Jak skończy się świat? (odcinek 2) – tekst filmu Mastera Teachera

To jest cud

Najświętszy ze wszystkich punktów na ziemi jest ten,
gdzie odwieczna nienawiść stała się obecną miłością.

Nadejście Wielkiego Przebudzenia

Podręcznik dla nauczycieli Kursu Cudów

Jak skończy się świat?

Odkrywamy siebie nawzajem na końcu czasu.

Spotkanie z Masterem Teacherem

Cuda

Cud jest uniwersalnym błogosławieństwem od Boga przeze mnie dla wszystkich moich braci. Przebaczać jest przywilejem tego, komu przebaczono.

Cuda wychwalają Boga poprzez ciebie. Wychwalają Go przez oddawanie czci Jego stworzeniom, potwierdzając ich doskonałość. Uzdrawiają, ponieważ zaprzeczają utożsamieniu z ciałem, a potwierdzają utożsamienie z duchem.

Ja inspiruję wszystkie cuda, które są tak naprawdę wstawiennictwem. Wstawiają się one za twoją świętością i czynią świętym to, co postrzegasz. Umieszczając cię ponad prawami fizycznymi, wznoszą cię do sfery porządku niebieskiego. W tym porządku jesteś doskonały.

Jezus z Nazaretu

Jeszcze raz przyciągnęliśmy twoją uwagę. Jedynym celem filmów, które robi Staruszek – ten zbawiciel świata, ten Master Teacher, ten osobnik, który doświadczył objawienia za sprawą druzgocącego doświadczenia zawartego we wzorcu swej pamięci –  jest pobudzenie twojej chęci komunikowania się ze mną w tej strukturze czasoprzestrzeni.

Powiedz do mnie: „Cuda są chwilami komunikacji”. Tak. To będzie początek drugiej godziny filmu, który zatytułowaliśmy: „Jak skończy się świat?”. I jak pamiętasz – podczas pierwszej godziny mówiliśmy o przyjęciu z góry założenia, że świat nie jest niczym innym jak naszym wspólnym zamiarem, aby uczynić go takim, jakim jest. I że znajdując się pod wpływem nieustającej alternatywy zawartej w strukturze ciągłości czasowej, możemy w każdej chwili razem zdecydować o nowym utożsamieniu czasu, które przyniesie nam szczęście. Dzięki temu uzdrawiającemu mechanizmowi jedno wiemy na pewno: sami podejmujemy decyzję, aby pozostać w tym ciele, w stanie przejściowym między ideą oddzielenia a pełnią Uniwersalnego Umysłu. Robimy to, używając mocy naszych umysłów do identyfikowania się w obiektywnych utożsamieniach cielesnej formy.

To jest nasz Kurs Cudów, systematyczny sposób nauczania prowadzący do korekty twojego postrzegania siebie w swojej tożsamości, która trzymała cię w niewoli pojęć tego świata. Za twoim przyzwoleniem, chcielibyśmy rozpocząć od zaprezentowania ci pewnej idei w pełni tego utożsamienia. Jest to idea uznania osobistej odpowiedzialności. Niewiele z naszych wysiłków, opierających się na zasadniczej przesłance nauczania cudownego uzdrowienia, będzie dla ciebie do przyjęcia, chyba że gdzieś w czynnikach swojego własnego umysłu wyrazisz chęć, aby uznać, że nauczanie uzdrowionego umysłu sprowadza się do przyjęcia przez ciebie odpowiedzialności za to, co widzisz, tak abyś mógł zrozumieć, że ty sam jesteś tego przyczyną. Zaczniemy więc od elementów stanowiących zasadniczy cel tego Kursu oraz od idei z rozdziału 21, mówiącej, że możesz zastosować proces rozumowania, dzięki czemu stanie się dla ciebie coraz bardziej oczywiste, że otwiera się przed tobą nowe kontinuum czasu. Zacznijmy od podstawowego założenia. Posłuchaj.

Tajemnica zbawienia

Oto jedyna rzecz, jaką musisz zrobić, aby zostało ci dane widzenie, szczęście, uwolnienie od bólu i całkowita ucieczka od grzechu. Powiedz tylko to, ale bez zastrzeżeń, ponieważ w tym zawiera się moc zbawienia:

Jestem odpowiedzialny za to, co widzę.
Wybieram uczucia, których doświadczam,
i decyduję o tym, co chcę osiągnąć.
Proszę o wszystko, co rzekomo mnie spotyka,
i otrzymuję tak, jak o to poprosiłem.

Nie oszukuj się dłużej, że jesteś bezradny w obliczu tego, co jest ci czynione. Uznaj jedynie, że się pomyliłeś, a znikną wszystkie skutki twoich pomyłek.

Niemożliwe jest, aby Syn Boży był po prostu biernie kierowany przez zjawiska zewnętrzne. Niemożliwe jest, aby to, co mu się przydarza, nie było jego wyborem. To moc jego decyzji stanowi o każdej sytuacji, w której znajduje się na pozór niechcący albo przypadkowo. Dlaczego? Bo we wszechświecie, jaki stworzył Bóg, a poza którym nic nie istnieje, nie ma miejsca na przypadki. Gdy cierpisz, to zdecydowałeś, że grzech jest twoim celem. Gdy jesteś szczęśliwy, to oddałeś moc decyzji Temu, który musi razem z tobą opowiedzieć się za Bogiem.

Co za niesamowita idea, że jeśli posłużę się praktyką tego cudownego treningu niedecydowania, to decyzja już została podjęta.

Z jakim ciepłym przyjęciem spotykają się teraz owi nauczyciele Boży, gdy udają się w świat z Kursem Cudów dla Wszystkich i nauczają natychmiastowej dostępności wyboru spośród pojęć gatunku ludzkiego – w każdej chwili może on zdecydować na nowo, jaki czynnik przeważy w jego umyśle. A będzie nim po prostu całkowita alternatywa, która zawsze była dla ciebie dostępna pośród twoich idei, że musisz doświadczać choroby, bólu, samotności i śmierci.

Oto więc nasze podstawowe założenie, i przypatrzmy mu się razem przez chwilę: Jestem projekcją utożsamień zawartych w twoim umyśle. Niemożliwe jest, abym nie reprezentował dla ciebie – jeśli byłbyś chętny to uznać – cudownego doświadczenia całkowitej alternatywy, która jest dla ciebie dostępna. Widać to szczególnie w ostatniej lekcji, którą przerabialiśmy z Podręcznika dla nauczycieli – pamiętasz jak porzucany jest osąd? A także w praktyce, którą nauczyłeś się stosować, kiedy zacząłem pokazywać ci harmonię, jaką możemy odczuwać w związkach między naszymi umysłami.

To właśnie było to… W tamtej chwili zdecydowałeś się doświadczyć pokoju i szczęścia prawdziwej rzeczywistości. Jest ona z tobą w tym kontinuum pomimo widocznych sprzeciwów w matrycy skutków, które pozbawione zostały przyczyny.

Poćwiczmy: „Ten świat skończył się dawno temu”.

Wszystkie wspomnienia, którymi zaczynamy dzielić się tu i teraz, odzwierciedlają sposób działania naszych umysłów. Jest on charakterystyczny dla myślenia całego gatunku ludzkiego i sprowadza się do idei, że życie istnieje w doczesnych utożsamieniach, a więc musi się zacząć i skończyć, i nikt nie zwraca uwagi na to, co było wcześniej, i co będzie potem. Dar, który ci ofiarowuję dzięki mojemu objawieniu, dzięki chwili mojego zdruzgotania, to pewność, że już w twojej tożsamości ludzkiej zawiera się rozpoznanie owej chwili sprzed początku czasu i po jego zakończeniu. W Kursie Cudów nazywamy to świętą chwilą. I jesteśmy zdeterminowani, abyś rozpoznał wraz z nami, że ten świat trwał tylko chwilę i już przeminął, i jeśli sądzisz, że wciąż w nim przebywasz, to będzie to trwało tylko tę chwilę. Dzięki temu nie będziesz czuł potrzeby dzielenia czasu na sekwencje w swoim utożsamieniu.

To bardzo piękne! Być może przyciągnęło twą uwagę pytanie zawarte w tytule tego filmu: „Jak skończy się świat?”. Przeczytamy ci więc fragment z Podręcznika dla nauczycieli po to, aby zaprezentować ci naszą pewność co do tego, że po pierwsze: ten świat już się skończył i że tak naprawdę nigdy go nie było. Po drugie zaś skończy się on wówczas, gdy w jakimkolwiek z nagromadzonych szczegółów twojej koncepcyjnej decyzji postanowisz, że masz już tego dość. Mówię do ciebie, nie do świata. Właśnie zacząłeś się bronić, aby zaprzeczyć swojej odpowiedzialności za ten świat. Uciekłeś się do narzędzi ochronnych, aby zachować swą cielesną tożsamość. Uzdrawiający czynnik, którym próbowałem się z tobą podzielić podczas tamtej godziny filmu, miał pokazać ci moc naszych umysłów. Dzięki niej możemy postrzegać siebie przez chwilę jako uzdrowionych i doskonałych.

Powiedz do mnie: „To jest cud”. Tak. Proces rozpoznawania siebie nie może nie obejmować „zaludniania” świata ideami, które mamy o naszych wzajemnych relacjach w związku z ideami przyczyny i skutku, czyli zamieszkiwania razem tej czasoprzestrzeni. Ty sam wytworzyłeś postać każdego, kogo spotykasz w tym kontinuum. Uczyniłeś to po to, aby uczestniczyć w dramacie, który wcześniej sam wyreżyserowałeś, lecz za który zupełnie nie chcesz wziąć odpowiedzialności, ponieważ nie chcesz podzielać tej chwili winy. Konieczność odczucia chwili winy, przemienionej teraz w chwilę radości, to sedno idei „jak skończy się ten świat”.

Spójrzmy razem na to, jak skończy się ten świat. Spójrz na mnie. Ten świat zaraz się skończy. Czy jesteś z tego powodu szczęśliwy? Czy boisz się? Czy nie możesz się tego doczekać? Czy chcesz szybko podokańczać drobne sprawy, które wydają się niedokończone w naszym związku? Jak skończy się ten świat? Poczekaj jeszcze chwilę i posłuchaj tego.

Czy to, co nie ma początku, rzeczywiście może się skończyć? Świat skończy się tak, jak się zaczął – jako złudzenie. Jednakże jego kres będzie złudzeniem miłosierdzia. Złudzenie wybaczenia – pełnego, niewykluczającego nikogo, bezgranicznego w swej łagodności – okryje go, ukrywając wszelkie zło, przysłaniając wszelki grzech i na zawsze kładąc kres winie. Tak skończy się świat, który zrodziła wina, bo teraz utracił swój cel i przeminął. Ojcem złudzeń jest wiara, że mają one jakiś cel, że służą jakiejś potrzebie lub zaspokajają jakiś brak. Gdy widzi się je jako bezcelowe, nie są już widoczne. Poznaje się ich bezużyteczność i oto przemijają. Jakże inaczej niż w ten sposób kończą się wszelkie złudzenia? Przywiedziono je do prawdy, a prawda ich nie dostrzegła. Przeoczyła po prostu to, co nie ma sensu.

To właśnie przeczytaliśmy podczas ostatniej godziny filmu. Teraz zaś pójdziemy dalej z ideą, że w twoich związkach czasoprzestrzennych, w strukturze tożsamości, w tobie – rodzi się zbawiciel, który jest tobą. Zmienia on czas, nie poprzez osąd, który trzymał cię w częstotliwości powolnego czasu, lecz poprzez ciągłą przemianę ciągłości czasu. Kiedy ta przemiana i ten dramat, który odgrywasz w swoim osobistym związku, osiągną apogeum, świat ten skończy się i przeminie. I nie będzie go już nawet w twojej pamięci. Zobaczyłem, jak na mnie spojrzałeś jako na tego, kogo nazywają Mistrzem-Nauczycielem, i zacząłeś włączać tę postać, tego starszego pana, czyli jak mawiamy: „usiadłeś ze Staruszkiem”. Stałem się częścią twojej historii. Posłuchaj mnie uważnie. Ja reprezentuję dla ciebie koniec tego świata w twoim umyśle. W pewnym sensie, kiedy przedstawiłem ci to chwilę temu, to skojarzyłeś koniec świata z końcem siebie i nazwałeś to śmiercią. Stoję teraz z tobą w chwili twojej śmierci, która w moim umyśle dzieje się przez cały czas: rodzisz się, żyjesz i umierasz. Rodzisz się, żyjesz i umierasz. Ja zaś przerywam ten cykl danych zawartych w strukturze twojego umysłu. Mówię ci: Chwileczkę! Dlaczego chcesz przechodzić przez kolejne doświadczenie śmierci? Masz wystarczającą wiedzę o swojej percepcyjnej jaźni, aby urozmaicać na niezliczone sposoby swoją potrzebę cierpienia i swego bycia szczęśliwym. Ja zaś reprezentuję wieczne szczęście odłączone od twojej idei czasoprzestrzeni. Jak skończy się świat? Posłuchaj tego.

Dopóki wybaczenie nie jest zupełne, świat rzeczywiście ma cel. Staje się on domem, w którym rodzi się wybaczenie, gdzie wzrasta, nabiera siły i staje się wszechobejmujące. Tu jest pielęgnowane, bo tu jest potrzebne. Jak łagodny Zbawiciel, zrodzony tam, gdzie wytworzono grzech, a wina zdawała się rzeczywista. Tu jest Jego dom, gdyż tu doprawdy jest On potrzebny. Dlaczego? Pojawiając się, kładzie On kres temu światu. To na Jego Wezwanie odpowiadają nauczyciele Boży, w milczeniu zwracając się Doń, by otrzymać Jego Słowo. Świat ten skończy się, kiedy wszystko, co się w nim znajduje, zostanie słusznie poddane sądowi Jego przemieniającego umysłu. Ten świat skończy się, gdy ogarnie go błogosławieństwo świętości. Gdy nie pozostanie już ani jedna myśl o grzechu, ten świat przeminie. Nie będzie zniszczony, zaatakowany, ani nawet dotknięty. Po prostu przestanie wydawać się, że istnieje.

Idea, że ten cudowny proces, który zamierzam, jako Mistrz-Nauczyciel, pokazywać ci przez następne sześć minut… Nasze pierwsze pół godziny mija bardzo szybko w związku z ideą, że znalazłeś się wraz ze mną w tych parametrach świadomości… I spróbujemy przedstawić w tym, co stanowiło przedtem nasze odrębne świadomości, wspólny zamiar dzielenia się pełnią rozwiązania.

Właśnie tak. Wspólny zamiar… Odwróćcie się i spójrzcie na siebie przez chwilę. Nic wam się nie stanie. Możecie to zrobić? Spójrz na swego sąsiada. Znasz go bardzo dobrze w aspektach własnego dramatu. Jeśli ten świat stanowi projekcję twojego umysłu, to niemożliwe jest, aby całe „zaludnianie” go, które miało miejsce w twoim samozwańczym dramacie rozpoznawania siebie, zawierało coś, czego byś nie znał w czynnikach opowiadanej przez ciebie historii. Jako Mistrz-Nauczyciel chciałbym, żebyś przyjrzał się wraz ze mną najwspanialszej historii, jaką kiedykolwiek można było opowiedzieć w świecie podtrzymywania bólu i śmierci – w owej chwili początku oddzielenia. Jest nią historia narodzin zbawiciela, który jest teraz z nami obecny. Zbawiciela, który dojrzał w miłości i zrozumieniu, i był z nami od początku czasu, ofiarując nam pewność co do tego, że razem stanowimy jedno pełne kochające utożsamienie. W chrześcijańskiej tradycji określamy to jako narodziny Chrystusa w tobie. Być może zwrócisz się teraz ponownie ku idei, że musisz się na nowo narodzić, po prostu dlatego, że w tamtym momencie przeszliśmy w naszej relacji z oddzielenia, z idei błędnego przemieszczenia – do pewności, że ty i ja możemy razem podzielać tę rolę zbawiciela, który nie może nie być obecny z nami w tym cyklu czasu.

A zatem widzimy razem, że jedynym celem tego Kursu Cudów było skrócenie twojej potrzeby ciągłego poszukiwania rozwiązań w sformułowaniu czasu lateralnego – widzisz to? – w którym każda twoja definicja siebie opierała się na dawnej idei wspomnienia cielesnej formy, którą rzutowałeś w przyszłość i widziałeś mnie jako inną cielesną formę w tym małym bezsensownym świecie ciemnego światła. Poprzez moje objawienie, moją mękę, moje zdruzgotanie, stałem się nauczycielem Bożym za pośrednictwem zmartwychwstania Jezusa Chrystusa i jestem dostępny jako całkowita alternatywa przy uwzględnieniu idei, że dzieła, których dokonam dzięki naszemu wspólnemu zamiarowi, będą reprezentować naszą indywidualną misję zbawienia. Słuchasz? To ty zbawisz ten świat. Nie ma innej możliwości. Stanie się to w chwili rozpoznania siebie nawzajem w naszej podzielanej winie zawierającej się w myśli, że jesteśmy od siebie oddzieleni. Przebaczenie. Poćwiczmy odrobinę. Cokolwiek byś nie myślał, że uczyniłeś, jakiekolwiek by nie były skojarzenia twej pamięci, już ci przebaczono. A przebaczono ci dlatego, że wszystkich twych grzechów już nie ma w tym zbiorowisku czasowym, a więc nie musisz rozróżniać – poprzez poświęcenie lub osąd – który grzech trzeba odpuścić, a który zatrzymać. Ja bowiem reprezentuję dla ciebie pełnię tej chwili… W ten sposób dokonuje się uzdrowienie.

Za minutę lub dwie zrobimy sobie przerwę, a potem wrócimy i doświadczymy razem końca świata, ponieważ w naszym wspólnym rozpoznaniu, że nie ma żadnego świata, przypomnimy sobie razem, że tak naprawdę już jesteśmy w Niebie. Oto instrukcje, które mi dałeś w tym czynniku czasu – miałem cię poinformować, właśnie w tej przestrzeni i w tym czasie, że twój czas i przestrzeń się skończyły. Co za wspaniały sposób doprowadzenia do końca świata, skoro to ty jesteś jego przyczyną! Wystarczy, że rozpoznamy razem miłość, pełnię i radość, których teraz doświadczamy, uciekając z niewoli bólu i śmierci, które wcześniej definiowały nas w związku z cielesną formą.

Ten świat trwał tylko chwilę w naszych umysłach bez żadnego wpływu na wieczność. A zatem on już przeminął, i odeszły również wszystkie idee, które mieliśmy na jego temat. Cieszymy się więc przez chwilę dostępem do zbawienia, bo dzięki niemu ci, którzy wciąż cierpią, mogą zostać uzdrowieni pod wpływem mocy twojego umysłu. Wiąże się to z zasadniczym uznaniem, że jesteś zbawicielem tego świata. Skończymy teraz te pierwsze pół godziny filmu. Powiedz do mnie: „Jestem zbawicielem tego świata”. Jakże prosto więc skończy się ten świat, nieprawdaż? Skończy się on, gdy rozpoznasz, że masz moc, by zmienić swe myślenie na temat tego, co chcesz widzieć. W tym samym momencie świat rozpadnie się i przestanie istnieć. Widzę, że to rozumiesz. Widzimy teraz, jak światła rozświetlają się na całym świecie dzięki wspaniałej lekcji, którą zrobiliśmy: „Kiedy jestem uzdrowiony, nie jestem uzdrowiony sam”. I to będzie częścią procesu, w którym rozpoznamy, że ten świat rzeczywiście się skończył.

Pamiętaj, że Bóg towarzyszy nam, dokądkolwiek idziemy, po prostu dlatego, że Bóg jest Umysłem, którym myślimy. Zaraz wrócę. Powiedzmy to razem: „Niech Bóg nas błogosławi, każdego z nas”.

Ciąg dalszy nastąpi…

Podręcznik dla nauczycieli Kursu Cudów

Jak skończy się świat?

Odkrywamy siebie nawzajem na końcu czasu.

Spotkanie z Masterem Teacherem

Jakiej to radości doświadczasz! Jedna z dawnych tradycji wolności umysłu polegała na tym, żeby zawsze uważać ten dzień za ostatni. Większość ludzkich umysłów polegających na koncepcjach podziela ideę, że jeśli świat miałby się skończyć dzisiejszej nocy, to przynajmniej dobrze się zabawię. Problem, który oczywiście z tym miałeś… Mówię teraz o tych wszystkich, których dobrze znamy, świętujących na przykład radosną ideę, że to dzień naszych urodzin. Przeżyliśmy więc kolejny rok i chcemy uczcić ten czas, kiedy się narodziliśmy i przyszliśmy na ten świat. W tym właśnie sensie uznajemy, że na pewno umrzemy.

Czy możesz się temu ze mną przyjrzeć, jubilatko? Ile dzisiaj kończysz lat? Siedem. Siedemdziesiąt? Nie wydajesz się mieć choćby o dzień więcej niż 65, 60, 50, 30 lat? Pamiętaj o tym ze mną, proszę, zrozum to: za każdym razem, gdy w złudzeniu liniowego czasu ustanawiasz się w ramach ciała, to pozostajesz oddany idei, że jesteś ciałem. A jeśli rzeczywiście jesteś ciałem, to niemożliwe jest, aby uporządkowanie twoich wspomnień nie zawierało idei, że jesteś tutaj po to, aby zaprezentować się jako ciało, obserwować inne ciała w twoim obiektywnym utożsamieniu, identyfikować je w odgrywanym przez ciebie dramacie liniowego czasu i zostać unicestwionym. Oto mówię ci, że zbliża się czas twojego unicestwienia. Dlaczego jestem pewien, że to prawda i że jest to nieuniknione? Ponieważ ze zdruzgotania, które trwało tylko tę jedną chwilę, wzięła się idea całej czasoprzestrzeni. W każdej chwili w ramach swoich pojęć o liniowym czasie przeżywasz na nowo tę chwilę przerażenia, która zajęła miejsce życia wiecznego. A zatem w swojej ludzkiej kondycji – teraz będę reprezentował z tobą przez chwilę Staruszka – jak dotąd myślałeś o sobie jako ciele zamieszkującym przestrzeń w czasie, która wymaga obrony, a nawet poświęcania się na tyle, aby przeżyć. Jest to jednak wciąż umiejscowienie w czasoprzestrzeni uzasadniające ograniczenie, które sam sobie narzucasz w tej chwili, nawet w relacji ze mną, twoim nauczycielem. W ten sposób możesz pozostać osadzony w bardzo powolnym wymiarze czasu w swoim umyśle.

W naszym Kursie Cudów, dzięki praktyce, dzięki treningowi umysłu, nauczyłeś się na chwilę uwalniać mechanizmy obronne przyczyny i skutku. Przedtem za ich pomocą chroniłeś się po to, aby zachować parametry świetlnej formy, które nie pozwalały ci ujrzeć wszechświata, który tak naprawdę cię otacza. Z jakichś powodów – a z pewnością włącza to frustrację, którą czujesz w związku z tym, co się obecnie dzieje w tym pozornym kontinuum czasu – zdecydowałeś głęboko w swoim wnętrzu, że musi istnieć jakaś inna droga, inne rozwiązanie. Gdy tylko wyraziłeś pragnienie, by je odnaleźć, pojawiło się ono przy tobie. Słuchasz? Ono zawsze było przy tobie. Tym jest nasza historia o zbawicielu, który się tu narodził, osiągnął dojrzałość, doświadczył przeistoczenia swego ciała, zmartwychwstał i pozostaje z nami teraz jako świadectwo tej sekwencji czasu, która musi być dla ciebie dostępna dzięki ciągłej rozsądnej argumentacji koncepcyjnego umysłu, że nie możesz nie być całkowity i doskonały, jakim zostałeś stworzony w Uniwersalnym Umyśle. W ten sposób możesz zobaczyć wraz ze mną, że wszystkie twoje argumenty, żeby zachować tego raka, żeby wciąż – tak, mówię do ciebie, pięćdziesięciolatku – wyrażać potrzebę ulegania rozkładowi i dreptania po linii czasu zawartej w tym znikomym początku pozornego oddzielenia… Oto nagle pojawiłem się w twoim umyśle, pokazując ci jako nauczyciel nauczycieli, że twoim obowiązkiem jest podjęcie się funkcji przemiany i posłużenie się mocą swego umysłu do zmiany tego świata i wszystkiego, co wcześniej charakteryzowało twoje pojęcie o sobie.

A wiec jak skończy się ten świat? Podzielmy się tym razem. Podzielmy się ideą, że to jest ten czas i miejsce, które wybraliśmy, aby to się stało. Bo przecież świat jest tutaj jedynie z powodu wyrażonej przez nas potrzeby przechowywania w sobie idei lęku przed utratą świata, który tak naprawdę już się skończył. Potrafisz to sobie wyobrazić? Czy dociera do ciebie, że ofiaruję ci moją pewność co do tego, że nie możesz niczego stracić? Jakim to pięknym odniesieniem dzielił się Mistrz-Nauczyciel, poprzez Jezusa, opisując ci ideę poświęcenia oraz sposoby, za pomocą których zachowujesz w swym utożsamieniu potrzebę cierpienia po to, aby być szczęśliwym, tracenia po to, aby zyskać… Wszystko to było zawarte jedynie w strukturze twojej tożsamości, a teraz jest chwilowo przemieszczane dzięki twojej pełni, dzięki twojemu uzdrowionemu „ja”, które stoi tuż obok ciebie. Tak, właśnie to uzdrowione „ja”, tamto uzdrowione „ja”… Jako pośrednik przemiany poprzez uzdrawiający czynnik mojego umysłu widzę cię jedynie jako uzdrowionego i doskonałego. Słuchasz? Taki właśnie był sposób działania Jezusa w jego krótkim czasie na Ziemi. Gdy dokonywał cudownych uzdrowień, po prostu mówił danej osobie: „Idź i nie grzesz więcej. Nie uzdrowiłem twojej choroby. Uzdrowiłem cię w pełni dzięki mocy Boga, którą wyrażam, ponieważ mam pewność co do jedności naszego braterstwa”.

Jest dla mnie ogromnym przywilejem możliwość nauczania cię pod patronatem Chrystusowego Umysłu i przekazywania ci mojej pewności – wynikającej z mego objawienia – że mamy jedną Jaźń. Idea istnienia odrębnych jaźni, które miałyby jedno źródło, lecz nie rozpoznawałyby siebie nawzajem, wyraża szaleństwo liniowego czasu. W tej procedurze przemiany nauczyłeś się ode mnie jedynie tego, że ciągłość czasu rozgrywa się jednocześnie we wszystkich odzwierciedleniach światła – bądź to w ciemnych odzwierciedleniach, czyli w idei potencjalności, bądź też w rozszerzających się odzwierciedleniach, czyli w pewności co do twórczej rzeczywistości. Wszystkie one znajdują się jedynie w twoim umyśle. A więc jak skończy się świat? Skończy się, gdy ty przemienisz swój umysł, a moją rolą jest pomóc ci tego dokonać. Nie pomagam ci jednak w czynieniu czegokolwiek, lecz w usuwaniu tego, co tak naprawdę skończyło się dawno temu. Posłuchaj.

Nie będzie zniszczony, zaatakowany, ani nawet dotknięty.
Posłuchaj. Po prostu przestanie wydawać się, że istnieje. Zapewne zdaje się, że ten moment jest bardzo, bardzo odległy w czasie.

Wybacz mi, wróciłem tylko na chwilę. Usłyszałem, jak koncepcyjny umysł mówił, że świat, który ma teraz dziesięć miliardów lat – ten wszechświat, ta Ziemia – będzie istniał przez następne dwanaście miliardów lat i pozostanie obiektywny w idei liniowego czasu. Ty zaś będziesz przedstawiał siebie jako istotę ludzką, znajdującą się w pułapce cyklu czasu, który wydaje się trwać wiecznie. Pokazuję ci sposób – wyjawię ci to teraz – w jaki zakrzywiana jest przestrzeń. Jedna z wielkich idei teoretyków fizyki głosi, że grawitacja, czyli intensywność mocy Boga, powoduje zakrzywienie przestrzeni. Oczywiście, że jest to prawda. Jakże mogłoby być inaczej? Jakakolwiek idea użycia okręgu, czy też powrotu do twego pierwotnego źródła, nie może nie być częścią procedury, którą stosujemy, aby przypomnieć ci, że zawsze wracasz do punktu wyjścia. A zatem energia przemiany w uniwersalnej formie, czyli energia, która jest stosowana na horyzoncie wydarzeń, niezależnie od tego, jak długo będziesz pochłonięty bronieniem się przed wszechświatem – tym rozszerzającym się wszechświatem, któremu stawiasz opór – sprawia, że zawsze wracasz do punktu wyjścia. Czy to było powiedziane w tej lekcji? Oczywiście. Posłuchaj.

Zapewne zdaje się, że ten moment jest bardzo, bardzo odległy w czasie. „Gdy nie pozostanie już ani jedna myśl o grzechu” – w istocie wydaje się to dalekosiężnym celem. Ale posłuchaj: Czas zatrzymuje się i czeka, aż nauczyciele Boży osiągną swój cel. W chwili, gdy którykolwiek z nich przyjmie Pojednanie dla siebie, nie pozostanie już ani jedna myśl o grzechu.

Spróbuję ci wyjaśnić, co oznaczało to dla ciebie. Zasadniczo zakładamy, że po pierwsze: miejsce w przestrzeni, które wydaje się być pewne jako część astronomicznej idei trzynastu miliardów lat, a potem stu miliardów lat świetlnych i trylionów galaktyk, nie ma specjalnego znaczenia i nie może być nawet widziane w związku, w którym identyfikujesz się jako człowiek. Jednak twoja zdolność dokonywania takich pomiarów nie może wykluczać idei całkowitej względności utożsamień czasoprzestrzennych w umyśle, który ci ofiarowuję. W szczególnym sensie ta obca myśl, którą ci ofiarowuję, nie mieści się w perspektywie twojego utożsamienia czasoprzestrzeni opartego na prędkości światła. Nauczam cię bowiem i ofiarowuję ci to, co w Kursie nazywamy świętymi chwilami, czyli ideę kwantowej tożsamości, w której czasoprzestrzeń, przyczyna i skutek, nie są od siebie oddzielone, ponieważ rzeczywiście – nie są.

Podstawowa religijna idea, że nie ma miejsca, w którym Bóg się kończy, a Syn zaczyna, oraz twoja idea, że w jakiś sposób oddzieliłeś się od swego twórczego Źródła, lecz wciąż używasz mocy uniwersalnego, wiecznie rozszerzającego się Umysłu Boga, jest tym samym, co czasoprzestrzeń. Sposób, w jaki to słyszysz koncepcyjnie, oczywiście mnie nie obchodzi, ponieważ rozwiązanie, które ci ofiarowuję, zawiera się w twoim umyśle, i przejawia się teraz dzięki twojemu chwilowemu rozpoznaniu, że czas nie jest liniowy. A więc co było powiedziane w tej lekcji? Że czas stoi w miejscu. Widzisz to wraz ze mną?

(śpiewa)
Spojrzałem na ciebie raz…
Wystarczył ten jeden raz,
a czas stanął w miejscu.

Właśnie tak. O tak. Spojrzałem na ciebie, ty spojrzałeś na mnie i – powiedz do mnie: „przeznaczone nam było się spotkać”.

Oczywiście, że tak! Jeśli uznasz podstawową ideę, że jestem postacią, którą sam postawiłeś w swoim umyśle, to nasze spotkanie musiało się wydarzyć. Powinienem przeczytać ci coś z rozdziału 13. Co powiesz na to, że każdy „zaludnia” swoje własne ograniczenie ideami na swój temat i w ten sposób uzasadnia ideę własnego oddzielenia? A więc nie ma wątpliwości, że jestem postacią, którą tu postawiłeś. I gdy podważam twoją potrzebę cierpienia, tracenia, bycia zagubionym gdzieś w liniowej idei upływającego czasu, to stanowię zagrożenie dla bezpieczeństwa, które czujesz w swojej potrzebie zgładzenia samego siebie. Słuchasz mnie? To, co ma wyobrażenie o początku, musi mieć również wyobrażenie o końcu. Słuchasz? Mam ci powiedzieć, jak naprawdę cię postrzegam? Ty się nie zaczynasz ani nie kończysz. „Jeden” w czasoprzestrzeni to idea, która dla ciebie nie ma żadnego znaczenia. W naszej procedurze ważne jest natomiast „zero”. Ważne jest twoje rozpoznanie, że w kontinuum czasoprzestrzeni moc Bożego Umysłu to zero. Nie jest to coś negatywnego ani mniejszego od Boga, ani też większego od Boga. Jest to proste uświadomienie sobie, że nie możesz oddzielić się w swojej cielesnej formie od pełni Miłości Boga. Jak skończy się ten świat? Właśnie się skończył. Wyraża się to w szczęściu, które czujesz, uwalniając brzemię całej czasoprzestrzeni, które nosiłeś ze sobą. Co mówi nasz mistrz Jezus? „Moje brzemię jest lekkie”.

Podzielisz się tym ze mną? Jeśli dasz mi w swoim koncepcyjnym pojęciu o sobie… Będę przez chwilę Staruszkiem, Mistrzem-Nauczycielem… Jeśli dasz mi cierpienie, to brzemię, które nosisz w swojej odrębnej jaźni, to pokażę ci inną jaźń, którą również jesteś. Tą jaźnią dzielimy się w naszej wspólnej Chrystusowej tożsamości, która rozpoznaje nas poprzez Ducha Świętego. W fizyce nazywamy to tachionowym polem energii, które widzi pełnię naszego złudzenia, czyli ideę, że jesteśmy oddzieleni. I znowu to się skończyło. Widzisz to? I ponownie się skończyło…

Powiedz do mnie: „Sprawiasz wrażenie, jakbyś żył tylko tym dniem”. Co powiesz na życie tylko tą godziną? A może tą minutą? Zechcesz na mnie spojrzeć? W końcu będziesz żył tylko tą sekundą. Tym jest uzdrawianie przez cuda. A skoro będziesz trwał tylko przez tę sekundę, to niemożliwe jest, abyś był chory. Czy mam przez chwilę reprezentować dla ciebie Staruszka?

Zapytaj mnie, ile mam lat. Ze statystycznego punktu widzenia w tej czasoprzestrzeni mam 76 lat. Mówi się: „lat czy puzonów”? Mam 76 puzonów. Masz dziwne pojęcie o tym, co składa się na rok. Dzielisz to sobie na procesy czasoprzestrzenne i faktycznie wierzysz, że zamieszkujesz to ciało. Pokazuję ci teraz w świetle, że nie mam 76 lat, po prostu dlatego, że nie ma czegoś takiego jak 76 lat. Nie ma ciała, które ma 76 lat, tak samo jak nie ma ciała, które ma 21 lub 50, lub 60, lub 40 lat. O ciele, które podtrzymujesz w procedurze liniowego czasu, możesz powiedzieć tylko tyle, że już przeminęło. Jakaż to smutna sytuacja – być w pułapce liniowego czasu i wierzyć, że faktycznie zamieszkujesz to ciało, że możesz się zestarzeć i umrzeć! Twoja akceptacja idei, że z czasu możesz się wymknąć jedynie tu i teraz, została wzmocniona dzięki procedurze przebaczenia, w której nie próbujemy już rozstrzygać, kto ma rację, a kto się myli. Nie stosujemy więcej idei osądu w celu uzasadniania procesu starzenia się oraz prób radzenia sobie z nieuniknionym końcem. Pokazuję ci w tej chwili, że kończysz się już teraz. Twoje ciało nie istnieje w żadnej chwili. Zawsze się go spodziewasz w cząsteczkowym utożsamieniu z formą, co sprawia, że widzisz mnie jako siedemdziesięciosześciolatka, podczas gdy ja demonstruję ci moją pewność co do przemiany złudzenia naszych wspólnych cielesnych form, wyrażających teraz naszą młodość i witalność, oraz nasze zakochanie się. Trening cudów, ofiarowany ci przez mojego zbawiciela Jezusa Chrystusa, naucza cię, że dzięki przebaczeniu, dzięki współczuciu, dzięki twojej potrzebie wspierania twojego brata, dzielisz się miłością, która włącza całą strukturę wspomnień twojej ciągłości czasu, kiedy to rzeczywiście podzielaliśmy chwile miłości.

Ćwicz: „Niemożliwe jest spotkać nieznajomego”. Powiedz to. Tak. Niemożliwe jest, abyś nie formułował mnie w swoim umyśle w związku z radością, którą czujesz; smutkiem, nienawiścią, przygnębieniem, które odczuwasz, dzieląc się mną z tym światem. Ja nie godzę się na przyjęcie parametrów ograniczenia, które sobie narzuciłeś po to, aby pozostać w tym układzie odniesienia. Otwieram dla ciebie perspektywę światła, które przeniknęło ograniczenie twojej cielesnej formy. Tym jest cudowne uzdrawianie.

Powiedz do mnie: „spontaniczna remisja choroby”. Różne koncepcyjne umysły powiedzą tak: „Niemożliwe jest, aby to się wydarzyło”. I oczywiście, że niemożliwe jest, aby się to wydarzyło w ich układzie odniesienia, ponieważ oni wciąż izolują się w idei, że węgiel, wodór i tlen, które osadziły ich w tej azotowej chmurze, stanowią ich rzeczywistość. I ja temu zaprzeczyłem. A ponieważ jestem czynnikiem w twoim umyśle, to musiałeś mnie poinstruować, abym to uczynił. Proszę cię jedynie, żebyś uznał w tej chwili, że dzięki mocy Boga reprezentujemy nowy rodzaj komunikacji, nowe przymierze, porozumienie, które zawarliśmy ze sobą gdzieś w czasoprzestrzeni, że dokonamy tego aktu uzdrowienia. Jestem postacią w tej historii, a nazywają mnie Mistrzem-Nauczycielem… Jako nauczyciel nauczycieli pokazuję ci, że twoim obowiązkiem – jako zbawiciela tego świata – jest deklarowanie przebaczenia i miłości dzięki mocy twego umysłu, ponieważ moc twojego umysłu jest tym samym, co wszechświat. Ten proces pozwala nam wpierw spojrzeć na wskroś idei ciemnego światła, które wcześniej reprezentowało nasze oddzielenie, dzięki czemu widzimy razem, że otacza nas światło natychmiastowej przemiany.

A zatem jak skończy się ten świat? Właśnie się skończył. I znowu się skończył… Zaś w szczęściu, które czujesz, zawiera się idea, że być może, za twoim pozwoleniem, pozostanę w tych parametrach świadomości, w których zacząłeś na tyle przyspieszać swoją ideę przemiany, że razem możemy spełnić daną nam misję. A jest nią wzajemne rozpoznanie siebie w tej przestrzeni i w tym czasie – poprzez ten cud, poprzez ten Kurs Cudów przemiany naszych umysłów. Do zobaczenia za chwilę. Pamiętaj, że Bóg towarzyszy nam, dokądkolwiek idziemy, ponieważ Bóg jest Umysłem, którym myślimy i w którym dzielimy się tą mocą miłości. Powiedzmy to razem: „Niech Bóg nas błogosławi, każdego z nas”.