oddając w ten sposób cześć panu śmierci, który się do ciebie podkradnie i wywoła chorobę, samotność i śmierć. Jesteś obłąkany. Po prostu śnisz sen oddzielenia. To miejsce jest niedorzeczne. Nauczam Kursu Cudów. Uwielbiam Kurs Cudów, ponieważ to jest twój kurs do Nieba, a ty jesteś cudem. Kurs mówi jedynie o tym. I właśnie temu zawsze zaprzeczałeś. Zaprzeczałeś Miłości Boga.

Pozorna utrata kontroli oznacza jedynie chwilowe wstąpienie w nowe kontinuum czasoprzestrzeni, rozszerzenie pojedynczego celu, dla którego tu jesteśmy. Nie możesz przyjść do Boga, jeśli na chwilę nie utracisz kontroli nad sobą. Wiem, że ty za każdym razem będziesz określał nowy rodzaj kontroli i będziesz ją sprawował po to, aby uzasadniać swoją potrzebę tego doświadczenia. Z pewnością jest to częścią twego pełnego umysłu. A ja mówię ci jedynie, że nie możesz uciec od Miłości Boga. Ty zaś powiadasz:

– Nie próbuję od niej uciec.

Wtedy ja się pytam, dlaczego jesteś na tym świecie? Dlaczego tu jesteś i cierpisz w tym ciele? A ty odpowiadasz:

– Przecież muszę tu być.

A ja ci mówię, że nie musisz!

Nauczę cię teraz, w jaki sposób możesz rozpoznać, że jesteś Miłością Boga. Dzieje się to wtedy, gdy odrzucasz tolerancyjność swego minionego już dawno temu indywidualnego skojarzenia bólu i śmierci, które wcześniej całkowicie pochłaniały twój oparty na historii umysł. Okłamywałeś się od samego początku. Nie ma takiej części w tobie, która nie byłaby całkowita i doskonała. Tak mówi św. Paweł. Chwilę później opisuje on Miłość i deklaruje, że jest tylko jeden Bóg. Nie możesz uciec od podstawowej zasady Uniwersalnego Umysłu.

A zatem ty, indywidualnie, znajdujesz się w ciele, doświadczając Miłości Boga, ale czujesz potrzebę ograniczania jej jako formy wyrazu siebie; czujesz potrzebę śmierci. To zadziwiające! Czego naprawdę potrzebujesz? Cudu! Potrzebujesz cudu Miłości, która jest wszędzie wokół ciebie. Tylko nie decyduj z góry, że będziesz egzystował w tej ciągłej halucynacji oddzielenia. Rozumiesz? Jezus naucza cię w Kursie, że masz jeden problem i jest nim pozorne oddzielenie od Miłości Boga – od Życia!

Oddzielenie od Miłości to lęk. Przestań szukać w swoim umyśle definicji Miłości. Przecież Bóg jest jedynie pełnią twojego stwarzania. Wielu z was odkrywa, ku swojemu zadziwieniu, że Bóg istnieje. W tej książeczce Wszystko o Bogu oraz jak Go odnaleźć jest zawarte rozsądne stwierdzenie, że Bóg jest moją siłą, której ufam; Bóg jest moim widzeniem; Nie ma się czego bać. Jest tu również powiedziane, że Bóg jest Miłością, w której wybaczam. Lecz Bóg nic o tym nie wie. Bóg jedynie kocha. Jest tu powiedziane, że Miłość Boga pozwala ci użyć mocy Jego Umysłu po to, byś zrezygnował z konieczności bronienia i potępiania swego brata. Rozumiesz? Bóg nie wybacza. Ty jednak mówisz:

– Bóg mi wybaczy.

Bóg nie wybacza, Bóg kocha! Lecz ty mówisz:

– On wybacza.

Nie, On kocha! Bóg nic nie wie o wybaczeniu. On jedynie kocha.

Bóg nie wybacza, ponieważ nigdy nie potępił. A do potępienia musi dojść najpierw, zanim wybaczenie stanie się konieczne. Wybaczenie jest wielką potrzebą tego świata, ale tylko dlatego, że jest to świat złudzeń. W ten sposób wybaczający uwalniają się od złudzeń, podczas gdy ci, którzy odmawiają wybaczenia, wiążą się z nimi. Tak jak potępiasz tylko siebie, tak i wybaczasz tylko sobie. (Wszystko o Bogu oraz jak Go odnaleźć, lekcja 46 z Książki Ćwiczeń).

– No cóż, ja mu wybaczę, jeśli on mi wybaczy.

Bracie, to musi się zacząć od ciebie, ponieważ ten człowiek jest projekcją twojego niewybaczającego umysłu. Gdy prosisz go, aby wybaczał, to tak, jakbyś prosił lęk, aby kochał. Jeszcze raz powtarzam: gdy prosisz go, aby wybaczał, to tak, jakbyś prosił lęk – który jest wytworem twojego umysłu – aby kochał. Nie możesz zmienić skutków swojego myślenia. On nie może kochać, ponieważ ty nie kochasz.

…a bliźniego swego jak siebie samego. To właśnie jest tu powiedziane: …a bliźniego swego jak siebie samego. Wybaczasz jedynie sobie. Posłuchaj:

Choć Bóg nie wybacza, to jednak Jego Miłość jest podstawą wybaczenia, ponieważ Jego Miłość jest wszystkim! Lęk potępia, a miłość wybacza. W ten sposób wybaczenie niweczy wytwory lęku, przywracając umysłowi świadomość Boga. Z tej przyczyny wybaczenie można naprawdę nazwać zbawieniem.  (cd. Lekcji 46)

Dopóki przechowujesz ból i lęk w swoim umyśle, dopóty nie możesz wstąpić do Królestwa Niebieskiego. To nie podlega dyskusji. To po prostu fakt. Tylko twój umysł zawiera odpowiedź na oddzielenie od Boga. Niesamowite! Wybaczenie jest środkiem, za pomocą którego iluzje znikają. I oto ćwiczenie: Bóg jest Miłością, w której wybaczam sobie.

Teraz już rozumiemy, że Bóg jest Miłością. Rozumiemy również, że Bóg jest wszechmocny. Rozumiemy zatem również, że Miłość jest Mocą. A cała Moc jest ci dana w Niebie i na ziemi. A zatem doświadczasz teraz nowej Mocy Boga, która, tak naprawdę, jest Miłością. Proszę, nie próbuj definiować odrębnie Mocy i Miłości. Jeśli to zrobisz, to ograniczysz się do spłyconej mocy, czyli zdolności wyrażania bólu i śmierci, co oznacza, że będziesz używał jedynie ograniczonej mocy swojego umysłu. Dlaczego tak się dzieje? Bo boisz się Mocy. Jesteś tu jedynie dlatego, że boisz się Boga. Nie tylko boisz się Boga, ale nawet mówisz, że musisz zacząć od stwierdzenia: „bój się Boga”. To prawda, ponieważ rzeczywiście się Go boisz. Gdy przyznasz, że boisz się Boga, będziesz w stanie zbadać, dlaczego się Go boisz. Dopóki to się nie wydarzy, twoja sytuacja jest beznadziejna. Nie ma wątpliwości co do tego, że boisz się Miłości, czyli Boga.

Ale nie możesz utracić Miłości, prawda? Cały twój ziemski stan posiadania, jak również wszystkie twe szczególne związki, są formą trzymania się choroby i śmierci, a nie Miłości. Jesteś zdolny do dwóch emocji: jedną jest Miłość, a drugą – lęk. Ta ziemia jest lękiem. Miłością jest Niebo. Między jednym a drugim nie ma porównania. Lęk jest zaprzeczeniem Miłości. Tak bardzo to komplikujesz, a to takie proste.

– Nie wiem, co robić – mówisz.

– Nie rób niczego! To jest usuwaniem.

– Nie potrafię tego zrozumieć.

To dobrze! Przestanę próbować to zrozumieć i użyję tej osoby, aby doświadczyć Miłości, którą ona rozszerza ze mnie i do mnie. Wcześniej definiowałem tego człowieka w związku z naszym ograniczeniem i kochałem go, ponieważ był kimś odrębnym, skojarzonym ze mną, a robiłem to po to, bym mógł definiować siebie w oparciu o ego, ponieważ i jego tak definiowałem. Teraz zaś będę go kochał, gdyż wyzwolę się od konieczności identyfikowania go z jedynym żyjącym Synem Boga. Dlaczego? Bo on jest jedynym żyjącym Synem Boga. Lecz z pewnością nie dlatego, że go tak zidentyfikowałeś. Powiadasz:

– No cóż… Czy ja również jestem jedynym żyjącym Synem Boga?

– Nie, tylko on. Użyłeś słowa: również. Rozumiesz?

On jest jedynym żyjącym Synem Boga. To się nazywa wybaczeniem swemu bratu. A zatem nie definiuję siebie, tylko wyrażam pewność co do tego, kim on jest. Jestem pewny co do niego, ponieważ, choć był on wcześniej projekcją mojego umysłu, to mój nowo oświecony umysł – dostępny dla mnie w całej pełni – używa struktury Ducha Świętego, zwanej Związkiem Jednoczącej Energii Miłości. Jest ona zawsze dla mnie dostępna i mam już dość ograniczeń i restrykcji, które nakładam na tę Moc Woli Boga, a czynię to zawsze wtedy, gdy działam według swojej woli – w ograniczeniach mej pozornej doczesnej tożsamości. Nie będę tego więcej robił. Czy jesteś na to gotów? Ja tego nie robię. Nauczam cię, abyś i ty tego nie robił. Cuda są wszędzie wokół ciebie. Przestań definiować siebie jako ciało w nicości dawnej pamięci. Tu chodzi o całkowite usunięcie całej wyobrażonej przez ciebie nicości.

Mówię ci: nie zajmuj się wymianą! Nie wyrażaj potrzeby wymieniania się Miłością, bo byłoby to tym samym, co „oko za oko”. No przecież! Jeśli będziesz to robił, nie będzie to Miłością. Będzie to lękiem, ponieważ twoja potrzeba wymieniania się Miłością jest lękiem. Rozumiesz? Twoja potrzeba wymiany jest pełna lęku. Jakże mogłoby być inaczej? Wzajemność, idea osądu, wszystko to, co robisz – jest pewną formą lęku. Ty na to odpowiadasz:

– No cóż, ja to wiem, ale w jaki sposób ktokolwiek tutaj mógłby się dowiedzieć, jak bardzo kocham Boga?

Nie mógłby.

Przytoczę słowa św. Pawła. Tak naprawdę nauczam Pierwszego Listu do Koryntian. W jaki sposób ktokolwiek może wiedzieć? Oni nie mogą tego wiedzieć. Są przecież zaprzeczeniem Miłości, której ty doświadczasz. Twoja potrzeba skłonienia ich, aby rozpoznali tę Miłość, nie pozwala ci na twój własny pełny dostęp do Boga. Oczywiście, że tak! To właśnie będzie tu powiedziane. Miłość tym nie jest! Wszyscy uwielbiają fragmenty mówiące o tym, że Miłość nie jest chełpliwa, że nie jest tym lub tamtym, że nie ma nic wspólnego z ludzkimi sprawami i formami wyrazu. W tym sensie mowa tu o świadectwie Bożej Miłości, a nie o twojej własnej. Twoja definicja nie jest prawdziwa. Miłość to nie wymiana. Miłość to nie idea trzymania się braku.

Biblia w wersji Króla Jakuba używa w Liście do Koryntian słowa miłosierdzie. Być może w twoim tłumaczeniu Biblii jest napisane tak: Największą z nich jest Miłość. W tej Biblii jest napisane: największą z nich jest Miłosierdzie. To właśnie miłosierdzie jest sposobem, w jaki ludzka natura może najbardziej zbliżyć się do dawania Miłości Boga. Całkiem dosłownie oznacza ono dawanie tym, którzy mają mniej niż ty. Rozumiesz? A więc istotą Miłości jest dawanie, czyli miłosierdzie, a to oznacza, że kochanie bliźniego jak siebie samego to dawanie siebie bliźniemu. Rozumiesz? Pamiętaj, że miłosierdzie jest czynem. Jeśli dajesz ubogim, to sama czynność dawania jest Miłością; nie jest nią wymiana, czy odwzajemnianie jej. Poprzez czynność dawania wstępujesz w istotę Bożego rozszerzania, czyli po prostu dającego Umysłu Boga. Boże pełne dawanie tobie jest Jego istotą, i ty również tym jesteś.

Dając, rozpoznajesz, że Bóg daje. Tym właśnie jest Miłość. Miłość jest tym. Może się ona wydawać czymś innym. Mogę więc posługiwać się umysłem, sercem lub duchem, lecz Miłość jedynie daje. Jakże bardzo się tego boisz! Jakże bardzo obawiasz się straty – tego, że rzeczywiście znikną z twego umysłu wszystkie związki, które cię opętały, i których bałeś się utracić. Gdy je tracisz, doświadczasz ogromnego lęku. Dlaczego? Bo Miłość wkracza do twego związku. Lecz w momencie, gdy to czyni, nie wydaje się Miłością. Wydaje się lękiem, ponieważ wszystko, co robisz, jest dokładnym przeciwieństwem tego, czym to coś jest. Kochasz lęk, a boisz się Miłości.

Św. Paweł mówi, że niezależnie od tego, co robię, największe jest Miłosierdzie czy też Miłość, a wszystko inne nic nie znaczy, jeśli nie ma w sobie Miłości. Wszelkie próby zdefiniowania Miłości byłyby jej spłyceniem. Na tę właśnie przypadłość cierpi świat. Jeśli stoję teraz przed zgromadzeniem i przejawiam zdolność do prawienia kazań lub zdolności uzdrawiające, lub ty nagle podskakujesz ogarnięty duchem i poskramiasz węże, i robisz wszystkie te rzeczy, które robisz, to jest całkowicie w porządku, ponieważ – jak powiedzieliśmy wcześniej – może to być przejawem łączenia się członków kościoła we wspólnej świadomości końca tego kontinuum. Lecz posłuchaj mnie: bez Miłości będziesz niczym! Rozumiesz? Będziesz przenosił najróżniejsze góry, lecz cóż to znaczy, do diabła? Oznacza to jedynie uzasadnianie tymczasowego oddzielenia. I używasz do tego mocy Miłości.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. (1 Kor, 13,1)

Oznacza to, że jeśli spłycisz formę swojej ekspresji pasji, to prawdziwe złoto szczęścia i radości, które jest Bogiem, obróci się w miedź ograniczenia, wyrażającego się w trwożliwym wytwarzaniu bożków z pasji własnej ekspresji siebie. Wszystkie twoje definicje siebie, bez wyjątku, są ograniczeniem twojej pasji i twórczych możliwości. Zawsze spłycasz je do ścierających się cymbałów. I słyszysz, jakby tłukło się szkło i wszystko, co się z tym wiąże. Dlaczego? Bo ograniczyłeś rzeczywistość swojego twórczego umysłu.

Stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. (1 Kor, 13,2)

Nie chodzi o to, że byłbym czymś, co nie ma Miłości – lecz, że byłbym niczym. Chodzi tu o to, że jeśli nie jestem Miłością Boga, to jestem niczym. Nie przejmuj się tym, jak ją przejawiać. Przenoszenie gór jest niczym. Co to miałoby wspólnego z prawdziwą mocą Boga? Dlaczego Bóg miałby przenosić góry? Gdzie miałby je przenosić? To przecież absurd! Jakże jesteś ograniczony w swojej definicji siebie. To niezwykłe! Spójrz na to:

I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie (ofiarę), lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. (1 Kor, 13,3)

Nie ma żadnego zysku w wymianie. Zyskiem jest dawanie pełni istoty Boga. Zobaczmy, czy mogę ci to pokazać. Jeśli istnieje zysk z Miłości, to można go zgromadzić w skarbcach świętych chwil, lecz nie poprzez uzasadnienie użycia Miłości do przenoszenia gór. Jezus nazywa to magią. On mówi: nie używaj mocy swego umysłu, by przenosić góry. Jesteś tak bardzo zawarty w swojej małej nicości, że będziesz się jedynie kręcił wokół swoich koncepcyjnych skojarzeń. A nie chcesz tego robić.

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. (1 Kor, 13,4)

Nie zajmuje się ona zupełnie swoim związkiem ze sobą. Czy ja jestem cierpliwy – czy wiele wycierpieć mogę? Pewnie, że tak! A ty od razu mówisz:

– Ale powiedziałeś mi, że nie cierpisz.

– Nie powiedziałem! Skąd wiedziałbym, że jestem prawdziwy i że jestem tutaj, gdybym nie cierpiał? Włączyłem moje cierpienie w to, czym jestem. Jeśli włączam cierpienie w to, czym jestem, to nie mogę cierpieć, ponieważ jestem, czym? Miłością!

– Chcesz powiedzieć, że Miłość jest cierpieniem? – nie dajesz za wygraną.

– Oczywiście! Co ci, do diabła, przeszkadza w tym, że Miłość jest cierpieniem, jeśli Miłość jest wszystkim? Jeśli chcesz definiować Miłość jako ograniczenie, którym jest cierpienie, to proszę bardzo. Chcesz stracić Miłość? Proszę bardzo. Ale po co? Tylko w piekle mógłbyś użyć mocy swego umysłu, aby cierpieć.

– No cóż, powiedziałeś mi, że cierpienie nie jest Miłością.

– Nie, nie powiedziałem. Powiedziałem ci, że jesteś Miłością. Jeśli cierpisz, to będziesz Miłością cierpiącą! Powiedziałem ci, że nie ma Boga bez ciebie. Oczywiście, że Bóg, twój Stwórca, nie cierpi!  Ale ty, oczywiście, cierpisz, więc coś jest nie w porządku. Ty zaś mówisz:

– Będę musiał włączyć swoje cierpienie.

– Chciałbym zobaczyć, jak to robisz… Gdybyś włączył swoje cierpienie, ono by zniknęło. A co ty robisz zamiast tego? Zmuszasz swego brata, aby cierpiał! Zmuszając swego brata, aby cierpiał, uciekasz od własnego cierpienia. Kto z was to widzi? Powiedz: Kocham cię!

–  Kocham cię!

– Być może to lepsze niż Amen! 

Czy wiesz dlaczego żaden tak zwany ziemianin w swej doczesnej egzystencji nie doświadcza stale swojej twórczej rzeczywistości (jedności z Bogiem)? Mam ci odpowiedzieć? Bo gdy tego doświadcza, nie znajduje się już dłużej na ziemi! No dalej, głuptasy! To jest doświadczenie Miłości Boga! Gdy doświadczasz Miłości Boga, nie jesteś już na ziemi! Przestań szukać Miłości tam, gdzie jej nie ma. Jej tu nie ma!

– Jak mam wyjaśniać to doświadczenie? – pytasz się.

Nie możesz go wyjaśnić. Możesz jednak porozsiewać trochę swojej Miłości, opuszczając tę ziemię. Nie modlę się za ziemię, lecz za was, bo to wy mnie słyszycie. Nie modlę się o wyzwolenie choroby, bólu i śmierci, które składają się na ten świat. Tego świata nie da się naprawić, ponieważ on nie jest prawdziwy. To nie ma nic wspólnego ze mną. Modlę się za ciebie, bo wychodzisz ze swego lęku do swojej Miłości. Twój umysł jest rozdwojony, lecz szybko staje się pełnią. Znalazłeś się w pułapce między lękiem a Miłością. Nie możesz bać się całkowicie. To niemożliwe. Ale możesz całkowicie kochać, ponieważ tym właśnie jest wszystko. Nie uda ci się pogrążyć całkowicie w lęku, bo to byłoby śmiercią, a przecież nie możesz umrzeć. Usłyszałeś swoje wołanie – a ja ci je tylko nieustannie przypominam. Już czas wracać do domu.

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość/miłosierdzie nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą. (1 Kor, 13,4).

Tłumaczenie słowa „pycha” to zawarcie w swej tożsamości, opartej na kwalifikacjach, to umieszczanie różnych tytułów przed własnym nazwiskiem. To unoszenie się pychą, ponieważ posiadłeś wiedzę w ograniczeniu tego małego królestwa, którym władasz i które obraca się w proch, a więc wszystkie twe kwalifikacje są całkowicie bez znaczenia. I właśnie dlatego nie chcesz usłyszeć tego przesłania. Tak bardzo unosisz się pychą swojego skomputeryzowania Miłości, że w swoim umyśle przywiązujesz się do tej relacji. W umyśle, który się otwiera, ta znikoma pyszałkowatość budzi śmiech. Człowiek ogranicza się i unosi pychą, prezentując ci wszystkie te egotyczne definicje. Człowiek to egomaniak. On będzie ci prezentował wszystkie te definicje siebie, a one przecież nie mają żadnego znaczenia. Wiem, że będziesz to nazywał Miłością, i wiem, że będziesz mówił, iż musisz się tego trzymać, aby kochać. Dopóki się tego trzymasz, wypierasz się i atakujesz Boga. Nie ma niczego pomiędzy.

Wiem, że nie lubisz tych zdań, ale tak właśnie jest. Planowanie przyszłości jest atakiem na Boga. Ty zaś mówisz:

– Och, nie to masz na myśli.

O tak! Dokładnie to mam na myśli. A ty na to:

– Jak mogę nie planować przyszłości?

Po prostu nie planuj. Nie trzymaj się starych minionych myśli w swoim umyśle. Oczywiście, będzie musiało to oznaczać pewnego rodzaju działanie. Lecz chcę ci pokazać, że musi się ono zacząć od bezkompromisowego stwierdzenia, że Bóg jest Miłością, a to nie. Dopóki to nie nastąpi, nie zaznasz ukojenia. Jeśli pozwolisz mi zaofiarować ci Królestwo i nie zabijesz mnie natychmiast jako jednej ze swoich dawnych projekcji, to zaczniesz doświadczać Miłości Boga.

Wielu z was nie rozumie, co się tu zdarzyło. Błąd tego kontinuum polegał na tym, że pozwolono, aby pojawiła się w nim idea Miłości. Słowa te będą lada chwila transmitowane w świat i wszyscy powstaną, by cię zabić. Potwierdzam jedynie to, co mówił Jezus. Oczywiście, że to zrobią, ponieważ ofiarujesz im bezwarunkową Miłość. Największym i jedynym zagrożeniem, jakiego mogliby doświadczyć, jest pasja twojej niekontrolowanej Miłości do Boga. Ona nie ma zupełnie nic wspólnego ze światem. Dlaczego? Ponieważ Miłość Boga nie ma nic wspólnego z twoimi dawnymi skojarzeniami. Czy nie wiesz, że musisz się powtórnie narodzić? (J 3,3) Nawet jeśli zrodziłeś się z tej ziemi, to gdy wskoczysz do Nieba, ziemia przestanie mieć dla ciebie jakiekolwiek znaczenie. Czy na pewno to rozumiesz?

Miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. (1 Kor, 13,6)

Miłość nie cieszy się, gdy ktoś dostaje za swoje. Bardzo trudno jest powstrzymać się od stwierdzenia: A nie mówiłem? Bardzo trudno jest powstrzymać się od osądu, że gwałciciel zasługuje na karę. Dlaczego? Bo on zasługuje na karę. Ty zaś mówisz:

– No tak, ale co ja z nim pocznę?

– Co mnie obchodzi, co z nim poczniesz?

– Czyż on nie zasługuje na karę?

– Tak, ale ty również. Jeśli on zasługuje na karę, to i ty również. I co ty z tym zrobisz? Zamierzasz stopniować coś, co nie jest Miłością? Czyż samo stopniowanie nie jest brakiem Miłości? Czy twoja determinacja, by grzeszyć i wierzyć, że grzech podlega stopniowaniu, nie jest samoograniczeniem i zaprzeczeniem Bogu?

Nieprawdą byłoby mówienie, że nie będziesz czuł emocji, wynikającej z potrzeby wymierzenia sprawiedliwości w danym skojarzeniu. Musisz doświadczyć tej emocji. Gdybyś jej w danym momencie nie doświadczył, nie byłbyś człowiekiem. Uwolnienie, czyli przebaczenie, jest czynnością, wynikającą z twej pewności, że ty, jako oświecona świadomość, nie jesteś z tego świata. Jeśli spojrzysz na to z tego punktu widzenia, to zobaczysz, że nie ma niczego bardziej nienawistnego, zabójczego i morderczego, niż samica broniąca swych młodych. Chcę jedynie, abyś to zobaczył. Nie będę teraz o tym mówił, lecz każde posiadanie jest nienawiścią.

I oto pojawia się Jezus; i oto ja się pojawiam i mówię, tak jak on, że nie obchodzi mnie gwałciciel, ponieważ gwałciciel może być jedynie myślą w twoim umyśle. I teraz mnie potępisz, czyli mnie zabijesz. A zabijasz mnie zawsze, gdy dokonujesz osądu. Gdybyś tego nie robił, to musiałbyś uznać, że ty jesteś tą myślą o gwałcie i że grzech to konstruowanie własnej tożsamości. Oto Kazanie na Górze.

Nie mogę zaofiarować ci rozwiązania, ponieważ ty trzymasz się go w oddzieleniu i chcesz wiedzieć, dlaczego mówię o gwałcicielach. Nie mówię o nich. Mówię o twoim umyśle, o twoich fałszywych pojęciach o sobie. Mówię o wszystkim, o czym chcesz rozmawiać. Mówię o nowotworach, o zawale serca, o samotności i bólu. Mówię o śmierci i o stracie.

Stoimy tu razem, dzieląc się tą chwilą w czasie, a ja mówię ci, że to miejsce nie jest prawdziwe. To właśnie będzie tu powiedziane. Będzie tu powiedziane, że nie ma czegoś takiego, jak oddzielenie od Boga. A tego nie chciałeś usłyszeć. Lecz nie ma przecież czegoś takiego, jak oddzielenie od Uniwersalnego Umysłu. Wiem zaś, że jest to jedyna rzecz, której nie chcesz usłyszeć, ponieważ ty jesteś jedynym, który tego nie usłyszał. Lecz niemożliwe jest, abyś o tym nie wiedział, ponieważ ci o tym mówię.

To ty mi powiedziałeś, że Bóg jest Miłością. Ja się zgodziłem. To ty mi powiedziałeś, że życie jest wieczne. Ja się zgodziłem. To ty mi powiedziałeś:

– Czuję szczęście, wolność i ekstazę w Miłości Boga.

A ja jedynie się z tobą zgadzam! Jedynym miejscem, w którym mógłbym się z tobą nie zgodzić jest idea „miejsca”. Wierzysz bowiem, że twoje ograniczenie określa rzeczywistość.

Pamiętaj, że: Miłość wszystko znosi. (1 Kor, 13,7)

Gdy pozwolisz, aby to wszystko na ciebie spadło, poczujesz, jak zamieni się to w światło – i zniknie. O mój Boże! Możesz jedynie krzyżować samego siebie. Przestań to analizować. Znoś wszystko z radością. Czemu nie? Ty jesteś wszystkim! Jaka jest różnica między: znosić a nosić? Diametralna różnica! Czy ja to znoszę, czy ja to noszę? Jeśli moje brzemię jest lekkie, to je noszę. A więc będę niósł siebie, ponieważ moje brzemię, które utożsamiałem z moim grzechami, jest tak naprawdę niczym. Wówczas moje brzemię będzie światłem. Jest w tym wszystkość, która oczywiście jest nie do przyjęcia.

Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy… (1 Kor, 13,7)

Będziesz tym, czym jesteś w swoim utożsamieniu. Co to ma wspólnego z Miłością? Miłość wszystkiemu wierzy, ponieważ nie ponosi winy osądu, czy też niewiary w Boga. Bóg jest zaufaniem czy też wiarą w Bożą pełnię. To nie ma nic wspólnego z wymianą dotyczącą tego, czym myślisz, że jestem. To, czym myślisz, że jestem, nie ma nic wspólnego z tym, czym jestem ani z tym, czym ty jesteś. Teraz jestem wolny i mogę być z Bogiem. Dlaczego miałbym tworzyć system obrony przed twymi oskarżeniami? Hej, ludzie, bronienie się przed waszymi oskarżeniami – a mówię tu o sobie jako zbawicielu – nie jest niczym innym jak uznaniem, że mógłbyś mnie zaatakować. A to nieprawda. Lecz równie oczywiste jest, że mnie zaatakujesz i będziesz się upierał, abym zdefiniował cię w tym, co nie jest Miłością. Ja zaś próbuję ci teraz powiedzieć, czym Miłość jest. Ale to jest oczywiście dla ciebie nie do przyjęcia. Oczywiście, że nie. Miłość jest porzuceniem opętanej sobą jaźni. To jest tak bezkompromisowe! Zbawienie nie zna kompromisu.

…wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość/miłosierdzie nigdy nie zawodzi. (1 Kor, 13,7-8)

Dlaczego? Miłość nie zna zawodu. Bóg, który jest Miłością, nie wie, czym jest zawód, bo nie może zawieść samego siebie. Skoro Bóg nie może zawieść siebie, to Miłość nie może zawieść. Posłuchaj mnie uważnie. Wszystko inne, co robisz w związku z Miłością, zawiedzie, ponieważ wszystko, co tu robisz, określa porażkę, a nie Miłość. A to dlatego, że określanie czynności, związanych z przechodzeniem z fałszu do prawdy, nie jest Miłością. Teraz mi powiesz:

– Wszystko to przeminie? Włącznie ze wszystkimi proroctwami?

– Tak, oczywiście! I co z tego? Bóg jest Miłością. Bóg nie jest tym.

Miłość nigdy nie zawodzi, [nie jest] jak proroctwa, które zawiodą… (1 Kor 13,8)

Dlaczego proroctwa zawodzą? Ponieważ idea proroctwa jest ideą możliwości. W idei jakiejkolwiek prognozy zawarta jest idea porażki. Proroctwo niechybnie zawiedzie, ponieważ proroctwo pełni, czy też Miłości, już się spełniło. Gdy przypominasz sobie proroctwo mówiące, że jesteś całkowity, jakim stworzył cię Bóg, to ponosisz porażkę w egzystowaniu tutaj – i właśnie w ten sposób tracisz zdolność ponoszenia porażki. Właśnie dlatego Miłość nigdy nie zawodzi. Prorocy zawiodą. Jan Chrzciciel zawiódł. Herod odciął mu głowę. On obwieszczał nadejście Chrystusa. Chrystus przyszedł i zmartwychwstał. A co ty tutaj robisz? Zabiłeś swego proroka. Nawet nie pozwalasz, aby przyszedł twój prorok. Tak było w przypadku Jana. Jezus powiedział uczniom Jana, aby powtórzyli mu w więzieniu, że on przyszedł. Pójdziesz więc za mnie do więzienia. Będziesz mówił: On nadchodzi, będziesz to wszystko robić w swym prorokowaniu.

Mówię ci, że nadszedł czas, abyś pozwolił, by twoje proroctwo zawiodło. Niech się nie powiedzie, ponieważ pozwolenie, aby twe proroctwo się powiodło, skaże cię na nieustanną myśl, że proroctwa mogą być spełnione. Czy powiedziałem ci to zbyt wcześnie? Ma się rozumieć, że Bóg nie jest proroctwem. On jest rzeczywistością.

Może się wydawać, że to ty zawodzisz. Wielu z was przyszło do mnie i powiedziało:

– Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy i nie mogę sprawić, aby mnie zrozumieli. To porażka!

A ja ci mówię:

– Nie! To działa!

Widziałem wczoraj George’a Burnsa w filmie „O mój Boże!”. Jeśli nie widziałeś filmu „O mój Boże!”, to koniecznie go obejrzyj. Jak wielu z was widziało ten film? Zapomniałeś o nim. Obejrzyj go jeszcze raz. Wyraża on potrzebę wiary i wiele innych pięknych rzeczy. Pewnemu pracownikowi supermarketu ukazuje się Bóg i mówi mu, że jest Bogiem. Daje mu też przesłanie: ludzie powinni kochać jeden drugiego. I on próbuje przekonać innych, że rozmawiał z Bogiem. Ale oczywiście jest to niemożliwe. Na końcu mówi:

– Boże, nikt tego nie słyszy!

A Bóg odpowiada:

– O nie, wszystko idzie dobrze. Idzie doskonale. Nie może ci się nie powieść.

Właśnie to, że nie może ci się nie powieść, jest jedyną rzeczą, która ostatecznie przyniesie ci szczęście. Nie będziesz potrzebował uzasadnienia czynności w swoim umyśle. Nie chodzi o to, że odniesiesz sukces, lecz że poniesiesz porażkę. To w twojej porażce zawiera się świadomość, że niepotrzebne jest dokonywanie czegokolwiek, ponieważ nie jesteś już opętany swoimi pozornymi sukcesami. Jeśli zaś byłbyś wciąż opętany swoimi sukcesami, to będziesz odnosił sukces, ale w zaprzeczaniu i atakowaniu Boga. To niesamowite! Wszystko jest na odwrót.

Chroń wszystko, co cenisz, przez akt rozdawania tego, a odniesiesz nadzwyczajny sukces. Nie może ci się nie powieść, jeśli rozdasz wszystko. Jak mogłoby ci się nie powieść? Nie masz wtedy już niczego, więc co mogłoby się nie powieść! Rozdaj wszystko, a będziesz wolny! Atakowałeś jedynie sam siebie. Jeśli się bronię, jestem atakowany (Lekcja 135). Nie możesz tego poznać, dopóki nie oddasz całego siebie. Oddając całego siebie, stajesz się Synem Bożym, ponieważ Bóg jedynie daje. Gdy dajesz siebie, stwarzasz na podobieństwo swego Stwórcy. Ależ to piękne!

Miłość nie jest jak dar języków, który zniknie… (1 Kor, 13,8)

Przecież obwieszczanie Boga nie jest w istocie prawdziwe. No, daj spokój! Bycie zbawicielem świata nie jest w istocie prawdziwe. Dlaczego miałoby być? Jest jedynie prawdziwe dlatego, że uważasz, iż potrzebujesz zbawienia. Myślisz, że bycie zbawicielem świata to coś wielkiego. A to nic wielkiego.

– Jak śmiesz mówić, że jesteś zbawicielem świata? Że jesteś Bożym Umysłem? Że jesteś rozwiązaniem?

Właśnie tak zachowują się ludzie w filmie „O mój Boże!”. Zadają oni Bogu różnego rodzaju teologiczne pytania, a On daje im doskonałą odpowiedź, lecz oni oczywiście nadal Mu zaprzeczają. Bóg dokonuje różnego rodzaju cudów, a oni wciąż Mu zaprzeczają. Nie ma absolutnie żadnego znaczenia, co Bóg by zrobił lub powiedział. Nadal by Mu zaprzeczano, ponieważ wszystko, czego ludzki umysł się trzyma, jest zaprzeczeniem. Pamiętajcie o tym – jestem tutaj i reprezentuję pełnię umysłu, i wy również tym się stajecie. Mówię wam, że nie ma takiego miejsca jak to. W tym momencie przechodzisz – w swoim umyśle – z czasu do wieczności. Jest to chwila, która musi nastąpić, i już nastąpiła. Pozwól, aby to się wydarzyło. Wiem, że nauczam poddania się. Nie wiem, co innego miałbym robić.

Myślisz, że ja to zrozumiałem poprzez odniesienie sukcesu? Do licha, w czymże mogę odnieść sukces, jak nie w umieraniu? Jedyną rzeczą, w której mógłbym odnieść jakikolwiek sukces, byłoby umieranie, nieprawdaż? Ja przegrałem! Bogu niech będą dzięki! Dzięki Ci, Ojcze, za pokazanie mi, że w mojej porażce była moja radość! Tym właśnie jest Kurs Cudów. Na samym początku Kursu – i wiem, że nie będziesz chciał tego usłyszeć – jest powiedziane, że rywalizujesz z Uniwersalnym Umysłem. To właśnie jest tu powiedziane. Nosisz w sobie urazę, dlatego że Bóg nie uznaje tej rywalizacji. A więc wytwarzasz inne skojarzenia w swym umyśle i one uznają konflikt, który w nim zachodzi. Bóg nic o tym nie wie. Możesz wciąż żyć w tym drobnym ograniczeniu, w którym walczysz z samym sobą, jeśli tak postanowisz. Lecz nowe umysły, reprezentujące Centrum Uzdrawiania Przez Cuda, nigdy nie uznają twego niedorzecznego konfliktu z Bogiem, czy też oddzielenia od Niego.

Miłość nie jest jak percepcyjna wiedza, której zabraknie… (1 Kor, 13,8)

Jej skojarzenie jest ponad wiedzą. Nie wymaga ona zupełnie żadnego skojarzenia. Co za radość, prawda? Czy cieszysz się z tego powodu? Czy czujesz w sobie Miłość? Co zamierzasz z tym zrobić? To przecież twoje obudzenie. Nie da się go kontrolować. Lecz jeśli wpuścisz do swego serca trochę rozsądku oraz Miłości Bożej, to nakieruje cię to natychmiast na cel ducha i pokaże ci sens twojego pobytu tutaj. W rozsądnym widzeniu jest wiele prawdziwej pasji. Zdanie: Gdzie dwóch lub więcej zbiera się w imię moje, jest dla mnie bardzo rozsądne. Uwielbiam to! Uwielbiam tę rozsądną myśl, że wy rzeczywiście możecie tu przyjść i to zrobić.

I oto jesteś! Czy właśnie się tu pojawiłeś? Czy pojawiłeś się za zamkniętymi drzwiami? Rozumiesz? Te drzwi są zamknięte. Nikt tu nie wchodzi.

Oto krąg pojednania. Wy, nowicjusze, jesteście zapraszani do doświadczenia pełni, do doświadczenia Miłości Boga. Tym właśnie jest kościół, w którym zbieracie się oddani temu celowi. Łączycie się tutaj jako część Chrystusowego Umysłu lub Chrystusowego ciała. Lecz wasze ciała, tak naprawdę, również nie są oddzielone. One są jedynie projekcją twojego umysłu. Gdy doskonalisz swe ciało w jego Chrystusowym skojarzeniu, to ciała tych, którzy są skojarzeni z tobą, muszą doznać oświecenia. Możesz poczuć, jak ekscytujące jest dla mnie, że w końcu mnie słyszysz. Ta bardzo prosta deklaracja jest tak pradawna jak umysł człowieka.

Po części bowiem tylko poznajemy (ponieważ poznawanie jest częścią), po części prorokujemy… (1 Kor, 13,9)

Proroctwo bowiem zakłada potrzebę przyszłego odniesienia. Ale proroctwo wciąż nie jest prawdziwe, ponieważ nie ma czegoś takiego jak przyszłe odniesienie. Jeśli przeszłość minęła, to nie ma przyszłości. Nie możesz przepowiedzieć niczego poza chwilą swego powrotu do Boga. Czy Chrystus nadszedł? O tak! Bo z czego tak byście się cieszyli? Co więcej, niemożliwe jest, aby Chrystus nie nadszedł, jeżeli pojawiła się myśl o Jego nadejściu. Oto istota Kursu Cudów i całego nauczania o pojedynczym zmartwychwstaniu. A więc On przyszedł, a ten świat się skończył? TAK! I to właśnie cię uwalnia. Jesteś wolny od świata, który przeminął. A jeśli świat przeminął, to musisz być wolny, ponieważ nie ma cię tutaj!

Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. (Całość nie jest sumą swych części.) Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem (dorosłem w samorealizacji mojego umysłu), wyzbyłem się tego, co dziecięce. (1 Kor, 13,10-11)

O tym mówi rozdział 18 Kursu Cudów. Nie musiałem już dłużej określać się jako człowiek; jako człowiek wytworzony przez ludzi. Mogłem być pełnią jako człowiek pochodzący od Boga, czy też Bóg-człowiek.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;  wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz… (1 Kor, 13,12)

Twarzą w twarz z czym? Ze swoim własnym Chrystusostwem. Na co spojrzysz przez chwilę? Na swoją własną doskonałość. Dlaczego? Byłeś swą własną cząsteczką ciemności. Teraz stajesz się swą własną falą Miłości. Gdy przyglądasz się sobie po raz pierwszy w zwierciadle Światłości Życia – a tym zwierciadłem jest prawdziwy świat – gdy po raz pierwszy przyglądasz się sobie w tym zwierciadle, wywołuje to ogromny lęk. Musisz pozwolić, i pozwalasz, aby wszystkie myśli o lęku, które są tak naprawdę częścią twego umysłu, przeobraziły się w tym nowym świetle. Przez jedną chwilę ujrzysz piękną twarz, a potem rozmyje się ona w brzydocie, która jest w twoim własnym umyśle. I tu się pojawia praktyka Kursu Cudów, ponieważ ty rzeczywiście widzisz w zwierciadle niejasno. Jest ono poplamione formą, czyli dawnymi wspomnieniami, które przechowujesz w swoim umyśle i rzutujesz na zewnątrz siebie. I gdy tylko scena twego hologramu przybierze postać doskonałą, pojawia się jakaś obca wola, by ją zaatakować i zniszczyć. Zapomniałeś bowiem, że ta wola jest częścią twego umysłu. Broniłeś się w swoim własnym ciemnym zwierciadle. Nie rób już tego.

Niech twoje zwierciadło będzie promiennym odzwierciedleniem Syna Bożego, który jest Chrystusostwem twojego ciała, przeobrażającego się w pewności twojego powrotu z czasu do wieczności.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany… (1 Kor 13,12)

Poznam tak, jak i zostałem poznany, ponieważ poznanie i bycie poznanym są tym samym. Jestem jedną Jaźnią. To jest całe nauczanie oświecenia ku rzeczywistości – od oddzielenia do pełnego pojedynczego umysłu. Jestem jedną Jaźnią. Jest tylko jedna Jaźń. Poznaję, ponieważ Bóg jest poznaniem… Nie będę próbował osądzać czy definiować. Uznam, że jest to częścią mojej pewności i wiary w Boga. O co więc jesteś proszony? Abyś pamiętał, że jesteś doskonały, jakim Bóg cię stworzył. Jakie to piękne wskazówki, skoro to ty jesteś przyczyną problemu! Czy mógłbym dać ci lepsze wskazówki niż te, które daje Jezus z Nazaretu? A on mówi, że jesteś przyczyną problemu. Jakże proste okazuje się rozwiązanie, jeśli to prawda, że to ty jesteś przyczyną. Jakże niemożliwe jest rozwiązanie, jeśli Bóg byłby przyczyną lub mógłby być świadomy oddzielenia od siebie. Już czas odłożyć swoje zabawki śmierci.

Tak więc trwają wiara, nadzieja (wyczekiwanie), miłość/miłosierdzie – te trzy: z nich zaś największa jest miłość/miłosierdzie. (1 Kor 13,13)

A więc wyczekujesz Miłości. Pokładasz wiarę w Miłości, ponieważ Bóg jest Miłością, a Moc Bożego Umysłu to Miłość. Twoja wiara w Moc Bożego Umysłu nie może zawieść. Jakże proste jest rozwiązanie! Kiedykolwiek pokładasz ufność w sobie, ponosisz porażkę. Pokładanie ufności w sobie jest porażką. Pokładanie ufności w sobie jest gwarancją porażki, ponieważ twoja rzeczywistość opiera się na twojej potrzebie poniesienia porażki.

Oto więc Pierwszy List do Koryntian. To z pewnością jedno z największych pełnych światła przesłań ludzkiego umysłu, jakie kiedykolwiek istniało. Idea, że łączycie się, będąc częścią Chrystusowego ciała, jest doskonała. Nie wiem i nie obchodzi mnie, jak bardzo człowiek to spłyca do jakiejś opowieści o tym, że jesteśmy odrębnymi ludźmi, łączącymi się po to, by dzielić się Bogiem i Jego Królestwem. Mówię ci, że ty jesteś jedynym człowiekiem, który się łączy, bo jest tylko jedno oddzielenie. A tamto wszystko to jedynie odbicie twojego własnego oddzielenia. Musisz przyjąć pojednanie dla siebie samego, ponieważ ty jesteś oddzieleniem i ty jesteś Królestwem Bożym. Dziękuję, że przyszedłeś dzisiaj do tej szkółki niedzielnej.

Ileż światła jest w tym sanktuarium! Zachodzi tu przemiana. Czy chcesz zobaczyć, jak jest to proste, a zarazem trudne? Mówiłem o Miłości. Podnieś rękę i powtórz to, o czym ci właśnie mówiłem. Doprowadziłem cię do czego? Do Miłości Boga, która jest wszędzie wokół ciebie. Bez twojego Kursu Cudów byłoby to beznadziejne. Bo wciąż byś sobie siedział i definiował się, i bronił.  

Ten świat jest zawsze i w każdym momencie jedynie zaprzeczeniem doświadczenia Bożej Miłości. Ten świat jest zawsze i w każdym momencie zaprzeczeniem twojej doskonałości stworzonej przez Boga. Rozumiesz mnie? Dokonałeś doniosłego odkrycia. Jesteś teraz zdeterminowany. I to jest determinacją, to jest zaangażowaniem i rzeczywiście daje ci to prawdziwy powód, aby tu być – daje ci prawdziwy cel. Dlaczego miałbyś tu być, jeśli nie po to, aby odkryć, kim jesteś? Uznanie, że nie wiesz, kim jesteś, było najszybszym sposobem na odkrycie tego, ponieważ rzeczywiście nie wiedziałeś, kim jesteś. Cierpiałeś na głęboką amnezję oddzielenia. A teraz nareszcie się budzisz!

Śmiejesz się teraz i w ten sposób wyrażasz Miłość. Czy Miłość jest wolnością od śmierci? Wolnością od siebie? Wolnością od bycia człowiekiem? Wolnością od odczuwania konsekwencji swoich nic nieznaczących myśli? Posłuchaj jeszcze czegoś z Pierwszego Listu do Koryntian:

Oto tajemnicę wam objawiam! W jednej chwili będziecie odmienieni. W mgnieniu oka zmartwychwstaniecie. Wszystko się w tym zawiera, prawda? 

Co ty tu widzisz? MIŁOŚĆ.
Czy możesz widzieć Miłość? Tak.
Czy możesz słyszeć Miłość? Tak.
Czy możesz czuć Miłość? Tak.

Czy możesz okazywać Miłość na różne sposoby? Tak. Ale pewne jest jedynie to, że nie możesz nie być Miłością! Możesz ją przejawiać w dowolny sposób. Jak dla mnie, możesz wyrażać Miłość jako zło. Nie wiem tylko, co dobrego ci to przyniesie. To i tak dotyczy wyłącznie ciebie w twoim umyśle. Bez względu na to, co zrobisz, jesteś tylko ty. Jedno jest pewne: jeśli wierzysz, że możesz się rozchorować i umrzeć, i że jesteś ciałem, to rozchorujesz się, umrzesz i będziesz ciałem. Prosisz mnie o ulgę od brzemienia, które sam sobie nałożyłeś. Oczywiście, że nie mogę tego uczynić. Mogę ci ofiarować Miłość Boga, którą jesteśmy. Jeśli jesteś zdecydowany trzymać się skutków swego myślenia, opierając się na historii oddzielenia, to nic na to nie poradzę. Bo i też nikt we wszechświecie nie może nic na to poradzić. Lecz ty, tak naprawdę, nie możesz urzeczywistnić swego snu o śmierci.

Być może będziesz wierzył, że moja Miłość wskazuje na ciebie, i to jest w porządku. Lecz pamiętaj, że dla uzdrowionego umysłu wskazywanie jest wskazywaniem na pełnię. Oczywiście, że wszelka Miłość tutaj będzie się jawić jako chwila wymiany. Tym właśnie jest cud. Cud jest chwilą, w której wymieniasz swą uciążliwą jaźń na Miłość mojego umysłu do ciebie.

Lecz pamiętaj o jednym – nasze Jaźnie są takie same. Używamy jednej mocy – pełnego Umysłu Boga. Gdy mówię: moja Jaźń, mam na myśli moją Jaźń. To jest ta sama Jaźń. Nie obchodzi mnie sposób, w jaki używamy tego w związku z przebaczeniem, ponieważ nie możemy nie używać tej mocy, czyli Miłości.

Powtórzmy: Miłość jest Mocą Bożego Umysłu. Dlaczego boisz się Mocy? Ponieważ ona cię zaatakuje i zabije. Boisz się. Moc jest dla ciebie konfliktem. Moc jest przeciwieństwem. Moc jest obroną i atakiem. Lecz nie w rzeczywistości! Moc jest Miłością!

– Moje ciało może się przecież spalić i zniknąć – mówisz z obawą.

– Bóg jest pochłaniającym wszystko ogniem Miłości! Tym właśnie są Wielkie Promienie. Czym się przejmujesz? Ty jedynie trzymałeś się tego malutkiego miejsca. Nie jesteś tym. Ty zaś mówisz:

– Boję się. Może powinienem pozostać w ultrafiolecie.

To jest dla mnie całkowicie w porządku. Będziesz musiał mi w tym zaufać. Wszechświat nie jest niczym innym, jak Umysłem. Ja tak naprawdę ofiaruję ci jedynie szerokie spektrum skojarzenia energii, czy też Miłości. Ty zawsze zakres swojej relacji zawężasz do lęku przed własną pasją. Dosłownie boisz się swego własnego twórczego umysłu. Czujesz się bezpieczny pod osłoną swojej definicji własnego ograniczenia. To jest dla mnie w porządku. Miej sobie to poczucie bezpieczeństwa. Lecz przyjrzyj się przynajmniej przez chwilę temu całkowicie nowemu obrazowi siebie. Bądź pełną częścią tego w swoim umyśle.

Nigdy nie byłeś proszony o więcej niż o przyjęcie dla siebie pojednania, po prostu dlatego, że ty jesteś całym konfliktem. Nie chciałem tego spłycać, ale chcę pokazać ci, że jesteś czymś dużo więcej, niż chciałbyś przyznać. Twoja chęć uznania tego jest zbawieniem. Jest w tobie zawsze więcej, niż myślisz, nawet wtedy, gdy odkrywasz, czym jest wszystko. Wszystko to nie myślenie, że jesteś wszystkim. Wszystko to bycie wszystkim.

Na ostatniej stronie Listu do Koryntian jest powiedziane, że bardzo różni ludzie połączą się w powrotnej podróży do Nieba. Ptaki o podobnych piórach trzymają się razem (ang. przysł.), problemem jednak są pióra.

Ludzki porządek zaprzecza życiu wiecznemu. W tym zawiera się cała idea, że Chrystus jest zawsze z tobą, ale ty Go odrzucasz, On nie wydaje się pasować do twego pojęcia o sobie. Spójrz na to zgromadzenie. To są bardzo nieprawdopodobne lub niemożliwe skojarzenia. Jeśli jako człowiek spojrzałbyś na tych apostołów i zażądał uznania swoich własnych kwalifikacji, to powiedziałbyś:

– Cóż, do diaska, oni mają ze sobą wspólnego?

A my ci odpowiemy:

– Co oni mają wspólnego? MIŁOŚĆ!

– Jakże możecie sobie rościć do tego prawo?

– To proste – my kochamy wszystko.

Wówczas świat powie:

– Jak śmiesz kochać wszystko bezwarunkowo? Mogę ci udowodnić, że mylisz się co do tego całkowicie.

Jak mogą nam to udowodnić? Po prostu powiedzą:

– Zabijemy cię, a wtedy nie będziesz mógł nas kochać. Zabijając cię, udowodnimy, że nie ma czegoś takiego, jak całkowita Miłość. Zobaczymy, czy nam przebaczysz, gdy cię zabijemy.

Zabiwszy Chrystusa, mogą udawać, że uznają Jezusa za zbawiciela, bo go ukrzyżowali. Czują się całkiem bezpieczni, ponieważ zabili go, gdy zagroził im ich własną doskonałością, a zrobił to używając zbawczej łaski swojej Miłości. Nagle pojawiasz się wraz z Jezusem jako wielkie zagrożenie dla nich, a więc ten świat musi cię ukrzyżować, aby zabezpieczyć się przed Miłością.

Odwagi! Całe to miejsce i wszystko w nim jest jedynie twoim własnym starym znikającym koszmarem. Masz cudowne zadanie do spełnienia: misję niemożliwą! Zadanie to przyjąłeś i stałeś się nim.

Witaj na końcu tego świata – dokładnie w tym miejscu i w chwili, w których opacznie pomyślano, że  to jego początek.

Witaj w Domu.

 

1 Kor 13

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,

stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę,

tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego,
nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,

lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
nie jest jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,

wyzbyłem się tego, co dziecięce.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak,

jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

(fragmenty z Pisma Świętego zaczerpnięto z Biblii Tysiąclecia)